środa, 24 kwietnia 2019

Świat w płomieniach. Owoc granatu. Maria Paszyńska

TYTUŁ:  Świat w płomieniach
AUTOR: Maria Paszyńska
WYDAWNICTWO: Książnica
GATUNEK: polska powieść 
LICZBA STRON: 320
DATA PREMIERY: 24 kwietnia 2019
CYKL: Owoc granatu (tom 3)

Egzemplarz recenzyjny dzięki wydawnictwu Książnica 



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek





To już trzecie spotkanie z kresowymi siostrami. I kolejne bardzo emocjonujące.

Ta część cyklu zaczyna się w 1963 roku, kiedy to Elżbieta i Stefania wiodą spokojne życie na gorących piaskach Iranu. I nie utrzymują kontaktów od lat. Pomimo tego, co przeżyły w skutych zimnem lasach Syberii, nie potrafią dojść do porozumienia i wieść zgodne życie. 
Obawiałam się, że ta część będzie słabsza. Teraz siostry prowadzą ustabilizowane życie i porównując ich poprzednie perypetie do obecnego stanu, to wydawać by się mogło, że może powiać nudą. Nuda? U Paszyńskiej? Nigdy w życiu!
Autorka zafundowała mi taką "karuzelę emocjonalną", że czytałam tę powieść "na raty". 
Poruszyła tak wiele tematów i dała tyle powodów do rozmyślań, że niektóre sceny opisane w książce wracały do mnie jak bumerang.

Dla mnie jednym z ważniejszych tematów, który poruszyła autorka i na który ja zwróciłam szczególną uwagę jest problematyka związana z powrotem do normalnego życia, kiedy przeżyło się piekło na ziemi. Siostry przeżyły wywózkę na Syberię, katorżniczą pracę, niewyobrażalny głód i doświadczyły wiele zła od drugiego człowieka. A były wtedy zaledwie nastolatkami. Czy po takich przeżyciach można wstawać co rano do pracy, funkcjonować jak reszta ludzi, a wieczorem spokojnie kłaść się spać? No właśnie, można? Czy wspomnienia na to pozwolą? Czy demony z przeszłości odejdą? Mnóstwo pytań i niewiele odpowiedzi. Kiedy wcześniej czytałam wspomnienia Sybiraków, to ten temat najczęściej mnie "męczył". Czy można zapomnieć?

Drugi temat, który mnie urzekł to historia Iranu. Paszyńska tak sprawnie wplotła historię tego kraju w losy sióstr, że całkiem "przypadkiem" dostajemy przemyconą lekcję historii. Sporo polityki, kultury i mentalności Irańczyków. Prosto i ciekawie. A ja przecież nie lubię polityki w książkach... I to niech będzie najlepsza rekomendacja.

Pani Maria poruszyła dużo więcej tematów niż opisałam wyżej. Jak choćby macierzyństwo, problemy małżeńskie, wpływ polityki na przeciętnego obywatela, patriotyzm, pasja w wykonywanym zawodzie, walka z traumą i wiele innych. Niech każdy czytający odnajdzie je sam.

A zakończenie? 
Ostatnie kilkanaście stron czytałam z zapartym tchem. Choć takiego zakończenia się spodziewałam i takiego oczekiwałam, to wcale mi to nie popsuło czytania. Jak zwykle były emocje i czytanie przez łzy.

Podsumowując: autorka z każdą przeczytaną przeze mnie książką, a ta jest piata, udowadnia, że posiada oprócz ogromnej wiedzy także niesamowitą wrażliwość i wyczucie. Potrafi zajrzeć czytelnikowi do serca i duszy i skłonić do wielu przemyśleń. A losy bliźniaczek zostaną w mym sercu na długo. Już czekam na kolejny i, niestety, ostatni tom tej serii.

Polecam.

PS. Mała podpowiedź: tom pierwszy: "Dziewczęta wygnane", tom drugi: "Kraina snów".

wtorek, 23 kwietnia 2019

Muzyka dla Ilse. Ewa Formella.

TYTUŁMuzyka dla Ilse
AUTOR: Ewa Formella
WYDAWNICTWO: Replika
GATUNEK: powieść polska
STRON: 304
DATA PREMIERY: 16 kwietnia 2019
SERIA: Szkatułka wspomnień



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




To moje drugie spotkanie z autorką i kolejne, które mogę zaliczyć do udanych. 
Poprzednia książka, "Listy do Duszki", wywołała we mnie tyle emocji, że postanowiłam bliżej przyjrzeć się twórczości Pani Ewy.

Ta lektura inspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami. To duży plus.

Narracja prowadzona jest dwutorowo. Bardzo lubię ten zabieg, choć obawiam się go, bo czasami można się pogubić. Tu wszystko poszło sprawnie i płynnie.

Lubię historie rodzinne, a szczególnie, gdy skrywają tajemnice z przeszłości. I tu takie były. Po takiej lekturze zawsze się zastanawiam: czy warto je odkrywać? Tu, każdy czytelnik, będzie musiał sam sobie odpowiedzieć na to pytanie.

Jednak dwa wątki zasługują, w mojej ocenie, na szczególne podkreślenie.
Ta powieść potwierdza moje osobiste przekonanie, że bycie dobrym człowiekiem nie zależy od narodowości czy wyznania. Bo nie wszyscy Niemcy byli źli i nie wszyscy Polacy ratowali Żydów. Była wojna, a to oznacza ekstremalne warunki i niewyobrażalnie trudne decyzje. Mnie, jako matce, szczególnie ciężko czytało się o losach dzieci. Czy potrafiłabym porzucić dziecko w drodze do obozu koncentracyjnego? Czy wolałabym zabrać je ze sobą? Nie mnie to oceniać. Niemniej, nie mogłam przeczytać niektórych fragmentów bez łez. 

Rola muzyki w życiu człowieka. Ilse, mała niepełnosprawna dziewczynka potrafi zatracić się w grze na fortepianie i jednocześnie zarazić innych swoją miłością do muzyki. Autorka cudownie pokazała świat nut i jego wpływ na obie dziewczynki. Bo opiekunką i towarzyszką Niemki była Polka, która została wysłana do Rzeszy "do pracy". Tą pracą była, właśnie, opieka nad niepełnosprawną pianistką. Obie panienki, choć z dwóch różnych światów, potrafiły się zaprzyjaźnić i przetrwać wojnę w wiejskiej posiadłości. Spokojnej, jak na czasy wojenne.

Przypadł mi do gustu też wątek edukacyjny. Dość szczegółowo opisane święta i zwyczaje żydowskie. O wielu aspektach tego wyznania nie miałam pojęcia. Czytałam z zaciekawieniem.

Jedynie co mnie "uwierało", to watek Ilony i jej znajomości z Andrzejem. Ale wątki współczesne zawsze tak jakoś "blado" wypadają, w moich oczach, przy historiach z przeszłości.

No i zakończenie. W moich odczuciu, dość przewidywalne, ale i tak nie popsuło mi czytania. Bardzo emocjonujące i chwytające za serce. 

Autorka informuje nam, że jest to książka na faktach. Ta historia zdarzyła się naprawdę. Jednak, z wielu powodów, musiała zmienić imiona bohaterów.

"To pierwsza (z czterech), które postanowiłam napisać na podstawie wspomnień moich cudownych podopiecznych". To słowa autorki. Czyli będą kolejne książki. Czekam.

Jako podsumowanie tej lektury przytoczę słowa profesora Władysława Bartoszewskiego: "Warto być przyzwoitym". A ja dodam: bez względu na okoliczności.

Polecam.

sobota, 13 kwietnia 2019

Białe róże dla Matyldy. Magdalena Zimniak

TYTUŁ: Białe róże dla Matyldy
AUTOR: Magdalena Zimniak
WYDAWNICTWO: Prozami
GATUNEK: thriller psychologiczny
STRON: 300
DATA PREMIERY: 23 października 2014


Zdjecie autorskie Iza w labiryncie książek




Dziś o książce niezwykłej.
Niezwykłej z wielu powodów.
Bo ani okładka, ani tytuł, ani nieznane mi nazwisko polskiej pisarki nie zapowiadało, że wpadnę w taką emocjonalną wirówkę. Sięgnęłam po tę powieść dzięki zachwytom osób,  do których mam duże zaufanie czytelnicze. Cały czas się zastanawiam: jak to możliwe, że wcześniej nie natrafiłam na książki tej autorki? 

To jedna z tych książek, o których cokolwiek się napisze, to będzie spojler. 

Beata traci w wypadku rodziców, a ciocia trafia do szpitala. Podczas badania okoliczności wypadku śledczy nabierają podejrzeń, że to prawdopodobnie nie był wypadek. Beata sprzątając w domu ciotki Matyldy odkrywa tajemnicze pamiętniki. Zaczyna czytać i odkrywa tajemnice z przeszłości, które wywracają jej świat do góry nogami. A co znalazła?
No właśnie...

Zimniak tak poprowadziła fabułę, że trudno odłożyć książkę. Im bardziej zagłębiamy się w tę historię, tym więcej odkrywamy tajemnic. I coraz częściej przysłowiowe włosy stają dęba. Element zaskoczenia i fakty odkrywane przez Beatę zapierają dech w piersiach.

Bohaterowie są intrygujący i niejednoznaczni. Choć Beata budzi we mnie współczucie, to czasami była irytująca. A z Matyldą dokładnie odwrotnie: wkurzała mnie, ale i momentami było mi jej żal.

Zgłębianiu tej historii towarzyszy napięcie i ciekawość. Ale też złość, gniew, współczucie i niedowierzanie. Wielokrotnie łzy stawały mi w oczach i musiałam robić przerwy w czytaniu dla złapania oddechu.

Dużym walorem tego thrillera jest element edukacyjny. Mam na myśli pewną przypadłość, o której wcześniej nie miałam pojęcia. Bardzo przerażająca i ciekawa jednocześnie.

W moich oczach bardzo trudno pisać o emocjach i uczuciach i nie popaść w kicz. Trudno opisać przeżycia bohaterów tak, aby czytelnik wczuł się w sytuację. Zagłębił się w nią i nie chciał z niej wyjść. Żeby, jak to się powszechnie mówi, wyskoczył z kapci i zbierał szczękę z podłogi. Może i kolokwialnie, ale w punkt są te określenia. Zimniak się to udało perfekcyjnie. W czasie czytania miałam oczy szeroko otwarte ze zdziwienia, a po skończeniu czytania wciąż myślałam o tej historii. I nadal myślę.

Zakończenie nie było dla mnie zaskoczeniem, co wcale nie zepsuło mi odbioru tej historii. Obstawiałam kilka, ale nie takiego oczekiwałam.

Podsumowując: pierwsze spotkanie z autorką uważam za bardzo udane i skłaniające mnie do dalszych poszukiwań innych jej książek; lektura ta porusza niewyobrażalną, przynajmniej dla mnie, dysfunkcje, a autorka przedstawia ją tak, że powieść ta zabiera czytelnika na emocjonalną karuzelę.

Polecam.

czwartek, 11 kwietnia 2019

Lista Lucyfera. Krzysztof Bochus

TYTUŁ: Lista Lucyfera
AUTOR: Krzysztof Bochus
WYDAWNICTWO: Skarpa Warszawska
GATUNEK: kryminał
STRON: 464
DATA PREMIERY: 3 kwietnia 2019
CYKL: Adam Berg (tom 1)

Dziękuję Skarpie Warszawskiej za egzemplarz recenzencki.



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek





To  moje czwarte spotkanie z Autorem. Książki Pana Krzysztofa były moim odkryciem w poprzednim roku. Była to seria retro kryminałów z radcą Christianem Abellem, którą pochłonęłam z wypiekami na twarzy, a Autor dołączył do moich ulubionych współcześnie piszących kryminalistów. Jako fanka trochę się obawiałam, jak sobie poradzi z kryminałem, którego akcja dzieje się w naszych czasach. 


"Lista Lucyfera" spełniła wszystkie moje pokładane w nią nadzieje na świetny kryminał.

Jestem usatysfakcjonowana.
A to kilka powodów:
Zagadka kryminalna, której nie potrafiłam rozwiązać.
Co najmniej kilka zwłok z opisami obrażeń.
Świetnie zbudowane napięcie i wiele zaskakujących zwrotów akcji.
Główny bohater, Adam Berg, to inteligentny dziennikarz z niezwykłą intuicją.
Bardzo dobrze sportretowane środowisko policjantów i dziennikarzy. 
Zakończenie jest takie, jak lubię, czyli logiczne i zaskakujące.
Lekkie pióro Autora i dopracowany styl powieści powodują, że książkę czyta się z przyjemnością.
Ciekawe tło historyczno-artystyczne naprawdę przykuwa uwagę. To, co lubię u tego Autora to to, że "przemyca" w swoich książkach wiele ciekawostek i danych historycznych. Historie i tajemnice Gdańska oraz umieszczenie twórczości pewnego malarza w fabule to zdecydowanie duży plus tej lektury. Bochus robi to perfekcyjnie: nie zanudza, pobudza wyobraźnię i zaciekawia. 

Dodam tylko, jako ciekawostkę, że w tej książce jest nawiąznie do Christiana Abella, bohatera poprzednich książek Autora. Jakie? Musisz, Czytelniku, poszukać sam.

W jednej z poprzednich opinii napisałam, że Krzysztofa Bochusa można nazwać "polskim Danem Brownem". I zdania nie zmieniam. Ale mam jedno ale: w tej książce mnie się nasunęło pewne skojarzenie. Jeśli chodzi o relacje morderca - policjant/dziennikarz, to widzę podobieństwo do książek Chrisa Cartera. Obie strony tej relacji są indywidualnościami i obie prowadzą niebezpieczną grę. I to podobieństwo pomiędzy autorami, Carterem i Bochusem, mi odpowiada. Tylko musiałam się z nim oswoić, bo było dla mnie zaskoczeniem. Ale to tylko moje luźne skojarzenie.

Cóż mogę dodać?

Dostałam to, czego oczekiwałam: zagadkę kryminalną, której nie rozwiązałam, dobrze zbudowane napięcie, dużo ciekawostek i faktów z przeszłości, interesujące tło artystyczne, zaskakujące zakończenie i to wszystko napisane świetnym językiem. 

Polecam.

I czekam na kolejne książki Pana Autora :)

PS. Dla wszystkich, którzy nie czytali jeszcze książek Pana Krzysztofa, podaję małą podpowiedź. Cykl z Abellem czytamy w takiej kolejności: Czarny manuskrypt, Martwy błękit, Szkarłatna głębia.

wtorek, 9 kwietnia 2019

Kołysanka z Auschwitz. Mario Escobar

TYTUŁ: Kołysanka z Auschwitz
AUTOR: Mario Escobar
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Kobiece
GATUNEK: historyczna
STRON: 240 
DATA PREMIERY: 13 marca 2019

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



To moje pierwsze spotkanie z autorem i tematyka, którą zgłębiam od lat. 
Bardzo ciekawa byłam tej książki. Tak bardzo reklamowany "Tatuażysta z Auschwitz" Heather Morris zostawił mnie z rozczarowaniem, więc trochę miałam obaw czy i ta nie okaże się marketingową wydmuszką. Trochę mnie uspokoiła notka w książce, że autor jest historykiem.

Książka inspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami.
Helene Hannemann to Niemka, która poślubiła Cygana. Ona jest pielęgniarką, on skrzypkiem. Mają pięcioro dzieci. Ale nadchodzi rok 1943 i cała rodzina zostaje wywieziona do Auschwitz. I tam Mengele zleca Helene zorganizowanie przedszkola. Takiego prawie "normalnego" z kredkami, bajkami i ciepłym posiłkiem. A jak skończy się ta historia? A, to już musisz przeczytać sam, Czytelniku.

Ta lektura nie należy do łatwych. Bazuje na emocjach. Myślę, że zupełnie inaczej bym ją odebrała, gdybym sama nie miała dzieci. Ale połączenie tematyki obozów koncentracyjnych, dzieci i matki, która zostaje postawiona przed niewyobrażalnie trudnymi wyborami jest ciężkie do obojętnego przejścia. Fragmenty czytałam ze łzami w oczach. Opisywana rzeczywistość, emocje i mnóstwo pytań po lekturze spowodowały u mnie dużo refleksji. 

Dla mnie historia Helene Hannemann jest swojego rodzaju symbolem:
* matek, które kochają swoje dzieci ponad życie,
* żon, które zrobią wszystko, żeby odnaleźć męża,
* nadziei, że nawet w piekle można się uśmiechać,
* wiary bez względu na okoliczności,
* grupy etnicznej, jaką są Cyganie. Choć bohaterka Cyganką nie była. Była żoną Cygana.

Książka napisana jest prostym językiem, bez wydumanej egzaltacji czy zbędnych opisów.
Pojawiają się w niej prawdziwe postacie, jak choćby Mengele, ale i będące wytworem wyobraźni autora.
Napisana jest tak, że każdy czytelnik będzie musiał odpowiedzieć sobie na pytania, z którymi zostawi go ta książka.

Moim zdaniem ta książka ma drugie dno. 
Ale to będzie musiał odnaleźć sobie każdy czytający indywidualnie.

Polecam.

sobota, 6 kwietnia 2019

Ja, królowa. Bona Sforza d'Aragona. Renata Czarnecka

TYTUŁ: Ja, królowa. Bona Sforza d'Aragona
AUTOR: Renata Czarnecka
WYDAWNICTWO: Książnica.
GATUNEK: powieść historyczna
STRON: 432
DATA PREMIERY: 17 października 2018

Egzemplarz recenzyjny dzięki wydawnictwu Książnica 


Zdjecie autorskie Iza w labiryncie książek


To moje pierwsze spotkanie z autorką. Skusiłam się na tę powieść z dwóch powodów: zupełnie nie znam twórczości Czarneckiej, a ma na swoim koncie kilka książek; rzadko sięgam po lektury, których akcja rozgrywa się w XVI wieku. Postanowiłam to zmienić. A jak zakończyło się to moje wyjście poza strefę czytelniczego komfortu?

Powieść ta zaczyna się w momencie przybycia Bony do Krakowa. Zostaje koronowana królową Polski i panią na Wawelu. Śledzimy później jej losy i towarzyszymy w podróżach. Tak w skrócie można streścić fabułę. 

Czarnecka niesamowicie wciągająco i lekko napisała tę powieść. Czyta się z zapartym tchem i zaciekawieniem. Mnie zupełnie nie przeszkadzało, że znam losy Jagiellonów. 
Autorce udało się oddać klimat opisywanych czasów. Czułam ciepło z kominków wawelskich, słyszałam szelest sukien i huczny śpiew na wystawnych przyjęciach. Ale też szepty służby, kłótnie poselskie i tętent kopyt posłańców z dalekich krajów. Dałam się tej powieści ponieś i całkowicie zanurzyłam w opisywany klimat.

Pisarce udało się też wzbudzić we mnie emocje. Wyobraziłam sobie piękną, młodą włoską księżniczkę, która przybywa do nieznanego sobie kraju i ma poślubić mężczyznę dwukrotnie od niej starszego. Łzy mi w oczach stawały, kiedy umiera młoda królowa, synowa Bony. A lekarze jedyne co mogą zrobić, to upuszczać krew. A kiedy Bona towarzyszy w ostatnich chwilach mężowi, to trudno było się nie wzruszyć. Zdecydowanie Czarnecka wie jak poruszyć serce czytelnika. I jednocześnie nie popaść w tanią sensację.

Po skończonej lekturze doszłam do dwóch wniosków.

Autorka przedstawiła Bonę bez oceniania. Pokazała wielowymiarową postać, która budzi wiele kontrowersji i uwag. Czytelnik sam będzie musiał opiniować tę postać. To duży plus powieści, kiedy autor nie narzuca swojego osadu o opisywanej postaci.

Druga refleksja dotyczy szerszego tematu. Roli kobiet na przestrzeni lat. W trakcie czytania, jak po skończeniu, zastanawiałam się jak bardzo zmieniła się pozycja kobiety. Ojciec wydawał księżniczkę za mąż nie oglądając się na uczucia obojga. Liczył się bowiem interes kraju. Miała mieszkać z dala od swojej rodziny, wśród obcych ludzi, urodzić następcę tronu i ładnie wyglądać. Słuchać męża i nie wtrącać się do polityki. Wychodzi na to, że Bona łatwo nie miała. Jak chyba każda księżniczka żyjąca w tamtych czasach. Nie oceniajmy więc jej zbyt surowa. 

Podsumowując: wciągająca, napisana lekkim stylem powieść o niejednoznacznej kobiecie, wywołująca momentami wiele emocji i skłaniająca do refleksji książka.

Polecam.

PS. Na zdjęciach Zamek Królewski w Piotrkowie Trybunalskim, który odwiedzała Bona. Teraz mnieści się tam Muzeum. 


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek





czwartek, 4 kwietnia 2019

Gambit. Maciej Siembieda

TYTUŁ: Gambit
AUTOR: Maciej Siembieda
WYDAWNICTWO: Agora SA
GATUNEK: thriller
STRON: 416
DATA PREMIERY: 3 kwietnia 2019



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




To już moje trzecie spotkanie z twórczością Autora. Na poprzednie dwie, "444" i "Miejsce i imię", natrafiłam przypadkowo w poprzednim roku. I okazało się, że trafiłam na perełki. Dałam się  im ponieś i zupełnie wsiąkłam w te historie. Po tę sięgałam już bez obaw, choć wielką ciekawością i z niecierpliwieniem.

W czytanych opiniach o książkach bardzo nie lubię streszczeń. I u siebie staram się ich unikać. I tym razem tak będzie. Napiszę tylko na co ja zwróciłam uwagę.

Pierwszą informacją, która wzbudziła moje zainteresowanie i zdziwienie jednocześnie, jest fakt, że opisywane wydarzenia miały miejsce w przeszłości. To nie jest fikcja literacka. I należy o tym pamiętać, bo niektóre sytuacje są trudne do uwierzenia. Ale jest to kolejny przykład, że to właśnie życie pisze najbardziej zadziwiające scenariusze.

Sposób prowadzenia fabuły i budowania napięcia Autor opanował do perfekcji. Podobnie , jak w poprzednich Jego książkach, ciekawość co za chwilę się wydarzy i jak wszystkie wątki zostaną połączone powodowały wypieki na twarzy i niechęć do odłożenia książki. Nawet kiedy nie czytałam, to i tak myślami byłam z bohaterami w Londynie czy Jaśle.

Bardzo mnie urzeka sposób, w jaki Autor posługuje się językiem polskim. Niektóre fragmenty sobie zakreśliłam, aby jej tutaj przytoczyć. 

"Nisko nad połoninami parkowały sterowce ołowianych chmur, szykujących się do desantu na Podkarpacie miliardów miniaturowych spadochronów śniegowych płatków z zadaniem zasypania okolicy aż po parapety chałup".

"Góry były jeszcze białe, ale powoli dawało się wyczuć ich zniecierpliwienie zimą. Śnieg na połoninach stracił pewność siebie nadawaną mu przez mrozy".

Czytając książkę Pana Macieja odnoszę wrażenie, że tu nie ma zbędnych słów. Wszystko jest przemyślane i "dopieszczone" literacko. 

Moim zdaniem to nie jest tylko thriller szpiegowski czy sensacyjny. Bo z takim to określeniem najczęściej spotkałam się w mediach. Jest tu też mowa o miłości, nie tylko do kobiety, ale też do ojczyzny. Jest o zaufaniu, przyjaźni, strachu, trudnych wyborach, zemście i zmieniającej się rzeczywistości. A jeśli już mowa o rzeczywistości, to kłaniam się nisko Autorowi za cudownie przemyconą lekcję historii. Bardzo ciekawie zostały wplecione fakty z przeszłości Polski w przedstawioną historię. 

Mam do tej lektury specyficzny stosunek. 
Umieszczenie części fabuły na Podkarpaciu spowodowało u mnie nostalgię. Dlaczego? Bo to mój ukochany rejon Polski. Jeżdżę tam od lat.
I kiedy czytałam o złożach ropy naftowej na tym terenie, to zaraz stawało mi przed oczami Muzeum Przemysłu Naftowego i Gazowniczego im. Ignacego Łukasiewicza w Bóbrce koło Krosna. Polecam zwiedzić. Bardzo ciekawe doświadczenie, zważywszy na to, że muzeum znajduje się na terenie najstarszej (!) na świecie działającej kopalni ropy naftowej.
Wanda, główna bohaterka, należy do Łemków, grupy etnicznej, o której już chyba zapomniano. I tu ukłon w stronę Autora, że tak wiele poświęcił uwagi w swojej historii tej grupie. A przecież "Akcja Wisła" to jeden wielki dramat Łemków. Zwiedzając Podkarpacie polecam zwrócić uwagę na pozostałości po tej społeczności.
I, może, te dwa wątki nie są dla innych czytelników tak istotne, to polecam je uwadze. 

Podsumowując: zaskakująca historia, którą napisało życie, a Autor przedstawił ją w taki sposób, że z książką trudno się rozstać i która pozostaje w głowie na długo. A zakończenie zostawia czytelnika z niedowierzaniem.

Polecam.

wtorek, 2 kwietnia 2019

Córka jubilera. Klątwa wiecznego tułacza. Dylogia Ocean odrzuconych. Magdalena Knedler

TYTUŁ: Córka jubilera. Klątwa wiecznego tułacza.
AUTOR: Magdalena Knedler
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: powieść
STRON: 527, 555
DATA PREMIERY: 20 lutego 2019 

Egzemplarze recenzyjne dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae Res



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek





Po tę dylogię sięgnęłam z dwóch powodów: bardzo lubię sagi rodzinne i najchętniej cenię sobie historie osadzone w XX wieku, a w szczególności w dwudziestoleciu międzywojennym.

Bohaterkę, Charlotte Saidermann-Aber, poznajemy w 1915 roku, kiedy ma 17 lat i głowę pełną marzeń. Jest córką wiedeńskiego jubilera, z pochodzenia Polaka. Wychowywana przez ciotkę, która chroni swoją wychowankę przed złem całego świata. Tak zaczyna się ta historia. A kończy się ona w 1947 roku. A to, co dzieje się pomiędzy tymi dwiema datami dowiemy się z kart tej powieści.
Trudno pisać o tej sadze nie zdradzając istotnych wątków fabuły.
Postaram się w krótkich zdaniach napisać, co mnie urzekło w tej historii, a co nie do końca zachwyciło.

Autorka ma niesamowity dar malowania słowami. Bardzo plastycznie oddała klimat Wiednia u schyłku monarchii Austro-Węgier. Koncerty, spotkania towarzyskie, stukot bryczek i szelest sukien. Widziałam to oczami wyobraźni.

Udział sztuki w życiu codziennym. Sztuki przez duże S. Poznajemy całą plejadę osobowości artystycznych: pianistów, kompozytorów, literatów, malarzy. Interesujący jest wątek tworzenia biżuterii. Sztuki jubilerskiej, która jest miłością i pasją ojca i córki. 

Historia Lotki, jak nazywają Charlotte najbliżsi, umiejscowiona jest w określonym przedziale czasowym. Knedler bardzo sprawnie wplotła prawdziwe wydarzenia z historii Europy w życiorys bohaterki. Pojawiają się też postacie historyczne. Ja nazwałam to sobie na własny użytek: przemycona lekcja historii. Można sobie poszerzyć wiedzę albo ją tylko odświeżyć. 

Losy panny Saidermann-Aber poznajemy poprzez pisany przez nią pamiętnik. Muszę przyznać szczerze, że pierwszy tom, kiedy tytułowa córka jubilera jest nastolatką, trochę się dłużył. Naiwność bohaterki mnie irytowała. Ale, wraz z przerzucanymi kartkami Lotka dorastała i zmieniała się. I czytało się coraz lepiej. Za to drugi tom, kiedy to w Europie nadchodzą niespokojne czasy i do władzy dochodzi Hitler, okazał się tak wciągający, że nie mogłam odłożyć książki. Niepewność jutra, obawa o własne życie i majątek,  niepokojące wydarzenia na scenie politycznej i zmieniające się losy rodziny Saidermann-Aber powodowały u mnie lekkie napięcie i wzbudzały ciekawość.

Kłaniam się nisko autorce za przygotowanie do tematu. Opisać czasy, w których się nie żyło i nie zanudzić czytelnika, to wielka sztuka. Mogę sobie wyobrazić ile czasu potrzebowała pisarka, aby doczytać o szczegółach, które stworzyły klimat w książce. Jestem pod wrażeniem.

Knedler świetnie udało się wywoływać różne emocje podczas czytania. W kilku miejscach uroniłam łzy, w wielu współczułam, czasami się uśmiechnęłam albo odetchnęłam z ulgą. Tylko zakończenia obu tomów wywołało we mnie złość. Tak skończyć książkę? Polecam zaopatrzyć się od razu w oba tomy, ponieważ zakończenie pierwszego jest takie, że czytelnik chce się zanurzyć natychmiast w tomie drugim.

Podsumowując: historia pewnej dziewczyny, której przyszło żyć w bardzo niespokojnych czasach i podejmować niewyobrażalnie trudne decyzje, pokazana na tle ważnych wydarzeń historycznych i wywołująca cały wachlarz emocji. 

Polecam.