Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zazdrość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zazdrość. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 sierpnia 2020

Żona winiarza. Kristin Harmel


TYTUŁ: Żona winiarza
AUTOR:  Kristin Harmel 
WYDAWNICTWO: Świat Książki
GATUNEK: literatura piękna
STRON: 352
DATA PREMIERY: 11 marca 2020


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


To już trzecia powieść tej autorki, którą przeczytałam. Słodycz zapomnienia bardzo przypadła mi do gustu, Dom przy ulicy Amelie była dla mnie przeciętna, więc byłam bardzo ciekawa jak ta amerykańska pisarka poradziła sobie z tą powieścią.

Wypunktuję plusy i minusy, bo ja nie umiem ocenić jej jednoznacznie. 

Akcja toczy się dwutorowo: w latach czterdziestych we Francji i współcześnie. Zabieg przeprowadzony udanie. Przechodziłam płynnie i nic nie zgrzytało.

Fabuła poprowadzona tak, że trudno odłożyć książkę. Autorka tak kończyła rozdział, że od razu chciałam czytać dalej. Udało się jej rozbudzić moją ciekawość i zainteresowanie akcją.

Temat tajemnic rodzinnych to jeden z moich ulubionych. Tutaj Harmel udało się mnie wodzić za nos bardzo długo. Nie odkryłam tajemnicy głównej bohaterki, ale od pewnego momentu zaczęłam się domyślać. A autorka i tak mnie zaskoczyła zakończeniem. 

Duży plus ode mnie za pokazanie pracy winiarzy w Szampanii. Dużo ciekawostek i informacji o życiu hodowców i uprawie winogron. To samo dotyczy francuskiego ruchu oporu. Autorka nie przygniotła czytelnika wiadomościami historycznymi, ale dała ich tyle, aby pobudzić zaciekawienie do własnych poszukiwań. Lubię bogate tło historyczne, tutaj było go mało, ale uważam, że więcej, akurat w tej powieści, nie było potrzebne.

Część bohaterów polubiłam, a część nie. Lubię taki zabieg, gdzie bohaterowie są bardzo różnorodni i nie dają się jednoznacznie zaszufladkować. Polubiłam szczególnie jedną starszą panią z wątku współczesnego, która pomimo ciężkich przeżyć potrafiła cieszyć się życiem. 

Dużym plusem jest też to, że autorka potrafi pisać tak, aby wywołać emocje. Łzy wiele razy stawały mi w oczach. Potrafi też tak opisywać wydarzenia, że zastanawiałam się wielokrotnie co ja bym zrobiła na miejscu bohatera książki. Mam w zwyczaju nie oceniać decyzji ludzi, którzy żyli w tak ekstremalnym czasie, jakim jest wojna. I tu też nie oceniałam, ale wiele razy przerywałam czytanie, bo musiałam kilka spraw przemyśleć. A to sobie cenię w czytanych lekturach.

Minusy też się znalazły.

Główna bohaterka części historycznej doprowadzała mnie do szału swoją infantylnością i naiwnością. Miałam ochotę potrząsnąć nią i powiedzieć: kobieto! Jest wojna!

W wątku współczesnym motyw romansowy, jak dla mnie, zbyteczny. A może ja po prostu nie lubię takich historii rodem z harlequina? Rzecz gustu.

Pewne sytuacje i dialogi bardzo sztuczne i naciągane. Nie wyobrażam sobie, żeby ludzie się tak do siebie zwracali. 

Powieść, według mnie, stylizowana jest na wojenny romans. Przynajmniej ja ją tak odebrałam. Patrząc na okładkę, zapowiedzi i reklamę. To jest duży minus. Bo, podkreślam: dla mnie, ma ona drugie dno i porusza wiele innych istotnych kwestii. Chociażby miłość do ojczyzny, istotę tożsamości czy poczucia winy.

Podsumowując: ciekawa powieść z kilkoma minusami. Nie umiem jej jednoznacznie ocenić. Jedynie co mogę napisać to to, że warto przeczytać i sprawdzić, czy damy się jej porwać, czy rzucimy w kąt. Używając kolokwializmu napisze tylko: taka se.


niedziela, 21 października 2018

Randka. Louise Jensen

TYTUŁ: Randka
AUTOR: Louise Jensen
WYDAWNICTWO: Burda Publishing Polska
GATUNEK: thriller
STRON: 368
Data premiery: 17 października 2018



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



To moje trzecie spotkanie z autorką i kolejne udane.
Za mną już "Prezent" i "Surogatka". "Siostra" czeka już na czytniku.
I wraz z tą książką Jensen dołącza do moich ulubionych autorów.
Choć z jej książkami mam problem: trudno napisać cokolwiek o fabule, by nie zdradzić istotnych faktów. I nie zepsuć frajdy potencjalnemu czytelnikowi.

Z tego powodu napiszę dziś w żołnierskim skrócie.

Napięcie zbudowane idealnie. I ciekawość rozbudzona do czerwoności.

Tajemnice rodzinne, które kładą się cieniem na przyszłość. Odkrywane przez autorką po maleńkim kawałku powodują gonitwę myśli.

Autorka zwróciła moją uwagę na dwie choroby:  prozopagnozję - niezdolność do rozpoznawania rysów twarzy.  I stwardnienie zanikowe boczne - chorobę nieuleczalną. Informacje zostały podane w takiej ilości i w taki sposób, że moja wyobraźnia szalała. 

Zaskakujące zwroty akcji, które powodowały u mnie przyspieszone bicie serca.

Niepokojący i tajemniczy klimat, który tylko napędzał myśli.

Książka mnie zostawiła z mnóstwem pytań.  I żadnych odpowiedzi. I wciąż o niej myślę. A to bardzo lubię.

Zakończenie, którego się nie spodziewałam. Choć podejrzanych osób miałam kilka.

I to wszystko, co wyżej napisałam, zmierza do jednego : POLECAM!


poniedziałek, 4 czerwca 2018

A ja żem jej powiedziała... Katarzyna Nosowska. I książka, i audiobook

TYTUŁ: A ja żem jej powiedziała... 
AUTOR: Katarzyna Nosowska
WYDAWNICTWO:  Wielka Litera
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 208
Czas słuchania: 2 godziny, 43 minuty
Czyta: autorka

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



A ja żem się nie  mogła zdecydować.... Czytać czy słuchać? To żem wzięła jedno za drugim.

Jako fanka od niepamiętnych czasów nie będę obiektywna. Pamiętam wokalne początki Nosowskiej na scenie. Na samą myśl mam ciary...
Kiedy Katarzyna zaczynała, to ja przeżywałam swój nastoletni bunt w liceum. I słuchałam jak wariatka wokoło i wkoło grupy Hey. I jak żem zaczęła, tak żem nie przestała być fanką.

Na tę książkę czekałam. Od zawsze.
I jak już wpadła w moje łapki, to cały świat odpłynął.
Pochłonęłam jak modelka nocą batonika.

I jakie mam wnioski? Kaśka, przepraszam za poufałość, aleś by obie urodzone w tej samej dekadzie, to mądra kobieta jest. I kropka!
A o czym napisała? "Dostało się" wszystkim po trochu: celebrytom, facetom, modzie, rodzicom, synowi, reklamie, portalom społecznościowym i jeszcze kilku innym. Poczytamy o tworzeniu tekstów, seksie, odchudzaniu, dzieciństwie autorki, wychowaniu, starzeniu się, jedzeniu, emocjach, uczuciach itd. Wiele trafnych wniosków, trochę życiowych prawd i to wszystko okraszone humorem jakim można znaleźć w tekstach piosenek autorki.

Wiele stwierdzeń i przemyśleń jest mi bliskich, z kilkoma się zgadzam, a resztę muszę przemyśleć.

Ta książka jest jak teksty grupy Hey. Kto zna i słucha, to będzie zachwycony. A kto nie zna, niech się wstydzi. Trza nadrobić.

No, bo jaka sama kiedyś napisała:

"Obowiązek obowiązkiem jest 
Piosenka musi posiadać tekst"

I piosenka, i książka, jak się okazuje.
Teksty czy to w piosenkach, czy to w książce są mi bardzo bliskie sercu. Dojrzałe, mądre, przemyślane, z humorem, a czasami z gorzką refleksją.

Często odpowiadam mężowi, kiedy mnie pyta co robiłam cały dzień:

"Dzień spędzam sprawdzając czy 
Woda w czajniku gorąca 
Układam kompozycje z ciastek 
Ogrzewam dłońmi filiżanki"

A kiedy mnie wkurzy to mu nucę:

"Złotą klatkę sprawię Ci
będę karmić owocami
a do nogi przymocuję
złotą kulę z diamentami"

A jak świat zbyt głośno dobija się do drzwi, to pod kołdrą mruczę:

"Lubię ten stan 
Rozkoszne sam na sam 
Cisza i ja 
Cisza, ja i czas 
Udaję, że świat zamyka się
W tych czterech ścianach, a za nimi pustka
Lubię ten stan
Cisza, ja i czas"

Wybaczcie, ale się rozmarzyłam.

I teraz się zastanawiam: co lepsze: książka czy audiobook? 
Trudno powiedzieć: w książce zwraca uwagę świetna szata graficzna, a w audiobooku autorka wspaniale czaruje głosem.
Podsumowując: najpierw czytajcie, a potem słuchajcie. Jak ja.

PS.A czasami słyszę jak mąż nuci pod nosem:

"Całą noc całą noc
Z piątku na sobotę całą noc
Całą noc całą noc
Z piątku na sobotę nocą"

a ja udaję, że nie wiem o co chodzi 👀 💑

Kruchy lód. Krzysztof Bochus

    TYTUŁ :   Kruchy lód AUTOR :  Krzysztof Bochus  WYDAWNICTWO : Skarpa Warszawska GATUNEK:  kryminał STRON : 368 DATA PREMIERY:  13 marca ...