niedziela, 27 stycznia 2019

Maus. Opowieść ocalałego. Wydanie zbiorcze. Art Spiegelman

TYTUŁMaus. Opowieść ocalałego. Wydanie zbiorcze
AUTOR Art Spiegelman
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Komiksowe/Wydawnictwo Pruszyński i S-ka
GATUNEK:  wspomnienia, literatura faktu, komiks
LICZBA STRON: 302
DATA PREMIERY TEGO WYDANIA: 2016



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Dziś, kiedy to pisze, jest 27 stycznia 2019 roku czyli 74 rocznica wyzwolenia obozu w Auschwitz i Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holocaustu. I to jest dobry powód, żeby przedstawić akurat dziś książkę pod wieloma względami niezwykłą. Czy można przedstawić problematykę Holocaust w formie komiksu?

Sięgałam po tę książkę z wielką obawą. Z prostej przyczyny: nie lubię komiksów. A tu nie dość, że forma przeze nie lubiana, to połączona z tematyką po którą najchętniej sięgam. 
Skłoniło mnie do tego zdanie, które przeczytałam w necie: "„Maus” powszechnie jest uważany za najważniejszy komiks w historii". 

Książkę przedstawia dwie ważne tematyki: życie Żyda podczas wojny czyli ojca autora komiksu: Władka Szpigelmana oraz życie z ocalałym z Holocaustu. Art Szpigelman na podstawie wspomnień ojca rysuje komiks.  Te dwa wątki wciąż się przeplatają: wojenny i współczesny. 

Książka ta wywołała wiele kontrowersji. Że niby autor przestawił w złym świetle Polaków ukazując ich jako świnie, a to że z ojca zrobił chytrego i wyrachowanego Żyda, że niepotrzebnie pokazał niektóre wątki, że wydał tak ważną historię w formie komiksu. Tak, w moim odczuciu, ta książka wywołuje kontrowersje do dziś i wywoływać będzie. Ja się nie dopatrzyłam niczego kontrowersyjnego. Art nie generalizował na zasadzie: Niemiec zły, a Polak dobry. Pokazał Polaków, którzy pomagali Żydom, ale też takich, którzy ich wydawali.
Niesamowite wrażenie zrobiła na mnie szata graficzna: czarno-biała. I do tego bardzo staranne wydanie tej publikacji. Po przeczytaniu jej z biblioteki, zaraz zamówiłam sobie swój egzemplarz na półkę. Po prostu: połączenie treści z takim wydaniem robi jeszcze większe wrażenie.

Ten komiks, poprzez obsadzenie w rolach głównych zwierząt, przypomina mi książkę "Folwark zwierzęcy" Orwella. I tak samo daje do myślenia: czy w sytuacjach ekstremalnych w człowieku zanikają odruchy ludzkie i ulega zwierzęceniu?

Tematyka z wątku wojennego jest mi znana. Czytałam wiele wspomnień osób, które przeżyły Holocaust. Tutaj Władek opowiada o życiu w czasie wojny i o warunkach wegetacji w Auschwitz. Jego zaradność bardzo mi imponowała. Potrafił zrobić wiele aby dostać to, czego chce. I nigdy się nie poddawał. Choć spotkałam się z opiniami, że w tych fragmentach można się doszukać negatywnych cech przypisywanym Żydom: chytrości, głowy do interesów bez względu na okoliczności, działanie z pobudek egoistycznych, małostkowości i wyrachowania.  Mnie jest trudno oceniać zachowania w tak ekstremalnych warunkach jakich jest obóz koncentracyjny. Nie wiem do czego byłabym zdolna z głodu... Pozostawiam osobistym rozmyślaniom. 

Choć dużo czytam wspomnień Ocaleńców, to zawsze nachodzi mnie pytanie: jak wygląda życie więźnia Auschwitz po opuszczeniu obozu? Czy wspomnienia pozwalają założyć rodzinę i funkcjonować w społeczeństwie bez zakłóceń? A co z drugim pokoleniem? 
I dochodzimy do wątku współczesnego. Art, jako syn Oceleńca, zmaga się w wieloma problemami, które noszą wspólną nazwę: trauma drugiego pokolenia. Art nie ma dziadków ani innych krewnych. Bo wszyscy zginęli w czasie wojny. Nie potrafi dogadać się z ojcem, nie rozumie go, a czasami się na niego wkurza. Mierzy się z poczuciem winy, ma zaniżoną samoocenę i wciąż się porównuje z ojcem. I nie boi się o tym mówić.
Coraz częściej spotykam się z książkami, które poruszają temat traumy drugiego pokolenia. Mikołaj Grynberg w "Oskarżam Auschwitz" po raz pierwszy zwrócił mi uwagę na ten temat. Czy chociażby z drugiej strony barykady wojennej: "Mój ojciec był nazistą" Tatiany Freidensson. Wychodzi na to, że bez względu na to po której stronie walczył twój ojciec nie będzie łatwo żyć ze świadomością bycia "drugim pokoleniem".

Należy dodać, że pierwsze wydanie ukazało się w 1980 roku, ale w Polsce dopiero w 2001 roku. To wydanie zbiorcze, które ja czytałam jest z 2016 roku. Otrzymała też w 1992 roku dwie ważne nagrody:  American Book AwardsNagroda Pulitzera w kategorii nagrody specjalne i wyróżnienia
I choć nam może się wydawać to niezbyt szokujące, to Art Spiegelman swoim komiksem udowodnił, że ta forma wyrazu nie jest gorsza i otworzył drzwi "na salony" swoim następcom.

Art Spiegelman swoim komiksem zwrócił moją uwagę na problematykę "drugiego pokolenia". Zawsze się zastanawiałam jak wygląda życie po wyjściu z obozu, a teraz okazuje się, że nie jest łatwo być dzieckiem Ocaleńca. Będę zgłębiać temat.

Polecam.

sobota, 26 stycznia 2019

Nawrócona. Stefan Hertmans

TYTUŁ: Nawrócona
AUTORStefan Hertmans
WYDAWNICTWOMarginesy
GATUNEK: powieść historyczna
LICZBA STRON: 376
DATA PREMIERY: 13 czerwca 2018


Nawrócona - Hertmans Stefan
Zdjęcie ze strony empik.pl




To  moje pierwsze spotkanie z autorem.
Pewnie bym po tę książkę nie sięgnęła, gdyby nie wyzwanie w pewnej grupie czytelniczej.
Ta powieść to dla mnie wyjście z swojej strefy komfortu. 
I jak się kończą takie wycieczki?

Książkę skończyłam czytać jakąś godzinę temu. I nadal nie umiem ubrać w słowa to, co teraz czuję.
Jestem pod wielkim wrażeniem.
Zaczynając czytać nic nie wiedziałam ani o autorze, ani o samej treści. Z premedytacją.

Czy w XXI wieku można oddać klimat XI wieku?
Można. Autor niesamowicie oddał atmosferę tamtych czasów. Skupił się i na detalach, i na historii.
Czy można jeszcze pięknie napisać o zakazanej miłości?
Można. Uczucie, które połączyło chrześcijańską dziewczynę i żydowskiego chłopca na tle historycznej zawieruchy omawianego okresu zostało przedstawione w sposób niebanalny i ciekawy.
Czy problemy pomiędzy wyznawcami różnych religii poruszane w tej powieści można analizować przez pryzmat współczesnych czasów?
Można.
Czy można pisać oszczędnym językiem i krótkimi zdaniami i wywołać w czytelniku burzę emocji?
Można.
Czy można zauroczyć czytelnika opisami krajobrazów, jeśli czytelnik ich nie lubi?
Można.
Czy można stworzyć tło historyczne, które zachwyca i pochłania czytelnika?
Można.
Czy można zadać w książce wiele pytań i zostawić czytelnika bez odpowiedzi, ale za to z głową pełną myśli?
Można.

Jestem zauroczona powieścią i cieszę się, że mam już kolejną książkę, "Wojnę i terpentynę", na czytniku.

Polecam.

wtorek, 15 stycznia 2019

Muzyka Twojej duszy. Agnieszka Lis {RECENZJA PRZEDPREMIEROWA}

TYTUŁMuzyka Twojej duszy
AUTORAgnieszka Lis
WYDAWNICTWO: Czwarta Strona
GATUNEK: polska powieść 
LICZBA STRON: 357
DATA PREMIERY:16 stycznia 2019


Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Autorki i Wydawnictwa Czwarta Strona


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Wspaniale rozpoczęty rok. Trafiam na same perełki.
Same świetne tytuły polskich pisarek.
Ale od razu się przyznam. Jestem fanką Autorki. Przeczytałam wszystkie jej książki. I każdą następna Pani Agnieszka mnie cudownie zaskakuje i zadziwia. I z tą nie było inaczej. 

Akcja toczy się dwutorowo. Poznajemy Igora, chłopca z wielkimi marzeniami. Śledzimy jego losy od czasów szkolnych aż do dorosłości. Drugim torem podążamy na utalentowaną Isabel i Oleną, pięknymi pianistkami jeżdżącymi z koncertami po świecie. Uwielbiam kiedy fabuła się tak toczy, bo to powoduje u mnie niemożność odłożenia książki.  W mojej głowie cały czas krążą pytania: jak autorka zepnie te dwa wątki? A w przypadku tej lektury nie miałam żadnego pomysłu...

Wielokrotnie już się przekonałam podczas czytania książek Pani Agnieszki, że Autorka ma podobny stopień wrażliwości do mojego i mamy wiele wspólnych poglądów i przemyśleń. I dlatego Jej powieści chwytają mnie za serce i nie pozostawiają obojętną. I w tym przypadku nie było inaczej.

Oprócz uczucia pomiędzy bohaterami, co oczywiste, moją uwagę zwróciła kreacja postaci.
Przyglądanie jak zmienia się Igor i otaczająca go rzeczywistość było bardzo interesujące. Jak z chłopca z prowincji przemienia się w pewnego się fachowca. Jak zmienia się jego podejście do życia i kobiet. Jak pasja zmienia się w źródło dochodu. Jak zmieniają się jego priorytety. 
Jednocześnie obserwujemy piękną Isabel i jej partnera Emanuela, którzy wraz z przyjaciółką Oleną podróżują po świecie. Isabel gra na pianinie, a Olena towarzyszy jej na wiolonczeli. Objeżdżają świat i nagrywają płyty z największymi gwiazdami muzyki. Isabel, choć zachwycająca i urodą, i talentem ma jednak swojego "bzika". Nie chce jechać w trasę koncertową po Europie. Jaki jest tego powód? 

Z wielką przyjemnością czytałam o obu pasjach: miłości do fotografii i miłości do muzyki. Lubię kiedy ludzie mają swojego "konika" i jeszcze potrafią o tym ciekawie opowiadać. Z okładki książki dowidziałam się, że Autorka jest z wykształcenia, właśnie, pianistką. I to było czuć z kart książki. Po prostu wiedziała o czym pisze. A już playlista na końcu książki ze spisem utworów, o których mowa w powieści to mistrzostwo świata. Ciekawe rozwiązanie dla dociekliwych czytelników-melomanów.

I mam prośbę: podczas czytania zwracaj uwagę na detale. Bo jak to mówią: diabeł tkwi w szczegółach. Po skończeniu czytania będziesz mógł mi podziękować.

No i zakończenie! Petarda! Do samego finału tej historii nie domyśliłam się jak Autorka powiąże te dwa, Igora i Isabel, wątki. Choć im dużej o tym myślę, to dochodzę do wniosku, że ja, chyba, skupiałam się bardziej na uczuciach i emocjach niż na zakończeniu. Bardzo lubię element zaskoczenia w książce. Tutaj  za to duży plus.

Agnieszka Lis ma lekkie pióro, co jednak nie oznacza, że książkę lekko się czyta. Czyta się na jednym oddechu, a w międzyczasie ociera łzy. Tak, były takie momenty w tej powieści, że nie udało mi się ich przejść bez chusteczek. I pojawiał się mętlik w głowie z mnóstwem pytań: ale, kurna, dlaczego??? Autorka pięknie opisała uczucie pomiędzy dwojgiem ludzi, cudownie opisała emocje i skłoniła mnie do wielu rozważań. Czy, gdybym musiała wybrać pomiędzy miłością do mężczyzny, a swoją umiłowaną pasją, to co bym wybrała? Czy można połączyć obie te miłości? Czy można być szczęśliwym rezygnując z jednego z tych uczuć? Czy dążenie do perfekcji może być złe? Mnóstwo pytań i mało odpowiedzi.

Przyznam się na koniec... Zawsze mam duże obawy, kiedy czytam, że mam do czynienia z książką o miłości. W moim odczuciu w tym temacie bardzo łatwo jest popaść w banał i kicz. I z ciekawej powieści zrobić tani romans. Albo ja mam zbyt duże wymagania. Niepotrzebne były moje obawy. Po raz kolejny Autorka udowodniła, że ma duże wyczucie, smak i wrażliwość. Nie epatuje ckliwością tylko zabiera czytelnika w zakamarki ludzkiej duszy. Niekoniecznie te najjaśniejsze.

Polecam.

niedziela, 13 stycznia 2019

Historia złych uczynków. Katarzyna Zyskowska

TYTUŁHistoria złych uczynków
AUTOR: Katarzyna Zyskowska 
WYDAWNICTWO: Znak Literanova 
GATUNEK: polska powieść 
LICZBA STRON: 496
DATA PREMIERY: 26 lutego 2018


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




To moje trzecie spotkanie z autorką. "Zanim" zauroczyła mnie klimatem i pięknie opowiedzianą historią Marii Skłodowskiej-Curie, zanim pojechała do Paryża. "Ty jesteś imię moje" zachwyciło mnie subtelnością uczuć i duchem opisywanych wydarzeń.  Recenzje obu tych książek można znaleźć na tym blogu. A czego miałam się spodziewać po tej książce? 

Przed chwilą skończyłam czytać. I próbuję ubrać swoje odczucia w słowa.
Nie wiem czy zdołam.
Nie będę pisać streszczenia.
Ta książka jest jednym wielkim zaskoczeniem.
Co mnie tak wytraciło z równowagi i zostawiło z kacem książkowym?

Autorka zdecydowała się na zabieg poprowadzenia fabuły dwutorowo: kiedyś i dziś. A ja to uwielbiam. Choć cały czas, podczas czytania, zastanawiała się jak pani Katarzyna to wszystko połączy w całość.

A kiedy napiszę, że ta lektura jest o miłości, to pewnie większość się skrzywi i powie: łeee...romans. Ale nic z tego. To opowieść o uczuciach, ale wcale nie łatwych i oczywistych. O ile wątek współczesny jakoś byłam w stanie  zrozumieć, to tego z przeszłości nawet nie próbowałam. Nie mnie oceniać zachowania ludzi w czasach tak ekstremalnych jakimi są lata wojny. 

Czy kiedy jest zbrodnia, to musi być kara? Czy wszystkie nasze złe uczynki muszą być napiętnowane i musimy ponieść karę? 

Czy gen zła istnieje? Czy można odziedziczyć kolor włosów, a skłonności do zła już nie?

Czy nasze wybory bądź ich zaniechanie mogą mieć wpływ na przyszłość i kolejne pokolenia?

Zyskowska nie przedstawia nam tych historii od razu. Pokazuje po kawałku, jak puzzle, a potem chowa w cieniu. I tak po kawałku, po troszeczku, aż pojawi się cała historia, niczym układanka. Ten zabieg powodował u mnie niemożność oderwania się od książki. Bo chciałam już wiedzieć co dalej! Ciekawość moja została rozbudzona do czerwoności.

Bardzo przypadła mi do gustu kreacja bohaterów. Nikt nie był jednoznaczny, wszyscy mieli jakieś tajemnice i każdy wywoływał u mnie bardzo różne emocje. Czasami komuś współczułam, żeby za kilkanaście kartek go opierdzielać w myślach. Jedni budzili we mnie litość, a inni wściekłość. Nikt tak do końca nie była ani czarny, ani biały. Pełen galeria postaci zapewniała jeszcze pełniejszy wachlarz emocji.

I te emocje! Lubię, kiedy książka zmusza mnie do myślenia. Każe zrobić przerwę w czytaniu i zastanowić się nad tym czy innym problemem. Wkurzałam się, nie dowierzałam, współczułam, uroniłam łzy, zadawałam sobie mnóstwo pytań. Bardzo to cenię w literaturze.

Zwroty akcji były zupełnie jak w życiu. Kiedy już myślałam, że wiem o co chodzi i jak dalej potoczy się dana historia, to autorka robiła mnie "w konia". Wszystkie wątki, choć poplątane, w końcu utworzyły piękną i jednocześnie smutną historię dwóch rodzin. Lubię ten element zaskoczenia.

W tej historii urzekło mnie to, jak autorka buduje napięcie, wzbudza ciekawość i przedstawia uczucia. Jak kreuje bohaterów, prowadzi fabułę i dba o szczegóły (polecam zwrócić na nie uwagę).
Rzadko książka wzbudza we mnie tyle emocji, jeszcze rzadziej zostawia mnie z kacem książkowym. I porzuca rozedrganą emocjami i nabuzowaną myślami. Ta tak zrobiła. Ma szansę wylądować w TOP NAJ 2019.

Polecam!

wtorek, 8 stycznia 2019

Kraina snów. Owoc granatu. Maria Paszyńska.

TYTUŁ: Kraina snów
AUTOR: Maria Paszyńska
WYDAWNICTWO: Książnica
GATUNEK: polska powieść 
LICZBA STRON: 353
DATA PREMIERY: 3 października 2018 
CYKL: Owoc granatu (tom 2)


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Jak ja się bałam tej książki! 
Nie lubię, kiedy akcja książki dzieje się poza europejskim kręgiem kulturowym, jakiś książę perski, jakieś żony. A do tego jeszcze wielka miłość na gorących piaskach Iranu. Brrr...
A jednocześnie chciałam poznać dalsze losy sióstr Łukowskich!

A ponieważ część pierwsza pt. "Dziewczęta wygnane" zakończyła się tak, że... brak słów, to sięgnęłam pełna obaw po kolejną.

W pierwszym tomie panny Łukowskie z rodzimych Kresów poprzez syberyjskie piekło kończą podróż w Iranie. Towarzyszymy im w poznawaniu tego słonecznego kraju. 
Jest miłość, jest zazdrość, ale jest i śmierć, i nienawiść.
Pojawia się książę, prości Persowie, ale też i dawne demony, które nie pozwalają żyć spokojnie.

Elżbieta i Stefania, siostry, które powinno połączyć wspólne doświadczenie piekła na ziemi, postanawiają, że każda pójdzie swoją drogą. Każda ma z nich inny charakter, temperament i priorytety. Bliźniaczki rozstają się.
I od tego momentu śledzimy losy obu sióstr oddzielnie. 
Żadnej, jednak, życie nie układa się po jej myśli. 
Jedna z nich zaznaje miłości, która odgania widma przeszłości.
Druga z sióstr walczy z wojennymi demonami, które nie pozwalają zaznać miłości.
Specjalnie nie chcę pisać zbyt szczegółowo, bo odkrywanie kolejnych losów byłych sybiraczek jest niesamowicie ekscytujące.

I podobnie jak w poprzedniej części, tak i w tej niesamowicie poruszyły mnie relacje miedzy siostrami. Pełne emocji, niedopowiedzeń i niezagojonych ran. 

Autorka w cudowny sposób opisała Iran i jego mieszkańców. Kraj życzliwych ludzi, którzy przyjęli do swojego kraju Polaków przybywających z syberyjskiego piekła. Którzy otoczyli opieką nie zważając na choroby i inne problemy związane z zesłańcami. Choć zdarzały się sytuacje o których czytałam ze łzami .
Do tego Paszyńska tak opisała potrawy kuchni irańskiej, że momentami z trudem mogłam przebrnąć. Robiłam się głodna. Iran został przedstawiony jako kraj pełen smaków, kolorów i zapachów. Widziałam to wszystko oczami wyobraźni. Same pyszności: szafran, daktyle, brzoskwinie.

W tym tomie autorce też udało się "przemycić" lekcje historii. Przecież znane mi są te fakty z historii wojennej i powojennej osób wywiezionych na Syberię, ale i tu Paszyńska potrafiła mnie zaskoczyć. Było i trochę historii i trochę polityki. Ale wszystko podane w odpowiednio dawkowanych porcjach. Świetnie dopełnienie rodzinnej historii Łukowskich.

Podsumowując:
Fabuła poprowadzona jest tak, że książkę trudno odłożyć.
Zwroty akcji, jak to często w życiu, zaskakujące i pełne emocji.
Siostry i ich relacje pokazane tak, że momentami czytałam ze łzami w oczach. A jedną z nich miałam ochotę potrząsnąć. Wkurzałam mnie, egoistka jedna!
Przeżycia kobiet i ich pełne wspomnień i emocji koleje losu wzruszały przeogromnie.
Opisy Iranu i jego mieszkańców barwne i interesujące.
Lekcje historii ciekawe i świetnie podane.
Relacje Polka-Irańczyk, w tym przypadku, wycisnęły ze mnie morze łez. Czyli emocje aż kipiały. Oj kipiały. A kiedy pojawił się pewien mężczyzna z przeszłości, to książkę dosłownie pochłaniałam. Tak bardzo chciałam się dowiedzieć jak rozwinie się akcja.

I nagle książka się skończyła...
W TAKIM  momencie!?

Nie mogę się doczekać kolejnych części.
Dobrze, że dwie kolejne w tym roku. 

Polecam!

PS. Nie zapomnij o chusteczkach!

sobota, 5 stycznia 2019

Dziewczęta wygnane. Owoc granatu. Maria Paszyńska

TYTUŁ:  Dziewczęta wygnane
AUTOR: Maria Paszyńska
WYDAWNICTWO: Książnica
GATUNEK: polska powieść 
LICZBA STRON: 352
DATA PREMIERY: 20 czerwca 2018 
CYKL: Owoc granatu (tom 1)



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



To moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki. I pierwsza książka w 2019 roku.
Wiecie jak to jest sięgnąć po pierwszą książkę w roku i trafić na taką, której daje się 10/10? 
Ja już wiem.


Fabuła przedstawia się w skrócie, tak:
Siostry Stefania i Elżbieta Łukowskie żyją na Kresach.
Stefania zakochana w Jędrzeju Walickim, studencie medycyny, uskutecznia wspólnie granie: ona skrzypce, on fortepian.
Elżbieta zwana Halszką kochała ciszę i przyrodę.
Lato 1939 na Kresach, dworek dziadków Białkowskich.
Upalne lato, pierwsze miłości, gorące emocje.
Aż nadchodzi wojna... po której już nic nie będzie takie samo.
Bliźniaczki zostają wywiezione wraz z matką i małym braciszkiem na Syberię. Jak tysiące Polaków.
Opisy w syberyjskim piekle są takie, że trudno powstrzymać łzy. Aż nadchodzi moment w historii, że siostry wyruszają z armią Andersa na Bliski Wschód.
Nic więcej o fabule nie napiszę. To nie jest moja pierwsza książka o wywózkach na Syberię. Tematykę wojenną czytuję od ponad ćwierćwiecza. Czytam ponad 150 książek rocznie. Nie tak łatwo wzbudzić u mnie łzy. A jednak Pani Marii się udało.

Co mnie zachwyciło w tej książce?

Opisy relacji bliźniaczej i stosunków rodzinnych. Czytałam z wypiekami na twarzy. Zawsze chciałam mieć siostrę bliźniaczkę. Ale to, jak opisała te relacje autorka przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Myślałam, że dzieci z jednej ciąży są ze sobą związane w szczególny sposób i nie ma mowy, żeby coś zaburzyło tę relację. A tu taka niespodzianka... Siostry bliźniaczki, a tak bardzo różne.

Opisy przyrody były takie, że podczas czytania owijałam się w kocyk. Syberyjska zima w lesie przedstawiona w sposób taki, że czułam lodowaty powiew na karku. Jak dla mnie jest to sytuacja nie do wyobrażenia. Tajga zimą niczym piekło na ziemi...

Autorka grała sobie na moich emocjach jak chciała. Bardzo mnie to urzekło. Tak bardzo, że brakło mi chusteczek. Beztroskie lato na Kresach, wielotygodniowa podróż pociągiem w nieznane, śmierć najbliższych, nieludzie warunki życia w tajdze, wszechogarniający głód, brud, choroby, brak nadziei, samotność i tęsknota. Przetrwanie za wszelką cenę... 

A potem podróż na Bliski Wschód. Jest nadzieja i jest nie do opisania głód w podróży. Z zimowego piekła na gorące piaski Iranu. Problemy i nadzieje. Troski i wspomnienia. Różnice kulturowe i cechy wspólne Polaków i Persów. Problemy z językiem i porozumienie bez słów. 

Lubię, kiedy autorka bądź autor "przemyca" lekcje historii w swojej powieści. Jak dla mnie rewelacyjne to zrobiła w tej powieści Paszyńska. Ja znałam te fakty historyczne, ale z chęcią sobie je przypomniałam. Tak sobie myślę, że osoby, które nie znają tego okresu w historii mogą być usatysfakcjonowane. Można sobie świetnie i niejako "przy okazji" czytania powieści poszerzyć wiedzę. Choć, jak się okazało później, ja o kilku faktach nie wiedziałam.

Z mojego doświadczenia czytelniczego wynika jasno:
- jeśli matka, czyli ja, siedzi i nie wychodzi z pokoju przez dłuższy czas, to znaczy, że trafiła na ekscytującą książkę,
- jeśli z pokoju dochodzi pociąganie nosem i cichutkie chlipanie, to... jak wyżej,
- jeśli w domu skończyły się chusteczki, to... jak wyżej,
- jeśli nie ma obiadu, to... jak wyżej,
- jeśli nie ma kolacji, to... jak wyżej, 
- jeśli światło w moim pokoju pali się do rana, to... jak wyżej, 
- jeśli matka, czyli ja, kończy e-booka i jedzie po wersję papierową, to... jak wyżej.

Zastanawiałam się komu polecić tę książkę?
I jedno wiem: jeśli lubisz kiedy książka wywołuje emocje, to jest powieść dla Ciebie.
Jeśli lubisz "przemycane" lekcje historii, to musisz ją przeczytać.

Mam tylko jedno zastrzeżenie do autorki: TAK skończyć książkę??? Dobrze, że miałam drugi tom i mogłam czytać od razu. Mało nie zeszłam na zawał... Taki się nie traktuje swoich zachwyconych czytelniczek.

Cieszę się, że są kolejne tomy. Będę czytać. Tylko muszę zaopatrzyć się w zapas chusteczek. 
Moja pierwsza książka w tym roku i od razu ocena 10/10. 

Polecam!