Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autobiografia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autobiografia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 września 2023

O pisaniu na chłodno. Remigiusz Mróz

 

TYTUŁ: O pisaniu na chłodno
AUTOR: Remigiusz Mróz
WYDAWNICTWO: Czwarta Strona
GATUNEK: autobiografia/poradnik
STRON: 304
DATA PREMIERY: 28 listopada 2018

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Po tę książkę sięgnęłam przypadkowo. Ale i z ciekawością. Przeczytałam kilka części serii z Chyłką i kilka spoza serii. I na tym zakończyłam przygodę z tym autorem. Miałam nieodparte wrażenie powtarzalności i pisania wedle szablonu. To dlaczego przeczytałam tę?

Skusiłam się na tę książkę, bo chciałam dowiedzieć się jak wygląda praca autora, który wydaje po kilka tytułów rocznie, kiedy większość wydaje jeden albo dwa. Lektura ta podzielona jest na dwie części: jedna to rodzaj autobiografii, w której poznajemy drogę Pana Remigiusza do miejsca w świecie literackim, w którym teraz jest, a druga to porady dla ludzi piszących, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z zawodem pisarza. 
Myślałam, że część poradnikowa będzie ciekawsza, a okazało się inaczej. Część biograficzna byłą zaskakująco bliska mojemu sercu. Nie chcę zdradzać tu istotnych szczegółów, które mogłyby zepsuć radość z czytania, ale w wielu miejscach miałam ciarki na plecach. Wiele lektur i sporo doświadczeń mieliśmy podobnych, a przecież Pan Mróz jest ode mnie sporo młodszy. Ja zwracałam uwagę np. o jakich utworach literackich wspominał i jak je odbierał.
Część poradnikowa dała mi dużo do myślenia. Zawsze lubiłam pisać, a pan autor udowodnił, że to wcale nie jest takie proste, ale jednocześnie dające ogrom satysfakcji. Podaje dużo wskazówek od strony tzw. technicznej i praktycznej. 
Mnie chyba najbardziej zachwycił fakt, że Mróz napisał to wszystko w sposób lekki i tak trochę z przymrużeniem oka. Świetnie się czytało, bo w wielu miejscach uśmiechałam się, ale też w wielu ogarnęła mnie refleksja. Miałam wrażenie, że czasami trzeba było czytać między wierszami. Wyczułam ogrom inteligencji i poczucia humoru. Imponuje mi sposób pracy Pana Remigiusza. Wytrwałość i konsekwencja na najwyższym  poziomie.
I to jest świetny przykład, że nie trzeba przepadać za książkami autora, żeby go bardzo cenić.

Polecam!

sobota, 29 stycznia 2022

Dziewczynka, która nie potrafiła nienawidzić. Lidia Maksymowicz, Paolo Rodari

 

TYTUŁ: Dziewczynka, która nie potrafiła nienawidzić
AUTOR: Lidia Maksymowicz, Paolo Rodari
WYDAWNICTWO: Znak Horyzont
GATUNEK: wspomnienia/autobiografia
STRON: 208
DATA PREMIERY: 26 stycznia 2022



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek





Pierwsze co pomyślałam po skończonym czytaniu tej książki to: przejmująca i chwytająca za serce. Dlaczego? Lidia trafiła do obozu mając 3 lata. 3!!! Mnie sobie to trudno wyobrazić. Chociaż wiedziałam wcześniej, bo czytam od dawna, że do obozów koncentracyjnych trafiali nie tylko dorośli. 70072 to numer wytatuowany na ręce tej dziewczynki.

Wspomnienia czy autobiografia to ten rodzaj literatury, po który najchętniej sięgam. Prawie za każdym razem okazuje się, że to życie pisze najbardziej niewiarygodne scenariusze. I tym w tym przypadku nie było inaczej. Nie będę streszczać życia Lidii, tylko napiszę co mnie chwyciło za serce najbardziej w trakcie czytania.

Sam fakt, że Lidia jako trzylatka trafia z matką do Auschwitz i od razu zostają rozdzielone jest trudny. Trafia dokładnie do Birkenau wprost w obszar działań doktora Mengele. Sama przyznaje, że nie wszystko pamięta, że z bólu i głodu miała omamy i utraty świadomości. Pisze o tym wprost.

I jeśli ktoś myśli, że koniec wojny to koniec problemów, to jest w wielkim błędzie. Czasy powojenne naznaczone są wieloma emocjami. Tęsknota za rodziną, wspomnienia obozowe, nieumiejętność przystosowania się do otaczającej rzeczywistości, poczucie odrzucenia i mnóstwo innych problemów. Mnie zdziwiło to, że Lidię z numerem obozowym na ręku brano po wojnie za Żydówkę. A ona wraz z rodziną trafiła do obozu z Białorusi za udział w ruchu oporu.

Lidia ciekawie pisze też o papieżach, Janie Pawle II i Franciszku. O odwiedzinach papieża Polaka w ojczyźnie i ucałowaniu jej numeru obozowego przez Franciszka. 
Dużo też pisze o Polakach, Rosjanach i Niemcach. Nie generalizuje, nie osądza. Widzi absurdy PRL, a także zmiany, jakie zachodzą w całym bloku socjalistycznym. 

Tej książki nie da się czytać bez łez. Niektóre fragmenty chwytają za serce mocniej niż inne.
I choć, w moim odczuciu, książka jest trochę chaotyczna, to ja nie traktuję tego jako wady, tylko przyjmuję jako zapis swobodnego przepływu wspomnień. Autorka tak opisywała, jak czuła. Przynajmniej ja to tak odebrałam. Poza tym trzeba pamiętać, że Lidia spisuje swoje wspomnienia po 80 latach od niektórych wydarzeń. Ma prawo się mylić i ma prawo nie pamiętać.

Lidia pisze o tym, że chce dawać świadectwo. Żeby pamiętać o tych, którym nie dane było przeżyć. I żeby nie zapomnieć o tym, co się wydarzyło. 

 Kto nie pamięta historii, skazany jest na jej ponowne przeżycie”. George Santayana.

Polecam.

poniedziałek, 20 grudnia 2021

Mam na imię Selma. Selma van de Perre

 

TYTUŁ: Mam na imię Selma
AUTOR: Selma van de Perre
WYDAWNICTWO: Wielka Litera 
GATUNEK: autobiografia/pamiętnik
STRON: 280
DATA PREMIERY: 29 września 2021



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



To jest jedna z tych książek, po które sięgam najchętniej. Literatura faktu. Wspomnienia. Biografia.
Słowa osoby, która doświadczyła piekła na ziemi. Wspomnienia kobiety, która doświadczyła rzeczy nam współcześnie żyjącym niewyobrażalnych.

Selma to Holenderka, która w momencie wybuchu wojny miała 17 lat. Była niewinnym dziewczęciem z dobrego żydowskiego domu. Jednak wojna i późniejsze doświadczenia spowodowały, że Selma dorosła w przyspieszony tempie. Brak informacji o członkach rodziny i samotność wśród obcych ludzi zmienia dziewczynę na zawsze. Musi sobie radzić sama. Pragnie przeżyć za wszelką cenę. Wstępuje do holenderskiego ruchu oporu. I działa. Doświadcza rzeczy, o których nie miała wcześniej pojęcia. Poznaje ludzi, którzy wzbudzają w niej szacunek, ale i takich, którzy wzbudzają obrzydzenie. Ukrywa się pod zmienionym imieniem i nazwiskiem. Dopiero po wojnie ma odwagę przyznać się do swojej prawdziwej tożsamości. Za swoją działalność trafia do obozu Ravensbrück. 
W momencie pisania książki autorka zbliża się do setnych urodzin. Jej marzeniem jest, aby pamięć o jej rodzinie nie zaginęła. Przez całe dorosłe życie zmaga się z wojennymi wspomnieniami. Pewnych rzeczy nie da się wymazać z pamięci...
Mnie, niezmiennie, urzeka we wspomnieniach to, że ludzie, którzy przeżyli piekło na ziemi, pozbawieni są złości, gniewu i innych negatywnych emocji. Najczęściej jest to wdzięczność za przeżycie i dożycie bardzo dojrzałego wieku. Spojrzenie na swój żywot u jego kresu pozwala nabrać dystansu i spojrzeć na wszelkie doświadczenia z innej perspektywy. Holenderka nie opisuje siebie jako bohaterki, ani nie sili się na wielkie słowa. Pisze tak, jak dyktuje jej serce.
W trakcie czytania towarzyszyło mi uczucie wdzięczności, że mogłam poznać losy Selmy i jej rodziny. Holenderka nie miała lekkiego życia. Pomimo tego do końca życia pozostała osobą pełną energii i bardzo aktywną.
Ważnym elementem tej biografii są zdjęcia. Zrobiły na mnie ogromne wrażenie i świetnie dopełniły treść.

Podsumowując: biografia niesamowitej kobiety, która doświadczyła niewyobrażalnych sytuacji. Dożyła sędziwego wieku pełna wdzięczności i pokory.

Polecam.

piątek, 17 września 2021

Najszczęśliwszy człowiek na Ziemi. Eddie Jaku

 

TYTUŁ: Najszczęśliwszy człowiek na Ziemi
AUTOR: Eddie Jaku
WYDAWNICTWO: Muza S.A.
GATUNEK: autobiografia
STRON: 240
DATA PREMIERY: 15 września 2021



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




To jedna z piękniejszych książek, jakie ostatnio przeczytałam. I tak jak w roku 2020 przeczytałam wiele dobrych książek, ale zdecydowanie za mało świetnych, tak ten rok obfituje w lektury rewelacyjne. Już się boję podsumowania roku, bo wtedy wybieram Książkę Roku i te najlepsze z najlepszych. I już wiem, że w tym roku będzie trudno.

Najszczęśliwszy człowiek na Ziemi to zdecydowanie kandydatka do Książki Roku. Dlaczego? Gdybym miała napisać krótko, tobym tę pozycję ohasztagowała tak:
#literaturafaktu, a tę cenię najbardziej, 
#wspomnienia/autobiografia, bo coraz mniej świadków tamtych wydarzeń,
#budzącaemocje, bo nie da się czytać bez chusteczek,
#bardzooptymistyczna, pomimo poruszanych tematów,
#życiepiszeniesamowitescenariusze, bo gdyby fabuła była wymyślona, to aż trudno byłoby w nią uwierzyć, 
#byciedobrymczłowiekiemniezależyodnarodowości, bo nie można oceniać ludzi przez pryzmat narodowości,

To jedna z niewielu książek dotyczącej Holocaustu, podczas której się uśmiechałam. To, w jaki sposób Autor opisywał swoje życie jest raczej rzadko spotykane w literaturze. I są ku temu, co najmniej dwa powody. Po pierwsze zwraca się do czytelnika bezpośrednio i określa go swoim przyjacielem. A po drugie: sposób, w jaki pisze o swojej rodzinie, emocjach i doświadczeniach wzbudził we mnie i łzy, i uśmiech. Tak pięknie pisał o swojej rodzicach, a szczególnie o mamie i tęsknocie za nią, że musiałam robić przerwy w czytaniu. Łzy nie pozwalały czytać. Niesamowita wrażliwość! 

W tej biografii ujęła mnie niesamowicie pomysłowość i zaradność życiowa. Wiele razy w życiu Jaku zaglądał śmierci w oczy. Obozy pracy, obozy śmierci, marsz śmierci, kule wyjmowana z ciała, pobicia, głód, strach, tęsknota, wygnanie, samotność. W krytycznym momencie ważył 28 kg!!! Wiele razy myślał, że to już koniec jego życia. Ale nigdy się nie poddawał. Nigdy nie załamywał. Zawsze szukał rozwiązań. Nie szukał wymówek. Nigdy nie narzekał. Pomagał innym. Umiał odnaleźć się w każdej sytuacji. 

Ponieważ książkę wydał na swoje setne urodziny, to zawarł w niej wiele swoich przemyśleń, mądrości życiowych i refleksji. Ale nie moralizuje i nie narzuca swojego zdania. Momentami czułam się przytulana przez autora.

Podsumowując: życiorysem Eddiego można by obdzielić kilka osób. Ale pogody ducha i optymizmu wystarczyłoby na kilkadziesiąt. 

Polecam.

poniedziałek, 15 lutego 2021

Uratowany rysunkami. Walter Spitzer

 

                                                  TYTUŁ: Uratowany rysunkami
AUTOR: Walter Spitzer
WYDAWNICTWO: Od deski do deski
GATUNEK: autobiografia, wspomnienia
STRON: 236
DATA PREMIERY: 9 listopada 2016 


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Zgadzali się mnie uratować pod warunkiem, że uroczyście obiecam, iż pędzlem będę zaświadczał o tym, co zobaczyłem. Obiecałem.

I tak to jedna obietnica stała się drogowskazem życiowym pewnego chłopca. I pośrednią przyczyną napisania tej autobiografii.

Walter Spitzer urodziła się w 1927 roku w Cieszynie w żydowskiej rodzinie. Kiedy wybucha wojna ma 12 lat i jego świat właśnie się kończy. Doświadcza takich przeżyć i emocji, jakich nikt nie był w stanie przewidzieć. I jakie dosięgają całą ludność żydowską w tamtym czasie. Getto, obozy pracy przymusowej, Gross-Rosen, Marsz Śmierci, Buchenwald i wyzwolenie. A on nawet nie jest pełnoletni.

To, w jaki sposób autor przedstawia swoje koleje losu, nie pozostawia czytelnika obojętnym. Oczami dziecka patrzymy na głód, brud, upodlenie, choroby, śmierć. Ale też miłość, zauroczenie, marzenia i fantazje o wolności. Autor nie boi się poruszać żadnych tematów. Nie ocenia zachowań poprzez narodowość. Dostaje się wszystkim: Niemcom, Polakom, Żydom, Amerykanom. Kiedy doświadcza dobroci ludzkiej też nikogo nie pomija. Dziękuję Niemcom, Polakom, Żydom, Amerykanom. 
Kiedy pisze o swoich pierwszych miłościach i doświadczeniach z kobietami, to nie owija tego w pruderię. Wiele jego komentarzy do opisywanych wydarzeń wynika z późniejszych doświadczeń i wyróżnionych jest w książce kursywą.
Spitzer wyróżnia się talentem. Uwielbia rysować i ta pasja trzyma go przy życiu. Dosłownie. Niewielkie rysunki czy szkice wymienia w obozie na jedzenie, co pozwala mu przeżyć. I to wtedy marzy o tym, by po wojnie malować w Paryżu dotrzymując złożonej obietnicy. I ten fragment, już na końcu książki, kiedy opisuje swoje szczęście, że jednak mu się udało powoduje, że nie da się tej książki czytać bez łez. Wojna zabrała Walterowi wszystko: kraj, dom, rodzinę, przyjaciół. Został sam. 
Jednak trzymając się złożonej przysięgi, pokonywał wszelkie trudności życiowe, choć los po wojnie nie szczędził mu problemów.
Autor w tym roku skończy 94 lata. Nadal mieszka i tworzy w Paryżu. A skąd to wiem? Można go odnaleźć na Facebooku. I tam podejrzeć jego działalność i obrazy. 

Podsumowując: należę do osób, które zwracają uwagę nie tylko na treść, ale na kilka jeszcze innych rzeczy. Tutaj tytuł i okładka tak bardzo pasują, że chyba nikt by tego lepiej nie wymyślił. Zdjęcia osób, miejsc i rysunków autora na końcu książki są przejmujące. Można patrzyć bez końca.
Czuję wdzięczność, że mogłam poznać biografię takiego człowieka. Jest to bardzo cenne świadectwo tamtych okrutnych czasów. Kiedy skończyła się wojna, to autor skończył 18 lat. I całym swoim późniejszym życiem sprawił, że obietnica się wypełniła.

Polecam.

środa, 19 grudnia 2018

Pasażerka. Zofia Posmysz.

TYTUŁ: Pasażerka.
AUTOR: Zofia Posmysz
WYDAWNICTWO: Axis Mundi
GATUNEK: biografia
STRON: 133

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek





Są takie książki, o których ciężko cokolwiek napisać. Są jak drzazgi, które wbijają się w serce i nie można się ich pozbyć. I tak właśnie jest z "Pasażerką". Jest ona niezwykła z wielu powodu. I jedną z tych nie do zapomnienia.

Dla mnie jest ona próbą odpowiedzenia na dręczące mnie od lat pytanie: jak wrócić do normalnego życia kiedy przeżyło się piekło na ziemi? Literaturę obozową czytam od ponad 25 lat. Nie tylko wspomnienia świadków tamtych niewyobrażalnych wydarzeń, ale książki inspirowane obozowym życiem. A moje pytanie pozostaje wciąż bez odpowiedzi...

Fabułę można przestawić w dużym skrócie tak: wiele lat po wojnie spotykają się na statku dwie kobiety: Liza, była esesmanka i strażniczka w obozie w Auschwitz i jedna z więźniarek tegoż obozu., Marta. Jak zmierzyć się z takim doświadczeniem? Wojna dawno się skończyła, a wspomnienia pozostały. Ale nie tylko wspomnienia.

Rozważanie Niemki i rozmowy z jej mężem są bardzo poruszające. Tak jak retrospekcje życia obozowego. Autorka przedstawia to w sposób i emocjonujący, i bardzo ciekawy. Czytałam i nie mogłam odłożyć książki. 

Fragmenty ukazujące studium ofiara-oprawca, rozmowy męża Lizy, Niemca, z Amerykaninem, małżeńskie dyskusje Waltera z Lizą, a to wszystko przeplatane wspomnieniami dają niesamowity efekt i skłaniają do myślenia. O przeszłości, przyszłości, miłości, wybaczaniu, wojnie, cierpieniu i pamięci.

Ta książka powstała trochę inaczej niż każda inna. Jak czytamy w "Królestwie za mgłą": 

"(...),  Pasażerka ma aż 5 wersji. Najpierw słuchowisko radiowe, potem teatr telewizji, następnie powieść i film Andrzeja Munka, a wreszcie opera."

Pierwsze wydanie tej powieści miało miejsce w 1962 roku, a potem było kilka wznowień.
Film jest z 1963 roku ze świetnymi rolami kobiecymi: Aleksandrą Śląską w roli esesmanki Lizy i Anny Ciepielewskiej w roli Marty. 

Po skończeniu tej lektury obejrzałam wyżej wspomniany film. Zrobił na mnie piorunujące wrażenia. Choć sama autorka przyznaje nie jest to wierna ekranizacja jej książki i nie ze wszystkim się zgadza.

Niemniej polecam koniecznie w tej kolejności: książka, a potem film jako dopełnienie.

czwartek, 13 grudnia 2018

Wakacje nad Adriatykiem. Zofia Posmysz

TYTUŁ: Wakacje nad Adriatykiem
AUTOR: Zofia Posmysz
WYDAWNICTWO: Znak Literanova
GATUNEK: biografia
STRON: 320

Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak Literanova 


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Dziś opowiem Ci o niezwykłe książce.
Książce, która wyróżnia się na tle innych w swoim gatunku i nie pozostawia czytelnika obojętnym.

"Wakacje nad Adriatykiem" to, choć tytuł może być mylący, nie jest książka łatwa i przyjemna. Co prawda są i wakacje, i jest Adriatyk, ale to nie one tutaj grają pierwsze skrzypce.
Przy tej lekturze ważna jest znajomość biografii autorki.
W dużym skrócie o Posmysz można napisać: rocznik 1923, w czasie drugiej wojny światowej więziona w obozach koncentracyjnych: Auschwitz, Ravensbrück i Neustadt - Glewe. Po wojnie pisarka i scenarzystka, współautorka znanego słuchowiska "W Jezioranach". 
Doświadczenia wojenne miały ogromny wpływ na twórczość autorki. 
I właśnie o przeżyciach wojennych i o tym jak wpływają one na życie poobozowe jest ta książka.

Wyobraź sobie, że przeżyłeś piekło na ziemi jakim były obozy koncentracyjne. Przetrwałeś i musisz żyć ze wspomnieniami do końca życia. Ale jak żyć? Mnie to pytanie nurtuje odkąd zaczęłam zgłębiać literaturą obozową. Czy można cieszyć się życiem, kiedy było się w piekle?
Pani Zofia spędza wakacje z mężem nad morzem. Jest ciepło, szum fal, spokój i relaks. Ale wystarczy jedno spojrzenie, gest czy inny drobny szczegół i wracają wspomnienia. Każdy zna to uczucie, nie? Kiedy poczujesz zapach szarlotki, to zaraz przypominasz sobie wakacje u babcie. Każdy ma wiele takich skojarzeń. I pani Zofia także. Tylko, niestety, jej skojarzenia nie są takie ciepłe i przyjemne. Pomimo wakacyjnych okoliczności relaksacyjnych wracają obozowe wspomnienia.

To, co na początku wydało mnie się wydawało niezrozumiałe, to to, jak autorka płynnie przechodziła od teraźniejszości do przeszłości. Przez kilkanaście stron nie mogłam pojąć o co chodzi. Aż w pewnym momencie wszystko zaczęło się układać w spójną całość. 
Opisy życia w obozie i relacje z przyjaciółką nazywaną Ptaszką ściskały za gardło.
Do tego sposób wypowiedzi bohaterki: długie zdania, które mnie przywodziły zapis myśli przepływających przez głowę Sekretarki. Na tyle długie, że czułam się jakby sama bohaterka siedziała koło mnie i mi to zamyślona opowiadała.
Pomiędzy wspomnieniami z obozu przeplatają się rozważania autorki natury egzystencjalnej i filozoficznej. O sensie życia, wierze w Boga, przyjaźni, życiu i śmierci. Rozmyślania i pytania, które każdy czytelnik może sobie sam zadać. 

Mnie najbardziej poruszyło to, jak  Posmysz świetnie operuje słowem. Pomimo opisów obozowego życia, jest też mnóstwo niedomówień, sugestii i obrazów, które nie pozostawiają człowieka obojętnym. Oszczędność słowa i momentami poetyckie zabarwienia powodowały u mnie przymusowe przestoje w czytaniu. Niedopowiedzenia bardzo działały mi na wyobraźnię.

Nie jest to lekka lektura. Wymaga skupienia i spokoju.
Podczas czytania miałam nieodparte wrażenie, że autorka próbuje pogodzić się z przeszłością i dokonuje, poprzez kartki tej książki, spowiedzi czy oczyszczenia z obozowej traumy. 
Czy odzyskała spokój?
Tego nie wiem.
Jedno wiem na pewno: ta książka zostanie we mnie na zawsze.

Polecam.

Kruchy lód. Krzysztof Bochus

    TYTUŁ :   Kruchy lód AUTOR :  Krzysztof Bochus  WYDAWNICTWO : Skarpa Warszawska GATUNEK:  kryminał STRON : 368 DATA PREMIERY:  13 marca ...