niedziela, 28 października 2018

Pokuta. Max Czornyj.

   TYTUŁ: Pokuta
AUTOR: Max Czornyj
WYDAWNICTWO: Filia
GATUNEK: thriller
STRON: 448
DATA PREMIERY: 17 października 2018



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Kiedy listopad deszczem naciąga
Wtedy ja debiutu Czornyja wyglądam
Poprzednie „Grzech” i „Ofiara”
Wciągnęły mnie niczym mara
„Pokuta” wabi mnie, nęci i woła
I niepewnością z lubością przywoła
Niedziela swą leniwością zachęca
Weź Czornyja- me zmysły zanęca
Oddaje Maxowi niedzielę
Mając rozrywki nadzieję
A co dostaję? Co spotyka fankę?
Rozwleczoną po ścianach tkankę
Ręka, noga, mózg na ścianie
I za chwilę ominie mnie śniadanie
Obrzydliwości opisy „przecudowne”
Flaki i rany opisane "niestosowne"
I do tego problemy śledczych domowe
Wszystko ciekawe i wybuchowo atomowe
I to koniec niestety plusów
Bo dopatrzyłam się wiele minusów
Pytam się gdzie to napięcie?
Do zawału prawie dobrnięcie…
Czytałam, czytałam i czekałam
I na nerwach swoich brzdąkałam
Aż coś się emocjonującego wydarzy
I mój humor radosny się zwarzy
Ale przerzucając kartek wiele
Nie miałam palpitacji w niedzielę
Wszystko się ciągło jak opisywane flaki
I było ciekawe jak śpiące niemowlaki
Autor spisał się dobrze, ale nie wspaniale
Wybaczam mu wiele, opisy są śmiałe
Jako fanka mam wymagania duże
I nie chce widzieć autora w chórze
Chórze obok Remka eM, Katarzyny Pe.
Autorze! Ja Cię proszę! Nie mów mi nie!
Chcę czytać Twoje thrillery!
Ale bez nowoczesnej maniery!
Chcę czuć palpitacje serca mego
I pozostawić rodzinę bez posiłku dobrego
Chcę moją wyobraźnię rozbudzić
I nie móc na Ciebie już marudzić
Mam tylko cichą i słodką nadzieję
Że ja, fanka, kiedyś oniemieję
W zachwyt popadnę i rzucę wszystko
I zostanę literacką aktywistką
Czekam na Twoją kolejną premierę
I gęstą od krwi atmosferę.
Mam nadzieję, że wybaczysz mi grafomaństwo
I moje literackie chuligaństwo
To ja pisałam, fanka niezmiennie Twoja
Czytam, aby nie ogarnęła mnie paranoja
Że Max Czornyj coś napisał
A mnie się humor wykołysał
Wyglądam kolejnej książkowej premiery
a może doczekam się noblowskiej tyraliery?
Maxymiian! Czy Ty mnie słyszysz?
I prawie w zawale towarzyszysz?
Pisz, bo ja czekam stale
Na Twoje obrzydliwe detale.

piątek, 26 października 2018

Życie po duńsku. Rok w najszczęśliwszym kraju na świecie. Helen Russell

   TYTUŁ: Życie po duńsku. 
Rok w najszczęśliwszym kraju na świecie
AUTOR: Helen Russell
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
GATUNEK: literatura faktu/reportaż
STRON: 304
Data premiery: 15 marca 2017



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Po książkę sięgnęłam po przeczytaniu, że Dania zabiera swoim mieszkańcom 50% wynagrodzenia. I jak tu być szczęśliwym? Mnie to nie dawało spokoju. I dlatego kupiłam tę książkę. Bo w bibliotece było kilkanaście osób w kolejce. Bo ciekawość nie dawała mi spokoju. Bo o Danii mało wiem.

Helen Russell to brytyjska dziennikarka, która wraz z mężem przenosi się do Danii. Mąż zaczyna pracę w Lego. Autorka nie jest tym pomysłem zachwycona. Swoje rozterki obszernie opisuje we wstępie.  

Rozdziały podzielone są na miesiące. W każdym z nich porusza inny temat. 
Obserwuje, zastanawia się, pyta, komentuje.
Spotyka się z dziennikarzami, kulturoznawcami, pracownikami różnych instytucji, ale też pyta przeciętnego Duńczyka.
Nie boi się żadnej tematyki, nie osądza, czasami zabawnie komentuje. Często nie może wyjść ze zdziwienia. Porównuje Danię z Wielką Brytanią. Głośny Londyn z cichą wsią. Zachwyca się ciszą i słodkimi bułeczkami. Ale też tęskni za rodziną i przyjaciółmi.

Nigdy nie byłam w Danii. Nie planuję wyjazdu. Ale niezmiennie zastanawiało mnie jak wygląda życie w najszczęśliwszym kraju na świecie. Książka ta zaspokoiła moją ciekawość:
Dowiedziałam się, że można pracować mniej i nie brać udziału w wyścigu szczurów.
Że można szukać równowagi pomiędzy życiem rodzinnym i zawodowym.
Że można pięknie mieszkać i cieszyć się swoim otoczeniem.
Że można być dumnym ze swego kraju i chętnie angażować się  w różne uroczystości.
Nie spieszyć się, nie zazdrościć, nie kłamać.
Kochać, lubić, ufać.

Ale jeśli myślicie, że Dania nie ma problemów, to się szczerze mylicie. Jak każdy kraj ma swoje kłopoty i bolączki. Mały przyrost naturalny, problemy z wszelakimi używkami i bardzo dużą sprzedaż antydepresantów. I jeszcze wiele innych.

Oprócz przyglądaniu się Danii z Russell poznajemy też jej osobiste zmartwienia i radości. 
Zmagania z językiem, osamotnienie, zmiany w życiu zawodowym, ale też niespodziewane odnalezienie przyjemności w obcowaniu z naturą, spokój i relaks we własnym domu.


Mnie najbardziej odpowiadał sposób opowiadania. Trochę żartobliwy, trochę ironiczny, ale z inteligentną refleksją i zaskakującymi wnioskami.
Momentami parskałam śmiechem, ale były momenty, że zatrzymywałam się na dużej.

Dostałam dużą dawkę informacji: dat, liczb, definicji. Wszystko podane w sposób ciekawy i z humorem. Najbardziej zaskoczyło mnie to, ze w kraju Andersena mieszka tylko niecałe 6 milionów mieszkańców. Co w porównaniu z Londynem, w którym mieszka ponad 8 milionów ludzi, wypada co najmniej blado.

Bardzo polecam tę książkę.
Wspaniała rozrywka.

PS. "Tło" do zdjęcia pożyczyłam od syna, największego wielbiciela kloców Lego, jakiego znam.

poniedziałek, 22 października 2018

Ale mnie strzeż od wszelkiego złego. Izabela Bucka {RECENZJA PRZEDPREMIEROWA}

TYTUŁ: Ale mnie strzeż od wszelkiego złego
AUTOR: Izabela Bucka
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: literatura obyczajowa
STRON: 368
Data premiery: 25 października 2018 


Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae Res



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek





Postaram się dziś Cię zachęcić do przeczytania interesującej książki. Książki niezwykłej z kilku powodów.

To jest debiut. A ja chętnie daję szansę początkującym pisarzom.

Książka ta zdobyła pierwsze miejsce w VII edycji konkursu "Literacki Debiut Roku" organizowanym przez Wydawnictwo Novae Res. Konkurs ten prowadzony jest pod honorowym patronatem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Tematyka poruszona przez autorkę należy do bardzo ciekawych, a mam wrażenie, że  trochę przemilczanych przez pisarzy i historyków. Mowa tu o akcji T4, programu realizowanego w III Rzeszy w latach 1939-1945 polegającej na "eliminacji życia niewartego życia". Z tym tematem spotkałam się np. w  książce Steve Sam-Sandberg "Wybrańcy".

I nie będę ukrywać, że i okładka zwróciła moją uwagę. Dla mnie szata graficzna ma znaczenie.

W zasobach internetu nie znalazłam wiele o samej autorce. To raczej niespotykane. Nie ma strony autorskiej, nie istnieje w mediach społecznościowych. Na okładce książki znalazłam tylko, że Pani Izabela jest nauczycielką, ukończyła polonistykę i kulturoznawstwo na UŁ. Mieszka i pracuje w Łodzi. Czas na zmiany, chyba, Pani Autorko? 

Samej fabuły nie będę przedstawiać. Napiszę tylko, że akcja ma miejsce na przełomie 1939 i 1940 roku w szpitalu psychiatrycznym w miejscowości Płonna. Pomimo izolacji chorych od świata zewnętrznego, to właśnie ten świat, opętany wojną, wtargnie i spowoduje trzęsienie ziemi wśród chorych. Wszystko się zmieni...

Choć temat nie należy do łatwych, to Pani Izabela poradziła sobie z nim doskonale. I od razu, podkreślę to z całą mocą, nie jest książka historyczna. Nie mamy tu wykładu o samej akcji T4, ani innych informacji historycznych. Moim zdaniem, autorka przyjęła, że po jej książkę sięgną czytelnicy, którzy posiadają już wiedzę w tym temacie. Jeśli, więc, szukacie danych o programie T4, to tutaj ich nie znajdziecie. ALE... jest duże ale....
Bucka skupiła się na czymś innym. I moim zdaniem, podkreślam moim, autorka zwróciła się ku emocjom. Ale nie tylko pacjentów, ale i innych mieszkańców okolic i pracowników szpitala. Strach, niepokój, niewiedza, zaskoczenie i działania, których nikt nie rozumie, przeprowadzane przez Niemców stają na pierwszym planie tej powieści. Tak, to emocje: trudne, niezrozumiałe i bolesne. Bo wystarczy jeden znak w papierach pacjenta i wyjeżdża on ciężarówką w nieznane. Nieznane tylko do czasu...

Autorce udało się przedstawić tak ten temat, że momentami musiałam robić sobie przerwy w czytaniu. Mnóstwo pytań nie dawało mi spokoju. Akcja powieści toczy się niespiesznie, poznajemy pacjentów, ich życie w szpitalu, personel z różnym podejściem do chorych, okolice szpitala. Mając na względzie stan medycyny w latach 40 XX wieku, to i tak zastanawiałam się jak łatwo umieścić człowieka w takim miejscu jak szpital psychiatryczny. Jak łatwo usunąć go ze swojego życia. A, wraz z przerzucanymi kartkami, dochodziłam do wniosku: jak łatwo dokonać "eliminacji życia niewartego życia". Świetnie to oddaje autorka w swojej książce:

"Eutanazja...niepełnowartościowych istnień  (...). Nie wyleczy się ich. Nie ma na to pieniędzy, możliwości. I nie ma sensu. Lepiej uwolnić od nich zdrowe społeczeństwo. Uwolnić ich samych. Od cierpienia i bezmyślnej egzystencji. To akt łaski. (...) Zresztą szkoda na nich pieniędzy. I... trudu (...). To niepotrzebne pasożyty, do niczego nieprzydatne".

Jest jeszcze coś, na co ja zwróciłam uwagę. Izabela Bucka to kobieta o niezwykłej wrażliwości. Do takich wniosków doszłam po zakończeniu tej lektury. Pewne sytuacje czy opisywane zdarzenia przedstawiła tak, że moje myśli pędziły jak szalone. Bohaterowie wykreowani są tak, że trudno jednoznacznie ich ocenić. Ocenić trudno, ale myśli typu: "co ja bym zrobiła na jej/jego miejscu?", to wracały jak bumerang. Świetnie oddana jest atmosfera samego szpitala, ale też napięcie związane z  zachowaniem Niemców. Niepokój pacjentów i strach personelu. I ten klimat uwiódł mnie, chyba, najbardziej, obok samej tematyki, oczywiście. 

I jeśli do tego dołożymy jeszcze piękny język jakim posługuje się autorka... Powoduje on, że oczami wyobraźni widziałam opisywane zdarzenia i przeżywałam przedstawiane emocje. Momentami bardzo plastyczny i barwny, uwalniający u czytelnika cale pokłady empatii. I niecenzuralne słowa...

I do tego zakończenie. Eh, przeczytajcie sami.

Polecam szczerze.

niedziela, 21 października 2018

Randka. Louise Jensen

TYTUŁ: Randka
AUTOR: Louise Jensen
WYDAWNICTWO: Burda Publishing Polska
GATUNEK: thriller
STRON: 368
Data premiery: 17 października 2018



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



To moje trzecie spotkanie z autorką i kolejne udane.
Za mną już "Prezent" i "Surogatka". "Siostra" czeka już na czytniku.
I wraz z tą książką Jensen dołącza do moich ulubionych autorów.
Choć z jej książkami mam problem: trudno napisać cokolwiek o fabule, by nie zdradzić istotnych faktów. I nie zepsuć frajdy potencjalnemu czytelnikowi.

Z tego powodu napiszę dziś w żołnierskim skrócie.

Napięcie zbudowane idealnie. I ciekawość rozbudzona do czerwoności.

Tajemnice rodzinne, które kładą się cieniem na przyszłość. Odkrywane przez autorką po maleńkim kawałku powodują gonitwę myśli.

Autorka zwróciła moją uwagę na dwie choroby:  prozopagnozję - niezdolność do rozpoznawania rysów twarzy.  I stwardnienie zanikowe boczne - chorobę nieuleczalną. Informacje zostały podane w takiej ilości i w taki sposób, że moja wyobraźnia szalała. 

Zaskakujące zwroty akcji, które powodowały u mnie przyspieszone bicie serca.

Niepokojący i tajemniczy klimat, który tylko napędzał myśli.

Książka mnie zostawiła z mnóstwem pytań.  I żadnych odpowiedzi. I wciąż o niej myślę. A to bardzo lubię.

Zakończenie, którego się nie spodziewałam. Choć podejrzanych osób miałam kilka.

I to wszystko, co wyżej napisałam, zmierza do jednego : POLECAM!


sobota, 13 października 2018

Kura i zaklinacz deszczu. Anna Janyska

TYTUŁ: Kura i zaklinacz deszczu
AUTOR: Anna Janyska
WYDAWNICTWO: Muza
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 288
Data premiery: 12 kwietnia 2017 



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek





Po tę książkę sięgnęłam z kilku powodów.
Polska autorka, której twórczości nie znam.
Tajemnicza okładka, tak samo jak tytuł.
Kilka bardzo pozytywnych opinii.
I teraz "polecę prywatą... Na mnie w szkole wołali Kura ;)

Zacznę od tego, że cały czas podczas czytania krążyła w mojej głowie myśl: dlaczego TAKIE książki przechodzą bez echa? Dlaczego o nich się nie mówi i pisze? 

O samej treści nie chcę za dużo pisać, bo bym mogła za dużo zdradzić i popsuć potencjalnemu czytelnikowi frajdę z czytania.

Napiszę tylko, że akcja dzieje się na dwóch płaszczyznach. 

Poznajemy Lubę, dziewczynkę, a później kobietę, której życie nie rozpieszczało. Delikatnie mówiąc. Wychowywana jest przez babkę i matkę, które nie rozczulają się nad dzieckiem. Potem spotyka w swoim życiu mężczyzn, którzy nie okazują się być tymi, za których brała ich Luba. Nasza bohaterka doświadcza takich momentów w swoim życiu,  o których nie jedna kobieta boi się nawet pomyśleć. Mnóstwo negatywnych myśli i doznań.

Drugi wątek jest bardziej tajemniczy. Poznajemy mężczyznę, który jest trochę dziwaczny/inny/odstający od normalności. Opowiada o swoim życiu, ale jednocześnie nie do końca wiemy co doprowadziło go do tego miejsca, w którym teraz jest. Zadaje mnóstwo pytań i nie udziela na nie odpowiedzi. Pozostawia z nimi czytelnika. Pyta o ciało, duszę, płeć, miłość i wiele innych. Wraz z przeczytanymi kartkami powoli dowiadujemy się co się wydarzyło. Narracja jest niespieszna, co mnie, niecierpliwca, doprowadzało do szału. I w ten sposób przeczytałam książkę w  dwa wieczory.

Aż w pewnym momencie dochodzi do spotkania obu płaszczyzn...

Książka ta urzekła na wiele sposobów.

Naprzemienna narracja. Autorka tak przeplatała historie obojga bohaterów, że z dużym zaciekawieniem czytałam i trudno było mi odłożyć tę książkę.

Niedopowiedzenie. To duży plus. Niby poznajemy Lubę i tajemniczego Zaklinacza, ale i tak, prawie do końca, nie wiemy o nich za wiele. Tajemnice odkrywamy stopniowo.

Mnóstwo pytań. Ja akurat lubię, kiedy autor zmusza mnie do zastanawiania się nad tematami, na które w pędzie dnia codziennego nie mam czasu. Polecam zwrócić uwagę na nie w trakcie czytania.

Dużym atutem tej opowieści są mądrości i przesądy ludowe. Możemy je spotkać w wiejskim okresie życia Luby. Ciekawie się o nich czytało. 

W moim odczuciu autorka skupiła się na przeżyciach bohaterów. Czy TRAUMĘ można oswoić i z nią żyć? Zło, ból, strach, oziębłość uczuciowa, niepewność, tęsknota, rozpacz, smutek, złość, bezsilność... Cała gama wrażeń podczas czytania zapewniona. I niekoniecznie radosnych.

Zakończenie, które zaskakuje i daje do myślenia. Kolejny plus tej powieści.

Jestem zachwycona książką i zaskoczona brakiem szumu medialnego wokół niej. Bo warta jest tego, by o niej mówić i polecać.

Ja mocno polecam.

poniedziałek, 8 października 2018

Lalkarz z Krakowa. R.M. Romero.

TYTUŁ: Lalkarz z Krakowa
AUTOR: R.M. Romero
WYDAWNICTWO: Galeria Książki
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 290 
Data premiery: 3 października 2018



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek






"Lalkarz z Krakowa" to książka niezwykła z wielu powodów.
Spróbuję przekonać Cię do jej przeczytania.

Opowieść ta jest połączeniem rzeczywistości drugiej wojny światowej z realizmem magicznym. I cały czas, podczas czytania, zastanawiałam się czy jest to dobry duet. Po zakończeniu czytania: już wiem. Ale potrzebowałam kilku dni, aby ją "przepracować" w sobie. Jak dla mnie jest to duży plus, kiedy po lekturze ona cały czas "siedzi" w czytelniku.

Jeśli Pani Romero zaczyna karierę pisarską od TAKIEGO  debiutu, to ja już zaczynam wyglądać Jej kolejnej książki. Nie było łatwo odnaleźć informacje o autorce. Znalazłam tylko na stornie www.rmromero.com kilka słów:
"RM Romero jest żydowskim pisarzem kubańsko-amerykańskim. (...) obecnie mieszka w Miami Beach (...). Gdy nie pisze, RM Romero zajmuje się czytaniem bajek, (...) i studiowaniem języka polskiego."
I to wiele wyjaśnia. 

Muszę się do czegoś przyznać... Nie od razu dałam się porwać książce. Nie umiałam się wczuć w klimat i nastój. Ożywiona lalka, Karolina, niesamowicie kojarzyła mi się z Pinokiem. A lalkarz z Krakowa z lalkarzem Dżepetto. I ta błądząca myśl: ale to już było... Zalecam cierpliwość podczas czytania.

Zarys fabuły wygląda tak: Lalka Karolina ożywa w sklepie z zabawkami pewnego lalkarza w Krakowie.  Zaprzyjaźniają się. I w tym momencie nie ma tu nic nadzwyczajnego. No powiedzmy. 
Ale, jeśli dopiszę, że jest rok 1939 i Kraków zajmują Niemcy, to coś zmieni? 
Pod wpływem kilku wydarzeń, Lalkarz z Karoliną postanawiają pomóc dzieciom z krakowskiego getta. Jak? A to już musisz doczytać sam, mój czytelniku.

Mnie, chyba, najbardziej ujęło to, jak autorka przedstawiła swoich bohaterów i zastaną rzeczywistość. Nie było moralizowania, osądzania i epatowania wszelaką "poprawnością". Lalkarz był niepełnosprawnym weteranem Wielkiej Wojny, człowiekiem złamanym przez los, samotnym mężczyzną, który wytwarzał i sprzedawał zabawki. Czyli facet był ok, tak? Ale kiedy podpisuje Volkslistę i jego klientami zostają Niemcy, to co, już jest zły? Pani Autorka pozostawia to ocenie czytelników.

I jeszcze jedno skojarzenie... Tak jak Karolina przypominała mi Pinokia, tak Lalkarz przypominał mi pewną kobietę, która  ratowała dzieci z getta. Tak, mam na myśli Irenę Sendlerową. Choć inne miasta i inne getta, to ta sama odwaga i spryt. Choć los każdego z nich potoczył się zupełnie inaczej. Niestety.

Ponieważ powieść ta skierowana jest do nastoletniego czytelnika, to dużym atutem jest też tutaj to, że nie ma epatowania okropnościami wojny. Są podkreślone emocje takie jak strach i niepewność jutra, bieda, głód i choroby w getcie, sytuacja osieroconych wojennych dzieci. Są też nakreślone różne postawy ludzi wobec realiów wojennych. Czy nam je osądzać? Jestem zdania, że nie, tak jak autorka. Przynajmniej ja to tak odebrałam. 

A zakończenie? Ja się na takie nie godzę! 

Akcja toczy się tutaj na dwóch płaszczyznach: wspomnienia Karoliny z Krainy Lalek i okupowany Kraków. Karolina przedstawia nam sytuację, kiedy jej kraj napadają szczury. I to, co robią w Krainie Lalek jest odzwierciedleniem tego... a nie. To już pozostawiam własnej interpretacji. Myślę, że każdy dorosły czytelnik powiąże fakty.

Na końcu książki autorka wyjaśnia co spowodowało, że pisała akurat o tej tematyce. To ważne.

I istotne jest też przesłanie:

"Zawsze ma się wybór".

"Bądźmy dobrzy dla innych.
Bądźmy odważni.
Nie pozwólmy, by coś takiego znów się kiedyś wydarzyło"

I z tym przesłaniem Cię zostawiam.

Polecam.

sobota, 6 października 2018

Dobra-noc. Sabina Waszut

TYTUŁ: Dobra-noc
AUTOR: Sabina Waszut
WYDAWNICTWO: Muza SA
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 320
Data premiery: 3 października 2018

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek





Od kilku lat obserwuję powrót w literaturze do tematyki wiejskiej. Niekoniecznie radosnej i wychwalającej życie poza miastem. Raczej nostalgicznej i skłaniającej do myślenia. Kilka książek z tej tematyki już za mną: "Rdza" i "Dygot" Jakuba Małeckiego, "Guguły" Wioletty Grzegorzewskiej, "Skoruń" Macieja Płazy czy "Sońka" Ignacego Karpowicza. Wiele jeszcze przede mną: Wiesław Myśliwski, Olga Tokarczuk, czy "Konopielka" Edwarda Redlińskiego.  

To jest moje pierwsze spotkanie z autorką. I od razu bardzo udane. Miałam tylko przeczytać kilkanaście stron, a już po kilku przepadłam. Od samego początku autorka zaskakuje i intryguje. Pochłonęłam tę książkę w jeden wieczór. To raczej często się nie zdarza...

Waszut opowiada nam historię Krysi, dziewczynki ze wsi Dobra. Siódmej córki państwa Pecynów. Jest rok 1934 roku, okolice Częstochowy. Jak wieść gminna niesie: siódma córka będzie zmorą. 
Dziewczynka dorasta w izolacji od mieszkańców i w poczuciu bycia tą złą i gorszą. Ale wszystko do czasu... Tak w skrócie przedstawia się fabuła.

Powieść ta porusza wiele tematów. O których, przynajmniej ja, czytałam z zaciekawieniem i nostalgią. 
Wierzenia i zabobony wiejskie jako źródło wykluczenia ze społeczności wsi.
A z drugiej strony silna wiara i obowiązkowe, coniedzielne, wizyty w kościele.
Tradycja jako święte prawo każdego i jednoczesny strach przed nowoczesnością.  Fotograf czy elektryfikacja wsi jak źródło obaw i leków.
Znachorki, babki, felczerzy i tylko oni: strażnicy zdrowia i życia na wsi. Szpital w mieście to miejsce z którego się nie wraca. 
Dysputa międzypokoleniowa. Młodzi, jak nasza bohaterka, nie chcą wracać do przeszłości. Chcą się bawić i poznawać świat.
Stosunki panujące na wsi. Jesteś inna, to jesteś gorsza. Inność powoduje bycie izolowanym od reszty społeczności.
Relacje rodzinne. Matka Krysi nie może pogodzić się z siódmą córką. Popada w chorobę. Ojciec kocha najmocniej. Niezrozumienie i osamotnienie Krysi obudziło we mnie złość.
Tajemnice z przeszłości odkryte niespodziewanie burzą spokój wśród mieszkańców.  Zmienia się pogląd na wiele spraw. Wojna i jej okropności wracają z podwójną siłą.

Autorce świetnie udało się oddać klimat wsi przedwojennej, jak i powojennej. Ciężka praca, opieka nad zwierzętami, życie zgodnie z naturą, pogodzenie z losem i jednocześnie strach przed nowoczesnością, kultywowanie tradycji z jednej strony, a wiara w zabobony z drugiej. 
I do tego wszystko opowiedziane pięknym językiem. Spokojnie, bez pośpiechu i bez  epatowania powagą.  Pani autorce udało się sprawnie wpleść w opowieść wiele mądrości życiowych, ciekawych informacji, zaskakujących wniosków i uroczych powiedzonek. 
Podczas czytania przed oczami stawała mi moja śp. Babcia. Znała wiele porzekadeł i mądrości ludowych i na każdą okazję miała jakieś przysłowie albo aforyzm.  Tak mi się tylko skojarzyło...

A zakończenie? Innego się spodziewałam.
A okładka? Świetna i przyciąga uwagę.
Wnioski po przeczytaniu? Minęło pół wieku od opisywanych zdarzeń, a życie, szczególnie  kobiet, zmieniło się diametralnie. Nie będę już narzekać... 

Polecam.
Ja nie mogłam się oderwać.
I ciągle o niej myślę.
I z pewnością sięgnę po kolejne książki autorki.

poniedziałek, 1 października 2018

Skazany na zło. Adrian Bednarek {RECENZJA PRZEDPREMIEROWA}

TYTUŁ: Skazany na zło
AUTOR: Adrian Bednarek
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: thriller
STRON: 328
Data premiery: 3 października 2018


Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae Res



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Dziś nie będzie obiektywnie. Piszę to ja, fanka autora.

Po tę książkę sięgnęłam pełna obaw. Po cyklu z Kubą Sobańskim ("Pamiętnik diabła", "Proces diabła", "Spowiedź diabła", "Wyrok diabła"), w której autor wysoko podniósł poprzeczkę, zastanawiałam się czym mnie jeszcze zaskoczy. Pisałam to już kiedyś, ale się powtórzę: Bednarek tak wykreował swojego bohatera, że ja go polubiłam. Psychopata przypadł mi do gustu! Jak to brzmi?!

W tej lekturze poznajemy Wiktora. Przeciętny facet przed trzydziestką, dom, żona, firma. Nic szczególnego. Gościu jakich wiele. Ale jest jednak ale...
Jedna decyzja zmienia wszystko...
Czy przed złem można uciec?
Czy z drogi do piekła można zawrócić?
Czy po tym co zrobisz, wbrew swoim zasadom, nadal jesteś tym samym człowiekiem?
Czy Reżyser potrafi skłonić do wszystkiego, nawet do niewyobrażalnie złego?

Nie zdradzę więcej z fabuły...

Adrian Bednarek po raz kolejny pokazał, że potrafi stworzyć bohatera niebanalnego. Pomimo swych czynów, znowu, polubiłam główną postać. Wiktor dokonuje wyborów takich, a nie innych. A czy ja bym też tak potrafiła? Czy uległabym oprawcy czy potrafiła sprzeciwić? Czy zdecydowałabym się na zło, aby ocalić bliskich?

To, co cenię w książkach tego autora to to, że potrafi wciągnąć mnie w swoją historię. Zapominam o całym świecie i poddaję się emocjom towarzyszącym fabule. Stworzony klimat osacza mnie niczym mgła. I jeśli do tego dołożymy niespodziewane zwroty akcji, niepokój, momentami, powodujący przyspieszone bicie serca, świetnie pokazany pokręcony umysł psychopaty i zaskakujące zakończenie, to mamy przepis na bardzo dobry thriller.
Cieszę się tylko, że autor dozował napięcie. Bo gdyby ono, chwilami, nie obniżało lotów, to ja zeszłabym na zawał. I jest to komplement. Chociaż... mieć martwą fankę, to... sama już nie wiem...

Do tego "słoja miodu" muszę dodać dwie "łyżki dziegciu".
Rozumiem rolę porównań, ale dla mnie było ich odrobinę za dużo. Momentami zastanawiałam się czy mają coś na celu. Nie znalazłam odpowiedzi.
Autorowi zdarzają się powtórzenia. Nieczęsto, ale ja jestem na nie wyczulona. W cyklu z Sobańskim nie dopatrzyłam się ich, więc traktuje to jak wypadek przy pracy.

Kuba i Wiktor. Dwaj bohaterowie, których polubiłam. I to mnie przeraża. No, bo jak można czuć sympatię do psychopatów?

Czekam co jeszcze wymyśli Autor.

A tymczasem...

Polecam "Skazanego na zło".