sobota, 30 czerwca 2018

Rapa Nui. Subiektywny przewodnik po sekretach Wyspy Wielkanocnej. Małgorzata Telecka

TYTUŁ: Rapa Nui. Subiektywny przewodnik po sekretach Wyspy Wielkanocnej.
AUTOR: Małgorzata Telecka
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: literatura podróznicza
STRON: 375
Data premiery: 8 maja 2018 


Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae Res

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie ksiązkek



Cykl podróżniczy z Wydawnictwem Novae Res zaczynam od wizyty na Wyspie Wielkanocnej.

I już na samym początku zwracam na słowo "subiektywny" w tytule tej książki. Po przeczytaniu będziesz wiedział dlaczego.

Bardzo mnie ta książka zaskoczyła. Spodziewałam się, chyba, czegoś innego. A co dostałam?

Przewodnik, który zaskakuje i zachwyca jednocześnie. 

Po pierwsze swoim układem tematycznym. Rozdziały pogrupowane rzeczowo.  Na początku mamy wstęp osobisty autorki, w którym opowiada skąd wzięła się jej fascynacja wyspą. Potem jest wstęp merytoryczny, w którym przedstawia nam źródła, z których czerpała wiedzę o Rapa Nui.

Kolejne rozdziały zgłębiają kolejne tematy: środowisko wyspy, ludzie, legendy o słynnych posągach, zwyczaje i obrzędy pozareligijne, współczesna kultura i obrazki z życia codziennego itd.
Ostatni rozdział to mnóstwo praktycznych rad dla tych, którzy wybiorą się na Wsypę Wielkanocną: podróże, zakwaterowanie, trasy samochodowe i rowerowe.

Wszystko napisane ciekawie i przystępnym językiem. 
Duży plus tej książki to zdjęcia. Piękne, klimatyczne, różnorodne. Autorką zdjęć jest autorka książki.
Wspaniale udało się Pani Małgorzacie uchwycić klimat wysypy i piękno zastanej rzeczywistości.

Po przeczytaniu zamarzyłam sobie, żeby odwiedzić tę wyspę. I do jest najlepsza rekomendacja.

Polecam.

niedziela, 24 czerwca 2018

Dalej jest tylko strach. Jaro Bonk

TYTUŁ: Dalej jest tylko strach.
AUTOR: Jaro Bonk
WYDAWNICTWO: Oficyna VBC
GATUNEK: Thriller kryminalny
STRON: 462


Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości  Autora

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Poproszę o brawa!
                                                                  Ale debiut!


Z chęcią sięgam po debiuty. Szczególnie po polskie.  Choć z pewną obawą. Bo albo trafię na perełkę albo wdepnę w g..o.  Dziś trafiłam na prawdziwą perełkę. 

Ta książka wyróżnia się na tle innych debiutów. Czym? Ja po prostu nie mogę uwierzyć, że autor dopiero zaczyna literacką przygodę. No, nie mam się do czego przyczepić. Już wyjaśniam.

Pisałam już o tym kilkakrotnie, ale i teraz napiszę: na mój odbiór książki wpływa bardzo wiele rzeczy, nie tylko sama treść. Pierwsze co mnie urzekło, to jakoś wydania. Faktura okładki taka, że można miziać pół dnia. Do tego porządnie wydana, znaczy się zszyta, a nie klejona, co powoduje, że przy prawie 500 stronach dobrze się trzyma w ręku i wygodnie czyta. Ot! Taki mój "konik"... Przyjrzyjcie się dobrze tej okładce. Świetnie oddaje klimat tego thrillera.  Ja zrobiłam mnóstwo zdjęć, ale na żadnym nie udało mi się ująć magii okładki. Musicie uwierzyć mi na słowo... albo sięgnąć po książkę.

Ten thriller należy do tego typu pozycji literackich, których nie można streścić i nie zdradzić istotnych wątków fabuły. Napiszę, więc, krótko, że w Krakowie policja znajduje zwłoki mężczyzny. Bardzo dziwne zwłoki. A w niedługim odstępie czasu dochodzi do niecodziennego incydentu na Wawelu. Organy ścigania rozpoczynają śledztwo. Ale im głębiej szukają, tym bardziej robi się mroczniej. Poszukiwania zmierzają w zadziwiającym kierunku, a okoliczności całej sprawy wprawiają policjantów w osłupienie.  Pojawiają się kolejni bohaterowie i wychodzą na światło dzienne kolejne tajemnice. Nie sposób przerwać czytania. A! Uprzedzam tylko, że czytanie tej książki zajęło mi mnóstwo czasu. Bo autor tak poprowadził fabułę i niektóre wątki, że po przeczytaniu musiałam "przeczesać" internet, żeby zaspokoić swoją ciekawość. Wiele informacji było mi znanych, wiele gdzieś obiło mi się o uszy, ale kilka też pierwszy raz na oczy widziałam. Oj tak! Udało się Autorowi mnie zaciekawić! Oj udało!
Wiele tematów poruszył Bonk: czakram na Wawelu, tajemnice góry Ślęży i zamku Książ, tajne projekty nazistów w czasie wojny, szeroko rozumiane spiskowe teorie dziejów, egzorcyści, tajne badania, powiązania Watykanu z resztą świata, działania ABW, FBI, wywiadu i kontrwywiadu. I choć może to się wydawać niezłym galimatiasem, to tak nie jest. Autor świetnie powiązał wątki, rewelacyjnie poprowadził fabułę, atmosferę tajemniczości i niedomówień podgrzał do maksimum, a za zakończenie to bym autorowi powiedziała "do słuchu". Zakończenie zaskakujące i dające nadzieję, że wszystko zostanie wyjaśnione w kolejnej książce.  A to lubię!

Podsumowując:
* świetny debiut,
* fani Dana Browna, Leszka Hermana i Macieja Siembiedy będą zachwyceni,
* ciekawość rozbudzona do czerwoności, 
* fabuła poprowadzona rewelacyjnie, 
* mnogość tajemnic i niedomówień sprawnie przedstawiona,
* bohaterowie interesujący i wielowymiarowi, 
* zakończenie zaskakujące i dające nadzieję na kolejną część,
* jakość wydania na najwyższym poziomie.

Czyli szczerze polecam ! 
I czekam na z niecierpliwością na następne książki Pana Autora.
Poproszę o brawa!

wtorek, 19 czerwca 2018

Best Seler i zagadka znikających warzyw. Mikołaj Marcela

TYTUŁ: Best Seler i zagadka znikających warzyw
AUTOR: Mikołaj Marcela
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Literackie
GATUNEK: polska literatura dla dzieci
STRON: 190
DATA PREMIERY: 23 maja 2018 roku
CYKL: Best Seler (tom1)


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Uwaga! Uwaga!
Proszę o uwagę!
Reflektory nakierowane?

Przedstawiam Państwu książkę z kategorii "Mega Pozytywne Zaskoczenie Roku 2018". 
I jej autora, który debiutuje w sposób godny pozazdroszczenia. Zapamiętajcie to nazwisko: Mikołaj Marcela.

Uzasadnienie werdyktu?
Proszę bardzo.

"Wege kryminał dla dzieci w każdym wieku". Co to znaczy? Intrygujące.
"Best Seler i zagadka znikających warzyw". Kto jest Best Seler i gdzie znikają warzywa?
I do tego okładka przykuwająca uwagę. Tak samo jak cała szata graficzna w środku książki autorstwa Małgorzaty Flis.
To tylko na początek. Zanim zaczęłam czytać. A już moja ciekawość rozpędzała się...

Trafiamy do Jarzynowa w momencie kiedy znika, nie wiadomo gdzie, Brukselka Anielka. Zaczynają się poszukiwania, a tu giną kolejne warzywa. I nikt nie wie co się z nimi stało...
Tyle z fabuły.
Czytelnicy uwielbiający kryminały będą zadowoleni. Są zaginione warzywa, jest śledztwo i zaskakujące rozwiązanie. Jest niepokój i napięcie.
Imiona nadane bohaterom książki są świetnie dookreślone i dopasowane: Hilary Czosnek, Melka Brukselka, Czarka Pieczarka, Ewka Marchewka, Giorgio Ananas. Mnie bardzo przypadły do gustu.
Nie wiem jak dzieciaki, ale ja znalazłam kilka "przemyconych" lekcji na różne tematy. Nie napiszę dokładnie o co mi chodzi, żeby nie psuć frajdy z czytania. Mnie zastanowiły tematy owocowo-warzywne i wychowawcze.
I do tego lekki i zabawny styl dostosowany do wieku odbiorców. Dowcipne określenia i zabawne porównania powodują, że ten kryminał pochłania się niczym pyszny koktajl warzywny. Ups ;) Mnie się zdarzyło kilkakrotnie parsknąć śmiechem i opluć czytnik. Choć i chwile refleksji też miałam...

Moim dzieciom czytałam od najwcześniejszych lat i trwało to naprawdę długo. A piszę o tym dlatego, że wiem jak wymagający potrafi być młody czytelnik. Moje dzieci zwracały uwagę na bardzo wiele rzeczy: a to okładka taka ładna, a to rysunki takie dopracowane, a to smutna historia, a dlaczego takie zakończenie? Miliony pytań i komentarzy. Dzieciaki, oprócz tego, że ciekawskie, to do tego są okrutnie szczere. Moje potomstwo nie miało się tutaj do czego przyczepić. Zupełnie jak ja.

Do tej pory moimi i moich dzieci ulubionymi autorami literatury dziecięcej byli Marcin Szczygielski i Grzegorz Kasdepke. Ale mogą się czuć zagrożeni. Mikołaj Marcela wskoczył na rynek wydawniczy z rewelacyjnym debiutem. I teraz pozostało mi czekanie na kolejne Jego książki. Biorę w ciemno. 

Polecam.

wtorek, 12 czerwca 2018

Ortodroma. Mateusz Janiszewski {RECENZJA PRZEDPREMIEROWA}

TYTUŁ: Ortodroma
AUTOR: Mateusz Janiszewski
WYDAWNICTWO: Znak Literanova
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 208
DATA PREMIERY: 20 czerwca 2018 roku

Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak Literanova.



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Kiedy zdecydowałam się przeczytać tę książkę, to myślałam sobie: ot! kolejna pozycja z literatury podróżniczej. Popłynę z autorem w nieznane, dam się ponieść przygodzie.
A tu spotkała mnie niespodzianka!
Ale zanim o niej napiszę, to przedstawię Ci klika istotnych informacji, które (moim zdaniem) mają znaczenie.
Mateusz Janiszewski to człowiek renesansu. Lekarz, pisarz, tłumacz, podróżnik. Jako lekarz pracował w Timorze Wschodnim i w wyniku tego pobytu powstał reportaż "Dom nad rzeką Loes". Otrzymał za niego Nagrodę im. Beaty Pawlak, która przyznawana jest osobom publikującym teksty w języku polskim traktujące o innych religiach, kulturach i cywilizacjach. I to już mnie zaciekawiło.
Do tego intrygujący tytuł. Cóż on oznacza? Ortodroma to z gr. orthós – prosty, drómos – bieg, tor wyścigowy czyli  najkrótsza droga pomiędzy dwoma punktami na powierzchni Ziemi. I zaraz przypomniało mi się powiedzenie: "Kto drogę skraca, ten na noc do domu nie wraca". Czy i w tym wypadku tak będzie?
Autor zainspirował swoja podróż inną wyprawą. W 1914 roku Ernest Shackleton obrał na cel Antarktydę. Statek został uwięziony w lodzie. Trwała walka o życie załogi.

Autor wyrusza śladami tamtej wyprawy sprzed stu lat.
Ale nie jest to zwykła relacja typu "tu byłem i tamto widziałem".
Pan Mateusz z niezwykłą wrażliwością opisuje nam tę podróż. Zwraca uwagę na drobnostki, którymi potrafi się zachwycić. Pięknym językiem maluje krajobrazy i snuje rozważania, które nasuwają mu się w kontakcie z przyrodą. Autor używa wielu niebanalnych porównań i ciekawych spostrzeżeń. Czasami można odnieść wrażenie, że odkrywa w sobie poetycką stronę swojej osobowości. I tu nie jestem przekonana czy to spodoba się szerszemu gronu odbiorców. Mnie tym zachwycił. 
Czasami snuje wręcz intymne rozważania, a innym razem rozwija swoje wątpliwości natury filozoficznej. Pyta o siłę natury, życie, śmierć, ludzkie słabostki. 
Bezkresna cisza oceanu, samotność i kontakt z przyrodą w połączeniu w wrażliwością i refleksyjną duszą Janiszewskiego zapewniają niesamowite wrażenia podczas czytania. 
Nie da się czytać tego reportażu szybko i nieuważnie. Należy się nim delektować jak najlepszą kawą. Bo ona jest jak espresso: przy niewielkiej objętości daje ci maksimum wrażeń. A to lubię.
Lektura idealna do wielokrotnych powrotów.

Polecam.

niedziela, 10 czerwca 2018

Gdzie rosną pieniądze. Pierwszy poradnik o tym, jak znaleźć pieniądze, nie wychodząc z domu. Joanna Dymmel

TYTUŁ: Gdzie rosną pieniądze. 
Pierwszy poradnik o tym, jak znaleźć pieniądze, nie wychodząc z domu.
AUTOR: Joanna Dymmel
WYDAWNICTWO: Znak Literanova
GATUNEK: poradnik
STRON: 224
DATA PREMIERY: 23 maja 2018 roku

Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Wydawnictwa
 Znak Literanova.



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Kto z nas nie słyszał, że pieniądze nie leżą na ulicy albo nie rosną na drzewach? 
Pieniądz -  dla niektórych temat drażliwy.
Jedno jest pewne - niezależnie od ilości zer na koncie zawsze człowiek chce mieć więcej. Zawsze na coś brakuje. Tylko nie zawsze wiadomo skąd je wziąć. Więcej pracować? Mniej wydawać? Każdy szuka swojego sposobu. Ja znam tę tematykę z innych opracowań. Temat doszczegółowiła Joanna Dymmel w swoim poradniku.

Jak myślisz: jak znaleźć pieniądze nie wychodząc z domu? 
Tak sobie myślę, że Pani Joanna zauważyła i wykorzystała fakt, że Polacy, po latach pustych półek, dali się porwać szalonemu konsumpcjonizmowi w wolnej Polsce. Bo promocja, bo tanio, bo rabat, bo okazja... Żal nie kupić. A po kilku latach mieszkania, strychy i piwnice pękają w szwach. Gdzie nie zajrzysz, tam graciarnia.

I właśnie te składowiska rzeczy kupionych nie wiadomo po co autorka każe przejrzeć. Jako projektantka wnętrz patrzy na rzeczy zupełnie inaczej. Coś, co dla  Ciebie jest gratem lub śmieciem, dla Pani Dymmel jest rzeczą, którą można spieniężyć. Nie wierzycie? 

I teraz polecę "prywatą". Ja jestem najlepszym przykładem, że to co pisze autorka ma rację bytu. Wymyśliłam sobie malowanie całego domu. I to był świetny pomysł. Musiałam każde pomieszczenie opróżnić z rzeczy, pomalować i wstawić z powrotem. I wtedy do mnie dotarło, ile mam tych klamotów. Rzeczy, które mam tylko nie wiem po co. Tu ubrania, w których nie chodzę, tu zabawki, którymi nie bawią się moje dzieci, tam książki do których nie planuję wrócić. Nie wszystko wróciło na swoje miejsce...
I wtedy trafił w moje ręce ten poradnik. Jak znak od losu. Wiele poruszonych wątków było mi znanych, ale kilka czytałam z dużym zainteresowaniem. Sporo rzeczy miałam już wystawione przed lekturą tej książki na znanym portalu sprzedażowym. Ale okazało się, że źle sformułowałam te ogłoszenia. Albo nieodpowiednio  zapakowałam paczkę do wysyłki.  I tak dalej. I tak dalej. Mnóstwo drobnych rad, ale jakże ważnych.
Autorka zmusza czytelników do wielu przemyśleń. Co zrobić z rzeczami nam niepotrzebnymi? Co zrobić z rzeczami uszkodzonymi? Jak wycenić klamoty? Jak i gdzie je sprzedać? Dla mnie najważniejszą radą była ta, która kazała spojrzeć na swoje zagruzowane mieszkanie innymi oczami. Nie jak na składowisko śmieci, ale jak na zamrożony kapitał. Bo z taką refleksją zostałam po tej lekturze: coś co dla mnie jest gratem, to dla innego człowieka może być poszukiwanym towarem. Nigdy nie wiesz czego szukają osoby, które przeglądają portale sprzedażowe. 
Po przeczytaniu tego poradnika ilość moich ogłoszeń z rzeczami do sprzedaży zwiększyła się dwukrotnie. I na tym nie koniec. A pięć musiałam zamknąć w ciągu pierwszego tygodnia. Bo znaleźli się kupcy...
Polecam za autorką: spójrz na swój dom inaczej: czy wszystkie "graty", które gromadzisz rzeczywiście są Ci potrzebne? Przeczytaj ten poradnik i zobacz jakie to łatwe. Bo przecież pieniądze nie rosną na drzewach, tylko chowają się po kątach w Twoim mieszkaniu...

Polecam. 

PS. Polecam pieniądze ze sprzedaży odkładać w osobne miejsce. I po roku podliczyć. To dopiero robi wrażenie...

środa, 6 czerwca 2018

Życie na miarę. Odzieżowe niewolnictwo. Marek Rabij. Audiobook.

TYTUŁ: Życie na miarę. Odzieżowe niewolnictwo
AUTOR: Marek Rabij
WYDAWNICTWO:  Biblioteka Akustyczna
GATUNEK: literatura faktu 
Czas słuchania: 5 godzin, 14 minut
Czyta: Andrzej Ferenc

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Z tą książką/audiobookiem mam problem... Gdybym miałam napisać słowa, które najczęściej powtarzałam podczas słuchania, to moja opinia o tej książce wyglądała by tak:  #$%@^@#$!@#%! Same niecenzuralne słowa.

Marek Rabij to dziennikarz "Newsweek Polska". Kiedy, w 2013 roku zawalił się budynek Rana Plaza, poleciał do Azji. Wtedy też oczy całego świata zwróciły się na przemysł odzieżowy w Bangladeszu. Autor wrócił po roku, aby poznać życie tamtejszej ludności i jej warunki życia i pracy. Książka ta jest wynikiem tych wizyt. Tak w skrócie.

Słuchałam tego reportażu z zapartym tchem i łzami w oczach. Niby temat poruszony przez Rabija jest mi znany, ale nie miałam świadomości o skali tego zjawiska. Autor dotknął swym piórem tak wielu problemów, ze teraz mam o czym myśleć. Praca w warunkach zagrażających zdrowiu i życiu, brak jakichkolwiek przepisów bezpieczeństwa, wynagrodzenie pozwalające jedynie na zakup nędznej jakości jedzenia, praca dzieci, ogromny analfabetyzm, mieszkania bez wody i prądu, opieka medyczna istniejąca tylko z nazwy, optymalizacja kosztów właścicieli fabryk za wszelką cenę, obłuda koncernów zlecających produkcję, życie po wypadku w pracy kiedy nikt nie słyszał o ubezpieczeniu.
Dziennikarz podaje mnóstwo danych dotyczących tego obszaru zwanego szwalnią świata. Są porażające. 
Jak wiele osób życie w skrajnym ubóstwie, jak wielu nie skończyło podstawowej edukacji, jak duża jest liczba osób wyrzuconych poza nawias pracy zarobkowej gdy zdrowie już nie pozwala pracować, jak wiele ludzi marzy o tym, żeby nie głodować? Mogłabym tak tu długo pisać. I choć tych informacji statystycznych może wydawać się dużo, to zapewniam, że jak zrobisz sobie wizualizację tych wszystkich cyfr, to włosy mogą stanąć dęba. Z przerażenia.

Książka zmusiła mnie to kilku przemyśleń. 
Sprawdziłam metki swoich ubrań. Polecam zrobić to samo. Większość pochodzi z azjatyckich szwalni. 
Czy bojkot klienta znanej sieciówki z ubraniami wpłynie na zmianę jakości życia osób produkujących odzież?
Czy jest dobre rozwiązanie tej sytuacji?
Czy bogate kraje zachodnie są w stanie pod naciskami światowymi zmienić los swych producentów?
Czy ja mogę coś zrobić w tej sytuacji?
Mnóstwo pytań, a tak niewiele odpowiedzi.

Czy teraz jadąc do galerii handlowej, gdzie z wystaw kuszą piękne ciuszki w atrakcyjnych cenach pomyślisz o tych azjatyckich dziewięciolatkach piaskujących dżinsy? Czy przeniesiesz swoje zakupy do lokalnych sklepów, gdzie kupisz ubrania szyte przez polskich producentów?
Pozostawiam Cię z tymi pytaniami.

I polecam Życie na miarę. Odzieżowe niewolnictwo.

PS. Brawa dla lektora.



poniedziałek, 4 czerwca 2018

A ja żem jej powiedziała... Katarzyna Nosowska. I książka, i audiobook

TYTUŁ: A ja żem jej powiedziała... 
AUTOR: Katarzyna Nosowska
WYDAWNICTWO:  Wielka Litera
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 208
Czas słuchania: 2 godziny, 43 minuty
Czyta: autorka

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



A ja żem się nie  mogła zdecydować.... Czytać czy słuchać? To żem wzięła jedno za drugim.

Jako fanka od niepamiętnych czasów nie będę obiektywna. Pamiętam wokalne początki Nosowskiej na scenie. Na samą myśl mam ciary...
Kiedy Katarzyna zaczynała, to ja przeżywałam swój nastoletni bunt w liceum. I słuchałam jak wariatka wokoło i wkoło grupy Hey. I jak żem zaczęła, tak żem nie przestała być fanką.

Na tę książkę czekałam. Od zawsze.
I jak już wpadła w moje łapki, to cały świat odpłynął.
Pochłonęłam jak modelka nocą batonika.

I jakie mam wnioski? Kaśka, przepraszam za poufałość, aleś by obie urodzone w tej samej dekadzie, to mądra kobieta jest. I kropka!
A o czym napisała? "Dostało się" wszystkim po trochu: celebrytom, facetom, modzie, rodzicom, synowi, reklamie, portalom społecznościowym i jeszcze kilku innym. Poczytamy o tworzeniu tekstów, seksie, odchudzaniu, dzieciństwie autorki, wychowaniu, starzeniu się, jedzeniu, emocjach, uczuciach itd. Wiele trafnych wniosków, trochę życiowych prawd i to wszystko okraszone humorem jakim można znaleźć w tekstach piosenek autorki.

Wiele stwierdzeń i przemyśleń jest mi bliskich, z kilkoma się zgadzam, a resztę muszę przemyśleć.

Ta książka jest jak teksty grupy Hey. Kto zna i słucha, to będzie zachwycony. A kto nie zna, niech się wstydzi. Trza nadrobić.

No, bo jaka sama kiedyś napisała:

"Obowiązek obowiązkiem jest 
Piosenka musi posiadać tekst"

I piosenka, i książka, jak się okazuje.
Teksty czy to w piosenkach, czy to w książce są mi bardzo bliskie sercu. Dojrzałe, mądre, przemyślane, z humorem, a czasami z gorzką refleksją.

Często odpowiadam mężowi, kiedy mnie pyta co robiłam cały dzień:

"Dzień spędzam sprawdzając czy 
Woda w czajniku gorąca 
Układam kompozycje z ciastek 
Ogrzewam dłońmi filiżanki"

A kiedy mnie wkurzy to mu nucę:

"Złotą klatkę sprawię Ci
będę karmić owocami
a do nogi przymocuję
złotą kulę z diamentami"

A jak świat zbyt głośno dobija się do drzwi, to pod kołdrą mruczę:

"Lubię ten stan 
Rozkoszne sam na sam 
Cisza i ja 
Cisza, ja i czas 
Udaję, że świat zamyka się
W tych czterech ścianach, a za nimi pustka
Lubię ten stan
Cisza, ja i czas"

Wybaczcie, ale się rozmarzyłam.

I teraz się zastanawiam: co lepsze: książka czy audiobook? 
Trudno powiedzieć: w książce zwraca uwagę świetna szata graficzna, a w audiobooku autorka wspaniale czaruje głosem.
Podsumowując: najpierw czytajcie, a potem słuchajcie. Jak ja.

PS.A czasami słyszę jak mąż nuci pod nosem:

"Całą noc całą noc
Z piątku na sobotę całą noc
Całą noc całą noc
Z piątku na sobotę nocą"

a ja udaję, że nie wiem o co chodzi 👀 💑

niedziela, 3 czerwca 2018

Żmijowisko. Wojciech Chmielarz. Audiobook

TYTUŁŻmijowisko
AUTOR:  Wojciech Chmielarz
WYDAWNICTWO: Marginesy
GATUNEK: thriller
Czas słuchania: 16 godzin i 3 minuty
Czyta: Mariusz Bonaszewski


Audiobook Żmijowisko  - autor Wojciech Chmielarz   - czyta Mariusz Bonaszewski
Zdjęcie ze strony audioteka.com




Przyznam się od razu: z tą książką mam duży problem. Sięgnęłam po nią po przeczytaniu kilku bardzo zachęcających opinii. Tyle zachwytów wkoło, myślę sobie, że i ja przeczytam. W końcu thriller to jeden z moich ulubionych gatunków. I do tego czyta mój ulubiony lektor. I co? I klapa...

Lektura ma szansę na Rozczarowanie roku. Dlaczego? Postaram się wyjaśnić.

Thriller....Mhm... Po przeczytaniu aż sięgnęłam po definicję, bo mnie coś się nie zgadzało.

Jak podaje Wikipedia: "Dreszczowiec (z ang. thriller) – rodzaj utworu sensacyjnego, powieści, filmu lub serialu telewizyjnego mającego wywołać u czytelnika bądź widza dreszcz emocji. Wykorzystuje on napięcie, niepewność i tajemniczość jako główne elementy utworu."

Ja się pytam grzecznie: gdzie ten dreszcz emocji? Gdzie to napięcie i niepewność? Nawet raz oko mi nie drgnęło, serce nie przyspieszyło, żaden włos się nie zjeżył. Autorowi nie udało się mnie zaintrygować, rozpalić ciekawości ani wzbudzić żadnych innych emocji poza nudą... 

Bohaterowie tak mdli i podobni do siebie, że mogę o nich teraz pisać jak o jednym bohaterze zbiorowym. Prawie wszyscy bluźnią jak szewc, piją jak Smok Wawelski i palą "różne różności". Żaden nie dał się polubić.
I wcale im nie przeszkadza to, że albo mają pod opieką małoletnie dzieci, albo sami są nieletni.
Kłamią, mataczą i oszukują. Nie zgadzam się na taki obraz polskiego społeczeństwa. Nawet, jeśli przeżyło tragedię...

I do tego te wulgaryzmy.... Mnie nie chodzi o ich używanie, ale o ich takie nasycenie, że powodowało to u mnie niesmak. Sama od nich nie stronię, rozumiem, że są obecne w języku polskim na co dzień, ale tutaj mówię: nie! Choć, przyznam się, cały czas podczas słuchania miałam nadzieję, że te wulgaryzmy mają jakieś znaczenie i uzasadnienie, które ujawni się na finale tej historii. 
Miał być humor i zabawne dialogi. Ja ich nie znalazłam.

Moje rozczarowanie wzbudziły też sceny seksu i innych czynności intymnych. Zupełnie, moim zdaniem, niepotrzebne i opisane w sposób żenujący. Można je było spokojnie ominąć. Cała ta historia nic by nie straciła.

Przeskoki w czasie, jak dla mnie, nierówne i wprowadzające niepotrzebne zamieszanie. Mnie się nic nie składało, nie ciekawiło. Czytałam już wiele książek, w których zastosowano ten zabieg, ale tutaj cały czas coś mi zgrzytało.

No i zakończenie. Domyśliłam się dość szybko. Nie napiszę więcej. Nie będę spojlerować. A tego nie znoszę... Nie lubię kiedy historia jest przewidywalna, a zakończenie nie zaskakuje.

Mam jeszcze jedną uwagę. W moim odczuciu autor nasycił tę historię stereotypami. I ja się na to nie godzę. Polacy jako rasiści, wsiowe głupki słuchające disco polo, mieszczuchy pokazujący swoją wyższość na resztą społeczeństwa, nastolatki pijące i oddające się rozkoszom cielesnym z każdym chętnym, stary rolnik jest zły bo nie chce sprzedać ziemi, lokalni decydenci, którzy za nic mają prawo. W moich oczach tak nie wygląda polskie społeczeństwo. To są wyjątki, a nie reguła. Nie wiem czemu miało służyć takie uwypuklenie takich zachowań.

Jedyny plus jaki znalazłam to lektor. Pan Bonaszewski zrobił kawał dobrej roboty. I tyle plusów.

To moje trzecie podejście to twórczości tego autora i ostatnie.

Polecam jednak przeczytać.
I sprawdzić czy mam rację.

sobota, 2 czerwca 2018

Mózg. To, o czym dorośli Ci nie mówią. Boguś Janiszewski

TYTUŁ: Mózg. To, o czym dorośli ci nie mówią
AUTOR: Boguś Janiszewski
WYDAWNICTWO: Publicat 
GATUNEK: literatura dla dzieci
STRON: 150
ILUSTRACJE: Max Skorwider



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Dziś będę namawiać na kolejną książkę tego duetu.  Z premedytacją piszę o duecie, gdyż jestem zdania, że tak samo jak teksty Janiszewskiego tak i rysunki Skorwidera tworzą spójną i ciekawą całość. Po Polityce i Ekonomi przyszedł czas na Mózg. Jakby na to nie patrzeć: mózg to najmniej poznany narząd. I po raz trzeci jestem zachwycona. Dobra robota chłopaki!

A jakie są powody mojego zachwytu?
  • Pierwsze co zwraca uwagę to, że książki są świetnie wydane jakościowo. Twarda oprawa, dobry papier, duży druk i ciekawe ilustracje.
  • Rysunki i ilustracje przyciągają. Autorem jest Max Skorwider, poznański grafik i plakacista. W moim odczuciu ilustracje Maxa są świetnym uzupełnieniem teksu. 
  • Problematyka poruszana w książce pogrupowana jest w rozdziałach. I tak np.: skąd się biorą kłopoty z myśleniem?, jakie są granice myślenia?, czym jest sztuczna inteligencja?
  • Do każdego tematu podane jest mnóstwo przykładów i rysunków. Wszystko jasne i klarowne. Nie sposób nie zrozumieć.
  • Autor nie wyczerpał tak obszernego i ciekawego tematu jakim jest mózg i jego działanie, ale jak na książkę dla  młodego czytelnika uważam, że jest to zrobione wystarczająco i wyczerpująco.
  • Mogą być świetną pomocą dla nauczycieli, ale i podpowiedzią dla rodziców, kiedy pociechy zadają trudne pytania.
  • Jedynym minusem jaki znalazłam jest cena. Ta publikacja kosztuje w granicach 30 zł. Jak na lekturę dla dzieci, to mnie się wydaje drogo. 
Podsumowując: 
Polecam !