Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzysztof Koziołek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzysztof Koziołek. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 grudnia 2022

A potem już tylko nic. Krzysztof Koziołek

 

TYTUŁ: A potem już tylko nic
AUTOR: Krzysztof Koziołek
WYDAWNICTWO: Manufaktura Tekstów
GATUNEK: thriller
STRON: 476
DATA PREMIERY: 25 listopada 2022


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Na okładce książki przeczytałam:
Ta powieść to skrzyżowanie orwellowskiego "Roku 1984" i "Agendy 21" duetu Beck/Parke.
I już wiedziałam, że muszę tę książkę przeczytać.

Krzysztof Koziołek należy do grona moich ulubionych pisarzy. Przygodę zaczęłam z twórczością autora od kryminałów retro, które uwielbiam. Przeczytałam wszystkie Jego książki z tej kategorii. Sięgając, po tę książkę wiedziałam, że to będzie coś zupełnie innego od tego rodzaju kryminałów dlatego miałam trochę obaw czy przypadnie mi do gustu. Przyznam, że tylko troszkę, bo jako fanka wierzyłam, że i tym razem autor zapewni mi rozrywkę na najwyższym poziomie. Jak się okazało w trakcie lektury to nie tylko rozrywkę. Autor podsunął mi wiele powodów do rozważań. 

Polska, rok 2031. Kraj po epidemiach i wojnie. Widzimy świat, w którym kluczowym słowem jest Kontrola. Kontrola przez duże K. Kontrola wszystkich i wszystkiego: ludzi, ich zachowań, (nawet temperatury ciała); czasu, szeroko rozumianych zasobów ziemskich. Wszystkiego. Co poszło nie tak? Gdzie podziała się wolność i swoboda myśli, działań, wypowiedzi? 
Ludzie podzieleni są na kategorie. Każda z nich ma inne prawa i obowiązki. Tym z najniższych warstw doskwiera brak wody, która jest reglamentowana. Wykonanie kara śmierci, niczym w starożytnym Rzymie, gromadzi tłumy na stadionie. Kamery monitorują czy wszyscy patrzą. Ludzie znikają i nikt nie wie co się z nimi dzieje. Najdrobniejsze zachowanie wykraczające poza ramy ustalone przez władzę karane jest bardzo surowo. Nawet lodówka mówi co wolno jeść, a co nie, bo ma dostęp do wyników badań domownika. Ta scena bardzo podziała na moją wyobraźnię. Wyobrażasz sobie, że sięgasz po ulubiony serniczek, a lodówka mówi, że nie możesz go zjeść, bo masz za wysoki cholesterol? Albo, że masz za mało ruchu? Scen działających na wyobraźnie było znacznie więcej, ale ta utkwiła mi w głowie głębiej.
W tej historii, niczym Wielki Brat w orwellowskim świecie, zawsze ktoś Cię obserwuje. Monitoruje. Kontroluje. Wie gdzie jesteś, co robisz, z kim, gdzie. Na większość działań musisz dostać pozwolenie. Nawet kiedy masz kilkanaście lat i chcesz iść na randkę. Często pojawia się określenie: dystans społeczny. 
Kolejny aspekt, który utkwił mi w głowie, to brak wody. Wielokrotnie pojawia się słowo: Pić. Bohater, Jan Krzyk, prawie cały czas myśli wodzie, o swoim pragnieniu i zastanawia się skąd brać wodę. Tak samo jak inni mieszkańcy z jego kategorii I tu kolejna myśl: wartość rzeczy dostrzegamy, dopiero kiedy ich zabraknie. Czy ktoś, z nas współczesnych, zastanawiał się kiedyś nad tym, że wody może zabraknąć? 

O samej fabule nie chce pisać za dużo, by nie zdradzić istotnych wątków. Pytanie, z którym zostawiła mnie ta lektura brzmi: czy można wyjść poza system i przeżyć? Zresztą pytań było więcej. 

Autor jest świetnym obserwatorem rzeczywistości i rewelacyjnie umie łączyć fakty. A także wyciągać wnioski z szeregu niby nic nieznaczących zdarzeń. W niektórym momentach miałam ciarki na plecach. Pan Krzysztof w kilku miejscach swej powieści skłaniał mnie do zastanowienia się nad wieloma aspektami szeroko rozumianego życia społeczno-gospodarczego i politycznego. Mnie poruszyły motywy ekologiczne jak brak wody, społeczne, jak brak kontaktu z drugim człowiekiem, polityczne, jak brak wpływu na swój kraj, psychologiczne, jak nieustająca kontrola każdej sfery życia. Myślę, że każdy czytelnik znajdzie swoje motywy, które poruszą jego wrażliwość i skłonią do przemyśleń. W trakcie czytania można znaleźć wiele podobieństw do Roku 1984, ale zapewniam, że autor dodał masę smaczków, które zmieniają perspektywę i dodają powieści niesamowitego kolorytu i klimatu.

Polecam.

                        


                     Egzemplarz recenzyjny dzięki Wydawnictwu Manufaktura Tekstów.

wtorek, 21 czerwca 2022

Enigma. Liczba wszystkich liczb. Krzysztof Koziołek {RECENZJA PRZEDPREMIEROWA}

 

TYTUŁEnigma. Liczba wszystkich liczb
AUTOR: Krzysztof Koziołek
WYDAWNICTWO: Manufaktura Tekstów
GATUNEK: sensacja w stylu retro
STRON: 629
Data premiery: 23 czerwca 2022



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Krzysztof Koziołek należy do grona moich ulubionych pisarzy. Bez zastanowienia biorę Jego kolejną książkę. I tak było tym razem. I do tego jeszcze Autor poruszył fascynującą tematykę: kulisy złamania szyfru Enigmy, tajnej maszyny niemieckiej, który podobno była nie do pokonania. A Polakom się udało.

Książka ta, podobnie jak większość poprzednich Pana Krzysztofa, zachwyciła mnie na wielu obszarach.

Niezmiennie uwielbiam przygotowanie Autora do opisywanego tematu. Umieszczenie akcji w określonym przedziale czasowym, w moim przekonaniu, wymaga oddania ducha epoki i okraszenia opisywanych wydarzeń szczegółami. Uwielbiam czytać przeróżne literackie smaczki, które pozwalają oczami wyobraźni zobaczyć opisywaną fabułę. Ja kocham okres dwudziestolecia międzywojennego z jego blaskami i cieniami. I tu go dostałam w pięknym wydaniu.

Rewelacyjna lekcja historii w wykonaniu Pana Koziołka umiejętnie wpleciona w akcję zachwyca nie pierwszy raz. Uważny czytelnik wyłowi z tekstu wiele ciekawostek i informacji, których w szkole z pewnością nie uświadczy. I zrobione to jest tak sprytnie, że człowiek nawet się nie zorientuje, że się edukuje. Brawa!

Fabuła poprowadzona jest w sposób, który nie pozwoli odłożyć czytającemu książkę nawet na moment. Uprzedzam, bo jednego wieczoru u mnie nie było kolacji, bo MUSIAŁAM doczytać co dalej będzie się działo. Chociaż od samego początku wiemy, że to Polacy (Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski) złamią szyfr Enigmy, to osiągnięcie tego sukcesu, nie było łatwą sprawą i, wbrew pozorom, zajęło matematykom ogrom czasu. A i okoliczności, nazwijmy je towarzyszące temu odkryciu, nie były sprzyjające.
Nie chcę opisywać dokładniej fabuły, gdyż powolne jej odkrywanie dostarcza czytelnikowi wiele emocji. Dodam tylko, że bardzo różnych emocji. Niestety, mnie się trafiła jedna drzazga, która uwierała podczas czytania. A była nią osoba Edmunda Lorenca. No, nie polubiłam gościa. Na jego niekorzyść przemawia choćby stosunek do żony. A także pewne zachowania, nazwijmy je oględnie, nieprzystające mężowi i pracownikowi wywiadu. Jeśli akurat nie prowadzi czynności wywiadowczych oczywiście… Ale to moje bardzo subiektywne odczucie, bo nie lubię pewnych scen w powieściach.

I na koniec dodam tylko, że jeśli ktoś ma wątpliwości czy sprawy natury technicznej dotyczące samej Enigmy są zrozumiałe, to zapewniam, że pisarz dokonał przekładu z technicznego języka na potoczny i wyszło mu to doskonale. Czyta się ze zrozumieniem.

I gdybym napisała na początku, że w powieści spotkamy członków wywiadów, kontrwywiadów, szpiegów, matematyków, piękne kobiety, kryptografów, członków Abwehry i Biura Szyfrów, studentów oraz kryptologów, to mógłbyś pomyśleć, że szykuje się niezłe poplątanie z pomieszaniem. Ale nic z tego! Wszystko, wraz z przerzucanymi kartkami, układa się niczym puzzle. Idealnie dopasowane puzzle.

Podsumowując: Enigma to sensacja w stylu retro z domieszką edukacyjną okraszona rewelacyjnymi detalami z epoki, czyli rozrywka na najwyższym poziomie. Polecam.




Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Autora.

czwartek, 30 grudnia 2021

Imię Pani. Cisza. Krzysztof Koziołek

 

TYTUŁ: Imię Pani. Cisza
AUTOR: Krzysztof Koziołek
WYDAWNICTWO: Manufaktura Tekstów
GATUNEK: kryminał retro 
STRON: 410
Data premiery : październik 2021


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Są tacy autorzy, których książki biorę w ciemno. Krzysztof Koziołek do nich należy. Każda książka, po którą sięgnęłam przypadła mi do gustu. Kiedy więc autor zaproponował mi patronat nad tą książką, to moje decyzja mogła być jedna: oczywiście, że tak!

Od jakiegoś czasu bardzo mnie kręci taki romans kryminału z historią, czyli kryminał retro. Przeczytałam już kilka w wykonaniu Koziołka i pokochałam całym sercem. Dwa główne powody to: uwielbiam kryminały i kocham lata 20/30 XX wieku. Autor osiągnął w tej powieści to, co nie zawsze udaje się innym pisarzom: zbudował zagadkę kryminalną, która mnie wciągnęła i zaskoczyła rozwiązaniem. Oprócz tego jest jeszcze coś, w czym Pan Krzysztof zdobył tytuł, przynajmniej dla mnie, mistrzowski. To tworzenie klimatu opisywanych wydarzeń. Tu nie ma miejsce na fuszerkę. Autor zadbał o wszystkie aspekty budowanego klimatu: ludzie i wypowiadane poglądy, miejsca przedstawione z detalami, rzeczy opisane z precyzją, a nawet zmienna pogoda. Kłaniam się nisko za pracę włożoną w poszukiwaniu detali opisywanych czasów. 
Jest też druga strona medalu... Spotkałam się w sieci z opinią, że ta warstwa historyczna może być zbyt rozbudowana i zmęczyć czytelnika. I tu nie mogę zgodzić się z tą informacją. Kryminał retro tym się właśnie charakteryzuje: ma wiernie oddać realia historyczne, na tle którego rozgrywa się akcja. A jak wiadomo: diabeł tkwi w szczegółach, więc i tych szczegółów musi być dużo.

Ta książka jest zdecydowanie dla fanów kryminałów, które mają miejsce w przeszłości. Zagadka kryminalna ciekawie poprowadzona i potrafiąca utrzymać zainteresowanie i ciekawość do ostatnich stron, a warstwa historyczna nadaje opisywanym wydarzeniom niesamowity nastrój. 

Nie mogę pominąć okładki i jakości wydania. Stylizacja kartek na bardzo stare nadała książce super klimatu, a okładka wiernie oddaje treść i przyciąga wzrok.

Polecam.

Egzemplarz recenzyjny dzięki Wydawnictwu Manufaktura Tekstów.

czwartek, 5 sierpnia 2021

Imię Pani. Misja. Krzysztof Koziołek

 

TYTUŁ: Imię Pani. Misja
AUTOR: Krzysztof Koziołek
WYDAWNICTWO: Manufaktura Tekstów
GATUNEK: kryminał retro 
STRON: 452 
DATA PREMIERY: 15 czerwca 2021


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Od pewnego czasu głośno się to tego przyznaję: uwielbiam kryminały retro. Bardzo mnie kręci taki romans kryminału z historią. Dawno temu trafiłam na książki Krzysztofa Koziołka i przepadłam bez reszty. I kiedy autor zwrócił się do mnie z pytaniem o patronat nad tą książką, to radość moja nie miała końca. Wyczekiwałam jej z niecierpliwością.

I od samego początku pojawił się problem. Dylemat z serii: Jak tu mieć ciasteczko i zjeść ciasteczko?
Chciałam czytać i jak najszybciej dotrzeć do rozwiązania zagadki i jednocześnie chciałam się w niej zanurzać jak najdłużej. I jak rozwiązać taki dylemat?
Im więcej kartek przewróciłam, tym wolniej czytałam. Jak ja bardzo nie chciałam wyjść z tej książki! 

Warstwa kryminalna poprowadzona jest świetnie. Na Górze Wisielców znaleziono zwłoki znanego lokalnego przedsiębiorcy. Jednak szef powiatowej żandarmerii nie wierzy w samobójstwo. Ściąga do pomocy komisarza kryminalnego. Obaj panowie zaczynają przyglądać się całej sprawie. Może, w tym momencie, nie ma w tym nadzwyczajnego, ale gdy dodam, że są to lata 30 XX wieku i u władzy są narodowi socjaliści z NSDAP, to już historia nabiera innego wymiaru. Śledczy próbują rozwiązać zagadkę, ale skutecznie w tym przeszkadzają im w tym zapatrzeni w Hitlera działacze partyjni. Już samo to, że komisarz śledczy prowadzi dochodzenie bez użycia nowinek technologicznych, współczesnego nam sprzętu kryminalistycznego budzi mój szacunek. Do tego zbudowane napięcie i zwroty akcji nie pozwalają na nudę i rozbudzają zaciekawienie. W trakcie czytania czytelnikowi nasuwa się wiele rozwiązać, ale i tak zakończenie okaże się zaskakujące.

Warstwa historyczna to już swojego rodzaju majstersztyk. Dla mnie to nic dziwnego, bo wcześniej czytałam już retro kryminały tego autora i wiedziałam czego się spodziewać. Nie tylko nastroje panujące w Trzeciej Rzeszy są odmalowane bardzo realistycznie, ale także zachowania zwolenników i przeciwników nazistów. W książce spotkamy także świetnie opisane szczegóły architektoniczne miejsc, niezwykle przedstawione są dania, które spożywają bohaterowie, ale także opisy przyrody i pogody. Wszystko to tworzy niesamowity klimat dla prowadzonego śledztwa. A najważniejsze dla mnie było to, że autor dawkował to w takich ilościach, że nawet na chwilę nie wiało nudo, a wręcz powodowało u mnie chwile przestoju i powtórne czytanie niektórych fragmentów. Doszło nawet do tego, że niektóre przepisy apetycznych potraw sprawdzałam w zasobach internetu.
Zwróciłam uwagę też na kilka zdań, które w kilku słowach zawierają istotę omawianego problemu.

Władza, której wszyscy zaczynają się bezwarunkowo podporządkowywać, staje się władza absolutną.

Towarzyszem partyjnym lub policjantem się bywa, a człowiekiem się jest.

Oprócz samego tekstu zwróciłam uwagę także na okładkę i stylizowanie kartek na bardzo stare. Bardzo udany zabieg wydawniczy.

Objęcie patronatem takiej powieści to dla mnie zaszczyt i wielka przyjemność. Uwielbiam retro kryminały, a szczególnie w wykonaniu Krzysztofa Koziołka. Na moim blogu można znaleźć więcej opinii o Jego książkach wpisując w lupkę nazwisko autora.
Jako czytelniczka, dla której warstwa historyczna ma bardzo ważne znaczenie czuję się rozpieszczona. Uwielbiam kiedy autor, dokładając wielu starań tworzy taki klimat, że czytelnik nie chce opuszczać kart czytanej powieści.

Podsumowując: książka idealna dla tych, którzy oprócz samej zagadki kryminalnej uwielbiają rewelacyjnie oddane tło historyczne.

Polecam.

Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Autora


wtorek, 31 grudnia 2019

Będę Cię szukał, aż Cię pokocham. Krzysztof Koziołek

TYTUŁBędę Cię szukał, aż Cię pokocham
AUTORKrzysztof Koziołek 
WYDAWNICTWOManufaktura Tekstów
GATUNEK: thriller 
LICZBA STRON
DATA PREMIERY: 25 listopada 2019




Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




To druga z trzech części z cyklu Będę Cię. Po lekturze pierwszej, Będę Ci szukał, aż Cię odnajdę, z wielkim zaciekawieniem sięgnęłam po kolejną. A ponieważ pierwsza część była dla mnie bardzo dużym zaskoczeniem i wyjściem ze strefy czytelniczego komfortu, to postanowiłam objąć tę książkę swoim patronatem. Na dowód tego, że na takie wyjścia warto się decydować.

Po raz kolejny spotykamy naszych młodych bohaterów: Inę, Wallego i Kesję. Oraz Sarę Bednarz i Andrzeja Sokoła. 
I po raz kolejny autor udowodnił, że potrafi łączyć różne gatunki i rozbudzić tak ciekawość czytelnika, że książka prawie sama się czyta.
Ponieważ o tej części mogę napisać bardzo podobnie jak i o poprzedniej, to ograniczę się tylko do wypunktowania.
Występują tu elementy sensacji: akcja goni akcję, a niespodziewane jej zwroty są zaskakujące i interesujące.
Pojawiają się elementy science-fiction. Chociaż nie jestem do końca przekonana czy one takie są w 100%. W tak szybko zmieniającym się świecie to co dziś jest fikcją, jutro może okazać się rzeczywistością.
Imponuje mi wiedza autora w pewnych tematach o których tu nie napiszę, żeby nie spojlerować, ale także umiejętność przekazania tej wiedzy w sposób prosty i ciekawy.
Jest też intryga, która wciąga i wzbudza niepokój z zaciekawieniem.
W trakcie czytania autorowi udało się wzbudzić we mnie pewien rodzaj napięcia i refleksji jednocześnie.
Wątek uczuciowy spodoba się wielu czytelnikom. Jest istotny dla fabuły, ale mnie podobał się najmniej w całej tej powieści. 
I tak jak napisałam w polecajce na okładce książki: jest to idealna lektura dla fanów serialu "Z archiwum X" i pozycji spod pióra Dana Browna. Jest to świetne połączenie powieści sensacyjnej, przygodowej oraz thrillera z elementami fantastyki i zaskakującego romansu.

Gorąco namawiam na przeczytanie. 
Bo ja jestem przykładem, że pomimo tego, że książka zawiera elementy za którymi nie przepadam jak np. fantastyka, to okazała się wspaniałą rozrywką.

Polecam.

niedziela, 24 listopada 2019

Będę Cię szukał, aż Cię odnajdę. Krzysztof Koziołek

TYTUŁBędę Cię szukał, aż Cię odnajdę
AUTORKrzysztof Koziołek 
WYDAWNICTWOManufaktura Tekstów
GATUNEK: thriller 
LICZBA STRON: 422 
DATA PREMIERY: 14 kwietnia 2016 




Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



To moje kolejne spotkanie z autorem i przykład na to, że warto czasami opuścić swoją strefę czytelniczego komfortu. 

Do tej pory znałam tylko retro kryminały autora i jeden współczesny thriller medyczny. Jestem wielką fanką autora o czym można się przekonać wyszukując wpisy na blogu.
Ale ta książka jest inna i już po samym opisie miałam obawy czy aby na pewno jest ona da mnie.

Jak się okazało, to Będę Cię szukał, aż Cię odnajdę to niezły gatunkowy bigos".
Mamy tutaj elementy kryminału: są trupy i poszukiwania sprawcy.
Są elementy sensacji: akcja pędzi i zaskakuje nas niespodziewanymi zwrotami.
Wplatane są elementy science-fiction, które wydają się, na pierwszy rzut oka, niewiarygodne, ale możliwe.
Bohaterem jest nastolatek o imieniu Wespazjan Cudny, co dla mnie, raczej, nie było zachęcające, bo nie lubię książek z pogranicza Young Adult i New Adult.
I do tego jeszcze wątek romansowy, którego to już w ogóle nie toleruję.

Ale postanowiłam przeczytać i sprawdzić, czy taki bigos" będzie mi smakował.

No i pełne zaskoczenie! Ale to była świetna rozrywka!

Wally, bo taki brzmi zdrobnienie od Wespazjana, to chłopak, który w dniu swoich 18 urodzin wraca do domu i zastaje ciała swoich rodziców. Zostali zamordowani. I teraz akcja nabiera tempa, bo Wally musi uciekać i się ukrywać. I odnaleźć morderców swoich rodziców.
Akcja zmienia się jak w kalejdoskopie. Pościgi, ucieczki, niespodziewane zwroty akcji i niespadające napięcie, które powoduje, że książkę trudno odłożyć.
O elementach science-fiction nie będę się rozpisywać. Teraz wydają się nieprawdopodobne, ale kto wie co będzie za kilka lat. Duży plus za jasne i zrozumiałe przedstawienie niektórych kwestii.
Główny bohater w postaci nastolatka dał radę. Nie czułam dyskomfortu w związku z wiekiem Wallego. Jego zachowanie mogłoby zaskoczyć niejednego dorosłego.
O wątku romansowym napiszę tylko tyle, że jest on nienachalny i w niewielkiej dawce. 

Ta książka, pomimo tego, że budziła moje obiekcje ze względu na gatunkowy miszmasz okazała się zadziwiająco dobrą rozrywką. Dałam się jej ponieść i świetnie się bawiłam. I zdecydowanie za szybko się skończyła. Jestem pełna podziwu dla autora za tak rewelacyjne połączenie wszystkich wątków i stworzenie tak ekscytującej fabuły. Już się cieszę na kolejne części, bo to pierwsza z trzech. Ciekawa jestem jak dalej potoczą się losy Wallego i jego przyjaciół.

Polecam.

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek

poniedziałek, 18 listopada 2019

ZAPOWIEDŹ. Będę Cię szukał aż Cię pokocham. Krzysztof Koziołek

Zdjęcie autora






Już 25 listopada będzie miała premierę kontynuacja książki Krzysztofa Koziołka "Będę Cię szukał aż Cię odnajdę". A tytuł jej to "Będę Ci szukał aż Cię pokocham".
Data premiery książki papierowej to 25 listopada, a dla miłośników ebooków nie lada gratka, czyli... Premiera ebooka nastąpi 20 listopada :)
A na zachętę krótki opis z okładki:

Mijają dwa lata, odkąd Wally odszukał Kesję – miłość swego życia – i razem z Iną pokonał ludzi pracujących dla bezwzględnego koncernu Yeyland-Wutani. Teraz trójka dwudziestolatków obdarzonych niezwykłymi umiejętnościami pracuje dla Międzynarodowej Agencji do Spraw Nadprzyrodzonych, pod okiem Sary Bednarz i Andrzeja Sokoła. W fabryce położonej przy granicy z Niemcami finalizują prace nad niezwykle ważnym wynalazkiem.
Niestety, związek Wally’ego i Kesji przechodzi kryzys. Na domiar złego chłopak zaczyna się interesować Iną, nie zdając sobie przy tym sprawy, że ta od dawna się w nim podkochuje. Jakby tego było mało, fabryka zostaje zniszczona w wyniku katastrofy kolejowej.
Fiasko projektu sprawia, że Sara Bednarz musi walczyć o to, aby dowodzony przez nią europejski oddział Agencji nie przestał istnieć. Problemy dotykają też Wally’ego, który wikła się w uczuciową rozgrywkę z Kesją i Iną. Sokół zaś – nie wierząc w przypadki – podejmuje własne śledztwo w sprawie wypadku kolejowego.
Wkrótce wszyscy stają na drodze spisku, który ma zmienić świat bezpowrotnie.

Zachęcam do przeczytania.
Książkę objęłam medialnym patronatem.
A recenzja pierwszej części już wkrótce :)



niedziela, 17 marca 2019

Nad Śnieżnymi Kotłami. Krzysztof Koziołek {RECENZJA PRZEDPREMIEROWA}

TYTUŁ: Nad Śnieżnymi Kotłami
AUTOR: Krzysztof Koziołek
WYDAWNICTWO: Akurat
GATUNEK: kryminał retro
STRON: 351
DATA PREMIERY: 20 marca 2019
CYKL: Anton Habicht (tom 3)

Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Wydawnictwa Akurat


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek





To już moje piąte spotkanie z twórczością Autora. I zaczyna robić się nudno. Czy każda książka autora może zachwycać? Czy każda może być nieodkładalna? Czy, gdy ja czytam kolejną książkę Koziołka, to moja rodzina musi pozostać bez obiadu? Po trzykroć tak! 

Nie wiem jak Autor to robi, ale Jego kolejne kryminały retro biorę w ciemno. Tych książek się nie czyta, tylko wciąga na jednym wdechu. Ale po kolei.

Rewelacyjne połączenie kryminału z historią. Jak zawsze. Napisane tak, że jestem gotowa jechać w opisywane miejsca. 

Akcja toczy się nieśpiesznie. Ale i tak nie sposób odłożyć książki. Ciekawość nie pozwala. Z każdą przewróconą kartką poznajemy kolejne fakty i odkrywamy kolejne tajemnice.

Bohaterowie intrygujący. A w zasadzie główny bohater: asystent kryminalny Anton Habicht. To facet, który bez zdobyczy współczesnej nam technologii potrafi złapać sprawcę przestępstwa. Jest sierpień 1939 roku. Anton może wzbudzać kontrowersje wśród czytelników, bo siarczyście bluźni, pije w pracy i potrafi używać pięści jako narzędzia zdobywania informacji. Ale! Jest, przypominam, 1939 rok. Jak go bardzo polubiłam. Za umiejętność logicznego myślenia, cięty język i poczucie humoru.
W tej lekturze występują jeszcze bohaterowie, którzy reprezentują małomiasteczkowe społeczeństwo w tamtym czasie: butni członkowie NSDAP, zarozumialli właściciele banków czy hoteli, damy, których jednym zajęciem jest odpoczywanie w kurortach i uzdrowiskach oraz poszukiwacze cennych kruszców niebojący się Ducha Gór - Liczyrzepy.

Opisy gór takie, że widziałam je oczyma wyobraźni. Co prawda ja jestem zakochana w innych górach, bo w Bieszczadach, ale klimat gór i turystycznej miejscowości górskiej świetnie oddany. Ale ja nie jestem tutaj obiektywna. Kocham góry i nie ważne gdzie leżą.

Skomplikowane śledztwo i duża ilość trupów to jest to, co lubię. Czy Antonowi uda się odkryć powiązania pomiędzy ofiarami? A może tych powiązań wcale nie ma? Mnóstwo pytań i niewiele odpowiedzi.

Książkę czyta się nadzwyczaj szybko, a to nie tylko za sprawą rozbudzonej ciekawości, ale też dzięki stylowi autora: jest lekko, czasami mrocznie, a czasami z humorem. Wiele razy się uśmiechałam pod nosem, ale też kilka razy zadumałam. Fragmenty historyczne przestawione w sposób zrozumiały i interesujący. Duży plus.

Zakończenie? A w życiu bym się nie spodziewała! Wiele rozwiązań przyszło mi do głowy, ale takie? Choć w pierwszej chwili, kiedy zamknęłam książkę, to moja pierwsza myśl była: ale wymyślił. Ale!!! Im dużej myślę o tym zakończeniu, tym bardziej doceniam pomysł autora. Choć w pierwszym odruchu może wydać się nieprawdopodobne, to wcale nie jest niemożliwe.

Okładka jak najbardziej trafiona. Zdaje sobie sprawę, że nie wszyscy czytelnicy zwracają uwagę na okładki, ale dla mnie jest ona ważna. Ma przyciągać wzrok i oddawać, choć trochę, treść. Tutaj strzał w dziesiątkę!

I jeszcze jedna ważna rzecz. Koziołek w tej książce poruszył pewien temat, który ja zgłębiam od lat. Nie napiszę dokładnie o co chodzi, bo zależy mi, aby czytelnik sam wyłapał w trakcie czytania ten wątek. Jako małą podpowiedź dodam tylko, że chodzi o pewną szeroko zakrojoną, ale i skrzętnie ukrywaną akcję jaką naziści przeprowadzali w latach trzydziestych wobec swoich obywateli. Polecam uwadze.

I jak zawsze po przeczytaniu kryminału retro kłaniam się nisko Autorowi. Za przygotowanie się do tematu w warstwie historycznej. Dla mnie ten rodzaj kryminału jest gatunkiem szczególnie trudnym: bo i zagadkę kryminalną trzeba wymyślić, i oddać klimat opisywanych czasów. I przy okazji nie zanudzić czytelnika datami i innymi faktami z historii. Tutaj, jak zawsze, wszystko w odpowiednich proporcjach. 

Podsumowując: wciągający kryminał retro, z intrygującymi bohaterami, ciekawą zagadką kryminalną, interesującą warstwą historyczną, napisany lekko i wciągająco, z zakończeniem, którego, raczej, nikt się nie spodziewa. 

Polecam.

PS. Nie polecam czytać z pustym żołądkiem. Opisy potraw, które spożywa Anton mogą powodować ślinotok.

sobota, 24 listopada 2018

Nie pozwól mi umrzeć. Krzysztof Koziołek {RECENZJA PRZEDPREMIEROWA}

TYTUŁ: Nie pozwól mi umrzeć
AUTOR: Krzysztof Koziołek
WYDAWNICTWO: Manufaktura Tekstów
GATUNEK: thriller medyczny
STRON: 376
Data premiery: 28 listopada 2018 roku

Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Autora



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


To nie jest moje pierwsze spotkanie z autorem. Był czas w moim życiu, że zafiksowałam się na retro kryminały. I w moich poszukiwaniach trafiłam na książki Krzysztofa Koziołka. Przeczytałam trzy Jego książki ("Furia rodzi się w Sławie", "Imię Pani", "Wzgórze Piastów"). Wciągnęły mnie na maksa i zostawiły z podziwem dla autora za zgłębienie tematu. I kiedy zobaczyłam, że Pan Koziołek wydaje thriller medyczny, to wiedziałam, że muszę przeczytać. Muszę! Bo, jako fanka Tess Gerritsen nie mogę przejść obojętnie obok thrillera medycznego. A kiedy doczytałam, że ta lektura ma dotyczyć szczepień, to jako blogująca matka wyczekiwałam tej książki z niecierpliwością. I męczyło mnie pytanie: jak poradził sobie Autor z TAKIM  tematem? Jak odnalazł się w innym gatunku niż kryminał?

Zarys fabuły przedstawia się następująco: Damian Saran zgłasza zaginięcie żony, Dalia Chyba właśnie otrzymała rozwód, a komisarz Grodzki ma się przyjrzeć pewnej sprawie na prośbie znajomego. Co łączy te trzy sprawy? 
W pewnym momencie Damian, Dalia i Ryszard G. spotykają się. I co ich jednoczy? Wszystko wskazuje na to, że temat szczepień. Każdy z nich ma coś wspólnego z przemysłem farmaceutycznym...
Tak w skrócie... To jedna z tych książek, o których ciężko cokolwiek coś napisać nie zdradzając istotnych wątków fabuły.  W takim razie skupię się na czym innym...

Szczepić dzieci czy nie? Oto jest pytanie.
Autor skupił się na bardzo "gorącym" ostatnio temacie. W mediach aż huczy od dyskusji w tej tematyce. W moim odczuciu pan Krzysztof przedstawił argumenty obu stron. I tych, którzy chcą obowiązkowych szczepień, ale i tych, którzy nie chcą szczepić swoich dzieci. Przeczytałam z wielkim zainteresowaniem argumenty oponentów w tej dyskusji. Autorowi udało się przestawić tak wszystkie dane, że nie zanudził czytelnika i uniknął moralizowania. A to lubię.
Książka napisana jest w taki sposób, że wręcz nie mogłam jej odłożyć.
No, bo z jednej strony sam temat szczepień dosyć interesujący, ale z drugiej strony ciekawość nie pozwoli przestać czytać i chce się dowiedzieć jak to wszystko się skończy. Kto wygra: jednostka czy koncern? 
Autorowi udało się zbudować tak napięcie, że moje szare komórki pracowały cały czas podczas czytania na najwyższych obrotach.  Zwroty akcji tak zaskakujące, że trudno złapać oddech. Bohaterzy niejednoznaczni do oceny, bo trudno ocenić postępowanie kogoś, kto jest po traumatycznych przeżyciach. Celność niektórych uwag godna pozazdroszczenia. Wulgaryzmy, których nie lubię w literaturze tu są na swoim miejscu. Zakończenie może i ciut przewidywalne, ale i tak ciekawe. W moim odczuciu zapachniało trochę sensacją, ale i tak czytałam z zapartym tchem. 
Moim zdaniem największym plusem tej książki jest to, że zmusza czytelnika do zastanowienia się nad poruszanym tematem. Ja swoje dzieci szczepiłam i nigdy się nad tym problemem nie pochyliłam. Trzeba, to trzeba. A w świetle tego, co wyczytałam w tym thrillerze, to teraz mam nad czym myśleć. 
Książka zostawiła mnie z mnóstwem pytań.
Czy jednostka ma znaczenie?
Czy tylko kasa rządzi światem?
Czy postęp cywilizacyjny jest możliwy bez "skutków ubocznych"?
Czy tylko producenci szczepionek mają coś na sumieniu?
Czy manipulacja informacjami to grzech koncernów farmaceutycznych czy szerszy problem?
Komu wierzyć?
I wiele innych.

Polecam!
Bez względu na to czy szczepisz dzieci czy nie!

UWAGA! 

Książka zostawia czytelnika z wirówką myśli i emocji!

PS.1.Kłaniam się nisko Autorowi za zgłębienie tematu. Zresztą nie pierwszy raz...

PS.2. Ten thriller przywołał w mojej głowie pewien film w reżyserii Stevena Soderbergha z Julią Roberts w roli głównej tj. "Erin Brockovich". Tam też jednostka występuje przeciwko koncernowi. 

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek
          

niedziela, 22 lipca 2018

Imię Pani. Krzysztof Koziołek

TYTUŁ: Imię Pani
AUTOR: Krzysztof Koziołek
WYDAWNICTWO: Manufaktura Tekstów
GATUNEK: kryminał retro 
STRON: 334
Data premiery : 22 listopada 2017


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Znasz powiedzenie: do trzech razy sztuka? No. To moje trzecie spotkanie z twórczością Pana Koziołka, które utwierdza mnie w przekonaniu, że pozostaje fanką autora. 

A kto czytał "Imię róży" Umberto Eco? To jedna z moich ulubionych lektur. I kiedy zaczęłam czytać "Imię Pani", to tak mi się skojarzyło. U Eco opactwo i trupy i u Koziołka opactwo i trupy. Podobne klimaty... Tylko czasy inne.

A ponieważ jest to trzeci już retro kryminał tego autora, to nie będę się powtarzać. 
Napiszę krótko:
* świetne połączenie kryminału z dużą dawką historii. I tu ważna uwaga: jeśli ktoś nie lubi opisów i mnóstwa dat, to niech nie czyta. Ja dałam się ponieś.
* opactwo w Krzeszowie opisane tak, że już jestem gotowa spakować się i jechać zwiedzać.
*kryminał z dużą ilością trupów. A to lubię.
*śledztwo, które kluczy i zawija w różne zakątki. Dałam się wmanewrować.
*rozwiązanie zagadki kryminalnej wbija w fotel. Ile ja się nagłówkowałam nad zakończeniem ... I tak nie zgadłam.
*bohaterowie dobrze nakreśleni i wzbudzający wiele emocji.
*duszny klimat małomiasteczkowy i wiszący w powietrzu niepokój w opactwie.
*zwracam uwagę na czas akcji: rok 1934. Warto zapamiętać.
*okładka rewelacyjnie oddaje treść książki.
*urzekł mnie styl pisania autora: lekko i ciekawie o historii, dowcipnie i z odpowiednią dawką siarczystego języka gdzie trzeba.
*kłaniam się nisko autorowi za przygotowanie do tematu. Wiele czasu musiał spędzić na zbieraniu materiałów.

Podsumowując: Polecam!

piątek, 20 lipca 2018

Wzgórze Piastów. Krzysztof Koziołek

TYTUŁ: Wzgórze Piastów
AUTOR: Krzysztof Koziołek
WYDAWNICTWO: Akurat 
GATUNEK: kryminał retro 
STRON: 320
Data premiery : 13 czerwca 2018 
CYKL: Anton Habicht (tom 2)



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Zachęcona bardzo udanym, pierwszym, spotkaniem z twórczością Pana autora  sięgnęłam po kolejną Jego książkę. I kolejny strzał w dziesiątkę. 

"Furia rodzi się w Sławie" pochłonęłam z wielkim zachwytem. Ale "Wzgórze Piastów" jest trochę inne. Albo ja zwróciłam uwagę na odmienne kwestie. Co nie zmienia faktu, że ta lektura jest naprawdę świetna.

Jest to kryminał retro czyli romans kryminału z historią. 
Czyli jest trup, jest śledztwo, a to wszystko w przededniu drugiej wojny światowej.
Jest Zielona Góra, są szpiedzy, jest asystent kryminalny policji, utajniona produkcja w pewnej niemieckiej fabryce.
I jest co najbardziej lubię! REWELACYJNIE oddany klimat roku 1939 i nastrojów w społeczeństwie.
Bardzo cenię sobie, kiedy autor potrafi tak opisać miejsca, zdarzenia, ludzi i pewne zachowania, że nie można odłożyć książki. Ba! Nawet przedstawienie posiłków powodowało u mnie przyspieszoną pracę ślinianek. Poczułam klimat wiosny 1939 roku, przeniosłam się do Zielnej Góry i razem z pewną hrabiną miałam ochotę wyskoczyć jej adlerem po zakup kapeluszy...

I tak jak w książce "Furia rodzi się w Sławie" zakończenie mnie zaskoczyło, tak tutaj szybko domyśliłam się rozwiązania zagadki kryminalnej. Choć motywy obstawiałam inne. Ale wcale mi to nie zepsuło przyjemności czytania. 

Moją uwagę zwróciły inne kwestie poruszone w książce.
Kobieta, Polka, która zostaje wydana za mąż za niemieckiego arystokratę w nadziei, że majątek rodziny zostanie uratowany. Nie ona jedna, pewnie, w tamtych czasach. Ale stara się być dobrą żoną i pokochać męża. Jakby tego było mało jest jeszcze inny problem. Małżonkowie nie mogą doczekać się potomka. Więcej nie napiszę, ale jako szczęśliwa matka z ciężkim sercem czytałam to, co przeżywała ta kobieta.

Kobieta-szpieg. Hrabina Franziska von Häften zostaje zwerbowana przez polski wywiad i ma szpiegować męża. Z zaciekawieniem czytałam o tym jak zostaje się tajniakiem. Wiele kwestii mnie zaciekawiło, bo o kilku sprawach nie miałam pojęcia. I cały czas, podczas czytania, miałam przed oczami inną arystokratkę-szpiega: Wandę Kronenberg. Możesz o niej poczytać u mnie na blogu : autor Michał Wójcik "Baronówna. Na tropie Wandy Kronenberg - najgroźniejszej polskiej agentki. Śledztwo dziennikarskie". Polecam.

Czy zastanawiałeś się, Czytelniku, jaką moc rażenia ma plotka/pomówienie/głupi żart? W tej książce to właśnie groźba rozpuszczenia plotki wyzwala lawinę zdarzeń. Charlotte Stempel nie ma żadnych oporów przed rozsiewaniem plotek i wzbudzania obyczajowych skandali. Wielu ludziom zaszła "za skórę" i, jak się okaże w trakcie śledztwa, wielu ludzi życzyło jej śmierci. A to wcale nie ułatwiło pracy policji. 

Duża dawka wiedzy historycznej zawartej w tej lekturze spowodowała u mnie chwilę refleksji. Tak, jak ja lubię czytać o historii swojego miasta, tak, jestem zdania, że zielonogórzanie to powinni w jakiś sposób podziękować autorowi. Wzbudził we mnie taką chęć na zwiedzanie opisywanych okolic, że już zaczęłam szukać informacji w internecie. Czuć w tym kryminale patriotyzm lokalny. A to lubię.

Na koniec jeszcze dwie uwagi.
Okładka super! To ona zwróciła moją uwagę na twórczość Autora.
I mała sugestia dla Pana Krzysztofa: a może by umieścić jakieś mapy czy szkice opisywanych terenów? Może zdjęcia? Dopiero byłaby gratka dla miłośników historii.

Podsumowując: POLECAM!

Kruchy lód. Krzysztof Bochus

    TYTUŁ :   Kruchy lód AUTOR :  Krzysztof Bochus  WYDAWNICTWO : Skarpa Warszawska GATUNEK:  kryminał STRON : 368 DATA PREMIERY:  13 marca ...