Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reportaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reportaż. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 września 2023

Głodne. Reportaże o (nie) jedzeniu. Klaudia Stabach



TYTUŁ: Głodne. Reportaże o (nie) jedzeniu
AUTOR: Klaudia Stabach
WYDAWNICTWO: Wielka Litera 
GATUNEK: reportaż
STRON: 240
DATA PREMIERY: 25 stycznia 2023


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Kolejna książka, po Rozmiar szczęścia nie daje autorstwa Marty Kieniuk-Mędrali, która porusza ważny temat, jakim są zaburzenia odżywiania. I od razy zaznaczę, że nie jest to kompendium wiedzy w poruszanym zakresie, lecz impuls, który ma zwrócić uwagę na opisany w książce problem.

Autorka rozmawiała z osobami, które cierpią na różnego rodzaju zaburzenia odżywiania. Wiele pytań, wiele odpowiedzi, wiele przebytych kilometrów za autorką. Anoreksja i bulimia to chyba najbardziej znane nieprawidłowości w tej problematyce. Ale niestety to nie są jedyne zaburzenia odżywiania. Poznamy też problemy z ortoreksją, napadowym objadaniem się czy z obsesyjnym ćwiczeniami, żeby spalić jak najwięcej kalorii. Jak się okazuje, to nie jest tylko problem kobiet. I to nawet nie jest problem modelek, których jakość życia zależy od wyglądu. To może być problem każdego. Jest szczerze i przerażająco jednocześnie. Z tych rozmów wyłania się przy okazji wiele innych problemów. Oprócz problemów ze zdrowiem chorego, co wydaje się oczywiste, poznajemy także zmartwienia osób najbliższych, dylematy instytucji państwowych oraz różnych organizacji pozarządowych pomagających chorym i ich rodzinom. Stabach ma świetny zmysł obserwacji i świetnie punktuje wszelkie mankamenty opieki zdrowotnej czy inne zagadnienia w środowisku osób z zaburzeniami odżywiania. Niektóre zdania i wnioski autorki czy osoby opowiadającej o sobie są jak zadra, która nie daje spokoju. Polecam uwadze. Tak samo jak sposób pisania Pani Klaudii. Na początku wydawać się może oschły czy prosty, ale z czasem czytelnik zaczyna rozumieć dlaczego jest taki sposób pisania.

Mnie najbardziej utkwiła w głowie pewna scena, kiedy osoba z zaburzeniem trafiła do ośrodka leczenia i nie mogła ćwiczyć, co była jej obsesją na punkcie figury, a jednak i tak to robiła, kiedy brała prysznic, a nikt tego nie widział i kontrolował. Przerażający fragment.

Książkę polecam wszystkim tym, którzy kiedykolwiek zmagali się z nadwagą. Ku przestrodze!

wtorek, 26 września 2023

Bezduszni. Zapomniana zagłada chorych. Kalina Błażejowska

 

TYTUŁ: Bezduszni. Zapomniana zagłada chorych
AUTOR: Kalina Błażejowska
WYDAWNICTWO: Czarne 
GATUNEK: reportaż 
STRON: 326
DATA PREMIERY: 20 września 2023


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Zacznę trochę przewrotnie, bo pytaniem: jak (albo kiedy) rozpoznać, że książka jest świetna? 
W moim przypadku jest to moment, kiedy już w trakcie czytania powstają zdania w głowie, które chcę napisać w opinii. A książki jeszcze nie skończyłam czytać. I zastanawiam się, czy trafiłam właśnie na lekturę, która ma szansę na tytuł Książki Roku. 
Tak jest w przypadku tego reportażu. Czytałam na raty. Duża dawka emocji nie pozwalała czytać mi bez przerw o mordowaniu ludzi, ludzi chorych, dzieci, najbardziej bezbronnych istot. Moje matczyne serce krwawiło. Nie potrafię napisać na chłodno.

Autorka skupiła się tylko na dwóch ośrodkach dla osób chorych psychicznie: w Gostyninie i Lublińcu. W tym pierwszym pozbawiano życia dorosłych, a w tym drugim-dzieci. Jak sama autorka napisała: ośrodków było więcej, ale nie sposób pisać o nich wszystkich w jednej książce ze względu na obszerność tematu. Pani Kalina sięga aż do lat trzydziestych XX wieku, kiedy to zaczęto w Niemczech sterylizować osoby niepełnosprawne w ramach ideologii eugeniki negatywnej. By potem uznać je za niegodne życia i usuwać ze społeczeństwa, jako jednostki nieproduktywne i obciążające budżet państwa. Przy czym określenie chory psychicznie było zupełnie odmienne od współczesnego i pozwalało na dużą interpretację. Przykładem może być przypadek dziecka, które trafiło do ośrodka z powodu moczenia nocnego. Wachlarz powodów umieszczania dziecka bądź dorosłego był bardzo szeroki i różnorodny.  A czasami aż trudny do uwierzenia. Tak samo jak sposoby pozbawiania życia i prowadzenia eksperymentów. 

Błażejowska podzieliła każdy z opisywanych tematów na trzy okresy: przed wojną, wojenny i powojenny. W trakcie czytania myślałam, że okres wojenny będzie wywoływał duże emocje. Ale ten powojenny, w którym przedstawia losy jak chorych, tak i oprawców, którzy pozostali bezkarni wzbudził nie mniej wzruszeń i refleksji. Większość lekarzy i pracowników ośrodków, w których zabijano niepełnosprawnych po wojnie nie poniosła konsekwencji swoich zbrodniczych działań. O losach wielu dzieci nic nie wiadomo. Duża część dokumentacji albo zaginęła, albo została zniszczona. 
Kalina Błażejowska spędziła ponad 4 lata na zbieraniu materiału. Dokładnie opisała swoje poszukiwania i zmagania z przeciwnościami, a także chwile zwątpienia. Ogrom pracy, jaki włożyła widać bardzo dobrze po liczbie przypisów i bibliografii. Polecam uwadze. Wiele ciekawych informacji już sobie zapisałam.

Moją uwagę zwrócił styl i sposób pisania. Trafność spostrzeżeń i celność uwag powodowała u mnie czasami ciarki na plecach. Oraz chwile zadumy. Kłaniam się nisko autorce. Wrażliwość i empatia na najwyższym poziomie.

Polecam gorąco! 

czwartek, 10 sierpnia 2023

Chłopki. Opowieść o naszych babkach. Joanna Kuciel-Frydryszak

 

TYTUŁ: Chłopki. Opowieść o naszych babkach.
AUTOR: Joanna Kuciel-Frydryszak
WYDAWNICTWO: Marginesy
GATUNEK: reportaż 
STRON: 496
DATA PREMIERY: 17 maja 2023

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



To jest wyjątkowy wpis. Niezwykły, bo pięćsetny. Tak, to już po raz pięćsetny raz piszę na blogu odkąd go założyłam, czyli od 2017 roku. Miałam ponad 6 tygodniowy urlop od bloga, aby odpocząć i przemyśleć kilka spraw. I chciałam jednocześnie, aby opisywana książka była wyjątkowa z tak szczególnej okazji, jakim jest półtysięczny wpis. I trafiłam na książkę, która ma szansę na Książkę Roku.

Chłopki to połączenie dwóch moich fascynacji literackich, tzn. reportażu i książek z szeroko rozumianego nurtu wiejskiego. Książka ta dla mnie jest szczególna, gdyż wiele z opisywanych zdarzeń pamiętam z dzieciństwa na wsi oraz fakt, że w dorosłym życiu postanowiłam świadomie porzucić miasto i wieść życie wśród pól i łąk. Choć z widokiem na miasto.

To moje pierwsze spotkanie z autorką i od razu bardzo udane. Pani Joanna wykonała kawał dobrej roboty, którą widziałam i czułam na każdej przeczytanej stronie. Poruszyła tak wiele tematów, że aż czasami musiałam robić przerwy, aby wiele spraw przemyśleć. Od porodu z akuszerką, wychowania i śmiertelności dzieci, edukacji, higieny, gotowania, żywienia, chorób, ciężkiej pracy w polu, pracy w ogrodzie, stosunkom rodzinnym, małżeństwu, zwyczajom, kulturze i zmianom, jakie zachodziły na przestrzeni lat. Nie będę tu streszczać książki, ale uwierz mi, że niektóre fragmenty czytałam ze ściśniętym gardłem. Jak chociażby te, w których mowa jest o ilości ciąż, śmiertelności kobiet w połogu czy przeżywalności dzieci. Czytałam z przerażeniem i zaciekawieniem jednocześnie. I praktycznie przez cały czas czułam wdzięczność za to, że urodziłam się w drugiej połowie XX wieku w mieście. Serio. Pamiętam, że jako dziecko w każdą sobotę nosiłam wodę ze studni, aby babcia mogła ją zagrzać na kuchni węglowej i zrobić pranie. I odkąd zaczęłam tę lekturę, to za każdym razem, kiedy włączam pralkę, to o tym myślę. Że ja już nie muszę robić tego, co kobiety w mojej rodzinie na przestrzeni lat. Że mogłam wybrać sama sobie męża, a nie zostać żoną mężczyzny, którego wybrał mi ojciec. Że wspólnie z mężem zdecydowaliśmy o liczbie dzieci. Że mam sprzęty, które mnie wyręczają w wielu czynnościach, jak pranie czy zmywanie. Że mogę robić lub nie rzeczy, na które mam ochotę. Tak, ta książka wzbudziła u mnie wielkie poczucie wdzięczności za to, gdzie jestem i za to co mam. 

Wielkim plusem tej książki są zdjęcia ludzi i fotografię dokumentów. Dla mnie to bardzo ważna część reportażu. Polecam zwrócić też uwagę na przypisy i bibliografię. Imponujące. Po raz pierwszy czułam lekką zazdrość, że autorka mogła czytać dokumenty w postaci pamiętników czy wspomnień ludzi, o których pisała.

Ten reportaż ma szansę na Książkę Roku. Z kilku powodów. Za zmuszenie mnie do wielu refleksji, za emocje, które targają czytelnikiem podczas czytania, za zdjęcia, za bibliografię i przypisy, które dają obraz ogromu pracy, jaki wykonała autorka. Za wielki wkład w edukację miłośnika książek, jak było w moim przypadku, kiedy np. dowiedziałam się skąd wzięła się nazwa wychodka, na którego wszyscy mówili sławojka. Ale to już zostawię do osobistych poszukiwań w tekście.

Polecam. Do powolnego czytania i rozmyślań. Nie tylko chłopkom i nie tylko kobietom.

piątek, 16 grudnia 2022

Zbuntowany Nowy Jork. Wolność w czasach prohibicji. Ewa Winnicka.


TYTUŁ: Zbuntowany Nowy Jork. Wolność w czasach prohibicji.
AUTOR: Ewa Winnicka
WYDAWNICTWO: Znak Literanova
GATUNEK: literatura faktu
STRON: 256
DATA PREMIERY: 15 maja 2019


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Alkohol to temat ciekawy i zarazem wywołujący różne reakcje. Autorka podjęła temat prohibicji,  czyli czasu bez alkoholu. W USA stan ten trwał od 1920 do 1933 roku. Nazywano go czasami Szlachetnym eksperymentem. Prohibicję wprowadzono XVIII poprawką do konstytucji Stanów Zjednoczonych, która zakazywała nie tylko spożywania alkoholu, ale też jego wytwarzania, sprzedaży i przewozu. Temat ten podzielił Amerykanów jak żaden inny.

Wielu czytelników może być zawiedzionych, bo autorka nie skupiła się tylko na prohibicji. Temat potraktowała bardzo szeroko i bardzo barwnie odmalowała tło społeczno-polityczno-gospodarcze. Książka podzielona jest na czas przed i w trakcie prohibicji. Autorka przedstawia jak wyglądało życie po zakończeniu pierwszej wojny światowej. Duże ruchy ludności na świecie, rozwój technologiczny produkcji i nie tylko, zmiany w prawie wyborczym i w życiu społecznym. Człowieka zastępuje maszyna, ludność porzuca wieś i kieruje się do wygodnego miejskiego życia, kobiety skracają nie tylko spódniczki, ale i włosy. Dochodzi do dużej ilości zmian i w tak burzliwym czasie rząd amerykański podejmuje temat zakazu sprzedaży alkoholu. Amerykanie dzielą się teraz na suchych i mokrych. Temat ten wywołuje gorące dyskusje. I na przykładzie Nowego Jorku Winnicka pokazuje jak społeczeństwo nie godziło się na restrykcje rządowe. Mieszkańcy radzili sobie na różne sposoby. Życie społeczne ulega zupełnemu przeobrażeniu. Produktem tamtego okresu jest przestępczość zorganizowana i wiele innych ciekawych zjawisk. O nich wszystkich można poczytać w książce.

O ile sam temat prohibicji okazał się ciekawy, tak samo jak Nowy Jork tętniący wieloetnicznym społeczeństwem, to mnie jednak zainteresował najbardziej temat praw i obowiązków obywatelskich i zakres ingerencji rządu w życie wyborcy. Książka zostawiła mnie z dużą ilością pytań. Czy politycy mogą regulować każdą dziedzinę życia obywateli? Jak daleko mogą się posunąć? Czy społeczeństwo musi godzić się na każde ograniczenie? Czy obywatele mogą stawić granice zakazom? Wolność obywatelska jest prawem czy przywilejem? No właśnie, słowo wolność, jak w tytule.

Moim zdaniem autorka, poprzez temat prohibicji, chciała zwrócić uwagę na inne tematy i pewne mechanizmy. Jakie? Zachęcam to przeczytania i ich odnalezienia. 

Polecam. 

Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak Literanova.

wtorek, 4 października 2022

Kat polskich dzieci. Opowieść o Eugenii Pol. Błażej Torański

 

 

TYTUŁ: Kat polskich dzieci. 
Opowieść o Eugenii Pol
AUTOR: Błażej Torański
WYDAWNICTWO: Prószyński i S-ka
GATUNEK: reportaż
STRON: 210
DATA PREMIERY: 12 lipca 2022
 
 
 
Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek

 

 
Błażej Torański to pisarz i dziennikarz związany z Łodzią, To, po książce Mały Oświęcim, moje drugie spotkanie z autorem. Tak jak poprzednio autor wziął na tapet temat, który nie należy do lekkich. 
 
O Małym Oświęcimiu pisałam tak: 
Zdarzają się jednak takie tytuły, które są jak emocjonalne tornado. Książki, które odbierają mowę i pozostawiają bolesny ślad w czytelniku. I to jest właśnie taka publikacja.
Potocznie zwany obozem przy ulicy Przemysłowej w Łodzi był jedynym obozem koncentracyjnym dla dzieci w Polsce, utworzonym na terenie getta łódzkiego. Przebywały tam dzieci w wieku od 2 do 16 lat. Chociaż słowo przebywały to jednak eufemizm. One tam ciężko pracowały ponad swoje siły w warsztatach: szewskim, rymarskim, iglarskim, ślusarskim, krawieckim i wielu innych. Bite, głodzone, bez opieki medycznej, umierały samotne. 
Obóz ten powstał w obrębie getta łódzkiego w grudniu 1942 roku. Został wyzwolony w styczniu 1945. Ile dzieci przeszło przez ten obóz? Tego, niestety, nikt nie potrafi ustalić. Naukowcy twierdzą, że od kilku do kilkunastu tysięcy dzieci. 
 
Tyle o samym obozie. A co robiła tam tytułowa Eugenia Pol?
Kobieta, rocznik 1923, była strażniczką i pracownicą funkcyjną oraz, jak się okazało po wojnie, zbrodniarką wojenną w jednym. Choć nigdy nie przyznała się do zrzucanych czynów, to i tak przesiedziała w więzieniu kilkanaście z zasądzonych 25 lat. Za co dostała wyrok? I dlaczego dopiero w latach 70 XX wieku on zapadł? O tym możemy przeczytać w tej książce.

Autor podzielił książkę na trzy części. 
W pierwszej poznajemy obóz i warunki, w jakich żyły dzieci. Niektóre opisy i wypowiedzi samych dzieci mrożą krew w żyłach. Oszczędzę cytatów. Porażające.
W drugiej poznajemy życiorys tytułowej bohaterki. Znajdziemy tu rozważania na temat zmiany pisowni nazwiska, rodzicach, podpisania volkslisty i wypowiedzi dzieci o Pol. W trakcie czytania nasuwają się różne pytania. Mnie zdziwiły wypowiedzi dzieci, które twierdziły, że Eugenia była dobrą kobietą i nie znęcała się nad podopiecznymi. Zdania są zatem podzielone.
Trzecia część to losy powojenne „Anioła śmierci”, jak została nazwana Pol. Dla mnie niezrozumiałe było, że ta kobieta po wojnie pracowała w żłobku. Pracowała i żyła w miarę normalnie do lat 70 XX wieku, kiedy to ruszył proces przeciw załodze obozu na Przemysłowej.
Zmarła w 2003 roku, przeżywszy 80 lat. 

W tym reportażu najbardziej dotknęły mnie słowa dzieci. To, co przeżywały jest trudne do wyobrażenia, nawet nam dorosłym. Bite, głodzone, chore, stęsknione. A nie miały jeszcze nawet 16 lat. 
Dużym atutem książki są zdjęcia. Dla mnie zawsze stanowią ważną część lektury.
Małym minusem jest brak zebranej bibliografii na końcu książki. Autor podaje źródła w tekście, ale zebranie ich w jednym miejscu byłoby lepszym pomysłem. Przynajmniej dla mnie.
 
Jak zwykle piszę bardzo ogólnie, nie streszczając fabuły. Czasami ciężko się czyta ze względu na ciężar emocjonalny. Są też fragmenty dajce do myślenia. I ku refleksji.
 
Polecam.

niedziela, 28 sierpnia 2022

Mali tułacze. Wojciech Lada

 

TYTUŁ: Mali tułacze
AUTOR: Wojciech Lada
WYDAWNICTWO: Prószyński i S-ka
GATUNEK: reportaż
STRON: 344
DATA PREMIERY:  25 sierpnia 2022

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



To moje spotkanie z autorem, choć nie pierwsze spotkanie z tą tematyką. Pierwszy raz czytałam o Andersie i Jego armii w cudownym cyklu Marii Paszyńskiej o pięknym tytule: Owoc granatu. Wiedziałam czego mam się spodziewać po tej książce, co jednak nie zmieniło zupełnie mojego odbioru i bez chusteczek się nie obyło.

Nie będę streszczać fabuły, bo zakładam, że każdy zna, choć w zarysie, szklak Andersa, zwany też szlakiem nadziei. Ta lektura wyróżnia się tym, że przyglądamy się powszechnie znanym faktom z perspektywy dzieci. Jednym tak małym, że nie pamiętają ojczyzny, nic nierozumiejącym kilkulatkom i przerażonym nastolatkom. Istotom, które powinny dorastać na łonie rodziny wśród przyjaciół. A zostały siłą wyrwane ze swojego środowiska, wywiezione w głąb Rosji, zmuszone do życia w niewyobrażalnych warunkach, by potem wyruszyć przez trzy kontynenty w poszukiwaniu wolności. Choć niekoniecznie na ziemi polskiej, jak później pokazało życie.

Ja zwróciłam uwagę na kilka kwestii. Zacznę od plusów.
Autor przytacza wypowiedzi uczestników tamtych wydarzeń. Dzieci, ale także wychowawców i, jak się okazuje, znanych osób jak Hanka Ordonówna, ksiądz Lucjan Królikowski czy sam Władysław Anders. Dla mnie bezcenne.
Pisarz spowodował, że mam ogromną ochotę przeczytać biografię Hanki Ordonówny i Władysława Andersa. Tak ciekawie przedstawił te postacie, że mam ochotę dowiedzieć się więcej.
Wojciech Lada pomiędzy wypowiedzi swoich bohaterów wplótł wspaniałe opisy przyrody i interesująco rozbudował tło historyczne. Dla mnie było to bardzo ciekawy zabieg. Dowiedziałam się wielu zadziwiających faktów. Choć z drugiej strony słyszę też uszami wyobraźni, że było tego za dużo i zupełnie niepotrzebne. Nie i jeszcze raz nie! Polecam zwrócić na to uwagę. 
Dla mnie jest dużym plusem, że autorowi udało się wzbudzić we mnie wiele emocji i refleksji. To, co przeszły te dzieci wielu współczesnych dorosłych nie jest sobie w stanie wyobrazić. Pierwszy przykład z brzegu: różnica temperatur. Na Syberii do -50 stopni, w Persji prawie +50 stopni. Wszędzie głód, brud, insekty, dzikie zwierzęta. Tęsknota, samotność i niepewność jutro. Dużo można tu pisać. Polecam przeczytać książkę.
Zwróciłam uwagę na jeszcze jeden aspekt. I zachęcam do przyjrzenia się pewnej kwestii. Jak przyjmowano dzieci w różnych częściach świata. Jak traktowano polskich uchodźców w tak odległych krajach jak Persja czy Nowa Zelandia. Polecam ku rozwadze i przemyśleniu.

Niestety, znalazłam też minusy. Podkreślę to z całą siłą, że są one bardzo subiektywne. Nie są zarzutem wobec książki, lecz wynikiem osobistych skrzywień.
Mnie zabrakło zdjęć. Bardzo je lubię. Szczególnie kiedy dotyczą osób i świata, którego już nie ma.
Przydałaby się mapa ze szklakiem Andersa. Lubię wodzić palcem po mapie.
Brak szczegółowej bibliografii. Autor zamieścił rozdział z wybraną bibliografią na końcu książki. W moim odczuciu powinien być na początku. Lada zaznacza w nim, że książka ma charakter popularny, a nie stricte historyczny. Gdybym to wiedziała, kiedy zaczynałam czytać, to nie szukałabym przypisów w trakcie czytania.

Podsumowując: bardzo ciekawie przedstawione losy nieletnich Polaków, którzy doświadczyli trudów życia na Syberii, wędrówki przez trzy kontynenty i poszukiwań swojego miejsca na ziemi w czasach powojennych. Pełna pięknych opisów przyrody i faktów powieść drogi przepełniona emocjami i skłaniająca do refleksji.

Polecam.

wtorek, 26 lipca 2022

Zwierzęta w Trzeciej Rzeszy. Jan Mohnhaupt

 

TYTUŁ: Zwierzęta w Trzeciej Rzeszy. 
AUTOR: Jan Mohnhaupt
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Poznańskie
GATUNEK: literatura faktu
STRON: 286
DATA PREMIERY: 29 czerwca 2022 
SERIA: seria niemiecka

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Jan Mohnhaut to niemiecki dziennikarz młodego pokolenia, rocznik 1983. Ta książka to pierwsza pozycja wydana w Polsce. Została wydana przez Wydawnictwo Poznańskie w serii niemieckiej, w której do tej pory ukazało się 5 książek:

Autor poruszył ciekawy temat, jakim była rola i znaczenie zwierząt w Trzeciej Rzeszy. Temat ujął dość szeroko, bo zaczynając od jedwabników, a kończąc na dzikich zwierzętach takich, jak choćby lwy i tygrysy.

I tak w kolejnych rozdziałach poznajemy historię wilków i psów, świń, jedwabników oraz stonki ziemniaczanej. Autor podzielił zwierzęta na domowe, jak np. koty i dzikie, jak tygrysy i lwy. Jakież było moje zdumienie, kiedy przeczytałam, że naziści o kotach mówili, że są to: żydzi wśród zwierząt.
Sporo jest informacji o Międzynarodowej Wystawie Łowieckiej w 1937 roku i zwierzętach takich jak ryś, jeleń, żubr i tur.
Jest też mowa o niemieckim lesie jako symbolu ojczyzny i koniu jako ikonie żołnierskości.
Autor pochyli się nawet nad wszami, pluskwami i pchłami.

Mnie najbardziej chyba poruszyło to, że Niemcy w 1933 roku jako jedni z pierwszych wprowadzili ustawę o ochronie zwierząt, a jednocześnie utworzyli w tym samym roku pierwszy obóz koncentracyjny w Dachau. Z jednej strony wynosili zwierzęta na piedestały, jak choćby konie czy wilki, a z drugiej Żydów nie traktowali jak ludzi. 
Jak ciekawostkę dodam, że Polska ustawę o ochronie zwierząt wprowadziła w system prawny dopiero w 1997 roku.
 
Ta książka jest nie tylko dla miłośników zwierząt. Autor nie ograniczył się tylko do czworonogów i owadów. Dowiemy się sporo o historii Trzeciej Rzeszy, polityce, wojskowości, a nawet o gustach kulinarnych Niemców. Jakby ktoś poczuł jednak niedosyt, to polecam przypisy i bibliografię, które zajmują kilkadziesiąt stron. Imponujące!

Dla mnie jest to pozycja i fascynująca, i przygnębiająca. Polecam sprawdzić dlaczego.

PS. Na zdjęciu mój kot, Lusia, który zgodził się na publikację wizerunku za dodatkową miskę karmy.

poniedziałek, 27 września 2021

Historie osobiste. O ludziach i rzeczach w czasie wojny. Karolina Sulej

 

TYTUŁ: Historie osobiste. 
O ludziach i rzeczach w czasie wojny. 
AUTOR: Karolina Sulej
WYDAWNICTWO: Czerwone i Czarne
GATUNEK: literatura faktu
STRON: 224
DATA PREMIERY: 15 września 2021



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Zanim przejdę do samej treści, to chcę zwrócić uwagę na osobę autorki. Karolina Sulej jest pisarką, reporterką i doktorantką w Instytucie Kultury Polskiej UW. Działa także w Zespole Badań Pamięci o Zagładzie. Poprzednia Jej książka pt. Rzeczy osobiste wydana w 2020 roku została moją Książką Roku. Kiedy zobaczyłam zapowiedź tej, to nie wahałam się ani trochę. Wiedziałam, że czeka mnie bardzo wzruszające spotkanie. I się nie zawiodłam. 

Ta książka to budzący emocje kolaż opowieści. Opowieści o ludziach i rzeczach. O czasie wojny, kiedy nie liczył się człowiek, a rzecz mogła uratować życie. 
10 relacji ludzi, którzy zgodzili opowiedzieć autorce swoje historie związane z rzeczami. Wielu z nich znałam już z innych książek, jak np.: Leon Weintraub (Pojednania ze złem), Alina Dąbrowska (Wiem, jak wyglądało piekło), Helga Hošková-Weissová (Dziennik Helgi). 
20 opowieści o rzeczach, które miały, bądź mogły mieć znaczenie, kiedy już nic nie miało znaczenia. Czerwona sukienka, falbanka, spinka, rękawiczki, apaszka to tylko nieliczne z nich. 
Tak pisałam o poprzedniej książce:

Do tej pory autorzy skupiali się na przeżyciach, emocjach i traumach osób, które przeżyły obozy koncentracyjne i zagłady. Sulej postanowiła pochylić się nad zupełnie czymś innym, Nad rzeczami. Nad tymi, które nas otaczają i bez których, wydawało się, nie możemy się obejść. Bo każdy z nas ma przecież ulubioną bluzkę, kolczyki, szminkę czy pamiątkę rodzinną. Rzeczy nas otaczają zewsząd i są z nami zawsze. A co, gdyby zabrać to wszystko? Ale tak naprawdę wszystko? Odzież, pamiątki, kosztowności, a nawet włosy? Tak zupełnie zostawić człowieka sam na sam ze swoich ciałem. I tylko ciałem. I do tego dołożyć głód, strach i zimno. 

I to samo mogę napisać o tej. 

Autorka skłoniła mnie do wielu przemyśleń. W trakcie lektury zadawałam sobie pytania, na które w codziennym biegu nie mam czasu. Czy w czasie, kiedy moje jestestwo balansuje na granicy życia i śmierci miałabym siłę dbać o higienę? Czy dbanie o ciało to obowiązek czy luksus? Czy brak pamiątek rodzinnych ma znaczenie? Co znaczy godność? I wiele innych...

Obie książki Karoliny Sulej zostają u mnie na półce. Do wielokrotnych powrotów. 

Polecam.

PS I ta, tak jak poprzednia książka autorki ma szansę na Książkę Roku. 


sobota, 22 czerwca 2019

Mniej, Na marne. Marta Sapała

                                    TYTUŁ: Mniej. Intymny portret zakupowy Polaków                                    AUTOR: Marta Sapała 
WYDAWNICTWO: Grupa Wydawnicza Relacja
GATUNEK: reportaż
STRON: 416
DATA PREMIERY: 5 listopada 2014



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek





Tę książkę przeczytałam po raz pierwszy w 2015 roku. I tak wtedy o niej pisałam:

>Książka to zapis eksperymentu, która przeprowadziła autorka pod nazwą "Rok bez Zakupów". Czy da się przeżyć bez kupowania? Czy można ograniczyć się do zakupowego minimum? Co znaczy bycie oszczędnym? Czy rzeczywiście potrzebujemy tych wszystkich rzeczy, które widzimy w reklamach ? W książce mnóstwo pytań, sporo informacji i jeszcze więcej refleksji na temat konsumpcyjnego trybu życia. Bo wiele osób żyje według motta: "mam, więc jestem ".
Nie ze wszystkim się zgadzam, nie wszystko mi się podobało w tej książce, ale namawiam do jej przeczytania, chociażby po to, żeby zastanowić się... >

Kiedy zobaczyłam zapowiedź kolejnej książki autorki, to postanowiłam sobie tę przypomnieć. Przeczytałam po raz kolejny. I zdania nie zmieniam. Chociaż w trakcie powtórnego czytania mnie się nasuwało pytanie: co znaczy dla mnie określenie "rzeczy niezbędne"? Bo takie było założenie tego eksperymentu: kupować tylko rzeczy niezbędne. 
Eksperyment "Rok bez zakupów" może się podobać albo nie. Można o nim wiele powiedzieć. Ale jedno jest pewne: skłania do refleksji i każe zastanowić się na wieloma sprawami. I wieloma posiadanymi rzeczami.
Ja, po przeczytaniu tego reportażu, na swój dom i rzeczy, które w nim posiadam spojrzałam zupełnie innym okiem. 
Polecam.


                                                              TYTUŁ: Na marne                                                                     AUTOR: Marta Sapała 
      WYDAWNICTWO: Czarne
GATUNEK: reportaż
STRON: 288
DATA PREMIERY: 19 czerwca 2019


Zdjęcie autorksie Iza w labiryncie książek


Z kolei ten reportaż wprawił mnie w osłupienie i niedowierzanie.
Przed rozpoczęciem lektury proponuję zadać sobie pytanie: ile ja wyrzucam jedzenia?  
Marta Sapała postanowiła zbadać temat wyrzucania jedzenia. Od producentów i dystrybutorów, poprzez markety aż do szafek i lodówek konsumentów. Rozmawia z wieloma osobami, które pracują w branży spożywczej, przytacza mnóstwo danych, porównuje polskie dane statystyczne z innymi krajami, przygląda się przepisom prawa, które regulują bezpieczeństwo obrotu artykułami spożywczymi. Zagląda do śmietników sklepów wielkopowierzchniowych, rozmawia z freeganami i bezdomnymi. Pyta ekspertów i zastanawia się z nimi co oznacza "data minimalnej trwałości" i czym się różni od "należy spożyć do". 
Dane odnośnie Polski są zatrważające: 9 milionów ton jedzenia ląduje rocznie w śmietnikach. Bo się popsuło, bo zwiędło, bo zapleśniało, bo podejrzanie wygląda, bo za dużo kupiłam, bo minął termin przydatności do spożycia. Powodów jest mnóstwo. Czy nasze konsumpcyjne przyzwyczajenia mają wpływ na nasze wybory w sklepie i jednocześnie wpływają na to, co wyrzucamy do kosza? Czy to, co my wyrzucamy może ktoś uznać za jadalne? A jak marnotrawienie żywności ma się do budżetu domowego? I czy wszystko można wykorzystać i nie mieć odpadów spożywczych? 
Autorka z dużą wrażliwością i wyrozumiałością zgłębia temat. Nie osądza, nie komentuje. Pyta, zastanawia się, szuka odpowiedzi, przedstawia fakty. Wskazuje gdzie można coś zmienić, a gdzie lepiej nie. Przytacza przykład piekarza z Legnicy, który za rozdawanie niesprzedanego pieczywa poniósł konsekwencje prawne. 
Ten zbiór reportaży skłania do przemyśleń. I zastanowienia się nad marnotractwem jedzenia.
I choć wiem, że nie zostanę freeganem i nie będę przeszukiwać śmietników, to z dużym zainteresowaniem przeczytałam ich wypowiedzi. Przyjrzałam się wypowiedziom bezdomnych. Przeanalizowałam dane przedstawiane przez naukowców i ekspertów.

Podsumowując: obie te książki plus "Finansowy ninja" Michała Szafrańskiego spowodowały zmiany w moim domu. Nie wszystkie wskazówki w nich zawarte trzeba wykorzystywać w swoim życiu, ale warto wiele kwestii przemyśleć.

Polecam gorąco.

piątek, 26 października 2018

Życie po duńsku. Rok w najszczęśliwszym kraju na świecie. Helen Russell

   TYTUŁ: Życie po duńsku. 
Rok w najszczęśliwszym kraju na świecie
AUTOR: Helen Russell
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
GATUNEK: literatura faktu/reportaż
STRON: 304
Data premiery: 15 marca 2017



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Po książkę sięgnęłam po przeczytaniu, że Dania zabiera swoim mieszkańcom 50% wynagrodzenia. I jak tu być szczęśliwym? Mnie to nie dawało spokoju. I dlatego kupiłam tę książkę. Bo w bibliotece było kilkanaście osób w kolejce. Bo ciekawość nie dawała mi spokoju. Bo o Danii mało wiem.

Helen Russell to brytyjska dziennikarka, która wraz z mężem przenosi się do Danii. Mąż zaczyna pracę w Lego. Autorka nie jest tym pomysłem zachwycona. Swoje rozterki obszernie opisuje we wstępie.  

Rozdziały podzielone są na miesiące. W każdym z nich porusza inny temat. 
Obserwuje, zastanawia się, pyta, komentuje.
Spotyka się z dziennikarzami, kulturoznawcami, pracownikami różnych instytucji, ale też pyta przeciętnego Duńczyka.
Nie boi się żadnej tematyki, nie osądza, czasami zabawnie komentuje. Często nie może wyjść ze zdziwienia. Porównuje Danię z Wielką Brytanią. Głośny Londyn z cichą wsią. Zachwyca się ciszą i słodkimi bułeczkami. Ale też tęskni za rodziną i przyjaciółmi.

Nigdy nie byłam w Danii. Nie planuję wyjazdu. Ale niezmiennie zastanawiało mnie jak wygląda życie w najszczęśliwszym kraju na świecie. Książka ta zaspokoiła moją ciekawość:
Dowiedziałam się, że można pracować mniej i nie brać udziału w wyścigu szczurów.
Że można szukać równowagi pomiędzy życiem rodzinnym i zawodowym.
Że można pięknie mieszkać i cieszyć się swoim otoczeniem.
Że można być dumnym ze swego kraju i chętnie angażować się  w różne uroczystości.
Nie spieszyć się, nie zazdrościć, nie kłamać.
Kochać, lubić, ufać.

Ale jeśli myślicie, że Dania nie ma problemów, to się szczerze mylicie. Jak każdy kraj ma swoje kłopoty i bolączki. Mały przyrost naturalny, problemy z wszelakimi używkami i bardzo dużą sprzedaż antydepresantów. I jeszcze wiele innych.

Oprócz przyglądaniu się Danii z Russell poznajemy też jej osobiste zmartwienia i radości. 
Zmagania z językiem, osamotnienie, zmiany w życiu zawodowym, ale też niespodziewane odnalezienie przyjemności w obcowaniu z naturą, spokój i relaks we własnym domu.


Mnie najbardziej odpowiadał sposób opowiadania. Trochę żartobliwy, trochę ironiczny, ale z inteligentną refleksją i zaskakującymi wnioskami.
Momentami parskałam śmiechem, ale były momenty, że zatrzymywałam się na dużej.

Dostałam dużą dawkę informacji: dat, liczb, definicji. Wszystko podane w sposób ciekawy i z humorem. Najbardziej zaskoczyło mnie to, ze w kraju Andersena mieszka tylko niecałe 6 milionów mieszkańców. Co w porównaniu z Londynem, w którym mieszka ponad 8 milionów ludzi, wypada co najmniej blado.

Bardzo polecam tę książkę.
Wspaniała rozrywka.

PS. "Tło" do zdjęcia pożyczyłam od syna, największego wielbiciela kloców Lego, jakiego znam.

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Urobieni. Reportaże o pracy. Marek Szymaniak

TYTUŁUrobieni. Reportaże o pracy.
AUTOR: Marek Szymaniak
WYDAWNICTWO: Czarne
GATUNEK: literatura współczesna/reportaże
STRON: 240

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Ostatnio coraz częściej sięgam po reportaże. Szczególnie, jeśli dotyczą problemów współczesnego świata. Po ten sięgnęłam, bo dotyczy nie tylko mnie, ale i większości Polaków. 

Praca. Dla jednych przykry obowiązek, dla innych miejsce do realizacji marzeń. 

"Bez pracy nie ma kołaczy" z jednej strony.

A z drugiej "Żadna praca nie hańbi".

Ale czy na pewno?

Praca ma 3 zalety: piątek, wypłatę i urlop. Podobno.

A jeśli tak nie jest? 

Autor rozmawiał z kilkoma osobami. I z panią sprzątającą, i pracownikiem ochrony, i Ukrainką pracującą w Polsce, i z Polakami pracującymi na Wyspach, ale też z osobami na kierowniczych stanowiskach i związkowcem. Jaki obraz rynku pracy w Polsce wyłonił się po tych opowieściach?
Jak dla mnie jest to bardzo przygnębiający i skłaniający do refleksji. Smutny wręcz ...

Mogę go podsumować tak:

"Nie pracujesz - nie masz za co żyć.
Pracujesz -  nie masz kiedy żyć".

Kiedy człowiek sprowadzony jest to roli trybiku w zakładzie produkcyjnym, kiedy ma umowę śmieciową, kiedy żadne prawa pracownicze nie są przestrzegane, kiedy pracuje za kilka złotych na godzinę, albo musi pracować na kilku etatach, kiedy strach nie pozwala iść na zwolnienie lekarskie lub urlop, to wtedy co? Pracować czy nie?
Autor poruszył wiele ważnych tematów. Pisze o ubóstwie, niesprawiedliwości społecznej, przemianach ustrojowych w Polsce, zmianach na rynku pracy, biedzie, upokorzeniu. 
Mnie chyba najbardziej poruszył reportaż o pracy w fabryce Toyoty, gdzie czynności przy taśmie produkcyjnej wyliczone są co do sekundy. I gdzie wszystko jest tak sformalizowane, że włosy jeżą się na głowie. Polecam szczególnej uwadze.

Mam jednak małe ale...
Ja na rynku pracy jestem obecna ponad 20 lat. Pracowałam w różnych miejscach i wykonywałam rozmaite prace: i jako pracownik fizyczny, i jako pracownik biurowy. Byłam na posadzie w sektorze prywatnym i państwowym. Prowadziłam też własną działalność gospodarczą. Dlaczego o tym piszę? Bo, jak dla mnie, autor tylko musnął temat. Przemawia przeze mnie moje doświadczenie. Nie wyczerpał tematyki i wielu aspektów nie poruszył. Po skończeniu poczułam lekki niedosyt. Co, np., z pracownikami, którzy zasuwają "na czarno"?  A co z ludźmi, którzy muszą dorabiać do emerytury? A małoletni? A pracownicy sezonowi? I wielu, wielu innych.

A im więcej czasu upływa od zakończenia czytania, to się zastanawiam nad tym, co autor chciał nam, czytelnikom, przekazać. A może te reportaże, choć nie wyczerpują tematu, to mają nas skłonić do zastanowienia i dyskusji? Mają poruszyć sumienia i serca?

Jeśli ta książka to sygnał, że na rynku pracy dzieje się nie najlepiej, to jest świetna. 
A jeśli ma przestawiać polski rynek pracy, to chyba ciut za mało informacji i zbyt wiele tematów przemilczanych.

Polecam. Szczególnie tym, którzy nie są zadowoleni ze swojej pracy.

piątek, 9 marca 2018

Białe. Zimna wyspa Spitsbergen. Ilona Wiśniewska

TYTUŁBiałe. Zimna wyspa Spitsbergen
AUTOR: Ilona Wiśniewska
WYDAWNICTWO: Czarne
GATUNEK: reportaż
STRON: 208


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek





A cóż to za udany debiut!
"Hen. Na północy Norwegii" stanowiło moje pierwsze spotkanie z autorką, choć to druga w dorobku tej Norweżki z wyboru.
I tak, jak pisałam przy poprzedniej książce tej autorki, pani Ilona mieszka w Norwegii od 2010 roku i to dla mnie jest wyznacznikiem rzetelności przekazu.
A kto, tak bez chwili namysłu, powie mi gdzie leży ta tytułowa wyspa?
Odpowiem tak: spójrz na Półwysep Skandynawski. Widzisz go? A teraz spójrz jeszcze bardziej na północ. Widzisz tę białą plamę na niebieskim tle? To właśnie Spitsbergen. To największa wyspa Norwegii, położona na Morzu Arktycznym. To tyle podstawowych informacji o tej wyspie.
Więcej dowiecie się z tego reportażu. A tam tyle dobroci!

Spitsbergen : "Latem jest tutaj jasno i zimno, a zimą ciemno i bardzo zimno".
i "(...) jesteś  w najdalej wysuniętym na północ miasteczku na świecie".

Słuchamy opowieści Wadima o Piramidzie która "była największą rosyjską osadą na Spitsbergenie i szczytem marzeń każdego górnika". Ale kiedy wydobycie węgla stało się nieopłacalne, to wszyscy opuścili to miejsce. "Opuszczone miasto w opuszczonym krajobrazie".
Autorka opowiada o katastrofie morskiej, którą przeżyli wszyscy i wypadku lotniczym, którego nie przeżył nikt.

A wiesz który producent samochodów, jako jedyny, ma swój salon na Spitsbergenie?
A co to jest hytta?

A jaka różnorodność zawodów: rybacy, wielorybnicy, traperzy, myśliwi, handlarze skór i futer, naukowcy i badacze.
I zwierząt tu nie brakuje: renifery, lisy, foki, niedźwiedzie, nurzyki, wieloryby.
Czterdzieści cztery narodowości: Meksykanie, Polacy, Amerykanie, Tajowie, Rosjanie i długo by jeszcze wymieniać.

A kto wie kto pracuje i jak wygląda pobyt w Polskiej Stacji Polarnej?
Co to jest Globalny Bank Nasion i jaki jego cel?

Jak przeżyć bez światła słonecznego, wśród wciąż tych samych ludzi, z zorzą polarną za oknem, jeść śniadanie przy świeczkach albo znosić niekończący się dzień?

Nie będę więcej pisać o książce.

Dla mnie jest po prostu świetna. Napisana przystępnym językiem, który czasami słodzi, a czasami ironizuje. Reporterce udaje się pokazać różnice pomiędzy narodowościami i nie chodzi tu tylko o język. Plastycznie opisuje miejsca i robi to w taki sposób, że czytelnik może je widzieć oczami wyobraźni. Duża ilość danych takich jak: daty, nazwiska, nazwy czy określenia wcale nie nużą, a powiedziałabym, że wzbudzają zaciekawienie. W tym reportażu, w przeciwieństwie do poprzednio czytanego przeze mnie, Wiśniewska więcej pisze o sobie. O zmaganiu się z zimnem, brakiem światła, nadmiarem światła, ze zmienna pogodą, o relacjach z innymi mieszkańcami wyspy. Ta książka jest bardziej osobista i napisana z większym poczuciem humoru. Ale czasami to poczucie humory okraszone jest odrobiną nostalgii i refleksji. Można przystanąć i się zastanowić: jak bardzo różnią się polskie warunki do życia od tych na tej norweskiej wyspie.

Ta zmarznięta reporterka spowodowała u mnie dwie rzeczy: po pierwsze: okazało się, że reportaż można polubić, a mnie od zawsze wydawało się taka forma mi nie odpowiada. A po drugie: co prawda jest dopiero marzec, ale już wiem, że ten czytelniczy rok spędzę na Półwyspie Skandynawskim lub najbliżej okolicy. Autorka rozbudziła we mnie taką ciekawość tą częścią Europy, że postanowiłam zgłębiać i tematykę, i rejony.

Polecam szczerze.

Ps.1. Każdą kolejną pozycję tej autorki biorę w ciemno

Ps.2. A jako ciekawostkę i zachętę przeczytaj fragment książki, który widać na zdjęciu poniżej:

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek

Kruchy lód. Krzysztof Bochus

    TYTUŁ :   Kruchy lód AUTOR :  Krzysztof Bochus  WYDAWNICTWO : Skarpa Warszawska GATUNEK:  kryminał STRON : 368 DATA PREMIERY:  13 marca ...