wtorek, 23 kwietnia 2019

Muzyka dla Ilse. Ewa Formella.

TYTUŁMuzyka dla Ilse
AUTOR: Ewa Formella
WYDAWNICTWO: Replika
GATUNEK: powieść polska
STRON: 304
DATA PREMIERY: 16 kwietnia 2019
SERIA: Szkatułka wspomnień



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




To moje drugie spotkanie z autorką i kolejne, które mogę zaliczyć do udanych. 
Poprzednia książka, "Listy do Duszki", wywołała we mnie tyle emocji, że postanowiłam bliżej przyjrzeć się twórczości Pani Ewy.

Ta lektura inspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami. To duży plus.

Narracja prowadzona jest dwutorowo. Bardzo lubię ten zabieg, choć obawiam się go, bo czasami można się pogubić. Tu wszystko poszło sprawnie i płynnie.

Lubię historie rodzinne, a szczególnie, gdy skrywają tajemnice z przeszłości. I tu takie były. Po takiej lekturze zawsze się zastanawiam: czy warto je odkrywać? Tu, każdy czytelnik, będzie musiał sam sobie odpowiedzieć na to pytanie.

Jednak dwa wątki zasługują, w mojej ocenie, na szczególne podkreślenie.
Ta powieść potwierdza moje osobiste przekonanie, że bycie dobrym człowiekiem nie zależy od narodowości czy wyznania. Bo nie wszyscy Niemcy byli źli i nie wszyscy Polacy ratowali Żydów. Była wojna, a to oznacza ekstremalne warunki i niewyobrażalnie trudne decyzje. Mnie, jako matce, szczególnie ciężko czytało się o losach dzieci. Czy potrafiłabym porzucić dziecko w drodze do obozu koncentracyjnego? Czy wolałabym zabrać je ze sobą? Nie mnie to oceniać. Niemniej, nie mogłam przeczytać niektórych fragmentów bez łez. 

Rola muzyki w życiu człowieka. Ilse, mała niepełnosprawna dziewczynka potrafi zatracić się w grze na fortepianie i jednocześnie zarazić innych swoją miłością do muzyki. Autorka cudownie pokazała świat nut i jego wpływ na obie dziewczynki. Bo opiekunką i towarzyszką Niemki była Polka, która została wysłana do Rzeszy "do pracy". Tą pracą była, właśnie, opieka nad niepełnosprawną pianistką. Obie panienki, choć z dwóch różnych światów, potrafiły się zaprzyjaźnić i przetrwać wojnę w wiejskiej posiadłości. Spokojnej, jak na czasy wojenne.

Przypadł mi do gustu też wątek edukacyjny. Dość szczegółowo opisane święta i zwyczaje żydowskie. O wielu aspektach tego wyznania nie miałam pojęcia. Czytałam z zaciekawieniem.

Jedynie co mnie "uwierało", to watek Ilony i jej znajomości z Andrzejem. Ale wątki współczesne zawsze tak jakoś "blado" wypadają, w moich oczach, przy historiach z przeszłości.

No i zakończenie. W moich odczuciu, dość przewidywalne, ale i tak nie popsuło mi czytania. Bardzo emocjonujące i chwytające za serce. 

Autorka informuje nam, że jest to książka na faktach. Ta historia zdarzyła się naprawdę. Jednak, z wielu powodów, musiała zmienić imiona bohaterów.

"To pierwsza (z czterech), które postanowiłam napisać na podstawie wspomnień moich cudownych podopiecznych". To słowa autorki. Czyli będą kolejne książki. Czekam.

Jako podsumowanie tej lektury przytoczę słowa profesora Władysława Bartoszewskiego: "Warto być przyzwoitym". A ja dodam: bez względu na okoliczności.

Polecam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz