Pokazywanie postów oznaczonych etykietą głód. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą głód. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 października 2022

Gareth Jones. Człowiek, który wiedział za dużo. Mirosław Wlekły

 

       TYTUŁ: Gareth Jones. Człowiek, który wiedział za dużo
AUTORMirosław Wlekły
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Znak
GATUNEK: biografia
STRON: 360
DATA PREMIERY: 16 października 2019

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



To moje pierwsze spotkanie z autorem i od razu bardzo udane. I ile o samym autorze słyszałam, tak samo jak o wielkim głodzie w Ukrainie w latach 30 XX wieku, tak o tym walijskim dziennikarzu nie wiedziałam nic, kiedy sięgałam po tę książkę. Aż wstyd się przyznać, kiedy już się przeczytało tę biografię.

Autor przedstawił postać Garetha w tak interesujący sposób, że trudno mi było przerwać czytanie. I choć skupił się tylko na życiu zawodowym swojego bohatera, to i tak postać ta wydała się niesamowita. Młody Walijczyk, który marzył, aby być dyplomatą, doświadcza rzeczy, które nie będą dane większości ludzi. Zaczynając od spotkania na swojej drodze wielkich, aczkolwiek niekoniecznie dobrych, ludzi ze świata polityki i biznesu, jak np. byłego premiera Wielkiej Brytanii Dawida Lloyda George`a, czy Adolfa Hitlera, a kończąc na odwiedzeniu miejsc, o których warto było donieść światu, jak Ukraina czy Związek Radziecki. I to, co zobaczy w Ukrainie nie będzie mieściło się w żadnych jego kryteriach, ani emocjonalnych, ani żadnych innych. Zobaczy taki świat, o którym nie będzie wstanie zapomnieć. Bo czy może być coś potworniejszego jak kanibalizm wśród ludzi? I czy można przejść na tym zjawiskiem do porządku dziennego? Gareth nie chciał. Postanowił za to, że zrobi wszystko, aby o tym usłyszał świat. Ale niestety świat miał inne problemy. Hitler dochodził do władzy, Stalin realizował plan pięcioletni, a reszta świata próbowała wyjść z kryzysu gospodarczego. Nie będę zgłębiać szczegółowo książki, ale zalecam duże skupienie w trakcie czytania. W niektórych momentach miałam ciarki na plecach, bo wychodzi na to, że Jones był w wielu kwestiach prorokiem. Szczególnie kiedy pisał o Polsce, Hitlerze i jego planach. Miał przenikliwy umysł, umiał myśleć logicznie, powiązać fakty i wyciągać wnioski. Naprawdę, niektóre jego słowa brzmią tak, że trudno uwierzyć.
Zginął w niewyjaśnionych okolicznościach w przededniu swoich 30 urodzin. Do tej pory trwają spekulacje nad przyczyną jego śmierci.

Autor zaimponował mi ilością przypisów. Kilka tytułów już sobie wypisałam, bo temat bardzo mnie zainteresował. Polecam.
Zdjęcia, które uwielbiam, robią niesamowite wrażenie. Także polecam uwadze.

Książka bardzo mocno dała mi do myślenia. Autor poruszył w niej wiele wątków, niekoniecznie moich ulubionych. Tematyki świata wielkiej polityki, biznesów o różnym zasięgu globalnym, rozwoju technologii, jak i samej pracy dziennikarskiej jest tu naprawdę bardzo dużo, a i tak czytałam z wypiekami na twarzy. Współpraca w tych obszarach była arcyciekawa.

I cały czas w trakcie czytania towarzyszyły mi słowa Pana Mariana Turskiego, które wypowiedział podczas obchodów rocznicowych wyzwolenia obozu koncentracyjnego w Auschwitz: NIE BĄDŹ OBOJĘTNY! Jones nie był. Tak, że aż dech zapiera. 

Polecam!                                        

poniedziałek, 19 kwietnia 2021

Mały Oświęcim. Dziecięcy obóz w Łodzi. Jolanta Sowińska-Gogacz, Błażej Torański.

 

TYTUŁ: Mały Oświęcim. Dziecięcy obóz w Łodzi
AUTOR: Jolanta Sowińska-Gogacz, Błażej Torański.
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Prószyński i S-ka
GATUNEK: literatura faktu
STRON: 312
DATA PREMIERY: 15 września 2020



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Po tę książkę sięgnęłam po przeczytaniu lektury Dzieci, których nie ma Renaty Piątkowskiej. Ta pozycja tak mną wstrząsnęła, że postanowiłam zgłębiać temat.
Zdarzają się jednak takie tytuły, które są jak emocjonalne tornado. Książki, które odbierają mowę i pozostawiają bolesny ślad w czytelniku. I to jest właśnie taka publikacja.
Potocznie zwany obozem przy ulicy Przemysłowej w Łodzi był jedynym obozem koncentracyjnym dla dzieci w Polsce, utworzonym na terenie getta łódzkiego. Przebywały tam dzieci w wieku od 2 do 16 lat. Chociaż słowo przebywały to jednak eufemizm. One tam ciężko pracowały ponad swoje siły w warsztatach: szewskim, rymarskim, iglarskim, ślusarskim, krawieckim i wielu wielu innych. Bite, głodzone, bez opieki medycznej, umierały samotne. 
Obóz ten powstał w obrębie getta łódzkiego w grudniu 1942 roku. Został wyzwolony w styczniu 1945. Ile dzieci przeszło przez ten obóz? Tego, niestety, nikt nie potrafi ustalić. Naukowcy twierdzą, że od kilku do kilkunastu tysięcy dzieci. 
Książka składa się z trzech części. Pierwsza to historia obozu, druga to współczesność, a trzecia jest o miejscach zasługujących na pamięć. 
Autorzy wykonali kawał dobrej roboty. Odnaleźli dzieci, które przeżyły obóz i namówili je na opowiedzenie o swoich wojennych doznaniach. Słowa Ocaleńców robią piorunujące wrażenie. Tak samo jak zdjęcia zamieszczone w książce. Nie mniejsze emocje wzbudziła na mnie część druga, w której byli więźniowie opowiadają o tym, jak potoczyło się ich życie po wyzwoleniu. Często byli jednymi członkami swoich rodzin, którzy przeżyli wojnę. 
Po zakończonym czytaniu nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Ta historia we mnie drgała i nie pozwalała o sobie zapomnieć. Postanowiłam odwiedzić to miejsce. To tylko 60 km od mojego domu.
Ale, niestety miałam pecha. Pomnika, który stoi na miejscu obozu nie zobaczyłam. Jest szczelnie zakryty, jak podejrzewam w remoncie. Nosi taką smutną nazwę Pomnik Martyrologii Dzieci Pękniętego Serca. 
Coś innego zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Pomnik ten stoi wśród bloków, obok szkoła i park. Tak jakby był z innego świata. Nie wiem jak można mieszkać w jednym z bloków i codziennie widzieć ten pomnik z okna. Tak piszą autorzy:

Dziś teren obozu to blokowisko. Podwórza między betonowymi prostopadłościanami. Świątynia pod gołym niebem. 
[…]
Kto zna historię, ten ma tu dreszcze. 

Ja miałam. Choć samego pomnika nie udało mi się zobaczyć, to i tak płyty, które są wmurowane pomiędzy kostkę brukową wokół pomnika swoje zadanie wypełniły. 

Książka ta ma szansę na moją Książkę Roku 2021. Z dwóch powodów: przywraca pamięć i chroni od zapomnienia nieletnich więźniów obozu dziecięcego. Chylę czoła przed autorami z powodu ogromu pracy, jaki włożyli w przygotowanie i napisanie tej książki. 

Polecam.

piątek, 12 marca 2021

Dziennik czasu blokady. Zapiski nastolatki z oblężonego Leningradu. Lena Muchina

 

TYTUŁ: Dziennik czasu blokady. 
Zapiski nastolatki z oblężonego Leningradu.
AUTOR: Lena Muchina
WYDAWNICTWO: Świat Książki
GATUNEK: literatura faktu
STRON: 336
DATA PREMIERY: 29 stycznia 2014



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Niech nikogo nie zmyli ta okładka.
Tak, to jest dziennik nastolatki. Dziennik, nie pamiętnik.
Tak, są to zapiski z jednego z najbardziej bolesnych okresów w historii.
Tak, to jest literatura faktu, a ja z nią nie dyskutuję.

I jeśli z taką świadomością zaczniemy czytać tę lekturę, to gwarantuję, że trudno będzie ją odłożyć. 
Tak tylko dla formalności przypomnę, że oblężenie Leningradu trwało od 8 września 1941 roku aż do 27 stycznia 1944 roku.
Lena zaczyna pisać dziennik w maju 1941 roku, ma wtedy 16 lat. Ostatnie wpisy pochodzą z maja 1942 roku. Czyli towarzyszymy tej dziewczynie przez rok oblężenia. Na to moim zdaniem należy zwrócić uwagę.
Pierwsze kilkanaście stron może wydawać się nudne. Może. No, bo o czym ciekawym może pisywać nastolatka w swoim dzienniku? O szkole, przyjaciółkach, pierwszych zauroczeniach, spotkaniach. Ale już we wrześniu 1941 roku wszystko się zmienia. I zmienia się też tematyka opisywanych wydarzeń. Lena pisze o nadlatujących niemieckich samolotach, o huku spadających bomb, umierających ludziach i problemach ze zdobywaniem jedzenia.
I to, jaka zmiana zachodzi w nastolatce i w opisywanych przez nią zdarzeniach jest dla mnie niezmiernie ciekawe. To jak z niefrasobliwej nastolatki przemienia się w wystraszoną niepewną sytuacją w mieście dziewczynę, poprzez doświadczenia śmierci najbliższych, głód nie do opisania aż po decyzję o ewakuacji. A pomiędzy opisywanymi wydarzeniami przewijają się propaganda bolszewicka i skutki wychowania w jej duchu.
Przemiana tej Rosjanki jest w moich oczach niesamowita. To jest to, na co ja zwróciłam szczególną uwagę. Jak na początku oblężenia przerażają ją odgłosy wojenne, potem trochę zaprzątają uwagę, ale tylko w zakresie znalezienia ukrycia, a potem są tylko tłem w jej walce o jedzenie i przeżycie. I tu pojawia się kolejny aspekt tej historii... Techniki zdobywania jedzenia i sposoby na zaspokojenie głodu. Niektóre fragmenty czytałam ze ściśniętym gardłem. Specjalnie nie przytoczę żadnych fragmentów czy przykładów. Są niewiarygodnie wstrząsające.

I na koniec jeszcze dwie sprawy.
Polecam w trakcie czytania iść do kuchni i zważyć sobie tyle chleba, o jakiej ilości pisze Lena. Doświadczenie, które wzmacnia przekaz Rosjanki.
Po drugie: autor okładki powinien zmienić pracę. Absolutnie nie pasuje do treści i może potencjalnego czytelnika wprowadzać w błąd.

Podsumowując: tak, ta książka może wydawać się nużąca. Tak jak dziennik nastolatki, tak i opisy codziennej walki z głodem i zimnem nie tworzą wartkiej lektury. Ale te zapiski mają jeden bardzo ważny walor: to jest świadectwo naocznego świadka. I tak to należy traktować. Ku pamięci i przestrodze.

Dziękuję, Leno Muchino.

Polecam. 

PS. Jeżeli kogoś interesuje temat oblężenia Leningradu, to polecam inne wpisy na moim blogu, tj.  o książce Zimowy ogród. Kristin Hannah. To powieść, a nie literatura faktu. I wspomnienia: Oblężone. Piekło 900 dni blokady Leningradu w trzech przejmujących świadectwach przetrwania. Jelena Koczyna, Olgi Bergholz, Lidia Ginzburg

sobota, 23 listopada 2019

Dwa światła. Maria Paszyńska

TYTUŁ: Dwa światła
AUTOR: Maria Paszyńska
WYDAWNICTWO: Pascal
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 400 
DATA PREMIERY: 16 października 2019



Zdjęcie autorksie Iza w labiryncie książek




Rok 2019 zdecydowanie jest u mnie rokiem Marii Paszyńskiej. Na początku roku trafiłam na pierwszą część serii Owoc granatu i tak się zaczęła moja miłość to twórczości tej autorki. Dwa światła to już 7 książka polskiej pisarki. Wszystkie moje opinie poprzednich książek można znaleźć na tym blogu.

Powieść ta jest inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Ale Paszyńska tak ją przedstawiła, że trudno było ją odłożyć i nie używać chusteczek podczas czytania.
W tej książce autorka przedstawia nam opowieść o przyjaźni profesora muzyki i małego żydowskiego chłopca. Niby co w tym niezwykłego? Ano to, że przyjaźń rozwija się w czasie drugiej wojny światowej w Warszawie. I nie jest to żadną tajemnicą ani spojlerem, że chłopiec po wojnie zostaje laureatem Konkursu Chopinowskiego i robi karierę pianistyczną. Ale czy zapomni o piekle jakie przeżył podczas wojny?

O wszystkich, także o tej, przeczytanych przeze mnie książkach Paszyńskiej mogę napisać praktycznie podobnie:
* autorka ma niesamowity zmysł, który pozwala zasłyszane historie przetworzyć na emocjonujące historie,
* posiada tego typu wrażliwość, która powoduje, że nie daj się czytać jej książek bez chusteczek,
* rewelacyjnie wplata fakty historyczne czy znane postacie co powoduje, że udaje się jej przemycić" lekcje historii,
* potrafi odtworzyć klimat opisywanych czasów poprzez wiele drobnych detali i szczegółów,
* postacie bohaterów są wielowymiarowe i niekoniecznie wszystkie dają się lubić,
* fabuła jest tak poprowadzona, że ciekawość nie pozwala odłożyć książki,
* w tej konkretnej książce nie sposób nie zauważyć jak autorka pięknie pisze o muzyce i miłości do muzyki.

To wszystko sprawia, że niezmiennie pozostaje pod wrażeniem pióra autorki i wyczekuje kolejnych je książek.

Polecam.

sobota, 2 listopada 2019

Zimowy ogród. Kristin Hannah.

TYTUŁ: Zimowy ogród
AUTOR: Kristin Hannah
WYDAWNICTWO: Świat Książki
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 424
DATA PREMIERY: 2 kwietnia 2014
DATA TEGO WYDANIA: 4 września 2019


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Moją znajomość z tą autorką zaczęłam od Słowika, książki, która wzbudziła same zachwyty. U mnie było, pisząc wprost, bardzo średnio. Nie zrozumiałam całego tego medialnego entuzjazmu, ale postanowiłam dać autorce drugą szansę.
Za to Zimowy ogród, choć w moim odczuciu, dużo mniej znany niż wyżej przytoczony Słowik, podbił moje serce i zawładnął wyobraźnią.

Zimowy ogród to powieść, która przedstawia pewną rodzinę, która ma swoje tajemnice. A dokładnie matka dwóch córek je ma. I kiedy ojciec leży na łożu śmierci, to prosi żonę o wyjawienie sekretów z przeszłości. Tak w skrócie można przedstawić fabułę.
Ta książka ma dwa wątki: współczesny i przeszły. We współczesnym poznajemy córki, którym życie ułożyło się bardzo różnie, ale łączy je niezrozumienie wobec zachowań matki. Wątek z przeszłości to wspomnienia rodzicielki, tak bolesne i traumatyczne, że nie chce do nich wracać.
Autorce udało się przedstawić relacje we współczesnej rodzinie w sposób ciekawy. Jak łatwo jest osądzać bliźnich nie znając ich doświadczeń. Jak trudno zrozumieć decyzje bliskich. Jak trudno wyobrazić sobie pewne zachowania i wybory z czasów wojny w spokojnym czasie pokoju. 
Wojenny Leningrad i współczesne USA. Rosyjska mentalność kontra amerykański komfort. Dwa światy tak bardzo różne. Trudne do połączenia i zrozumienia.
Ta powieść zmusiła mnie do przemyśleń. Musiało upłynąć wiele dni od zakończenia czytania, abym mogła o tej książce napisać. Ile cierpienia może znieść kobieta? Czy można zapomnieć o piekle, które przeżyło się na ziemi? Czy można zrozumieć przeszłość? Czy tajemnice rodzinne mogą wpływać na przyszłość? 
Mnóstwo pytań i niewiele odpowiedzi.
Do gustu przypadł mi także sposób prowadzenia fabuły. Autorka po troszku uchylała tajemnice z przeszłości powodując u mnie wzmożoną ciekawość. Nie mogłam się oderwać od czytania, bo chciałam się jak najszybciej dowiedzieć jak skończy się ta historia.
A sam opis wojennego Leningradu tak sugestywny, że momentami było mi zimno. Bardzo dobrze oddane realia opisywanych czasów i wydarzeń.

Moim zdaniem ta książka jest dużo lepsza od budzącego zachwyty Słowika. Tutaj w wątku współczesnym mamy trudne relacje rodzinne, a w wątku z przeszłości niewyobrażalne doświadczenia i wybory. 

Polecam wszystkim, którzy lubią historie rodzinne z tajemnicami w tle.

niedziela, 2 grudnia 2018

Portret rodzinny. Jenna Blum

TYTUŁ: Portret rodzinny
AUTOR: Jenna Blum
WYDAWNICTWO: Szósty zmysł
GATUNEK: literatura piękna
STRON: 552
Data premiery: 24 października 2018



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Na tę książkę czekałam z wypiekami na twarzy.
Kolejna powieść, której akcja rozgrywa się podczas drugiej wojny światowej.
I znów są tajemnice rodzinne.
A akcja toczy się dwutorowo:  w latach 90 XX wieku i w czasie wojny.
Życie ludności cywilnej podczas działań wojennych zawsze mnie interesowało.
A gdy już książka dotarła w moje ręce, to moja cierpliwość została wystawiona na próbę.
Na okładce przeczytałam:
"Bestseller na listach NEW YORK TIMESA i BOSTON GLOBE. Zwycięska książka RIBALOW PRIZE".
"Przez cztery lata pracowała {autorka} jako dziennikarka dla Fundacji Shoah Stevena Spielberga, dokumentując doświadczenia ocalałych z Holocaustu".
Powiem szczerze, że po takiej zachęcie nie mogłam doczekać się kiedy zacznę czytać.
Czyli książka powinna mi przypaść do gustu. Zawiera wszystkie elementy, które uwielbiam w książkach.
A tu klops!
Porażka!
I wielkie rozczarowanie!

Powieść ta nie wywołała we mnie żadnych emocji. 
Nie skłoniła mnie do refleksji.
Nie miałam ani jednej łzy w oku i ciarek na plecach.
Nie naszła mnie chwila zadumy.
Nie wywołała we mnie  żadnych innych odczuć, które towarzyszą mi w czasie czytania książek w tematyce wojennej.
Autorka "poleciała schematami". Kobieta, która oddaje swoje ciało naziście, to zawsze kobieta godna potępienia? Czy naprawdę mieszkańcy Weimaru nie wiedzieli co się dzieje w pobliskim obozie Buchenwald? A jeśli już wiedzieli, to przechodzili obok takiej wiedzy obojętnie? Czy patrząc na głodujące własne dziecko jesteś w stanie zrobić wszystko, aby je nakarmić? I wiele, wiele innych pytań...

Postać Anny, która godzi się na bycie kochanką nazisty została spłycona do granic możliwości. Widzimy jej działania, ale czy miała jakieś rozterki? Jakieś przemyślenia? To kilka zdań w całej książce, to trochę za mało.
Trudy, córka Anny, urodzona w Niemczech ogarniętych wojną też jakoś nie wzbudziła mojej sympatii. Jest wykładowcą w USA i zajmuję się historią. Poszukuje swoich korzeni, bo matka nie chce z nią rozmawiać na temat czasów wojennych. Niestety! Bardzo szybko domyśliłam się jak te poszukiwania Trudy się zakończą. I przeżyłam wielkie rozczarowanie, kiedy skończyłam czytać. A przewidywalność to jest, czego bardzo nie lubię w książkach...

Zbyt mało szczegółów oddających klimat opisywanych czasów. A przecież jako dziennikarka pracująca dla  Fundacji Shoah Stevena Spielberga, to miała możliwości dopracowania szczegółów. Przecież rozmawiała z Ocalonymi...
I nawet trudne relacje matka-córka zostały przedstawione tak jakoś beznamiętnie.
I ten wątek romansowy z Żydem... Po prostu banał. Jakby wciągnięty na siłę.

Dla mnie ta książka nie jest ani niesamowita, ani wciągająca, ani wzruszająca. Nijaka. Zmarnowany potencjał.

A jeśli chodzi o codzienne życie obywateli niemieckich w Trzeciej Rzeszy podczas działań wojennych, to zdecydowanie lepiej opisali to Marcus Zusak w "Złodziejce książek" i Janusz Leon Wiśniewski w książce "Bikini". Polecam obie. Zdecydowanie lepiej.

I jeszcze mam uwagę do wydawnictwa. Takiej ilości "baboli" w postaci literówek, brakujących kropek, nadmiaru spacji itp. niedociągnięć, to ja już dawno nie widziałam. Porażka.

Polecam jednak przeczytać! Aby sprawdzić czy mam rację!

niedziela, 25 listopada 2018

Szare śniegi Syberii. Ruta Sepetys

TYTUŁ: Szare śniegi Syberii
AUTOR: Ruta Sepetys
WYDAWNICTWO: Nasza Księgarnia
GATUNEK: literatura piękna
STRON: 328
Data premiery: 6 kwietnia 2011

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



To będzie opinia emocjami pisana. Jeśli takich nie lubisz, to nie czytaj dalej.

Temat zsyłki na Sybir jest mi znany. To nie jest pierwsza książka w tej tematyce. Mogę tu przytoczyć książki godne polecenia takie jak: "Dziewczyny  z Syberii"Anny Herbich, która jest napisana na podstawie wspomnień kobiet, które taką zsyłkę przeżyły, czy, chociażby, "Zielona sukienka. Przez Rosję i Kazachstan śladami rodzinnej historii" Małgorzaty Szumskiej, w której autorka podąża śladami babci wywiezionej na Syberię. Wspominam o tym dlatego, że wiem czego mogę się spodziewać w tego typu książkach. Wiem, ale i tak bez łez się nie obyło.

"Szare śniegi Syberii" to wspomnienia nastoletniej Litwinki, która w 1941 roku wraz z matką i bratem zostaje wywieziona na Syberię. Lina nie jest zwykłą nastolatką. Jest córką pracownika uniwersyteckiego, ale i przyszłą malarką. Tuż przed wywózką dostaje list z uczelni, że została przyjęta na studia. Ale wszystkie plany zostają pogrzebane, kiedy do domu Liny wpada NKWD i zabiera wszystkich członków rodziny...
Śledzimy losy Liny, jej matki i brata, którzy w bydlęcym wagonie podróżują w nieznane.
Podróżują tygodniami.
Jadą wśród trupów i wszy.
Bez jedzenia i picia.
W objęciach tęsknoty za rodziną i wcześniejszym życiem.
Z paraliżującym strachem o siebie i współtowarzyszy podróży.
Nastolatka zadaje mnóstwo pytań, patrzy na świat ze zdziwieniem, bez zrozumienia skutkowo-przyczynowego. Obserwuje zachowania towarzyszy niedoli, ale też pilnujących ich strażników. Wszędzie, gdzie może rysuje. I nie ważne czy w kurzu na ścianach wagonu czy na syberyjskiej ziemi. Zdobywa każdy kawałek papieru. Kradnie rysik z biura NKWD. Zachwyca się błękitem nieba, podziwia otaczającą przyrodę. I jednocześnie płacze nad umierającymi. Dorasta w przyspieszonym rytmie.
I choć jest to historia fikcyjna, to autorka przyznaje się, że przeprowadziła wiele rozmów z osobami, które wróciły z Syberii i dużo czytała wspomnień, jak i opracowań.
Obok tej książki nie można przejść obojętnie. Ona zmusza do refleksji. Gdzie jest granica człowieczeństwa? Czy w każdych warunkach warto trzymać się swoich zasad? Czy głód da się oszukać? Czy miłość przezwycięży wszystko? I wiele, wiele innych...

Patrzenie na tragedie setek tysięcy ludzi oczami wrażliwej, artystycznej nastolatki nie było dla mnie łatwe. Zachwyt obrazami Muncha, wspomnienia ojca, zachwyt kolorami, nie do okiełznania potrzeba przenoszenia rzeczywistości na kartki papieru, świadomość przeżywanej tragedii oraz marzenia o przeżyciu i powrocie do własnego domu powodowały u mnie zadumę i łzy w oczach.

Mnie najbardziej ujęło to w tej książce podejście Liny do zastanej rzeczywistości. Nie było tu narzekania ani obwiniania kogokolwiek. Wszystkie myśli i czyny były nastawione na przeżycie. A czasami zdarzało się tak, że jeden wyraz przywoływał w dziewczynie wspomnienia. W książce zostały one odznaczone innym drukiem. Wspomnienia z domu rodzinnego, które były jak lina trzymająca przy życiu...

Polecam. To jest jedna z tych historii, których się nie da czytać bez chusteczek.


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek

sobota, 8 września 2018

Dziewczyny z Syberii. Prawdziwe historie. Anna Herbich

TYTUŁ: Dziewczyny z Syberii
AUTOR: Anna Herbich
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Znak Horyzont
GATUNEK: wspomnienia/biografia
STRON: 300
Data premiery : 11 maja 2015


Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak Horyzont


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


"Dziewczyny z Syberii" to moje drugie spotkanie z twórczością Anny Herbich. Jako pierwszą czytałam "Dziewczyny z Wołynia" i ta książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Byłam ciekawa czy i ta jest równie dobra. 

Autorka wysłuchała dziesięciu opowieści kobiet, które zostały wywiezione na Syberię w czasie drugiej wojny światowej. Dziesięć historii obok których nie da się przejść obojętnie. Każda z nich jest bardzo ciekawa i jeszcze bardziej wzruszająca. Ja czytałam "na raty". Ilość okrucieństwa i cierpienia nie pozwalała mi na czytanie bez robienia sobie przerw.

To co łączy te historie to to, że każda z tych kobiet przeżyła piekło na ziemi. Przynajmniej ja to tak czułam...
Brutalne przesłuchiwania.
Powodem aresztowania mogło być wszystko. 
Wiele tygodni w bydlęcym wagonie. TYGODNI! 
Rozdzielenie z rodziną.
Niewyobrażalnie skrajne warunki do życia w łagrach.
Katorżnicza praca ponad siły.
Lodowaty karcer jako kara.
Głód i choroby.
Strach i cierpienie.
Śmierć współtowarzyszy i brak informacji o rodzinie.
Mrozy nie do opisania i dzikie zwierzęta podchodzące do zabudowań.

Czytałam ze łzami w oczach.

Wiele z tych kobiet wspomina czasy przedwojenne. O życiu dostatnim i spokojnym. Przytacza  opowieści rodziców. Opowiadają o domach rodzinnych, wychowaniu i przerwanym przez wojnę dzieciństwie. Ale też o tym, jak bardzo różniła się Polska powojenna od tej którą znały wcześniej. 

Książka ta wywołuje cały wachlarz emocji. Nie można jej czytać spokojnie. 
Refleksji podczas czytania nasuwa się wiele. O sile woli, sensie życia, okrucieństwie drugiego człowieka, wybaczaniu i miłości. 

Polecam.
Wrażliwym czytelnikom polecam przygotować chusteczki.


poniedziałek, 25 grudnia 2017

Zulejka otwiera oczy. Guzel Jachina

TYTUŁZulejka otwiera oczy
AUTOR: Guzel Jachina
WYDAWNICTWO: Noir Sur Blanc
GATUNEK: powieść 
STRON: 464
Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek

Brak mi słów.
Przed chwilą skończyłam czytać i chce napisać coś tak "na gorąco", dopóki myśli kołatają się w głowie jak szalone.
Jest to debiut autorki. Ale jaki?! Aż nie chce się wierzyć!
Młody wiek tej rosyjskiej pisarki: rocznik 1977. Nie może pamiętać opisywanych przez siebie wydarzeń. Jest co najmniej trzecim pokoleniem swoich bohaterów.
Przepiękny styl opowieści, plastyczny język i do tego niemal filmowe opisy przyrody i zdarzeń. Oczami wyobraźni widziałam fabułę przeniesioną na duży ekran.
Trudny temat, którego raczej nie "tykają" pisarze młodego pokolenia: o przesiedleniach, o życiu na Syberii, o niewyobrażalnym głodzie, o kilkumiesięcznej podróży w głąb Rosji, o miłości i śmierci. Nie mogłam się oderwać od tej książki: jako kobieta, matka, żona, synowa...
Obiecuję, że już nie będę narzekać. Raptem niecałe sto lat dzieli opisywane wydarzenia od obecnych czasów, ale jaka różnica w jakości życia. Nie do ogarnięcia dzisiejszymi standardami!

Łzy miałam w oczach! 
Brawa dla pani Autorki. Rosjanka, która pokazuje co państwo robiło ze swoim narodem. Niebywałe.
Pisarka tak wiele poruszyła tematów. Miłość, nieuchronność losu, życie w surowej tajdze, głód...
Cieszę się, że przeczytałam tę książkę.
Żałuję tylko, że spotkałam się z nią w czasie świąt Bożego Narodzenia, kiedy polskie stoły uginają się od nadmiaru jedzenia. Trudno się czyta w takim czasie o wielkim głodzie za Uralem...
Mnogość tematów nie przeszkadza w czytaniu. Skłania do wielu przemyśleń.

Były momenty, kiedy miałam ochotę przytulić Zulejkę. I utulić jej dziecko. I ocierałam ukradkiem łzy.
Przejmująca opowieść. O tym, że Siła jest Kobietą. A Miłość...

Książka ta "ląduje" w moim tegorocznym TOP 10.

Polecam.

Kruchy lód. Krzysztof Bochus

    TYTUŁ :   Kruchy lód AUTOR :  Krzysztof Bochus  WYDAWNICTWO : Skarpa Warszawska GATUNEK:  kryminał STRON : 368 DATA PREMIERY:  13 marca ...