poniedziałek, 30 listopada 2020

Zanim umarłam. S.K. Tremayne

TYTUŁ: Zanim umarłam
AUTOR: S.K. Tremayne
WYDAWNICTWO: Czarna Owca 
GATUNEK: thriller psychologiczny
STRON: 448
DATA PREMIERY: 19 czerwca 2019 




Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Po Bliźniętach z lodu i Dziecku ognia, które bardzo przydały mi do gustu sięgnęłam po kolejną książkę tego autora.

Zanim umarłam to thriller psychologiczny, który ma wszystko to, co lubię w tym gatunku.
Jest bohaterka, która cudem uchodzi z życiem z wypadku samochodowego. 
Są jej rozważanie i przemyślenia, które nie bardzo zgadzają się z rzeczywistością. 
Są też wspomnienia, które nie wiadomo czy są jej wspomnieniami czy urojeniami.
Są nastrojowe opisy przyrody, które tworzą niesamowity klimat.
Pogoda jest bohaterką drugoplanową, ale jakże istotną.

I przewracając kartki cały czas trybiki w mózgu kręcą się na najwyższych obrotach: Czy to był wypadek? Kto kłamie, a kto mówi prawdę? Co widzi dziewczynka z autyzmem? Czy tajemnice z przeszłości wypłyną? I czy mają znaczenie? Co pamięta Kath, a co jej się wydaje? I tak w koło pytanie za pytaniem...

Autor podsuwa wiele różnych rozwiązań, pomysłów i przedstawia kilka sytuacji, które zmieniają podejście czytelnika do całej akcji.
Tremayne świetnie przykuł moją uwagę, rozbudził zaciekawienie i zbudował napięcie.
Książka należy do gatunku tych samo czytających się i tylko zakończenie może rozczarować. Choć nie musi, bo to zależy od czytelnika. Ja obstawiałam wiele innych.
Wątek dziecka z zaburzeniami ze spektrum autyzmu jest ciekawie przedstawiony i skłania do myślenia. Spór rodziców czy poddać dziecko badaniom czy nie pozwala spojrzeć na problem z dwóch różnych punktów.
Tylko wątek wierzeń ludowych i czarownic trochę mnie rozczarował. Ale to pewnie dlatego, że ja z założenia nie lubię takiej tematyki.

Podsumowując: dobry thriller z intrygującą fabułą, niejednoznacznymi bohaterami, plastycznymi opisami przyrody i zaskakującym zakończeniem.

Polecam.

czwartek, 26 listopada 2020

Organista z martwej wsi. Danuta Chlupová

 

TYTUŁOrganista z martwej wsi
AUTOR: Danuta Chlupová
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Novae Res
GATUNEK: obyczajowa
STRON: 320
DATA PREMIERY: 25 listopada 2020



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




To już moje trzecie spotkanie z twórczością Autorki. Poprzednie książki, Blizna i Trzecia terapia, przypadły mi do gustu, to i po tę chętnie sięgnęłam.

Odkąd skończyłam czytanie, to zastanawiam się jak napisać o tej książce i jednocześnie nie zdradzić za wiele. Ta powieść ma tyle ciekawych wątków.

Głównym tematem jest wpływ jednego zdarzenia na resztę życia. Jak to jest być sądzonym nie za swoje winy? Czy to, co się wydarzyło było celowym działaniem czy był to może wypadek? 
Z premedytacją nie piszę szczegółowo, aby nie psuć frajdy z czytania.
Kolejnym wątkiem, na który zwróciłam uwagę jest życie w czasach komunizmu, a dokładnie w latach 50 XX wieku. Partia, propaganda, układy i wiele różnych działań, które były znakiem tamtych czasów.
Mała miejscowość, której mieszkańcy żyją z pracy w kopalni. Jest to dla mnie ciekawy wątek, jak działania władz kopalni wpływają na życie ludzi i środowisko. I nie mam tu tylko na myśli zajmowania terenów przez kopalniane władze, ale też wpływ na psychikę ludzi wysiedlanych z domów.
Bardzo mnie zainteresowało znaczenie muzyki w życiu głównego bohatera, ale nie tylko jego. Syn Teodora odziedziczył talent po ojcu, a chłopiec, którego uczył grać też przejawiał miłość do muzyki. Jak muzyka wywarła wpływ na ich życie, to już musicie doczytać sami.
Mam tylko nadzieję, że uczynienie z chłopca z autyzmem jednym z bohaterów przyczyni się do lepszego zrozumienia spotykanych ludzi z tym zaburzeniem w otaczającej rzeczywistości.

Wszystkie te wątki są ze sobą w ciekawy sposób splecione, nie wywołują poczucia chaosu. I choć akcja dzieje się dwutorowo, to czytelnik płynnie przechodzi pomiędzy nimi. Do tego jeszcze postacie nie są jednoznaczne, choć ja akurat głównego bohatera, Teodora, nie polubiłam.  
Autorce udało się wzbudzić moją ciekawość i zmusić do wielu chwil zastanowienia.

I proszę przyjrzeć się okładce. Ona świetnie oddaje klimat książki. Bardzo w moim guście. 

Podsumowując: interesująca powieść obyczajowa z wieloma ciekawymi wątkami.

Polecam. 


Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae Res.

sobota, 21 listopada 2020

Dziewczyny wodza. Tim Heath


TYTUŁ: Dziewczyny wodza
AUTOR: Tim Heath 
WYDAWNICTWO: Bellona
GATUNEK: literatura faktu/wspomnienia
STRON: 390
DATA PREMIERY: 24 października 2019

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Dziś o kolejnej książce co, do której mam mieszane uczucia. I choć nie mam poczucia straconego czasu, to jednak pozostał lekki niesmak. 

Tim Heath przeprowadził wiele rozmów z kobietami, którym okres dzieciństwa i wczesnej młodości przypadł na lata 30 XX wieku w Trzeciej Rzeszy. Wszystkie one przystępowały do organizacji Jungmädelbund albo Bund Deutscher Mädel. Były to sekcje żeńskie nazistowskiej organizacji młodzieżowej Hitlerjugend. Dla formalności dodam tylko, że od 1936 roku Ustawa o Hitlerjugend przewidywała obowiązkowe członkostwo w BDM dla wszystkich dziewcząt od 10 do 18 roku życia. Te wspomnienia są bardzo różne i można je oceniać na kilka sposobów. Ale niewątpliwie są cennym zapisem przeżyć świadków tamtych wydarzeń. Ja daleka jestem od oceniania tych kobiet. Nie żyłam w tamtych czasach i nie byłam poddana propagandzie nazistowskiej. Czytałam z zaciekawieniem. W poprzednim wpisie na blogu pisałam właśnie o wspomnieniach mężczyzny, który jako chłopiec działał w Hitlerjugend. I teraz mam pełniejszy obraz młodzieży, której przyszło żyć pod władzą Hitlera. I jest on, w moich oczach, przerażający. I tutaj, jak w poprzedniej książce zwróciłam uwagę, pisząc kolokwialnie, na pranie mózgu" dzieci niemieckich. Tu akurat dzieci, ale jeśli ktoś zna historię XX wieku, to nie tylko dzieci. Daje do myślenia.
I to jest na tyle, jeśli chodzi o plusy tej książki.

Autor w moich oczach nie udźwignął tematu. Książka, która ma aspiracje do bycia książką historyczną nie posiada przypisów do faktów i cytatów na które powołuje się autor. Niesamowite. Opiera się na aktach brytyjskich archiwów. Przywołuje różne fakty i wypowiedzi. Czasami dość kontrowersyjne. I nie podaje źródeł? Pierwszy raz się spotkałam z tym, że tłumacz (!) dodaje przypisy od siebie. A gdzie bibliografia?
I do tego osobiste poglądy autora, które, przynajmniej dla mnie, były zupełnie zbędne. Nie interesuje mnie co autor myślał o swoich rozmówczyniach i czasach w których żyły. Poglądy Pana Tima o tym, że wojska alianckie były moralnie nieskazitelne, a wojskie rosyjskie to hordy dzikusów mógł autor zostawić dla siebie. Bardzo, ale to bardzo nie lubię generalizowania. Tak samo jak przytaczania niepotwierdzonych faktów. Ciekawa jestem gdzie wyczytał, że dziewczęta z BDM brały udział w Powstaniu Warszawskim?

Podsumowując: świetny pomysł na zachowanie wspomnień osób, którym dane było żyć w czasie Trzeciej Rzeszy. Autor kompletnie nie podołał zadaniu. Minusy za przytaczanie niepotwierdzonych faktów i brak bibliografii, a plusy za ocalenie wspomnień i wiele ciekawych zdjęć.

Polecam. Jednak polecam. Tylko ze względu na pamięć o tych kobietach.


sobota, 14 listopada 2020

Dziecko Hitlera. Moja młodość wśród nazistów. Alfons Heck.

 

TYTUŁ: Dziecko Hitlera. Moja młodość wśród nazistów.
AUTOR: Alfons Heck
WYDAWNICTWO: Replika
GATUNEK: literatura faktu/autobiografia
STRON: 328
DATA PREMIERY: 20 września 2020




Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Cenię sobie bardzo książki z półki literatura faktu. A szczególnie te, które dotyczą drugiej wojny światowej. Dziś chcę zachęcić do sięgnięcia po autobiografię człowieka, który uwierzył Hitlerowi i wstąpił do Hitlerjugend. Jest to, przynajmniej dla mnie, zupełnie inne spojrzenie na ten konflikt zbrojny. Do tej pory czytałam wspomnienia osób, które przeżyły wojnę, jak np. ukrywających się Żydów czy prześladowanych Polaków. Czas spojrzeć z innej perspektywy.

Kiedy Adolf Hitler doszedł do władzy, to Autor miał 5 lat. W 1938 roku, w wieku 10 lat wstępuje do Jungvolku, młodszej sekcji Hitlerjugend. I rozpoczyna karierę w tej organizacji, pnąc się po szczeblach kariery. Nie będę tu streszczać życia Hecka, ale po wojnie zamieszkał w Stanach Zjednoczonych i tam pisał o swoich doświadczeniach w Trzeciej Rzeszy.

Zanim zaczniesz czytać, to chcę zwrócić uwagę na kilka istotnych rzeczy.
Książka ta została wydana po raz pierwszy w 1985 roku, natomiast w Polsce w 2020 roku. Spora różnica w czasie. Autor na wstępnie przyznaje, że podjął się spisać swoje wspomnienia będąc już po pięćdziesiątce. I pisze wprost, że nie wszystko pamięta i że pewne fakty może wspominać trochę inaczej. Mnie to nie przeszkadzało. Najważniejsze, że uprzedził na początku książki.

Ja zwróciłam uwagę, pisząc kolokwialnie, na pranie mózgu" dzieci niemieckich. Tu akurat dzieci, ale jeśli ktoś zna historię XX wieku, to nie tylko dzieci. Sama mam syna w wieku, który uprawnia go do wstąpienia do Hitlerjugend, gdyby oczywiście żył prawie 100 lat temu. I myślę, że to trochę zaburzyło mój odbiór tej książki. Kiedy czytałam co robił Heck, a potem spojrzałam na syna, to ogarniało mnie przerażenie. Przecież to byli tylko chłopcy, którzy powinni grać w piłkę i jeździć na rowerach, a nie maszerować ulicami i siać nienawiść wśród rodaków. Przyznaję się: to nakręcało mi w głowie spirale różnych myśli i skojarzeń. Nie każdy czytelnik może to tak odebrać, jak ja.

Jak pokazuje ta biografia, wojna położyła się cieniem na całym dalszym życiu jej Autora. Mieszkał w USA do końca życia, a przez całe pisał felietony i artykuły, które były związane z jego niemieckimi doświadczeniami. Szukał rozgrzeszenia czy wytłumaczenia? A może chciał się pogodzić z przeszłością? Nie zmienia to faktu, że uczestnicy wojen, bez względu na to, po której stronie stoją, nigdy o niej nie zapomną. Do tej pory czytałam i rozmyślałam o osobach, które przeżyły obozy koncentracyjne. Teraz będę myśleć o tych z drugiej strony konfliktu. Choć doświadczeń nie da się porównać, to ta książka wskazuje, że wojna zostaje w jej uczestnikach do końca życia.

Choć te wspomnienia nie są wolne od wad, to, dla mnie, są ważnym głosem w dyskusji o traumie i życiu w XX wieku. Pokazują jak propaganda i manipulacja niedojrzałymi umysłami nastolatków może doprowadzić do strasznych skutków. Autorowi świetnie udało się uchwycić pewne mechanizmy polityki, socjologiczne czy gospodarcze. 

I zwróć uwagę na zdjęcia i przypisy. Godne bliższego przyjrzenia się.

Polecam. 

I idę przytulić syna ciesząc się, że nie MUSI wstępować do żadnej organizacji.

środa, 4 listopada 2020

After Auschwitz. Przejmujące świadectwo przetrwania przyrodniej siostry Anny Frank. Eva Schloss

 

TYTUŁ: After Auschwitz.
 Przejmujące świadectwo przetrwania przyrodniej siostry Anny Frank.
AUTOR: Eva Schloss
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo M
GATUNEK: literatura faktu/autobiografia
STRON: 364
DATA PREMIERY: 25 października 2020



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




After Auschwitz to książka, która wywołała u mnie mnóstwo emocji i refleksji. A ponieważ jest to literatura faktu, to te emocje są jeszcze silniejsze. I w trakcie czytania zadawałam sobie mnóstwo pytań, nie tylko na tematy wojenne.
Zacznę dziś trochę nietypowo, bo od tego, co mnie zirytowało. Były też wzdychające słowa uznania, ale o tym potem.
Podtytuł, który brzmi: Przejmujące świadectwo przetrwania przyrodniej siostry Anny Frank spowodował to, że nastawiałam się to tej lektury negatywnie. Annę Frank pewnie każdy zna dzięki jej dziennikowi z czasów wojny, kiedy go pisała ukrywając się przed Niemcami. Niestety sama autorka nie przeżyła, ale jej dziennik został bardzo cennym świadectwem wojennych czasów. I kiedy zobaczyłam ten podtytuł, to pomyślałam, że Pani Schloss chce pewnie podpiąć się pod sławę Anny i na tej rozpoznawalności zbudować sobie reklamę. Wykorzystać nazwisko znanej postaci, aby zwiększyć sprzedaż i zrobić dobrą reklamę. Ale jak bardzo się pomyliłam!

After Auschwitz autobiografia kobiety, która przeżyła piekło na ziemi, a los splótł jej życie z rodziną Franków. Eva w latach 30 XX wieku mieszkała z rodziną w Wiedniu. Kiedy Niemcy wchodzą do Austrii, to rodzina Evy ucieka do Holandii. I tam właśnie dziewczynki, Anna i Eva, się poznają. Po pewnym czasie obie rodziny, jak wiele żydowskich rodzin mieszkających w Holandii, zostają schwytane i wywiezione do obozu zagłady w Auschwitz. Eva ma wtedy 15 lat. Nie wszystkim będzie dane przeżyć...

W życiorysie Evy można wyróżnić kilka etapów.  Zresztą sama autorka podkreśla to w swojej książce.
Okres wiedeński, kiedy to spokojnie żyła z rodziną w Austrii. Okres holenderski, który uważa za najszczęśliwszy okres w swoim życiu, pomimo trwającej wojny. Czas spędzony w obozie, to czas piekła na ziemi. Czasy powojenne można podzielić na dwa etapy: czas powrotu do zdrowia i codzienności i czas, kiedy Eva postanawia opowiedzieć rodzinie i światu o swoich przeżyciach.

Podczas czytania łzy same napływają do oczu. I choć spodziewałam się, że z trudem przyjdzie mi przebrnąć przez okres uwięzienia w obozie, to bardzo się pomyliłam. Po wielu latach czytania wspomnień Ocaleńców wiedziałam czego się spodziewać. Ale mnie zawsze interesowało jak po takim piekle na ziemi można wrócić do codziennej rzeczywistości. I ta książka spełniła w tym zakresie moje oczekiwania. Eva bardzo ciekawie opisuje swoje powojenne koleje losu. Nie ma w nich złości ani nienawiści. Jest tęsknota za bratem i ojcem, jest miłość do matki i ojczyma, jest zmaganie się ze wspomnieniami i wiele, wiele innych spraw, o których musicie doczytać sami.

I wbrew podtytułowi samej Anny Frank jest tu bardzo niewiele. To, że ojciec Anny ożenił się z matką autorki wpłynęło na życie Evy, ale zupełnie inaczej niż sugeruje to podtytuł. Już sam życiorys Evy jest przejmujący i ściskający za serce. Matka Evy wraz z mężem poświęciła, co prawda, swoje małżeńskie życie na to, żeby pamięć po Annie nie zaginęła i żeby dziennik został przetłumaczony na wiele języków, ale to nie było jedynym i decydującym faktem wpływającym na życie Evy. 

Ponieważ, jak sama pisze w książce, Schloss zdecydowała się na napisanie swej autobiografii będąc już w kwiecie wieku, przyznaje się, że pamięć jest zawodna i nie zawsze jej dopisuje. Trauma, która jej nie opuszcza od dnia uwolnienia z obozu powoduje, że wiele faktów wyparła albo inaczej je zapamiętała. Książkę tę należy potraktować jak świadectwo czasów przeszłych i formę oczyszczającej spowiedzi. Szczere, subiektywne i miejscami zniekształcone przez pamięć autorki.

Ogrom poruszanych problemów, wydarzeń i emocji powoduje, że o tej książce myśli się jeszcze długo po zakończonym czytaniu. Czytelnik pozostaje z mnóstwem pytań i przemyśleń.

Polecam.