wtorek, 12 czerwca 2018

Ortodroma. Mateusz Janiszewski {RECENZJA PRZEDPREMIEROWA}

TYTUŁ: Ortodroma
AUTOR: Mateusz Janiszewski
WYDAWNICTWO: Znak Literanova
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 208
DATA PREMIERY: 20 czerwca 2018 roku

Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak Literanova.



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Kiedy zdecydowałam się przeczytać tę książkę, to myślałam sobie: ot! kolejna pozycja z literatury podróżniczej. Popłynę z autorem w nieznane, dam się ponieść przygodzie.
A tu spotkała mnie niespodzianka!
Ale zanim o niej napiszę, to przedstawię Ci klika istotnych informacji, które (moim zdaniem) mają znaczenie.
Mateusz Janiszewski to człowiek renesansu. Lekarz, pisarz, tłumacz, podróżnik. Jako lekarz pracował w Timorze Wschodnim i w wyniku tego pobytu powstał reportaż "Dom nad rzeką Loes". Otrzymał za niego Nagrodę im. Beaty Pawlak, która przyznawana jest osobom publikującym teksty w języku polskim traktujące o innych religiach, kulturach i cywilizacjach. I to już mnie zaciekawiło.
Do tego intrygujący tytuł. Cóż on oznacza? Ortodroma to z gr. orthós – prosty, drómos – bieg, tor wyścigowy czyli  najkrótsza droga pomiędzy dwoma punktami na powierzchni Ziemi. I zaraz przypomniało mi się powiedzenie: "Kto drogę skraca, ten na noc do domu nie wraca". Czy i w tym wypadku tak będzie?
Autor zainspirował swoja podróż inną wyprawą. W 1914 roku Ernest Shackleton obrał na cel Antarktydę. Statek został uwięziony w lodzie. Trwała walka o życie załogi.

Autor wyrusza śladami tamtej wyprawy sprzed stu lat.
Ale nie jest to zwykła relacja typu "tu byłem i tamto widziałem".
Pan Mateusz z niezwykłą wrażliwością opisuje nam tę podróż. Zwraca uwagę na drobnostki, którymi potrafi się zachwycić. Pięknym językiem maluje krajobrazy i snuje rozważania, które nasuwają mu się w kontakcie z przyrodą. Autor używa wielu niebanalnych porównań i ciekawych spostrzeżeń. Czasami można odnieść wrażenie, że odkrywa w sobie poetycką stronę swojej osobowości. I tu nie jestem przekonana czy to spodoba się szerszemu gronu odbiorców. Mnie tym zachwycił. 
Czasami snuje wręcz intymne rozważania, a innym razem rozwija swoje wątpliwości natury filozoficznej. Pyta o siłę natury, życie, śmierć, ludzkie słabostki. 
Bezkresna cisza oceanu, samotność i kontakt z przyrodą w połączeniu w wrażliwością i refleksyjną duszą Janiszewskiego zapewniają niesamowite wrażenia podczas czytania. 
Nie da się czytać tego reportażu szybko i nieuważnie. Należy się nim delektować jak najlepszą kawą. Bo ona jest jak espresso: przy niewielkiej objętości daje ci maksimum wrażeń. A to lubię.
Lektura idealna do wielokrotnych powrotów.

Polecam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz