Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura polska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 marca 2024

Niemka. Wojciech Dutka

 

TYTUŁ: Niemka
AUTOR: Wojciech Dutka
WYDAWNICTWO: Lira
GATUNEK: literatura piękna 
LICZBA STRON: 432
DATA PREMIERY: 13 marca 2024

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



To moja piąta książka tegoż autora i kolejna, która bardzo przypadła mi do gustu. Po lekturze powieści Czerń i purpura oraz serii o Antonim Mokrzyckim zostałam fanką autora. Po tę sięgnęłam więc bez wahania.

Zarys fabuły wygląda tak: Magdalena Pohl, córka łódzkiego fabrykanta urodzona i wychowana w Polsce nigdy nie zastanawiała się nad swoją tożsamością narodową. Ojciec był Niemcem. Wśród przyjaciół miała i Polaków, i Żydów i Niemców. I do momentu wybuchu wojny żadna tożsamość ani narodowa, ani religijna nie miała znaczenia. Jednak wkroczenie Niemców do Polski w 1939 zmienia wszystko. Magdalena musi wybrać: czy czuje się Polką czy Niemką?
Nie chcę zdradzać żadnych wątków czy aspektów fabuły, więc nie napiszę nic więcej.
Moją uwagę skupiły trzy płaszczyzny tej powieści.

Pierwszy wątek, który wysuwa się na pierwszy plan to tożsamość narodowa. Czy można czuć się Polką i Niemką jednocześnie? Dobrze to pokazuje ten fragment:

Była Niemką z rodziny, języka i kultury, ale też Polką - emocjonalnie, uczuciowo i z racjonalnego wyboru.

Czy da się pogodzić bycie Polką i Niemką, czy trzeba wybierać? Na to pytanie, a także wiele innych będzie musiała odpowiedzieć sobie Magdalena. Ale nie tylko ona. Wiele osób z jej otoczenia stanie przed tym dylematem. 

Drugim motywem, nad którym mocno się skoncentrowałam była rola kobiety w czasie wojny. Choć czasy przedwojenne, jak i powojenne też dawały do myślenia. Czy w trakcie konfliktu zbrojnego jest przestrzeń na działalność dla kobiet? Czy one mają spełniać tylko rolę pomocniczą w formie pielęgniarek, czy kucharek? Jedno zdanie Magdy utkwiło mi w głowie: Znowu ktoś za mnie zdecydował. Pracując w czasie wojny wykonywała polecenie mężczyzn z dwóch stron barykady wojennej. Tylko że ona wybrała jedną stronę, a druga... No właśnie. Po zakończeniu działań wojennych znowu inni mężczyźni decydowali o jej losie. 
W trakcie czytania często pojawiało się w mojej głowie pytania: ile jest w stanie znieść kobieta? Skąd w niej tyle siły? Ile jest w stanie zrobić dla idei, w którą wierzy? Ile może wybaczyć? Czy wszystko może wybaczyć? Czy pamięć jest przekleństwem, czy wybawieniem? Czy da się zapomnieć krzywdy, które tkwią w pamięci? Mnóstwo pytań przewijało się podczas lektury.

Trzecim elementem, który mnie niezmiennie zachwyca w książkach tego Autora jest rewelacyjnie przemycona lekcja historii. Dla mnie każda książka, której fabuła osadzona jest w określonym czasie powinna trzymać się faktów historycznych i posiadać mnóstwo szczegółów, które tworzą klimat opisywanych zdarzeń. I to właśnie panu Wojciechowi wychodzi, w mojej ocenie, świetnie. Na kartach powieści pojawiają się prawdziwi bohaterowie tamtych lat, jak i wydarzenia, które miały miejsce. Dla mnie jest to świetna powtórka z historii Polski i Europy XX wieku.
Magdalena spotyka na swojej drodze mojego ulubieńca, czyli Antoniego Mokrzyckiego, który jest bohaterem serii nazwanej jego imieniem i nazwiskiem. Dlatego polecam przeczytać najpierw tę serię, bo ona wiele wyjaśni.

Powieść ta wywołała we mnie wiele pytań. Ale nie tylko. Na tej karuzeli pytań i braku odpowiedzi kręciły się też emocje. Na każdym etapie życia Magdaleny zastanawiałam się jak ja bym się zachowała i jaką decyzję podjęła. Łatwo jest nam teraz oceniać i wydawać opinię o decyzjach ludzi w tamtych ekstremalnie trudnych czasach, ale nikt nie wie jak sam by się zachował w podobnej sytuacji. Ostatnie strony czytałam ze ściśniętym matczynym sercem. Nie takiego zakończenia oczekiwałam.

Polecam wszystkim, którzy lubią zastanawiać się nad dylematami bohaterów, cenią dobrze zbudowane tło historyczno-obyczajowe i potrafią docenić nieoczywiste zakończenie.

Bo siła jest kobietą.

Polecam.

czwartek, 26 października 2023

Mykwa. Zyta Rudzka

 

TYTUŁ: Mykwa
AUTOR: Zyta Rudzka
WYDAWNICTWO: W.A.B
GATUNEK: literatura piękna
STRON: 176
DATA PREMIERY: 27 września 2023





Na początek, zanim zaczniesz czytać, dwie istotne informacje, które mogą zmienić odbiór tej książki.
Po pierwsze odszukaj definicję słowa: mykwa. Jest to ważne w kontekście czytanej lektury.
Po drugie: pozycja ta została wydana po raz pierwszy w 1999 roku i wcale to, a wcale nie straciła na aktualności i nie czuć w trakcie czytania, że książka obchodzi niedługo ćwierćwiecze. 
Moim zdaniem są to dwie wiadomości, które zupełnie zmieniają postrzeganie pewnych tematów i problemów poruszanych w Mykwie.

Mykwa to bardzo refleksyjna i intymna historia kobiet, które szukają siebie w sobie i w swojej rodzinie. To opowieść o pamięci, wspomnieniach, traumach i historii narodu, który próbowano zgładzić. Jak odnaleźć siebie, kiedy nie znamy swoich dziadków i historii rodziny? Jak zrozumieć tych, którzy przeżyli piekło na ziemi, jakim była druga wojna światowa i nie potrafią odnaleźć się w rzeczywistości? Jak odszukać w sobie tego brudnego Żyda, o którym wciąż mówią wokół Ciebie? Mnóstwo pytań, na które nikt nie potrafi odpowiedzieć.
Temu wszystkiemu towarzyszą emocje, które momentami trudno wyrazić. Pojawia się osamotnienie, niezrozumienie, lęk, strach, smutek i tęsknota. I tutaj z całą mocą muszę zwrócić uwagę na metodę pisania autorki. Po kilku stronach miałam wrażenie, że sposób opowiadania tych historii jest oschły i prosty. Tylko nie mylić z prostackim. Ale z każdą przewracaną kartką zaczynałam rozumieć, dlaczego autorka pisze tak, a nie inaczej. Nie napiszę, żeby nie psuć Ci frajdy. 
Oprócz poruszających historii ludzi bez historii, wszechobecnych emocji, specyficznego języka, który może wydawać się szorstki moją uwagę zwróciła bolesna czasami trafność spostrzeżeń autorki i niezwykła wrażliwość z empatią, które dają lekturę, obok której nie można przejść obojętnie. Niektóre zdania są jak drzazgi, które wchodzą głęboko pod skórę i nie dają się wyjąć. Uwierają i nie dają o sobie zapomnieć. I tak oto tym sposobem Zyta Rudzka dołączyła do grona moich ulubionych współcześnie piszących autorek.

Polecam.


wtorek, 17 stycznia 2023

Cykadełka. Maria Resterna

 

TYTUŁ: Cykadełka
AUTOR: Maria Resterna
WYDAWNICTWO: Manufaktura Tekstów
GATUNEK: literatura obyczajowa 
LICZBA STRON: 236
DATA PREMIERY: 1 września 2016


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


To moje pierwsze spotkanie z autorką i jednocześnie debiut pisarski. Ponieważ wychodzę z założenia, że każdemu trzeba dać szansę i że każdy kiedyś zaczynał, więc sięgnęłam po książkę z ciekawością.

Krysia przyjeżdża do domu rodzinnego z powodu choroby dziadka. A wraz z nią trafiają tam jej wspomnienia i problemy. Nie będę dokładnie opisywać powodów problemów i wspomnień, ani konsekwencji tychże. Wyjdą za to tajemnice z dawnych lat oraz mnóstwo niedomówień i przemilczeń. Jak bohaterka sobie z tym wszystkim poradzi?

Autorka pokazała historię pewnej rodziny, która musiała zmagać się w bardzo traumatycznymi wydarzeniami. Świetnie naświetliła wpływ przeszłości na przyszłość i relacje rodzinne. 
Przypadł mi też sposób prowadzenia fabuły, który powodował to, że nie mogłam odłożyć książki. Autorka powoli i wzbudzając ciekawość detalami odkrywała powoli historię rodzinną. W fabułę wplotła też wiele ciekawych problemów społecznych, jak chociażby pracoholizm jednego z małżonków, ukrywanie prawdy przed dziećmi, związki małżeńskie z dużą różnicą wieku czy zależność finansowa kobiet. 
Jest to też opowieść o poszukiwaniu siebie i własnej drogi życiowej. O walce o swoje marzenia, ale też o pamięci, ludziach i ich emocjach. O buncie i o pokorze. O pamięci i wybaczaniu. Napisana lekko i prosto. Bez zbędnych słów i udziwnień literackich.

Z ciekawością czekam na kolejne książki autorki.

Polecam.


piątek, 16 grudnia 2022

Zbuntowany Nowy Jork. Wolność w czasach prohibicji. Ewa Winnicka.


TYTUŁ: Zbuntowany Nowy Jork. Wolność w czasach prohibicji.
AUTOR: Ewa Winnicka
WYDAWNICTWO: Znak Literanova
GATUNEK: literatura faktu
STRON: 256
DATA PREMIERY: 15 maja 2019


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Alkohol to temat ciekawy i zarazem wywołujący różne reakcje. Autorka podjęła temat prohibicji,  czyli czasu bez alkoholu. W USA stan ten trwał od 1920 do 1933 roku. Nazywano go czasami Szlachetnym eksperymentem. Prohibicję wprowadzono XVIII poprawką do konstytucji Stanów Zjednoczonych, która zakazywała nie tylko spożywania alkoholu, ale też jego wytwarzania, sprzedaży i przewozu. Temat ten podzielił Amerykanów jak żaden inny.

Wielu czytelników może być zawiedzionych, bo autorka nie skupiła się tylko na prohibicji. Temat potraktowała bardzo szeroko i bardzo barwnie odmalowała tło społeczno-polityczno-gospodarcze. Książka podzielona jest na czas przed i w trakcie prohibicji. Autorka przedstawia jak wyglądało życie po zakończeniu pierwszej wojny światowej. Duże ruchy ludności na świecie, rozwój technologiczny produkcji i nie tylko, zmiany w prawie wyborczym i w życiu społecznym. Człowieka zastępuje maszyna, ludność porzuca wieś i kieruje się do wygodnego miejskiego życia, kobiety skracają nie tylko spódniczki, ale i włosy. Dochodzi do dużej ilości zmian i w tak burzliwym czasie rząd amerykański podejmuje temat zakazu sprzedaży alkoholu. Amerykanie dzielą się teraz na suchych i mokrych. Temat ten wywołuje gorące dyskusje. I na przykładzie Nowego Jorku Winnicka pokazuje jak społeczeństwo nie godziło się na restrykcje rządowe. Mieszkańcy radzili sobie na różne sposoby. Życie społeczne ulega zupełnemu przeobrażeniu. Produktem tamtego okresu jest przestępczość zorganizowana i wiele innych ciekawych zjawisk. O nich wszystkich można poczytać w książce.

O ile sam temat prohibicji okazał się ciekawy, tak samo jak Nowy Jork tętniący wieloetnicznym społeczeństwem, to mnie jednak zainteresował najbardziej temat praw i obowiązków obywatelskich i zakres ingerencji rządu w życie wyborcy. Książka zostawiła mnie z dużą ilością pytań. Czy politycy mogą regulować każdą dziedzinę życia obywateli? Jak daleko mogą się posunąć? Czy społeczeństwo musi godzić się na każde ograniczenie? Czy obywatele mogą stawić granice zakazom? Wolność obywatelska jest prawem czy przywilejem? No właśnie, słowo wolność, jak w tytule.

Moim zdaniem autorka, poprzez temat prohibicji, chciała zwrócić uwagę na inne tematy i pewne mechanizmy. Jakie? Zachęcam to przeczytania i ich odnalezienia. 

Polecam. 

Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak Literanova.

piątek, 2 grudnia 2022

Czarna krew. Krzysztof Bochus

 

 TYTUŁ: Czarna krew
AUTOR: Krzysztof Bochus 
WYDAWNICTWO: Skarpa Warszawska
GATUNEK: kryminał
STRON: 368
DATA PREMIERY: 12 października 2022
CYKL: Marek Smuga (tom 1)


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Krzysztof Bochus należy do grona moich ulubionych pisarzy. Przygodę zaczęłam z twórczością autora od kryminałów retro, które uwielbiam. Przeczytałam wszystkie Jego książki, oprócz antologii. Sięgając, po tę książkę wiedziałam, że to będzie nowy bohater i kryminał dziejący się we współczesnej Warszawie i dlatego miałam troszkę obaw czy przypadnie mi do gustu. Przyznam, że tylko troszkę, bo jako fanka wierzyłam, że i tym razem autor zapewni mi rozrywkę na najwyższym poziomie. Jak się okazało w trakcie lektury to nie tylko rozrywkę. Autor podsunął mi wiele powodów do przemyśleń.

Akcja dzieje się dwutorowo. Czasy współczesne i rok 1944. Co łączy te dwie płaszczyzny czasowe? Miasto. Warszawa. W tak prowadzonej fabule zawsze zastanawia mnie jak autor splecie te dwa wątki w finale. Tutaj, jak zawsze, mistrzowsko. 

W tej książce Warszawa nie jest miastem z kolorowych snów Czesława Niemena. To słowa samego autora na końcu książki. I tak jest. Nie ma tu sielskich parków i pięknych widoczków. Są za tajemnice z przeszłości, ciemne sprawki i niewyjaśnione historie.

Sprawcy zabójstw nie udało mi się wytypować. Dla mnie zagadka kryminalna i powiązania pomiędzy planami czasowymi upleciona są świetnie. Wszystko układało się niczym puzzle.

Zakończenie zaskakujące tak samo jak i motywy sprawcy. Dla mnie świetne zakończenie, choć nie takiego się spodziewałam i obstawiałam wiele innych. Lubię to.

Choroba głównego bohatera. Nie napiszę konkretnie jaka, ale bardzo mnie cieszy, że autor poruszył ten temat. Może niektórym czytelnikom zmieni się pogląd, bo ja się spotkałam ze stwierdzeniem, że to nie jest choroba. Przykre, ale prawdziwe.

Odniesienia do współczesności i wulgaryzmy. Z zasady nie lubię. Ale pan Krzysztof zrobił to w taki sposób, że kompletnie mi nie przeszkadzały w czytaniu, a powiedziałabym, że miały swoje uzasadnienie w fabule, a to nieczęsto się zdarza. 

Jak to mówią: diabeł tkwi w szczegółach. I tak jest w tej książce. Mnogość, wydawałoby się, drobnych szczegółów powoduje, że w fabułę czytelnik się zanurza i daje się jej porwać. Mnie osobiście zachwycają różne smaczki i ciekawostki, które autor umieścił w swej powieści, dodając jej kolorytu i oddając klimat opisywanych czasów i miejsc.

I na koniec muszę dodać jeszcze jedno. Pan Bochus posługuję się taką polszczyzną, że ja czuję się pokrzepiona, że jeszcze ktoś tak potrafi pisać i troszkę zazdroszczę tej umiejętności. Polecam zwrócić uwagę. 

Polecam.

Dziękuję Skarpie Warszawskiej za egzemplarz recenzencki.

sobota, 12 listopada 2022

Demony śmierci. Tomasz Bonek

 

TYTUŁ: Demony śmierci.
Zbrodniarze z Gross-Rosen
AUTOR: Tomasz Bonek
WYDAWNICTWO: Znak Horyzont
GATUNEK: literatura faktu
STRON: 330
DATA PREMIERY: 27 czerwca 2022


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


To moje drugie spotkanie z autorem. Poprzednia książka, Chemia śmierci, zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Byłam ciekawa czy i z drugą historią Bonek sobie poradzi równie dobrze.

Gross-Rosen to, w moim odczuciu, niesłusznie zapomniany obóz. Kiedy poruszany jest temat obozów koncentracyjnych, to większość od razu mówi o Auschwitz. Obóz w Oświęcimiu istnieje w społecznym odbiorze jako pewien symbol zła z okresu drugiej wojny światowej. Po przeczytaniu tej książki moje spojrzenie na niemieckie obozy koncentracyjne uległo zmianie.

Kamienne piekło. Tak określali obóz więźniowie. I to właśnie Im autor oddał głos w tej książce. To Oni, świadkowie tych okrutnych wydarzeń opowiadają tę historię. Historie, których nie da się czytać spokojnie. Niektóre fragmenty aż zapierają dech w piersiach

Auschwitz? W Auschwitz w porównaniu z tym, co działo się w Gross-Rosen, było jak w… sanatorium.

To słowa jednego z więźniów, któremu udało się przeżyć.

Co łączyło te dwa miejsca, Gross-Rosen i Auschwitz? Były to niemieckie obozy koncentracyjne, które poprzez ciężką pracę i głodowe porcje żywnościowe prowadziły do masowych śmierci więźniów. A w czym Gross-Rosen różniło się od Auschwitz? Więźniowie Gross-Rosen pracowali w kamieniołomach. To, w połączeniu z niedożywieniem i brakiem opieki medycznej powodowało, że śmiertelność w tym obozie było dużo większa niż w innych. 

Tytuł ma o wiele szersze znaczenie niż wskazuje na to okładka. Bo demonami nie byli tylko Niemcy. Było ich o wiele więcej. Demony głodu, kamieniołomów, chorób, trucizn, marszów i wiele innych. Autor, słowami więźniów, opisuje każdego z demonów osobno. Podsumowuje rozdział swoimi słowami, które uchylają rąbka tajemnicy pracy reportera. I to ta praca zrobiła na mnie duże wrażenie. Autor dotarł w różne miejsca, archiwa, muzea, w których odszukał zeznania więźniów. Znamy ich z imienia i nazwiska oraz numeru obozowego. To nie są bezimienni świadkowie. Bezcenne.

Autor poruszył dużo więcej tematów niż te, o których napisałam wyżej, ale nie będę o nich pisać. Polecam zapoznać się z nimi osobiście. Dają do myślenia i skłaniają do refleksji. 

Polecam i kłaniam się nisko autorowi za wykonaną pracę w zbieraniu materiałów do tej książki.

sobota, 24 września 2022

Niepowinność. Paweł Radziszewski

 

 

TYTUŁ: Niepowinność
AUTOR: Paweł Radziszewski
WYDAWNICTWO: wydawnictwo Sine Qua Non
GATUNEK: polska literatura piękna
STRON: 416
DATA PREMIERY: 28 września 2022
 
Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



 
To druga książka tego autora. Debiut, który przeczytałam w kwietniu 2021 roku wprawił mnie w zachwyt, aż trudno było uwierzyć, że to pierwsza książka pisarza. Z niecierpliwością czekałam na kolejną. Premiera wersji papierowej, tak jak napisałam wyżej, będzie miała miejsce 28 września 2022 roku, ale dzięki #Legimi mam możliwość przeczytania jej wcześniej. I tak po raz kolejny, Pan Radziszewski zburzył moją kolejkę do czytania.

Już w trakcie czytania myślałam sobie, że to będzie wielka gratka dla tych wszystkich czytelników, którzy pamiętają opisywane zdarzenia. A chodzi dokładnie o działalność PGR-ów, czyli Państwowych Gospodarstw Rolnych w PRL. Należę do pokolenia, które pamięta działalność tych pomysłów socjalistycznych. Autor umieścił, właśnie tam, akcję swojej powieści. Poznajemy ludzi i małą miejscowość na granicy mazursko-podlaskiej. Możemy spojrzeć na fabułę z różnych punktów widzenia. Po mamy opowieść dzieciaka, dyrektora, palacza, księgowej i jeszcze kilku osób. Są też różne poziomy czasowe. Czas, kiedy byli pracownicy PGR-u, a nie było zwierząt. Czas, kiedy były zwierzęta, a nie było gdzie mieszkać. Czas, gdy było gdzie mieszkać, a nie było pracy. Bardzo ciekawy zabieg literacki.

Rozdziały podzielone są jak piętra w bloku. A założenie jest takie, że na parterze mieszka palacz, a na ostatnim piętrze ma apartament dyrektor. Do tego wszystkiego są jeszcze piwnice, które mają więcej poziomów niż blok pięter. Nie mogę napisać nic więcej, bo podróżowanie po tych piętrach to jedna wielka radocha, której nie chcę zepsuć.

W moim odczuciu nie należy tej powieści brać dosłownie. Dla mnie jest to powieść alegoryczna. Blok, piętra, piwnice, bycie kimś, bycie nikim, to tylko pewien psikus literacki, który ma nas skłonić do przemyśleń. Określenie, które pada wiele razy w tej książce to „szarzy ludzie”. Co ono oznacza? A co znaczy bycie kimś? A co to znaczy, jeśli ktoś chce być nikim? Czy musimy być niewolnikami oczekiwań innych? Czy musimy godzić się na role społeczne, w które chcą nas wtłoczyć inni?

Bardzo przypadła mi do gustu kreacja bohaterów. Dyrektor, który przybył nie wiadomo skąd i pije z palaczem w piwnicy. Palacz, który jest bibliotekarzem. Matka Marzeny, która kupuje alkohol w Pewexie w innej miejscowości, aby nikt nie pomyślał, że pije. Seweryn, dyrektorski syn, który chce być jak ojciec. Jacek, który chce życia zupełnie innego niż tata. I ona, królowa fabuły, przynajmniej dla mnie, czyli księgowa. Czytałam z niedowierzaniem, uśmiechem i zazdrością dla kreatywności i zaradności tej kobiety. Dla mnie zdecydowanie postać, która zasługuje na szczególną uwagę. Tak samo jak motyw dworu, który mieścił się obok PGR-u. I wątek szarych ludzi, którzy mieszkają w piwnicach. Polecam te motywy szczególnej uwadze.

Jest jeszcze wiele innych tematów, które są poruszone w tej lekturze, które warto by zaznaczyć. Ale pozostawiam je do samodzielnych poszukiwań.

Tylko zakończenie jest zupełnie inne niż się spodziewałam. Poczułam lekkie rozczarowanie. Ale im więcej czasu upływa, od kiedy skończyłam czytać, to coraz częściej zastanawiam się „co autor miał na myśli", jak mawiała moja polonistka. Muszę to zakończenie chyba jeszcze „przetrawić".

O debiucie autora pisałam tak: I, jeśli do tego dodamy plastyczny język i cudowną wrażliwość, która wraz z godnym pozazdroszczenia zmysłem obserwacji tworzą opowieść, której nie da się czytać bez ołówka w ręku. Wybrane zdania są jak petardy, zostawiają czytelnika z otwartą buzią. I tak jest teraz. Niektóre fragmenty czytałam po kilka razy.

Panie Pawle! Po raz kolejny kłaniam się nisko! Jestem zachwycona i czekam na kolejną książkę.

Polecam!
 
PS Okładka dopiero po skończonej lekturze okazuje się być idealna! I genialna jednocześnie.

#czytamzlegimi

sobota, 10 września 2022

Rodzinny sekret. Grzegorz Gołębiowski

 

TYTUŁ: Rodzinny sekret
AUTOR: Grzegorz Gołębiowski
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: literatura obyczajowa
STRON: 282
DATA PREMIERY: 23 czerwca 2022

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Po tę książkę sięgałam bez obaw. Dlaczego? Bo to moje 4 spotkanie z autorem. Poprzednie lektury bardzo przypadły mi do gustu. Każda miała to coś, co zwróciło moją uwagę i nie pozwoliło przejść obojętnie. I tym razem nie było inaczej.

Adam Floriański prowadzi biuro genealogiczne w Warszawie. Pewnego dnia zgłasza się do niego starsza kobieta, żeby pomógł jej rozwikłać rodzinną zagadkę, która nie daje jej spokoju. Od swojej ciotki, a siostry mamy, dowiaduje się, że matka zaraz po wojnie urodziła dziecko, które zmarło. Ale rodzicielka Marty Wielgórskiej dopiero na łożu śmierci przyznała się siostrze, że dziecko nie zmarło, tylko zostało przez nią oddane. I teraz Marta, sama będąc już u schyłku życia postanawia odnaleźć to dziecko, choć nie zna nawet płci. Czy jej się to uda? I jaki będzie finał tych poszukiwań?

Fabuła prowadzona jest dwutorowo. Jeden z nich to poszukiwania rodzeństwa pani Marty, a drugi to prywatne życie Floriana i jego ciężarnej żony Anny. I o ile wątek poszukiwań był ciekawy, to ten prywatny wcale mnie nie interesował. Choć rozumiem, tak mi się wydaje, zamysł autora. 
Poszukiwania przodków i odkrywanie tajemnic sprzed lat to jeden z moich ulubionych tematów w literaturze. W trakcie czytania zawsze zastanawiam się co ja bym zrobiła na miejscu bohaterów. I czy odkrywanie tajemnic to zawsze jest dobry pomysł? Jak historie rodzinne wpływają na żyjących członków rodziny? Zawsze mam mnóstwo pytań w trakcie lektury.
Choć znam wcześniejsze książki, to zawsze mam trochę obiekcji czy autor nie zamęczy czytelnika szczegółami z dziedziny genealogii. Pan Grzegorz przedstawił tę historię tak, że czytający dostaje odpowiednią dawkę informacji, a gdy poczuje niedosyt, jak ja, to może zgłębiać temat na własną rękę. I dla mnie jest to duży plus tej historii. I do tego pisarz potrafił tak przedstawić pewne aspekty tej powieści, że moja ciekawość szalała. A u mnie o to coraz trudniej.
I przysłowiową wisienką na torcie jest zakończenie. Gwarantuję, że cokolwiek byście nie obstawiali, to i tak nie zgadniecie, jaki będzie finał tej historii. Dla mnie bomba!

Podsumowując: kolejna książka Pana Gołębiowskiego, którą czyta się z dużym zainteresowaniem, rozbudzoną ciekawością, z odpowiednią dawką informacji i mnóstwem pytań, aby otrzymać rozwiązanie, którego nikt się nie spodziewa.

Polecam.

PS A co Ty, Czytelniku, wiesz o Mennonitach w Polsce? 


Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae Res

czwartek, 28 lipca 2022

Dom sekretów. Dom na skraju lasu. Natalia A. Bieniek

 

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Są takie książki, w których miejsce akcji/miasto/wieś ma istotne znaczenie. Jest albo ważnym tłem dla akcji albo bohaterem drugoplanowym. I kiedy zastanawiałam się, w których lekturach miasto Łódź odgrywa ważną rolę, to natychmiast przychodziła mi powieść Ziemia obiecana Władysława Reymonta. I choć książki Bieniek i Reymonta to zupełnie inna bajka, to Łódź w nich pokazana jest rewelacyjnie. Ale do rzeczy.

TYTUŁ: Dom sekretów
AUTOR: Natalia A. Bieniek
WYDAWNICTWO: Prószyński i S-ka
GATUNEK: powieść współczesna
STRON: 448
DATA PREMIERY: 20 sierpnia 2020
SERIA: Dorota Wiśniewska (tom 1)

Pierwsza część z Dorotą Wiśniewską w roli głównej. Absolwentka historii Uniwersytetu Łódzkiego zostaje wplątana w tajemnicze odkrycie w łódzkiej kamienicy. Wraz z odkrywanymi faktami związanymi z kamienicą poznajemy sekrety i zagadki z przeszłości. Co wyniknie z tego śledztwa? 
Dorota szukając informacji o mieszkańcach starego budynku odkrywa przed nami Łódź lat trzydziestych XX wieku. Pewnie nie każdy czytelnik wie, że to obecnie miasto wojewódzkie było kiedyś jednym wielkim tyglem kulturowym. Niemiec prowadził interesy z Polakami, Polacy z Żydami, a Żydzi z całym krajem itd. Mieszkali w jednym budynki, chodzi do różnych kościołów, mówi w różnych językach. Nie była to idylla, ale każdy z każdym potrafił jakoś się dogadać. I ta kamienica, przynajmniej dla mnie, była takim symbolem miasta i jego mieszkańców. Aż przyszła wojna i świat im się zawalił. I ludzie musieli dokonywać wyborów, których nie chcieli. Tak można w wielkim skrócie przedstawić fabułę. A zakończenie całej tej historii? No, ja byłam zdziwiona.


TYTUŁ: Dom na skraju lasu
AUTOR: Natalia A. Bieniek
WYDAWNICTWO: Prószyński i S-ka
GATUNEK: powieść współczesna
STRON: 344
DATA PREMIERY: 7 lipca 2022
SERIA: Dorota Wiśniewska (tom 2)

W drugiej części Dorota dostaje zlecenie napisania historii pewnej wiekowej willi, która skrywa pewną tajemnicę. I tu też, tak jak w poprzedniej książce, poznajemy miasto Łódź i jego historyczne zawiłości. Tylko w tej lekturze autorka skupiła się na pierwszych latach powojennych w Polsce. Latach, kiedy panował stalinizm i komunizm, kiedy kształtowały się pierwsze organy państwowe i kiedy Polacy szukali swojego miejsca w nowej rzeczywistości. Jak się okazało wcale niełatwej i kolorowej. Dorota prowadzi śledztwo, choć oficjalnie zbiera materiały do swojej książki, przeszukuje archiwa, kolekcjonuje dokumenty i ciągle napotyka na mur milczenia. Na dodatek okazuje się, że i jej rodzina ma powiązania z opisywaną przez Wiśniewską historią. Cały czas podczas czytania zastanawiałam się co wydarzyło się w tajemniczej willi i jaki to ma związek ze współczesnością.
Dla mnie rewelacyjnie autorka przedstawiła pewne zachowania. A przecież znane mi są pewne fakty opisane w książce, jak chociażby działanie organów bezpieczeństwa, to i tak czytałam z zapartym tchem. A jaki był finał tej powieści? Jak dla mnie zaskakujący. Obstawiałam kilka, a i tak nie trafiłam.

Obie książki można podsumować bardzo podobnie. Miasto Łódź i jego historia, ta międzywojenna, jak i ta powojenna, przedstawione świetnie. Sporo historii miejsc, ale też ludzi, i to w ilościach odpowiednich, aby zaciekawić, a nie zanudzić. Szczególnie, kiedy zna się miasto i w wyobraźni można odbyć podróż w opisywane dzielnice. 
Bardzo mnie zaciekawiła kreacja bohaterów. Dla mnie bardzo trafna, bo nie ma ludzi, tylko dobrych albo tylko złych, a świat nie jest czarno biały. Czasami człowiek musi podejmować decyzje, na które nie jest gotowy. I choć nie polubiłam głównej bohaterki, to i tak mocno jej kibicowałam w dążeniu do odkrycia prawdy.
Sposób poprowadzenia fabuły też przypadł mi do gustu. Autorka niespiesznie odkrywa poszczególne wątki i tajemnice, co powoduje, że nie można oderwać się od czytania. Przynajmniej ja tak miałam. Cały czas myślałam jak ta historia się zakończy.
No właśnie! Zakończenie. W obu książkach autorka mnie zaskoczyła. Finały niespodziewane, ale możliwe. I takie, że po zakończonych lekturach jeszcze sporo o nich myślałam. A to lubię. Choć miałam nadzieję na inne.

Bardzo polecam! Szczególnie łodzianom i wszystkim lokalnym patriotom, którzy chcą poznać historię miasta.

sobota, 9 lipca 2022

Chemia śmierci. Zbrodnie w najtajniejszym obozie w III Rzeszy. Tomasz Bonek

 

TYTUŁ: Chemia śmierci.
 Zbrodnie w najtajniejszym obozie w III Rzeszy. 
AUTOR:  Tomasz Bonek
WYDAWNICTWO: Znak Horyzont
GATUNEK: literatura faktu
LICZBA STRON: 320
DATA PREMIERY: 3 czerwca 2021

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



To moje pierwsze spotkanie z autorem. Oceniam jako bardzo udane. I ze zdziwienia wyjść nie mogę, bo nigdy nie słyszałam o opisywanym obozie. A tematykę drugiej wojny światowej zgłębiam od bardzo dawna.

Tomasz Bonek podjął się niełatwego zadania przybliżenia czytelnikom pewnej zapomnianej historii. Kto wie, że był obóz w miejscowości Dyhernfurth na Dolnym Śląsku, w którym Niemcy podczas wojny prowadzili eksperymenty medyczne i produkowali śmiertelną broń? Jeśli powiem: eksperymenty medyczne w czasie drugiej wojny światowej, to pewnie większość będzie miała pierwsze skojarzenie: Josef Mengele i obóz koncentracyjny w Auschwitz. Ja tak miałam, dopóki nie przeczytałam tej książki.

To, co działo się w tym obozie przechodzi ludzkie pojęcie i ciężko jest uwierzyć, że ten obóz nie istnieje w świadomości społecznej. Naukowcy syntezowali tam bojowe środki medyczne takie jak tabun i sarin. I testowali najpierw na małpach, a potem na więźniach, których nazywali elfami. Dlaczego? To trzeba doczytać samemu.

Autor bardzo skrupulatnie przedstawia historię obozu. Najbardziej przejmujące są relację świadków i więźniów. Bonek dotarł też do różnych interesujących dokumentów i zdjęć, których kopie zmieścił w książce. Wykonał kawał dobrej reporterskiej roboty. Jest to bardzo ciekawy dokument o mało znanej filii obozu Gross-Rosen, który mieścił się w miejscowości obecnie zwanej Brzeg Dolny. 

Ja zwróciłam uwagę na kilka rzeczy.
Pisarz przywraca pamięć o więźniach tego obozu. Dziękuję.
Bardzo mało, a prawie wcale, w niej samego autora. Przedstawia fakty bez oceniania, krytyki czy osobistych uwag. To zostawia czytelnikowi. Bezcenne.
Książka napisana jest prosto i interesująco. I nawet zagadnienia chemiczne przedstawione są tak, że laik zrozumie. Przynajmniej dla mnie wszystko było jasne.

Jak zwykle nie zagłębiam się w szczegóły, bo, jak zwykle, tam tkwi „diabeł”. Mnóstwo ciekawych informacji, dat, nazwisk, wydarzeń podany jest w sposób przyswajalny dla przeciętnego czytelnika. I po lekturze aż dziw bierze, że prawie nikt nie zna historii opisywanego miejsca.

Polecam.

czwartek, 7 lipca 2022

Nas nie złamią. Jak Polacy uciekali z Auschwitz. Mirosław Krzyszkowski, Bogdan Wasztyl

 

TYTUŁ: Nas nie złamią. 
Jak Polacy uciekali z Auschwitz. 
AUTOR: Mirosław Krzyszkowski, Bogdan Wasztyl
WYDAWNICTWO: Znak Horyzont
GATUNEK: literatura faktu
STRON: 316
DATA PREMIERY: 17 stycznia 2022



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Autorzy podjęli się trudnego, a jednocześnie ciekawego tematu, jakim były ucieczki z Auschwitz. Więźniowie wciąż słyszeli, że jedyna droga wyjścia na wolność prowadzi przez komin. Pomimo tego, znalazło się wielu śmiałków, którzy zapragnęli spróbować innej metody zdobycia wolności.

Krzyszkowski i Wasztyl opisywali wszystkie te ucieczki chronologicznie. Jest to ważne, bo obóz nie był taki sam przez cały czas funkcjonowania. Zmieniali się komendanci, załoga, ale też metody pilnowania czy przesłuchań. Obóz ulegał przebudowie, rozbudowie i remontom. Cały czas ewaluował. Ma to znaczenie, gdyż więźniowie musieli dokładnie obserwować te zmiany i szukać luk w jego funkcjonowaniu, które umożliwiłyby im ucieczkę.

Nie będę wyliczała wszystkich bohaterów tej książki, ale przytoczę tylko kilka nazwisk. Witold Pilecki, Kazimierz Piechowski, Bernard Świerczyna. Dwie pary, których ucieczki zostały udokumentowane: Polaka Edwarda Galińskiego i Żydówki Mali Zimetbaum oraz Jerzego Bieleckiego i Cyli Cybulskiej. 
Każda ucieczka została dokładnie przedstawiona. Przygotowania, realizacja i konsekwencje. Bo przecież nie każda zakończyła się sukcesem. Ważnym aspektem była pomoc ruchu oporu w obozie, partyzantki i okolicznej ludności poza obozem. Wielu ludzi za pomoc więźniom straciło życie. 

Pisarze podkreślają, że nie tylko Polacy uciekali z Auschwitz. Ucieczki próbowało prawie tysiąc osób. Byli to Żydzi, Niemcy, Romowie, Czesi, Węgrzy oraz przedstawiciele innych narodowości. Nie wszyscy odzyskali wolność.

Na koniec polecam przyjrzeć się bibliografii. Imponująca! Gdyby ktoś poczuł niedosyt, to proponuję dokładnie ją przeanalizować.

Podsumowując: prosto i ciekawie napisana książka o tym, że nie ma rzeczy niemożliwych. Że pomimo głodu, zimna, bicia, chorób, tęsknoty ludzie potrafili znaleźć nadzieję i siłę, aby szukać wyjścia z sytuacji, wydawałoby się, bez wyjścia. 

Polecam.

czwartek, 30 czerwca 2022

Katharsis. Maciej Siembieda

 

TYTUŁ: Katharsis
AUTOR: Maciej Siembieda
WYDAWNICTWO: Agora
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 576
DATA PREMIERY: 18 maja 2022


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Właśnie skończyłam czytać i na razie tak mogę opisać swoje wrażenia: aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!

Wrócę do pisania, kiedy ochłonę i pozbieram myśli.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.

Po kilku dniach....

A w zasadzie po kilkunastu...

Pan Maciej należy do moich ulubionych współczesnych pisarzy. Przeczytałam wszystkie Jego książki, oprócz zbioru reportaży. Sięgając po tę wiedziałam czego się mam spodziewać. Ale to, co dostałam przeszło moje najśmielsze oczekiwania. 

Nie będę streszczać powieści, bo sama tego w czytanych opiniach nie lubię. Spróbuję zachęcić Cię na swój sposób.
Sama historia rodziny Tosidowskich jest wymyślona, ale już całe tło społeczne, historyczne i obyczajowe jest jak najbardziej prawdziwe. Dzieje greckiej rodziny wplecione w powojenną rzeczywistość dają niesamowity obraz Polski. Fabuła, która miażdży czytelnika zakończeniem plus fakty historyczne rewelacyjnie wplecione w opowieść powodują, że po zakończonej lekturze czytelnik zostaje z otwartą buzią ze zdziwienia.
Kwestie historyczne przedstawione są w sposób prosty i ciekawy. Myślę, że większość czytelników nie ma pojęcia o takich wydarzeniach jak: działalność kopalni rudy uranu w Kletnie czy przybycie statkiem-szpitalem „Kościuszko” ponad 700 greckich uchodźców. Jak i jeszcze o wielu innych faktach. Kłaniam się nisko za ciekawą lekcję historii.
Fabuła jest poprowadzona w sposób taki, że ciężko się oderwać. Autor snuje historie swoich bohaterów niespiesznie, powoli uchyla skrywane tajemnice i rozjaśnia niedopowiedzenia. Aby na koniec wszystko zgrabnie spiąć zaskakującym zakończeniem. I to powoduje, że chce się wiedzieć więcej i więcej, aż trudno przestać czytać. Moja ciekawość była rozpalona do czerwoności. 
Dla mnie ważną częścią twórczości Pana Macieja jest sposób przedstawiania opowieści. Widać, a przynajmniej ja to czuję, wieloletnie doświadczenie reporterskie i bogate doświadczenie literackie. Piękny język dopracowany w każdym zdaniu, precyzyjna dbałość o szczegóły, świetne porównania, dyskretne poczucie humoru okraszone ironią bądź sarkazmem i do tego fenomenalne połączenie faktów z fikcją. Ja czuję się rozpieszczona.

Czy jak napiszę, że ta powieść ma szansę zostać moją Książką Roku, to będzie wystarczająca rekomendacja?

Polecam!

PS Zdjęcie jest nawiązaniem to pewnej sceny z książki i mruknięciem z uśmiechem do autora. I, mam nadzieję, zachętą do sięgnięcia po lekturę w celu odnalezienia i wyjaśnienia sceny z fotki.



                   Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Wydawnictwa Agora.

niedziela, 5 czerwca 2022

Bieszczady. Adrian Markowski

 

TYTUŁ: Bieszczady 
AUTOR: Adrian Markowski
WYDAWNICTWO: Prószyński i S-ka
GATUNEK: literatura faktu
STRON:238, 175
DATA PREMIERY: 6 maja 2021, 12 kwietnia 2022



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Początek czerwca oznacza dla mnie zbliżający się urlop w Bieszczadach. Kocham ten rejon i jeżdżę tam, tak często, jak tylko mogę. Dlatego też, aby umilić sobie czas oczekiwania na wyjazd sięgnęłam po te książki. To moje pierwsze spotkanie z twórczością Pana Markowskiego, ale nie pierwsze książki o Bieszczadach. Ciekawa była, czy autor mnie zaskoczy.

Autor utwierdza mnie w przekonaniu, iż moje zdanie o górach jest trafne. A brzmi ono: że Bieszczady to nie tylko piękne widoki i zapora na Solinie. I tu pewnie narażę się wielu osobom, bo wielokrotnie słyszałam, że Solina to nie Bieszczady. Dla mnie jednak zapora na Solinie to taka symboliczna brama do Bieszczad. I nie każdy musi się z tym zgadzać.

Pan Markowski opowiada czytelnikowi o rzeczach nieoczywistych dla wielu osób. Pokazuje i zachęca do wielu działań i odwiedzin. Wiele turystów jadąc w Bieszczady nastawia się na chodzenie po szklakach po połoninach i zdobycie Tarnicy, najwyższego szczytu polskich Bieszczad. A autor mówi stop. To nie jedyne miejsca warte uwagi. Warto znać historię tych terenów. Dlaczego połonina nazywa się Caryńska? Dlaczego nie ma już wielu wsi? Jak wyglądało życie w odległych czasach? Co jadano, a co jada się na terenach nieprzyjaznych rolnictwu? Jak wygląda historia zapory. Jak historia odcisnęła swoje znamię na tych terenach. Jak współgrały ze sobą różne religie. Jak różni ludzie mieszkali na tych obszarach. Wielokulturowość pod wieloma postaciami. Można tak wymieniać bez końca.

Trudno określić czy to przewodnik czy reportaż. Dla mnie to gawęda, którą chciałbym. aby mi ktoś opowiedział przy bieszczadzkim ognisku. Napisane właśnie tak: lekko i ciekawie.

Czy autor mnie zaskoczył? Nie. Ale bardzo zaciekawił. Dał wiele powodów do rozmyślań. I do wyznaczenia nowych tras, które chcę odbyć w Bieszczadach. 
Ja ze swojej strony polecam tak jak autor, przyjrzeć się cmentarzom i kościołom, bez względu na wyznanie. Niesamowite miejsca z niezwykłą historią. Mówią więcej niż niejeden przewodnik. 

Polecam.


Kruchy lód. Krzysztof Bochus

    TYTUŁ :   Kruchy lód AUTOR :  Krzysztof Bochus  WYDAWNICTWO : Skarpa Warszawska GATUNEK:  kryminał STRON : 368 DATA PREMIERY:  13 marca ...