Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura rosyjska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura rosyjska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 marca 2023

Dzieci Wołgi. Guzel Jachina

 

TYTUŁDzieci Wołgi
AUTOR: Guzel Jachina 
WYDAWNICTWO: Noir Sur Blanc
GATUNEK: literatura piękna
STRON: 450
DATA PREMIERY: 6 października 2022

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



To moje drugie spotkanie z twórczością autorki. Jej Zulejka otwiera oczy była jedną z najlepszych przeczytanych książek w 2017 roku. Książka ta zostawiła mnie w zachwycie dla autorki i z obietnicą, że każdą kolejną biorę bez zastanowienia. I tak też zrobiłam, kiedy natknęłam się na Dzieci Wołgi w zasobach Legimi. Wzięłam i przepadłam. 

Autorka po raz kolejny udowodniła, że pięknie umie opisywać trudne tematy. W poprzedniej książce było: o przesiedleniach, o życiu na Syberii, o niewyobrażalnym głodzie, o kilkumiesięcznej podróży w głąb Rosji, o miłości i śmierci.  W tej jest podobnie, tylko tym razem przyglądamy się życiu Niemców, którzy osiedlili się nad Wołgą. Śledzimy mieszkańców małego miasteczka na przestrzeni lat, od 1918 do 1941, kiedy to zostali deportowani w głąb Rosji. Główny bohater, wiejski nauczyciel, jest osobą znaną i cenioną w swojej społeczności. Jego życie zmienia się diametralnie, kiedy dostaje pewien list z drugiego brzegu rzeki i jedzie na spotkanie do stojącego na uboczu chutoru. 
Autorka poprzez życie Jacoba Bacha i mieszkańców miasteczka pokazuje, jakie zmiany zachodziły w kraju, jak i w samych ludziach. Ludność wiedzie życie spokojne i naznaczone ciężką pracą. Wielka historia toczy się jakby obok nich, choć z czasem i u nich zachodzą transformacje. Wołga jest ważnym elementem codzienności. Daje pożywienie, zapewnia lód do przechowywania żywności, pozwala uprać odzież i schłodzić się w gorące dni. Ale pozwala też przybyć nowościom, które niosą ze sobą zmiany w kraju, choć nie zawsze takie, jakich by wszyscy oczekiwali.

Mnie zachwyciły trzy aspekty tej powieści. Przepiękny styl opowieści, plastyczny język i do tego niemal filmowe opisy przyrody i zdarzeń, które wzbudzają dużo emocji. Oczami wyobraźni widziałam fabułę przeniesioną na duży ekran.
Drugim był Jacob i jego życie. Od samotności, przez wielką miłość, aż po ogromną tragedię. Jego zaradność, pomysłowość, pracowitość i hart ducha wielokrotnie mnie zadziwiały i zachwycały jednocześnie.
Trzecim są przepiękne baśnie, które spisywał Jacob. Polecam szczególnej uwadze.

Znalazłam tylko jeden minus. Przez większość stron akcja snuje się leniwie i malowniczo, by pod sam koniec kilka lat zawrzeć na niewielu stronach. Jakby autorce zabrakło czasu i chęci do kontynuowania losów swoich bohaterów. Przynajmniej ja to tak odebrałam.

Książka trafia do grona najlepszych książek w tym roku.

Polecam.

niedziela, 24 kwietnia 2022

Ludzie sierpnia. Siergiej Lebiediew

 

                                                          
                                                 TYTUŁ: Ludzie sierpnia
AUTOR: Siergiej Lebiediew
WYDAWNICTWO: Claroscuro
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 407
DATA PREMIERY: 9 września 2021 roku


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Sięgając po tę książkę wiedziałam już czego mogę się spodziewać. Poprzednie trzy, Granica zapomnienia, Debiutant i Dzieci Kronosa, zachwyciły mnie i autor trafił na półkę moich ulubionych pisarzy. Czy i tym razem dałam się porwać autorowi?

Tak, tak, tak i jeszcze raz tak!
Po raz kolejny autor udowodnił, że ma niesamowity dar snucia opowieści, potrafi zaczarować czytelnika słowem i skłonić do mnóstwa pytań i refleksji.

Tym razem, wspólnie z głównym bohaterem, jeździmy po Rosji w poszukiwaniu zaginionych ludzi. A historia zaczyna się od opowieści babci o zagubionym dziadku. Autor postanawia zbadać co się stało z przodkiem. I tak przemierzamy kraj wzdłuż i wszerz, zwiedzamy archiwa, instytucje, zapomniane wioski. Spotykamy wiekowych ludzi, zapomniane groby, wspomnienia ludzi bez grobów. Czasami natrafiamy na mur milczenia, czasami na ocean zapomnienia. Plątamy się w gąszczu pytań, błądzimy w poszukiwaniu odpowiedzi i milczymy, gdy trzeba. 

Autor snuje różne rozważania na tematy wszelakie. Tematyka jest tak różnorodna i w takiej ilości, że wydawać się może, że trafił nam się niezły bigos literacki. Nic bardziej mylnego. Wszystkie wątki, dygresje i historie splecione są ze sobą w piękny i idealny sposób. Rosjanin posiada nie tylko ogromną wiedzę historyczną, ale niebywały zmysł obserwacji i subtelną wrażliwość.

I tak jak w poprzednich książkach, tak i w tej fabułę można podzielić na dwa nurty. Jeden to ten bardzo osobisty związany z poszukiwaniem dziadka i ten drugi, który można nazwać historyczno-filozoficznym, w którym poznajemy historię, geografię z odrobiną przemyśleń na temat Rosji.

Mnie chyba najmocniej ujął za serce wątek ludzi bez grobów. Autor sporo poświęca rozważań na temat tego jak jego ojczyzna traktowała swoich obywateli na przestrzeni wieków. Zresztą nie tylko swoich obywateli. Polaków, Niemców, Finów też. Wielu zaginionych, wywiezionych i takich, o których słuch zaginął. Cała masa ludzi bez grobów. Mnóstwo pytań i sporo chwil zadumy.
To także powieść o Pamięci, takiej przez duże P. Tej rodzinnej i tej narodowej. 

Na koniec podsunę małą sugestię, a mam nadzieję, że nie spojler. Zwróć uwagę na historie Psiego Cara. Tak niesamowita i fascynująco przerażająca jednocześnie, że aż trudna do uwierzenia. 

Polecam. 

niedziela, 7 listopada 2021

Dzieci Kronosa. Siergiej Lebiediew

 

                                                    TYTUŁ: Dzieci Kronosa
AUTOR: Siergiej Lebiediew
WYDAWNICTWO: Claroscuro
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 440
DATA PREMIERY: 1 października 2019 roku



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Siergiej Lebiediew to rosyjski pisarz, który skradł moje serce. Pierwsze spotkanie odbyło się przy Granicy zapomnienia. Po zakończonej lekturze oniemiałam z wrażenia. Potem sięgnęłam po Debiutanta. Wrażenia bardzo zbliżone jak przy Granicy zapomnienia. Jak to mówią: do trzech razy sztuka, więc sięgnęłam po kolejną książkę Rosjanina. Dzieci Kronosa utwierdziły mnie w przekonaniu, że Lebiediew wielkim pisarzem jest i dołączył właśnie do moich ulubionych twórców. 

Gdybym chciała króciutko streścić fabułę, tobym mogła zawrzeć ją w jednym zdaniu: Kiryłł, młody Rosjanin, dowiaduje się od babci, że jego przodkowie byli Niemcami i po jej śmierci postanawia prześledzić historie rodzinne. Wydaje się mało porywające i zachęcające, ale zapewniam, że tak nie jest. Bo jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach.

Lebiediew porusza tak wiele tematów w swojej powieści, że trudno napisać, które są ważne, a które bardziej interesujące. Babcia, która jako jedyna z rodziny przeżyła drugą wojnę światową, odwiedza regularnie w Rosji Cmentarz Niemiecki. Mały Kiryłł towarzyszy jej w każdej wizycie. Ogląda nagrobki, odczytuje trudne nazwiska, zastanawia się kto jest pochowany na tym cmentarzu. Aż pewnego razu babcia Lina opowiada mu to, co pamięta o swojej rodzinie. Martwi się, że po jej śmierci pamięć o przodkach zaginie. Kiryłł mocno to przeżywa i po śmierci Liny postanawia zbadać historię rodzinną. I to, co odkrywa zmusza go wielu przemyśleń i refleksji. Tak samo jak czytelnika.

Lebiediew tak snuje fabułę, że miałam wrażenie, że przemierzam z Kiryłłem Europę w przez dwa wieki. Poznajemy członków rodziny, ich pasje i problemy, oglądamy oczami wyobraźni zmieniającą się rzeczywistość. Kiryłł zwiedza wiele europejskich krajów w poszukiwaniu własnych korzeni. Odwiedza archiwa, cmentarze, miejscowości, rozmawia z ludźmi. Zastanawia się nad wieloma sprawami, zadaje dużo pytań i snuje refleksje. A ja razem z nim. Czy ważne są korzenie rodzinne? Czy przynależność do narodu jest ważna? Czy moje decyzje będą miały wpływ na moje wnuki? Czy pielęgnowanie pamięci jest istotne? Czy pamiątki rodzinne mówią coś o ich obecnych i byłych właścicielach? Dużo można by pisać. Autor poruszył dużo obszarów tematycznych, bo mamy i rodzinę, i miłość, i politykę. Poczucie przynależności do kraju, religii i partii. Przystosowanie do nowych warunków społecznych i gospodarczych. Los jednostki w zawierusze historii. 

Oprócz zróżnicowanej tematyki mamy tu jeszcze jeden ważny element, którego nie mogę pominąć. Język, jakim opowiedziana jest ta historia zachwycił mnie od samego początku. Rosjanin w niesamowity sposób bawi się słowem, używa porównań z wielkim wyczuciem, wrażliwość i sposób spojrzenia na wiele spraw zachwyca. Celność spostrzeżeń i wyciąganie zaskakujących wniosków bardzo przypadło do gustu. 
I nie można zapomnieć, że przez pryzmat jednej rodziny śledzimy koleje losy dwóch mocarstw: Rosji i Niemiec. Wspaniała lekcja historii. 

To powieść, która zachwyca nie tylko tematyką, ale i sposobem narracji. Dałam się jej ponieś.
Cieszę się, że już na stosiku czeka kolejna powieść pt. Ludzie sierpnia

Polecam.

poniedziałek, 22 marca 2021

Straszny kraj. Keith Gessen

 

TYTUŁ: Straszny kraj
AUTOR: Keith Gessen
WYDAWNICTWO: Prószyński i S-ka
GATUNEK: literatura piękna
STRON: 432
DATA PREMIERY: 16 lutego 2021



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Po książkę sięgnęłam po przeczytaniu zdania: Fantastyczny portret współczesnej Rosji oczami emigranta, który wraca do Moskwy, żeby zaopiekować się babcią. Cytat z portalu lubimyczytac.pl.
Czy można napisać ciekawą książkę o opiekowaniu się schorowaną babcią?
Ano można, jak się okazuje.

Andriej Kaplan przylatuje do Moskwy i podejmuje się opieki na babcią. Próbuje ułożyć sobie codzienne życie. Ale jak się okazuje, nie jest to takie proste. Życie w Moskwie to zupełnie coś innego niż życie w nowym Jorku. Jest rok 2008. 
I właśnie podczas kolejnych dni i tygodni Andriej dostrzega różnice pomiędzy swoimi dwoma ojczyznami. Bo Kaplan urodził się i swoje pierwsze 6 lat spędził w Rosji, a wyniku emigracji rodziców zamieszkał w USA. 
I choć sam bohater jakoś szczególnie nie wzbudził mojej sympatii (czasami wydawał mi się niedorajdą życiową) i niektóre jego poglądy mogły wydawać się dziwne, to nie zmienia to faktu, że powieść ta wzbudziła we mnie wiele refleksji i skłoniła do wielu przemyśleń. Jest ona dla mnie nie głosem pokolenia czy narodu, ale zbiorem osobistych spostrzeżeń i uwag autora. 
Może wydawać się też, że wielość poruszanych tematów jest bardzo rozległa, ale dla mnie są one podane w sposób przystępny i odpowiednio dawkowane. Wspomnę tylko o tych, na które ja zwróciłam uwagę. Kolejność przypadkowa.
Relacja babcia-wnuczek opisana bardzo ciepło i z wyczuciem. 
Przypadłości związane z wiekiem seniorki, jak na przykład problemy z pamięcią, skłaniają do zastanowienia się nad zmianami, jakie zachodzą w ciele ludzkim na przestrzeni lat.
Z opowieści babci i bieżących obserwacji wnuczka wyłania się przeszłość i teraźniejszość Rosji. Pełna łez, krwi i biedy. Bardzo dobra lekcja historii.
Dla Andreja Rosja jawi się jako kraj kontrastów, w którym widać między innymi klasowość społeczeństwa. I na własnej skórze odczuwa różnice pomiędzy Rosją a USA.
We fragmentach o życiu uniwersyteckim i kadrze naukowej wyczułam odrobinę ironii i sarkazmu. Ale tutaj może się akurat czepiam.
Rodzice Kaplana są rosyjskimi emigrantami w Stanach. Tutaj też znalazłam sporą dawkę trafnych uwag na różne tematy, chociażby z życia Rosjan za wielką wodą.
Ciekawe były nawet te fragmenty, w których Kaplan próbuje przemieszczać się po mieście. Sam jest zdziwiony jak bardzo i w tym zakresie różnią się te dwa kraje. 

Podsumowując: ciekawa i skłaniająca do refleksji opowieść o dwóch krajach, które mają wspólne miejsce w sercu pewnego mężczyzny. Choć akcja nie jest tu specjalnie porywająca, to jednak książka wywarła na mnie wrażenie i po przeczytaniu jeszcze sporo o niej myślałam. A to bardzo lubię.

Polecam. 

piątek, 12 marca 2021

Dziennik czasu blokady. Zapiski nastolatki z oblężonego Leningradu. Lena Muchina

 

TYTUŁ: Dziennik czasu blokady. 
Zapiski nastolatki z oblężonego Leningradu.
AUTOR: Lena Muchina
WYDAWNICTWO: Świat Książki
GATUNEK: literatura faktu
STRON: 336
DATA PREMIERY: 29 stycznia 2014



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Niech nikogo nie zmyli ta okładka.
Tak, to jest dziennik nastolatki. Dziennik, nie pamiętnik.
Tak, są to zapiski z jednego z najbardziej bolesnych okresów w historii.
Tak, to jest literatura faktu, a ja z nią nie dyskutuję.

I jeśli z taką świadomością zaczniemy czytać tę lekturę, to gwarantuję, że trudno będzie ją odłożyć. 
Tak tylko dla formalności przypomnę, że oblężenie Leningradu trwało od 8 września 1941 roku aż do 27 stycznia 1944 roku.
Lena zaczyna pisać dziennik w maju 1941 roku, ma wtedy 16 lat. Ostatnie wpisy pochodzą z maja 1942 roku. Czyli towarzyszymy tej dziewczynie przez rok oblężenia. Na to moim zdaniem należy zwrócić uwagę.
Pierwsze kilkanaście stron może wydawać się nudne. Może. No, bo o czym ciekawym może pisywać nastolatka w swoim dzienniku? O szkole, przyjaciółkach, pierwszych zauroczeniach, spotkaniach. Ale już we wrześniu 1941 roku wszystko się zmienia. I zmienia się też tematyka opisywanych wydarzeń. Lena pisze o nadlatujących niemieckich samolotach, o huku spadających bomb, umierających ludziach i problemach ze zdobywaniem jedzenia.
I to, jaka zmiana zachodzi w nastolatce i w opisywanych przez nią zdarzeniach jest dla mnie niezmiernie ciekawe. To jak z niefrasobliwej nastolatki przemienia się w wystraszoną niepewną sytuacją w mieście dziewczynę, poprzez doświadczenia śmierci najbliższych, głód nie do opisania aż po decyzję o ewakuacji. A pomiędzy opisywanymi wydarzeniami przewijają się propaganda bolszewicka i skutki wychowania w jej duchu.
Przemiana tej Rosjanki jest w moich oczach niesamowita. To jest to, na co ja zwróciłam szczególną uwagę. Jak na początku oblężenia przerażają ją odgłosy wojenne, potem trochę zaprzątają uwagę, ale tylko w zakresie znalezienia ukrycia, a potem są tylko tłem w jej walce o jedzenie i przeżycie. I tu pojawia się kolejny aspekt tej historii... Techniki zdobywania jedzenia i sposoby na zaspokojenie głodu. Niektóre fragmenty czytałam ze ściśniętym gardłem. Specjalnie nie przytoczę żadnych fragmentów czy przykładów. Są niewiarygodnie wstrząsające.

I na koniec jeszcze dwie sprawy.
Polecam w trakcie czytania iść do kuchni i zważyć sobie tyle chleba, o jakiej ilości pisze Lena. Doświadczenie, które wzmacnia przekaz Rosjanki.
Po drugie: autor okładki powinien zmienić pracę. Absolutnie nie pasuje do treści i może potencjalnego czytelnika wprowadzać w błąd.

Podsumowując: tak, ta książka może wydawać się nużąca. Tak jak dziennik nastolatki, tak i opisy codziennej walki z głodem i zimnem nie tworzą wartkiej lektury. Ale te zapiski mają jeden bardzo ważny walor: to jest świadectwo naocznego świadka. I tak to należy traktować. Ku pamięci i przestrodze.

Dziękuję, Leno Muchino.

Polecam. 

PS. Jeżeli kogoś interesuje temat oblężenia Leningradu, to polecam inne wpisy na moim blogu, tj.  o książce Zimowy ogród. Kristin Hannah. To powieść, a nie literatura faktu. I wspomnienia: Oblężone. Piekło 900 dni blokady Leningradu w trzech przejmujących świadectwach przetrwania. Jelena Koczyna, Olgi Bergholz, Lidia Ginzburg

Kruchy lód. Krzysztof Bochus

    TYTUŁ :   Kruchy lód AUTOR :  Krzysztof Bochus  WYDAWNICTWO : Skarpa Warszawska GATUNEK:  kryminał STRON : 368 DATA PREMIERY:  13 marca ...