poniedziałek, 30 marca 2020

Dzieci Sendlerowej. Tilar J. Mazzeo

TYTUŁ: Dzieci Sendlerowej
AUTOR: Tilar J. Mazzeo
WYDAWNICTWO: Bez Fikcji
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 340
DATA PREMIERY: 11 marca 2020 roku

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Tilar J. Mazzeo to amerykańska pisarka, która ma swoim koncie już kilka książek. W Polsce wydano dopiero kilka. To jest moje pierwsze spotkanie z jej twórczością. Osoba tytułowej bohaterki interesuje mnie od dawna. Sięgnęłam po tę książkę z ciekawością i pytaniem: co jeszcze można napisać nowego o tej niezwykłej kobiecie?

Autorka nie skupia się tylko na wojennym fragmencie życia Sendlerowej. Opisuje dom rodzinny, życie uczuciowe, okres warszawski, otwocki i piotrkowski i powrót do Warszawy. Okres przedwojenny i życie podczas okupacji. Dopiero epilog skupia się na latach 1946-2008. 

Mam nadzieję, że każdy Polak zna, choć w zarysie, życiorys Sendlerowej. Jej osoba jest mi szczególnie bliska oczywiście prócz poglądów i podejścia do niektórych spraw. I tu cytat, który jest moim ulubionym:

Ludzi należy dzielić na dobrych i złych. Rasa, pochodzenie, religia, wykształcenie, majątek – nie mają żadnego znaczenia. Tylko to, jakim kto jest człowiekiem

Mieszkałam i pracuję w Piotrkowie Trybunalskim. Tak jak Pani Irena pisałam maturę w Piotrkowie i też jak Pani Irena spotkałam w tym mieście swojego męża. Sendlerowa została uhonorowana tablicą pamiątkową na budynku w którym mieszkała. 

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


A wracając do książki...
Autorka napisała tę biografię bardzo przystępnym językiem. Czyta się ją jak powieść wojenną. A czytałam już wiele biografii i wiem, że można zanudzić czytelnika. Tutaj, pomimo tego, że znałam już wcześniej historie życia naszej bohaterki, to przewracałam kartki z zaciekawieniem.

Do gustu przypadło mi też, że autorka nie idealizuje Sendlerowej. Była kobietą ciekawą, miała swoje wady i zalety. Jako panienka z dobrego domu nie spełniała wymogów swojej epoki. Miała męża i kochanka, rozwiodła się z mężem po to aby się późnej z nim zejść. Ale pisarka nie ocenia też zachowań, ani nie generalizuje. Ocenę pozostawia czytelnikowi.

Zwróciłam też uwagę na to, że Mazzeo mocno podkreśla, że pani Irena nie działała sama. Na końcu książki znajdziemy listę postaci, które współpracowały z Sendlerową wraz z krótką notatką o danej osobie. Są to bardzo ważne informacje. Osoby te pracowały w tzw. siatce Ireny. W moim odczuciu są one czasami pomijane w kontekście współpracy z Sendlerową.

We mnie książka wzbudziła dużo emocji. Wiadomym jest jakie warunki panowały w gettach. I wiadomo jest co groziło za pomoc Żydom. Śmierć. Nie więzienie czy inna kara. A wiele osób, które pracowały z tą działaczką Żegoty miały rodziny. Narażały nie tylko siebie, lecz także całe rodziny. Zawsze przy tego typu książkach zadaję sobie pytanie: co ja bym zrobiła na miejscu naszej bohaterki? 

Dla bardziej dociekliwych na końcu książki znajduję się obszerna bibliografia. Warto tam zajrzeć.

Znalazłam tylko jeden minus. Trochę brakowało mi zdjęć. Ale to tylko moje subiektywne odczucie, bo ja akurat uwielbiam stare fotografie.

I na koniec cytat, który podkreśla jaką osobą była kobieta o pseudonimie Jolanta:

Żałuję tylko jednej rzeczy – mogłam zrobić więcej. To uczucie żalu będzie mi towarzyszyć aż do momentu śmierci.

I to powiedziała osoba, która uratowała ponad dwa i pół tysiąca dzieci...

Polecam. 

Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Wydawnictwa Bez Fikcji

sobota, 28 marca 2020

Światło ukryte w mroku. Sharon Cameron

TYTUŁ: Światło ukryte w mroku
AUTOR: Sharon Cameron
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Kobiece
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 480
DATA PREMIERY: 25 marca 2020 roku


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek
   


Przejmująca powieść oparta na prawdziwej historii sióstr Podgórskich – Heleny i Stefanii (...) jak czytamy na portalu lubimyczytac.pl. Bardzo sceptycznie podchodzę do takich książek. Oparta, inspirowana... bywa z tym różnie. Mam złe doświadczenia z tego typu powieściami. Ale niezmiennie od lat mnie do nich ciągnie. I tej postanowiłam dać szansę. Czy warto było poświęcić jej czas? 

Stefania i Helena Podgórskie to postacie autentyczne, które są głównymi bohaterkami tej powieści. Mają odpowiednio 16 i 6 lat. Mieszkają same. Trwa druga wojna światowa. W Przemyślu Niemcy tworzą getto dla ludności żydowskiej. Siostry mają tylko siebie. W wyniku wielu decyzji i sytuacji dają schronienie trzynastu Żydom. Z całą świadomością nie streszczam fabuły. Istotną informacją jest to, że siostry zdane same na siebie udzielają schronienia nie członkom rodziny, ale obym osobom.

Autorka to amerykańska pisarka i ma swoim koncie już kilka książek. Ale ta jest pierwszą wydaną w Polsce. Jak sobie poradziła z tą trudną tematyką? Moim zdaniem bardzo dobrze. Jak sama przyznaje na swojej stronie na Facebooku, historię sióstr poznała już dawno. Zaczęła zgłębiać temat. Poznała obie siostry, niektórych uczestników tamtych wydarzeń. Przeglądała wiele dokumentów, poznała syna Stefanii, Eda, i z nim zwiedzała Polskę oraz miejsca związane z tą historią, jak np. Przemyśl. I dopiero po zebraniu materiału usiadła do pisania.

Ta historia porusza tyle ważnych tematów, że nie wiem od którego zacząć. 

Zanim zacznę, to przypomnę tylko jedną ważną rzecz:
15 października 1941 roku Hans Frank wydał rozporządzenie, w którym, między innymi, za pomoc Żydom groziła kara śmierci. Przypominam, tak tylko dla jasności.

Podgórskie to nieletnie Polki, które ukrywają Żydów. Są, z czasem, świadome konsekwencji. I trzeba przyznać, że postawy naszych rodaków wobec ludności żydowskiej były różne. Cameron nie ocenia, pokazuje, że bycie dobrym człowiekiem nie zależy od narodowości. 

Stefania to nastolatka. Rozumie i wie co się dzieje. Ale Helena ma dopiero 6 lat. Obserwując rzeczywistość przechodzi przyspieszony kurs dorastania. Autorce świetnie udało się oddać te relacje i pokazać wojnę oczami nieletnich. Bo jak, np., wytłumaczyć dziecku powód powstania getta?

Autorka bardzo dobrze pokazała klimat tamtego okresu. Opisy strachu i głodu powodowały u mnie przyspieszone bicie serca. My, współcześni, nie mamy o tym pojęcia. Strach, który paraliżuje i siostry, i ukrywanych. Głód, który odbiera zdolność myślenia. A kiedy strach i głód obezwładniają jednocześnie? 

Siostry nie są bez skaz. Stefania ma wątpliwości w kwestii ukrywania Żydów, zastanawia się i rozważa. Ciężko pracuje, ale nie narzeka. Handluje czym się da, aby wyżywić ukrywających się i kłamie w żywe oczy. Ma chwile słabości i zwątpienia. A Helena zaczyna rozumieć coraz więcej. Potrafi dostosować się do sytuacji, pomaga jak może siostrze, ale też płacze i tęskni za resztą rodziny. Chce się bawić i wie, że musi dochować tajemnicy. Bardzo się boi i kocha siostrę.

W opowieść o siostrach wplecione są fakty historyczne. Powstanie getta w Przemyślu, bombardowanie miasta we wrześniu 1939 roku, publiczne egzekucje czy wywózka mężczyzn do obozu pracy w Janowie koło Lwowa. Tego wszystkiego są świadkami obie siostry. Lekcję historii ma Cameron zaliczoną.

Nie wiem jakimi intencjami kierowała się autorka, ale ja tę powieść odebrałam jako historię o bohaterstwie. Ale nie takim pomnikowym i idealnym o jakim zazwyczaj czytamy. Tylko o takim heroizmie o którym się nie myśli. O codziennej odwadze i zaradności. Działaniu z potrzeby serca, otulonym w paraliżujący strach i z widmem śmierci głodowej. Z kreatywnością godną pozazdroszczenia, z bezczelnością wymuszoną przez sytuację czy z uśmiechem i kłamstwem na ustach, kiedy trzeba. Stefania zdecydowanie nie jest grzeczną panienką. Podjęła się bardzo odpowiedzialnego zadania i robiła wszystko, aby je wykonać. 

Trzynaście istnień w zestawieniu ze śmiercią jednego człowieka - rzekła raz [Stefania]- Bilans był naprawdę korzystny.

Jest jeszcze wiele innych wątków. Jest też sporo tematów do przemyśleń. I są też momenty, kiedy i łza się zakręci. Ale to wszystko jest bardzo dobrze wyważone i nie ociera się o kicz i patetyczność. Pisarka umie operować słowem, dobrze buduje klimat opisywanych sytuacji i miejsc, nie ocenia, potrafi wzruszyć, kiedy trzeba i skłonić do zastanowienia. Dużym plusem jest też końcowe Od autorki. Tam Cameron wiele wyjaśnia. Koniecznie przeczytaj z uwagą.
Kolejny plus za zdjęcia i okładkę.

Jednym słowem? 

Polecam.

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek

niedziela, 22 marca 2020

Żółty ptak śpiewa. Jennifer Rosner

TYTUŁ: Żółty ptak śpiewa
AUTOR: Jennifer Rosner
WYDAWNICTWO: Otwarte
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 344
DATA PREMIERY: 11 marca 2020 roku


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Zanim zacznie się tę lekturę, to warto przeczytać o autorce. Przynajmniej dla mnie jest to istotna informacja w kontekście treści. 

Jennifer Rosner jest amerykańską pisarką, autorką książek dla dzieci i wielu artykułów prasowych. (...) Zawsze pasjonował ją świat ciszy i dźwięku oraz samotność i poczucie więzi. (...) Wyrazem tego jest pamiętnik If a Tree Falls, w którym pisze o wychowywaniu swoich głuchych córek w słyszącym świecie. Żółty ptak śpiewa to jej powieściowy debiut.

Najpierw małe ćwiczenie: wyobraź sobie, że masz pięcioletnią córkę i musisz się z nią ukrywać. A wasze życie zależy od zachowania ciszy w kryjówce. Każdy, kto miał do czynienia z kilkulatkami wie jak trudno im usiedzieć na miejscu, jak trudno im zachowywać się cicho. Cisza - patrz wyżej.

Choć akcja tej powieści rozgrywa się w czasie drugiej wojny światowej, to nie jest ona tu na pierwszym miejscu. Jest przyczyną i tłem tego, o czym chce nam opowiedzieć autorka. Przynajmniej ja ją tak odebrałam. 
Róża i jej pięcioletnia córka, Szira, są Żydówkami, które muszą się ukrywać. Przygarnia je jeden z byłych współpracowników i ukrywa w swojej stodole. Warunkiem przeżycia jest, nomem omen, brak śladów i odgłosów życia. Matka i córka spędzają całe dnie w ciszy i, praktycznie, w bezruchu. Matka robi wszystko,co przychodzi jej do głowy, żeby tak zorganizować czas, by córka nie zdradziła ich kryjówki swoim zachowaniem. Wymyśla żółtego ptaka, który śpiewa w wyobraźni dziewczynki wszelkie melodie jakie ona zapragnie. Bo istotny jest tu fakt, że dziewczynka jest uzdolniona muzycznie i bardzo jej brakuje dźwięków i tańca. I tak spędzają całe dnie zakopane w sianie i w ciszy. Aż przychodzi moment, w którym matka musi podjąć bardzo trudną decyzję: czy rozdzielić się z córką i oddać dziecko do zakonnic, co zwiększy jej szanse na przeżycie czy zostawić Szirę przy sobie i ukrywać się razem z nią w lesie? Wybiera rozstanie. Dziecko jedzie do klasztoru, a matka ucieka do lasu, aby tam się ukryć. I od tego momentu akcja toczy się dwutorowo.

I choć sama historia może wydawać się banalna (no, bo co jeszcze innego i nowego można napisać o ukrywających się Żydach w czasie drugiej wojny światowej?), to jest jednak wiele aspektów, które wyróżniają ją spośród podobnych historii.
Pierwsze, aczkolwiek nie najważniejsze, to okładka. W czasach, gdzie tak wiele książek traktujących o wojnie ma na obwolucie nazwę lub bramę obozu, to tutaj okładka jest delikatna, symboliczna i bardzo dobrze oddająca treść książki. No, ale to się wie dopiero po skończeniu powieści. Brawa dla wydawnictwa!
Druga rzecz na którą ja zwróciłam uwagę, to relacje matki i córki. Trudne czasy i trudne wybory. Autorka nie zawsze pisze wprost i zostawia miejsce na rozważania czytelnika. Sytuacja, w której się obie znalazły wymaga od nich dużo więcej niż każda inna w czasie pokoju. Bo jak wytłumaczyć kilkulatce, że nie zrobiły nic złego i dlaczego muszą się ukrywać. Niesamowita więź, która wystawiona na próbę, okazuje się nierozerwalna. Miłość matki, która jest niczym ciepły koc otulające dziecko przed całym złem tego świata.
Kolejny wątek, który mnie zauroczył (jakkolwiek by to nie zabrzmiało), to rozbrzmiewającą muzyka w głowie dziewczynki i wymuszona cisza w rzeczywistości. Dziecko jest uzdolnione muzycznie, chce śpiewać, grać i tańczyć. Tytułowy żółty ptak bardzo jej w tym pomaga. I tak, jak napisałam wcześniej, autorka jest mamą dwóch głuchych córek. I wspaniale udało oddać się klimat i nastrój w kryjówce, zmagania matki i córki, marzenia o muzyce i ciszę, w której słychać więcej niż w świecie dźwięków. 
Tak sobie myślę, że Rosner chciała pokazać jak ważna jest sztuka w życiu człowieka. Muzyka, która pomaga przetrwać trudne czasy i nie pozawala się poddawać smutkowi. I jak istotna jest wyobraźnia. Jak oddając się marzeniom i znikając w świecie iluzji możemy przetrwać najgorsze czasy. Ja tu widzę potęgę muzyki i siłę wyobraźni.

Na koniec dodam tylko, że zwróciłam też uwagę na to jak autorka przedstawia Polaków w tej historii. Rosner dokładnie wpisała się w mój pogląd, że bycie dobrym człowiekiem nie zależy od narodowości. Różnorodność postaci odzwierciedla postawy z jakimi możemy się spotkać w czasie wojny.

Autorka ujęła mnie swoją wrażliwością i sposobem przedstawienia niełatwych sytuacji. Do tego zrobiła to z dużym wyczuciem i bardzo plastycznym językiem. Nie otarła się o kicz i banał. Choć łzy stawały mi w oczach wielokrotnie. Emocje były i dałam się im ponieś.

Jest to jedna z lepszych pozycji o tematyce wojennej na rynku. Choć nie należy do literatury faktu.

Polecam.

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


piątek, 20 marca 2020

Lalki z getta. Eva Weaver

TYTUŁ: Lalki z getta
AUTOR:  Eva Weaver
WYDAWNICTWO: Prószyński i S-ka
GATUNEK: powieść
STRON: 384 
DATA PREMIERY: 23 kwietnia 2013

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek





Po tę książkę sięgnęłam dzięki bardzo wielu pozytywnym opiniom na które non stop natykałam się w necie. I wysokiej nocie na jednym z portali książkowych. Określenia takie jak powieść historyczna", niezwykła historia", poruszająca opowieść", „przepiękna, wciągająca i chwytająca za serce", przejmujący obraz wojny" itd., itp. No to jak nie przeczytać? Tym bardziej, że książka od kilku lat stoi u mnie na półce i czeka. No to się skusiłam.

Zarys fabuły także jest zachęcający. Akcja dzieje się dwutorowo: współcześnie i w czasie drugiej wojny światowej. Chociaż i trzeci tor" by się znalazł, bo część druga książki rozgrywa się już po wojnie w dalekiej Syberii i w czasach pokoju w Niemczech.

Dziadek Mika będąc już u kresu życia opowiada swojemu wnukowi, Danielowi, historię swojego życia. Jak dostał od swojego dziadka płaszcz pełny tajemniczych kieszeni. Zaczęła się właśnie wojna i dziadek Miki chciał, aby chłopiec nosił ten płaszcz pełen ukrytych w nim skarbów. Mika znajduje w nim wykonane przez dziadka pacynki, które mają umilić i pomóc przetrwać wnuczkowi koszmar wojny. Tak zaczyna się ta historia. Mika mieszka w getcie warszawskim i tam daje przedstawienia swoimi pacynkami. Odwiedza szpital dziecięcy, jego przedstawienia bywają także prezentem dla dzieci w żydowskich domach. Aż zauważa go niemiecki oficer, Max, i zabiera go do kantyny pełnej oficerów, aby zabawiał swoimi lalkami nazistowskich żołnierzy. Jako zapłatę dostaje chleb. I tak Mika prowadzi podwójne życie, bo nikomu o tych przedstawieniach nie mówi. I tak toczy się życie w getcie...

Druga część to opowieść Maxa, który zostaje zesłany po wojnie na daleką Syberię, zabierając ze sobą jedną z pacynek Miki. Mróz, głód i praca ponad siły to codzienność zesłańców. Czy Max wróci do rodziny? Jak potoczą się losy niemieckiego żołnierza po wojnie?

Powieść ta miała naprawdę duży potencjał. Sama historia ciekawa. W końcu autorka to pisarka, terapeutka i artystka, która w swojej pracy często powraca do zagadnień tożsamości i historii" - jak przeczytałam na okładce. Ta opowieść mogła być naprawdę interesująca, bo poruszała wiele ciekawych zagadnień: wojna widziana oczami dziecka, rola sztuki w ekstremalnych warunkach jakim jest getto, że bycie dobrym człowiekiem nie zależy od narodowości. Można by porozmyślać o przebaczaniu, winie, godzeniu się z przeszłością, miłości w trudnych okresie, relacjach polsko-żydowskich. A jest wiele więcej tematów, ale wszystko zależy od wrażliwości czytelnika. Tak mogłoby być. Ale... 
Nie było. Wszystko prysnęło jak przysłowiowa bańka mydlana, kiedy zaczęłam natykać się na takie kwiatki":

Warszawa skapitulowała 29 września". Serio? 

W szpitalu dziecięcym w getcie warszawskim, w którym brakowało dosłownie wszystkiego czytam:

...to musimy pana poczęstować herbatą."

A kilka akapitów dalej:
...brakuje nam jedzenia, żeby wyżywić te wszystkie małe buzie..."

I kilka stron dalej:
W sierocińcu getcie: ...przyniosła mi parującą filiżankę z herbatą..."

Naprawdę? W getcie popijali sobie herbatę i to jeszcze we filiżankach? 

A tymczasem w domu Miki:

Następnego dnia mama zawsze robiła mi trochę mocniejszą herbatę, czasem nawet dodawała odrobinę cukru".

Czytałam i miałam coraz większe oczy ze zdziwienia.

I tak można powiedzieć, że się czepiam. Ale skoro powieść ta określana jest jako historyczna i zaliczana do literatury faktu (sic!), to ja wymagam od niej, żeby trzymała się historii i faktów, a nie błądziła koło nich.
I to jeszcze nie koniec moich zastrzeżeń.

Mika ucieka po powstaniu w getcie warszawskim i ... Tamtego ciepłego wiosennego dnia w maju 1942 roku..." Serio? Lata nie mają dla autorki żadnego znaczenia?

Niemiec mówi do Żyda w getcie: ...chciałbym Cię prosić..". Bez komentarza.

Mika spotyka w szpitalu dziecięcym Janusza Korczaka. Jakby nie patrzeć lekarza - instytucję już w tamtych czasach. I jak o nim mówi? Janusz! Nie pan doktor, nie pan Korczak. Autorka pokazuje tutaj swoją ignorancję na temat znajomości wychowania w okresie międzywojennym. 

... Przy cienkiej herbacie opowiedziałem jej o Januszu i jego sierocińcu ..."

To samo dotyczy się Mordechaja Anielewicza, przywódcy powstania w getcie warszawskim. Choć w przypadku przywódcy ŻOB-u jestem skłonna przymknąć oko, bo obu młodzieńców dzieli kilka lat. Mika jest nastolatkiem, a Anielewicz w momencie wybuchu powstania ma 24 lata.

Autorka nie wspomina nic o obowiązku pracy w getcie. Nastolatek z lalkami biega sobie bezkarnie po getcie? Nie musi pracować ani on, ani żadna z osób z którymi mieszka?

Przedstawienie Polaków w czasie wojny i stosunków polsko-żydowskich w tamtym okresie też dobitnie pokazuje ignorancję lub brak wiedzy autorki w tej tematyce. Ukazuję stronę aryjską jako czystą i spokojną, którą zamieszkują obojętni Polacy. Mieszkają sobie w Warszawie i nie interesują się gettem. Nie ma mojej zgody na taki obraz wojny!

Do tego kilka faktów, jak dla mnie, mocno naciąganych. Podam tylko jeden przykład. Mika pod dziadkowym płaszczem przemyca dzieci z getta. Serio? Nastolatek przemyca dzieci pod płaszczem i żaden Niemiec nic nie widzi? Czyżby autorka naczytała się o Irenie Sendlerowej? I jak się ma ta sytuacja do obojętnych Polaków?

A to wszystko napisane jest tak fatalnym językiem, że czasami ogarniał mnie pusty śmiech. Mnóstwo zdrobnień, powtórzeń, patetycznych porównań oraz infantylnych określeń. Gdyby napisał tę książkę nastolatek, to bym słowa nie rzekła, ale ta pani nazywa się pisarką 

Jeśli w naszym kraju będą wydawane takie powieści jako powieści historyczne i ja będę czytać prawie same zachwyty o nich, to ja za nie bardzo dziękuję. Nie skorzystam. 

Oddalam się do mojej półki z literaturą faktu, na której stoją wspomnienia osób, które przeżyły wojnę. 

Podsumowując: Nie polecam!

czwartek, 5 marca 2020

Cisza białego miasta. Rytuały wody. Władcy czasu. Eva García Sáenz de Urturi

                                                  TYTUŁ: Cisza białego miasta
                                            AUTOREva García Sáenz de Urturi
                                                 WYDAWNICTWO: Muza
                                                   GATUNEK: kryminał
                                       LICZBA STRON: 576
                                              DATA PREMIERY: 27 lutego 2019
                                           Cykl: Trylogia Białego Miasta (tom 1)
                                       
    
Zdjęcie z zasobów internetu
                                     

                               

5 stycznia 2020 Cisza białego miasta. Eva García Sáenz de Urturi
Zastanawiam się co poszło nie tak...
Sięgnęłam po tę książkę, bo wszyscy zachwalali i nie spotkałam się z żadną negatywną oceną.
I może dlatego miałam zbyt wygórowane oczekiwania?
Dla mnie jest to dobry kryminał, ale bez efektu WOW.
Plusy to klimat małego hiszpańskiego miasteczka i tematyka ciąż mnogich.
Minusem jest rozwleczenie książki na ponad 500 stron, brak napięcia, brak rozbudzenia ciekawości i przewidywalność.
Zastanowię się, czy sięgnąć po kontynuację.
Czytajcie jeśli chcecie.

Tak napisałam zaraz po zakończonym czytaniu.


TYTUŁ: Rytuały wody
     AUTOREva García Sáenz de Urturi
 WYDAWNICTWO: Muza
GATUNEK: kryminał
  LICZBA STRON: 535
            DATA PREMIERY: 30 października 2019
                        Cykl: Trylogia Białego Miasta (tom 2)

zdjęcie z zasobów internetu


3 marca 2020 Rytuały wody. Eva García Sáenz de Urturi
Sięgnęłam z ciekawości. Choć pierwsza część mnie nie porwała, to postanowiłam dać szansę drugiej.
Ten tom przypadł mi bardziej do gustu.
Akcja dzieje się dwutorowo: współcześnie i w latach 90 XX wieku.
Świetnie oddany klimat hiszpańskiego miasteczka. Aż chce się tam pojechać.
Zagadka kryminalna okazała się na tyle skomplikowana, że nie udało mi się wytypować sprawcy.
Z ciekawością czytałam o kulturze celtyckiej i rytuałach potrójnej śmierci.
Ta powieść dała mi też powód do rozmyślań na temat rodzicielstwa.
Lubię tajemnice z przeszłości i ich odkrywanie, więc i ten wątek mnie zainteresował.
Mnie się też podoba, kiedy obok głównego wątku bądź wątków pokazane są problemy i życie prywatne policjantów czy innych funkcjonariuszy.
Podsumowując: druga część zdecydowanie lepsza od pierwszej. Na tyle dobra, że od razu sięgam po trzecią część.

  TYTUŁ: Władcy czasu
            AUTOREva García Sáenz de Urturi
      WYDAWNICTWO: Muza
GATUNEK: kryminał
LICZBA STRON: 512
          DATA PREMIERY: 26 lutego 2020 
                       Cykl: Trylogia Białego Miasta (tom 3)


Zdjęcie z zasobów interentu


5 marca 2020 Władcy czasu. Eva García Sáenz de Urturi
Jak widać po datach czytanie tego tomu poszło ekspresowo.
Jak dla mnie, to najlepsza część tej serii.
Dlaczego?
Już wyjaśniam:
Znowu, jak w Rytuałach wody, akcja dzieje się dwutorowo: współcześnie i w XII wieku.
I, co dla mnie zadziwiające, bo nie pałam miłością do średniowiecza, bardzo zainteresował mnie ten drugi tor" tzn życie w średniowiecznym mieście. Polecam uwadze.
Klimat hiszpańskiej prowincji oddany, jak w każdej części, rewelacyjnie.
Trup ściele się" gęsto, a autorka tak prowadzi fabułę, że trudno wytypować sprawcę. Każdy jest podejrzany.
Tutaj podjęty jest także temat rodzicielstwa. Kto ojcem jest: ten, co był dawcą genów czy ten który wychował? Czy wszystko można odziedziczyć? Czy brak miłości można czymś zastąpić?
Przypadła mi też tematyka, nazwijmy ją, medyczna. O pewnych medykamentach i schorzeniach, dziedziczeniu i problemach psychicznych. Specjalnie nie piszę dokładnie o co chodzi. Bo gdybym napisała, to byłby spojler i nici z zaskoczenia w zgłębianiu lektury.
Sama fabuła kryminalna ciekawa, wciągająca i dająca do myślenia.
Zakończenie zaskakujące.

Podsumowując: trylogia godna uwagi: intrygujące zagadki kryminalne, świetne tło historyczne, bardzo dobrze poprowadzona fabuła, plastyczny język i zaskakujące zakończenie. Czego chcieć więcej?
Polecam.

Kruchy lód. Krzysztof Bochus

    TYTUŁ :   Kruchy lód AUTOR :  Krzysztof Bochus  WYDAWNICTWO : Skarpa Warszawska GATUNEK:  kryminał STRON : 368 DATA PREMIERY:  13 marca ...