wtorek, 31 października 2017

Podsumowanie pierwszego półrocza istnienia bloga: 30.04.17-30.10.17

Właśnie mija pół roku od momentu kiedy założyłam bloga.
Czas na małe podsumowania.

Pierwszą przeczytana książką był reportaż Kamila Bałuka "Wszystkie dzieci Louisa".  Lektura wstrząsająca, bo na faktach opowiadająca o wielu ludzkich tragediach. W moim rankingu zajmuje I miejsce w kategorii NAJLEPSZY REPORTAŻ.



W kategorii ODKRYCIE PÓŁROCZA I miejsce zajmują audiobooki. Nie jakiś konkretny, ale ta forma zapoznawania się z literaturą. Można słuchać prowadząc auto (idealne rozwiązanie na wakacyjne podróże), podczas prac w ogrodzie lub porządków domowych. Do tej pory bardzo się wzbraniałam (przyznaję: głupia ja) przed książką czytaną przed lektora. A teraz pokochałam. A jak się jeszcze trafi na lektora, którego głos nas uwodzi, to już nic tylko sprzątać i słuchać... { ja tak miałam z "Zapachem suszy" Tomasza Sekielskiego, gdzie lektorem był sam autor}.



















Kategoria  "CHUSTECZKOWA KSIĄŻKA" czyli książka, której nie da się czytać bez uronienia choć jednej łezki. W tej kategorii mam dwie książki: "A między nami wspomnienia" Gabrieli Gargaś i "Niemka"Armando Lucasa Correa.  Obie wzbudzają dużo emocji, poruszają ważne tematy i długo "siedzą w głowie".





W kategorii BARDZO UDANY DEBIUT I miejsce zajął Max Czornyj z książką "Grzech". Dostałam w tej książce wszystko to, co lubię. Było napięcie, była ciekawość, były "obrzydliwości". Przyspieszone bicie serca i wyobraźnia pracująca na najwyższych obrotach. Brawo!



Do  kategorii PORAŻKA "załapały się" : "Zapisane w wodzie" Paula Hawkins i 
"Za zamkniętymi drzwiami" B.A. Paris. To są, dla mnie przynajmniej, przykłady, że reklama dźwignią handlu. Czyli wiele hałasu o nic. Miało być WOW, a było "takie se".




I na koniec moja ulubiona kategoria SKOŃCZYŁAM CZYTAĆ KSIĄŻKĘ, A NADAL O NIEJ MYŚLĘ. Tu też dwie lektury: "Nakarm mnie" Julita Strzebecka i "Łąka umarłych" Marcin Pilis. Książki poruszające bardzo różne tematy. I skłaniające się do zastanowienia..



Jak się okazuje to było bardzo owocne pół roku. Oby tak dalej!

niedziela, 29 października 2017

Prezent. Louise Jensen

TYTUŁ: Prezent
AUTOR: Louise Jensen
WYDAWNICTWO: Burda Książki
GATUNEK: thriller/kryminał
STRON:  400
Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




"Absolutna petarda."
"Porywający, pełen napięcia thriller"
Tak czytamy na okładce.
Ale czy to tylko reklama, czy tak jest w rzeczywistości?

Callie umarła. Jenna dostała jej serce.
Związek Jenny i Toma rozpadł się po przeszczepie. 
A rodzice Jenny postanowili żyć w separacji.
Powodów do stresu jest wiele...

Jenna dostaje od życia drugą szansę. Dostaje serce od zmarłej dziewczyny. I choć fizycznie nic jej nie jest, bo serce pracuje bez zarzutu, to jednak Jenna  jest niespokojna. Nawiedzają ją wspomnienia, ale nie należą one do niej. Ma omany, czuję się śledzona i ma poczucie winy. Postanawia odnaleźć rodziców dawczyni i im podziękować. I tu zaczynają się "schody". Nasza bohaterka dziwnie się czuje... Coś jej nie pasuje w tej rodzinie. Postanawia sprawdzić jak zginęła Callie.

Trudno o tej książce pisać tak, żeby nie zdradzić istotnych wątków fabuły. 
Czy jest to "porywający thriller", jak jest napisane na okładce?
Thriller tak, ale czy porywający? Było kilka momentów, kiedy moje serce przyspieszało. 
Moja ciekawość została rozbudzona maksymalnie.
Całkiem dobry thriller, ale mnie na kolana nie rzucił.
Bardziej mnie zainteresował temat przeszczepów. To jak się czuła Jenna, co przeżywała, jakie miała rozterki.
Bo...
Serce to tylko narząd?
Czy serce posiada pamięć komórkową?
Czy można po przeszczepie serca odczuwać wspomnienia dawcy?

Ten aspekt książki najbardziej mnie zaciekawił. Skłonił mnie do zastanowienia się nad wieloma sprawami. Czy ja też zdecydowałabym się na oddanie organu do przeszczepu ukochanej osoby? Czy chciałabym poznać biorcę? W trakcie czytania nasunęło mi się mnóstwo pytań i rozważań natury moralnej, etycznej i wszelakiej. I to jest dla mnie duży plus dla autorki.

Podsumowując: thriller dobry, przedstawienie tematyki przeszczepów świetne.
Zakończenie zaskakujące. A to lubię.

Czyli jestem na tak.

Polecam.

piątek, 27 października 2017

Grzech. Max Czornyj

TYTUŁ: Grzech
AUTOR: Max Czornyj
WYDAWNICTWO: Filia
GATUNEK: thriller/kryminał
STRON:  400


Zdjęcie poglądowe nawiązujące do treści książki, autorstwa Iza w labiryncie książek.

Taaa... I ja mam uwierzyć, że to jest debiut. Yhy. Czuję, że ktoś mnie wkręca...

Uwielbiam thrillery. I  kryminały. Kocham to napięcie, niepokój, zagadkę, trupy, krew i inteligentnego zabójcę. I to wszystko zawsze znajduję w książkach  z Robertem Hunterem Chrisa Cartera, a z polskiego podwórka- w trylogii o Kubie Sobańskim autorstwa Adriana Bednarka. Tym dwóm panom udało się mnie wciągnąć zawsze w pokręconą intrygę i spowodować przyspieszone bicie serca. I teraz do nich dołącza debiutant, Max Czornyj. Jak kiedyś zejdę na zawał, to śmiało możecie podejrzewać któregoś z wyżej wymienionych mężczyzn.

Fabuła, w pierwszej chwili, może nie jest jakaś szczególna. Polska, Lublin, giną kobiety, policja szuka zabójcy. Albo zabójców. I jak to bywa w tego typu sprawach, to im więcej faktów w śledztwie zostaje odkrytych, to tym bardziej nic nie wiadomo. Niby nic odkrywczego, ale... I jest to Ale przez duże A.

Autor użył zabiegu zwanego cliffhanger. Czyli w najbardziej emocjonującym momencie kończył rozdział. Nie mogłam skończyć czytania, dopóki nie dowiedziałam się co będzie dalej. I tak rozdział za rozdziałem. I książka skończyła się za szybko. Bardzo to lubię, ten sposób pisania. I do tego krótkie rozdziały. Czyli podobnie jak u Cartera.

Świetne  opisy zwłok. Wiem jak to wygląda. Ale ja lubię te flaki, wydłubane oczy i tryskającą krew. A  przy mojej wybujałej wyobraźni nie jest zbyt wskazane sięgać po tego typu książki. Zwróciłam też uwagę na przedstawione emocje: ból, strach, złość. Mogę powiedzieć szczerze, że te wbite gwoździe w czaszkę przyprawiły mnie o ból głowy. Tak sugestywnie przedstawione. Czyli kolejny plus.

I jeśli jeszcze do tego dołożymy dobre tempo akcji, wyrazistych bohaterów, napięcie, które wcale nie spada, kilka świetnych zwrotów akcji, plastyczny język, bardzo odpowiadające mi poczucie humoru autora i zakończenie, którego się nie spodziewałam, to wyjdzie nam bardzo dobry koktajl. I wiecie jak to jest: przepis na drinka jest jeden, a każdemu wychodzi inaczej. I tak jest z tą książką: niby wszystko było, ale smakuje wybornie.

Max popełnił tą książką debiut. Należy do pisarzy młodego pokolenia. I pewnie dlatego nie mogę wyjść ze zdziwienia, że tak bardzo dałam się ponieść fabule. Dostałam w tej książce wszystko to, co lubię. Było napięcie, była ciekawość, były "obrzydliwości". Przyspieszone bicie serca i wyobraźnia pracująca na najwyższych obrotach.

Ja jestem na tak!

I jak wisienka na torcie: na ostatniej stronie wydawnictwo zamieściło informacje o tym, że na początku 2018 roku ukaże się kolejna książka autora pt. "Ofiara". Biorę w ciemno! I czekam z niecierpliwością.

Polecam.

środa, 25 października 2017

Córka Króla Moczarów. Karen Dionne

TYTUŁ:  Córka Króla Moczarów.
AUTOR: Karen Dionne
WYDAWNICTWO: Media Rodzina
GATUNEK: thriller
STRON:  336
Zdjecie autorskie Iza w labiryncie książek




Czy w kwestii thrillerów można coś jeszcze napisać ciekawego? Można porwać czytelnika i wywołać w nim dreszcz emocji? Po przeczytaniu tej książki doszłam do wniosku, że tak. W trakcie czytania moje myśli kręciły się niczym na karuzeli ...

Gdybym chciała przedstawić fabułę w skrócie, to napisałabym tak: z więzienia ucieka groźny przestępca i jednocześnie ojciec Helen. Córka postanawia odnaleźć tatę zanim on odnajdzie ją. W trakcie poszukiwań do Helen wracają wspomnienia z dzieciństwa. A lata dorastania nie były różowe, oj nie...

Ten thriller wywołał u mnie bardzo dużo emocji na kilku płaszczyznach.

Matka Helen została porwana jako nastolatka i przetrzymana w chacie gdzieś w głuszy. Była maltretowana psychicznie i fizycznie na wszelkie możliwe sposoby. Nie mogłam tego spokojnie czytać. Jakim trzeba być człowiekiem aby porwać dziewczynę i przetrzymywać ją przez kilkanaście lat, tak aby nikt nie mógł wpaść na trop dziewczyny?

Dorastanie Helen w rodzinie terroryzowanej przez psychopatę z zastraszoną matką. Wspomnienia, teraz już, dorosłej Helen przyprawiały mnie o dreszcz rozpaczy. Znęcanie się psychiczne i bicie to naprawdę nie są jedyne kary jakie wymyślał ojciec. Nie napiszę nic więcej..., przeczytacie sami.

Uzależnienie psychiczne od rodzica i radzenie sobie z trauma z przeszłości. Świetnie autorka to pokazała. Od uwielbienia córki dla ojca aż do nienawiści i wyzwolenia iście morderczych instynktów. 

Ukrywanie przed swoją rodziną przeszłości. Helen nie opowiedziała mężowi historii swojego życia . Małżonek nie wiedział nic o tym, co przeszła córka Króla Moczarów. Dopiero w momencie kiedy rodzina jest zagrożona nasza bohaterka postanawia wyjawić prawdę. I co robi mąż? 

Niesamowicie mnie zachwyciły opisy przyrody i sposoby tropienia zwierzyny. Proste, żeby nie powiedzieć prymitywne życie w odosobnieniu. Życie zgodne z porami roku i rytmem przyrody. Wiem, że w obliczu tragedii, która rozegrała się w tej odosobnionej chałupie, to nie jest może najbardziej istotne, ale dla mnie te opisy tworzyły niesamowity klimat. I nie ukrywam, że czytałam te fragmenty z zaciekawieniem.

I jeszcze jedna rzecz, która doprowadzała mnie do szału. To zachowanie dziadków Helen. Nie napiszę nic więcej, aby nie psuć nikomu frajdy z czytania, ale... Tak się zachowują kochający rodzice, kiedy odzyskują porwaną córkę!? Przynajmniej ja się na takie zachowanie nie godzę.

Ta książka jest dla mnie połączeniem kilku innych: "Pokój" autorstwa Emmy Donoghue, "Siedem szmacianych dat" Ewy Cielesz oraz książek Karola Maya i Alfreda Szklarskiego.  
"Pokój" i książka Dionne pokazują dzieci, które żyją w izolacji od świata i są zupełnie uzależnione od swoich oprawców.
Książka Cielesz nasunęła mi się na myśl, kiedy czytałam o życiu w lesie i czerpaniu z jego darów. Zabijanie zwierząt, zbieranie leśnych owoców, gromadzenie opału na zimę.  Zupełnie jak w Bieszczadach opisywanych przez Cielesz.
A lektury Maya i Szklarskiego nasuwały mi się same, kiedy czytałam o tropieniu zwierząt, słuchaniu odgłosów lasu, rozpoznawaniu po zapachu czy kierunku wiatru. Toż przecież nasz "tatulek" był Indianinem. Świetnym łowczym i tropicielem. 

Miałam napisać kilka zdań. Ale o tej pozycji nie da się krótko. Ona mnie zachwyciła i zmusiła do myślenia. Jeśli dołożymy do tego o napisałam powyżej pierwszoplanową narrację, dobrze stopniowane napięcie, świetnie wplecione fragmenty baśni Andersena i piękny język, to otrzymamy bardzo dobry thriller.

Gorąco polecam.

poniedziałek, 23 października 2017

O prawie rozmowy z użyciem głowy. Anna Garbolińska

TYTUŁ:  O prawie rozmowy z użyciem głowy
AUTOR: Anna Garbolińska
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: Literatura współczesna/dla dzieci
STRON:  95
Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie Książek

Kolejne spotkanie z autorką. Tym razem rozmowie z dzieckiem o prawie. 
Prawo to jednak bardzo rozległa dziedzina i zastanawiałam się jakich tematów podejmie się autorka.

Garbolińska w rozmowie z córka porusza kilka kwestii. 
Dlaczego dzieci muszą jeździć w fotelikach i dlaczego muszą chodzić do szkoły?
Po co nam konstytucja? Czy potrzebny nam sejm i senat?
Jakie prawa i obowiązki ma Prezydent? A jakie Premier?
Czy prawa człowieka można zbyć, a czym jest wolność słowa?
Co to jest strajk? I czym są związki zawodowe?
Czy spadek to coś, co na nas spadnie i czy śpiący chomik to nieruchomość?
Czy służebność to rodzaj służby, a darowizna to zawsze coś darmowego?

Lilka, bohaterka zadaje mnóstwo pytań. Wraz z mamą i bratem wyjeżdżają na wakacje na wieś. I tam mama cierpliwie tłumaczy ciekawskiej córce różne zawiłości prawnicze. Jak dla  mnie prosto i ciekawie.

Zastanawia mnie tylko dlaczego akurat taki dobór tematyki. Ja z moimi dziećmi rozmawialiśmy na trochę inne tematy. Ale może to zależy od zainteresowań potomstwa. 
Ale żeby nie było, to ja też się czegoś ciekawego dowiedziałam. Nie miałam pojęcia, że istniało prawo kobylego pola. Okazuje się, że człowiek uczy się przez całe życie...

I jeszcze jedna rzecz na którą zwróciłam uwagę. Piękne wydanie i niesamowite rysunki Pauliny Wyrt. Mnie po prostu urzekły. Wraz z treścią stanowią wspaniałą pozycję godna polecenia.


niedziela, 22 października 2017

Rozmowy z użyciem głowy czyli ekonomia dla dzieci. Anna Garbolińska

TYTUŁ:  Rozmowy z użyciem głowy czyli ekonomia dla dzieci
AUTOR: Anna Garbolińska
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: Literatura współczesna/dla dzieci
STRON:  81
Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek

Czy z dziećmi należy rozmawiać o ekonomii? 
To pytanie należy sobie postawić zanim sięgnie się po tę pozycję.

Książka ta jest skierowana do dzieci w wieku 9-14 lat. Postanowiłam więc przeczytać ją z moim dwunastoletnim synem. I przy okazji sprawdzić jego wiedzę, ale i też czy przekaz tej lektury jest jasny i klarowny dla tej grupy wiekowej.
Często jestem pytana dlaczego czytam książki dla dzieci o ekonomii. Powody są dwa: sama ma wykształcenie ekonomiczno-administracyjne i posiadam ciekawskie dzieci. To połączenie sprawiło, że pomimo posiadanej wiedzy nie potrafiłam odpowiedzieć kilkulatkowi na zadane przez niego pytanie. Choć wiedziałam CO powiedzieć, to nie wiedziałam JAK. 
Autorka prowadzi narrację w postaci rozmowy matki z córką. Dociekliwa dziewczynka zadaje mnóstwo pytań. Zupełnie jakbym widziała mojego syna. I on też w trakcie czytanie je zadawał. Choć zupełnie inne niż bohaterka książki. Duży plus za ten pomysł dla Garbolińskiej. 

Tematy podzielone są na rozdziały. Mamy więc rozdział o pieniądzach, bankach, monopolu, giełdzie, budżecie, podatkach, inflacji, konsumencie i bezrobociu. Autorka nie pisze tylko o poruszanym temacie, ale też o terminach powiązanych, jak np. pisząc o monopolu tłumaczy co to jest konkurencja, popyt, podaż. Wszystko poparte przykładami dostosowanymi do docelowej grupy wiekowej.

Książka jest estetycznie wydana w twardej oprawie i z ciekawymi rysunkami. To też ma znaczenie dla mnie.

Ale mam jedno zastrzeżenie obok którego nie mogę przejść obojętnie. Z krótkiej notki o autorce dowiedziałam się m.in, że jest członkiem Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. I to jest dla mnie powód dla którego oczekuję od pisarki, że informacje zawarte w książce będą rzetelne. Ale kiedy pisze o podatkach i używa określenia "podatek od psów", to ja nie mogę takiego "babola" zostawić bez komentarza.
Z moich informacji wynika, że w żadnym cywilizowanym kraju psy nie płacą podatków. Podatki płacą ich właściciele. I ten podatek nazywa się "podatek od POSIADANIA psa". U mojej pani profesor od prawa podatkowego pani Garbolińska po prostu nie zdałaby egzaminu.

Ponieważ jestem wielkim orędownikiem zapoznawania dzieci od najmłodszych lat z ekonomią, to dlatego bardzo polecam tę książkę. Wiedza podana jest w sposób prosty i zrozumiały. Forma dialogu wręcz wymusza pytania od czytającego nastolatka. Pozycja ta może być powodem do ciekawej dyskusji.

Polecam.


wtorek, 17 października 2017

Smutek cinkciarza. Sylwia Chutnik

TYTUŁ:  Smutek cinkciarza
AUTOR: Sylwia Chutnik
WYDAWNICTWO: Od deski do deski
GATUNEK: Literatura współczesna/obyczajowa
STRON:  219
Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie Książek



Na początek pytanie: kto to cinkciarz? Pytanie kieruje do młodszych czytelników.
Zadałam je też swoim dzieciom: syn (szkoła podstawowa) odpowiedział, że cinkciarz to takie coś w internecie; co jakiś czas widzi reklamę. Specjalnie nie napiszę nic więcej, żeby, właśnie, nie było reklamy. Córka (liceum) powiedziała tak: używając współczesnego języka... to taki mobilny kantor wymiany walut. I tyle cytatów.

Książka wydana z cyklu Seria na F/Aktach. To powieści oparte na podstawie głośnych zbrodni. Nie znam całej serii, ale te które czytałam, to śmiało mogę polecić: "Inna dusza" Łukasza Orbitowskiego i "Czarna" Wojciecha Kuczoka. Reszta w planach.

O czym jest "Smutek cinkciarza"? Jednym zdaniem? O Wieśku, który kochał swoją rodzinę, żył w PRl-u, handlował walutą. Potem ją zakopywał w słoikach w pobliskim lasku (taki odpowiednik współczesnego konta w banku). A na końcu został zamordowany. 

Czy mnie ta książka się spodobała?
Trudno jednoznacznie odpowiedzieć.

Najbardziej zachwycił mnie klimat jaki stworzyła autorka. Dancingi, wycieczki zagraniczne, kolejki za wszystkim, kolorowe wystawy Pewexu na tle szarej codzienności, wieczne "załatwianie" i nieustający brak wszystkiego. Dałam się ponieść. Ponieważ pamiętam opisywane czasy.  Stawałam przed wystawą Pewexu lub Baltony i marzyłam, że ten kolorowy świat jest na wyciągniecie ręki. I tych panów: cinkciarzy, waluciarzy czy koników też dobrze pamiętam. Porządnie ubrani, pachnący dobrymi perfumami, w okularach, żujący gumę, wyluzowani i wiecznie coś szepczący. Wtedy byli dla mnie bardzo tajemniczy. 

Przedstawione stosunki panujące w rodzinie i społeczeństwie mogą teraz szokować, ale tak było. Ojcowie wiecznie "na bani" albo wczorajsi, a matki z dziećmi w kolejkach. Ja należę do tych dzieci, które uwielbiały kolejki. Portal "Pudelek" to przy takiej kolejce to pikuś. I ulubione hasło: "Pani tutaj nie stała!".

Czego mi brakło?
Właśnie tej zbrodni. Skoro to seria na faktach, a autorzy: "stworzyli sfabularyzowane historie głośnych zbrodni", jak pisze Tomasz Sekielski na okładce tej książki, to czuję niedosyt. Znalezione go w windzie i tyle. Chętnie poczytałabym więcej.

Czytałam już wcześniej inne książki tej autorki: "Jolanta" i "W krainie czarów". To co lubię w twórczości tej pisarki, to niesamowity zmysł obserwacji i trafność spostrzeżeń. Mnie kilka razy zdarzyło się przystanąć w trakcie czytania i się zamyślać. I zmienić pogląd na czytany temat.

Czy polecam? 
Jak najbardziej. 
Dla mnie ta książka była jak odnalezione zdjęcie z czasów szkolnych. Człowiek oglądał je z zadumą, refleksją i z sentymentem.
Bardzo jestem ciekawa jak odbierają tę książkę czytelnicy, którzy nie pamiętają tamtych czasów...

sobota, 14 października 2017

Początek. Dan Brown

TYTUŁ: Początek
AUTOR: Dan Brown
WYDAWNICTWO: Sonia Draga
GATUNEK: Literatura współczesna/obyczajowa
                                                                    STRON: 576

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Nie rozsiadajcie się!
Dziś będzie krótko!
"Początek" to jedna z najbardziej wyczekiwanych premier tego roku.
Przeczytałam wszystkie książki Browna wydane w Polsce i dołączyłam do grona fanek.
Jak ja czekałam na tę premierę! Jak czekałam...
I co dostałam?
Powtórkę z rozrywki. Niestety!
Jest Robert Langdon, jest jego piękna towarzyszka, jest zagadka do rozwiązania, są tajemnice i różnorodne teorie spisków dziejowych. Czyli wszystko wskazuje na to, że to mieszanka dla mnie.
I co z tego miksu wyszło?
Dla mnie wyszedł koktajl tak zepsuty, że bardziej się nie da.
Temat ciekawy, ale podany bez "iskry" i elementu zaciekawienia.
Bohaterowie "sztywni" i nadzwyczajnie nudni.
Akcja niby się toczy, ale tak jakoś bez przyspieszonego oddechu czytelnika.
Autor "pojechał po schemacie" czyli miało być wszystko to, co lubię, a wyszło...nudno...
W trakcie czytania ziewałam, po prostu.

Traktuję książki Browna jak czystą rozrywkę z walorem edukacyjnym. I ten wątek edukacyjny mnie się spodobał najbardziej. Sporo o historii Hiszpanii, rozwoju nauki, o sztuce. I to do mnie trafiło.
Książka pozostawiła mnie z pytaniami, a to lubię.

"Skąd pochodzimy?
Dokąd zmierzamy?"

Pytania, które ludzkość zadaje sobie od dawien dawna.

I pytanie: z czego mógłbyś zrezygnować: z nauki czy z wiary?

Przeczytałam tylko dlatego do końca aby dowiedzieć się jak skończy się ta historia.
I kolejne rozczarowanie...

I teraz zastanawiam się: czy formuła Browna się wypaliła czy ja już się zmanierowałam/zestarzałam?

Czytajcie!
Może kogoś zachwyci.
Ja jestem na nie.

czwartek, 12 października 2017

Blizna. Danuta Chlupová [recenzja przedpremierowa]

TYTUŁ: Blizna
AUTOR:  Danuta Chlupová
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: Literatura współczesna/obyczajowa
STRON:  223

Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae Res


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Dziś o książce niecodziennej. Z kilku powodów, które zaraz przedstawię.

Jest to debiut autorki. Bo każdy kiedyś zaczyna... i dlatego dostaje u mnie szansę.

Powieść ta zdobyła I miejsce w VI edycji międzynarodowego konkursu "Literacki debiut roku", który jest organizowany przez Wydawnictwo Novae Res. Konkurs ten objęło honorowym patronatem Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Byłam ciekawa jak przedstawia się zwycięski tytuł.

Narracja prowadzona jest dwutorowo. Współczesna bohaterka to czterdziestoletnia pracownica korporacji. Dostaje propozycję wyjazdu na pół roku do Ostrawy. Ma tam rozkręcić filię swojej firmy.
Drugi wątek rozpoczyna się w grudniu 1943 roku. Poznajemy pewną rodzinę, która musi sobie radzić w wojennej rzeczywistości. W 1944 roku w miejscowości Żywocice dochodzi do tragedii. Hitlerowcy w odwecie za atak partyzantów rozstrzeliwują 36 Polaków.
A w jaki sposób te dwie historie są powiązane? A to już trzeba sięgnąć po książkę...

I teraz powód, który pewnie rozbawi krakusów i warszawiaków. Katarzyna, bohaterka "Blizny", wyrusza do Czech z Piotrkowa Trybunalskiego. A to moje rodzinne miasto. Kraków i Warszawa wiele razy gościły na kartach powieści, ale mój osiemsetletni gród po raz pierwszy spotykam w takiej konwencji. Autorka sprawiła mi tym ogromną radość. Ale i zaskoczyła. I teraz jestem zaintrygowana czy Pani Chlupova jest w jakiś sposób związana z Piotrkowem....

Ja zwróciłam jeszcze na jedną rzecz uwagę. Stosunki Katarzyny z teściową. Sposób w jaki jest przedstawiona ta relacja bardzo mi się spodobał. Jakże odmienne od stereotypowych poglądów. Kasia ciepło wypowiada się o matce męża, dba o nią i troszczy się. Nie traktuje jej jak wroga. Bo przecież obie kochają tego samego mężczyznę. Postawa godna naśladowania.

Pozycja ta jest napisana w taki sposób, że poziom zaciekawienia rośnie wraz z przerzucanymi kartkami. Ani razu się nie nudziłam. Czytałam z zainteresowaniem. Autorce udało się oddać klimat lat wojennych jak i współczesnych.

I jak to mówią: diabeł tkwi w szczegółach? Taki "drobiazg" jak okładka... Ta świetnie oddaje treść książki. I tytuł. Dla mnie bardzo dwuznaczny. Bo czy blizna to tylko pamiątka po zabiegu chirurgicznym czy też może uraz innego rodzaju?

Z chęcią sięgnę po kolejne pozycje tej autorki.

Debiut uważam za udany i polecam.