wtorek, 28 sierpnia 2018

Kroniki beskidzkie i światowe. Andrzej Stasiuk.

TYTUŁKroniki beskidzkie i światowe
AUTOR: Andrzej Stasiuk
WYDAWNICTWO: Czarne
GATUNEK: felietony
STRON: 336
Data premiery: 18 kwietnia 2018 

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Przygodę z twórczością Stasiuka zaczęłam kilka lat temu. Sięgnęłam po "Opowieści galicyjskie" za namową koleżanki, bo wie, że lubię Bieszczady i Beskid Niski oraz podróże. Jak zaczęłam czytać, tak przepadłam. Uprzedzam tylko, że dziś nie będzie obiektywnie.

"Kroniki beskidzkie i światowe" to zbiór wybranych felietonów i krótkich form opublikowanych na łamach "Tygodnika Powszechnego". Piszę o tym na początku, bo jeśli ktoś już wcześniej czytał, to może poczuć się rozczarowany. Ja nie spotkałam się z tymi tekstami wcześniej, więc mój zachwyt w trakcie czytania nie słabł.

I z pełną premedytacją zabrałam tę książkę na urlop w Bieszczady. Do ościennej krainy zbliżonej  nastrojowym klimatem i geograficznie siostrzanej. I to była super decyzja. Bo, co może być lepszego niż czytać na tarasie z widokiem na bieszczadzkie wzniesienia o beskidzkiej przyrodzie?

Tych felietonów nie da się czytać "jednym ciągiem". Są tak refleksyjne i nasycone wrażliwością, że po przeczytaniu każdego musiałam "przetrawić". Kiedyś usłyszałam od znajomej, że Stasiuk pisze o, za przeproszeniem, "dupie Maryni". Że nuda i tyle. Muszę się z tym nie zgodzić. I tak sobie myślę, że ta moja niezgoda wynika pewnie z tego, że mam podobną wrażliwość z autorem i te same rzeczy nas wkurzają. Oboje potrafimy zachwycać się krajobrazami za oknem, "gadać" ze zwierzętami i nie oglądać tv. I choć autor może wydawać się marudny i zgorzkniały, to ja jestem zdania, że pewne refleksje życiowe przychodzą z wiekiem, a podawanie wszystkiego w wątpliwość i wyciąganie wniosków, to umiejętność zanikająca w społeczeństwie. 

Jak dla mnie, jest to książka do wielokrotnych powrotów.
I koniecznie do czytania z ołówkiem w ręku. W moim egzemplarzu jest mnóstwo podkreśleń. I teraz publicznie przyznam się do zazdrości: tak poetycko i celnie, jak Stasiuk, to nikt nie potrafi spuentować. Zabawa słowem, plastyczne porównania, pytania bez odpowiedzi  i niespieszne tempo to jest to, co mnie zachwyca u tego autora. I tak sobie myślę na koniec: nie każdy autor potrafi pisać "o niczym" i nie zanudzić czytelnika.

Jeśli lubisz sobie czasami podumać nad książką i pogapić się w przerwie czytania w okno, to jest to książka dla Ciebie. Koniecznie na urlop!

Polecam szczerze.


PS. O świecie też pisze. Jak wskazuje tytuł. Ale Beskid to Beskid 😊

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek





piątek, 24 sierpnia 2018

Tatuażysta z Auschwitz. Heather Morris

TYTUŁTatuażysta z Auschwitz
AUTOR: Heather Morris
WYDAWNICTWO: Marginesy
GATUNEK: na faktach/biografia
STRON: 320
Data premiery: 18 kwietnia 2018

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Dziś bez zachwytów. Niestety.

Autorka wysłuchała opowieści Lale Sokołowa u schyłku życia. Zdecydował się ją opowiedzieć dopiero po śmierci ukochanej żony. Kobiety, z którą przeżył i piekło na ziemi w Auschwitz, i najpiękniejsze chwile w życiu.

Literaturę obozową czytam od bardzo dawna. I wspomnienia ocaleńców, i powieści oparte na faktach. Dlatego z wielką ciekawością sięgnęłam po tę książkę.

Fakt, że ta historia wydarzyła się naprawdę zapiera dech w piersiach. Ile musiało zdarzyć się rzeczy nieprawdopodobnych, żeby ta miłość miała ciąg dalszy poza obozem? Nie neguję samych faktów. Biografia choć niezwykła, to prawdopodobna. Na mnie robiła wrażenie wiara głównego bohatera, że będzie jakieś jutro. Chęć przeżycia za wszelką ceną. Wiara w miłość i przyszłość.
I to tyle jeśli chodzi o dobre słowo o tej książce.

Choć historia Lalego jest niesamowita, to została przedstawiona w sposób niewzbudzający żadnych emocji i refleksji. Ani raz mi serce nie drgnęło, ani jedna łza się nie pojawiła. Nawet opisy warunków życia w obozie czy uczucia pomiędzy głównymi bohaterami nie wywołały wzruszenia. Nie potrafiłam wczuć się w całą tę opowieść.
I do tego niektóre fakty nieco, jak dla mnie, podkoloryzowane bądź naciągane. Niemiec pomagający wstać więźniowi z zaspy śniegu czy rozmowy Lalego z pilnującym go strażnikiem... Albo brak opisów reakcji organizmu na jedzenie poza obozem... szczególnie po latach głodu. Albo przedstawienie Polaków mieszkających w okolicach Auschwitz tylko jako handlarzy żywnością w zamian za kosztowności obozowe. Czasami miałam wrażenie, że Lale tłumaczył się i wręcz wybielał z niektórych swoich działań i decyzji...

Podsumowując: historia wielkiej miłości, która rozkwitła na bardzo niesprzyjającym gruncie może urzekać i dawać wiarę. Ale sposób jej przedstawienia pozostawia wiele do życzenia.

Czy polecam? 
Tak. Czytaj, aby przekonać się czy mam rację.

środa, 15 sierpnia 2018

Zapach Mazur. Małgorzata Manelska

TYTUŁZapach Mazur
AUTOR:  Małgorzata Manelska
WYDAWNICTWO: WasPos
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 440
Data premiery: 31 maja 2018




Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek






Lubię sięgać po debiuty. Szczególnie polskie.

A gdy poruszają tematykę, która mnie interesuję, to nie mogę przejść koło takich książek obojętnie.
Na „Zapach Mazur” trafiłam przypadkiem. Kiedy przeczytałam, że dziewięćdziesięcioletnia Truda opowiada o swoim życiu na Mazurach przed wojną, jak i w trakcie wojny, to wiedziałam już, że to książka dla mnie.

Akcja rozgrywa się na dwóch płaszczyznach.

Wątek współczesny to wątek, w którym główną rolę odgrywa Julianna. Kobieta samotna, bez rodziny, porzucona przez męża, z dużym bagażem doświadczeń życiowych.
Druga płaszczyzna wydarzeń to opowieść Trudy. Kobieta, która u schyłku życia opowiada swoją historię. Historię kobiety, która naznaczona bólem i cierpieniem okazała się historią Mazur i jej mieszkańców.
Fabułę można streścić w kilku zdaniach.
Pewnego dnia Julianna dostaje list z opieki społecznej. Instytucja ta chce, aby Julia zaopiekowała się starszą panią. Problem w tym, że Julia nie ma żadnych krewnych… Jedzie jednak, żeby przyjrzeć się całej sprawie. I ta podróż odmienia życie naszej bohaterki. Poznaje Trudę, babcię swojego byłego męża, o której nigdy nie słyszała. Kobiety, które są samotne nawiązują nić porozumienia.
Więcej z fabuły nie zdradzę.

Powieść ta urzekła mnie z kilku powodów.

Lubię kiedy narracja prowadzona jest naprzemiennie: współcześnie i w czasach odległych.

Interesuje mnie tematyka drugiej wojny światowej. Autorka wykonała tutaj kawał dobrej roboty. Pokazała wojnę oczami niemieckiej ludności cywilnej zamieszkałej w Prusach Wschodnich. Nie było oceniania, moralizowania i dzielenie na dobrych i złych. Wojna, której nikt z mieszkańców Prus nie chciał, nie rozumiał i bał się panicznie. Prostych rolników z terenów obecnych Mazur nie interesowała polityka ani ideologia niemieckiego przywódcy z wąsem. Oni martwili się o swoje zbiory, zwierzęta i rodzinę. Rozpacz matki, której syn dostał wezwanie do wojska niemieckiego, widmo głodu w zimie, obowiązek przyjęcia robotników przymusowych z Polski, paraliżujący strach o życie, niezrozumienie ideologii przywódców. To wszystko autorce udało się przedstawić w sposób, który zmusza do refleksji. I potwierdza moje przekonanie, że bycie dobrym człowiekiem nie zależy od narodowości.

Opisy Mazur spowodowały u mnie nostalgię. Manelska, jak wyczytałam w sieci, urodziła się i mieszka na Mazurach. I najwidoczniej kocha ten kawałek Polski. Piękne opisy krajobrazów, zapachów i odgłosów las i łąk, ciekawe wzmianki o kuchni regionalnej i nienachalna historia tamtych terenów wzbudziły we mnie chęć podróży na Mazury. Bo tak naprawdę każdy zakątek Polski ma swoją ciekawą przeszłość. Autorce udało się zaciekawić mnie tym kawałkiem kraju i zainteresować tamtejszą historią. Duży plus.

Mnie podobają się historie rodzinne z tajemnicami w tle. Julianna, która ma za sobą smutne doświadczenia słucha z niedowierzaniem i ciekawością o losach Trudy. Nie może uwierzyć ile może wycierpieć jedna kobieta. I to, co mnie najbardziej zaintrygowało w tej opowieści, to sposób narracji. Truda nie opowiada swojej historii „na raz”. Ponieważ opowieści z przeszłości wywołują u niej smutek, to swoje przeżycia opowiada „na raty”. I tak przeplatają się wątki współczesne Juli i wątki z przeszłości Trudy. Nie mogłam przestać czytać. I nie ukrywam: przeszłość wzbudzała we mnie większe zaciekawienie.
Historia Julianny jest ciekawa. Porusza wiele współczesnych problemów. Wyjazdy za pracą do innego kraju, samotność kobiet, problemy wychowawcze, kłopoty finansowe, konflikty w rodzinach, miłość w dojrzałym wieku, opieka nad osobami starszymi, przyjaźń i wiele innych. Niestety, mnie ta część powieści podobała się troszkę mniej. Opisy życia na wsi odebrałam jako gloryfikacja prostego życia poza miastem. A, że ja znam takie życie, to troszkę mnie te opisy „uwierały”. W moich oczach nie jest tak sielsko i anielsko. Wieś to, dla mnie, ciężka i nieustanna praca. Ale to tylko moje odczucia…

Podsumowując: świetny debiut, ciekawa historia rodzinna z tajemnicami w tle, piękne opisy Mazur, poruszone istotne problemy współczesne i opowieść sprzed lat, którą czyta się z zainteresowaniem.

Polecam. I czekam na kontynuację.

czwartek, 9 sierpnia 2018

Monologi waginy. Eve Ensler

TYTUŁMonologi waginy
AUTOR: Eve Ensler
WYDAWNICTWO: Poradnia K 
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 232
Data premiery: 14 marca 2018


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Książka-manifest. Manifest przeciwko przemocy wobec kobiet.
W tym roku mija 20 lat od premiery.
Z okazji rocznicy dodano dodatkowe historie kobiet.

A kim jest autorka? 
Eve Ensler to autorka i dramatopisarka, zdobywczyni nagród Tony Award. Jest twórczynią V-Day, globalnego ruchu na rzecz zakończenia przemocy wobec kobiet i dziewcząt. Jest kobietą, która nie godzi się na żadną agresję wobec kobiet i głośno o tym mówi.

Monologi waginy to wynik rozmów przeprowadzonych z ponad dwustoma kobietami. O ich ciele, seksualności  i wolności. Ale także o gwałtach, obrzezaniu, okaleczaniu, napaściom seksualnym.
To głos wielu milionów kobiet zamkniętych w swoich rodzinach, religiach, tradycjach, które okaleczane są na wiele sposobów. A kiedy się czyta, że "Sto milionów kobiet na całym świecie obrzezano", to wiele spraw nabiera innego wymiaru.
Rozdział "Ukryta pod burką" wywarł na mnie ogromne wrażenie. Wiem, że burka to kwestia tradycji. Tutaj jedna z kobiet opowiedziała, jak wygląda życie pod burką:

"wyobraź sobie obszerną ciemną płachtę
która przykrywa cię całą (...)
że dla innych nadal świeci słońce
wyobraź sobie gorąc, straszny gorąc"

Możemy przeczytać o braku wolności, braku wyboru, uzależnieniu od świata mężczyzn, o roli matki, o zabieranych dzieciach, o niewidzialności, o posłuszeństwie. Serce zamiera z rozpaczy...

Jeśli nie jesteś okaleczona w żaden sposób, jeśli Twoje ciało należy do Ciebie, nie doznałaś żadnej przemocy i możesz cieszyć się z seksu w sposób przez Ciebie wybrany, to należysz do grona szczęśliwych kobiet. Nie masz powodów do narzekań. Ale wiele dziewcząt na świecie nie może tego powiedzieć o sobie. 

W książkach znanej Waris Dirie, autorki "Kwiat pustyni", możemy odnaleźć temat obrzezania dziewczynek. Pani Dirie, podobnie jak Ensler, jest przeciwniczką tego typu praktyk. Obie robią bardzo wiele, aby zaprzestano tych nieludzkich zwyczajów. Przy okazji polecam wszystkie książki Pani Waris. Są one, przynajmniej dla mnie, ważnym głosem w debacie o seksualności i wolności kobiet na świecie.

Polecam wszystkim. Nie tylko kobietom.

Pierwsze wydanie "Monologów waginy" w Polsce i inna książka autorki.
Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek.

Huśtawka. Agnieszka Lis

TYTUŁ: Huśtawka
AUTOR: Agnieszka Lis
WYDAWNICTWO: Czwarta Strona
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 471
Data premiery: 4 lipca 2018


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Dziś znowu będzie nieobiektywnie.
Książki pani Agnieszki pochłaniam na bieżąco. Wszystkie mam już przeczytane.
Każda z nich jest inna na swój sposób, ale w każdej odnalazłam coś, co mnie zachwyciło albo skłoniło do refleksji.
Nie wiem na ile jest to zamiar autorki czy wydawnictwa, ale okładki Jej książek, moim zdaniem, mogą wprowadzać w błąd. Patrząc na tę cukierkową okładkę można by się spodziewać, przepraszam za określenie, ale "babskiego czytadła". Nie sięgnęłabym wcale, gdyby nie nazwisko autorki, której książki znam. Podobne uczucia miałam by "Karuzeli". Zaczęłam od, może, nie najistotniejszej kwestii, ale to jednak oprawa graficzna zwraca uwagę czytelnika na daną lekturę.

Czytając zastanawiałam się jak to jest, że książki tej autorki wzbudzają we mnie tyle emocji. 
"Huśtawka" pokazuje nam pewną rodzinę. Jest nestorka rodu: Wanda, są jej dwie córki: Małgorzata i Katarzyna. Jest jeden zięć i jedna dorosła wnuczka. A w rodzinie, jak to w rodzinie, różnie bywa. Jedni się zgadzają, a inni nie. Dopiero kiedy przychodzi moment kryzysowy, a tutaj jest to wylew u jednej z córek, cała familia zostaje postawiona w stan gotowości. I nagle wszystko się zmienia...

Ta książka jest dla mnie szczególna. W mojej rodzinie bliska mi osoba też miała wylew. Wiem, jakie towarzyszą temu zdarzeniu emocje. Wiem, jak wszystko się zmienia. I wiem jak zmienia się chory.
Już nic potem nie jest takie samo...
To jeden z wątków na który zwróciłam uwagę. 
Pani Lis poruszyła wiele spraw, z którymi spotykamy się na co dzień. Z pewnością każda czytelniczka odnajdzie w tej powieści coś dla siebie.
Jedna z córek, Katarzyna, to kobieta, która całe życie poszukuje pomysłu na siebie. Nie ukończyła szkoły, nie ma rodziny, ma za to sieć butików i świetnie radzi sobie w biznesie. Na tyle dobrze, że w pewnym momencie dochodzi do wniosku, że zostawia interesy wspólniczce i siostrzenicy i wyjeżdża do Indii.
Małgorzata, dla odmiany, ma męża Karola, dorosłą córkę Joannę, pracę na uczelni i poukładane życie. Aż do momentu kiedy dostaje wylewu i całe jej życie się zmienia. Do tego dochodzi chorobliwa zazdrość o męża i wieczne podejrzenia o zdradę...
Joanna, jedyna wnuczka Wandy, studentka i dziedziczka ciocinej firmy poszukuje swojej życiowej drogi. Nie może się zdecydować czy woli mieszkać z kobietą czy z mężczyzną...
A życie, jak to życie, szybko zweryfikuje jej plany...
Jest jeszcze Wanda, wdowa, matka, babcia, teściowa. Ma ponad osiemdziesiąt lat i czuje się zmęczona życiem. Jej komentarze, wypowiadane w myślach, dowodzą, że, pomimo wieku, jest inteligentna i ma poczucie humoru. To właśnie ona prowadzi narrację w tej powieści. Troszkę przekorną i odrobinę refleksyjną. 
Pomiędzy rozdziałami pojawia się, co jakiś, czas tajemniczy rozdział zatytułowany "Tutaj". Na początku nie bardzo wiedziałam o co chodzi. Ale z czasem wszystko się wyjaśniło: to tutaj przebywa Wanda ze swoim mężem Stanisławem i kochankiem Romanem. I grają w zaiste ciekawą grę. Ale nic więcej nie zdradzę. Doczytaj sama.

Powieści tej autorki czytam zawsze z nutką ciekawości.
Ta też wzbudziła moje zaciekawienie i zastanowienie.
Mnie się podobała kreacja bohaterów, bo żaden z nich nie było jednoznacznie dobry lub zły.
Zaskakujące zwroty akcji powodowały przyspieszone bicie serca.
A poruszone tematy społeczne takie jak np. niechciane macierzyństwo czy chorobliwa zazdrość dały pole do przemyśleń.
Zakończenie uważam za otwarte i mam nadzieję, że będą kolejne części.

Polecam.

wtorek, 7 sierpnia 2018

Apartament w Paryżu. Guillaume Musso.

TYTUŁApartament w Paryżu
AUTOR: Guillaume Musso
WYDAWNICTWO: Albatros
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 400
Data premiery: sierpień 2018

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie ksiażek



Dziś nie będzie obiektywnie.
Jestem fanką Pana Musso.
Przeczytałam wszystkie Jego książki wydane w Polsce.
Jedne mnie bardzo zachwyciły, a inne mniej.
Byłam bardzo ciekawa tej książki...
I co dostałam?
Oj, nie tego się spodziewałam...

Fabuła wydaje się ciekawa. Ona, była policjantka, wyjeżdża do Paryża, żeby odpocząć.
On, młody pisarz, przylatuje do stolicy Francji, aby napisać nową sztukę.
Zadziwiający los powoduje, że wynajmują ten sam apartament.
Ale nie jest to zwykły pokój, bo jest to mieszkanie znanego artysty Seana Lorenza. I może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to że słynny malarz już nie żyje, a jego ostatnie trzy obrazy zaginęły.
Pomimo różnicy charakterów i temperamentów ta niezwykła para zwiera szyki i zaczyna poszukiwania obrazów. Ale nie tylko dzieł Lorenza...
Tyle o fabule...

W tej powieści przeplata się kilka ciekawych wątków.

Jednym z nich jest Sztuka przez duże S. Z zainteresowaniem czytałam o tworzeniu obrazów, o rodzaju farb czy o roli światła. Autor nie przygniótł mnie ilością informacji, a jedynie wzbudził ciekawość. Często podczas czytania zaglądałam do sieci, aby sprawdzić różne informacje. A to lubię: wątek o zabarwieniu edukacyjnym.

Dla mnie, jako matki, ciekawym tematem było macierzyństwo, a właściwie bardzo dużo chęć posiadania dziecka. Z jedne strony utrata potomka, a z drugiej niemożność zajścia w ciążę. Przemyślenia Madeline czytałam ze smutkiem. W ogóle, to unikam książek, w których dzieje się krzywda dzieciom. Tu czytałam z pewnym przygnębieniem pomieszanym z refleksją.

W powieści pojawiają się też motywy kryminalne. Zaginione obrazy i ich poszukiwania. Ale i badanie okoliczności zmarłego, ponoć, dziecka. Ponoć, bo ciało nie zostało nigdy nie odnalezione. 

Moją uwagę zwrócił też wątek wspomnieniowy. Doskonale pamiętam okres opisywany przez autora. Ciekawie było powspominać ostatnią dekadę XX wieku.  Kiedy telefony komórkowe dopiero rozpoczynały karierę, a sieć dopiero się rozrastała na cały świat.

Tylko jedna rzecz mnie zasmuciła. To, jak Musso opisywał Paryż. Jako miasto brudne, zatłoczone i pełne złodziejaszków. Zburzył moją wizję miasta, o którym marzę od dawna: jako romantycznego, pełnego kwiatów i kafejek. Chyba będę musiała przekonać się sama...

A zakończenie? PETARDA!  Obstawiałam wiele zakończeń, ale takiego się nie spodziewałam. Zaskakujące bardzo!

Podsumowując. Jest wątek edukacyjny o sztuce, ciekawe elementy społeczne o macierzyństwie, motywy kryminalne, trochę wspomnień i zadziwiające zakończenie. Cudowna mieszanka!

Czyli?  Jednym słowem polecam.

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Urobieni. Reportaże o pracy. Marek Szymaniak

TYTUŁUrobieni. Reportaże o pracy.
AUTOR: Marek Szymaniak
WYDAWNICTWO: Czarne
GATUNEK: literatura współczesna/reportaże
STRON: 240

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Ostatnio coraz częściej sięgam po reportaże. Szczególnie, jeśli dotyczą problemów współczesnego świata. Po ten sięgnęłam, bo dotyczy nie tylko mnie, ale i większości Polaków. 

Praca. Dla jednych przykry obowiązek, dla innych miejsce do realizacji marzeń. 

"Bez pracy nie ma kołaczy" z jednej strony.

A z drugiej "Żadna praca nie hańbi".

Ale czy na pewno?

Praca ma 3 zalety: piątek, wypłatę i urlop. Podobno.

A jeśli tak nie jest? 

Autor rozmawiał z kilkoma osobami. I z panią sprzątającą, i pracownikiem ochrony, i Ukrainką pracującą w Polsce, i z Polakami pracującymi na Wyspach, ale też z osobami na kierowniczych stanowiskach i związkowcem. Jaki obraz rynku pracy w Polsce wyłonił się po tych opowieściach?
Jak dla mnie jest to bardzo przygnębiający i skłaniający do refleksji. Smutny wręcz ...

Mogę go podsumować tak:

"Nie pracujesz - nie masz za co żyć.
Pracujesz -  nie masz kiedy żyć".

Kiedy człowiek sprowadzony jest to roli trybiku w zakładzie produkcyjnym, kiedy ma umowę śmieciową, kiedy żadne prawa pracownicze nie są przestrzegane, kiedy pracuje za kilka złotych na godzinę, albo musi pracować na kilku etatach, kiedy strach nie pozwala iść na zwolnienie lekarskie lub urlop, to wtedy co? Pracować czy nie?
Autor poruszył wiele ważnych tematów. Pisze o ubóstwie, niesprawiedliwości społecznej, przemianach ustrojowych w Polsce, zmianach na rynku pracy, biedzie, upokorzeniu. 
Mnie chyba najbardziej poruszył reportaż o pracy w fabryce Toyoty, gdzie czynności przy taśmie produkcyjnej wyliczone są co do sekundy. I gdzie wszystko jest tak sformalizowane, że włosy jeżą się na głowie. Polecam szczególnej uwadze.

Mam jednak małe ale...
Ja na rynku pracy jestem obecna ponad 20 lat. Pracowałam w różnych miejscach i wykonywałam rozmaite prace: i jako pracownik fizyczny, i jako pracownik biurowy. Byłam na posadzie w sektorze prywatnym i państwowym. Prowadziłam też własną działalność gospodarczą. Dlaczego o tym piszę? Bo, jak dla mnie, autor tylko musnął temat. Przemawia przeze mnie moje doświadczenie. Nie wyczerpał tematyki i wielu aspektów nie poruszył. Po skończeniu poczułam lekki niedosyt. Co, np., z pracownikami, którzy zasuwają "na czarno"?  A co z ludźmi, którzy muszą dorabiać do emerytury? A małoletni? A pracownicy sezonowi? I wielu, wielu innych.

A im więcej czasu upływa od zakończenia czytania, to się zastanawiam nad tym, co autor chciał nam, czytelnikom, przekazać. A może te reportaże, choć nie wyczerpują tematu, to mają nas skłonić do zastanowienia i dyskusji? Mają poruszyć sumienia i serca?

Jeśli ta książka to sygnał, że na rynku pracy dzieje się nie najlepiej, to jest świetna. 
A jeśli ma przestawiać polski rynek pracy, to chyba ciut za mało informacji i zbyt wiele tematów przemilczanych.

Polecam. Szczególnie tym, którzy nie są zadowoleni ze swojej pracy.