Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Albatros. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Albatros. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 marca 2024

Cudowne lata. Valérie Perrin

 

TYTUŁ: Cudowne lata
AUTOR: Valérie Perrin 
WYDAWNICTWO: Albatros
GATUNEK: literatura piękna 
LICZBA STRON: 576
DATA PREMIERY: 22 lutego 2023

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




To moje drugie spotkanie z autorką. Pierwsza, Życie Violette, zachwyciła mnie od pierwszych stron i po zakończonej lekturze wiedziałam już, że zostaje fanką autorki. 

Cudowne lata to historia czwórki przyjaciół, których przyjaźń zaczyna się w podstawówce w latach osiemdziesiątych XX wieku i trwa aż do dorosłości. Tak w skrócie można określić fabułę. Ale jest kilka szczegółów, które po sumowaniu dały powieść, o której trudno zapomnieć.
Sposób opowiedzenia historii zauroczył mnie bardzo. Autorka tak snuje fabułę, że moja ciekawość jak zakończy się, a może jak rozpoczęła się ta historia rozgrzana była do czerwoności.
Niesamowita czułość i wrażliwość bijąca z kart tej powieści otulały mnie w trakcie lektury. I jednocześnie Perrin nie zahacza o kicz i tandetę. Cudownie wszystko wyważone.
Autorka porusza wiele tematów, z którymi spotykamy się w życiu. Jest skryta miłość, zazdrość, żal, nadzieja, problemy z tożsamością, brak wiary w siebie, przyjaźń, sieroctwo, tajemnice z przeszłości. Ale jak w poprzednim akapicie: wszystko harmonijnie splecione.
Dla mnie wartością dodaną było to, że jestem w podobnym wieku, co bohaterowie książki. Też w latach 80 XX wieku chodziłam do podstawówki i niektóre rzeczy z tamtego okresu pamiętam doskonale. To była dla mnie sentymentalna podróż w czasie.
Zastanawiałam się już podczas czytania poprzedniej książki tej autorki, tak jak i w trakcie tej, jak Pani Valérie to robi, że poruszając trudne tematy (bo przecież porzucenie przez matkę, czy wychowywanie bez okazywania uczuć do łatwych tematów nie należą) nie wywołuje u mnie smutku ani przygnębienia, a raczej zmusza do refleksji i zadumy? Jak to jest, że czytając o przykrych momentach w życiu bohaterów nie miałam łez w oczach, lecz oczy zamglone rozczuleniem i skupiłam się nad rozważaniem zawiłości losu?
Perrin jest świetnym obserwatorem rzeczywistości i umie to rewelacyjnie ubrać w odpowiednie słowa. A dwa wątki: współczesny i przeszłość świetnie się uzupełniają.
W swoim życiu przeczytałam mnóstwo książek, ale żaden autor ani autorka nie wywołała we mnie takich emocji jak ta francuska pisarka. 
Pozostaje pod wrażeniem umiejętności tworzenia tak pięknych powieści.
Polecam serdecznie.


sobota, 18 marca 2023

Życie Violette. Valérie Perrin

 

TYTUŁ: Życie Violette.
AUTOR: Valérie Perrin 
WYDAWNICTWO: Albatros
GATUNEK: literatura piękna 
LICZBA STRON: 480
DATA PREMIERY: 23 marca 2022


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Nie pamiętam już, kiedy mnie tak książka zaskoczyła i zachwyciła jednocześnie. Sięgnęłam po nią, bo wszędzie czytałam same słowa wręcz uwielbienia. I żadnej negatywnej opinii. Jak to możliwe? Czyżby książka idealna?

Dwa cytaty towarzyszyły mi podczas czytania:

Cmentarze pełne są ludzi niezastąpionych. Autor Georges Clemenceau.

Ogry są… jak cebula. […] Cebula ma warstwy, ogry mają warstwy. Cytat z filmu Shrek.

Bo historia Violette przypomina ogra. Albo cebulę. Wraz z przerzucanymi kartkami odrywamy kolejne warstwy. Poznajemy życiorys bohaterki, kiedy jest strażniczką cmentarza. Życie jej nie rozpieszczało, przeżyła wiele strat, które przeplatały się z chwilami szczęścia. Nie chcę pisać zbyt szczegółowo, żeby nie zepsuć frajdy z czytania potencjalnemu czytelnikowi. Od początku Violette pomału odkrywa detale ze swojego życia. Wbrew pozorom nie jest to historia kobiety nieszczęśliwej. Dla mnie jest to pochwała drobnych radości dnia codziennego i czerpania siły z dobrych chwil. Bo Vilolette nie narzeka ani wścieka się na los. Pogodzona z tym, co niesie los prowadzi życie spokojne. Pilnowanie cmentarza okazuje się na przykładzie naszej bohaterki zajęciem, które może dawać sporo radości. Wreszcie odnalazła spokój, robi to, co chce i na swój sposób pomaga ludziom. Violette prowadzi swój dziennik z życia cmentarza. Polecam uwadze.

To, co rzuca się w oczy po przeczytaniu kilku stron, to wrażliwość autorki i cudowny język. Ta opowieść się snuje powoli i bardzo malowniczo. Perrin jest świetnym obserwatorem rzeczywistości i umie to rewelacyjnie ubrać w odpowiednie słowa. Momentami miałam oczy szeroko otwarte ze zdziwienia, a czasami łzy w oczach. I to wszystko powodowało, że nie chciałam, aby ta książka się skończyła. 

Życiorys niebanalnej kobiety plus wciągający sposób przedstawienia całej historii powodują, że książkę będzie trudno zapomnieć.

Polecam. 

sobota, 13 sierpnia 2022

Nieznajoma z Sekwany. Guillaume Musso

 

TYTUŁNieznajoma z Sekwany.
AUTOR: Guillaume Musso
WYDAWNICTWO: Albatros
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 384
Data premiery: 10 sierpnia 2022


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Są tacy autorzy, których książki biorę w ciemno. To takich należy Musso. Przeczytałam wszystkie książki tego Francuza wydane w Polsce. Z zachwytem bywało różnie. Ale na każdą kolejną czekam z niecierpliwością.

Mnie się ciężko pisze o książkach tego autora.. Bardzo łatwo zdradzić istotne wątki fabuły. 
Czy można być jednocześnie żywym i martwym? To pytanie z okładki. Z Sekwany w grudniowy dzień wyłowiono zwłoki dziewczyny. Po zbadaniu DNA okazało się, że ta dziewczyna zginęła w wypadku samolotowym ponad rok temu. Jak to możliwe? Co się wydarzyło i jak do tego doszło?

Jak zwykle u tego pisarza jest mieszanka gatunkowa, bo i trochę kryminału, obyczajówki, thrillera okraszona odrobiną magii i doprawiona elementami zaskoczenia. Potrafi on przykuć uwagę i zmusić do zastanowienia. Wmanewrować w różne zakątki fabuły, zmylić trop i powiedzieć a kuku. I na koniec przyłożyć zakończeniem.

Jeden z wątków nawiązuje do kultu Dionizosa i mitologii greckiej. Ciekawie napisane. Czytałam z przyjemnością.
Inny temat bardzo interesujący do miłość i kłamstwa. Do czego zdolny jest człowiek w imię miłości?

To oczywiście tylko historie poboczne, ale jakże dodające smaczku temu głównemu.

Mnie w każdej książce Musso zachwyca wrażliwość autora, plastyczny język powieści, to, jak potrafi igrać z czytelnikiem, jak wspaniale dozuje niepewność i tajemniczość. I to, że kiedy skończysz czytać, to siedzisz i nie dowierzasz, że to już koniec książki. 
Ta, jak i inne powieści Musso mają jedną wadę. Za szybko się kończą. 

Jednym słowem: znowu polecam!

poniedziałek, 20 września 2021

Sekretne życie pisarzy. Guillaume Musso

       

TYTUŁSekretne życie pisarzy
AUTOR: Guillaume Musso
WYDAWNICTWO: Albatros
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 288
Data premiery: 12 sierpnia 2020



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




I kolejna książka mojego ulubionego francuskiego pisarza już za mną. Jak wszystkie, które zostały wydane w Polsce. Jestem fanką i nie umiem być w ocenie Jego książek obiektywna. 

Im bardziej chcesz coś ukryć, tym bardziej ludzi to fascynuje.

Każdy rozdział rozpoczyna się cytatem.
Wyspa. Wyjątkowa i pożądana.
Sławny pisarz w swojej samotni.
Młoda dziennikarka żądna zgłębić tajemnice autora.
Niespiesznie płynące życie i piękne widoki.
I nagle trup.
I im więcej kartek za nami, tym większa mgła tajemniczości i niedomówień.

O książkach tego Francuza pisze się ciężko, bo trudno napisać cokolwiek o treści nie zdradzając istotnych wątków fabuły. O czym jest ta książka? O tajemnicach, pisarstwie, sławie, anonimowości, prywatności, tajemnicach, przeszłości.
Jak zwykle u tego pisarza jest mieszanka gatunkowa, bo i trochę kryminału, obyczajówki, thrillera okraszona odrobiną magii i doprawiona elementami zaskoczenia. Potrafi przykuć uwagę i zmusić do zastanowienia. Wmanewrować w różne zakątki fabuły, zmylić trop i powiedzieć a kuku. I na koniec przyłożyć zakończeniem.

Mnie w każdej książce Musso zachwyca wrażliwość autora, plastyczny język powieści, to, jak potrafi igrać z czytelnikiem, jak wspaniale dozuje niepewność i tajemniczość. I to, że kiedy skończysz czytać, to siedzisz i nie dowierzasz, że tak dałaś się autorowi wkręcić. I że to już koniec książki. 
Ta, jak i inne powieści Musso mają jedną wadę. Za szybko się kończą. 

Podsumowując: uwielbiam Pana, Panie Guillaume Musso!

PS To pisałam ja, nieustająca fanka.

niedziela, 29 sierpnia 2021

Zabawa w chowanego. Guillaume Musso

 

TYTUŁZabawa w chowanego
AUTOR: Guillaume Musso
WYDAWNICTWO: Albatros
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 256
Data premiery: 11 sierpnia 2021



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Są tacy autorzy, których książki biorę w ciemno. To takich należy Musso. Przeczytałam wszystkie książki tego Francuza wydane w Polsce. Z zachwytem bywało różnie. Jedne lepsze, inne dobre. Po tę sięgałam bez obaw. 

Prawie o wszystkich powieściach tego autora można napisać podobnie. Złośliwcy pewnie powiedzą, że pisze on na jedno kopyto. Ale mnie ten schemat odpowiada. 
O czym jest ta książka? O pisarce, pisarzu, wydawcy. O prywatności, mediach, sławie i niemocy pisarskiej. O Francji i USA. O rzeczywistości i fantazjach. 
Ale Musso prowadzi fabułę w sposób dla siebie bardzo charakterystyczny. Trudno pisze się o jego książkach. Bo jak napisać tak, żeby nie zdradzić istotnych wątków?

W telegraficznym skrócie wygląda to tak:
* autor tworzy mieszankę gatunkową: jest trochę thrillera, trochę obyczajówki, trochę romansu i to wszystko okraszone odrobiną tajemniczości.
* akcja jest prowadzona tak, że w zasadzie zakładka nie jest potrzebna. Siadasz, czytasz i nagle koniec.
* Musso potrafi przykuć moją uwagę w sposób, który u innych pisarzy jest niespotykany.
* elementy zaskoczenia i zwroty akcji rozbudzają ciekawość do czerwoności.
* w trakcie czytania moja ilość wymyślonych zakończeń jest ogromna, a i tak autor zawsze zrobi mnie w przysłowiowego konia.
* w tej, jak i w wielu innych powieściach, autor, w moim odczuciu, podejmuje tematykę czy problem, który skłania do myślenia i refleksji.
* mnie niezmiennie zachwyca plastyczny język i ogromna wrażliwość tego twórcy.
* w niektórych powieściach miałam wrażenie, że książka ma drugie dno. Tak też było teraz. Ale ja go nigdy nie zdradzam, ale zachęcam do samodzielnych poszukiwań.

Ta nowość, jak i inne powieści Musso mają jedną wadę. Za szybko się kończą. 

Podsumowując: uwielbiam Pana, Panie Guillaume Musso!

PS To pisałam ja, nieustająca fanka.


niedziela, 4 sierpnia 2019

Zjazd absolwentów. Guillaume Musso

TYTUŁ: Zjazd absolwentów
AUTOR: Guillaume Musso
WYDAWNICTWO: Albatros
GATUNEK: literatura piękna
STRON: 320
Data premiery: 31 lipca 2019

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



To już moje piętnaste spotkanie z Autorem. Przeczytałam wszystkie Jego książki wydane w Polsce. Nie każda mnie zachwyciła, ale każda miała w sobie to Coś, co mnie zauroczyło lub chociaż przypadło do gustu.
I po tę sięgnęłam z zaciekawieniem. I co dostałam?


Powinnam chyba zacząć od tego, że ja, tak jak i autor, tak i bohater książki należą do tego samego pokolenia, które maturę pisało w latach 90. XX wieku. Chyba wszyscy wtedy słuchali muzyki na walkmanie i tańczy przy piosenkach New Kids on the Block. Dlatego ta książka do mnie trafiła. Przywołała wspomnienia.

Sam tytuł i zarys fabuły od razu wydał mi się ciekawy. Sama jeżdżę na takie zjazdy i wiem z doświadczenia ile to emocji wiąże się z takimi spotkaniami. A tutaj jeszcze oprócz wrażeń związanych z samym zjazdem są jeszcze tajemnice z przeszłości, które mogą zmienić życie wielu ludzi. Ciekawość rośnie.

Lubię, kiedy akcja prowadzona jest dwutorowo. Jest współczesny zjazd i historia z dawnych lat. Wszystko sprawnie poprowadzone i nie miałam poczucia skołowania. Nie każdemu autorowi udaje się ten zabieg.

Musso udało się mnie zaciekawić to tego stopnia, że książkę przeczytałam za jednym podejściem. 
Niespieszna akcja, zaskakujące zwroty akcji, stopniowo odkrywane fakty z przeszłości, które zmieniają całą historię i zaskakujące zakończenie.  To jest to, co lubię: ciekawość rozgrzana do czerwoności.

Do mnie przemawia też sposób pisania tego francuskiego pisarza. Język jest plastyczny, a opisy ciekawe i nienużące. Nadają klimat książce.

Ciekawa jest też kreacja bohaterów. Tak i młodzieży, tak i nauczycieli. Choć to samo można napisać o rodzicach i najbliższych znajomych. Wraz z odkrywaniem faktów z przeszłości nasz bohater zadaje sobie pytanie: jak dobrze można poznać drugiego człowieka? Kto i jakie fakty ukrywa? I pada coraz więcej pytań.


Podczas czytania towarzyszyła mi refleksja: jak dobrze, że w latach 90. XX wieku nie było powszechnie dostępnego internetu i mediów społecznościowych. Dlaczego? Na to pytanie każdy czytelnik musi odnaleźć odpowiedź sam.

Podsumowując:
Ta powieść jest naprawdę dobra: pełna tajemnic z przeszłości, obaw w teraźniejszości, ciekawych bohaterów, skomplikowanej zagadki, napisana we wciągający sposób i z zaskakującym zakończeniem.  

I na koniec posłużę się kolokwializmem, który dobrze odzwierciedla mój odbiór: choć mnie ta książka na kolana nie rzuciła, to świetnie się ją czytało i dobrze się przy niej bawiłam.

Polecam.

PS Zdjęcie nieprzypadkowe. Nawiązuje do treści książki.


wtorek, 7 sierpnia 2018

Apartament w Paryżu. Guillaume Musso.

TYTUŁApartament w Paryżu
AUTOR: Guillaume Musso
WYDAWNICTWO: Albatros
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 400
Data premiery: sierpień 2018

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie ksiażek



Dziś nie będzie obiektywnie.
Jestem fanką Pana Musso.
Przeczytałam wszystkie Jego książki wydane w Polsce.
Jedne mnie bardzo zachwyciły, a inne mniej.
Byłam bardzo ciekawa tej książki...
I co dostałam?
Oj, nie tego się spodziewałam...

Fabuła wydaje się ciekawa. Ona, była policjantka, wyjeżdża do Paryża, żeby odpocząć.
On, młody pisarz, przylatuje do stolicy Francji, aby napisać nową sztukę.
Zadziwiający los powoduje, że wynajmują ten sam apartament.
Ale nie jest to zwykły pokój, bo jest to mieszkanie znanego artysty Seana Lorenza. I może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to że słynny malarz już nie żyje, a jego ostatnie trzy obrazy zaginęły.
Pomimo różnicy charakterów i temperamentów ta niezwykła para zwiera szyki i zaczyna poszukiwania obrazów. Ale nie tylko dzieł Lorenza...
Tyle o fabule...

W tej powieści przeplata się kilka ciekawych wątków.

Jednym z nich jest Sztuka przez duże S. Z zainteresowaniem czytałam o tworzeniu obrazów, o rodzaju farb czy o roli światła. Autor nie przygniótł mnie ilością informacji, a jedynie wzbudził ciekawość. Często podczas czytania zaglądałam do sieci, aby sprawdzić różne informacje. A to lubię: wątek o zabarwieniu edukacyjnym.

Dla mnie, jako matki, ciekawym tematem było macierzyństwo, a właściwie bardzo dużo chęć posiadania dziecka. Z jedne strony utrata potomka, a z drugiej niemożność zajścia w ciążę. Przemyślenia Madeline czytałam ze smutkiem. W ogóle, to unikam książek, w których dzieje się krzywda dzieciom. Tu czytałam z pewnym przygnębieniem pomieszanym z refleksją.

W powieści pojawiają się też motywy kryminalne. Zaginione obrazy i ich poszukiwania. Ale i badanie okoliczności zmarłego, ponoć, dziecka. Ponoć, bo ciało nie zostało nigdy nie odnalezione. 

Moją uwagę zwrócił też wątek wspomnieniowy. Doskonale pamiętam okres opisywany przez autora. Ciekawie było powspominać ostatnią dekadę XX wieku.  Kiedy telefony komórkowe dopiero rozpoczynały karierę, a sieć dopiero się rozrastała na cały świat.

Tylko jedna rzecz mnie zasmuciła. To, jak Musso opisywał Paryż. Jako miasto brudne, zatłoczone i pełne złodziejaszków. Zburzył moją wizję miasta, o którym marzę od dawna: jako romantycznego, pełnego kwiatów i kafejek. Chyba będę musiała przekonać się sama...

A zakończenie? PETARDA!  Obstawiałam wiele zakończeń, ale takiego się nie spodziewałam. Zaskakujące bardzo!

Podsumowując. Jest wątek edukacyjny o sztuce, ciekawe elementy społeczne o macierzyństwie, motywy kryminalne, trochę wspomnień i zadziwiające zakończenie. Cudowna mieszanka!

Czyli?  Jednym słowem polecam.

środa, 21 lutego 2018

Na skraju załamania. B.A. Paris

TYTUŁNa skraju załamania
AUTOR: B.A. Paris
WYDAWNICTWO: Albatros
GATUNEK: thriller psychologiczny
STRON: 352




Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Dziś piszę to Ciebie ja, taki czytelniczy łosoś, który teraz będzie płynął pod prąd wartkiego potoku zachwytów. Tak, tak. Dziś nie będzie ekstazy czytelniczej. 
 Dziś podam swoja opinię w sosie kwaśno-gorzkim.

Kiedy przeczytałam poprzednią książkę, "Za zamkniętymi drzwiami", to byłam rozczarowana. Po TAKIEJ kampanii reklamowej myślałam, że będzie trzeba mnie zbierać z podłogi kiedy skończę czytać. A tu NIC. Dobre to tylko było i tyle. I kiedy zobaczyłam zapowiedzi kolejnej książki tej autorki, to pomyślałam, że dam jej drugą i ostatnią szansę. I tą OSTATNIĄ szansę autorka już wykorzystała. Więcej nie będzie. Choć reklama równie zachęcająca jak przy debiucie.

Uwielbiam thrillery. Mogę je czytać bez przerwy. I jeśli pojawia się zagadka, to rzadko udaje mi się ją rozwiązać. Lubię w nich to napięcie, niepewność i zaciekawienie. 

Niestety. Dla mnie ta książka nudna była jak akademia szkolna. Zero napięcia, mało niepewności  i ociupinka zaciekawienia. 
Nasza bohaterka nie udziela pomocy koleżance, która siedzi w samochodzie stojącym na poboczu leśnej drogi. Trwa ulewa. Rano dowiaduje się, że kobieta nie żyje. Od tego dnia ma wyrzuty sumienia, że nie udzieliła znajomej pomocy. Potem zdarza się jej zapomnieć o różnych rzeczach. Zapomina coraz częściej. Zaczyna wpadać w panikę, gdyż jej mama zapadła na demencję w wieku 44 lat. Obawia się tej choroby u siebie.
I tak przez większość książki: słyszy jakieś głosy, widzi jakiegoś faceta krążącego wokół domu, przedmioty zmieniają miejsce, odbiera głuche telefony, zapomina, że zrobiła jakieś zakupy. I tak w kółko. Zero jakiegokolwiek napięcia. Ile można o tym samym? Jakbym chciała coś na sen, to był sobie tv włączyła... Ziewałam.
Aż nadchodzi moment, że akcja rusza z kopyta. Ale co ja piszę! Co najwyżej rusza z pierwszego biegu. Zanim Cass, nasza obarczająca się poczuciem winy bohaterka, rozkminia o co chodzi, to ja już zaglądałam na ostatnią stronę. Z nudów. 
Tak jak napisałam wcześniej: thrillerów czytam dużo i rzadko rozwiązuję zagadkę przed końcem książki. A tu domyśliłam się wszystkiego zanim dobrnęłam do połowy. Autorka tak to wszystko przedstawiła, tyle podsunęła podpowiedzi, że nawet ja wpadłam na rozwiązanie.
Jeśli chodzi o sprawcę i motyw, to pojechała po "schemacie". To już tyle razy spotykałam w książkach i filmach, że zaczyna się robić nudne niczym niedzielna szarlotka u cioci. Oczywiście nie napiszę nic więcej, aby nie psuć Ci zabawy, kiedy już sięgniesz po tę książkę. No chyba, że mi uwierzysz i nie sięgniesz...

Ja się grzecznie pytam: gdzie te zaskakujące "zaskakujące zwroty akcji", "ciągłe napięcie" i "atmosfera niepokoju"? Czy zaskakującym zwrotem akcji jest tu pukanie kuriera do drzwi czy kawa z przyjaciółką? A to ciągłe napięcie? To może jest NA PIĘCIE stojąca bohaterka przy telefonie? A ten niepokój? To chyba występuje kiedy ta kobieta sprząta kuchnię, a NIE POKÓJ.

Kreacja bohaterów odkrywcza niczym kopalnia w Bełchatowie. Wszyscy irytujący niczym śnieg w maju. Czy naprawdę kochający mąż podaje do kolacji wino wiedząc, że żona bierze psychotropy? No ja przepraszam. I nikt nie wpadł na pomysł, że wysyłanie smsów to jest niebezpieczna metoda kontaktów? Czy autorka nie wie, że w dobie internetu i w XXI wieku wszystko można sprawdzić?

Zapadanie się w kolejny etap choroby, demencji jak sądzi bohaterka, jest tu dla mnie ciekawe jak przesypujący się piasek w klepsydrze. Problem przedstawiony wybiórczo i "po łebkach". Miałam nadzieję, że dowiem się czegoś ciekawego, a tu tylko kurz jakiś osiadł po interesującym temacie.

Podsumowując:
Kiepski thriller bez żadnego napięcia, przewidywalny, z zakończeniem łatwym do odgadnięcia, temat choroby potraktowany po "macoszemu", bohaterowie i motywy sprawcy schematyczni.

Nie polecam.

PS. Aaaaaaaaaa! Wiem! Ten tytuł... Ja już byłam prawie na skraju załamania, kiedy czytałam ten, ponoć rewelacyjny, thriller i myślałam sobie ile to świetnych książek czeka na mnie na czytniku.

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Konklawe. Robert Harris. Audiobook

TYTUŁ: Konklawe 
AUTOR:  Robert Harris
WYDAWNICTWO: Albatros
GATUNEK: literatura współczesna
Czas słuchania: 8 godzin, 45 minut
Czyta: Marcin Popczyński

Zdjęcie z zasobów internetu.

Kto nie jest ciekawy jak wygląda proces wyboru Papieża? Chyba każdy. I z tego powodu, miedzy innymi, sięgnęłam po tę pozycję. Ale to chyba nie jest lektura dla mnie...

Po pierwsze: przeczytałam, że Konklawe należy do kategorii thriller/sensacja/kryminał. Ja nie dopatrzyłam się żadnego z tych gatunków: nie przyspieszył mi oddech z napięcia, nie było żadnej sensacji ani śledztwa, jak w kryminale. Ale może ja się nie znam...

Po drugie: było nudno. No dobra, dowiedziałam się kilka ciekawostek z całego procesu wyboru Papieża, ale liczyłam na więcej. Autorowi nie udało się wzbudzić we mnie zaciekawienia.

Po trzecie: Pan Popczyński czytał rewelacyjnie. Czarował głosem. To jedynie mnie w tej książce zachwyciło.

Po czwarte: mnie się nie podobało w  jaki sposób autor przedstawił Polaków. Tak jak i uczestniczącego w konklawe polskiego arcybiskupa, tak i śp Papieża Jana Pawła II.

Po piąte: to nie wiem "co autor miał na myśli". O co chodziło? Ale tak jak pisałam wcześniej: to nie jest książka dla mnie. Miałam zupełne inne oczekiwania i zbyt wysoko podniosłam poprzeczkę.

Ale to, co napisałam wyżej niech Cię nie zniechęci.

Polecam przeczytać. Może komuś się spodoba.

niedziela, 3 grudnia 2017

Nadmorski ogród. Deborah Lawrenson

TYTUŁNadmorski ogród.
AUTOR: Deborah Lawrenson
WYDAWNICTWO: Albatros
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 444
Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Ta książka to przykład na to jak może być myląca okładka...

Część pierwsza to historia współczesna. Pani architekt przybywa na wyspę w celu zaprojektowania nowej wersji starego ogrodu. Ale chyba nie wszyscy chcą zmian... Jakaś tajemnica wisi w powietrzu...

Ale część druga...Mhmm... To co lubię najbardziej: druga wojna światowa, francuski ruch oporu, alianci w samolotach, kolaboranci, dziewczyna pracująca w perfumerii, piękne opisy zapachów i widoków Prowansji, okrutny okupant i francuska milicja. Mieszanka wyśmienita. Jak dobry drink.

Marthe jest pracownicą perfumerii. I jest niewidoma. Ale ma za to ponadprzeciętny węch. Tworzy nowe zapachy, czuje więcej niż inni, np. zapach strachu.

"Zwykły zapach potrafi zatrzymać w sobie chwilę. Perfumy opowiadają historie na skórze".

Zapachy lawendy, piżma, skórki pomarańczowej, cytrusów, pinii, leśnych fiołków. A w tle krzyki, zapach spalenizny, odgłosy strzałów i wybuchów, tupot podkutych butów.

Cześć trzecia to już coś zupełnie innego  Iris  i Rose spotykają się w Londynie. Są szkolone. Wszystko tajne. Kręcą się piloci RAF-u, słuchać różne języki. Jest wojna i są tajemnice. Jest zaciemniony Londyn i angielski wywiad.

Trzy części i trzy historie. Ale co je łączy?

Zakończenie jest zaskakujące, a to lubię.

Duży plus za stworzony klimat, minus za "spowolniacze".

Plus za przygotowanie do tematu, ale, jak zwykle, mam jedno ale. W czasie okupacji Francji w czasie drugiej wojny światowej, to we Francji była policja czy milicja? Autorka używa zamiennie, a mnie coś w tym "uwiera"...

Jestem zaskoczona tą książką. Okładka jest bardzo myląca.
Ja jestem bardzo zdumiona  treścią, bo patrząc na okładkę zupełnie czegoś innego się spodziewałam.
Ale zaskoczenie na plus.

Polecam. Szczególnie fanom serialu "Allo, allo" i książki "Pachnidło".

piątek, 3 listopada 2017

Sekret, którego nie zdradzę. Tess Gerritsen

TYTUŁ: Sekret, którego nie zdradzę
AUTOR: Tess Gerritsen
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Albatros
GATUNEK: thriller/kryminał
               STRON:  383 
Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek
    




                                                                                                                                                               Dziś pisze ja, fanka autorki. Nie będzie obiektywnie.
 Ale za to będzie krótko.
Ciężko napisać o tej książce coś więcej, żeby nie zdradzić istotnych wątków fabuły.
Postaram się przekazać Ci tak swój zachwyt, żeby nie zepsuć radości z czytania. Bo mam nadzieję, że uda  się Ciebie nakłonić do przeczytania tej książki.

Startujemy:

* Ta książka to część cyklu z doktor Maurą Isles i detektyw Jane Rizzoli, więc zalecam czytać po kolei. Choć każda część to osobna historia, to powiązane są ze sobą motywem z prywatnego życia obu pań.

* Autorka, jak zwykle, podsuwa wiele wątków i kiedy już myślisz, że wytypowałeś sprawcę, to dostajesz pstryczka w nos.

* Tess świetnie buduje napięcie i rozbudza ciekawość. Czyta się z zapartym tchem i przyspieszonym biciem serca.

*A ponieważ pisarka jest z wykształcenia lekarką, to jej opisy zwłok, "flaków i innych obrzydliwości" są bardzo realistyczne. Bardzo trafiają w mój gust.

*Przemawia do mnie też aspekt edukacyjny: wpływ pewnych środków medycznych czy działanie wymiaru sprawiedliwości. Także elementy związane z symboliką religijną i życiem męczenników.


* Zakończenie zaskakujące. Różne opcje obstawiałam, ale do ostatnich stron nie zgadłam kto jest mordercą.

*Akcja toczy się dwutorowo i jest przedstawiana z dwóch punktów widzenia. I tak na prawdę do końca nie wiedziałam o co chodzi: kto jaką rolę odgrywa  w tej historii.

*Lubię czytać o życiu prywatnym obu pań. Jak rozwijają się ich związki i jakie mają problemy. Te fragmenty przypominają mi, że patolog i detektyw, to też człowiek.

Miało być krótko, a wyszło jak zawsze.

Czyli jednym słowem: polecam.

PS. Zdjęcie nawiązuje do treści. Pierwsza ofiara została znaleziona z "obustronnym wyłuszczeniem gałek ocznych".


niedziela, 1 października 2017

Cisza. Kronika życia pewnego mordercy. Thomas Raab

TYTUŁ: Cisza. Kronika życia pewnego mordercy.
AUTOR: Thomas Raab
WYDAWNICTWO: Albatros
GATUNEK: thriller/sensacja/kryminał
STRON: 352
Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Zastanawiałeś się jak brzmi cisza? Jak to jest nic nie słyszeć? Żyć w świecie bez dźwięków?

Nasz bohater, Karl, urodził się z nadwrażliwym słuchem. Każdy szelest czy brzdęk powoduje u niego ból.
Słyszy tonacje, których nie słyszą inni: szum płynącej krwi w żyłach, oddechy za ściany, odgłosy najmniejszych zwierząt.

Jest świadkiem śmierci matki. I wtedy odkrywa, że odchodzenie i ciszę coś łączy. Coś tajemniczego i niewypowiedzianego. Zaczyna go fascynować kres życia. Staje się jego obsesją.

Wszystko co dzieje się później jest skutkiem tego jednego zdarzenia. Śledzimy losy Karla. Obserwujemy życie małego miasteczka. 
Ja musiałam przerywać chwilami czytanie. Musiałam złapać oddech. Dlaczego?
Czułam się zaskoczona, otumaniona i obsypana metaforami. "Smaczkami" albo zdaniami-petardami. Jak kto woli.
Tok rozumowania Karla, jego przemyślenia i stawianie mnóstwa pytań spowodowały u mnie przymusowe przystanki w czytaniu.

"Czy można uciec od siebie?".

"Słuch, mądrzejszy od oczu, wiele rzeczy mógł zarejestrować wyraźniej i postrzegał to, co przed wzrokiem było ukryte."

Mogłabym cytować bez końca.

Autor trafił w pewną nutę u mnie. Spowodował, że musiałam kilka kwestii poruszonych w książce przemyśleć. 

Inny znaczy gorszy? Karl wyróżnia się na tle społeczności małego miasteczka. Mieszka w dźwiękoszczelnej piwnicy, nie bawi się z innymi dziećmi, jest bardzo otyły. Czy te informacje dają nam podstawę do oceniania i ferowania wyroków? Czy mogą być powodem odrzucenia?
A niepełnosprawność naszego bohatera? Czy to, że słyszy więcej niż inni i nie mówi może być powodem niezrozumienia i wyalienowania?
Czy mentalność mieszkańców niewielkiej miejscowości może być zagrożeniem? Czy strach przed nieznanym i nierozumianym zjawiskiem może wszystko usprawiedliwić?

Mnóstwo pytań. Mnóstwo tematów do przemyśleń.

A takie np zmysły. Zastanawiałeś się kiedyś nad ich znaczeniem? Jak wygląda życie w ciszy? Albo bez zapachów? Jak wygląda życie osoby pozbawionej jednego ze zmysłów?

A miłość rodzicielska? Jak to jest być rodzicem dziecka "innego". Bezsilność, kiedy nie możesz pomóc dziecku jest uczuciem paraliżującym. I o ile ojciec pomagał synowi jak umiał, to matka się poddała. Nie dała rady, nie miała siły, nie umiała... I to właśnie państwo Heidemann wzbudzili we mnie morze współczucia. Nie wiem co ja bym zrobiła na ich miejscu...

A sam Karl? Jakie on budził emocje? Nie potrafię ocenić go jednoznacznie. No bo z jednej strony był dzieckiem niezrozumianym i cierpiącym, ale z drugiej dopuszczał się czynów na które nie ma mojej akceptacji. Czy zabijanie można czymś wytłumaczyć? A usprawiedliwianie się, że kogoś uwolnisz od cierpienia i pomożesz odejść z tego świata jest do przyjęcia?

"Żałoba to przecież tylko wyraz czystego egoizmu, więcej - chciwości, pragnienia zachowania czegoś dla siebie, odmowy zrezygnowania z czegoś".

"(...) śmierć czasami jest łaskawa, a czasami okrutna, jak życie, jak miłość".

"Bo na tym właśnie polega kształcenie: starzy mówią, a młodzi słuchają. Kształcenie umysłu, ducha, uczenie się bycia blisko z drugim człowiekiem."

"Mówiony język to brama do mgły. Zwodzi, wprowadza w błąd, udaje, pogania, pozbawia potrzeby uważnego przyjrzenia się, czytania w drugim człowieku. (...) Jedno słowo może wszystko zniszczyć".

I na koniec jeszcze dwie kwestie.
Odnoszenie się do innej książki. Tu do "Pachnidła" Suskinda. Obawiałam się tego porównania, bo mnie "Pachnidło" się bardzo podobało. Ale niepotrzebnie! Obie książki o nadwrażliwych zmysłach, o niezrozumieniu, o pozbawianiu życia, o obsesji. I w obu lekturach bohatera ciężko jednoznacznie ocenić. 
Kwestia zaszeregowania tej książki jako thriller/sensacja/kryminał. Ja się nie do końca zgadzam. Z jednej strony są trupy, jest morderca i jest śledztwo. Czyli elementy kryminału są. Jest też napięcie i zaciekawienie. Czyli pierwiastki thrillera też są. Sensacji się już nie dopatrzyłam.
Dla mnie te elementy są ważne. Ale ja bym określiła tę powieść jako filozoficzną z elementami kryminału. W tej lekturze poruszonych jest tyle tematów i zadanych tyle pytań, że ja na nią nie mogę spojrzeć inaczej. Ale ta klasyfikacja to już zależy od wrażliwości czytelnika.

Polecam.

piątek, 18 sierpnia 2017

Dziewczyna z Brooklynu. Guillaume Musso

TYTUŁ: Dziewczyna z Brooklynu
AUTOR: Guillaume Musso
WYDAWNICTWO: 
GATUNEK: Literatura współczesna
STRON: 365
Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Właśnie skończyłam czytać. I jestem w szoku! Nie wiem czy usnę...
Co poszło nie tak? Czy ja czegoś nie zrozumiałam? Czy wystąpiło u mnie "zmęczenie materiału"? Czy to może pan Autor już się wypalił? Albo napisał tę książkę ktoś, kto się podszywa pod mojego ulubionego pisarza?

Niestety. Jestem zawiedziona. Daje sobie sama legitymacje do wypowiedzi o książkach Musso, które zostały wydane w Polsce, bo ja je wszystkie przeczytałam. I na tę czekałam z niecierpliwością. Wszystkie do tej pory mnie porywały i pochłaniałam je z przyspieszonym biciem serce. Jedne mniej, inne bardziej. A tu co? Nuuuudaaaa!!! Ziewam teraz i ziewałam podczas czytania. 
Nie wiem co się stało...

Bohater wraz ze swoim przyjacielem policjantem poszukują ukochanej, która zniknęła bez śladu. Przemierzają Francję, potem USA. Odkrywają wątki z przeszłości. Natrafiają na tajemnice. Budzą uśpione demony. Tak w dużym uproszczeniu można przedstawić fabułę.

Określanie tej książki jako thriller to, według mnie, gruba przesada. Nie widzę w tej pozycji niczego, co mogłoby przyspieszyć bicie serca.
Wątek romansowy, jak dla mnie, znośny. Nie za dużo go było, tak w sam raz. Żeby mnie nie zemdliło.
Elementy kryminalne jak najbardziej w porządku. Akta policyjne, zdobywanie danych w internecie, ślady DNA, poczta elektroniczna. Były trupy, zaginięcia, psychopata, wielka polityka, tajemnice z przeszłości, śledztwo. W tej kwestii jestem zadowolona.
Największym plusem tej powieści jest jej zakończenie. Zostałam zaskoczona, a to lubię. Różne rozwiązania obstawiałam, ale takiego się nie spodziewałam.
Do plusów mogę zaliczyć jeszcze to, że szybko się czyta i wzbudza zainteresowanie typu "co będzie dalej?". I żadnych innych emocji, dzikiej ciekawości czy choćby "gęsiej skórki".

I jeszcze jedna sprawa na którą zwróciłam uwagę. Samotne rodzicielstwo. Ale tutaj to nie tatuś idzie w świat, tylko mama z rozbrajającą szczerością przyznaje, że do roli matki nie nadaje się. I nasz bohater podejmuje się samotnego wychowywania syna. Nie często spotykam się z tym tematem.

Polecam jednak. Może ktoś jednak się tą książką zachwyci. Mam taką nadzieję.

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek

Kruchy lód. Krzysztof Bochus

    TYTUŁ :   Kruchy lód AUTOR :  Krzysztof Bochus  WYDAWNICTWO : Skarpa Warszawska GATUNEK:  kryminał STRON : 368 DATA PREMIERY:  13 marca ...