środa, 31 stycznia 2018

Co mi dolega? Poradnik skutecznego leczenia dietą. Bożena Kropka

TYTUŁCo mi dolega? Poradnik skutecznego leczenia dietą.
AUTOR: Bożena Kropka
WYDAWNICTWO: Znak
GATUNEK: poradnik 
STRON: 342


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Rzadko sięgam po poradniki. Wychodzę z założenia, że aby napisać poradnik trzeba być ekspertem w swojej dziedzinie, a nie każdy fachowiec potrafi mówić/pisać dla laika. Boję się specjalistycznego bełkotu i tyle. 

Ale po lekturze tej książki czuję się usatysfakcjonowana.
W kilku krótkich słowach o zaletach:
* prosty język i wszystko napisane ciekawie i logicznie
* rozdziały ułożone tak, że jeden wynika z drugiego, np. zanim zaczniemy leczenie dietą poznajemy układ pokarmowy, znaczenie flory bakteryjnej itd.
*rozdziały pogrupowane tematycznie, np. nietolerancje pokarmowe, rola układy pokarmowego.
*duża ilość tabel i różnych zestawień powoduje, że wszystko jest przejrzyste.
*autorka przytacza też różne przypadki chorób, które spotkała na swojej drodze jako diagnosta.
*na końcu książki ciekawe przepisy, interesujące jadłospisy, dzienniczek żywienia.
*mnie najbardziej zainteresował rozdział: Badania-droga do trafnej diagnozy. Zapisałam sobie kilka informacji.

Polecam wszystkim, którzy cierpią na choroby układy pokarmowego. Ale też tym, którzy ciekawi są jaki wpływ ma dieta na nasze samopoczucie. 

PS. Kilka zaleceń żywieniowych z tej książki znałam już wcześniej. I jestem przykładem na to, że można żyć bez cukru. Da się! 

niedziela, 28 stycznia 2018

Dziewczęta z Auschwitz. Głosy ocalałych kobiet. Sylwia Winnik

TYTUŁ: Dziewczęta z Auschwitz. Głosy ocalałych kobiet.
AUTOR: Sylwia Winnik
WYDAWNICTWO: Muza
GATUNEK: literatura współczesna/wspomnienia
STRON: 300


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Po tematykę wojenną sięgam od lat. Wiele już książek za mną, ale sporo przede mną.
W tym zakresie najbardziej cenię sobie wspomnienia świadków tamtych wydarzeń.
I choć mnie się już nie raz zdarzyło się uronić łzę w trakcie czytania, to i tak nic nie jest mnie w stanie powstrzymać przed sięgnięciem po kolejną lekturę w tym temacie. I kiedy pomyślę, że tych osób, które mogą opowiedzieć o tym piekle na ziemi, jakim była druga wojna światowa, jest coraz mniej, to ogarnia mnie smutek i nostalgia. I napiszę to wprost: trochę zazdroszczę Autorce, że poznała te wspaniałe kobiety. I domyślać się tylko mogę jak było trudno tym kobietom wracać do tamtych wydarzeń. I choć często słyszę, że czas goi rany, to myślę sobie, że takich ran to się nie da zagoić...

A wracając do książki...

Pierwsze, aczkolwiek nie najistotniejsze, co zwraca uwagę, to jakość wydania. Twarda oprawa, przejrzysta szata graficzna i duża ilość zdjęć. I to właśnie te fotografie, ludzi, miejsc i dokumentów, tworzą razem z tekstem niesamowity klimat całej tej lektury. Bo co innego czytać o tym jaką piękną nastolatką była jedna z bohaterek książki, a co innego móc spojrzeć jej w oczy na jednym ze zdjęć. Ja akurat lubię kiedy w czytanej przeze mnie książce jest dużo fotek: pozwalają zatrzymać się i odetchnąć w trakcie czytania, a także wczuć się w atmosferę opisywanych zdarzeń. I w zestawieniu ze współczesnymi obrazami bohaterek, to wszystko nabiera dla mnie innego znaczenia.

Dwanaście kobiet i dwanaście rozdzierających serce historii. Nie mogłam ich czytać w jednym ciągu. Bo jak przejść na porządku dziennym na tym, że kobieta ciężarna trafia do obozu zagłady?  Albo jak czytać ze spokojem kiedy umiera nowo narodzone dziecko? Gdy głód, wszy, zimno, wyczerpująca ponad siły praca i tęsknota za rodziną nie dają spać? Czytałam z ciężkim sercem, bo sama jestem żoną i matką...

Napiszę to jeszcze raz: czytam tematykę drugiej wojny światowej od wielu lat i ona od zawsze niezmiernie mnie wzrusza. Wielokrotnie podczas czytania powtarzałam sobie pod nosem: to ludzie ludziom zgotowali ten los... Podziwiam i bardzo chcę zrozumieć skąd w opisywanych kobietach było tyle siły i tyle serca by chcieć żyć w tym piekle na ziemi. Żyć ze świadomością, że cała rodzina, bądź jej większość, już nie żyje. Że świat, który był, już nie wróci. Że nic już nie będzie tak, jak dawniej po tym, czego doświadczyło się w Auschwitz.
Oprócz samych obozowych przeżyć, to mnie chwyciły za serce opowieści o tym, jak każdej z nich ułożyło się życie po wyzwoleniu. Każda z nich pięknie opowiada. Każda opowieść jest inna. I każda  rozdziera dusze. I jeszcze jedno: ze słów byłych więźniarek bije tyle ciepła i pozytywnych emocji, że łza się kręci w oku. Nie znajdziemy tu chęci zemsty czy użalania się nad sobą. Same mądre kobiety z trudnym do wyobrażenia bagażem doświadczeń i uśmiechem na twarzy. Kłaniam się nisko!

Dziękuję Autorce za tę książkę. Świadków tamtych okropnych zdarzeń jest już coraz mniej. Cieszę się, że Pani Sylwii udało się dotrzeć do tych kobiet i namówić je do opowiedzenia swoich historii. Mogę tylko podejrzewać, że nie było to lekkie zadanie. 

Książka zostaje ze mną. I ma już swoje miejsce na mojej "wojennej półce".

Polecam z całego serca. 

PS. Tylko nie zapomnij o chusteczkach do czytania.

sobota, 27 stycznia 2018

Nie przeproszę, że urodziłam. Historie rodzin z in vitro. Karolina Domagalska

TYTUŁ: Nie przeproszę, że urodziłam. Historie rodzin z in vitro
AUTOR: Karolina Domagalska
WYDAWNICTWO: Czarne
GATUNEK: reportaż/literatura współczesna
STRON: 205
Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Książkę mogę zaliczyć do lektur obowiązkowych dla każdego!
I nieistotne jest czy jesteś za czy przeciw in vitro.

Autorka porusza tak wiele tematów, że aż mam poczucie skołowania.
Problemy poruszone w książce to: nasienie dawcy, banki spermy, lesbijki, choroby genetyczne, inseminacja, badania DNA, in vitro, transfer zarodków, dawstwo wewnątrzrodzinne, adopcja zarodka, medycyna reprodukcyjna, adopcja prenatalna, macierzyństwo zastępcze, reprodukcja post mortem.  

Jedna z bohaterek mówi:

"Myślę, że miłość jest ważniejsza niż geny".

Nie chcę za dużo pisać. Chcę żebyś, czytający ten tekst, sięgnął po tę książkę.

Tematyki kontrowersyjnej nie brakuje:

Gdy córka odda Ci swoje jajeczko, abyś mogła urodzić dziecko mężowi...
Gdy teść zastępuje swojego syna w byciu dawcą nasienia...
Gdy syn nie żyje od jedenastu lat, a i tak rodzi mu się córka...
Gdy para gejów bądź lesbijek chce mieć dziecko...

W tej lekturze nie ma wypowiedzi oceniających. Za to jest mnóstwo przypadków ludzi, którzy chcą być rodzicem. Ja nie miałam pojęcia, że jest to aż tak złożony problem. 

Ta książka jeszcze we mnie drga... choć ja skończyłam kilka godzin temu.

Sama nie miała problemu z poczęciem dzieci, ale znam kilka osób, które przeszły wiele aby zostać rodzicem. Słuchałam jakie miały dylematy, kibicowałam im we wszystkich działaniach, a czasem i płakałam z nimi...

Po tej lekturze odnoszę wrażenie, że na tym polu jest jeszcze wiele do zrobienia. Choćby uregulowanie kwestii prawnych. Dylematy moralne, religijne, medyczne, filozoficzne i mnóstwo innych. 

Autorka wykonała kawał dobrej roboty. Nie ma tutaj wypowiedzi oceniających. Są za to przedstawione sytuacje, które mają miejsce w życiu. A o których nie miałam bladego pojęcia. Czyli, po skończeniu czytania, zostałam z wieloma kwestiami do przemyślenia... A to lubię.

Bardzo, ale to bardzo zachęcam do sięgnięcia po ten reportaż.
A jeśli kogoś interesuje ta tematyka, to polecam inną książkę. "Wszystkie dzieci Louisa" autorstwa Kamila Bałuka.

Ta ląduje w moim TOP 10. Jako pierwsza w tym roku. 

poniedziałek, 22 stycznia 2018

Życie przed sobą. Emile Ajar (Romain Gary). Audiobook

TYTUŁ: Życie przed sobą
AUTOR:  Emile Ajar (Romain Gary)
WYDAWNICTWO: Mała Litera
GATUNEK: Literatura współczesna/obyczajowa
    Czas słuchania: 7 godzin, 13 minut
Czyta: Roma Gąsiorowska

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Ta książka to przykład na to, że niektórym lekturom trzeba dać drugą szansę. 
Wersję papierową czytałam w zeszłym roku. Kompletnie nie wiedziałam "co autor miał na myśli".
Teraz,  jak o tym myślę, to mam wrażenie, że to przez jakość wydania. Lektura ta była wydana w 1988 roku i  była bardzo "zaczytane", żeby nie powiedzieć bardzo zniszczona. I do tego bardzo drobny druk. Nie zachęcało do czytania. Mnie rozpraszało.
Wypatrzyłam audiobooka. I to był strzał w dziesiątkę.
Pani Gąsiorowska świetnie przeczytała tę książkę. I głos, i interpretacja bardzo mi przypadły do gustu. Czasami miałam ciarki na plecach i łzy w oczach-niech to będzie moja rekomendacja.

A o czym jest ta książka? O Życiu. Takim przez duże Ż.
Mały Momo, który jest narratorem porusza tyle ważnych tematów. Daje tyle powodów do przemyśleń.
Opowiada o sobie i swoim życiu. Mówi o rodzinie, potrzebie bliskości, starości, śmierci, różnicach pomiędzy narodami i religiami, seksualności, dzieciach i wielu innych sprawach. Wcale się nie dziwię, ze tak pozycja została przetłumaczona na kilkadziesiąt języków i sprzedana w milionach egzemplarzy.
Dla mnie jest ona ponadczasowa. A napisana została w 1975 roku. I zupełnie nic nie straciła na aktualności.
I chyba najbardziej mnie urzekło słownictwo jakim posługiwał się Momo: "nie byłem datowany", "proszę zaufać mojemu długoletniemu doświadczeniu" itp. Pewne zdania i sformułowania w ustach dziecka brzmiały dość dziwnie i nabierały innego znaczenia.

Książka ta jest idealna w momencie złego nastroju. Pozwoli dostrzec jak wiele mamy szczęścia mając rodzinę, dom i spokojne życie.

Polecam jednak słuchać, a nie czytać.



niedziela, 21 stycznia 2018

Kredziarz. C.J. Tudor {recenzja przedpremierowa}

TYTUŁKredziarz
AUTOR: C.J. Tudor
WYDAWNICTWO: Czarna Owca
GATUNEK: kryminał/thriller
STRON: 384
Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości wydawnictwa Czarna Owca.

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Kredziarza dostałam do recenzji przedpremierowej. W takim momentach lubię swój blog jeszcze bardziej. Choć do samej książki podeszłam z rezerwą. Dlaczego? Bo wraz z tym kryminałem dostałam rekomendację z mediów zagranicznych. Że świetna to jest książka, że wciągająca, że pięknie napisana, że zaskakująca...

Akcja toczy się dwutorowo: w 1986 i 2016 roku. Bohaterów poznajemy latem 1986 roku: Edi Munster, Gruby Gav, Mickey Metal, Hoppo i Nicky. Mają po dwanaście lat. I jak to nastolatkowie latem: trochę się nudzą i trochę się wygłupiają. Gdy jeden z chłopców dostaje kredę na urodziny wymyślają sobie swój tajny kod: rysują sobie kredowe ludziki i tak się kontaktują. Dla współczesnych nastolatków wyposażonych w nowoczesne smartfony i inne gadżety rzecz pewnie będzie niezrozumiała. Ale ja w latach osiemdziesiątych XX wieku byłam z w podobnym wieku jak bohaterowie: też spędzałam całe dnie na rowerze i słuchałam muzyki z KASET. Takie tam mnie wspominki naszły podczas czytania.

Zabawa się kończy kiedy jeden z kredowych ludzików doprowadza dzieciaki do trupa. 

A tymczasem w 2016 roku do Ediego odzywa się jeden z dawno nie widzianych kumpli, który chce napisać książkę o tamtym pamiętnym lecie sprzed 30 lat. I wszyscy koledzy z dawnej paczki dostają tajemnicze przesyłki z kredą w środku i narysowanym ludzikiem kredowym. Co to znaczy? Kto pamięta ich dawny kod? Kto powraca do tamtych niewyjaśnionych i tragicznych wydarzeń? Mnóstwo pytań. I na wszystkich pada paraliżujący strach...

Mnie się ten kryminał podobał z wielu względów.

Po pierwsze: okładka. Na zdjęciu tego pewnie nie widać, ale okładka ma fakturę przypominającą tablicę. I do tego świetnie pasuje do treści.

Po drugie: dwutorowa akcja. Choć ja nie za bardzo przepadam za tym zabiegiem, to tutaj wszystko zagrało idealnie. Przeskoki w czasie świetnie się komponowały, nie było efektu zamieszania i jeden rozdział uzupełniał drugi.

Po trzecie: zagmatwana zagadka. Do końca  nie domyśliłam się o co chodzi. Dużo wersji obstawiałam, ale z żadną nie trafiłam. Autorka podsuwa tropy, wyprowadza "w pole" czytelnika, a ciekawość hula jak szalona. Duży plus.

Po czwarte: atmosfera małej miejscowości i klimat lat osiemdziesiątych pokazany bardzo plastycznie. Miejscowość gdzie każdy każdego zna od zawsze, każdy ma jakieś tajemnice, gdzie każdy "odchył" od normalności jest wytykany palcami. I tutaj miałam skojarzenia z książkami Dagmary Adnryki: "Tysiąc" i "Trąf, frąf misia bela". Kto je przeczytał, to wie o co mi chodzi. A kto nie czytał, to niech szybko nadrabia.

Po piąte: jeden z tematów poruszonych przez autorkę zaintrygował mnie szczególnie. Mowa tu o chorobie alzheimera. Ojciec Ediego chorował na nią od wielu lat. Edi opowiadał jak wyglądał rozwój tej choroby, jak się zaczęła i jak zakończyła. Czytałam z przerażeniem. Zapomnieć swoje życie i swoją rodzinę? Zapomnieć jak się nazywa dzień po czwartku i gdzie się mieszka? Zostawić swoje ciało i "odpłynąć" w krainę zapomnienia? Przerażające! I tutaj też miałam skojarzenia z inną książką: "Motyl" Lisa Genova. Ta sama choroba...

Po szóste: zakończenie. Nie takiego się spodziewałam. Ale było ok. Mnie pasuje. Z oczywistych względów nie mogę nic więcej napisać.

Po siódme: świetny debiut. Wiedzę tu potencjał i będę wypatrywał kolejnych tytułów tej autorki.

Po ósme: język i styl. Mnie bardzo odpowiadał sposób opowiedzenia tej historii. A niektóre zdania to sobie pozaznaczałam. Trochę refleksji, trochę prawd życiowych, trochę ironii i sarkazmu. I tutaj też miałam skojarzenia: "Aorta" Bartosza Szczygielskiego. Podobny humor i ironia. Chcesz przykład? Proszę:

"Jesteśmy nie tym, co da się w nas zmienić, lecz tym, na co  nic nie możemy poradzić".

"Wszystko to były wymysły, ale plotki są jak zarazki. Roznoszą się i mnożą w mgnieniu oka i zanim się człowiek zorientuje, wszyscy są zarażeni".



Zdjęcia z książki Kredziarz




I to, o czym napisałam wyżej wpłynęło na moją ocenę: 9/10. Dlaczego nie 10/10? Bo brakło mi napięcia, tego wstrzymania oddechu i ciarek na plecach. Było ciekawie i interesująco, ale bez zniecierpliwienia i przejęcia.  Ale to tylko moja bardzo subiektywna opinia. Czytajcie!

Polecam.

Premiera 28 lutego 2018 roku.

sobota, 20 stycznia 2018

Zastrzyk śmierci. Małgorzata Rogala

TYTUŁZastrzyk śmierci
AUTOR: Małgorzata Rogala
WYDAWNICTWO: Czwarta Strona
GATUNEK: kryminał
STRON: 344
Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Zastrzyk śmierci to czwarta część z serii Agata Górska i Sławek Tomczyk. Zalecam czytać po kolei: Zapłata, Dobra matka, Ważka. A 12 lutego ukaże się część piata zatytułowana Grzech zaniechania.

Pisałam już to wielokrotnie i teraz też napiszę: na mój odbiór książki wpływa wiele czynników. Dopiero zebrane razem kształtują moja opinię o przeczytanej lekturze.

Okładka tak jak lubię. Czyli bez pięknych pań i przystojnych panów. Odnosząca się do treści i nie przepełniona dodatkami.

Bohaterowie to para policjantów: Agata i Sławek. Budzą sympatię. Ja lubię czytać o ich życiu prywatnym i tutaj też się wiele dowiedziałam. I bardzo kibicuję, że im się udało.

Warstwa kryminalna przedstawiona tak, że do końca nie wiedziałam kto jest mordercą. Trup ściele się gęsto, wątków przybywa, podejrzanych także, a ciekawość moja została tak rozbudzona, że pochłonęłam książkę w jeden dzień.

Warstwa obyczajowa, jak to u Pani Autorki, równie ważna i ciekawa jak kryminalna. Przynajmniej dla mnie. Tutaj akurat poruszony jest temat bezrobocia i nieuczciwości pracodawców. Umowy śmieciowe, zaleganie z wypłatą wynagrodzenia, zatrudnianie "na czarno", oszukiwanie instytucji państwowych. Niestety, temat na czasie i wciąż aktualny. Wiele prawdziwych  refleksji i celnych uwag. Kto nie był w urzędzie pracy, ten nie zrozumie jakie emocje wiążą się z wizytą w takiej instytucji.

Zakończenie świetne. Zostałam zaskoczona, a to lubię. 

Nie pozostało mi nic innego tylko czekać na kolejną książkę Pani Małgosi. Dobrze, że 12 lutego już niedługo.

Ps. Lubię zieloną herbatę jak Sławek. I aż, podczas czytania, nabrałam na nią ochoty. Co widać na zdjęciu.



Polecam.

sobota, 13 stycznia 2018

Latawce. Agnieszka Lis { recenzja przedpremierowa }

TYTUŁLatawce
AUTOR: Agnieszka Lis
WYDAWNICTWO: Czwarta Strona
GATUNEK: powieść obyczajowa
STRON: 191

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek

Zacznę od tego, że jest to najmniej "lisowa" książka tej autorki.  Wiem co piszę, bo przeczytam wszystkie pozycje tej pisarki. Zaskoczyła mnie ona trzykrotnie: że taka cieniutka (po "Karuzeli" spodziewałam się grubszej), że oparta na prawdziwych wydarzeniach i że tak szybko się skończyła.

Jest to jedna z tych lektur o których ciężko cokolwiek napisać nie zdradzając istotnych wątków fabuły. Ja mogłabym ją umieścić w dwóch kategoriach: nie wiem jak napisać bez spjlerowania i książka esencjonalna czyli przy minimum treści maksimum wrażeń. Ale do rzeczy...

Pierwsze, co zwraca uwagę po otwarciu powieści, to forma zapisu. Widzimy prawie same dialogi. Krótkie "przerzucanie" zdań pomiędzy bohaterami. Mnie się one skojarzyły z migawkami kadru w filmie. Scenka, trach i kolejna i kolejna. Nie ma opisów, nie wiemy jak wyglądają bohaterowie, w jakim mieszkaniu żyje Grzegorz z rodziną. To nie jest istotne...

Relacje rodzinne przedstawione w książce są znane każdemu. Jeśli nie ma się ich w swojej rodzinie, to z pewnością zna się takie. Odejście ojca, wiecznie w pretensjach matka, ojczym próbujący odnaleźć się w nowej sytuacji, zagubiony nastolatek, placówki oświatowe działające z różną skutecznością, smutne zakończenie... (choć z tym zakończeniem, to już sprawa dyskusyjna).

Mnie zainteresowały bardzo niedługie fragmenty o lataniu. Co znaczą sny o lataniu? Co znaczy latać? Pełno symboliki i skojarzeń. Czytałam z zaciekawieniem. 

No i zakończenie. Smutne. Zupełnie zmieniło mi odbiór tej historii.
Tak samo jak posłowie. 
Tak jak i kilkanaście zdań-petard, które trafiają czytelnika prosto w głowę (lub serce) i zostawiają go skołowanego czyli skłaniają do przemyśleń.

Ta opowieść będzie siedzieć jeszcze we mnie długo. Dlaczego? Bo Autorce udało się uchwycić pewne sprawy i zachowania z którymi spotykamy się na co dzień. A które mijamy obojętnie. Nie mogę napisać nic więcej. Muszę teraz przemyśleć kilka kwestii wychowawczych. Też mam syna. Jak bohaterka książki. 

Polecam.

Premiera 17 stycznia 2018 roku.

czwartek, 11 stycznia 2018

Jedwabne rękawiczki. Renata Kosin

TYTUŁ: Jedwabne rękawiczki
AUTOR: Renata Kosin
WYDAWNICTWO: Filia
GATUNEK: powieść obyczajowa
STRON: 390
Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Z twórczością Renaty Kosin zaczęłam przygodę dość przypadkowo. Kiedy byłam w bibliotece pani, która stała w kolejce przed mną oddawała Jej książkę i nie mogła się nachwalić. I chciała kolejne. No to wzięłam wtedy "Sekret zegarmistrza". I tak się zaczęło. Muszę przyznać szczerze, że do każdej książki tej autorki są kolejki w bibliotece.

Dziś będę chciała zachęcić Cię do sięgnięcia po najnowszą książkę, która miała premierę 10 stycznia 2018 roku. Dla mnie lektura ta jest niezmiernie intrygująca i interesująca. 

Pierwsze co mnie zauroczyło, to okładka. Jest taka, jak lubię. I świetnie oddaje treść książki. A ponieważ, z reguły, okładki polskich lektur nie bardzo trafiają w mój gust, to ja zawsze na nie zwracam uwagę. I tu jest świetnie.

Po drugie: tytuł. Możesz uwierzyć mi na słowo, że jest... jakby to napisać? Można go tłumaczyć na wiele sposobów. Totalne zaskoczenie i ciekawa niespodzianka. Nie mogę napisać nic więcej aby nie psuć Ci frajdy z czytania.

Dla mnie premiera ta zawiera elementy sagi rodzinnej. Co prawda nie ma tutaj wydarzeń podanych chronologicznie, ale są pokazane losy pewnej rodziny od połowy XIX wieku aż do współczesności. I to przedstawione w taki sposób, że momentami "szlak jasny" mnie trafiał... Bo autorka ujawnia nam historię tej familii po kawałeczku i nie wszystko od razu. Jakaś tajemnica wisi w powietrzu, coś się wydarzyło, coś, ktoś, gdzieś. Myślałam, że nie wytrzymam. Chciałam dowiedzieć co się stało i czytałam nie mogąc przerwać. Czyli natężenie zaciekawienia sięgnęło zenitu. Brawo! 

Do tego poziom przygotowania się pisarki do tematu. Sporo faktów historycznych podanych w sposób łatwy do przyswojenia. Ciekawie napisane o okultyzmie, tajnych stowarzyszeniach, Erze Horusa, mistykach, proroctwach i...neurologii. Ilość w sam raz aby poczytać z przyjemnością, a nie zostać przygniecioną nadmiarem informacji. 

Bohaterowie, którzy przewijają się przez karty powieści są bardzo różni. Jedni budzą sympatię, inny nie. Ale maja jedną cechę wspólną: są ciekawi i nietuzinkowi. Czasami miałam mieszane uczucia co do wyborów, których dokonywali, ale... nie mnie osądzać. Nie żyłam w tamtych czasach. Z główną bohaterką, Laurą, mam wspólną cechę: też, tak jak ona, bym nie odpuściła, też bym drążyła historię rodziny. Wiem, ciekawość pierwszy stopień do piekła...

Akcja poprowadzona tak, że trudno odłożyć książkę. Cały czas coś się dzieje, a jak się nie dzieje, to wypływają jakieś ciekawostki. A jak czytelnik już jest pewien, że ustalił pewne fakty, to bum! I znów coś wyskakuje za rozdziału. To wszystko powoduje, że książkę czyta się bardzo szybko.

Z pełną premedytacja nie streszczam fabuły. Ona jest tak ciekawie poprowadzona, że trudno byłoby cokolwiek napisać i nie spojerować.

Więc dla kogo jest ta książka?
Dla osób, które lubią historie rodzinne z tajemnicą w tle. Do tego niewielka dawka informacji z zakresu kilku ciekawych dziedzin. No i! Byłbym zapomniała! Zaskakujące zakończenie. A to lubię! Wiele opcji zakończenia obstawiałam, ale takiego się nie spodziewałam. 

Polecam.

sobota, 6 stycznia 2018

Czytelnicze podsumowanie 2017 roku

PODSUMOWANIE ROKU 2017

Podsumowując rok 2017 musiałam przejrzeć wpisy na dwóch blogach. Rok ten zaczynałam pisząc na blogu prawieblogoksiazkach.blogspot.com. A skończyłam na tym.

Zrobiłam TOP NAJ 2017.

Na podium bezapelacyjnie lądują audiobooki. To moje odkrycie roku. 
Dzięki audiobookom sprzątanie czy prace w ogrodzie nabierają innego wymiaru  

A zaraz za nimi (kolejność przypadkowa):

"Sercem byliśmy wielcy" " Yehuda Koren, Eilat Negev. Siła tkwi w rodzinie. Inność nie jest przekleństwem. Książka ta wzbudziła we mnie wiele emocji, tym bardziej, że jest oparta na faktach. Polecam.
Na zachętę przytoczę fragment:

"Perla Ovitz pochodziła z niezwykłej rodziny. Bardzo wyróżniającej się. Dlaczego? 
Byli żydowską rodziną zamieszkującą wioskę Rozavlea w Transylwanii. Ojciec, Szymszon, był karłem, a jego obie żony, Brana i Batja, były normalnego wzrostu. Pan Ovitz doczekał się w sumie z obu związków dziesięciorga dzieci. Podkreślam. Dziesięciorga! A tylko trójka z nich miała wzrost po matce. Reszta była karłami. Jak łatwo policzyć: siedmioro karłów... jak siedmiu krasnoludków z bajki o Śnieżce. Sama Perla używała takiego określenia: mówiła, że krasnoludki miały swoją Śnieżkę, a oni mieli swojego Mengele. Porównanie może i straszne, ale prawdziwe".

Więcej na blogu: prawieblogoksiazkach.blogspot.com.

Zdjęcie autorskie 



"Kukła i inne opowieści terapeutyczne" Lucyna Mijas. Dla wszystkich, którzy przeżyli traumę. Obowiązkowo. Przepiękne opowieści, które pomagają dzieciom i dorosłym. Taka ciekawostka: czy recenzja może się składać z samych pytań?

Więcej na blogu: prawieblogoksiazkach.blogspot.com

Zdjęcie autorskie

"Kolonia Marusia" Sylwia Zientek. Książka na faktach. Rzeź na Wołyniu. Bez chusteczek się nie obędzie.
I fragment na zachętę:

"Książka niesie ze sobą niesamowity ładunek emocjonalny. Spokój wołyńskiej wsi, mordowanie cywilnej ludności, poszukiwanie swojego miejsca w nowo powstałej Polsce, walka ze swoimi demonami z przeszłości, skomplikowane relacje rodzinne, a w szczególności matka-córka, spowodowały u mnie emocjonalną karuzelę".

Więcej na blogu: prawieblogoksiazkach.blogspot.com

Zdjęcie autorskie


"Trzech Panów w łódce (nie licząc psa)" Jerome K. Jerome. Książka, która udowadnia, że nawet taki sceptyk jak ja może polubić angielski humor. Polecam.
Fragmencik:

"Nigdy nie rozumiałam angielskiego humoru typu Monthy Python czy Jaś Fasola.
Ale podczas czytania tej książki uśmiałam się jak rzadko kiedy. I herbatą też się poplułam. Że o dziwnych spojrzeniach członków mojej rodziny nie wspomnę... Biorąc pod uwagę to, że książka ta została napisana w XIX wieku, to nic a nic nie straciła na aktualności".


Więcej na blogu: prawieblogoksiazkach.blogspot.com

Zdjęcie autorskie

"Wszystkie dzieci Louisa" Kamil Bałuk. Reportaż, który skłania do myślenia. A ja nie często sięgam po ten rodzaj literatury. Ale ten wywołał u mnie "gęsią skórkę". Żeby takie rzeczy działy się w Europie w XXI wieku???

Więcej na blogu: izawlabiryncieksiazek.blogspot.com

Zdjęcie autorskie


"Niemka" Armando Lucas Correa. Bardzo chusteczkowa powieść.
Książka oparta na faktach. We mnie wywołała wiele emocji i wzbudziła sporo refleksji. Polecam.
Więcej na blogu: izawlabiryncieksiazek.blogspot.com

Zdjęcie autorskie

"Nakarm mnie" Julita Strzebecka. Książka, która powoduje mdłości, a i tak chcesz czytać dalej.
Fragmencik:

"Feedersi. Kto o nich słyszał? Przyznaję się: ja nie! 
A dla tych czytelników, którzy nie słyszeli już wyjaśniam: Feedersi to określona grupa społeczna zwana inaczej wypasaczami, tuczycielami lub dokarmiaczami. Traktują kobiety jak przedmioty. Ich fetyszem jest kobieca tkanka tłuszczowa".

Więcej na blogu: izawalbiryncieksiazek.blogspot.com

Zdjęcie autorskie

"Grzech" Max Czornyj. Rewelacyjny debiut. Dałam się wciągnąć autorowi.
Fragmencik:

"Max popełnił tą książką debiut. Należy do pisarzy młodego pokolenia. I pewnie dlatego nie mogę wyjść ze zdziwienia, że tak bardzo dałam się ponieść fabule. Dostałam w tej książce wszystko to, co lubię. Było napięcie, była ciekawość, były "obrzydliwości". Przyspieszone bicie serca i wyobraźnia pracująca na najwyższych obrotach". 

Więcej na blogu: izawlabiryncieksiazek.blogspot.com

Zdjęcie autorskie


"Łąka umarłych" Marcin Pilis. Ciężka, ale bardzo ciekawa.
Fragmencik:

"A już sama atmosfera tajemnicy, niedomówień, półprawd i strachu jaka panowała we wsi, to dla mnie po prostu mistrzostwo świata. Ile razy przez moją głowę przewijały się myśli z prędkością światła, to tylko ja wiem: co się, kurna, stało w tej wsi? kto winien? dlaczego? o co chodzi? co oni ukrywają? ..."

Więcej na blogu: izawlabiryncieksiazek.blogspot.com

Zdjęcie autorskie


"Obrazki" Myślenie jest erotyczne. Toż to szok dla mnie! Książka, która pokazuje, że literatura erotyczna nie musi być zła.
Fragmencik:

"Chciałabym umieć tak pisać! Tak pięknie ubierać myśli i emocje w słowa! Tak! Zazdroszczę! Bo to tematyka bardzo delikatna i ciekawa jednocześnie. Proza na granicy poezji z wyczuciem i taktem o bardzo intymnych sprawach".

Więcej na blogu: izawlabiryncieksiazek.blogspot.com

Zdjęcie autorskie


"Zulejka otwiera oczy" . Guzel Jachina. Po tej książce już nie będę narzekać.
Fragmencik:

"Trudny temat, którego raczej nie "tykają" pisarze młodego pokolenia: o przesiedleniach, o życiu na Syberii, o niewyobrażalnym głodzie, o kilkumiesięcznej podróży w głąb Rosji, o miłości i śmierci. Nie mogłam się oderwać od tej książki: jako kobieta, matka, żona, synowa..."

Więcej na blogu: izawlabiryncieksiazek.blogspot.com

Zdjęcie autorskie

Spódniczka ze starej podszewki” Urszula Ziober według wspomnień Janiny Janowicz. Kawał dobrej literatury ze świetną lekcją historii. Ta książka nie doczekała się jeszcze wpisu na blogu. Kolejny rok pokazał, że znacznie szybciej czytam niż piszę. Wyglądajcie opinii. Będzie.

Zdjęcie autoskie



Bardzo trudno wybrać te najlepsze. Zwłaszcza jeśli przeczytało się 161 książek.
Mam nadzieję, że ten rok 2018 będzie jeszcze ciekawszy czytelniczo.
Tego i Tobie życzę.