Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiedeń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiedeń. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 listopada 2020

After Auschwitz. Przejmujące świadectwo przetrwania przyrodniej siostry Anny Frank. Eva Schloss

 

TYTUŁ: After Auschwitz.
 Przejmujące świadectwo przetrwania przyrodniej siostry Anny Frank.
AUTOR: Eva Schloss
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo M
GATUNEK: literatura faktu/autobiografia
STRON: 364
DATA PREMIERY: 25 października 2020



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




After Auschwitz to książka, która wywołała u mnie mnóstwo emocji i refleksji. A ponieważ jest to literatura faktu, to te emocje są jeszcze silniejsze. I w trakcie czytania zadawałam sobie mnóstwo pytań, nie tylko na tematy wojenne.
Zacznę dziś trochę nietypowo, bo od tego, co mnie zirytowało. Były też wzdychające słowa uznania, ale o tym potem.
Podtytuł, który brzmi: Przejmujące świadectwo przetrwania przyrodniej siostry Anny Frank spowodował to, że nastawiałam się to tej lektury negatywnie. Annę Frank pewnie każdy zna dzięki jej dziennikowi z czasów wojny, kiedy go pisała ukrywając się przed Niemcami. Niestety sama autorka nie przeżyła, ale jej dziennik został bardzo cennym świadectwem wojennych czasów. I kiedy zobaczyłam ten podtytuł, to pomyślałam, że Pani Schloss chce pewnie podpiąć się pod sławę Anny i na tej rozpoznawalności zbudować sobie reklamę. Wykorzystać nazwisko znanej postaci, aby zwiększyć sprzedaż i zrobić dobrą reklamę. Ale jak bardzo się pomyliłam!

After Auschwitz autobiografia kobiety, która przeżyła piekło na ziemi, a los splótł jej życie z rodziną Franków. Eva w latach 30 XX wieku mieszkała z rodziną w Wiedniu. Kiedy Niemcy wchodzą do Austrii, to rodzina Evy ucieka do Holandii. I tam właśnie dziewczynki, Anna i Eva, się poznają. Po pewnym czasie obie rodziny, jak wiele żydowskich rodzin mieszkających w Holandii, zostają schwytane i wywiezione do obozu zagłady w Auschwitz. Eva ma wtedy 15 lat. Nie wszystkim będzie dane przeżyć...

W życiorysie Evy można wyróżnić kilka etapów.  Zresztą sama autorka podkreśla to w swojej książce.
Okres wiedeński, kiedy to spokojnie żyła z rodziną w Austrii. Okres holenderski, który uważa za najszczęśliwszy okres w swoim życiu, pomimo trwającej wojny. Czas spędzony w obozie, to czas piekła na ziemi. Czasy powojenne można podzielić na dwa etapy: czas powrotu do zdrowia i codzienności i czas, kiedy Eva postanawia opowiedzieć rodzinie i światu o swoich przeżyciach.

Podczas czytania łzy same napływają do oczu. I choć spodziewałam się, że z trudem przyjdzie mi przebrnąć przez okres uwięzienia w obozie, to bardzo się pomyliłam. Po wielu latach czytania wspomnień Ocaleńców wiedziałam czego się spodziewać. Ale mnie zawsze interesowało jak po takim piekle na ziemi można wrócić do codziennej rzeczywistości. I ta książka spełniła w tym zakresie moje oczekiwania. Eva bardzo ciekawie opisuje swoje powojenne koleje losu. Nie ma w nich złości ani nienawiści. Jest tęsknota za bratem i ojcem, jest miłość do matki i ojczyma, jest zmaganie się ze wspomnieniami i wiele, wiele innych spraw, o których musicie doczytać sami.

I wbrew podtytułowi samej Anny Frank jest tu bardzo niewiele. To, że ojciec Anny ożenił się z matką autorki wpłynęło na życie Evy, ale zupełnie inaczej niż sugeruje to podtytuł. Już sam życiorys Evy jest przejmujący i ściskający za serce. Matka Evy wraz z mężem poświęciła, co prawda, swoje małżeńskie życie na to, żeby pamięć po Annie nie zaginęła i żeby dziennik został przetłumaczony na wiele języków, ale to nie było jedynym i decydującym faktem wpływającym na życie Evy. 

Ponieważ, jak sama pisze w książce, Schloss zdecydowała się na napisanie swej autobiografii będąc już w kwiecie wieku, przyznaje się, że pamięć jest zawodna i nie zawsze jej dopisuje. Trauma, która jej nie opuszcza od dnia uwolnienia z obozu powoduje, że wiele faktów wyparła albo inaczej je zapamiętała. Książkę tę należy potraktować jak świadectwo czasów przeszłych i formę oczyszczającej spowiedzi. Szczere, subiektywne i miejscami zniekształcone przez pamięć autorki.

Ogrom poruszanych problemów, wydarzeń i emocji powoduje, że o tej książce myśli się jeszcze długo po zakończonym czytaniu. Czytelnik pozostaje z mnóstwem pytań i przemyśleń.

Polecam.

czwartek, 27 sierpnia 2020

Ostatni pociąg. Meg Waite Clayton

              TYTUŁ: Ostatni pociąg
             AUTOR: Meg Waite Clayton
                  WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Kobiece
GATUNEK: literatura piękna
STRON: 536
DATA PREMIERY: 12 sierpnia 2020



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Dziś będzie kolejna opinia pisana emocjami. Emocje w tej książce sięgnęły zenitu z kilku powodów. 
Powieść ta oparta jest na prawdziwych wydarzeniach, jakimi były Kindertransporty. Niepokoje lat 30 XX wieku i szerzenie się nazizmu w Europie w zestawieniu z rozpaczą dzieci oddzielanych od rodziców, to mieszanka, która wzbudza wiele emocji. I do tego wszystkiego przywraca pamięć o niezwykłej kobiecie, jaką była Truus Wijsmuller-Meijer, zwanej przez dzieciaki "ciocią Trusią", organizatorce Kindertransportów.

Akcja powieści toczy się dwutorowo. W jednym wątku poznajemy dwoje niezwykłych nastolatków zamieszkałych w Wiedniu: Stephana, któremu marzy się kariera pisarska i Žofie-Helene, która jest zafascynowana matematyką.
W drugim obserwujemy Truus Wijsmuller-Meijer, która chcąc ratować żydowskie dzieci z Niemiec i krajów okupowanych, bądź zagrożonych okupacją przez Niemcy organizuje wyjazd tychże dzieci do Wielkiej Brytanii.
Oba wątki toczą się obok siebie, żeby w pewnym momencie spleść się w jeden i zmierzać do wspólnego zakończenia. Więcej o fabule nie napiszę, bo prawdziwy jej charakter tkwi w szczegółach, które całej tej opowieści dają niesamowity klimat.

Powieść ta zasługuje na szczególną uwagę z kilku powodów.

Bardzo dobrze oddany jest klimat i nastroje w latach 30 XX wieku.

Jest to niesamowita lekcja historii poprzez wplecenie w historię dzieci wielu faktów historycznych.

Książek o akcji ratowania dzieci żydowskich z krajów europejskich okupowanych przez Niemcy, jak i z samej Trzeciej Rzeczy jest niewiele. A fakt istnienia Kindertransportów jest, w moim odczuciu, bardzo mało znany. A przecież dzięki tej działalności uratowano około 10 tysięcy dzieci. Choć dokładna ich liczba nie jest znana.

Przyznam się, że postać Truus Wijsmuller-Meijer do tej pory była mi kompletnie nieznana, choć o drugiej wojnie światowej czytam od ponad ćwierćwiecza. Ta Holenderka, sama zmagając się z bezdzietnością, ratowała wraz ze swoim zespołem współpracowników dzieci i wywożąc je do Wielkiej Brytanii umieszczała w domach Anglików. Początkowo miało być to czasowe schronienie, dopóki nie skończy się wojna. Po wojnie rodziny miały się połączyć. Ale, jak się okazało, większość tych dzieci to byli jedyni członkowie rodzin, którzy przeżyli. Zostali sami bez rodzin i ojczyzn, do których mogliby wrócić. Kobieta ta potrafiła zorganizować wiele ludzi i organizacji w różnych krajach. Była charyzmatyczna, uparta, bezczelna, kiedy trzeba, uprzejma i grzeczna, kiedy powinna. Wraz ze swoim mężem, Joopem, nie zważając na niebezpieczeństwo, robi co tylko mogli, aby uratować jak największą liczbę dzieci. 

Autorce udało się oddać klimat opisywanych wydarzeń i emocje, które towarzyszyły tamtym ludziom.
Poruszyła moje matczyne serce i przyprawiła o łzy, a jednocześnie nie zrobiła z tej historii taniej sensacji i łzawego powieścidła. Zostawiła mnie z mnóstwem pytań i przemyśleń. Cały czas się zastanawiam czy ja też potrafiłabym oddać "cioci Trusi" swoje dziecko i wysłać je na drugi koniec Europy do domu obcych ludzi. Dodam tylko, że dzieciaki były w wieku od 4 do 17 lat. W pociągu lub na statku bez opieki rodziny wysłane do kraju, którego języka, najczęściej, nie znały.

Dodam tylko na koniec, że czytałam z dużym zainteresowaniem o fascynacji literaturą Stephana i genialnej Žofie-Helene, której zdolności matematyczne były imponujące. Także wątek prywatnego życia Truus wart jest uwagi. I polecam z największą uwagą przeczytać część IV. Tam wyjaśniony jest, pośrednio, tytuł tej powieści. Ja przez niego nie mogłam spać...

Polecam.

PS. Czy fakt, że Truus wraz ze swoimi współpracownikami ratowała żydowskie dzieci i po wojnie dostała medal Sprawiedliwy wśród Narodów Świata tylko mnie się kojarzy z naszą  Ireną Sendlerową? Obie Panie łączy dużo więcej. Sprawdziłam. I Tobie też polecam.











 

sobota, 18 kwietnia 2020

Niebo na uwięzi. Christine Leunens i adaptacja filmowa pt Jojo Rabbit w reżyserii Taiki Waititiego

TYTUŁ: Niebo na uwięzi
AUTOR: Christine Leunens
WYDAWNICTWO: Zysk i S-ka
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 358
DATA PREMIERY: 21 stycznia 2020



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Dzisiaj postanowiłam napisać trochę inaczej. Inaczej, bo o książce i jej adaptacji filmowej w jednym tekście. Robię to po raz pierwszy, bo nigdy jeszcze mi się nie przytrafiło, żeby książka tak bardzo różniła się od jej adaptacji, a jednocześnie oba te dzieła przypadły mi do gustu. Choć diametralnie z różnych powodów.

Fabułę książki można streścić w kilku zdaniach. Johannes ma 10 lat, kiedy Trzecia Rzesza dokonuje aneksji Austrii. Zafascynowany ideologią Hitlera wstępuje do Jungvolk, przedsionka Hitlerjugend. Po zdarzeniu, w którym zostaje ranny i musi leczyć rany w domu, odkrywa, że rodzice ukrywają Żydówkę. I to, co dzieje się dalej w życiu tego młodego Austriaka jest o tyle ciekawe co zaskakujące. Wraz z przerzucanymi kartkami pojawiają się pytania: co zrobi chłopiec? Jak zareagują rodzice? Czy wszystko się wyda, czy wręcz przeciwnie?

Według mnie ta książka porusza bardzo wiele tematów i zmusza do wielu pytań.
I choć kiedy zaczynałam czytać, to spodziewałam się zupełnie innej powieści, to po zakończeniu jestem bardzo zaskoczona i bardzo ukontentowana. 

Johannes ma 10 lat. Ulega niemieckiej propagandzie i przywdziewa brunatny mundurek. A Adolfa H. uważa za swojego guru. I tę kwestię fascynacji i manipulacji autorka przedstawiła w sposób bardzo ciekawy i obrazowy. 

Chłopiec ulega wypadkowi. Ma zniekształconą twarz i uraz ręki. Musi pozostać w domu. Opisy radzenia sobie ze swoją niepełnosprawnością w czasie wojny, jak i po niej były dla mnie przejmujące. Jakby same niedostatki życia podczas wojny nie były wystarczające. A to tylko mały chłopiec.

Przemiana, jaka zachodzi w Johannesie od momentu, kiedy odkrywa, że rodzice ukrywają Żydówkę jest bardzo ciekawa. Buzują w nim różne emocje, ciekawość, złość, strach. Powieść kończy się, kiedy chłopak ma 23 lata. I to, co dzieje się od momentu poznania ukrywanej dziewczyny aż do momentu zakończenia opowieści, to chyba jest najbardziej emocjonująca część tej historii. Przemiana chłopca i relacje z Elsą zmieniają się jak w kalejdoskopie. Trudno mi pisać o tych relacjach nie zdradzając istotnych wątków fabuły. Według mnie to bardzo ważny element tej powieści.

Ciekawie są też przedstawione więzi rodzinne w tym austriackim domu. Chłopiec jest jedynakiem, mieszka z rodzicami i babcią. Ojciec znika w niewyjaśnionych okolicznościach, a matka okazuje się nie zgadzać na taką rzeczywistość, jaka ją otacza. A babcia obserwuje wszystko ze swojego fotela ograniczana przez chorobę. A John jest zafascynowany nazizmem. I kiedy zabraknie rodziców, to chłopak będzie musiał zająć się nie tylko babcią i domem, lecz także ukrywaną dziewczyną. A ze zdobyciem jedzenia i opału jest z każdym rokiem wojny coraz trudniej. Jego pomysłowość i zaradność była naprawdę imponująca. Przypomnę tylko, że to młody nastolatek, który nie do końca jest sprawny fizycznie.

Moją uwagę zwrócił też pewien aspekt, który w obecnym czasie kwarantanny bardziej został przeze mnie zauważony. Chodzi mi o sam fakt ukrywania się, odosobnienia i zwykłej nudy. Nie oszukujmy się: co można robić, kiedy musisz siedzieć w zamkniętym pomieszczeniu i udawać, że cię nie ma? Wiem, że kwarantanna i ukrywanie się Żydów to nie są sytuacje do porównań, ale... Proszę tylko o przemyślenie tej kwestii. Elsa z Johannesem też są w izolacji, a wcale się nie nudzą.

A jeśli chodzi o film.
Według mnie zupełnie odbiega od fabuły książki. Skupia się na ośmieszeniu fascynacji nazizmem. Nie przedstawia powojennej części tej historii. A ona jest bardzo ważna dla całości powieści.
Dla mnie książka jest dramatem, a film jest zrobiony w konwencji komedii.
Reżyser skupił się na pokazaniu absurdów i drwi z ideologii Hitlera i uważam, że zrobił to bardzo dobrze. Choć w wielu sytuacjach pewne rzeczy przejaskrawił i bardzo uwypuklił, to do mnie trafił ten przekaz. A sama przemiana młodego Austriaka pokazana rewelacyjnie.
I to uważam za najważniejszy plus tego filmu.
Moją uwagę zwróciło jeszcze kilka innych kwestii, które wpłynęły na ocenę filmu.
Rewelacyjna gra głównych bohaterów: Romana Griffina Davisa i Thomasin McKenzie. 
Bardzo dobre scenografia i kostiumy. Dopracowane i robiące klimat.
Zauroczyły mnie zdjęcia, które działają na wyobraźnie.
I nie można pominąć muzyki w tym filmie. Soundtrack, w którym występują niemieckie wersje znanych przebojów takich wykonawców jak Beatlesi czy David Bowie jest zaskakujący i bardzo ciekawy. Te utwory nie są tylko ścieżką dźwiękową, ale też komentują fabułę. Polecam uwadze.
A co ciekawe film dostał aż 6! nominacji do Oscara.

Jojo Rabbit (2019) - Filmweb
Zdjęcie ze strony filmweb.pl

Podsumowując:
Książka zapewnia czytelnikowi cały wachlarz emocji, a film skłania do wielu refleksji.
Najpierw książka, a potem film. Koniecznie ta kolejność.

Polecam.

poniedziałek, 6 stycznia 2020

O chłopcu, który poszedł za tatą do Auschwitz. Jeremy Dronfield

TYTUŁ: O chłopcu, który poszedł za tatą do Auschwitz. 
AUTOR: Jeremy Dronfield
WYDAWNICTWO: Znak Literanova
GATUNEK: literatura faktu, wspomnienia
LICZBA STRON: 432
DATA PREMIERY: 9 grudnia 2019 



Zdjęcie autorksie Iza w labiryncie książek




Dziś o książce, która wzbudziła we mnie sporo emocji. Bardzo różnych wrażeń.

Zacznę od tego, co wzbudziło we mnie negatywne uczucia.
Okładka, moim zdaniem, wprowadza w błąd. Nie pasuje do treści. Nie umiem wytłumaczyć dlaczego. Może zbyt cukierkowa?
Tytuł, jak dla mnie, ckliwy i niepasujący do całej tej historii. I za długi. Może lepszy byłby: Więzi rodzinne? Ale to tylko moje luźne sugestie, które nasuwają mi się po lekturze.
Porównanie na okładce do innych książek takich jak Tatuażysta z Auschwitz i Chłopiec w pasiastej piżamie, to zupełna pomyłka. Czytałam obie wymienione i uważam, że robią one wiele złego w tematyce obozowej. I kompletnie nie pasują do tej.

W przedmowie autor, który jest pisarzem i historykiem, przedstawia historię powstania książki. O wywiadach z Ocaleńcami, lekturą dziennika Gustawa oraz innych wspomnień osób, które przeżyły obozy koncentracyjne. Oraz mnóstwo innych dokumentów z opisywanych czasów.

Słowo wstępne Kurta Kleinmanna, brata i syna uwięzionych, daje do myślenia. Tak jak podziękowania dla autora.

I polecam zwrócić uwagę na przypisy. Niesamowite źródło informacji.

A sama fabuła podzielona jest na części: Wiedeń, Buchenwald, Auschwitz, Przetrwanie.
Po tytułach części już widać jaką drogę przebyli Kleinmannowie. Od rodzinnego Wiednia, poprzez trudne do wyobrażenia sobie obozy koncentracyjne aż po wyzwolenie i życie na wolności. Opisy głodu, zimna, tęsknoty i wszechobecnej śmierci bardzo sugestywnie przemawiające do wrażliwości czytelnika.

Autor bardzo dobrze oddaje klimat lat 30 XX wieku w Austrii. 
Napiszę wprost: jak na osobę, która nie przeżyła tego koszmaru jaki zgotowali Niemcy Europie w XX wieku, to autor bardzo dobrze przedstawił realia opisywanych czasów. 
Do mnie najbardziej przemówiła dbałość o szczegóły opisywanych zdarzeń, jak i wrażliwość pisarza.
Taki niewielki przykład:
W wielu książkach spotkałam się z opisami dymu, który towarzyszył więźniom w Auschwitz, ale dopiero w tej autor zwrócił uwagę na zapachy w Kanadzie. Dla niewtajemniczonych wyjaśnię, że Kanadą nazywano miejsce w Auschwitz, gdzie przechowywano rzeczy zrabowane przywiezionym Żydom. I tutaj, podczas czytania, nasunęło mi się porównanie, że obóz w Auschwitz to był jak wieża Babel: mnóstwo ludzi o różnych językach, o różnej narodowości, poglądach i ... różnych zapachach. 
I po raz kolejny przekonałam się, że bycie dobrym człowiekiem nie zależy od narodowości. Bo nie każdy Niemiec jest zły, a każdy Polak dobry.

Podczas czytania przekonałam się, że autor oprócz dzienników Gustawa przeczytał bardzo dużo innych materiałów związanych z opisywanymi wydarzeniami. Wplata w fabułę mnóstwo faktów, nazwisk, miejsc i dat. Wystarczy spojrzeć na przypisy. Wiele tłumaczy, wyjaśnia i dopowiada. Czytałam z zainteresowaniem.

Podsumowując: niewiarygodna historia ojca i syna, która została opowiedziana z dużą wrażliwością i dbałością o szczegóły. I z marketingiem, który zawiódł na całej linii.
Historia rodziny, która jest symbolem całego pokolenia ówczesnych czasów. Pokolenia porwanego na strzępy i rozrzuconego po całym świecie. Prawdziwa historia.

Polecam.

wtorek, 2 kwietnia 2019

Córka jubilera. Klątwa wiecznego tułacza. Dylogia Ocean odrzuconych. Magdalena Knedler

TYTUŁ: Córka jubilera. Klątwa wiecznego tułacza.
AUTOR: Magdalena Knedler
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: powieść
STRON: 527, 555
DATA PREMIERY: 20 lutego 2019 

Egzemplarze recenzyjne dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae Res



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek





Po tę dylogię sięgnęłam z dwóch powodów: bardzo lubię sagi rodzinne i najchętniej cenię sobie historie osadzone w XX wieku, a w szczególności w dwudziestoleciu międzywojennym.

Bohaterkę, Charlotte Saidermann-Aber, poznajemy w 1915 roku, kiedy ma 17 lat i głowę pełną marzeń. Jest córką wiedeńskiego jubilera, z pochodzenia Polaka. Wychowywana przez ciotkę, która chroni swoją wychowankę przed złem całego świata. Tak zaczyna się ta historia. A kończy się ona w 1947 roku. A to, co dzieje się pomiędzy tymi dwiema datami dowiemy się z kart tej powieści.
Trudno pisać o tej sadze nie zdradzając istotnych wątków fabuły.
Postaram się w krótkich zdaniach napisać, co mnie urzekło w tej historii, a co nie do końca zachwyciło.

Autorka ma niesamowity dar malowania słowami. Bardzo plastycznie oddała klimat Wiednia u schyłku monarchii Austro-Węgier. Koncerty, spotkania towarzyskie, stukot bryczek i szelest sukien. Widziałam to oczami wyobraźni.

Udział sztuki w życiu codziennym. Sztuki przez duże S. Poznajemy całą plejadę osobowości artystycznych: pianistów, kompozytorów, literatów, malarzy. Interesujący jest wątek tworzenia biżuterii. Sztuki jubilerskiej, która jest miłością i pasją ojca i córki. 

Historia Lotki, jak nazywają Charlotte najbliżsi, umiejscowiona jest w określonym przedziale czasowym. Knedler bardzo sprawnie wplotła prawdziwe wydarzenia z historii Europy w życiorys bohaterki. Pojawiają się też postacie historyczne. Ja nazwałam to sobie na własny użytek: przemycona lekcja historii. Można sobie poszerzyć wiedzę albo ją tylko odświeżyć. 

Losy panny Saidermann-Aber poznajemy poprzez pisany przez nią pamiętnik. Muszę przyznać szczerze, że pierwszy tom, kiedy tytułowa córka jubilera jest nastolatką, trochę się dłużył. Naiwność bohaterki mnie irytowała. Ale, wraz z przerzucanymi kartkami Lotka dorastała i zmieniała się. I czytało się coraz lepiej. Za to drugi tom, kiedy to w Europie nadchodzą niespokojne czasy i do władzy dochodzi Hitler, okazał się tak wciągający, że nie mogłam odłożyć książki. Niepewność jutra, obawa o własne życie i majątek,  niepokojące wydarzenia na scenie politycznej i zmieniające się losy rodziny Saidermann-Aber powodowały u mnie lekkie napięcie i wzbudzały ciekawość.

Kłaniam się nisko autorce za przygotowanie do tematu. Opisać czasy, w których się nie żyło i nie zanudzić czytelnika, to wielka sztuka. Mogę sobie wyobrazić ile czasu potrzebowała pisarka, aby doczytać o szczegółach, które stworzyły klimat w książce. Jestem pod wrażeniem.

Knedler świetnie udało się wywoływać różne emocje podczas czytania. W kilku miejscach uroniłam łzy, w wielu współczułam, czasami się uśmiechnęłam albo odetchnęłam z ulgą. Tylko zakończenia obu tomów wywołało we mnie złość. Tak skończyć książkę? Polecam zaopatrzyć się od razu w oba tomy, ponieważ zakończenie pierwszego jest takie, że czytelnik chce się zanurzyć natychmiast w tomie drugim.

Podsumowując: historia pewnej dziewczyny, której przyszło żyć w bardzo niespokojnych czasach i podejmować niewyobrażalnie trudne decyzje, pokazana na tle ważnych wydarzeń historycznych i wywołująca cały wachlarz emocji. 

Polecam.

Kruchy lód. Krzysztof Bochus

    TYTUŁ :   Kruchy lód AUTOR :  Krzysztof Bochus  WYDAWNICTWO : Skarpa Warszawska GATUNEK:  kryminał STRON : 368 DATA PREMIERY:  13 marca ...