wtorek, 26 lutego 2019

Dzieci Hitlera. Jak żyć z piętnem ojca nazisty? Prawdziwe historie. Gerald Posner {RECENZJA PRZEDPREMIEROWA}

TYTUŁ: Dzieci Hitlera. Jak żyć z piętnem ojca nazisty?
AUTOR: Gerald Posner
WYDAWNICTWO: Znak Horyzont
GATUNEK: literatura faktu
STRON: 350 
DATA PREMIERY: 27 lutego 2019 

Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Wydawnictwu Znak Horyzont


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Tematyką Holocaustu interesuję się od ponad dwudziestu lat. Czytam zarówno wspomnienia świadków tamtych niewyobrażalnych czasów, jak i powieści osnute na kanwie doświadczeń ocalałych. Do tej pory najwięcej czasu poświęcałam wspomnieniom Ocaleńców. Potem przyszedł czas na drugie pokolenie, czyli dzieci osób, które przeżyły wojnę. Ale kiedy ukazały się książki, które przedstawiają życie potomków nazistów, to wtedy sobie zadałam pytanie: no właśnie: jak to jest żyć mając w rodzinie nazistę?

Na to pytanie szukał odpowiedzi amerykański dziennikarz, pisarz i prawnik, Gerald Posner. "Dzieci Hitlera" są drugą książką, która ukazała się w Polsce. Pierwszą była "Mengele. Polowanie na Anioła Śmierci", którą napisał razem z Johnem Warem. Została wydana w Polsce w 2012 roku.
Choć premiera tej książki w Polsce ma miejsce w 2019 roku, to nie jest to pozycja najnowsza. Pierwsze wydanie ukazało się w 1991 roku i było jednym z pierwszym podejmującym temat  potomków nazistów. Jednym z pierwszych, w których potomkowie ujawnili swoje nazwiska.

Warto poznać bohaterów tej niezwykłej książki:

Niklas i Norman Frankowie -  synowie Hansa Franka, "Rzeźnika Polski".
Wolf Hess - syn Rudolfa Hessa, jeden z najbliższych współpracowników Hitlera.
Klaus i Karl Junior Saurowie - synowie Karla Saura, ostatniego ministra obrony Trzeciej Rzeszy.
Cordula Schacht - córka prezesa Reichsbanku, Hjalmara Schachta.
Rolf Mengele - syn Josefa Mengele, zwanego Aniołem Śmierci.
Ursula Donitz - córka Krla Donitza, ostatniego naczelnego dowódcy Wermachtu i prezydenta Rzeszy.
Franz Ludwig Stauffenberg - syn Clausa Stauffenberga, oficera niemieckiego, który zorganizował zamach na Hitlera,
Ingeborg Mochar - córka Ernsta Mochara, członka NSDAP.
Edda Goring - córka dowódcy Luftwaffe, Hermanna Goringa.
Dagmar Drexel - córka Maxa Drexela, zbrodniarza wojennego.

Nie napiszę, z oczywistych powodów, o czym mówią potomkowie nazistów. 
Przedstawię tylko to na co ja zwróciłam uwagę.

Pierwsze, ale nie najważniejsze to jest jakość wydania. Twarda oprawa, dużo zdjęć, dobra szata graficzna.
Po drugie -  lubię cykl "Prawdziwe historie", bo uświadamiają mi, że najpiękniejsze i najgorsze scenariusze pisze życie. A wykonują je ludzie...
Po trzecie - spodobało mi się jak autor zaplanował rozdziały. W każdym najpierw poznajemy krótki życiorys nazisty, a potem czytamy komentarze dzieci. To co pamiętają i jak to pamiętają. Bo potomkowie byli w różnym wieku w czasie wojny i mają odmienne wspomnienia. 
Po czwarte - w każdym rozdziale poznajemy nie tylko życiorys wojenny, ale też życie powojenne. Jeśli takowe było, a nie zakończyło się wyrokiem śmierci.
Po piąte - mało w tej książce autora i jego komentarzy, co nie zawsze udaje się w tego typu lekturach. Odsunął się w cień i oddał głos dzieciom zbrodniarzy.
Po szóste - na mnie wrażenie zrobiło pokazanie nazistów poprzez pryzmat dzieci. Dla nich to byli ojcowie, których kochali, z którymi się bawili i spędzali czas. Choć, oczywiście, nie wszyscy.
Po siódme -  radzenie sobie bądź nie z piętnem nazisty pokazane jest w sposób ciekawy: od wyparcia się rodzica i publicznego potępienia aż do poświęcenia życia aby wyciągnąć ojca z więzienia. Albo podjęcia decyzji o nieposiadaniu dzieci, aby nie przekazywać "złych genów".
Po ósme - dopiero ta książka uzmysłowiła mi jak wyglądało życie potomków nazistów po wojnie. Wiele z tych dzieci było umieszczanych w sierocińcach bądź w domach dalszej rodziny, cierpiało biedę i było napiętnowane niechlubnym nazwiskiem. A przecież nie tak powinno wyglądać dzieciństwo...

Czy udało się autorowi znaleźć odpowiedź na pytanie w tytule?
Jak sobie radzą lub radzili, potomkowie nazistów?

Na te i inne pytania możesz odszukać odpowiedzi w książce.

Polecam.


piątek, 22 lutego 2019

Mój ojciec był nazistą. Część 2. Tatiana Freidensson

TYTUŁ: Mój ojciec był nazistą. Część 2
AUTOR: Tatiana Freidensson
WYDAWNICTWO: REA-SJ
GATUNEK: literatura współczesna/literatura faktu
STRON: 247
DATA PREMIERY: 17 MAJA 2108 




Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek





Ostatnio spotkałam się z nowym, dla mnie, terminem: "trauma drugiego pokolenia". Odnosi się ona do dzieci osób ocalałych z zawieruchy wojennej. Dzieci, które mają rodziców, ale nie mają dziadków,cioć ani dalszej rodziny. Wszystkich ich zabrała wojna. 
Po książce Tatiany dochodzę do, może śmiałego, wniosku, że to określenie pasuje także do dzieci i potomków nazistów. Oni, jak sami o tym mówią, przejęli winę w genach. Zachowania i reakcję na bycie potomkiem zbrodniarza wojennego są skrajnie różne: od wyparcia i unikania mediów aż do współpracy z neonazistami. To może przedstawię bohaterów tej książki:

Bettina Goring - stryjeczna wnuczka reichsmarszałka Hermanna Goringa. Ukryta przed światem na amerykańskiej ziemi. 

Richard von Schirach - syn Baldura von Schiracha, przywódcy Hitlerjugend i gauleitera Wiednia. Po wojnie wychowanek wielu domów dziecka. Sinolog, tłumacz z chińskiego.

Katrin Himmler - stryjeczna wnuczka Heinricha Himmlera, od 1943 roku Ministra Spraw Wewnętrznych.


Klaus Gerhard Saur - syn Karla-Otto Saura, wysokiego urzędnika ministerstwa gospodarki.

Potomkowie Alberta Speera, osobistego architekta Hitlera.

Autorka z dużym trudem odnajduje potomków nazistów i jeszcze większym wysiłkiem namawia ich do współpracy. Jak się okazuje, jej narodowość jest dla niektórych problemem. No, bo jak z Rosjanką rozmawiać o wojnie? 
Autorka stawia pytania i nie unika trudnych stwierdzeń. I nie daje się "spławić" pytającemu. Pyta wprost i docieka. Ale też komentuje zachowania czy wypowiedzi pytanych. Snuje przypuszczenia.
Nie jest obiektywna, jak sama pisze. Czasami odkrywa kulisy pracy dziennikarskiej, a czasami doprowadza rozmówców do intymnych wyznań.


Książka jest interesująca, ciekawie napisana i skłania o wielu refleksji. 

Jedna myśl nie daje mi spokoju: tak jak naziści wierzyli w genetykę i geny, tak i ich potomkowie w nie wierzą. Choć powody są zupełnie inne. Czy poczucie winy można otrzymać od przodków w genach? 
Wiele pytań zostało mi w głowie po lekturze tej książki, a pewnie jeszcze wiele pojawi się z czasem.

Polecam.

PS. To jest druga książka Tatiany Freidensson. O pierwszej części możesz poczytać na moim blogu.


niedziela, 17 lutego 2019

Morze krwi, ziemia ognia. Maciej Paterczyk

TYTUŁ: Morze krwi, ziemia ognia
AUTOR: Maciej Paterczyk
WYDAWNICTWOVideograf 
GATUNEK: kryminał retro
LICZBA STRON: 283
DATA PREMIERY: 30 stycznia 2019

Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Wydawnictwa Videograf 



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Lubię kryminały. Ale ostatnio coraz bardziej lubię kryminały retro. Czyli trochę kryminalnej zagadki i trochę historii.
Zastanowiłam się jakie cechy musi spełniać kryminał, aby móc być określony jako retro.
Znalazłam taką definicję:

"Przepis na kryminał retro pozornie jest prosty: czas – przeszłość mniej lub bardziej odległa, najlepiej międzywojnie, miejsce – miasto (preferowane multikulturowe), bohater – wyrazisty, niepokorny, raczej á la Marlowe niż Poirot. I oczywiście interesująca zagadka, najlepiej mroczna, z większą lub mniejszą nutką dekadencji, podważająca mit o starych dobrych (czytaj: spokojnych) czasach albo, przeciwnie, budząca tęsknotę i zazdrość, że kiedyś, wszystko, łącznie ze zbrodnią, było lepsze "
Źródło: K. Wajda, Śladem retro zbrodni, http://www.dwutygodnik.com/artykuł/3820- -sladem-retrozbrodni.html.

Te wymogi spełniają kryminały Krzysztofa Bochusa i Krzysztofa Koziołka. Bardzo mi przypadły do gustu. A teraz dołącza do nich Maciej Paterczyk.
Sięgając po tę książkę, nie wiedziałam nic o autorze. 
Z okładki "Morze krwi, ziemia ognia" dowiedziałam się, że nie jest to debiut autora. Pisarz, choć młody wiekiem, rocznik 1986, napisał już dwie powieści: "Ziemie niczyje" i "Na zgliszczach". Ukończył historię i dziennikarstwo na Uniwersytecie Szczecińskim. Ale od lat mieszka w Warszawie.

Czy ta powieść kryminalna, jak jest napisane na okładce, spełnia wymogi kryminału retro?

Czas: rok 1948. Czyli czas, którego autor nie może pamiętać. Czyli przeszłość.

Miejsce: Kamień Pomorski, czyli Ziemie Odzyskane. Miasto, gdzie mieszkają i Polacy, i Niemcy. 

Bohater: komendant milicji Stanisław Brzeziński, kiedyś: przedwojenny prawnik warszawski, obecnie stróż prawa na Ziemiach Odzyskanych. Niejednoznaczny, kontrowersyjny, podejrzewany o chorobę psychiczną z powodu rozmów z nieżyjącą matką, dbający o wygląd i umiejący logicznie myśleć.

Interesująca zagadka: Jest, i to jak najbardziej interesująca. Są trupy, jest SB, jest policja i śledztwo. Autor wyprowadził mnie "w pole", nie udało mi się odgadnąć zakończenia.

Zakończenie: jak najbardziej przypadło mi do gustu. Nie tego się spodziewałam, nie takie zakończenie typowałam. Autorowi udało się mnie zaskoczyć, a to bardzo lubię. 

Stanisław Brzeziński, obecnie komendant policji w Kamieniu Pomorskim, mężczyzna z tajemniczą przeszłością wojenną musi rozwiązać zagadkę zabójstw m.im milicjantów. Ma na karku zwierzchników i SB. I działa pod presją czasu. Czy uda mu się złapać mordercę?

Jestem bardzo zadowolona. Pierwsze spotkanie z autorem i od razu bardzo udane. Chętnie sięgnę po kolejne książki Paterczyka.

Co uznałam za plusy tej książki?

Klimat lat powojennych. Świetnie oddany. Okazuje się, że ogłoszenie końca wojny nie oznacza końca problemów. Nowe granice, nowe rządy i nowa rzeczywistość.

Zagadka kryminalna. Świetnie poprowadzona fabuła, jest niepewność i zakończenie, którego się nie spodziewałam.

Stanisław Brzeziński, obecnie komendant milicji. Polubiłam gościa, choć nie do końca jest idealny. Ma swoją przeszłość i swoje problemy. Ale umie logicznie myśleć i dosadnie komentuje rzeczywistość. A to lubię.

Mnie do gustu przypadły "rozmowy" komendanta z matką. Rodzicielką już nieżyjącą. Odznaczone kursywą słowa matki brzmiały jak wyrzut sumienia. I ja je tak odebrałam. Bardzo dobre studium wahań komendanta. Komendanta pełnego wątpliwości i pytań. Człowieka z krwi i kości.

Podsumowując:
Jest klimat lat czterdziestych XX wieku, jest interesująca zagadka, ciekawy bohater i zaskakujące zakończenie.

Polecam


Cymanowski Młyn. Magdalena Witkiewicz, Stefan Darda

TYTUŁ: Cymanowski Młyn
AUTOR: Magdalena Witkiewicz, Stefan Darda
WYDAWNICTWO: Filia
GATUNEK: literatura współczesna
LICZBA STRON: 340
DATA PREMIERY13 lutego 2019 roku


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Lubisz duety pisarskie?
Ja nie. 
"Bo do tanga trzeba dwojga", jak śpiewał pewien zespół. No właśnie, do tanga, ale czy do pisania?
Przeczytałam większość książek pani Magdaleny, z Panem Stefanem spotykam się po raz pierwszy.
I utwierdzam się w przekonaniu, że jednak duety pisarskie nie zawsze wychodzą, tak z resztą jak nie zawsze wychodzi tango...

Kiedy na okładce przeczytałam: "Mistrzowskie połączenie thrillera i powieści obyczajowej", to sobie pomyślałam, że to coś dla mnie. Lubię oba gatunki. Ale chyba za bardzo się "nakręciłam" na tę książkę, albo ... sama już nie wiem.

Małżeństwo Moniki i Macieja przeżywa kryzys. Postanawiają wyjechać z Warszawy na kaszubskie "zadupie", aby uzdrowić swoje małżeństwo. I tak w jednym zdaniu można streścić fabułę. 

Fabuła? Nie obudziła mojej ciekawości. 
Bohaterowie? Żaden nie wzbudził emocji.
Powieść obyczajowa? Trochę za mało tego "obyczaju". Chętnie bym poczytała o Kaszubach, ich historii i regionalnej kuchni.
Opisy terenów wokół Cymanowskiego Młynu. Lasy i bagna. To zdecydowanie przemówiło do mojej wyobraźni. Kiedy sobie wyobraziłam jak wciąga mnie takie bagno... brrr...
Thriller? W trakcie czytanie włos mi na głowie nie stawał, ani nie miałam stanu przedzawałowego. A tego oczekuje od thrillera. Nie zaiskrzyło.
Tajemnice z przeszłości? Za mało, za oględnie, za mało ciekawie.
Zakończenie? Jak dla mnie, to jest mało wiarygodne i trochę przekombinowane. Nie przekonało mnie.

Wnioski nasunęły mi się same. Albo to jest kiepskie połączenie autorskie albo ja przeczytałam zbyt wiele thrillerów, żeby we mnie wzbudzić strach, niepewność czy zaciekawienie. 

Pomimo tylu minusów znalazłam dwa plusy.
Pierwszy, to okładka. Świetna, oddaje klimat książki.
Drugi, to pewna prawda życiowa, która wypływa z kart tej  powieści. Nie możesz ruszyć ku przyszłości bez rozliczenia się z przeszłością. Jest to mądrość, którą potwierdza moje doświadczenie życiowe. Czy można stworzyć szczęśliwy związek będąc myślami w poprzednim? 

Polecam. Jednak.
Może to, po prostu, nie jest to książka dla mnie.

PS. Na moją wyobraźnię podziałały opisy bagna. Tak bardzo, że odszukałam je w okolicy i cyknęłam fotkę.

wtorek, 12 lutego 2019

Stracony list. Jillian Cantor

TYTUŁ: Stracony list
AUTOR: Jillian Cantor
WYDAWNICTWO: Marginesy
GATUNEK: literatura współczesna
LICZBA STRON: 325
DATA PREMIERY: 6 lutego 2019

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Są takie książki, po które sięgam częściej niż po inne. To historie rodzinne z tajemnicami w tle. Lubię kiedy akcja dzieje się w okresie dwudziestolecie międzywojennego lub w czasie drugiej wojny światowej. To moje ulubione połączenie. I kiedy na okładce zobaczyłam "Austria, 1938" i "Los Angeles, 1989", to wiedziałam już, że to książka dla mnie.

Akcja dzieje się dwutorowo. Opowieści przeplatają się, aby zakończyć się wspólnym finałem. Bardzo zgrabnie autorka to przeprowadziła. Wszystko układało się logicznie i nie miałam poczucia zagubienia czy skołowania. A że rozdział kończyła w najciekawszym momencie, to książkę trudno było odłożyć. I w ten sposób "za szybko" się skończyła. Nieodkładalna.

Fabuła  może, w streszczeniu, wydawać się do znudzenia oklepana, bo: on kochał ją, a ona była Żydówką, mieszkali w Austrii w 1938 roku. W wątku współczesnym: ona jest w trakcie rozwodu, poznaje intrygującego mężczyznę, choć on nie zwraca na nią uwagi, traci pracę, opiekuje się chorym ojcem i ogólnie to cała sytuacja życiowa Katie jest nie do pozazdroszczenia. Ale jest jedno ALE. Jak to się często zdarza: diabeł tkwi w szczegółach. W bardzo dobrze dopracowanych szczegółach.

Autorce udało się oddać nastroje jakie panowały w Austrii w 1938 roku i później. Zaniepokojenie mieszkańców, narastający strach o własne życie i losy kraju, anszlus i Noc Kryształowa w 1938 roku oraz dramaty rodzinne związane z akcją Kindertransport w wyniku której prawie 10 000 żydowskich dzieci opuściło swoje domy. Cantor bardzo sprawnie wplotła to w historię rodzinną i napisała w taki sposób, aby czytelnika zaciekawić, a nie zamęczyć faktami historycznymi. Zwróciłam uwagę na reakcję Austriaków wobec niepokojącej rzeczywistości. Nie chcieli Hitlera w swoim kraju, nie chcieli wojny i mieli dobrze zorganizowany ruch oporu. I pomagali swoim obywatelom żydowskiego pochodzenia. Oczywiście nie wszyscy.

Uczucie biednego, nieżydowskiego chłopca do bogatej Żydówki opisane w sposób nie trącący tanim romansem i nie budzące zażenowania. Ja, akurat, za wątkiem miłosnym w książkach nie przepadam, ale tutaj mnie czytało się dobrze. Trudne czasy i trudne wybory. Nie mnie oceniać.

Niesamowicie zaciekawiło mnie w tym opisywanym okresie proces tworzenia znaczków i cały temat filatelistyki. W czasach internetowej komunikacji międzyludzkiej sztuka pisania listów i zbierania znaczków odchodzi do lamusa. I tutaj znajdzie czytelnik te szczegóły, które tworzą klimat tej powieści. Czytałam z zaciekawieniem i polecam uwadze.  

W wątku, nazwijmy go amerykańskim, Katie zostaje zmuszona przez chorobę ojca umieścić go w domu opieki. Bo z chorobą Alzheimera nie ma żartów. Dostaje od swojego rodzica przebogatą kolekcje znaczków. I znajduje tam list z interesującym znaczkiem z czasów drugiej wojny światowej. Postanawia oddać go adresatowi. Dokąd zaprowadzą ją te poszukiwania? Przez wiele dziesięcioleci i kilka krajów. Przez wachlarz emocji i morze refleksji. 

Tutaj też autorka umieściła ważny moment historyczny jakim było zburzenie Muru Berlińskiego w listopadzie 1989 roku i podział Niemiec jaki się dokonał poprzez powstanie tego, teraz już, symbolu.

Moją uwagę zwrócił wątek choroby Alzheimera. Jak trudna jest to przypadłość, nie tylko dla chorego, ale i dla jego rodziny. Utrata pamięci i nierozpoznawanie bliskich, zaburzenia kontaktu z otaczającą rzeczywistością może przerażać. Opisywane sytuacje skłaniają do przemyśleń.

A zakończenie? Myślę, że wielu czytelników może się go domyśleć. Choć ja obstawiałam trochę inne. Ale to wcale nie zepsuło mi przyjemności czytania.

Czy ta książka ma jakieś minusy? 
Ja znalazłam jeden. W tej powieści bardzo duże znaczenie mają znaczki pocztowe. I, w moim odczuciu, to one powinny być na okładce. A nie jakaś waliza. 

Uważam tę książkę za jedną z lepszych na półce " historie rodzinne z tajemnicą i wojną w tle". Była i rodzina ze swoimi tajemnicami, była i dobrze oddana rzeczywistość wojenna, były wątki edukacyjne, była rozbudzona do maksimum ciekawość i interesujące zakończenie.
Czyli mieszanka doskonała.

Polecam.

czwartek, 7 lutego 2019

Wybuchowe związki. Małżeństwo z Pakistańczykiem. Sylwia Kaźmierczak-Ali. {RECENZJA PRZEDPREMIEROWA}

TYTUŁ: Wybuchowe związki. Małżeństwo z Pakistańczykiem.
AUTORSylwia Kaźmierczak-Ali
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: literatura współczesna
LICZBA STRON: 160
DATA PREMIERY: 8 lutego 2019

Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae Res

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Czy zastanawiałaś się kiedyś jak to jest mieć męża spoza europejskiego kręgu kulturowego? Z innego państwa albo kontynentu? I do tego jeszcze innego wyznania?
Ja czasami tak. Zwłaszcza jeśli spotykałam takie pary w przestrzeni miejskiej. Teraz już moje wątpliwości zostały w większości rozwiane przez autorce.

Sylwia Kaźmierczak-Ali to Polka, która poślubiła Pakistańczyka. Obecnie mieszkają w Norwegii. W tym związku pozostaje od 4 lat. I swoje doświadczenia z mężem nie-Polakiem opisała w tej niewielkiej książce. Choć ta lektura jest niedużych rozmiarów, to zapewniam Was, że porusza duże tematy.

Autorka opisuje codzienne życie z mężem. Jak sama mówi: "mariaż Wschodu  z Zachodem". I jaki wyłania się obraz z tych opowieści? Jak dla mnie: smutny. 
Bariery językowe, odmienna mentalność, wychowanie, religia. Codzienna walka z krzywdzącymi stereotypami, niewybredne komentarze, ciekawskie pytania. Oprócz bitew domowych na wszelakie tematy są jeszcze nieustające telefony od rodziny męża z Pakistanu ze wścibskim zainteresowaniem, najazdy bliższych i dalszych krewnych, nieposzanowanie cudzej własności oraz nieustanne próby manipulacji pakistańskiej rodziny.
Pani Sylwia nie patyczkuje się wcale. Pisze wprost co myśli. Pokazuje różnice i podobieństwa obu narodów: Polaków i Pakistańczyków. Na obu nie zostawia suchej nitki. Kieruje się własnym doświadczeniem i przeżyciami. Mnie bardziej od różnic ciekawiły podobieństwa. Nie napiszę o nich, niech każdy sam ich poszuka.
Różnic jest, niestety, dużo więcej. Wiele z nich znałam. Ale w wielu miejscach autorka mnie zaskoczyła. Że Pakistańczycy to leniwy naród, że wysyłają do Europy swoje dorosłe dzieci nie po to żeby je kształcić (bo ja tak do tej pory tak myślałam), ale po to żeby stanowiły źródło nieustającej gotówki. Że są gadułami, bardzo dbają o pozory (to akurat jedna z cech łączących ich z Polakami, w moim odczuciu), są wścibscy i nadmiernie przywiązani do rodzin. Jedna z rzeczy, której Polacy powinni nauczyć się od Pakistańczyków, to zawsze dobrze mówić o swoim kraju. O wszystkich tych  i innych problemach można przeczytać więcej w książce.

Intencją autorki, w moim odczuciu, było pokazanie życia z Tym Obcym. Jak trudno żyć w ojczystym kraju, gdzie słowo "tolerancja", to tylko pusty slogan. 
Miałam nadzieję, że to będzie słodko-gorzki koktajl o radościach i smutkach małżeństwa mieszanego. A co dostałam? Niestety,  przełknęłam gorzką pigułę. Bardzo mało było tych radości. Albo ja ich nie zauważyłam. Za to dużo o ciemnej stronie Pakistańczyków i ich kraju. Tak naprawdę, to czegoś innego się spodziewałam.

Ale jest jeden ogromy plus, który tak naprawdę przesłania moje osobiste odczucia. Jest nim walor edukacyjny. Każda kobieta, która chce wyjść za mąż za nie-Europejczyka powinna przeczytać tę książkę. I dziesięć razy zastanowić się. 
Podziwiam autorkę za życiową i literacką odwagę. Za cenne uwagi, dużą dozę refleksji i spora dawkę humoru. 
Książka zostanie u mnie na półce. Ku przestrodze, gdyż mam nastoletnią córkę i nie wiadomo z której części globu wystrzeli Amor.

Polecam.

środa, 6 lutego 2019

Metoda Krokodyla. Maurizio De Giovanni

TYTUŁ: Metoda Krokodyla
AUTORMaurizio De Giovanni
WYDAWNICTWO: Muza S.A
GATUNEK: kryminał
LICZBA STRON: 317
DATA PREMIERY: 30 stycznia 2019

Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Wydawnictwa Muza S.A.


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Kiedy wybierasz się na pierwszą randkę, to czujesz podekscytowanie? Ja zawsze. Szczególnie z nowym autorem, o którym nic nie wiem. Czyli dziś będzie wpis o pierwszej włoskiej randce w ciemno ;)


Maurizio De Giovanni to włoski pisarz, który w swoim kraju sprzedał ponad milion książek. Nieźle, nie? W 2012 roku  we Włoszech została wydana "Metoda Krokodyla", w której pojawia się inspektor Giuseppe Lojacono. Jest to pierwsza część serii pt. "Bękarty Pizzofalcone". Na podstawie tego cyklu włoska telewizja Rai 1 nakręciła serial.

Nie dość, że byłam podniecona pierwszym spotkaniem z autorem to jeszcze na okładce przeczytałam "Mroczne kryminały De Giovanniego spodobają się fanom Agathy Christie (...)". A ja uwielbiam Agatę Ch. I nie lubię takich "wabików" i porównań.

Akcja dzieje się w Neapolu. To tutaj został karnie przeniesiony z Sycylii inspektor Giuseppe Lojacono, który został oskarżony o współpracę z mafią. Jest wkurzony przeniesieniem, fałszywymi (według niego) oskarżeniami i rozłąką z córką, która po rozwodzie pozostała z matką. Został odsunięty od poważnych śledztw i spędza całe dnie w komisariacie za biurkiem nudząc się jak mops.
Nagle miasto obiega informacja o morderstwie młodego dilera. Za kilka dni ginie nastolatka z bogatego domu. Policja nie łączy tych zabójstw dopóki inspektor Lojacono nie zauważa pewnych dowodów, które łączą oba miejsca zbrodni. Co to za dowody? I czy inspektor, odsunięty przecież od prowadzenia dochodzeń, będzie mógł rozwikłać zagadkę śmierci nastolatków? I dlaczego media nazwały sprawcę "Krokodylem"? I czy decyzje pięknej prokurator Laury Piras będą słuszne?

Autor pisze prostymi i krótkimi zdaniami, czego nie należy mylić z prostackim stylem. Rozdziały są krótkie, kończące się w najciekawszym momencie. Czyli pisarz zastosował, podobnie jak to robi Chris Carter, zabieg literacki zwany cliffhanger. Co powoduje, że książkę ciężko odłożyć. Prawie przez cały czas czytania szeptałam pod nosem: " jeszcze tylko ten jeden rozdział", aż książka się skończyła. Przeczytałam ekspresowo. 

Pan Maurizio świetnie sportretował włoskie społeczeństwo. Zachowania, sposób myślenia, zależności i schematy działań. 
Bardzo dobrze wykreował bohaterów. Polubiłam ich, a najbardziej inspektora Giuseppe i prokurator Piras. On-zamknięty w sobie i małomówny, a jednocześnie inteligentny i znający się na swojej robocie facet. Ona-ostra babka, która nie da sobie w, przysłowiową, kaszę dmuchać, a jednocześnie odpowiednia osoba z wyczuciem do ludzi.

Akcja toczy się w zmiennym tempie. Raz przyspiesza, a raz zwalnia. I bardzo dobrze. Można chwilami odsapnąć. Ale za to zakończenie! Maksymalne zaskoczenie! Petarda! 
Chciałabym jeszcze napisać, że autor porusza jeden ważny temat społeczny, który dzieli ludzi i budzi wiele kontrowersji, ale nie mogę. Nie chcę zdradzać szczegółów i psuć frajdy z czytania. Po skończeniu lektury będzie wiadomo o jaką problematykę społeczną mi chodzi.

Podsumowując: bardzo dobry kryminał/thriller, z intrygującym  śledztwem, ciekawymi bohaterami i zaskakującym zakończeniem. I choć na kolana ta książka mnie nie rzuciła, to mam podobne odczucia względem niej jak po pierwszej randce: świetnie spędziłam czas, choć nie zaiskrzyło na całej linii, to i tak umówię się na kolejne spotkanie.

A co do porównań książki De Giovanniego do Agaty Ch? Oceńcie sami. 
Polecam.

niedziela, 3 lutego 2019

Cokolwiek wybierzesz. Jakub Szamałek

TYTUŁ: Cokolwiek wybierzesz
AUTOR: Jakub Szamałek
WYDAWNICTWO: W.A.B
GATUNEK: thriller
LICZBA STRON: 448
DATA PREMIERY: 16 stycznia 2019
CYKL: Ukryta sieć (tom 1)

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


To moje pierwsze spotkanie z autorem, choć to nie debiut autora.
Zanim przystąpiłam do czytania postanowiłam poszukać danych o autorze. Krótka notka na podstawie informacji znalezionych w sieci: "Absolwent Oksfordu, doktorant Uniwersytetu w Cambridge, stypendysta fundacji Billa i Melindy Gatesów. Ukończył archeologię na Uniwersytecie w Oxfordzie, doktoryzował się w Cambridge (...), Był współscenarzystą gry Wiedźmin 3." Cytat z portalu lubimycztac.pl. Robi wrażenie, nie?
I do tego same pochlebne, jeśli nie wychwalające pod niebiosa opinie czytelników. Musiałam  zobaczyć o co ten szum.

Julita, dziennikarka jednego z plotkarskich portali, zwraca uwagę na wypadek jednego z celebrytów, niejakiego Ryszarda Buczka. Niespodziewanie wpada w wir wydarzeń i informacji o których nie miała pojęcia. Jest cyberprzestępstwo i jest zagrożenie w realnym świecie.

Książka zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Dlaczego?
Są 3 powody.

1. Wątek edukacyjny. Cyberbezpieczeństwo. Co Ty, przeciętny obywatelu, wiesz o internecie i bezpieczeństwie poruszania się po nim? Pewnie niewiele, w porównaniu z tym, o czym pisze autor. Wiele informacji było mi znanych, ale i tak większość była dla mnie zaskoczeniem. 
I taka mnie naszła refleksja w czasie lektury:  czy da się w dzisiejszych czasach żyć bez internetu? Zakupy przez internet, płacenie rachunków, rezerwacje biletów, media społecznościowe, źródło informacji i poczta elektroniczna. Da się żyć bez tego? Moim zdaniem chyba już nie...

2. Tematyka społeczna. Świetnie pokazany świat mediów i mechanizmów jakimi się rządzą. Gdzie etyka dziennikarska to pojęcie nieznane. Liczy się liczba kliknięć i wyświetleń. Wyścig z czasem i konkurencją oraz walka o czytelnika. Praca w korporacji w wielkim mieście. 

3. Poczucie humoru oraz trafność spostrzeżeń autora godna pochwały i szczególnej uwagi. Wiele razy uśmiechałam się pod nosem w trakcie czytania. Wiele razy przystanęłam z zadumą. Chylę czoła. 

Nie należy zapomnieć o kwestii kryminalno-sensacyjnej. Bo przecież był trup, było śledztwo i zaskakujące zwroty akcji. Ciekawie poprowadzona akcja i intrygujące zakończenie.

Mam tylko jedno "ale": główna bohaterka, Julita, wkurzała mnie swoją naiwnością. Przepraszam, ale nie uwierzę, że wykształcona warszawianka (z wyboru) poniżej trzydziestki nie miała pojęcie o niektórych zawiłościach internetu. Nie, nie kupuje tego i trudno  mi w to uwierzyć.

Podsumowując:
Książka godna polecenia. Szczególnie osobom, które nie mogą żyć bez internetu.
Było wciągająco, ciekawie, intrygująco, uświadamiająco i refleksyjnie. Czyta się błyskawicznie.

Polecam. I z niecierpliwością czekam na kolejną książkę autora.

sobota, 2 lutego 2019

Nie jestem potworem. Carme Chaparro

TYTUŁ: Nie jestem potworem
AUTOR: Carme Chaparro
WYDAWNICTWO: Muza S.A.
GATUNEK: kryminał
LICZBA STRON: 380
DATA PREMIERY: 30 stycznia 2019

Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Wydawnictwa Muza S.A.

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie ksiażek



Dziś zapraszam na pierwsze moje spotkanie z autorką.
Sięgając po książkę nic o niej nie wiedziałam.
Ale teraz już wiem. To dziennikarka hiszpańska na stale związane z mediami. 
W 2017 roku jej debiutancka powieść "Nie jestem potworem" otrzymała nagrodę Primavera Novel Prize. 
A w tym roku ukazała się w Polsce.

Zarys fabuły przedstawia się tak:
W centrum handlowym pod Madrytem zostaje porwany 4 letni chłopiec: Kike. Podobnie jak 2 lata  temu inny chłopiec o imieniu Nicolas. A kilka dni po Nicolasie zostaje porwane kolejne dziecko, Pablo. Poznajmy głównych bohaterów: Ines Grau dziennikarka Kanału Jedenaście, matka Pablo; Ana Aren - policjantka; Javier Nori - policjant ; Joan - haker i tajemniczy podejrzany, o którym nic nie wiadomo: Slenderman.
Trzech chłopców, w tym samym wieku, podobnych z wyglądu, porwanych w tym samym miejscu. Policja nie ma żadnego punktu zaczepienia, nie ma dowodów, a media szaleją. Trwają spekulacje, na mieszkańców pada blady strach.
Jak zakończy się to śledztwo?
Kto okaże się zabójcą?

Powiem szczerze, że po skończeniu czytania tej książki trudno mi uwierzyć, że to debiut.
Autorka przykuła moją uwagę na długo i do tego skłoniła do zastanowienia się nad kilkoma sprawami. Momentami akcja szybko się zmieniała, a momentami zwalniała. Mnie, jako matce, ciężko się czytało o porwanym dziecku i przeżyciach jego rodziców. 
Bo oprócz wątku kryminalnego, który jest ciekawie poprowadzony, mamy tu też rozbudowane wątki  społeczne. Jeden z nich to praca policji i czasami kontrowersyjne działania policjantów jak np.  balansowanie na granicy prawa.  A drugi to media i szeroko rozumiane ich działanie i problemy. 
Nie mogę napisać nic więcej. Bo wszystko co napisałam wyżej układa się dopiero, niczym puzzle, po zakończeniu czytania.  I nabiera głębszego sensu.

Moją uwagę zwróciła szczególnie praca i badania Joana, który utworzył algorytmy do badania zachowania pewnych osób. A zaczęło się od badania uderzeń w klawiaturę u ludzi, którzy mogli się obawiać chorób neurologicznych takich jak parkinson lub alzheimer. Zmiana prędkości czy intensywności uderzeń była zapisywana i później analizowana. Program, po niewielkich poprawkach, mógł posłużyć policji do monitorowania zachowań pedofilii w internecie. Z wielką ciekawością czytałam o tych algorytmach i całej tej tajemniczej otoczce. Z ciekawością i przerażeniem. Zwróć uwagę na ten wątek podczas czytania. Daje do myślenia.

Podsumowując:
Bardzo udany debiut. Będę wyglądać kolejnych. Zwłaszcza, że mają być kolejne części serii z Aną Aren.

Wątek kryminalny poprowadzony ciekawie i wciągająco. Autorka podsuwała różne tropy, dowody i insynuacje. Kluczyła i bawiła się z czytelnikiem w "kotka i myszkę". Trudno było się oderwać.

Motywy niekryminalne szalenie intrygujące. Praca policji i działalność mediów zawsze budzą ciekawość. I do tego te algorytmy...

Kreacja bohaterów taka, jak lubię. Policjanci to nie tylko świetni zawodowcy, ale także ludzie z problemami osobistymi i pełni emocji członkowie swoich społeczności. Lubię taką przeplatankę zawodowo-osobistą.

I to zakończenie! Szok i niedowierzanie. Lubię element zaskoczenia, ale tutaj... Obstawiałam różne opcje, ale takiej się nie spodziewałam. Zakończenie wyrwało mnie z przysłowiowych kapci, ale też zostawiło z  nutą refleksji.

Polecam.

PS.Fragment telewizora na zdjęciu nie został tam umieszczony przypadkiem. Ma związek z fabułą.