poniedziałek, 31 maja 2021

Wojenka. O dzieciach, które dorosły bez ostrzeżenia. Magdalena Grzebałkowska

 

TYTUŁWojenka. O dzieciach, które dorosły bez ostrzeżenia
AUTOR: Magdalena Grzebałkowska
WYDAWNICTWO: Agora 
GATUNEK: literatura faktu
LICZBA STRON: 416
DATA PREMIERY: 19 maja 2021


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



To nie jest moje pierwsze spotkanie z autorką. Czytałam już 1945. Wojna i pokój. Książka należy do literatury faktu i zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Sięgając po tę wiedziałam czego mogę się spodziewać.
I nie zawiodłam się.

Trzy kwestie poruszyły mnie w trakcie czytania.

Po pierwsze: tragizm opisywanych historii. 
12 historii dzieci, które zostały wciągnięte w zawirowania wojenne. Doświadczyły piekła na ziemi, często bez świadomości przyczynowo skutkowej zdarzeń dziejących się wokół. Śmierć, głód i tęsknota, strach, nienawiść, towarzyszyły im na co dzień. Niełatwo czytać bez wzruszeń. Historie trudne i pełne emocji. 
Po drugie: szeroki wachlarz losów dzieci. Nie umiem napisać dlaczego, ale spodziewałam się, że będą to historie dzieci ofiar drugiej wojny światowej. A dostałam taką różnorodność, że w trakcie czytania musiałam robić przerwy. Są tu historie życia dzieci wywiezionych do gułagu na Syberii lub do Kazachstanu, internowane dzieci japońskie, nieletni uczestnicy Powstania Warszawskiego, hiszpańskie dzieci w ZSRR czy syn nazisty Hansa Franka. I choć w pierwszej chwili życiorys Niklasa Franka mi tu nie pasował, to po przeczytaniu zrozumiałam, że autorka wiedziała co robi. Niklas urodził się 9 marca 1939 roku i całe życie zmagał się piętnem ojca.
Po trzecie: wydanie i szata graficzna książki. Każdy rozdział zaczyna się od rysunku dziecka. Polecam przyjrzeć się dokładnie. Przejmujące nie mniej niż same historie. Do tego zdjęcia bohaterów książki w czasie wojny, jak i współczesne. I sporo fotografii świata i ludzi, których już nie ma. Ja już tak mam, że książki wspomnieniowe ze zdjęciami robią na mnie podwójne wrażenie.

I na koniec jeszcze jedno. Styl i sposób pisania Autorki może wydawać się oschły. Ale to tylko pierwsze wrażenie. Po przeczytaniu całości doszłam do wniosku, że same historie są tak przejmujące, że nie potrzeba tu wcale nic dodawać czy ubierać w piękne słowa.

Podsumowując: łamiące serce historie dzieci z różnych zakątków świata uwikłanych w działania wojenne w świetnie wydanej formie ze zdjęciami, które dodają jeszcze więcej emocji do opisywanych wydarzeń.

Polecam.

sobota, 29 maja 2021

Źli Niemcy. Zbrodniarze, geniusze, fanatycy, wizjonerzy. Bartosz T. Wieliński

 

TYTUŁŹli Niemcy.
 Zbrodniarze, geniusze, fanatycy, wizjonerzy
AUTOR: Bartosz T. Wieliński 
WYDAWNICTWO: Agora 
GATUNEK: literatura faktu
LICZBA STRON: 320
DATA PREMIERY: 29 sierpnia 2014



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




To moje pierwsze spotkanie z autorem.
Wieliński to polski publicysta, politolog i dziennikarz Gazety Wyborczej".
Od lat zajmuje się tematyką niemiecką. I polityczną, i historyczną.

W tej książce przedstawił 16 biografii Niemców. Wybrał ich kierując się subiektywnymi przesłankami. 
I choć nie są to wyczerpujące biografie, to są na tyle szczegółowe, że czytelnik może sobie sam wyrobić opinię.
Fritz Haber, Niemiec, chemik, wynalazca, Noblista, Żyd, zbrodniarz.
Wilhelm II, ostatni niemiecki cesarz i król Prus. 
Johann Reichhart, rzeźnik, kat na stanowisku urzędniczym z największą liczbą wykonanych wyroków.
Amon Göth, komendant obozu koncentracyjnego w Płaszowie, syn wydawcy książek religijnych i patriotycznych, główny bohater książki Lista Schindlera i filmu nakręconego na jej podstawie.
Eva Justin, niemiecka antropolog, nazistowska badaczka ras", rudowłosa piękność, bliska współpracowniczka Roberta Rittera w zakresie badań antropologicznych nad Cyganami w III Rzeszy.
Herbert von Karajan, dyrygent, celebryta, wszechstronny muzyk, członek NSDAP.
Friedrich Paulus, niemiecki feldmarszałek, syn urzędnika, uczestnik walk na wschodzie, żołnierz walczący z depresją.
Wernher von Braun, niemiecki naukowiec, konstruktor rakiet, był opętany Księżycem", wielbiciel książek Juliusza Verne"a, oficer SS, członek NSDAP, wicedyrektor NASA ds. planowania.
Otto Skorzeny, inżynier, oficer niemieckich jednostek Waffen-SS, dowódca operacji Gryf", awanturnik", człowiek bez charakteru".
Wolfgang Vogel, niemiecki adwokat, pośrednik w wymianie szpiegów i więźniów politycznych po drugiej wojnie światowej, po zjednoczeniu Niemiec oskarżony o wymuszanie i spekulacje.
Horst Herold, niemiecki prawnik i policjant, pasjonat informatyzacji w policji, nieustępliwy uczestnik walk przeciw terroryzmowi.
Werner Stiller, porucznik Stasi, z wykształcenia fizyk, w 1979 roku zbiegł do RFN, wielbiciel płci pięknej.
Gerd Heidemann, niemiecki dziennikarz, doprowadził do największego skandalu w historii niemieckiej prasy pokazując światu dzienniki Adolfa Hitlera, które okazały się falsyfikatami.
Margot Honecker, w latach 1963-1989 minister edukacji w NRD, kobieta o przydomku Fioletowa wiedźma", poprawczaki w formie, w jakiej je utworzyła do dziś budzą kontrowersje. 
Josef Scheungraber, porucznik Wermachtu, po wojnie szef ochotniczej straży pożarnej i szanowany obywatel, uczestnik masakry w Toskanii.
Heinz Reinefarth, kat Warszawy, który brutalnie stłumił Powstanie Warszawskie, po wojnie szanowany członek lokalnej społeczności, nigdy nie poniósł odpowiedzialności za swoje zbrodnie.
Tak w kilku słowach można określić przedstawionych Niemców.
To, co mnie ujęło zaraz na początku, to zdania, które padają zaraz na wstępie:

Oczywiście można by spisać losy złych" Polaków, Francuzów, Brytyjczyków czy Rosjan. Ale żaden naród nie miał w XX w. takiego wpływu na losy świata jak Niemcy. Dlatego ta książka jest o nich.

I ja to tak odebrałam. W każdym narodzie zdarzają się źli. Wieliński, jako fachman od języka niemieckiego, wybrał Niemców.
Ja jestem usatysfakcjonowana. Poznałam biografie kilku ciekawych ludzi podane w interesujący sposób.

Polecam.

środa, 26 maja 2021

Mama zawsze wraca. Agata Tuszyńska, Iwona Chmielewska

 

TYTUŁMama zawsze wraca
AUTOR: Agata Tuszyńska, Iwona Chmielewska
WYDAWNICTWO: Dwie Siostry
GATUNEK: literatura piękna
LICZBA STRON: 64
DATA PREMIERY: 18 marca 2020

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Czasami zdarzają się takie sytuacje, które utwierdzają mnie w przekonaniu, że to książka niekiedy wybiera mnie, a nie ja ją. Kiedy byłam w bibliotece, to pani bibliotekarka wnosiła akurat nowości. I jedna z nich spadła z niesionego stosiku prosto pod moje nogi. To była właśnie ta książka. Podniosłam, przeczytałam na okładce tekst i od razu ją wypożyczyłam. To było tuż po premierze i wtedy tak o niej pisałam:

Niewielkich rozmiarów książeczka o ogromnym ładunku emocjonalnym.
Poruszająca historia ocalałej z Zagłady dziewczynki, która była ukrywana przez swoją mamę w piwnicy.
Połączenie naiwności dziecka z okrucieństwem wojny sprawia, że ta opowieść pozostaje w czytelniku na zawsze.
I do tego jeszcze niesamowicie przecudowne i przesiąknięte wrażliwością ilustracje Iwony Chmielewskiej.
Postawię sobie tę książkę obok książki Renaty Piątkowskiej pt. Dzieci, których nie ma. Ten sam poziom poruszenia czytelniczego.
PS Kiedy zobaczyłam, że książka kosztuje w granicach 30 zł, to wydało mi się to wtedy trochę za dużo w stosunku do liczby stron (64 strony). Teraz ją kupię, bo warta każdej wydanej złotówki. Oprócz poruszającej treści książka jest bardzo pięknie wydana. Ten egzemplarz miałam z biblioteki.

To było ponad rok temu. Ale jak postanowiłam, tak zrobiłam. Kupiłam. I przeczytałam jeszcze raz. A mnie to się zdarza bardzo rzadko. I jaki jest mój odbiór teraz, po roku?
Zdania nie zmieniam. Ta książka jest do wielokrotnych powrotów. 
W opowieści poruszone jest tak wiele. Bo to nie tylko wspomnienia o wojnie, getcie, ukrywaniu się czy próbie przeżycia. Nasza mała bohaterka, Zosia, urodziła się w maju 1939 roku. Do getta trafia, kiedy ma około 2 lat. Mnie trudno sobie wyobrazić jak wygląda życie takiego malucha zamkniętego w piwnicy, który prawie całe dnie spędza sam. Mama oczywiście zagląda do kryjówki swojego dziecka. Przynosi jedzenia, bawi się z nim, przytula, opowiada. Ależ, to dziecko jest tak małe, że nawet nie nadaje się do współczesnego przedszkola!
Ta historia pokazuje wielką miłość matki do dziecka. Że nie ma dla matki rzeczy niemożliwych. Że pomysłowość, jaką wykazuje się rodzicielka, by zabawić córkę jest bez granic. Rysowanie, nauka liter i cyfr, haftowanie, zabawki zrobione z jakiś niepotrzebnych rzeczy, czytanie i jeszcze mnóstwo innych zajęć.
Izolacja w piwnicy i nieustający strach powodują, że Zosia rozwija się zupełnie inaczej niż inne dzieci. Nie zna niektórych pojęć, nie rozumie określeń czy nadzwyczajnej na świecie nigdy nie widziała na oczy żywego zwierzęcia. To wszystko ma wpływ na późniejsze życie Zosi. O czym opowiada już dorosła Zofia. Zofia porusza też tematy, oprócz miłości rodzicielskiej i wojny, takie jak tożsamość, dorastanie, ojczyzna, rodzina, wspomnienia i wiele innych. 
To bardzo przeszywająca serce książka. Oprócz samej historii niesamowitych wrażeń dostarczają ilustracje Iwony Chmielewskiej. Są pięknym dopełnieniem treści. Przejmujące i poruszające.

I na koniec kłaniam się nisko Wydawnictwu Dwie Siostry. Książka jest pięknie wydana: twarda oprawa, dobrej jakości papier, ciekawa historia opowiedziana w poruszający sposób i do tego ilustracje, które można oglądać wielokrotnie.

Polecam!

poniedziałek, 17 maja 2021

Glatz. Tomasz Duszyński

TYTUŁGlatz
AUTORTomasz Duszyński
WYDAWNICTWO: SQN
GATUNEK: kryminał retro
LICZBA STRON: 408
DATA PREMIERY: 24 kwietnia 2019
CYKL: Glatz. Tom 1


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Kocham retro kryminały. A na ten natknęłam się przypadkowo w sieci. I jak udało się to spotkanie?
Glatz to klasyczny kryminał retro, czyli małżeństwo kryminału z historią. Tutaj akurat akcja dzieje się w 1920 roku w Kłodzku, czyli przenosimy się z bohaterami do okresu międzywojennego.


Zastanowiłam się jakie cechy musi spełniać kryminał, aby móc być określony jako retro.
Znalazłam taką definicję:

"Przepis na kryminał retro pozornie jest prosty: czas – przeszłość mniej lub bardziej odległa, najlepiej międzywojnie, miejsce – miasto (preferowane multikulturowe), bohater – wyrazisty, niepokorny, raczej á la Marlowe niż Poirot. I oczywiście interesująca zagadka, najlepiej mroczna, z większą lub mniejszą nutką dekadencji, podważająca mit o starych dobrych (czytaj: spokojnych) czasach albo, przeciwnie, budząca tęsknotę i zazdrość, że kiedyś, wszystko, łącznie ze zbrodnią, było lepsze "
Źródło: K. Wajda, Śladem retro zbrodni, http://www.dwutygodnik.com/artykuł/3820- -sladem-retrozbrodni.html.

I te wszystkie cechy posiada Glatz.
Mamy rok 1920. 
Glatz, miasto wielokulturowe.
Bohater, kapitan Wilhelm Klein, przybyły z Berlina rozwiązać zagadkę morderstw jest typem z tajemniczą przeszłością.
Jest i zagadka kryminalna. 

Czy to wystarczyło do tego, aby uznać ten retro kryminał za świetny?
Nie.
Były jeszcze inne aspekty tej książki, które zrobiły na mnie wrażenie i podniosły ogólną oceną.
Jednym z nich jest niesamowicie malowniczo oddany klimat miasta i jego mieszkańców. Takie drobne szczegóły, które dodają wspaniałego smaczku lekturze. W trakcie czytania miałam przed oczami dorożki sunące po ulicach miasta i słyszałam szelest sukien dam na spacerze.
Bardzo wyraźnie daje się też odczuć nastroje okresu międzywojnia. Sytuacja polityczno-gospodarcza budzi niepokój wśród mieszkańców Glatz. Postanowienia Traktatu Wersalskiego nie wszystkim przypadły do gustu. Ten nastrój dobrze oddają rozmowy i komentarze pomiędzy bohaterami. To napięcie udziela się także czytelnikowi.
Kolejny wątek to ciekawa zagadka kryminalna. Autor tak poprowadził akcje, że książkę było trudno odłożyć. Potrafił skupić uwagę i wzbudzić moje zainteresowanie do tego stopnia, że nawet jeśli nie czytałam, to zastanawiałam się jakie będzie rozwiązanie. A i tak nie udało mi się wytypować mordercy.
I do tego dużym plusem jest zakończenie.

Podsumowując: świetna lektura dla fanów kryminałów, dla których ważne jest tło historyczne.

Polecam.

I od razu biorę za drugą część: Glatz. Kraj Pana Boga.

PS. Jeśli ktoś się zastanawia dlaczego tak mało napisałam o samej treści książki, to odpowiadam, że trudno jest mi napisać coś o kryminale i nie zdradzić istotnych wątków fabuły. 

poniedziałek, 10 maja 2021

Inga i Mutek. Marian Piegza

 

TYTUŁInga i Mutek
AUTOR: Marian Piegza
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: literatura obyczajowa
STRON240
DATA PREMIERY16 marca 2020



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Autor zachwycił mnie poprzednią książką Odnaleziony portret. Było to rok temu. Kiedy ukazała się kolejna książka Piegzy wcale się nie wahałam. I dobrze zrobiłam. 

Zarys fabuły wydaje się prosty. Ale tylko wydaje się, zapewniam. Inga Sobik ma siedemnaście lat, kiedy wybucha druga wojna światowa. Jako córka powstańca zostaje zesłana na roboty do Niemiec. Trafia do gospodarstwa wiejskiego i tam udaje jej się przetrwać wojnę. Po powrocie do domu okazuje się, że jest w ciąży. Ona mieszka teraz w Polsce, a ojciec dziecka pozostał w Niemczech. Rodzi się Waldek, zwany Mutkiem. I wraz z przerzucanymi kartkami poznajemy trudny i uroki życia w Polsce w okresie powojennym. 

Co mnie w tej powieści ujęło?
Przygotowanie autora do tematu. I znajomość historii, tej lokalnej, jak i powszechnej.
Pan Marian jest popularyzatorem historii Śląska i to czuć w tej historii. Mamy bardzo dobrze oddany klimat powojenny z jego deficytami na półkach sklepowych, wpływ polityki na przeciętnego obywatela i świetnie realia dnia codziennego. Bardzo dobrze oddane nastroje społeczne, skrupulatnie pokazaną zmieniającą się topografię Świętochłowic i różnorodność kulturową Śląska. A to wszystko podane w taki sposób, że miałam ochotę rzucić wszystko i jechać do Świętochłowic. Brawa!
Ciekawa kreacja postaci. O ile Inga wzbudziła mój szacunek i podziw swoją zaradnością, pracowitością i rosnącą z czasem mądrością życiową, to Mutek szarpał mi nerwy jak rzadko który bohater książkowy. Nie chcę tu pisać za dużo, aby nie zdradzać istotnych wątków fabuły, ale nie polubiłam tego faceta. Niezrozumiałe były dla mnie jego wybory i decyzje życiowe, stosunek do kobiet i podejście do życia. Ponieważ nie lubię wątków romansowych w książkach, to i tu znalazłam fragmenty, które mogłyby dla mnie być pominięte. A to akurat zależy od wrażliwości czytelnika.

Podsumowując: ciekawa i dająca do myślenia historia śląskiej rodziny na tle zmieniających się warunków politycznych i gospodarczych. Z pięknie odmalowanym tłem historycznym. 

Polecam.

czwartek, 6 maja 2021

Portfolio ocalonych artystów. Julie Orringer

 

TYTUŁ: Portfolio ocalonych artystów
                                                      AUTOR: Julie Orringer
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Czarna Owca
GATUNEK: literatura piękna
STRON: 696
DATA PREMIERY: 15 kwietnia 2020



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Pierwsze spotkanie z autorką miałam w 2015 roku. Trafiłam na nią przypadkiem i odłożyłam. Zniechęciła mnie liczba stron, ponad 750. Wszyscy moi znajomi wiedzą, że nie lubię tzw. cegieł, czyli książek powyżej 400 stron. Ale do niej wróciłam. I przepadłam. Powieść ta nosi tytuł Niewidzialny most i ja także stałam się niewidzialna dla swojej rodziny, kiedy zaczęłam czytać.

I kiedy zobaczyłam zapowiedź kolejnej książki tej autorki, to wiedziałam, że muszę przeczytać. I co? Zaczęłam i odłożyłam. Coś nie zaiskrzyło. Czułam się zawiedziona. Aż do momentu, kiedy zaczęłam czytać książkę Mario Escobara Bibliotekarka z Saint-Malo. Obie powieści poruszają podobną tematykę. Wojna i sztuka. Wojna i miłość. Tak bardzo różne lektury, a tak bardzo podobne. I za drugim podejściem dałam się jej uwieść. I zapomniałam o pandemicznej rzeczywistości na kilka wieczorów. A piszę o tym dlatego, że początek książek może wydawać się mało wciągający. Trzeba dać im koniecznie szansę.

W książce tej można wyróżnić dwa wątki.

Jeden z nich to próba ratowania ludzi w wielkim talentem: muzyków, malarzy, rzeźbiarzy, pisarzy itp.
Powieść ta inspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami. Amerykański dziennikarz Varian Fry przybywa w 1940 roku do Marsylii. Ma przy sobie listę najważniejszych, zdaniem Amerykanów, artystów, których należy uratować z Europy ogarniętej wojną. Przyjeżdża na kilka tygodni, a spędza we Francji 13 miesięcy. Pod przykrywką akcji humanitarnej wraz ze swoim zespołem organizuje dokumentów dla uchodźców, pieniądze, ucieczkę i rozwiązuje mnóstwo pojawiających się po drodze problemów. Ten wątek zdecydowanie bardziej przypadł mi do gustu. Autorka świetnie poradziła sobie z tym tematem. Interesująco przedstawiła wojenną rzeczywistość, nastroje panujące wśród ludności, dylematy i problemy ludzi sztuki, organizację wyjazdów artystów, problemy finansowe całej tej operacji oraz problematykę i politykę amerykańsko-francuską. Jestem usatysfakcjonowana. 

Drugi wątek to problemy samego Variana. W USA zostawił żonę, z którą regularnie koresponduje. Jednocześnie w Marsylii ma romans ze swoim przyjacielem z lat młodości. Jego dylematy i rozterki, a także niektóre sceny mogą nie wszystkim czytelnikom przypaść do gustu. Ten nieheteronormatywny dziennikarz nie wzbudził mojej sympatii. Ale nie musiał. Robił coś, czego nie da się przecenić. Uratował ponad 2 tysiące ludzi. 

Autorka po raz kolejny udowodniła, że ma niebywały talent do snucia opowieści. Opisy Marsylii, dyskusje ludzi sztuki, realistycznie przedstawienie wojennych okoliczności i nawet ta spora dawka polityki (której nie lubię), a do tego piękny i plastyczny język nie pozwoliły mi oderwać się od tej książki. A nawet kiedy nie czytałam, to o niej myślałam. A to bardzo lubię.
Autorka, w moim odczuciu, chciała skłonić czytelnika do zastanowienia się nad kilkoma problemami. Jeden nawet roztrząsają bohaterowie książki: dlaczego warto ratować artystów, a innych ludzi nie? Pada mnóstwo pytań, na które czytelnik musi odpowiedzieć sobie sam.

Jednym słowem: polecam!

P.S. Varian Fry pośmiertnie został uhonorowany za swoją działalność medalem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata.