piątek, 26 października 2018

Życie po duńsku. Rok w najszczęśliwszym kraju na świecie. Helen Russell

   TYTUŁ: Życie po duńsku. 
Rok w najszczęśliwszym kraju na świecie
AUTOR: Helen Russell
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
GATUNEK: literatura faktu/reportaż
STRON: 304
Data premiery: 15 marca 2017



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Po książkę sięgnęłam po przeczytaniu, że Dania zabiera swoim mieszkańcom 50% wynagrodzenia. I jak tu być szczęśliwym? Mnie to nie dawało spokoju. I dlatego kupiłam tę książkę. Bo w bibliotece było kilkanaście osób w kolejce. Bo ciekawość nie dawała mi spokoju. Bo o Danii mało wiem.

Helen Russell to brytyjska dziennikarka, która wraz z mężem przenosi się do Danii. Mąż zaczyna pracę w Lego. Autorka nie jest tym pomysłem zachwycona. Swoje rozterki obszernie opisuje we wstępie.  

Rozdziały podzielone są na miesiące. W każdym z nich porusza inny temat. 
Obserwuje, zastanawia się, pyta, komentuje.
Spotyka się z dziennikarzami, kulturoznawcami, pracownikami różnych instytucji, ale też pyta przeciętnego Duńczyka.
Nie boi się żadnej tematyki, nie osądza, czasami zabawnie komentuje. Często nie może wyjść ze zdziwienia. Porównuje Danię z Wielką Brytanią. Głośny Londyn z cichą wsią. Zachwyca się ciszą i słodkimi bułeczkami. Ale też tęskni za rodziną i przyjaciółmi.

Nigdy nie byłam w Danii. Nie planuję wyjazdu. Ale niezmiennie zastanawiało mnie jak wygląda życie w najszczęśliwszym kraju na świecie. Książka ta zaspokoiła moją ciekawość:
Dowiedziałam się, że można pracować mniej i nie brać udziału w wyścigu szczurów.
Że można szukać równowagi pomiędzy życiem rodzinnym i zawodowym.
Że można pięknie mieszkać i cieszyć się swoim otoczeniem.
Że można być dumnym ze swego kraju i chętnie angażować się  w różne uroczystości.
Nie spieszyć się, nie zazdrościć, nie kłamać.
Kochać, lubić, ufać.

Ale jeśli myślicie, że Dania nie ma problemów, to się szczerze mylicie. Jak każdy kraj ma swoje kłopoty i bolączki. Mały przyrost naturalny, problemy z wszelakimi używkami i bardzo dużą sprzedaż antydepresantów. I jeszcze wiele innych.

Oprócz przyglądaniu się Danii z Russell poznajemy też jej osobiste zmartwienia i radości. 
Zmagania z językiem, osamotnienie, zmiany w życiu zawodowym, ale też niespodziewane odnalezienie przyjemności w obcowaniu z naturą, spokój i relaks we własnym domu.


Mnie najbardziej odpowiadał sposób opowiadania. Trochę żartobliwy, trochę ironiczny, ale z inteligentną refleksją i zaskakującymi wnioskami.
Momentami parskałam śmiechem, ale były momenty, że zatrzymywałam się na dużej.

Dostałam dużą dawkę informacji: dat, liczb, definicji. Wszystko podane w sposób ciekawy i z humorem. Najbardziej zaskoczyło mnie to, ze w kraju Andersena mieszka tylko niecałe 6 milionów mieszkańców. Co w porównaniu z Londynem, w którym mieszka ponad 8 milionów ludzi, wypada co najmniej blado.

Bardzo polecam tę książkę.
Wspaniała rozrywka.

PS. "Tło" do zdjęcia pożyczyłam od syna, największego wielbiciela kloców Lego, jakiego znam.

3 komentarze: