sobota, 31 sierpnia 2019

Żona nazisty. Jak pewna Żydówka przeżyła Zagładę. Edith Hahn Beer

TYTUŁ: Żona nazisty. Jak pewna Żydówka przeżyła Zagładę
AUTOR: Edith Hahn Beer, przy współpracy Susan Dworkin
WYDAWNICTWO: NieZwykłe
GATUNEK: autobiografia/pamiętnik
STRON: 280 
DATA PREMIERY: 30 stycznia 2019

Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Wydawnictwa NieZwykłe


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Kolejna książka, która jest świadectwem osoby ocalałej z zawieruchy drugiej wojny światowej.
W pierwszej chwili, kiedy spojrzałam na okładkę, to pomyślałam, że to kolejny romans z wojną w tle. Ale nie, to są wspomnienia, które spisała autorka po namowach córki. Dodam tylko, że gdyby to była fikcyjna powieść, to bym napisała, że autorkę poniosła wyobraźnia. A to, jak się okazuje, Życie pisze najbardziej zadziwiające scenariusze.

Edith Hahn to młoda Żydówka, która prowadzi wygodne życie w Wiedniu. Są lata trzydzieste XX wieku. Studiuje prawo, udziela się towarzysko i flirtuje z chłopcami. Aż do momentu, kiedy następuje Anschluss Austrii. Zostaje wydalona z uczelni, trafia do getta i cały jej świat staje na głowie.  I tak zaczyna się walka o życie tej młodej Austriaczki. 
Getto, przymusowa praca i utrata wszystkiego, co kocha. Ucieka i zostaje nurkiem" czyli żydówką ukrywającą się pod aryjskimi papierami. Strach towarzyszy jej na każdym kroku. Nie zmienia się to także, kiedy poznaje członka NSDAP Wernera Vettera. Tuż przed ślubem wyznaje mu prawdziwą tożsamość. Niemiec żeni się z Edith i z tego związku rodzi się córka.
Po wojnie nie jest lżej. Werner jest jeńcem wojennym, a jego żona zmaga się z powojenną codziennością i samotnie wychowuje córkę. Jak zakończy się ta historia? I czy czasy pokoju okażą się rzeczywiście czasami stabilizacji?  

Autorka wykazała się niesamowitą wrażliwością. Opisy niektórych sytuacji powodowały łzy w oczach. Dokładność porażała. Nie było jednak żadnego narzekania czy negatywnych emocji. Wojna pokazała, że człowiek nigdy nie wie jak zachowa się w tak ekstremalnych czasach.  Przyjaciele odsunęli się, a nieznajomi pomagali. Przeżycie zależało od zbiegu wielu szczęśliwych przypadków i ludzi dobrej woli.  Trudno mi oceniać zachowanie bohaterki. I szczerze powiem nie wiem, czy chce. Cały czas podczas czytania zastanawiałam się co ja bym zrobiła na miejscu Edith. Nie wiem...
I choć czasy wojenne były pełne emocji, to wraz z przerzucanymi kartkami okazało się, że życie w powojennej zawierusze też do lekkich nie należało. Nie spodziewałam się, że i ten czas wyciśnie ze mnie łzy. 

Życiorysem Pani 
Hahn Beer można by obdzielić kilka kobiet. Przeżyła niewyobrażalny strach, głód i tęsknotę. Radziła sobie w życiu jak tylko potrafiła. Ale nie opowiadała o tym. Dopiero córka wymogła na niej spisanie życiorysu. Chciała poznać historię swojego życia, ale też nie pozwolić umknąć tej historii w odmętach niepamięci. I to była dobra decyzja.

Podsumowując: historia pewnej żydówki, która zapiera dech w piersiach, opowiedziana w sposób emocjonalny i pełny wrażliwości. Okraszona zdjęciami osób i dokumentów, które przetrwały razem z bohaterką. Skłania do przemyśleń.


Polecam.

środa, 28 sierpnia 2019

Holokaust. Nowa historia. Laurence Rees

TYTUŁ: Holokaust. Nowa historia
AUTOR: Laurence Rees
WYDAWNICTWO: Prószyński i S-ka
GATUNEK: współczesna literatura/literatura faktu
LICZBA STRON: 550
DATA PREMIERY: 11 października 2018 


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



To jedna z tych książek, które czytałam bardzo długo. I nie dlatego, że była nudna i mało interesująca, ale dlatego, że nie chciałam, żeby się skończyła. Bo jest to bardzo wciągająca i niesamowicie wymagająca uwagi lektura.

To nie jest moje pierwsze spotkanie z autorem. Trzy lata temu przeczytałam trzy Jego książki: Kaci i ofiary", Naziści. Ostrzeżenie historii" oraz Auschwitz. Naziści i ostateczne rozwiązanie". Zrobiły na mnie tak niesamowite wrażenie, że wpadły" do TOP NAJ 2016 roku. Kiedy ukazała się zapowiedź kolejnej książki Autora, to wiedziałam, że chcę ją przeczytać. I mieć na półce.

Laurence Rees jest brytyjskim historykiem i producentem programów historycznych stacji BBC oraz autorem 7 książek. I zdobywcą wielu nagród.

Holokaust. Nowa historia to wynik 25 lat pracy autora. Jak sam przyznaje w książce po latach kręcenia filmów zostało mu mnóstwo niewykorzystanego materiału takiego jak zeznania ofiar nazizmu, wywiady z oprawcami, dokumenty znalezione w niezliczonych archiwach. Postanowił zebrać te wszystkie świadectwa i napisać książkę. Jak sam autor pisze w prologu: całe życie szuka odpowiedzi na pytania związane z drugą wojną światową. Między innymi: jak mogło dość do takiej masowej eksterminacji w centrum Europy w XX wieku? To jest też jedno z pytań, które i mnie nie daje spokoju. Też od ponad 25 lat, tzn, od kiedy zainteresowałam się tą tematyką.

Nie będę streszczała książki. Napiszę tylko dlaczego, moim zdaniem, trzeba po nią sięgnąć.

Autor zaczyna swą opowieść od 1919 roku a kończy na 1945. Z dużą dokładnością pokazuje rozwój antysemityzmu w Niemczech, dojście Hitlera do władzy oraz przyczyny Holocaustu.

Rees w sposób bardzo jasny i przystępny przedstawia omawiany okres. W moim odczuciu zrozumiały dla każdego. Robi to trochę na sposób gawędziarski, czyli nie mogłam przestać czytać, to z jednej strony, a z drugiej musiałam robić sobie przerwy w czytaniu, aby przemyśleć wiele spraw.
 
Pisarz przedstawia wydarzenia i ludzi, wysnuwa wnioski, zadaje pytania, przytacza cytaty, poddaje analizie wiele faktów i robi to w sposób bezstronny. Ocenę pozostawia czytelnikowi. 

Jestem zdania, że najmocniejszą stroną tej książki jest to, że dla Autora najważniejszy jest człowiek. Ale nie jako liczba w statystykach, ale jako świadek tamtych wydarzeń. W tekście jest mnóstwo cytatów, które na mnie zrobiły duże wrażenie. A same przypisy do tych, i innych, cytatów zajmują prawie 50 stron w tej pozycji. 

I na koniec przyznam się szczerze: osoby, które znają temat nie znajdą tutaj wiele nowych informacji. Choć mnie autor w kilku miejscach zaskoczył. Ale dla osób, które zaczynają zgłębiać tę tematykę, to będzie niesamowite kompendium wiedzy. 

Jedną z zalet tej lektury jest też to, że we wspaniały sposób systematyzuje wiedzę. Jest jak encyklopedia Holocaustu. Niby dużo czytelnik, w tym wypadku ja, wie, ale i tak wszystko świetnie się układa w spójną całość. Można czytać po kolei, ale można też czytać interesujący nas rozdział. 

To nie jest książka to szybkiego czytania. Autor zadaje tu sporo pytań, snuje wnioski, rozważa wiele wątków, a to sprzyja powolnemu zgłębianiu treści z przystankami na swoje osobiste przemyślenia.

Dużym plusem są też zdjęcia i mapy. I choć może nie dla wszystkich to jest ważne, ale dla mnie ważna jest jakość wydania. Tu twarda oprawa i dobry jakości papier.

Jeśli Cię jeszcze nie zachęciłam do sięgnięcia po tę książkę, to dodam tylko, że została ona kandydatką na KSIĄŻKĘ ROKU 2019. Co prawda jest dopiero koniec sierpnia, ale raczej trudno będzie przebić" tę lekturę.

Polecam.

niedziela, 25 sierpnia 2019

Zanim się obudzę. Agnieszka Bednarska

TYTUŁ: Zanim się obudzę
AUTOR:  Agnieszka Bednarska
WYDAWNICTWO: Media Rodzina
GATUNEK: współczesna literatura polska
LICZBA STRON: 419
DATA PREMIERY: 23 maja 2019
          SERIA: Gorzka czekolada



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




To moje pierwsze spotkanie z autorką i zupełnie nieplanowane.
Dzięki poleceniu czytelniczo zaufanej osoby wskoczyła do czytania poza kolejką.

Zacznę od wyjaśnienia. Nie bardzo rozumiem, dlaczego wydawnictwo zakwalifikowało tę książkę jako thriller medyczny. Osoby, które oczekiwały książki w tym klimacie mogą czuć się zawiedzione. To, że akcja dzieje się w szpitalu nie oznacza, że to thriller. Ta kwalifikacja może zrobić dużo złego tej powieści. Bo dla mnie jest to świetna powieść obyczajowa z nutką refleksji i ważnym przesłaniem. To tyle wyjaśnień.

Akcja tej powieści zaczyna się kiedy do szpitala zostaje przywieziona dziewczyna wyłowiona z rzeki. Jest nieprzytomna i nikt nie zna jej tożsamości. I jak się później okaże także nikt jej nie szuka. Pielęgniarka nadaje jej imię Selena. 
I to właśnie przypadek Seleny będzie osią tej powieści. Chociaż spotkamy też wiele wątków, wydawałoby się, pobocznych i niezwiązanych z historią Seleny. Ale wszystko z czasem okaże się nie takie na jakie na początku się wydawało.

Ta wielowątkowość może na początku wprowadzać mały chaos. Ale zapewniam Cię, że to tylko złudzenie. Wraz z przerzucanymi stronami wszystko będzie pomału się układać. 
Jest tu czas współczesny w szpitalu i opieka nad topielicą. Jest też stan... jakby go tu nazwać? Stan umysłu czy świadomości kobiety w śpiączce. Jest też czas młodości doktora Nakamury i czas dorastania sióstr Ewy i Leny. Pojawia się też motocyklista Kamil ze swoim przyjacielem Generałem i siostra Brygida ze swoim zaangażowaniem w pracy. Uwierz mi, nie ma w tych wątkach nic przypadkowego. Każdy jest po coś.

I najważniejsza kwestia w tej książce: tematyka śmierci mózgowej. Kiedy umiera człowiek? I kto o tym decyduje? A kto może? To jest temat przewodni. Choć nie jedyny.

Autorka już we wstępie napisała, że nie chce nikogo przekonywać ani umoralniać. Chce tylko skłonić do refleksji: nad życiem i śmiercią, nad przemijaniem, nad wartościami, o odchodzeniu, o wyborach i trudnych decyzjach. Moim zdaniem świetnie się to Bednarskiej udało. 
Wielokrotnie podczas czytania zastanawiałam się co ja bym zrobiła w danej sytuacji. I do tej pory myślę o tej książce, choć już trochę czasu upłynęło. Pisarka tak przedstawiła niektóre sytuacje, że trudno było powstrzymać się od łez. I pomimo trudnych ludzkich" relacji mnie niesamowicie poruszyła relacja pies-człowiek". Sama kocham psy od zawsze i trudno mi było o tym czytać na spokojnie.

I jeszcze jeden temat godny uwagi. Transplantologia, która nierozerwalnie związana jest z tematem śmierci mózgowej. Kiedy już uda się podjąć decyzję o odłączeniu aparatury podtrzymującej życie, to pojawia się kolejny dylemat: czy oddać organy do przeszczepu? 
Mnóstwo pytań nasuwa się podczas czytania, ale też refleksji i rozważań. I żadnych odpowiedzi.

Na uwagę zasługuję też język jakim posługuje się Autorka. Piękne porównania i niesamowita wrażliwość powodują, że książkę czyta się na jednym wdechu. I tylko w krótkich chwilach obciera się łzy i stabilizuje oddech.

Tylko jedna autorka powoduje u mnie bardzo zbliżone emocje podczas lektury. Jest to Jodi Picoult.
Też dużo wrażeń, łez i dylematów. Bez odpowiedzi.

Polecam.

piątek, 9 sierpnia 2019

Biała Wilczyca. Theresa Révay

TYTUŁ: Biała Wilczyca
AUTOR: Theresa Révay
WYDAWNICTWO: Świat Książki 
GATUNEK: powieść francuska 
LICZBA STRON: 477
DATA PREMIERY:  15 października 2010
CYKL: Biała wilczyca (tom 1)




Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Dziś będzie krótko o powieści, która mocno mnie zaskoczyła.
O takiej książce, której bym nie przeczytała, gdybym miała sugerować się tytułem i okładką.
Na moje szczęście mam koło siebie takie dobre duszyczki, które wskażą mi co warto czytać. Czasami wskażą, a czasami każą.

Spotykamy główną bohaterkę w 1917 roku w Piotrogrodzie. Ksenia Fiodorowna Ossolina jest wtedy nastolatką. I zostaje pozbawiona przez rewolucję wszystkiego. Musi zająć się rodzeństwem i szybko dojrzeć.
Później poznajemy drugiego głównego bohatera, Maxa von Passau, niemieckiego fotografa.
I to właśnie ich uczucia będą osią tej opowieści. Lata będą mijać, miasta będą się zmieniać, a oni będą się spotykać. I choć to wszystko może wyglądać na tani romans, to zapewniam, że tak nie jest.

Dwoje ludzi zakochanych w sobie i uwikłanych w wydarzenia pierwszej połowy XX wieku. Jest i rewolucja w Rosji, francuski świat mody lat 20. XX wieku i jest Berlin z fotografem Maxem.  Według mnie największym atutem tej książki jest świetnie odmalowane tło historyczne oraz pokazanie wpływu wielkiej polityki na życie przeciętnego obywatela. Rodzący się narodowy socjalizm w Niemczech i zmiany jakie zachodzą w społeczeństwie, wielki głód, szalejąca inflacja, bezrobocie, druga wojna światowa, Holocaust, niemiecki ruch oporu, problem uchodźców w latach 30. XX wieku i stosunek do nich rządów różnych państw
A do tego wszystkiego duże Emocje. 
Emocje w związku Kseni i Maxa pozostawiam bez komentarza. Nie umiem wyobrazić sobie pewnych sytuacji i trudno mi jest zachowanie tych dwojga zakochanych ocenić. Ale nie zmienia to faktu, że mocno im kibicowałam i równie mocno przeżywałam.
Duże emocje wyzwoliły we mnie także opisy wszystkich tych wydarzeń historycznych, które były przedstawione w tej powieści. Wydarzenia, które zmieniają jednostki jak i całe narody. Frustracje społeczne po pierwszej wojnie światowej spowodowane głodem, bezrobociem i inflacją, rodzący się nazizm, druga wojna światowa i zmieniające się stosunki dyplomatyczne pomiędzy państwami. Wielkie zmiany na mapie Europy i wielkie tragedie jednostek pozbawionych rodzin i państw.

Autorka dokonała pewnego zabiegu, który ja nazwałam "przemycona lekcja historii". Bardzo sprawnie i ciekawie wplotła wielkie wydarzenia pierwszej połowy XX wieku w historię Kseni i Maxa. Wielu czytelników może sobie przypomnieć historię Europy, a wielu poznać w przystępny sposób. Dla mnie to duży plus dla tej powieści.

Podsumowując: niebanalna historia dwojga zakochanych w sobie ludzi na tle rewelacyjnie odmalowanej rzeczywistości historycznej. Napisana pięknym językiem, przepełniona emocjami, powodująca przyspieszone bicie serca oraz skłaniająca do przemyśleń.

Polecam.

PS I od razu sięgam po kontynuację czyli po "Wszystkie marzenia świata".

środa, 7 sierpnia 2019

Biała róża, czarny las. Eoin Dempsey

TYTUŁ: Biała róża, czarny las
AUTOR: Eoin Dempsey
WYDAWNICTWO: NieZwykłe
GATUNEK: thriller
STRON: 270
DATA PREMIERY: 8 maja 2019

Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Wydawnictwa NieZwykłe



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Na okładce widnieje:

Dla dwojga nieznajomych w mrokach II wojny światowej największym ryzykiem staje się zaufanie.

I kiedy doczytałam, że jest on, ona, zima w górach i czasy szalejącego nazizmu w Europie, to postanowiłam sprawdzić co wyszło z takiej kombinacji.


To moje pierwsze spotkanie z tym irlandzkim pisarzem obecnie mieszkającym w USA. To jest druga książka napisana przez niego, ale pierwsza wydana w Polsce. Debiutem jest powieść wydana pod tytułem "Finding Rebecca" w 2014 roku. W Polsce będzie ona miała premierę 14 sierpnia 2019 roku i będzie nosiła tytuł "Anioł z Auschwitz".

Na początku muszę zaznaczyć, że to nie jest literatura faktu. Wspomina o tym autor na samym początku:

Biała róża, Czarny las to historia inspirowana wydarzeniami autentycznymi. Niektóre fakty oraz chronologia zdarzeń zostały jednak zmienione dla potrzeb powieści.


Główną bohaterkę, Frankę Gerber, poznajemy w grudniu 1943 roku. Wszędzie niezliczone ilości śniegu, tereny Schwarzwaldu. W czasie wędrówki przez las znajduje lotnika w mundurze Luftwaffe. I co zrobi ta dziewczyna? Jest wściekła na to, co dzieje się w jej ojczyźnie, nie zgadza się z państwową polityką, a tu z nieba spada do niej żołnierz Luftwaffe. Pomoże mu czy nie? Jak potoczą się dalsze losy Franki? To przeczytacie na kolejnych stronach książki.

Powieść ta przypadła mi do gustu z kilku powodów.

Cieszy mnie to, że autor od razu na początku zaznaczył, że nie trzymał się sztywno faktów historycznych. Wszystko było jasne od razu. Obyło się bez gdybania.

Bardzo interesująco autor pokazał rozwój nazizmu w Niemczech i przemianę Franki. Od fascynatki narodowym socjalizmem aż do osoby przerażonej rzeczywistością bez chęci do życia. Ciekawie przemycona lekcja historii. Rzadko czytam o niemieckim ruchu oporu. I przyznam, że niektóre fakty sprawdzałam. 

Z zaciekawieniem czytałam przemyślenia panny Gerber. Celne riposty, ciekawe uwagi, uważne obserwacje niemieckiego społeczeństwa, interesujące porównania. Wiele razy zastanawiałam się razem z Franką.

Autor ujął mnie też swoją wrażliwością. Były momenty, że miałam łzy w oczach, czasami się uśmiechałam, a czasami bluźniłam. Zastanawiałam się nad wieloma kwestiami, rozmyślałam nad różnymi faktami i poglądami. W moim odczuciu Dempsey chciał złamać stereotypowe myślenie o narodzie niemieckim. Ani go nie wybielał ani nie generalizował. Emocje we mnie drgały. 

Klimat jaki stworzył w swojej powieści mocno mnie urzekł. Góry, zaśnieżony las, chata na uboczy, spartańskie warunki życia, strach o życie spowodowany wojną, osamotnienie, chory żołnierz znienawidzonej formacji wojskowej, dylematy natury moralnej. I tajemnica, która pojawia się z czasem. Sekret, który może zabić.

Zakończenie, choć może przewidywalne, przypadło mi do gustu.

A dwuznaczność tytułu mile zaskoczyła.

Podsumowując:
Interesująca opowieść o losach ludzi uwikłanych w zawieruchę wojenną. O przemianie, zaufaniu, odwadze i rozterkach moralnych ludzi, którzy muszą podejmować decyzje i żyć z ich konsekwencjami. I po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że to nie narodowość określa bycie dobrym człowiekiem.

Polecam.


niedziela, 4 sierpnia 2019

Zjazd absolwentów. Guillaume Musso

TYTUŁ: Zjazd absolwentów
AUTOR: Guillaume Musso
WYDAWNICTWO: Albatros
GATUNEK: literatura piękna
STRON: 320
Data premiery: 31 lipca 2019

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



To już moje piętnaste spotkanie z Autorem. Przeczytałam wszystkie Jego książki wydane w Polsce. Nie każda mnie zachwyciła, ale każda miała w sobie to Coś, co mnie zauroczyło lub chociaż przypadło do gustu.
I po tę sięgnęłam z zaciekawieniem. I co dostałam?


Powinnam chyba zacząć od tego, że ja, tak jak i autor, tak i bohater książki należą do tego samego pokolenia, które maturę pisało w latach 90. XX wieku. Chyba wszyscy wtedy słuchali muzyki na walkmanie i tańczy przy piosenkach New Kids on the Block. Dlatego ta książka do mnie trafiła. Przywołała wspomnienia.

Sam tytuł i zarys fabuły od razu wydał mi się ciekawy. Sama jeżdżę na takie zjazdy i wiem z doświadczenia ile to emocji wiąże się z takimi spotkaniami. A tutaj jeszcze oprócz wrażeń związanych z samym zjazdem są jeszcze tajemnice z przeszłości, które mogą zmienić życie wielu ludzi. Ciekawość rośnie.

Lubię, kiedy akcja prowadzona jest dwutorowo. Jest współczesny zjazd i historia z dawnych lat. Wszystko sprawnie poprowadzone i nie miałam poczucia skołowania. Nie każdemu autorowi udaje się ten zabieg.

Musso udało się mnie zaciekawić to tego stopnia, że książkę przeczytałam za jednym podejściem. 
Niespieszna akcja, zaskakujące zwroty akcji, stopniowo odkrywane fakty z przeszłości, które zmieniają całą historię i zaskakujące zakończenie.  To jest to, co lubię: ciekawość rozgrzana do czerwoności.

Do mnie przemawia też sposób pisania tego francuskiego pisarza. Język jest plastyczny, a opisy ciekawe i nienużące. Nadają klimat książce.

Ciekawa jest też kreacja bohaterów. Tak i młodzieży, tak i nauczycieli. Choć to samo można napisać o rodzicach i najbliższych znajomych. Wraz z odkrywaniem faktów z przeszłości nasz bohater zadaje sobie pytanie: jak dobrze można poznać drugiego człowieka? Kto i jakie fakty ukrywa? I pada coraz więcej pytań.


Podczas czytania towarzyszyła mi refleksja: jak dobrze, że w latach 90. XX wieku nie było powszechnie dostępnego internetu i mediów społecznościowych. Dlaczego? Na to pytanie każdy czytelnik musi odnaleźć odpowiedź sam.

Podsumowując:
Ta powieść jest naprawdę dobra: pełna tajemnic z przeszłości, obaw w teraźniejszości, ciekawych bohaterów, skomplikowanej zagadki, napisana we wciągający sposób i z zaskakującym zakończeniem.  

I na koniec posłużę się kolokwializmem, który dobrze odzwierciedla mój odbiór: choć mnie ta książka na kolana nie rzuciła, to świetnie się ją czytało i dobrze się przy niej bawiłam.

Polecam.

PS Zdjęcie nieprzypadkowe. Nawiązuje do treści książki.


czwartek, 1 sierpnia 2019

Powstańcy. Ostatni świadkowie walczącej Warszawy. Historie prawdziwe. Magda Łucyan

TYTUŁ: Powstańcy. Ostatni świadkowie walczącej Warszawy. Prawdziwe historie.
AUTOR: Magda Łucyan
WYDAWNICTWO: Znak Horyzont
GATUNEK: literatura współczesna/faktu
STRON: 288
Data premiery: 15 lipca 2019

Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak Horyzont


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Dziś mija 75 rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. 

75 lat to kawał czasu. I to mi uświadamia, że żyjących świadków tamtych wydarzeń jest coraz mniej.
Magda Łucyan przeprowadziła kilka rozmów z Powstańcami. Oddała im głos, by mogli opowiedzieć o tamtym okrutnym czasie.

Trzeba pamiętać, że uczestnicy Powstania mieli, w większości, po kilkanaście lat. Teraz są już osobami u kresu życia. Dwoje rozmówców nie dożyło wydania książki. 
Wszyscy oni wspominają życie w okupowanej Warszawie. Wojna odebrała im nie tylko młodość, lecz także rodziny, przyjaciół, znajomych, dom i plany na przyszłość. I tak właśnie oni opowiadają. Przez pryzmat swoich utraconych nadziei, głodu i wszechogarniającej śmierci w okupowanej stolicy.
Opowiadają jak wyglądało życie w Warszawie, jak musieli sobie radzić ze stratami. Jak zdobywali jedzenie, uczęszczali na komplety i usiłowali prowadzić "normalne" życie.
O samym powstaniu opowiadają z różnych perspektyw: żołnierza, sanitariuszki czy łączniczki. Z jaką nadzieją przystępowali do powstania (liczyli, że będzie trwało kilka dni), jak zdobywali broń i żywność. Wspominają też braki amunicji, znikomą dostępność leków i środków higienicznych czy problemy z dostępem do wody. Woda była bardzo ważna. Był gorący sierpień. Wielu z nas rozmawiając o Powstaniu Warszawskim myśli o walce zbrojnej, a tutaj uczestniczki tego wydarzenia opowiadały też np. o problemach z utrzymaniem higieny czy o niewyobrażalnym smrodzie palącego się miasta. O tym też trzeba pamiętać.
Wspominają także swoje życie po Powstaniu. Życie każdego z nich nie zawsze potoczyło się zgodnie z ich oczekiwaniami. 

Autorka oddała głos warszawskim bohaterom. Pozwoliła im wspominać, opowiadać. Bardzo niewiele dodawała od siebie, tylko jedynie w kwestii wytłumaczenia czy rozwinięcia tematu.
Mnie do gustu przypadło też to, że na początku poszczególnych rozdziałów, w którym każdy z bohaterów opowiadał o sobie, była krótka notka o danym warszawiaku, a także dużo zdjęć.
O chwilę zadumy przyprawiały mnie przesłania, który każdy z powstańców skierował do czytelnika.
Jak powiedział Edmund Baranowski ps. "Jur":

"Wolność nie jest dana raz na zawsze i trzeba o tym pamiętać".

Pamiętajmy.

Polecam.