poniedziałek, 29 sierpnia 2022

Empuzjon. Horror przyrodoleczniczy. Olga Tokarczuk

 

TYTUŁ: Empuzjon. Horror przyrodoleczniczy
AUTOR: Olga Tokarczuk
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Literackie
GATUNEK: Horror przyrodoleczniczy
STRON: 391
DATA PREMIERY: 1 czerwca 2022



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Twórczość Pani Tokarczuk poznałam ponad 10 lat temu, zanim zrobiło się o Niej głośno i dostała Nobla. Przeczytałam kilka Jej książek i niezmiennie pozostawałam pod wrażeniem. Moja wyobraźnia i ciekawość ścigały się w drodze do tej książki.

Co może być ciekawego w sanatorium? To pierwsze pytanie, które mi się nasunęło, kiedy przeczytałam opis fabuły. Młody Mieczysław Wojnicz, student ze Lwowa, przybywa do sanatorium leczyć chorobę płuc. Jest rok 1913. Uzdrowisko Görbersdorf znane jest w Europie z leczenia chorób piersiowych i gardlanych, w tym gruźlicy. Powtórzę pytanie: cóż może być ciekawego w sanatorium? Ano może. Tokarczuk stworzyła klimat, który nie pozwala odłożyć książki. Panowie poddają się zabiegom, spożywają posiłki, spacerują i udają, że im się nie nudzi. Prowadzą różne dysputy na tematy wszelakie, wspominają, planują przyszłość zakładając skuteczność prowadzonych w sanatorium terapii. 
Pensjonat dla Panów, jego mieszkańcy i otaczająca przyroda wraz z regionalnymi opowieściami są miejscem, w którym mogą zdarzyć się rzeczy, które trudno objąć rozumem.
Przyroda jest w książkach Noblistki bardzo ważna. Tak jest też tutaj. Nie mogę pisać nic więcej, by nie zepsuć frajdy z czytania. Natura jest jedną z bohaterek tej powieści.
Drugim są kobiety. I choć występują w samej fabule w ilościach znikomych, to za to w opowieściach kuracjuszy są stale obecne. Aż trudno uwierzyć, że niektóre poglądy wygłaszane w 1913 roku są aktualne do dziś. Polecam uwadze, ku przemyśleniu.
Trzecim bohaterem, choć w tle, jest klimat Sokołowska. Bo tak będzie nazywać się ta miejscowość po drugiej wojnie światowej. Niepewność, strach, niedopowiedzenia, niewyjaśnione wydarzenia, ciemny las, legendy i dawne historie. To wszystko tworzy nastój grozy i tajemnicy.
I na samym końcu jest Mieczyś, jak nazywają Wojncza rodzice. Jest przedstawicielem swojego pokolenia, sumą obaw i planów studentów oraz skutkiem lwowskiego wychowania.

I do tego wszystkiego cała historia opisana jest piękną polszczyzną, czasami skłaniającą do refleksji, a czasami do uśmiechu. Różnica zdań i poglądów, którą odczuwałam pomiędzy mną, czytelnikiem, a autorką kompletnie mi nie przeszkadzała, a wręcz zachęcała do wielu przemyśleń. Choć i tak w większości poglądy mamy zbieżne. 

A, zapomniałabym o zakończeniu. Zaskakujące i nieoczywiste, otwarte, ciekawe i długo niedające o sobie zapomnieć. Czyli takie, jak lubię.

Jestem fanką autorki, więc nie jest obiektywna. Kto mi nie wierzy, niech przeczyta, a kto wierzy, to niech też przeczyta. 

Polecam. Do powolnej degustacji.

niedziela, 28 sierpnia 2022

Mali tułacze. Wojciech Lada

 

TYTUŁ: Mali tułacze
AUTOR: Wojciech Lada
WYDAWNICTWO: Prószyński i S-ka
GATUNEK: reportaż
STRON: 344
DATA PREMIERY:  25 sierpnia 2022

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



To moje spotkanie z autorem, choć nie pierwsze spotkanie z tą tematyką. Pierwszy raz czytałam o Andersie i Jego armii w cudownym cyklu Marii Paszyńskiej o pięknym tytule: Owoc granatu. Wiedziałam czego mam się spodziewać po tej książce, co jednak nie zmieniło zupełnie mojego odbioru i bez chusteczek się nie obyło.

Nie będę streszczać fabuły, bo zakładam, że każdy zna, choć w zarysie, szklak Andersa, zwany też szlakiem nadziei. Ta lektura wyróżnia się tym, że przyglądamy się powszechnie znanym faktom z perspektywy dzieci. Jednym tak małym, że nie pamiętają ojczyzny, nic nierozumiejącym kilkulatkom i przerażonym nastolatkom. Istotom, które powinny dorastać na łonie rodziny wśród przyjaciół. A zostały siłą wyrwane ze swojego środowiska, wywiezione w głąb Rosji, zmuszone do życia w niewyobrażalnych warunkach, by potem wyruszyć przez trzy kontynenty w poszukiwaniu wolności. Choć niekoniecznie na ziemi polskiej, jak później pokazało życie.

Ja zwróciłam uwagę na kilka kwestii. Zacznę od plusów.
Autor przytacza wypowiedzi uczestników tamtych wydarzeń. Dzieci, ale także wychowawców i, jak się okazuje, znanych osób jak Hanka Ordonówna, ksiądz Lucjan Królikowski czy sam Władysław Anders. Dla mnie bezcenne.
Pisarz spowodował, że mam ogromną ochotę przeczytać biografię Hanki Ordonówny i Władysława Andersa. Tak ciekawie przedstawił te postacie, że mam ochotę dowiedzieć się więcej.
Wojciech Lada pomiędzy wypowiedzi swoich bohaterów wplótł wspaniałe opisy przyrody i interesująco rozbudował tło historyczne. Dla mnie było to bardzo ciekawy zabieg. Dowiedziałam się wielu zadziwiających faktów. Choć z drugiej strony słyszę też uszami wyobraźni, że było tego za dużo i zupełnie niepotrzebne. Nie i jeszcze raz nie! Polecam zwrócić na to uwagę. 
Dla mnie jest dużym plusem, że autorowi udało się wzbudzić we mnie wiele emocji i refleksji. To, co przeszły te dzieci wielu współczesnych dorosłych nie jest sobie w stanie wyobrazić. Pierwszy przykład z brzegu: różnica temperatur. Na Syberii do -50 stopni, w Persji prawie +50 stopni. Wszędzie głód, brud, insekty, dzikie zwierzęta. Tęsknota, samotność i niepewność jutro. Dużo można tu pisać. Polecam przeczytać książkę.
Zwróciłam uwagę na jeszcze jeden aspekt. I zachęcam do przyjrzenia się pewnej kwestii. Jak przyjmowano dzieci w różnych częściach świata. Jak traktowano polskich uchodźców w tak odległych krajach jak Persja czy Nowa Zelandia. Polecam ku rozwadze i przemyśleniu.

Niestety, znalazłam też minusy. Podkreślę to z całą siłą, że są one bardzo subiektywne. Nie są zarzutem wobec książki, lecz wynikiem osobistych skrzywień.
Mnie zabrakło zdjęć. Bardzo je lubię. Szczególnie kiedy dotyczą osób i świata, którego już nie ma.
Przydałaby się mapa ze szklakiem Andersa. Lubię wodzić palcem po mapie.
Brak szczegółowej bibliografii. Autor zamieścił rozdział z wybraną bibliografią na końcu książki. W moim odczuciu powinien być na początku. Lada zaznacza w nim, że książka ma charakter popularny, a nie stricte historyczny. Gdybym to wiedziała, kiedy zaczynałam czytać, to nie szukałabym przypisów w trakcie czytania.

Podsumowując: bardzo ciekawie przedstawione losy nieletnich Polaków, którzy doświadczyli trudów życia na Syberii, wędrówki przez trzy kontynenty i poszukiwań swojego miejsca na ziemi w czasach powojennych. Pełna pięknych opisów przyrody i faktów powieść drogi przepełniona emocjami i skłaniająca do refleksji.

Polecam.

poniedziałek, 15 sierpnia 2022

Moja misja wojenna. Klementyna Mańkowska

 

TYTUŁ: Moja misja wojenna
AUTOR: Klementyna Mańkowska
WYDAWNICTWO: Rebis
GATUNEK: wspomnienia
STRON: 288
DATA PREMIERY: 26 kwietnia 2022



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Ta książka należy do mojego ulubionego gatunku, czyli do literatury faktu. Są to wspomnienia kobiety, która miała nieprzeciętne życie i przyszło jej żyć w trudnych i jednocześnie ciekawych czasach.

Klementyna Maria Mańkowska była polską arystokratką i działaczką ruchu oporu w czasie drugiej wojny światowej. Jej życiorysem można by obdzielić kilka osób. Czasami trudno było uwierzyć w opisywane wydarzenia, ale jest to kolejny przykład na to, że to życie pisze najbardziej niewiarygodne scenariusze. 

Wraz z przerzucanymi kartkami rósł mój podziw na tej kobiety. Klementyna w momencie wybuchu wojny miała 28 lat, była żoną i matką dwójki kilkuletnich chłopców. Pochodziła z zamożnej rodziny, wychowana na zamku, odebrała staranne wykształcenie i posiadała nienaganne maniery. Została żoną hrabiego Andrzeja Mańkowskiego i zamieszkała z nim w posiadłości w Winnej Górze koło Poznania. Przed wojną prowadziła bogate życie towarzyskie, gościła u siebie nie tylko Polaków, ale i Niemców, co miało wielkie znaczenie w późniejszych latach. Wielkie bale, polowania, przejażdżki konne i przyjęcia to była jej codzienność. Aż nastał 1 września 1939 roku i cały jej świat runął. Ale Klementyna nie załamała się. Nie tak ją wychowano, co wielokrotnie powtarzała. To, co napisałam wcześniej plus jej aryjska uroda z niebieskimi oczami i blond włosami oraz suma osobistych cech pozwoliły jej podjąć działalność w ruchu oporu. Wielokrotnie zastanawiałam się, co ja bym zrobiła na jej miejscu. Przemieszczała się po całej ogarniętej wojną Europie, od Paryża, przez Berlin, Warszawę aż po Lwów. Znajomość kilku języków i wszechstronne wykształcenie pozwalały jej na wiele rodzajów działań. Czasami jej kreatywność, a czasami zuchwałość przeprawiały mnie o niedowierzanie pomieszane z podziwem. Niekiedy bywała w sytuacjach, wydawałoby się, bez wyjścia, ale wtedy powtarzała sobie, ku mojemu rozbawieniu, że przecież urodzona jest w niedzielę, więc nic jej się nie może stać.

Swoje wspomnienia spisała tuż po 70 urodzinach. Najpierw zostały wydane w Niemczech i Francji, a pierwsze polskie wydanie miało miejsce dopiero w XXI wieku. Oprócz samego tekstu, który napisany jest, pomimo dramatycznych wydarzeń, w bardzo prosty i ciekawy sposób, mnie ujęły zdjęcia i skany dokumentów. Patrząc na zdjęcia młodej Klementyny wcale się nie dziwiłam mężczyznom stającym na jej drodze. Bo to piękna kobieta była.

Od wojennych przeżyć nie mniej ciekawe były także te powojenne. I po raz kolejny okazało się, że koniec wojny, to nie koniec problemów. 

Tę książkę czyta się niczym powieść szpiegowską. A to tylko życiorys niebanalnej kobiety.

Polecam.

sobota, 13 sierpnia 2022

Dusza puszczyka i zaskakujące historie Kazimierza Nóżki. Marcin Szumowski


TYTUŁ: Dusza puszczyka i zaskakujące historie Kazimierza Nóżki.
AUTOR: Marcin Szumowski
WYDAWNICTWO: Oficyna 4eM
GATUNEK: literatura faktu
STRON: 272
DATA PREMIERY: 22 czerwca 2022
CYKL: Inne historie Kazimierza Nóżka (tom 3)


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Kocham Bieszczady i kocham czytać. Nie mogłam nie przeczytać tej książki. 

Kazimierz Nóżka to leśnik Nadleśnictwa Baligród, a Marcin Szumowski to dziennikarz zakochany w Bieszczadach. Pan Kazimierz Nóżka znany jest sporej grupie internautów dzięki zdjęciom i filmikom umieszczanym na facebookowym koncie Nadleśnictwa Baligród.

Będąc w Bieszczadach poznałam Pana Kazimierza osobiście i nadal jestem pod wrażeniem. Cudowny człowiek z wielką pasją bez grama blichtru i maniery celebryty. Bardzo ciekawie opowiada czy to mediach społecznościowych, czy to osobiście.

W tej części poznany wiele ciekawych, ale i, jak obiecuje tytuł, zaskakujących historii.

Będzie o bukowym bonzai, niewybrednym bocianie, odważnym derkaczu, o cmentarzu wojskowym na Manyłowej, chorobach żubrów, tajemnicach Arłamowa, bojkowskiej potrawie twardy brzuch i poczytamy opowieści Zbigniewa Kosakiewicza. Tematyka jak rozległa, tak ciekawa. Pokazuje nie tylko wielobarwność opisywanych obszarów, ale także szacunek i miłość ludzi tam mieszkających. Pan Kazimierz z dużą charyzmą, ale też z wyczuciem opowiada o tej części Karpat. To my, ludzie, jesteśmy tu gośćmi, a nie odwrotnie. Zwierzęta są u siebie. Leśnik zwraca uwagę na pewne aspekty, na które nie mamy czasu spojrzeć w codziennym biegu. I tu nie napiszę nic więcej zachęcając do uważnej lektury.

A te wszystkie bieszczadzkie opowieści okraszone są zdjęciami. Tym bardziej ciekawymi, że przeciętny turysta nie zdoła ich zrobić. Dzięki fotopułapkom można spojrzeć dzikom zwierzętom w oczy.

Pan Kazimierz ma niesamowity dar. Jest rewelacyjnym gawędziarzem. I z tego powodu książki z Jego udziałem zawsze są za krótkie. I jednocześnie potwierdzają, że Bieszczady to nie tylko piękne widoki, ale niesamowita flora, fauna, ludzie i historia.

Polecam.

Nieznajoma z Sekwany. Guillaume Musso

 

TYTUŁNieznajoma z Sekwany.
AUTOR: Guillaume Musso
WYDAWNICTWO: Albatros
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 384
Data premiery: 10 sierpnia 2022


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Są tacy autorzy, których książki biorę w ciemno. To takich należy Musso. Przeczytałam wszystkie książki tego Francuza wydane w Polsce. Z zachwytem bywało różnie. Ale na każdą kolejną czekam z niecierpliwością.

Mnie się ciężko pisze o książkach tego autora.. Bardzo łatwo zdradzić istotne wątki fabuły. 
Czy można być jednocześnie żywym i martwym? To pytanie z okładki. Z Sekwany w grudniowy dzień wyłowiono zwłoki dziewczyny. Po zbadaniu DNA okazało się, że ta dziewczyna zginęła w wypadku samolotowym ponad rok temu. Jak to możliwe? Co się wydarzyło i jak do tego doszło?

Jak zwykle u tego pisarza jest mieszanka gatunkowa, bo i trochę kryminału, obyczajówki, thrillera okraszona odrobiną magii i doprawiona elementami zaskoczenia. Potrafi on przykuć uwagę i zmusić do zastanowienia. Wmanewrować w różne zakątki fabuły, zmylić trop i powiedzieć a kuku. I na koniec przyłożyć zakończeniem.

Jeden z wątków nawiązuje do kultu Dionizosa i mitologii greckiej. Ciekawie napisane. Czytałam z przyjemnością.
Inny temat bardzo interesujący do miłość i kłamstwa. Do czego zdolny jest człowiek w imię miłości?

To oczywiście tylko historie poboczne, ale jakże dodające smaczku temu głównemu.

Mnie w każdej książce Musso zachwyca wrażliwość autora, plastyczny język powieści, to, jak potrafi igrać z czytelnikiem, jak wspaniale dozuje niepewność i tajemniczość. I to, że kiedy skończysz czytać, to siedzisz i nie dowierzasz, że to już koniec książki. 
Ta, jak i inne powieści Musso mają jedną wadę. Za szybko się kończą. 

Jednym słowem: znowu polecam!

środa, 3 sierpnia 2022

Schronisko, które przestało istnieć. Sławek Gortych

 

TYTUŁ: Schronisko, które przestało istnieć
AUTOR: Sławek Gortych
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Dolnośląskie
GATUNEK: kryminał górski
STRON: 368
DATA PREMIERY: 28 lipca 2022
CYKL: Karkonoska seria kryminalna (tom 1)

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Ale to było dobre! Dawno żadna książka tak mnie nie pochłonęła. 

Świetny polski debiut mężczyzny, który z miłości do ukochanych Karkonoszy popełnił kryminał. Gdyby to była 15 książka tego autora, to miałabym kilka uwag, a tak, to do tego debiutu nie mam komentarzy negatywnych. 

Kryminał, który obfituje w moc zagadek i zwrotów akcji oraz w kilka przestrzeni czasowych. Trzyma w ciekawości i napięciu. I imponuje zaskoczeniem, którego się nie spodziewałam. Dla mnie świetne! Nie mogłam się oderwać!

Góry. Tło czy główny bohater? Dla mnie bohater przez duże B. Rewelacyjnie ukazane Karkonosze z ich wspaniałymi widokami, licznymi legendami, ciekawą historią i problemami. Aż chciałam spakować się i jechać w Karkonosze. I spotkać Liczyrzepę oczywiście.

Tło społeczne i historyczne takie, jak lubię. Dużo ciekawostek i mnóstwo smaczków, które wraz z opisami przyrody tworzą niepowtarzalny klimat. Zaczynając od nazistów i grabieży ziem polskich w czasie drugiej wojny światowej, poprzez problematykę tworzenia po wojnie państwa polskiego, kłopoty Ziem Odzyskanych, troski wysiedlanych Niemców, trudności polskich osadników. Do tego tematyka typowa górska, czyli współistnienie schronisk na styku trzech granic: polskiej, niemieckiej i czeskiej. Ja, mieszkanka centralnej Polski, czytałam z zaciekawieniem. I po raz kolejny przekonałam się, że koniec wojny, to nie koniec problemów. A początek zupełnie innych. 

Bohaterowie niejednoznaczni i ciekawie przedstawieni na zasadzie, że nie ma tylko złych, ani tylko dobrych ludzi. Brawa za zwrócenie uwagi czytelników na prawdziwie postacie Gerharta Hauptmanna, niemieckiego noblisty w dziedzinie literatury z 1912 roku i osobę Karla Hanke, gauleitera  Dolnego Śląska i zbrodniarza wojennego. W posłowiu autor wyjaśnia, które osoby i zdarzenia są prawdziwe, a które wytworem jego wyobraźni. 

I do tego język, który jest ta powieść napisana. Bez zbędnych słów, sentymentalizmów czy literackich zapychaczy, ale z miłością do opisywanych terenów, co czułam w każdym zdaniu. Ale jednocześnie bez zamęczania czytelnika niepotrzebnymi szczegółami. Wszystko w odpowiedniej dawce i stężeniu. Ja poczułam się rozpieszczona.

I na koniec jeszcze jedno. Okładka! Dla mnie rewelacja! Od razu przyciągnęła moją uwagę. I świetnie oddaje treść. 

Czego chcieć więcej? Młody, obiecujący polski autor, który napisał kryminał zachwycający na wielu poziomach. Będę śledzić poczynania Gortycha. I chętnie sięgnę po kolejną książkę.

 A tymczasem POLECAM!