piątek, 16 czerwca 2017

Lęk. Hubert Hender

TYTUŁLęk
AUTOR: Hubert Hender
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Filia
GATUNEK: kryminał
STRON: 434
Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek

Lubię kryminały. I coraz częściej sięgam po polskich autorów. Twórczości Hendera nie znam, więc nie mam odniesienia. To moje pierwsze spotkanie, ale z pewnością nie ostatnie. Dla mnie nie jest to pozycja, który rzuca na kolana. Ale jest naprawdę bardzo dobry.

Lęk. Czym jest? Czego się boimy? Każdy ma zapewne swoje obawy i lęki. Dla mnie, jako rodzica,  był to niesamowicie wciągający kryminał. Bo czy może być coś bardziej zatrważającego niż lęk o własne dziecko? Gdy nie wiadomo gdzie jest i czy w ogóle żyje... A co, jeśli okazuje się, że wcale nie znałeś własnego dziecka? Gdy Twoja pociecha znika i ty nie potrafisz jej odnaleźć. Nawet z pomocą policji. I, gdy nagle w trakcie śledztwa, okazuje się, że twoje życie wygląda zupełnie inaczej niż o tym wcześniej sądziłeś?

Trudno pisać o kryminale nie zdradzając istotnych wątków fabuły. Przynajmniej ja mam z tym problem.

Akcja toczy się niespiesznie. Rodzice zgłaszają zaginięcie córki. Poszła wynieść śmieci. I zniknęła. Nie ma żadnych śladów. Ani porwania, ani zabójstwa, ani samobójstwa. 
Policja wszczyna śledztwo, rodzice szleją z niepokoju. 
I w trakcie śledztwa wychodzą na jaw fakty, o których nikt z dorosłych bohaterów nie miał pojęcia.
Policja prowadzi dochodzenie. I w jego takcie nowe fakty ujrzą światło dzienne. I giną kolejne dzieciaki. Nic nie pasuje do siebie, układanka nie chce się ułożyć...

Autorowi udało się stworzyć świetny klimat. Atmosferę niepewności, obawy i lęku. Rodzice robią, co mogą, aby pomóc policji, a policja robi, co może, aby odnaleźć dzieci całe i zdrowe. Akcja rozwija się powoli, napięcie rośnie, niepewność nabiera na sile. Stróże prawa wydają się bezsilni. Śledztwo nie posuwa się na przód. A mnie, jako czytającemu rodzicowi, włosy stają dęba. Co ja bym zrobiła w takiej sytuacji? Czy potrafiłabym siedzieć w domu i czekać? Mnóstwo pytań, mnogość problemów, sporo "przystanków" na przemyślenia.

Polubiłam też panów: komisarza Iwanowicza i podkomisarza Gawłowskiego. Z zainteresowaniem czytałam o ich życiu prywatnym, walce z własnymi demonami i historiami z przeszłości. Te "prywatne" fragmenty z życia policjantów sprawiły, że stali się bardziej "ludzcy", a nie tylko "super bohaterscy".

Pan Hubert używa języka prostego i, można powiedzieć, codziennego. Ale nie prostackiego. Zdania są dopracowane. I oddają przenikliwość autora dotyczącą pewnych zachowań społecznych. A to sprawia, że bardzo szybko się czyta. Kartki śmigają, ciekawość rośnie, niepokój się wzmaga. Nie można przestać czytać...

Fabuła wzbudzała moje zainteresowanie wraz z ilością przerzucanych kartek. Akcja nabierała tempa tak, że końcówkę czytałam z zapartym tchem. Choć autor podsuwał tropy, dodawał dowody, to i tak nie zgadłam zakończenia. Choć obstawiałam kilka wariantów. A to lubię. Ten element zaskoczenia.

Polecam. 
Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Polskie jabłka. Jan Szmyd.

TYTUŁ :  Polskie jabłka AUTOR : Jan Szmyd. WYDAWNICTWO : Novae Res GATUNEK:  kulinaria STRON : 292 Egzemplarz recenzyjny dzięk...