środa, 30 czerwca 2021

Brulion. Malwina Ferenz

 

TYTUŁ: Brulion
AUTOR: Malwina Ferenz
WYDAWNICTWO: Filia
GATUNEK: powieść historyczna
STRON: 432
DATA PREMIERY: 7 kwietnia 2021



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Nie jest żadną tajemnicą, że najchętniej sięgam po powieści, których akcja rozgrywa się w dwudziestoleciu międzywojennym XX wieku. A najmniej mnie pociągają romanse wszelkiej maści. I dlatego długo się wahałam, bo książka jest w kategorii: romans historyczny. I do tego nie znam żadnej powieści autorki, choć popełniła ich już w sumie dziewięć.

Akcja rozgrywa się w dwóch płaszczyznach czasowych: w latach trzydziestych i w latach osiemdziesiątych XX wieku. Dominujące są lata przedwojenne.

Zarys fabuły wygląda tak: 
On, Moritz Stille, przystojny Szwajcar, przyjeżdża do Breslau jako korespondent znanej gazety. 
Ona: tajemnicza piękność w typie aryjskim, Ingrid Beaucourt, jest sekretarką zastępcy szefa wrocławskiego Gestapo.
Dziennikarz zakochuje się bez pamięci w Ingrid. Wraz z przerzucanymi kartkami przyglądamy się jak rozwija się ta znajomość.
Wydaje się banalne, prawda? 
A jeśli dodam kilka szczegółów?
Akcja dzieje się w latach 1936-1938.
Wszędzie słychać trzepot flag ze swastyką i stukot butów maszerujących członków Hitlerjugend. 
Dzisiejszy Wrocław, czyli przedwojenny Breslau leży na terenie Trzeciej Rzeszy i zamieszkany jest nie tylko przez Niemców, ale też przez Polaków i Żydów.
Powstają pierwsze obozy koncentracyjne, do których przewozi się dla wrogów systemu.
Wobec Żydów wprowadzane są coraz to nowe restrykcje.
Sytuacja międzynarodowa staje się coraz bardziej napięta.
Moritz dostrzega, że znajomi nagle znikają bez wieści, a ich majątki przechodzą w aryjskie ręce.
Narasta atmosfera napięcia i niepokoju.
Hitler zagarnia Europę.

I co wyszło z takiego połączenia?
Wątek romansu, choć z założenia nie lubię, wyszedł całkiem dobrze. Ciekawie poprowadzony, choć momentami nie rozumiałam zachowań głównej bohaterki. Czasami mnie wnerwiała, a czasami intrygowała. To akurat lubię, kiedy bohater wzbudza emocje. Otoczka tajemniczości Ingrid dodawała smaczku temu wątkowi. I mnóstwo podejrzeń co do przyczyn zachowania kobiety przewijało mi się w głowie podczas czytania. Moritza za to polubiłam bez zastrzeżeń, bo to akurat facet w moim guście. Nic więcej nie napiszę, tylko spuszczę zasłonę milczenia.

Za to warstwa obyczajowo-historyczna jest rewelacyjna. Zachowania wrocławian, ich dyskusje po knajpach, komentarze na temat otaczającej rzeczywistości szeptane coraz ciszej, uwagi Moritza jako obserwatora i dziennikarza, różne postawy Niemców, Polaków i Żydów. Czytałam z zainteresowaniem.
I do tego wszystkiego wplecione fakty historyczne i znane postaci. Jak choćby aneksja Austrii czy Noc Kryształowa. I znane osoby jak doktor Ludwig Guttmann czy rabin Hermann Vogelstein. Specjalnie nie piszę dokładniej. Pozostawiam do samodzielnego wyszukiwania.
Zwracam uwagę przy okazji tych faktów na słowa od autorki na początku książki i na posłowie wraz z bibliografią. Godne przyjrzenia się dokładniej.

A zakończenie? Nie takiego się spodziewałam. Choć obstawiałam wiele opcji. Poczułam lekkie rozczarowanie. Ale im dłużej o nim myślę, tym bardziej zaczynam je rozumieć. 
I tak sobie myślę, że ten romans miał jednak drugie dno. Poszukajcie go sami.

A na koniec do tego miodowego garnca pochwał muszę dorzucić łyżkę dziegciu. Okładka kompletnie nie pasuje do treści. Ja bym tu widziała widokówkę Breslau z nazistowskimi flagami i gdzieś w oddali idącą parę. Ale to tylko moje zdanie. Ta okładka, moim zdaniem wprowadza w błąd potencjalnego czytelnika.

Podsumowując: romans historyczny świetnie osadzony w realiach obyczajowych z bardzo dobrą lekcją historii i miastem Breslau w tle. 

Polecam.

środa, 23 czerwca 2021

Fit desery z kilku składników. Jak jeść zdrowo nie rezygnując ze słodyczy. Agnieszka Stolarczyk

 

TYTUŁFit desery z kilku składników. 
Jak jeść zdrowo nie rezygnując ze słodyczy.
AUTOR: Agnieszka Stolarczyk
WYDAWNICTWO: Znak Horyzont 
GATUNEK: przepisy kulinarne
STRON: 256
DATA PREMIERY: 7 czerwca 2021



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



To moja pierwsza książka kulinarna na blogu. Sięgnęłam po nią nie tylko z powodów słowa fit. Od kilku lat nie mogę spożywać białego cukru i krowiego mleka. Wiele przepisów, które z chęcią bym wykorzystała niestety zawiera choć jeden z zakazanych produktów. I nie proponuje zamienników. Postanowiłam sprawdzić, czy ta książka choć trochę pomoże mi cieszyć się słodyczami i uniknąć cukru i mleka.

Pierwsze wrażenie robi jakość wydania. Twarda oprawa i przepiękne zdjęcia na widok, których cieknie ślinka.
Po drugie: przejrzystość treści. Na początku dostajemy garść podstawowych informacji takich jak np.: czym zastąpić cukier, co zamiast mleka, jak obliczyć zapotrzebowanie kaloryczne itd. Potem dostajemy przepisy podstawowe, tj. takie, które możemy używać później do innych przepisów. Rozdział Poranne inspiracje zawiera propozycje śniadań, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Rozdział Słodkie co nieco to ciekawe pomysły na przekąski. Kolejny rozdział to ciekawe propozycje deserów. A dwa ostatnie to przepisy na słodkości na zimno oraz słodkie wypiekiWszystko prosto wyjaśnione, nie sposób nie zrozumieć.
Trzecia kwestia, która przypadła mi do gustu to fakt, że autorka do niczego nie przymusza tylko proponuje. Nie miałam wrażenia, że muszę coś zrobić koniecznie tak, a nie inaczej. Autorka wręcz podaje inne warianty danej potrawy. 

Ale ja nie byłabym sobą, gdybym nie wypróbowała interesujących mnie przepisów. Najbardziej przypadła mi do smaku pieczona owsianka z malinami i płatkami migdałów. Upieczona znikała w trybie zaskakującym. W dniu, kiedy zaspałam, to tylko chwyciłam kawałek tej owsianki i w drogę. Zjadłam niczym pyszny batonik, a w nim nie było ani cukru, ani mleka. A w dniach, kiedy mogłam pozwolić sobie na celebrację śniadania, to pokruszyłam tę owsiankę na mniejsze kawałki, wsypałam do miseczki i zalałam jogurtem. Przepyszne i zdrowe śniadanko!



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Jako że czytałam tę książkę w bardzo gorące dni czerwcowe, to postanowiłam zrobić sobie superlekki i chłodny deser. I tu mój wybór padł na fit pannę cottę z musem malinowym. A że kocham jogurt naturalny miłością wielką, to nie wahałam się ani chwilę. Pychotka! Zniknął z lodówki z tajemniczych okolicznościach. Następnym razem zrobię podwójną porcję.



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Zrobiłam jeszcze naleśniki szpinakowe. Ale niestety tu akurat zdjęć nie będzie, bo nie zdążyłam. Zjedzone błyskawicznie. Zasmakują w nich miłośnicy ciasta Mech leśny. Tak samo pyszne.

A wiesz, co było w tym moim eksperymencie kulinarnym najlepsze? Że wszystkie składniki miałam w domu. Bo tak, jak głosi tytuł: potrzebowałam kilku składników, aby szybko i smacznie przyrządzić coś słodkiego i zdrowego. I to jest duży plus tej książki. Oprócz świetnych przepisów oczywiście.

Polecam.


               Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak Horyzont

poniedziałek, 21 czerwca 2021

Skalny kwiat. Ilaria Tuti

 

TYTUŁSkalny kwiat
AUTOR: Ilaria Tuti
WYDAWNICTWO: Sonia Draga
GATUNEK: literatura piękna
STRON: 304
DATA PREMIERY: 16 czerwca 2021

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Po przeczytaniu poprzednich książki autorki, Śpiąca nimfa i Kwiaty nad piekłem, wiedziałam, że sięgnę bez wahania po każdą następną powieść tej autorki. I tak też się stało.

Bardzo się ucieszyłam, kiedy zobaczyłam tę książkę w zasobach Legimii. I trochę zaniepokoiłam, bo dwie poprzednie były z półki kryminał/thriller, a tę zaliczono do kategorii literatura piękna. Chociaż po przeczytaniu, ja bym ją postawiła na półce: ocalono od zapomnienia.

Jest to historia jak niesamowita, tak zapomniana. Nie jest to powieść historyczna i autorka w posłowiu wszystko wyjaśnia. Inspirowała się tylko pewnymi prawdziwymi wydarzeniami. Ale to nie zmienia faktu, że oddała hołd i ocaliła od zapomnienia te dzielne kobiety.

Bo tu bohaterem są kobiety. Góralki, które podczas pierwszej wojny światowej pomagały w Alpach włoskim żołnierzom przenosić w niedostępne dla transportu paczki, a w nich pociski, jedzenie, leki. Kiedy wszyscy zdolni do walki mężczyźni opuścili górskie wioski, to one, Kobiety przez duże K, musiały radzić sobie z codziennością. Jakże zupełnie inną od naszej współczesności. Bieda trudna do opowiedzenia, opieka nad dziećmi i osobami starszymi, a w oddali huk frontu wojennego. I do tego pomoc wojsku w transporcie na linię frontu.

Autorka rewelacyjnie odmalowała klimat tamtego okresu. Ciężkie życie kobiet, wcale nie łatwiejsze życie żołnierzy w okopach na górskich ostępach, problemy dnia codziennego, stosunki społeczne w górskiej wiosce, relacje wojskowo-cywilne. I jeszcze wiele innych pobocznych tematów, lecz nie mniej ważnych. 
Tak mówią żołnierze o kobietach:

Właśnie tym jesteście. Kwiatami, które czepiają się z uporem tych gór. Czepiają się potrzeby, żeby, jak przypuszczam, trwać przy życiu. 

Skalny kwiat, czyli szarotka alpejska.

Tragarki, tak was nazywają. Traktują was jak oddział, i słusznie.

Czytając tę książkę przypomniałam sobie o pewnym wydarzeniu. Będąc w Bieszczadach, a dokładnie na górze Dwernik Kamień natrafiłam na groby żołnierzy z okresu pierwszej wojny światowej. Zrobiły na mnie ogromne wrażenie, bo nie dość, że zadbane, to jeszcze paliły się przy nich znicze. Czyli ktoś pamięta. Bardzo podobnie było w tej powieści: górskie szczyty, pierwsza wojna światowa i pochowani żołnierze na górskim terenie. Wiem, wiem, że Bieszczady to nie Alpy, ale skojarzenie nasunęło mi się samo. Zginęli za ojczyznę, a rodziny nawet nie wiedzą, gdzie są pochowani.

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Podsumowując: autorka ma niesamowity dar do tworzenia klimatu i to nieważne czy w kryminale, czy w powieści. Do tego tematyka i problematyka, które skłaniają do wielu przemyśleń. W tej historii oddała hołd alpejskim tragarkom i ocaliła je od zapomnienia.

Polecam.

niedziela, 13 czerwca 2021

Cienie Paryża. Paulina Kuzawińska

 

TYTUŁCienie Paryża
AUTOR: Paulina Kuzawińska 
WYDAWNICTWO: Lira 
GATUNEK: powieść historyczna
STRON: 352
DATA PREMIERY: 19 maja 2021



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Kiedy czytam kilka książek z rzędu z kategorii literatury faktu, to muszę zrobić sobie przerwę. I ta książka miała być takim lekkim przerywnikiem. Lubię kiedy Francja jest tłem powieści. I akcja dzieje się w Belle Époque. Tutaj dokładnie w 1889 roku, kiedy to odbywa się Światowa Wystawa w Paryżu.
To moje pierwsze spotkanie z twórczością Pauliny Kuzawińskiej, choć ona do tej pory popełniła już 5 książek. Teraz jestem pewna, że chętnie pochylę się nad poprzednimi.

Co mnie urzekło w tej książce?

Klimat Belle Époque. Wspaniale oddany. Jestem zachwycona. Stukot kopyt po bruku, szelest sukni, światło gazowych latarni na ulicach. I ona: wieża Eiffla. Królowa Paryża, przedmiot sporów, szczyt inżynierii, miejsce romantycznych schadzek. I przyczyna obsesji głównego bohatera.

Sposób poprowadzenia akcji. Na pierwszych stronach powieści poznajemy młodego architekta Victora Argenta, który przebywa w szpitalu psychiatrycznym. To jakby finał całej tej historii. Wraz z przewracanymi stronami dowiadujemy się co doprowadziło pacjenta do tegoż szpitala. 

Świetna znajomość realiów epoki. Ach, aż chciałoby się tam być. 

Bardzo dobre połączenie powieści obyczajowej, historycznej i kryminału. O pierwszych dwóch pisałam wyżej, a ten element kryminału dodał fajnego smaczku tej powieści. 

Są też elementy grozy i fantastyki. Nie wiadomo momentami co jest sceną realną, a co się wydaje Victorowi. Gdybym o tym wiedziała wcześniej, to nie wiem, czy bym się skusiła na tę książkę, bo nie lubię takich mieszanek. A tak spotkała mnie niespodzianka! Autorce udało się nie dość, że rewelacyjnie połączyć te wszystkie elementy, to jeszcze spowodować, że nie mogłam odłożyć książki. A to zdarza się u mnie coraz rzadziej. 

Jest też element romantyczny, ale w dawce dla mnie do zniesienia. Nic nie poradzę, że nie lubię tego wątku w powieściach.

A zakończenie! Mega zaskoczenie. Autorce wiele razy udało się mnie wprawić w zdumienie i wywołać efekt wow. Cenię pomysłowość Autorki w tej materii. Lubię ten element zaskoczenia i niedopowiedzenia.

Podsumowując: polecam, szczególnie tym, którzy uwielbiają, jak ja, okres zwanym Belle Époque. Którzy lubią świetnie oddany klimat opisywanych wydarzeń i cenią niedopowiedzenia i tajemnice.

Polecam!

niedziela, 6 czerwca 2021

Złoty konik dla Palmiry. Ewa Formella.

 

TYTUŁ: Złoty konik dla Palmiry
AUTOR: Ewa Formella
WYDAWNICTWO: Replika
GATUNEK: biografia/pamiętnik
STRON: 312
DATA PREMIERY: 4 maja 2021
SERIA: Szkatułka wspomnień



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



To już ostatnia, podobno, część serii Szkatułka wspomnień. Choć cały czas mam nadzieję, że autorka zmieni zdanie i powstaną kolejne piękne powieści.

W tej tak samo jak w poprzednich książkach tej serii, autorka utrzymała pewną konwencję.
Jest dwoje staruszków, ich dzieci i wnuki, niewyjaśnione tajemnice z przeszłości, akcja dzieje się dwutorowo i zakończenie...

Ten cykl urzeka mnie z tych samych powodów niezmiennie. Choć poszczególne historie są zupełnie inne, to w tych powieściach jest coś, co każe mi sięgać po kolejną książkę tej autorki.

Tajemnice rodzinne sprzed lat to tematyka, którą lubię odkąd pamiętam. I cały czas sobie zadaję pytanie: czy warto je odkrywać?
Cenię sobie bardzo, kiedy akcja dzieje się dwutorowo. Mnie to pozwala spojrzeć na te same wydarzenia z różnych perspektyw i daje powody do zastanowienia się na wieloma sprawami.
Pani Ewa bardzo umiejętnie wplata wątek edukacyjny. Tak, jak w Listach do Duszki wspaniale opisała Wolne Miasto Gdańsk, tak w tej części świetnie uchwyciła postawy Ślązaków w czasie drugiej wojny światowej. Nam, współczesnym, łatwo jest oceniać tamte zachowania: kolaborant i volksdeutsch to zdrajca. Ale zawsze jest jakieś ale... I autorka bardzo sprawnie przedstawiła tę problematykę w taki sposób, że to czytelnik sam musi ocenić sylwetki i poglądy bohaterów.
I choć, tak jak w poprzednich częściach, domyśliłam się zakończenia, to wcale nie psuło mi ta radości z czytania.
I po raz kolejny nie obeszło się bez chusteczek.
I po raz kolejny wątek współczesny wypadł blado w stosunku do tego z przeszłości, ale ja już tak mam, że te współczesne historie zupełnie do mnie nie trafiają. Ale akcent włoski w tym wątku podobał mi się bardzo.
Istotne jest też to, że ta historia wydarzyła się naprawdę. Ale z wielu powodów autorka musiała zmienić imiona bohaterów.

Polecam.

piątek, 4 czerwca 2021

Dzieci getta. Ostatni świadkowie Zagłady. Prawdziwe Historie. Magda Łucyan

 

TYTUŁ: Dzieci getta. Ostatni świadkowie Zagłady.
AUTOR: Magda Łucyan
WYDAWNICTWO: Znak Horyzont
GATUNEK: literatura faktu
STRON: 312 
DATA PREMIERY: 19 maja 2021
SERIA: Prawdziwe Historie



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



To kolejna książka z serii Prawdziwe historie. Bardzo mi ten cykl przypadł do gustu. W wielu przypadkach autorzy robią coś, co jest dla mnie bardzo ważne: ocalają od zapomnienia. Tak było np. z poprzednią książką tej autorki, czyli z Powstańcami. Została ona wydana w 2019 roku, a w 2021 nie żyje połowa bohaterów tej książki. Pani Magdzie udało się ocalić od zapomnienia historie powstańców, ostatnich świadków opisywanych wydarzeń. 

W swojej kolejne książce podjęła podobny temat, czyli spisała wspomnienia, ale tym razem dzieci, które przeżyły pobyt w getcie. Temat trudny i wzbudzający wiele emocji, bo dotyczy najbardziej bezbronnych istot. Wiele z nich było tak małych, że same niewiele pamiętają. Jak sama autorka przyznała w jednym z wywiadów nie było łatwo namówić Ocaleńców do rozmów. Wiele osób się nie zgodziło, ale wiele też nie miało siły powracać do tak bolesnych wspomnień. Pięć osób opowiedziało swoją historię.
Historii 5 dzieci, które przeżyły piekło na ziemi, jakim było getto:
Krystyna Budnicka, rocznik 1932.
"... nie ma nic gorszego niż nienawiść".
Marian Kalwary, rocznik 1930.
"... brak głodu był naszym ogromnym szczęściem."
Katarzyna Meloch, rocznik 1932.
"Dlatego młodym ludziom mogę powiedzieć, że najważniejsze są prawda i świadomość tego, ci się wydarzyło".
Józef Lipman, rocznik 1931. 
"Wojna jest najgorszym, co może się przytrafić ludzkości, dlatego: NIGDY WIĘCEJ."
Zofia Lubińska-Rosset, rocznik 1933.
"... wojna i czasy powojenne nauczyły mnie tego, że nie wolno myśleć tylko o sobie. Trzeba myśleć o innych".

Opowieści te łamią serce. Jak wiele złego, ale i dobrego spotkało te dzieci. To, co widziały zostało w nich już na zawsze. Czasem był to przypadek, a czasami wyciągnięta pomocna dłoń. Po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że bycie dobrym człowiekiem nie zależy od narodowości. 
To, co przypadło mi do serca, to to, że tak mało w tej książce autorki. Słowa bohaterów wyróżnione są kursywą, a to, co dopowiadała autorka inną czcionką. Ale te fragmenty autorki, to tylko wyjaśnienia pewnych faktów czy próba odmalowania tła historycznego. Mnie się taką formę zapisu bardzo dobrze czytało.
W tego typu książkach, przynajmniej dla mnie, ważne są wszelkie fotografie ludzi i zdjęcia miejsc, których już nie ma. Na mnie zawsze robią wrażenie i są ważnym uzupełnieniem testu. Tak było i w tym przypadku. Polecam się przyjrzeć dokładnie, chwytają za serce nie mniej niż słowa bohaterów książki.

Jako podsumowanie przytoczę tu dwa cytaty:
Marian Turski, historyk, dziennikarz, były więzień niemieckiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau na uroczystościach z okazji 75. rocznicy wyzwolenia obozu wygłosił przemówienie. I powiedział bardzo ważne zdanie:
Auschwitz nie spadło z nieba.
Całe wystąpienie Pana Mariana można znaleźć w zasobach Internetu. W tej książce jest tylko fragment.

Prezydent Międzynarodowego Komitetu Oświęcimskiego, Roman Kent wymyślił 11 przykazanie, które jest wynikiem doświadczeń drugowojennych czasów. Brzmi ono:
Nie bądź obojętny.

I z tymi cytatami Was zostawiam.

Książkę polecam!

Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak Horyzont