Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo Świat Książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo Świat Książki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 kwietnia 2021

Wiek mądrości. Lekcje życia ocalonej z Zagłady Alice Herz-Sommer. Caroline Stoessinger

 

TYTUŁ: Wiek mądrości.
Lekcje życia ocalonej z Zagłady Alice Herz-Sommer.
AUTOR: Caroline Stoessinger
WYDAWNICTWO: Świat Książki
GATUNEK: wspomnienia/biografia
STRON: 248
DATA PREMIERY: 16 września 2020

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Ta książka to jedna z tych, które cenię sobie najbardziej. Biografia niezwykłej kobiety napisana bez nieprzeciętną artystkę. Ze wstępem pierwszego prezydenta Republiki Czeskiej, Vaclava Havla. 

Alice Herz-Sommer to wybitna czeska pianistka urodzona w 1903 roku. Zmarła w 2014. Należała ona do grona najdłużej żyjących osób ocalałych z Zagłady. Jej życiorysem można by było obdzielić kilka osób. Choć przeżyła ponad wiek i była uczestnikiem wielu ważnych momentów w XX wieku, to jednak los jej nie oszczędzał. Za mąż wyszła w 1931 roku. W 1943 roku wraz z mężem i sześcioletnim synem trafiła do obozu koncentracyjnego w Theresienstadt. Niestety, nie cała rodzina przeżyła wojnę. To chyba najbardziej, przynajmniej dla mnie, przepełniony emocjami fragment Jej życia. Nie jestem w stanie sobie nawet wyobrazić, co musiała czuć przebywając z dzieckiem w tym obozie, choć modelowym, to jednak koncentracyjnym. Z ciągłym strachem i brakiem informacji o mężu.

Jednak po wojnie też nie było lekko. W kilka lat po jej zakończeniu wyemigrowała do Izraela, a potem za dorosłym już synem do Londynu gdzie mieszkała do śmierci. 
W czasie wojny zginęła cała jej rodzina. Została sama i musiała utrzymać siebie i dziecko. W Czechosłowacji nic jej nie trzymało. Sensem jej życia była muzyka. Tak o niej pisała:

Muzyka uratowała mi życie. Muzyka to Bóg.

I w tym momencie muszę zwrócić uwagę na autorkę książki. Moim zdaniem tylko pianistka, a jest nią autorka książki Caroline Stoessinger może zrozumieć inną pianistkę. I nie chodzi mi tylko o czucie czy rozumienie muzyki, ale też o pewną empatię i wrażliwość. Pani Stoessinger jest człowiekiem wielu zawodów, ale wszystkie one związane są bezpośrednio lub pośrednio ze światem sztuki. W moim odczuciu poradziła sobie bardzo dobrze. Ta biografia może wydawać się nieco chaotyczna czy niewprawnie napisana, ale autorka nie jest pisarką, lecz muzykiem i chciała zapisać słowa Alice Herz-Sommer jak najwierniej jednocześnie jak najmniej ingerując w tekst.
Osoba słynnej czeskiej pianistyki bardzo mnie urzekła. Pomimo nielekkiego życia była to osoba pełna optymizmu i ciepła. Pracowała ciężko do późnych lat swego życia. Była otwarta dla ludzi, ciekawa świata i chętna do pomocy młodym muzykom. Choć była wymagającym pedagogiem to nigdy nie brakowało jej uczniów i wielbicieli jej talentu. I do tego wszystkiego miała niesamowite poczucie humoru, dużo zrozumienia dla innych i przepełniona była wiarą w jak najlepszą przyszłość.

Ta biografia bardzo przypomina mi inną, też czeskiej artystki. Książka ta to:

Moje życie pełne cudów. Prawdziwa historia kobiety, która dzięki muzyce przetrwała piekło trzech obozów. Wendy Holden, Zuzana Ruzickova. 

Zuzana Ruzickova była czeską klawesynistką i też była więziona w obozie w Theresienstadt. Obie muzyczki podkreślają, że tylko miłość do muzyki pozwoliła im przeżyć koszmar wojenny. O książce tej można poczytać na tym blogu.


Podsumowując: bardzo ciekawa biografia niesamowitej kobiety, która dzięki muzyce żyła i przeżyła pięknie życie. Lektura ta nastraja bardzo optymistycznie pomimo opisywanych tragicznych fragmentów z życia Czeszki. Na przekór przeciwnościom losu pozostała pozytywną, pełną pokory i wdzięczności sławną pianistką. Wielu współczesnych celebrytów mogłoby się od niej wiele nauczyć.

Polecam.

piątek, 12 marca 2021

Dziennik czasu blokady. Zapiski nastolatki z oblężonego Leningradu. Lena Muchina

 

TYTUŁ: Dziennik czasu blokady. 
Zapiski nastolatki z oblężonego Leningradu.
AUTOR: Lena Muchina
WYDAWNICTWO: Świat Książki
GATUNEK: literatura faktu
STRON: 336
DATA PREMIERY: 29 stycznia 2014



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Niech nikogo nie zmyli ta okładka.
Tak, to jest dziennik nastolatki. Dziennik, nie pamiętnik.
Tak, są to zapiski z jednego z najbardziej bolesnych okresów w historii.
Tak, to jest literatura faktu, a ja z nią nie dyskutuję.

I jeśli z taką świadomością zaczniemy czytać tę lekturę, to gwarantuję, że trudno będzie ją odłożyć. 
Tak tylko dla formalności przypomnę, że oblężenie Leningradu trwało od 8 września 1941 roku aż do 27 stycznia 1944 roku.
Lena zaczyna pisać dziennik w maju 1941 roku, ma wtedy 16 lat. Ostatnie wpisy pochodzą z maja 1942 roku. Czyli towarzyszymy tej dziewczynie przez rok oblężenia. Na to moim zdaniem należy zwrócić uwagę.
Pierwsze kilkanaście stron może wydawać się nudne. Może. No, bo o czym ciekawym może pisywać nastolatka w swoim dzienniku? O szkole, przyjaciółkach, pierwszych zauroczeniach, spotkaniach. Ale już we wrześniu 1941 roku wszystko się zmienia. I zmienia się też tematyka opisywanych wydarzeń. Lena pisze o nadlatujących niemieckich samolotach, o huku spadających bomb, umierających ludziach i problemach ze zdobywaniem jedzenia.
I to, jaka zmiana zachodzi w nastolatce i w opisywanych przez nią zdarzeniach jest dla mnie niezmiernie ciekawe. To jak z niefrasobliwej nastolatki przemienia się w wystraszoną niepewną sytuacją w mieście dziewczynę, poprzez doświadczenia śmierci najbliższych, głód nie do opisania aż po decyzję o ewakuacji. A pomiędzy opisywanymi wydarzeniami przewijają się propaganda bolszewicka i skutki wychowania w jej duchu.
Przemiana tej Rosjanki jest w moich oczach niesamowita. To jest to, na co ja zwróciłam szczególną uwagę. Jak na początku oblężenia przerażają ją odgłosy wojenne, potem trochę zaprzątają uwagę, ale tylko w zakresie znalezienia ukrycia, a potem są tylko tłem w jej walce o jedzenie i przeżycie. I tu pojawia się kolejny aspekt tej historii... Techniki zdobywania jedzenia i sposoby na zaspokojenie głodu. Niektóre fragmenty czytałam ze ściśniętym gardłem. Specjalnie nie przytoczę żadnych fragmentów czy przykładów. Są niewiarygodnie wstrząsające.

I na koniec jeszcze dwie sprawy.
Polecam w trakcie czytania iść do kuchni i zważyć sobie tyle chleba, o jakiej ilości pisze Lena. Doświadczenie, które wzmacnia przekaz Rosjanki.
Po drugie: autor okładki powinien zmienić pracę. Absolutnie nie pasuje do treści i może potencjalnego czytelnika wprowadzać w błąd.

Podsumowując: tak, ta książka może wydawać się nużąca. Tak jak dziennik nastolatki, tak i opisy codziennej walki z głodem i zimnem nie tworzą wartkiej lektury. Ale te zapiski mają jeden bardzo ważny walor: to jest świadectwo naocznego świadka. I tak to należy traktować. Ku pamięci i przestrodze.

Dziękuję, Leno Muchino.

Polecam. 

PS. Jeżeli kogoś interesuje temat oblężenia Leningradu, to polecam inne wpisy na moim blogu, tj.  o książce Zimowy ogród. Kristin Hannah. To powieść, a nie literatura faktu. I wspomnienia: Oblężone. Piekło 900 dni blokady Leningradu w trzech przejmujących świadectwach przetrwania. Jelena Koczyna, Olgi Bergholz, Lidia Ginzburg

niedziela, 28 lutego 2021

Księga utraconych imion. Kristin Harmel

 

TYTUŁ: Księga utraconych imion
AUTOR: Kristin Harmel
WYDAWNICTWO: Świat Książki
GATUNEK: powieść obyczajowa
STRON: 400
DATA PREMIERY: 24 lutego 2021



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



To kolejne spotkanie z autorką. Pierwszą książką jaką przeczytałam nosiła tytuł Słodycz zapomnienia. Był rok 2016. Bardzo przypadła mi do gustu. Postanowiłam śledzić poczynania tej pisarki. Potem były kolejne powieści: Dom przy ulicy Amelie i Żona winiarza. Dobre były, ale bez zachwytów. I kiedy zobaczyłam ten tytuł w zasobach Legimi, to postanowiłam sprawdzić czym tym razem mnie zachwyci lub też nie. Wiedziałam czego mogę się spodziewać, skoro 3 książki jej autorstwa już za mną.

Fabuła toczy się dwutorowo. W 2005 roku w Stanach i w latach 40 we Francji. 
W wątku współczesnym Eva jest ponad osiemdziesięcioletnią bibliotekarką w jednym z amerykańskich miast. Pewnego razu dostrzega artykuł w gazecie, który inspiruje ją do wyjazdu do Francji, której nie widziała od ponad 60 lat. 
W wątku francuskim Eva jest Żydówką mieszkającą w Paryżu. Kiedy w lipcu 1942 dochodzi do obławy Vel d’Hiv w wyniku której zostaje aresztowany ojciec Evy, to nasza bohaterka postanawia uciec z matką na prowincję. I wtedy trafia w szeregi francuskiego ruchu oporu i dzięki swoim zdolnościom zostaje fałszerzem dokumentów. 
Tak w skrócie można przedstawić fabułę. Ja dostrzegłam coś więcej w tej powieści. I choć temat, powrót do lat wojennych przez osobę w zaawansowanym wieku, wydał mi się oklepany, to tutaj było coś, co mnie bardzo poruszyło. Kolejność przedstawionych poruszeń" bez znaczenia.
We Francji działał ruch oporu. Wiele książek i filmów o nim powstało. Tutaj autorce udało się przedstawić wiele różnych postaw, nie tylko Francuzów, od ruchu oporu, poprzez obojętność aż do kolaborację z wrogiem. Nie każdy Żyd był dobry i nie każdy Niemiec był zły. Doceniam takie przedstawienie postaw ludności cywilnej w czasach wojennych.
Doceniam także przygotowanie autorki w sprawie fałszowania dokumentów przez członków Resistance. Ciekawie przedstawione niuanse tworzenia różnych dokumentów i dylematy, z jakimi zmagali się je tworzący.
W wątku współczesnym Eva jest bibliotekarką. Ale nie tylko. Całe swoje życie kochała książki. Były one bardzo ważne dla niej i tę miłość do słowa pisanego udało się autorce świetnie przedstawić. Jakbym czytała o sobie.
Wątek miłosny pomiędzy Evą a jej ukochanym najmniej przypadł mi do gustu. Ja po prostu nie lubię romansów. Tutaj akurat Harmel udało się przedstawić ten temat bez zbytniego patosu i ckliwości. Choć był ciut przewidywalny, to nic nie popsuło mi przyjemności z czytania. 
Najbardziej chwyciło mnie za serce, to dla kogo były te fałszowane dokumenty. Robione je dla żydowskich dzieci, które były zmuszone opuścić Francję, bez rodziców i rodziny. Ruch oporu przerzucał te dzieciaki do innych krajów, aby tam mogły przeczekać wojnę, a później spotkać się z rodzicami. Tylko że spora część dzieci była bardzo mała i nie mogła pamiętać swoich rodziców. I tutaj pojawia się Księga, w której Eva zapisywała prawdziwe i fałszywe dane dzieci. I żeby nikt niepowołany nie mógł tego przeczytać, to zaszyfrowała te dane używając ciągu Fibonacciego. Jak? To trzeba doczytać. 
Tematyka ratowania dzieci żydowskich bardzo kojarzyła mi się z naszą Ireną Sendlerową. Irena chowała dane w słoiku, a tutaj była księga. Takie skojarzenie miałam podczas czytania.
Jest też inny epizod polski. Rodzice Evy byli Polakami. 

Ta powieść podzieli los książki Słodyczy zapomnienia. Jest w niej coś, co nie daje mi spokoju. Porusza serce i skłania do przemyśleń. Jednym z nich jest takie: nie trzeba walczyć z bronią w ręku, aby być bohaterem na wojnie. Można w zaciszu biblioteki tworzyć nowe dokumenty i tym sposobem ratować ludzkie życie. Bardzo wiele żyć. 
Ta książka skłania do wielu innych przemyśleń. Nie napisałam tutaj o wszystkich. Zostawiam przyjemność ich wyszukiwania potencjalnemu czytelnikowi.
Polecam.

sobota, 2 listopada 2019

Wielka samotność. Kristin Hannah

TYTUŁ: Wielka samotność
AUTOR: Kristin Hannah
WYDAWNICTWO: Świat Książki
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 512
DATA PREMIERY: 23 maja 2018



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Wielka samotność to moja trzecia książka tej autorki. Wcześniej czytałam Słowika i Zimowy ogród. Ale ta jest zupełnie inna od wcześniejszych. Albo ja ją inaczej odebrałam. 

Akcja zaczyna się w latach 70. XX wieku, kiedy poznajemy rodzinę, a w niej nastoletnią Leni, matkę zakochaną w swoim mężu i ojca, który po powrocie z wojny w Wietnamie nie radzi sobie sam ze sobą. Receptą na trudne relacje w rodzinie ma być wyjazd na Alaskę i życie zgodnie z naturą. Czy ten pomysł okaże się dobry? Czy zamieszkanie z dala od cywilizacji i prowadzenie prostego życia przyniesie ukojenie?
Jak zwykle u tej autorki więcej pytań niż odpowiedzi.

Autorka poruszyła w swej powieści kilka istotnych tematów.
Trauma wojenna. Ojciec Leni nie radzi sobie w codziennym życiu. Swoją frustrację odreagowuje znęcając  psychicznie i fizycznie się nad żoną i córką. Należy zwrócić uwagę na to, że akcja książki dzieje się w latach 70. XX wieku i wtedy nie znano jeszcze pojęcia zespołu stresu pourazowego. Dziś już istnieją różne formy pomocy dla byłych wojskowych. Wtedy każdy musiał radzić sobie sam.

Przemoc rodzinna. Koło tego tematu nie można przejść obojętnie. Bita żona, która tłumaczy zachowanie męża, nie chce przyjąć pomocy przyjaciół, nie chce zgłosić na policje pobić i nie chce odejść od sprawcy. Mnie się ciężko czytało te fragmenty. Nie byłam w stanie zrozumieć całej tej sytuacji. Bardzo dobrze pokazany mechanizm przemocy i współuzależnienia.

Spojrzenie na świat oczami nastoletniej Leni, której burzliwy okres dorastania przypadł na czas mieszkania na Alasce. Przedstawienie relacji rodziców z punktu widzenia córki było ciekawym doświadczeniem. W ogóle cała złożoność otaczającego świata pokazana z perspektywy nastolatki było interesująca i skłaniająca do przemyśleń.

No i Alaska. Kraina dzika, niedostępna i groźna. Autorka świetnie oddała panujące tam warunki przyrodnicze jak i relacje międzyludzkie. To miejsce gdzie trzeba samemu zatroszczyć się o jedzenie i opał na zimę, gdzie pomoc sąsiedzka jest bardzo ważna, a wymiana barterowa jest ważniejsza od pieniędzy. Alaska ze swoimi ciemnościami, wielkim śniegiem, wyciem wilków i brakiem odgłosów cywilizacji bardzo mi przypomina polskie Bieszczady. A że kocham ten koniec Polski bezgranicznie, to pewnie dlatego tak przepadłam w lekturze. Oczami wyobraźni widziałam te dzikie krajobrazy...

Podsumowując: ciekawie przedstawione rodzina ze swoimi problemami, dobrze zarysowani bohaterowie, fabuła prowadzona pomału  i z dbałością o szczegóły i plastyczne opisy Alaski oraz zakończenie, które mnie zaskoczyło (bo nie takiego oczekiwałam, choć brałam pod uwag).

Komu polecam? Wszystkim tym, którym podobał się serial Przystanek Alaska i którzy kochają kontakt z dziką przyrodą. 

Zimowy ogród. Kristin Hannah.

TYTUŁ: Zimowy ogród
AUTOR: Kristin Hannah
WYDAWNICTWO: Świat Książki
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 424
DATA PREMIERY: 2 kwietnia 2014
DATA TEGO WYDANIA: 4 września 2019


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Moją znajomość z tą autorką zaczęłam od Słowika, książki, która wzbudziła same zachwyty. U mnie było, pisząc wprost, bardzo średnio. Nie zrozumiałam całego tego medialnego entuzjazmu, ale postanowiłam dać autorce drugą szansę.
Za to Zimowy ogród, choć w moim odczuciu, dużo mniej znany niż wyżej przytoczony Słowik, podbił moje serce i zawładnął wyobraźnią.

Zimowy ogród to powieść, która przedstawia pewną rodzinę, która ma swoje tajemnice. A dokładnie matka dwóch córek je ma. I kiedy ojciec leży na łożu śmierci, to prosi żonę o wyjawienie sekretów z przeszłości. Tak w skrócie można przedstawić fabułę.
Ta książka ma dwa wątki: współczesny i przeszły. We współczesnym poznajemy córki, którym życie ułożyło się bardzo różnie, ale łączy je niezrozumienie wobec zachowań matki. Wątek z przeszłości to wspomnienia rodzicielki, tak bolesne i traumatyczne, że nie chce do nich wracać.
Autorce udało się przedstawić relacje we współczesnej rodzinie w sposób ciekawy. Jak łatwo jest osądzać bliźnich nie znając ich doświadczeń. Jak trudno zrozumieć decyzje bliskich. Jak trudno wyobrazić sobie pewne zachowania i wybory z czasów wojny w spokojnym czasie pokoju. 
Wojenny Leningrad i współczesne USA. Rosyjska mentalność kontra amerykański komfort. Dwa światy tak bardzo różne. Trudne do połączenia i zrozumienia.
Ta powieść zmusiła mnie do przemyśleń. Musiało upłynąć wiele dni od zakończenia czytania, abym mogła o tej książce napisać. Ile cierpienia może znieść kobieta? Czy można zapomnieć o piekle, które przeżyło się na ziemi? Czy można zrozumieć przeszłość? Czy tajemnice rodzinne mogą wpływać na przyszłość? 
Mnóstwo pytań i niewiele odpowiedzi.
Do gustu przypadł mi także sposób prowadzenia fabuły. Autorka po troszku uchylała tajemnice z przeszłości powodując u mnie wzmożoną ciekawość. Nie mogłam się oderwać od czytania, bo chciałam się jak najszybciej dowiedzieć jak skończy się ta historia.
A sam opis wojennego Leningradu tak sugestywny, że momentami było mi zimno. Bardzo dobrze oddane realia opisywanych czasów i wydarzeń.

Moim zdaniem ta książka jest dużo lepsza od budzącego zachwyty Słowika. Tutaj w wątku współczesnym mamy trudne relacje rodzinne, a w wątku z przeszłości niewyobrażalne doświadczenia i wybory. 

Polecam wszystkim, którzy lubią historie rodzinne z tajemnicami w tle.

piątek, 9 sierpnia 2019

Biała Wilczyca. Theresa Révay

TYTUŁ: Biała Wilczyca
AUTOR: Theresa Révay
WYDAWNICTWO: Świat Książki 
GATUNEK: powieść francuska 
LICZBA STRON: 477
DATA PREMIERY:  15 października 2010
CYKL: Biała wilczyca (tom 1)




Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Dziś będzie krótko o powieści, która mocno mnie zaskoczyła.
O takiej książce, której bym nie przeczytała, gdybym miała sugerować się tytułem i okładką.
Na moje szczęście mam koło siebie takie dobre duszyczki, które wskażą mi co warto czytać. Czasami wskażą, a czasami każą.

Spotykamy główną bohaterkę w 1917 roku w Piotrogrodzie. Ksenia Fiodorowna Ossolina jest wtedy nastolatką. I zostaje pozbawiona przez rewolucję wszystkiego. Musi zająć się rodzeństwem i szybko dojrzeć.
Później poznajemy drugiego głównego bohatera, Maxa von Passau, niemieckiego fotografa.
I to właśnie ich uczucia będą osią tej opowieści. Lata będą mijać, miasta będą się zmieniać, a oni będą się spotykać. I choć to wszystko może wyglądać na tani romans, to zapewniam, że tak nie jest.

Dwoje ludzi zakochanych w sobie i uwikłanych w wydarzenia pierwszej połowy XX wieku. Jest i rewolucja w Rosji, francuski świat mody lat 20. XX wieku i jest Berlin z fotografem Maxem.  Według mnie największym atutem tej książki jest świetnie odmalowane tło historyczne oraz pokazanie wpływu wielkiej polityki na życie przeciętnego obywatela. Rodzący się narodowy socjalizm w Niemczech i zmiany jakie zachodzą w społeczeństwie, wielki głód, szalejąca inflacja, bezrobocie, druga wojna światowa, Holocaust, niemiecki ruch oporu, problem uchodźców w latach 30. XX wieku i stosunek do nich rządów różnych państw
A do tego wszystkiego duże Emocje. 
Emocje w związku Kseni i Maxa pozostawiam bez komentarza. Nie umiem wyobrazić sobie pewnych sytuacji i trudno mi jest zachowanie tych dwojga zakochanych ocenić. Ale nie zmienia to faktu, że mocno im kibicowałam i równie mocno przeżywałam.
Duże emocje wyzwoliły we mnie także opisy wszystkich tych wydarzeń historycznych, które były przedstawione w tej powieści. Wydarzenia, które zmieniają jednostki jak i całe narody. Frustracje społeczne po pierwszej wojnie światowej spowodowane głodem, bezrobociem i inflacją, rodzący się nazizm, druga wojna światowa i zmieniające się stosunki dyplomatyczne pomiędzy państwami. Wielkie zmiany na mapie Europy i wielkie tragedie jednostek pozbawionych rodzin i państw.

Autorka dokonała pewnego zabiegu, który ja nazwałam "przemycona lekcja historii". Bardzo sprawnie i ciekawie wplotła wielkie wydarzenia pierwszej połowy XX wieku w historię Kseni i Maxa. Wielu czytelników może sobie przypomnieć historię Europy, a wielu poznać w przystępny sposób. Dla mnie to duży plus dla tej powieści.

Podsumowując: niebanalna historia dwojga zakochanych w sobie ludzi na tle rewelacyjnie odmalowanej rzeczywistości historycznej. Napisana pięknym językiem, przepełniona emocjami, powodująca przyspieszone bicie serca oraz skłaniająca do przemyśleń.

Polecam.

PS I od razu sięgam po kontynuację czyli po "Wszystkie marzenia świata".

wtorek, 11 września 2018

Skrucha. Frode Granhus.

TYTUŁ: Skrucha
AUTOR: Frode Granhus
WYDAWNICTWO: Świat Książki
GATUNEK: kryminał/thriller
STRON: 320
Cykl: Rino Carlsen (tom 3)


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Rebecca i Einar Halvorson zamieszkują Bodo wraz z sześcioletnią córką Idą. Rebecca opiekuje się córką i domem, a Einar podróżuje po kraju jako świecki kaznodzieja. I w związku z tym często się przeprowadzają. Ojciec Idy ma niespotykany dar: widzi przyszłość.
I pewnego dnia Ida zostaje uprowadzona...

Policjantka Guro, zajmująca się sprawami przemocy wobec dzieci, prowadzi śledztwo wraz z Rino Carlsenem w sprawie Idy. W trakcie śledztwa okazuje się, że sprawa sięga dalej niż myślą policjanci. 27 lat temu też zaginęły dziewczynki...

Ten kryminał to jedna z tych książek, o których ciężko jest napisać tak, żeby nie zdradzić istotnych wątków fabuły.


To moja trzecia książka tego autora i o każdej mogę napisać to samo:

* zagadka zabójstw/zabójstwa jest ciekawa i zagmatwana,
*obstawiam wiele zakończeń, ale z żadnym nie trafiam, 
*ciekawi bohaterowie i prowadzący śledztwo z pogmatwanym życiem osobistym, 
*interesujący rys psychologiczny bohaterów,
*przyroda i/lub warunki pogodowe są istotnym elementem całej historii,
*autor używa zabiegu zwanego cliffhanger. Czyli w najbardziej emocjonującym momencie kończy rozdział. A że rozdziały są krótkie, a czytelnik chce wiedzieć co dalej... to czyta i nie może odłożyć książki.
*autor porusza ważny temat obyczajowy lub/i społeczny.

Czego chcieć więcej? 


To, co mnie u tego autora zachwyca to to, że potrafi bez epatowania opisami zwłok wywołać niesamowity klimat niepokoju i zaciekawienia. Opisy przyrody norweskiej wyspy, niesprzyjające warunki atmosferyczne, ciekawe przedstawienie bohaterów i zajmujący  problem społeczny lub obyczajowy to oprócz samej zagadki kryminalnej cechy kryminału Granhusa, które do mnie trafiają najbardziej. 

Polecam.

sobota, 17 marca 2018

Kommando Puff. Dominik W. Rettinger

TYTUŁKommando Puff.
AUTOR: Dominik W. Rettinger
WYDAWNICTWO: Świat Książki
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 320


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




To moje pierwsze spotkanie z autorem, ale za to jakie emocjonujące. 
Nie czytałam innych tego autora, nie mogę porównać, nie odniosę się, ale ta...

Po pierwsza: tematyka obozowa, czyli ta po którą sięgam najczęściej.
Po drugie: przeplatanie wątków współczesnych z przeszłością.
Po trzecie: duża dawka emocji, która nie pozwala odłożyć książki ani na chwilę.
Po czwarte: to taki rodzaj lektury przy której myśli czytelnika czują się jak na karuzeli, a po skończeniu czytania ta karuzela wiruje dalej.
Po piąte: książka inspirowana prawdziwymi wydarzeniami.

Mnie te pięć powodów wystarczy by sięgnąć po książkę.

Fabuła można przedstawić w dużym skrócie tak: Anna przyjeżdża do Jerozolimy w poszukiwaniu kobiety, która pomogłaby wyciągnąć jej syna z więzienia. Znajduje jednak córkę tej kobiety. I ta dziewczyna przekazuje jej zapiski swojej matki, po których życie Anny nie będzie już takie samo. I może nie ma w tym nic nadzwyczajnego, ale gdy dodam że syn Anny pracował w obozie koncentracyjnym w Auschwitz, a poszukiwana kobieta pracowała w obozowym domu publicznym, to historia ta nabiera zupełnie innego wymiaru, prawda?

I nic więcej nie napiszę z tego względu, że fabuła ta poprowadzona jest w taki sposób, ze autor powoli odkrywa przed czytelnikiem fakty i wydarzenia; nie są one prowadzone chronologicznie i wzbudzają w czytelniku niesamowite zaciekawienie. 

Ja zwróciłam uwagę na trzy rzeczy w trakcie czytania. W sumie to więcej mnie tematów zaciekawiło, ale te trzy targnęły mną najbardziej.

Praca w obozowym domu publicznym. Dla mnie piekło w piekle. Nie mnie oceniać wybory kobiet w tych ekstremalnie ciężkich czasach. Czy kobieta, która wymęczona głodem, ciężką pracą fizyczną, wszami, brudem i poniżaniem decyduje się na pracę w obozowym, nie bójmy się tego określenia, burdelu zasługuje na jakąkolwiek ocenę? W mojej ocenie: nie.

Uczucia Anny do syna. Tu rozumiałam ją jak matkę matka. Chciała pomóc synowi, nie dopuszczała do siebie myśli o tym czego mógł dokonać w czasie wojny. Bo jak pogodzić się z tym, że urodziło się i wychowało brutalnego nazistę? 

Mnie niesamowicie urzekła wrażliwość autora. Sposób w jaki opisał tak delikatny temat jak seks w obozie koncentracyjnym, przeżycia kobiet, rozterki Anny, jest dla mnie porażająco zachwycający. Zrobił to z wyczuciem, bez oceniania, z troską o szczegóły. Trafił tym wszystkim w moją wrażliwość i poczucie estetyki.

Tylko jedno mnie zadziwiło. Sama też nie mogę przestać o tym myśleć. Jedna z bohaterek tej książki, Eliza, przed wojną była oszustką, hazardzistką, naciągaczką, kłamczuchą, wykorzystywała naiwność bogaczy, prowadziła hulaszczy tryb życia. W obozie też nie przebierała w środkach aby osiągnąć cel. A ja ją bardzo polubiłam. Choć nie zawsze się zgadzałam z tym co robiła, nie zawsze pochwalałam jej wybory, choć mam wiele zastrzeżeń względem jej osoby, to bardzo głęboko zapadła w moje serce. 

I to zakończenie. W życiu bym takiego nie typowała. Mega zaskoczenie.

Moja ocena: 10/10.
Co prawda jest dopiero marzec, ale ta książka ma szansę stać się książką roku 2018, a na pewno wpada do TOP 10.

Polecam gorąco.

Ps. Nie zapomnij o chusteczkach.


piątek, 16 lutego 2018

Sztorm. Frode Granhus

TYTUŁ: Sztorm
AUTOR: Frode Granhus
WYDAWNICTWO: Świat Książki
GATUNEK: kryminał/thriller
STRON: 320
CYKL: Rino Carlsen (tom 2)


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Takie kryminały to ja mogę czytać bez końca.
A ponieważ mam problem z pisaniem o nich, to postaram się to zrobić najkrócej jak się da.
Zawsze mam obawę, że napiszę za dużo i zdradzę zbyt wiele, co odbierze Ci przyjemność z czytania.

Ten kryminał ma kilka elementów, które uwielbiam:
* zagadka zabójstw/zabójstwa jest ciekawa i zagmatwana,
*obstawiam wiele zakończeń, ale z żadnym nie trafiam, 
*ciekawi bohaterowie i prowadzący śledztwo z pogmatwanym życiem osobistym, 
*zastanawiający rys psychologiczny bohaterów,
*przyroda i/lub warunki pogodowe są istotnym elementem całej historii,
*autor używa zabiegu zwanego cliffhanger. Czyli w najbardziej emocjonującym momencie kończy rozdział. A że rozdziały są krótkie, a czytelnik chce wiedzieć co dalej... to czyta i nie może odłożyć książki.
*autor porusza ważny temat obyczajowy lub/i społeczny.

Czego chcieć więcej? 

Dla mnie to mieszanka idealna.

Mnie poruszył ten ostatni wątek obyczajowo-psychologiczny, a w zasadzie nawet kilka spraw.

Znęcanie się nad dziećmi. Fizyczne przez ojca i psychiczne przez matkę (zaniechanie obrony dziecka i milczące przyzwolenie matki na daną sytuacje, to dla mnie nie jest do zrozumienia).
Z Bogiem sprawa jeśli dziecko jest zdrowe... A jeśli przemoc dotyczy dziecka niepełnosprawnego? 
Dla mnie temat trudny, bo źle znoszę czytanie o krzywdzie dzieci.

Drugi problem to opieka nad chorymi w domu opieki społecznej. Życie, a czasami wegetacja i zdanie na łaskę personelu. Problem chyba każdego kraju. Co zrobić, żeby życie w takim miejscu było godne i spokojne? Jak dobierać personel, aby wszystko działało jak należy?

Trzeci motyw to historia jednego z bohaterów, który uległ poparzeniu w takim stopniu, że nie widzi i nie mówi, a skóra już nie spełniła żadnej ze swoich ról-jest tylko skorupą, w której uwięziony jest mężczyzna. Zdanie na całkowite opiekę osób trzecich? Niemożność dokonania najprostszych czynności? Piekło na ziemi czy kara za grzechy?

Na uwagę zwracają też opisy przyrody: szalejący sztorm, huk fal rozbijających się o mroczne skały, porywisty wiatr, zacinający deszcz, samotne fiordy i złowieszcze niebo. To wszystko tworzy klimat mrocznej, surowej, samotnej i groźnej Norwegii. Czasami miałam przed oczami te niebezpieczne klimaty. A do tego zapach mchu, suszonych ryb i mokrego drewna.

I to, co tu napisałam zmierza do jednego wniosku: polecam!

czwartek, 15 lutego 2018

Wir. Frode Granhus

TYTUŁ: Wir
AUTOR: Frode Granhus
WYDAWNICTWO: Świat Książki
GATUNEK: kryminał/thriller
STRON: 320
CYKL: Rino Carlsen (tom 1)

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



To jest moje pierwsze spotkanie z autorem. Trafiłam na tę książkę przypadkiem w bibliotece. I chwała przypadkom.

Jak się okazało jest to debiut tego Norwega. Druga część jest już wydana w Polsce i nosi tytuł "Sztorm". Obie te książki należą do cyklu z Rino Carlsenem.   

Zacznę od tego, że pierwsze, co mnie zachwyciło, to opisy przyrody i klimatu Norwegii. Jak widać na zdjęciu musiałam ubrać się w sweterek i napić gorącego rosołku. Tak mi się zimno zrobiło... Te opisy zacinającego deszczu, szalejącego wiatru i wściekłego odgłosu lodowatych fal o złowrogie skały. A wszystko podane w ilościach, która nie powodują znużenia w odbiorze. A jedynie gęsią skórkę. Z zimna.

Akcja toczy się dwutorowo: w Landegode i w Bergland. 
W Landegode dwaj chłopcy znajdują mężczyznę przykutego do skał zanurzonego w lodowatej wodzie.     
W Bergland starsze małżeństwo zgłasza policji, że znalazło lalki pływające w morzu. Nikt tego zgłoszenia nie traktuje poważnie dopóki na plaży nie zostaje znaleziona kobieta ucharakteryzowana na lalki wyłowione wcześniej z morza.    
Dwaj policjanci prowadzą dwa śledztwa. Aż do momentu, kiedy przychodzi się im spotkać.
O samej fabule nie napiszę nic więcej. Nie da się napisać żeby nie spojlerować.

W tej książce każdy szczegół ma znaczenie i nie da się czytać "po łebkach".
Mnie się podobało jak autor poprowadził fabułę. Niespiesznie i z dbałością o szczegóły. I z mnóstwem niedomówień i tajemnic. I lubię, kiedy, oprócz śledztwa, poznajemy życie i problemy policjantów. I to wszystko napisane w taki sposób, że trudno odłożyć książkę. 

"Wir" oprócz wątku kryminalnego ma też dobrze uwypuklony wątek psychologiczno-obyczajowy. Nie będę opisywać wszystkich. Tematy jak najbardziej na czasie: 
Czy z nastolatkami można się dogadać?
Czy złe doświadczenia z dzieciństwa rzutują na życie dorosłego?
Czy opieka społeczna działa tak, jak powinna?
Czy obojętnością wobec przemocy, której doświadczają inni pomagamy oprawcy?
Czy z miłości jesteś gotów na wszystko? Nawet oddać żonie nerkę?
Wątek kryminalny był ciekawy, ale mnie bardziej zainteresowało  "tło" tej historii. Problemy ludzi i wpływ przeszłości na przyszłość. To lubię.
Książka mnie nie zachwyciła. Ale debiut uważam za bardzo udany. Z chęcią sięgnę po "Sztorm", aby zobaczyć w którym kierunku podążył autor.
Polecam.

Opinia ta została wcześniej opublikowana na moim wcześniejszym blogu w 2016 roku.






środa, 27 grudnia 2017

Bikini. Janusz L. Wiśniewski. Audiobook

TYTUŁ: Bikini
AUTOR: Janusz L. Wiśniewski
WYDAWNICTWO: Świat Książki
GATUNEK: literatura piękna współczesna
Czas słuchania:  16 godzin, 13 minut
Czyta: Rafał Królikowski



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Jedna z najbardziej zadziwiających książek jakie dane było mi słuchać.
Od samego początku nie pasował mi lektor. Głos Królikowskiego był ostry, wysoki, oschły i drażnił mnie niemiłosiernie. I do tego nudnawy początek, który ciągnął się jak przysłowiowe "flaki z olejem". Zdarzył mi się nawet moment, że chciałam odłożyć tego audiobooka. A ponieważ nic innego nie miałam pod ręką ... I do tego słuchałam prowadząc samochód, to jakoś poszło. I bardzo dobrze!
Ale dopiero po wysłuchaniu całości doszłam do wniosku, że inny lektor by tu nie pasował. Pan Rafał "pięknie bluźnił", jakkolwiek by to nie zabrzmiało/wyglądało. I do tego to "Heil Hitler" w jego wykonaniu. Aż miałam ciarki na plecach!
I jest to jedyna książka o drugiej wojnie światowej przy której parskałam śmiechem. Wiem jak to wygląda, ale Wiśniewski przeszedł samego siebie. Co prawda nie znam wszystkich pozycji tego autora, ale ta powodowała u mnie naprzemiennie parskanie śmiechem i łzy wzruszenia przepełnione refleksją. Tylko pan Janusz potrafi pisać o rzeczach i trudnych, i błahych w sposób zastanawiający i skłaniający do refleksji. I do tego okrasić to wszystko odrobiną ironii, sarkazmu i dowcipu jednocześnie. I mnie zdarzyło się po raz pierwszy coś zupełnie zaskakującego: niektóre fragmenty puszczałam mężowi i razem później je komentowaliśmy. 

A o czym jest ta książka?
O Niemce, która nie pałała miłością do Hitlera.
O wojnie widzianej oczami niemieckich cywili.
O bombardowaniu Drezna w lutym 1945 roku.
O odnajdywaniu się w powojennej rzeczywistości.
O wszelakich różnicach kulturowych pomiędzy Europą, a resztą świata.
O zbiorowej odpowiedzialności i wybieraniu mniejszego zła.
O miłości do muzyki i fotografowaniu z miłością.
O sztuce przekazywania emocji za pomocą zdjęć.
O miłości, nienawiści, zazdrości, tęsknocie i wielu innych, o których by tu dużo pisać.

Z pełną premedytacją nie streszczam fabuły. Nie potrafię, jak ten pisarz, tak pięknie przedstawić treści.

Autorowi udało się nawet pokazać tak sceny zbliżeń, że wcale mi one nie przeszkadzały. I to samo z "rzucaniem mięsem". Pomimo, że nie lubię obu tych rzeczy w książkach, to tutaj przeszło to wszystko gładko.

Wiśniewski wykonał jeszcze jedną istotną, dla mnie, rzecz: świetnie przemycił lekcje historii. O wielu faktach wiedziałam, ale o kliku też czytałam z zaciekawieniem, jak np. próby broni nuklearnej na atolu Bikini. 

Mnie ten koktajl smakował wybornie: mimo że pierwszy łyk tej lektury mnie nie zachwycił, to po wypiciu całości jestem w pełni usatysfakcjonowana. Było do śmiechu, było do łez, było refleksyjnie i ironicznie. I w świetnym stylu.

Polecam.

Kruchy lód. Krzysztof Bochus

    TYTUŁ :   Kruchy lód AUTOR :  Krzysztof Bochus  WYDAWNICTWO : Skarpa Warszawska GATUNEK:  kryminał STRON : 368 DATA PREMIERY:  13 marca ...