Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tajemnice rodzinne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tajemnice rodzinne. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 września 2022

Rodzinny sekret. Grzegorz Gołębiowski

 

TYTUŁ: Rodzinny sekret
AUTOR: Grzegorz Gołębiowski
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: literatura obyczajowa
STRON: 282
DATA PREMIERY: 23 czerwca 2022

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Po tę książkę sięgałam bez obaw. Dlaczego? Bo to moje 4 spotkanie z autorem. Poprzednie lektury bardzo przypadły mi do gustu. Każda miała to coś, co zwróciło moją uwagę i nie pozwoliło przejść obojętnie. I tym razem nie było inaczej.

Adam Floriański prowadzi biuro genealogiczne w Warszawie. Pewnego dnia zgłasza się do niego starsza kobieta, żeby pomógł jej rozwikłać rodzinną zagadkę, która nie daje jej spokoju. Od swojej ciotki, a siostry mamy, dowiaduje się, że matka zaraz po wojnie urodziła dziecko, które zmarło. Ale rodzicielka Marty Wielgórskiej dopiero na łożu śmierci przyznała się siostrze, że dziecko nie zmarło, tylko zostało przez nią oddane. I teraz Marta, sama będąc już u schyłku życia postanawia odnaleźć to dziecko, choć nie zna nawet płci. Czy jej się to uda? I jaki będzie finał tych poszukiwań?

Fabuła prowadzona jest dwutorowo. Jeden z nich to poszukiwania rodzeństwa pani Marty, a drugi to prywatne życie Floriana i jego ciężarnej żony Anny. I o ile wątek poszukiwań był ciekawy, to ten prywatny wcale mnie nie interesował. Choć rozumiem, tak mi się wydaje, zamysł autora. 
Poszukiwania przodków i odkrywanie tajemnic sprzed lat to jeden z moich ulubionych tematów w literaturze. W trakcie czytania zawsze zastanawiam się co ja bym zrobiła na miejscu bohaterów. I czy odkrywanie tajemnic to zawsze jest dobry pomysł? Jak historie rodzinne wpływają na żyjących członków rodziny? Zawsze mam mnóstwo pytań w trakcie lektury.
Choć znam wcześniejsze książki, to zawsze mam trochę obiekcji czy autor nie zamęczy czytelnika szczegółami z dziedziny genealogii. Pan Grzegorz przedstawił tę historię tak, że czytający dostaje odpowiednią dawkę informacji, a gdy poczuje niedosyt, jak ja, to może zgłębiać temat na własną rękę. I dla mnie jest to duży plus tej historii. I do tego pisarz potrafił tak przedstawić pewne aspekty tej powieści, że moja ciekawość szalała. A u mnie o to coraz trudniej.
I przysłowiową wisienką na torcie jest zakończenie. Gwarantuję, że cokolwiek byście nie obstawiali, to i tak nie zgadniecie, jaki będzie finał tej historii. Dla mnie bomba!

Podsumowując: kolejna książka Pana Gołębiowskiego, którą czyta się z dużym zainteresowaniem, rozbudzoną ciekawością, z odpowiednią dawką informacji i mnóstwem pytań, aby otrzymać rozwiązanie, którego nikt się nie spodziewa.

Polecam.

PS A co Ty, Czytelniku, wiesz o Mennonitach w Polsce? 


Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae Res

czwartek, 28 lipca 2022

Dom sekretów. Dom na skraju lasu. Natalia A. Bieniek

 

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Są takie książki, w których miejsce akcji/miasto/wieś ma istotne znaczenie. Jest albo ważnym tłem dla akcji albo bohaterem drugoplanowym. I kiedy zastanawiałam się, w których lekturach miasto Łódź odgrywa ważną rolę, to natychmiast przychodziła mi powieść Ziemia obiecana Władysława Reymonta. I choć książki Bieniek i Reymonta to zupełnie inna bajka, to Łódź w nich pokazana jest rewelacyjnie. Ale do rzeczy.

TYTUŁ: Dom sekretów
AUTOR: Natalia A. Bieniek
WYDAWNICTWO: Prószyński i S-ka
GATUNEK: powieść współczesna
STRON: 448
DATA PREMIERY: 20 sierpnia 2020
SERIA: Dorota Wiśniewska (tom 1)

Pierwsza część z Dorotą Wiśniewską w roli głównej. Absolwentka historii Uniwersytetu Łódzkiego zostaje wplątana w tajemnicze odkrycie w łódzkiej kamienicy. Wraz z odkrywanymi faktami związanymi z kamienicą poznajemy sekrety i zagadki z przeszłości. Co wyniknie z tego śledztwa? 
Dorota szukając informacji o mieszkańcach starego budynku odkrywa przed nami Łódź lat trzydziestych XX wieku. Pewnie nie każdy czytelnik wie, że to obecnie miasto wojewódzkie było kiedyś jednym wielkim tyglem kulturowym. Niemiec prowadził interesy z Polakami, Polacy z Żydami, a Żydzi z całym krajem itd. Mieszkali w jednym budynki, chodzi do różnych kościołów, mówi w różnych językach. Nie była to idylla, ale każdy z każdym potrafił jakoś się dogadać. I ta kamienica, przynajmniej dla mnie, była takim symbolem miasta i jego mieszkańców. Aż przyszła wojna i świat im się zawalił. I ludzie musieli dokonywać wyborów, których nie chcieli. Tak można w wielkim skrócie przedstawić fabułę. A zakończenie całej tej historii? No, ja byłam zdziwiona.


TYTUŁ: Dom na skraju lasu
AUTOR: Natalia A. Bieniek
WYDAWNICTWO: Prószyński i S-ka
GATUNEK: powieść współczesna
STRON: 344
DATA PREMIERY: 7 lipca 2022
SERIA: Dorota Wiśniewska (tom 2)

W drugiej części Dorota dostaje zlecenie napisania historii pewnej wiekowej willi, która skrywa pewną tajemnicę. I tu też, tak jak w poprzedniej książce, poznajemy miasto Łódź i jego historyczne zawiłości. Tylko w tej lekturze autorka skupiła się na pierwszych latach powojennych w Polsce. Latach, kiedy panował stalinizm i komunizm, kiedy kształtowały się pierwsze organy państwowe i kiedy Polacy szukali swojego miejsca w nowej rzeczywistości. Jak się okazało wcale niełatwej i kolorowej. Dorota prowadzi śledztwo, choć oficjalnie zbiera materiały do swojej książki, przeszukuje archiwa, kolekcjonuje dokumenty i ciągle napotyka na mur milczenia. Na dodatek okazuje się, że i jej rodzina ma powiązania z opisywaną przez Wiśniewską historią. Cały czas podczas czytania zastanawiałam się co wydarzyło się w tajemniczej willi i jaki to ma związek ze współczesnością.
Dla mnie rewelacyjnie autorka przedstawiła pewne zachowania. A przecież znane mi są pewne fakty opisane w książce, jak chociażby działanie organów bezpieczeństwa, to i tak czytałam z zapartym tchem. A jaki był finał tej powieści? Jak dla mnie zaskakujący. Obstawiałam kilka, a i tak nie trafiłam.

Obie książki można podsumować bardzo podobnie. Miasto Łódź i jego historia, ta międzywojenna, jak i ta powojenna, przedstawione świetnie. Sporo historii miejsc, ale też ludzi, i to w ilościach odpowiednich, aby zaciekawić, a nie zanudzić. Szczególnie, kiedy zna się miasto i w wyobraźni można odbyć podróż w opisywane dzielnice. 
Bardzo mnie zaciekawiła kreacja bohaterów. Dla mnie bardzo trafna, bo nie ma ludzi, tylko dobrych albo tylko złych, a świat nie jest czarno biały. Czasami człowiek musi podejmować decyzje, na które nie jest gotowy. I choć nie polubiłam głównej bohaterki, to i tak mocno jej kibicowałam w dążeniu do odkrycia prawdy.
Sposób poprowadzenia fabuły też przypadł mi do gustu. Autorka niespiesznie odkrywa poszczególne wątki i tajemnice, co powoduje, że nie można oderwać się od czytania. Przynajmniej ja tak miałam. Cały czas myślałam jak ta historia się zakończy.
No właśnie! Zakończenie. W obu książkach autorka mnie zaskoczyła. Finały niespodziewane, ale możliwe. I takie, że po zakończonych lekturach jeszcze sporo o nich myślałam. A to lubię. Choć miałam nadzieję na inne.

Bardzo polecam! Szczególnie łodzianom i wszystkim lokalnym patriotom, którzy chcą poznać historię miasta.

sobota, 9 lipca 2022

Wszystko, co ukrywamy. Kelly Rimmer

 

TYTUŁ: Wszystko, co ukrywamy
AUTOR: Kelly Rimmer
WYDAWNICTWO: Znak Horyzont
GATUNEK: literatura piękna
LICZBA STRON: 376
DATA PREMIERY: 28 lutego 2022



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Są takie książki, które powinni sprzedawać z chusteczkami. Serio. 
I ta właśnie do takich należy. Kiedyś użyłam takiego hasztagu #chusteczkowapowiesc.
To moja trzecia, po Sierocie z Warszawy i Tego ci nie powiedziałam, powieść tej autorki, która bardzo przypadła mi do gustu. Opinie o obu tych książkach można znaleźć na blogu, wpisując w lupkę tytuł lub nazwisko autorki.

Rimmer ma to Coś, co pozwala poruszyć w czytelniku najczulszą nutę w trakcie zgłębiania książki. A jednocześnie nie ociera się o kicz i małostkowość. Bardzo rzadkie połączenie.

Fabuła tej powieści dzieje się dwutorowo. Historię Beth poznajemy w 1996 roku, a Grace w 1957. Obie kobiety zmagają się z codziennością. I obie nie radzą sobie z macierzyństwem. Każda na swój sposób. 
Beth poznajemy, kiedy musi podjąć decyzję wraz z rodzeństwem w sprawie ojca, który ze względu na swoją chorobę nie może mieszkać już sam. Czwórka dzieci wychowała się bez matki i teraz przeżywają ciężkie chwile. Postanawiają oddać ojca pod specjalistyczną opiekę, a dom sprzedać. Tylko że ten dom trzeba najpierw opróżnić. Podejmuje się tego właśnie Beth, która jako jedyna z rodzeństwa nie pracuje, gdyż przebywa na urlopie macierzyńskim. To, co znajduje na strychu domu wywróci życie dorosłych już dzieci do góry nogami.
Grace poznajemy, kiedy zakochuje się i wychodzi za mąż na Patricka, zamieniając luksusowy dom rodzinny na dom komunalny. W ciągu 4 lat na świat przychodzi czwórka dzieci. I pewnego dnia Grace znika.
Co łączy obie historie? Beth to córka Grace. 
Autorka tak poprowadziła fabułę, że trudno było odłożyć książkę. Tajemnice i niedopowiedzenie odkrywała stopniowo i bardzo niespiesznie powodując, że czytelnik chciał czytać i czytać, aby dowiedzieć się co tak naprawdę się wydarzyło.
Mam wrażenie, że książki Rimmer mają jakieś ukryte drugie dno i poruszają społeczne tematy, na które pisarka chce zwrócić czytelnika uwagę. W tej cztery tematy skłaniają czytelnika do przemyśleń. Kolejność przypadkowa.
Pierwszy to depresja poporodowa. Temat jak często występujący, tak często skrywany. Świetnie przedstawiony. Bez oceniania czy krytyki.
Drugi to otępienie czołowo-skroniowe występujące u osób starszych. Pięknie przedstawione i dające powody do refleksji. I bardzo wzruszające.
Trzeci to tradycyjne role w społeczeństwie ze względu na płeć. W wielu domach pokutuje jeszcze przekonanie, że to kobieta powinna zostać w domu i zająć się wychowywaniem dzieci. Na szczęście pomału się to zmienia.
Czwarty to prawo do aborcji. Temat kontrowersyjny dla wielu osób. W tej powieści przedstawiony tak, że każdy, kto trzyma książkę w ręku będzie musiał sam sobie odpowiedzieć na pytania, jakie pojawią się w trakcie czytania.

Rimmer, po raz kolejny, wykazała się dużą wrażliwością i wyczuciem. Każdy z poruszonych tematów przestawiła w sposób subtelny i wyważony. Znalazłam tylko jeden minus: jak dla mnie zbyt długo rozkręca się fabuła. Niezbyt cierpliwi czytelnicy mogą porzucić powieść. Zalecam cierpliwość.
Chociaż nie. Jest jeszcze jeden minus. Okładka. Porażka. Gdybym miała kupić tę książkę w księgarni, to ominęłabym ją wielkim łukiem. Na szczęście ten egzemplarz mam z biblioteki. Kompletnie nie pasuje do treści i nie zachęca do zakupu.

Polecam.

I cytat na koniec:

W ciągu kilku ostatnich lat przekonałam się, że samotność jest gorsza od smutku. A to dlatego, jak sobie uświadamiam, że samotności z definicji nie da się z nikim dzielić.

środa, 6 maja 2020

Elbing-Elbląg. Na zakręcie historii. Wiktor Hajdenrajch

TYTUŁ: Elbing-Elbląg. Na zakręcie historii.
AUTOR: Wiktor Hajdenrajch
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: powieść obyczajowa
STRON: 543
DATA PREMIERY: 27 marca 2020 roku


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Sięgałam po ten debiut z pewną dozą niepewności. Lubię debiuty, chętnie sięgam po polskich autorów i nie lubię cegieł (czyli książek powyżej 400 stron). Co wyszło z takiej mieszanki?

Ta powieść należy do kategorii moich ulubionych książek. Akcja dzieje się dwutorowo, przy czym obowiązkowo jedna z płaszczyzn czasowych to druga wojna światowa. W tym wypadku mamy do czynienia z okresem dwudziestolecia międzywojennego w Elblągu. A drugi tor to lata siedemdziesiąte XX wieku. 

Fabułę można opisać pytaniem: co się stanie, gdy po pół wieku od zakończenia wojny zapuka  do drzwi starsza Niemka i powie, że w czasie wojny schowała w twoim mieszkaniu swój pamiętnik i chciałaby go odzyskać? Co zrobisz? I jakie będą konsekwencje twojej decyzji?

Na tę powieść można spojrzeć z różnych perspektyw.
Annelore to młoda Niemka zamieszkująca przedwojenny Elbląg. Jak przystała na prawdziwą Niemkę jest posłuszna ojcu, a później mężowi. Wyznaje maksymę 3K: „Kinder, Küche, Kirche”, czyli „dzieci, kuchnia, kościół”. I jest zafascynowana słowami dochodzącego do władzy Hitlera. I ten klimat propagandy i manipulacji narodem niemieckim przez nazistów i ich wodza jest tu świetnie pokazany. Trzeba oddać sprawiedliwość, że nie wszyscy uwierzyli i dali się uwieść nowej ideologii. Bardzo dobrze oddają to dyskusje, jakie toczą się w domu pomiędzy mężem Annelore a jej ojcem, dziedzicem pruskiej szlachty, przeplatane myślami samej kobiety. 
Tak o Żydach wypowiada się jeden z członków rodziny:

Śmieci się sprząta i wyrzuca, pali się je lub zakopuje, a nie trzyma na środku dywanu i podziwia, rzygając od ich smrodu.

Cytat ten świetnie oddaje pewne rosnące w siłę poglądy.

Zostając przy Annelore trzeba mieć na uwadze, że pamiętnik zaczyna pisać jako nastolatka. Niektóre zapisane myśli dziewczyny mogą wydawać się infantylne czy wręcz głupie, ale, zapewniam, że to jest, moim zdaniem, pewien zabieg, aby pokazać jak zmieniała się ta młoda kobieta. Jak dorastała i jak wyglądała sytuacja w Prusach Wschodnich.

Patrząc z innej perspektywy można zauważyć, że autor podzielił, świadomie lub nie, swoją powieść na dwie niemieckie części. Społeczeństwo niemieckie przed wojną i po wojnie. Okres przedwojenny z hitlerowską propagandą jest niesamowicie interesujący i przerażający jednocześnie. Czas pokoju to czas różnorakich przemyśleń. Ale też czas leczenia ran po stracie najbliższych i próba odnalezienia się w nowej rzeczywistości. Obie części bardzo ciekawe i skłaniające do przemyśleń.

Współczesna część polska też dostarcza wiele emocji. W dawnym mieszkaniu Annelore mieszka obecnie Anna ze swoją rodziną. Anna jest z tego samego pokolenia co Niemka, choć kilka lat młodsza. Niestety, Polka jest schorowana i prosi, aby przed śmiercią Annelore dała jej przeczytać swój pamiętnik. Chce w ten sposób wrócić do lat swojego dzieciństwa. A może ma inne powody? Niemiecki pamiętnik czyta też wnuczek Anny jako wprawkę w nauce języka. W chłopcu zachodzi pewna przemiana. Jaka? A to już trzeba samemu doczytać.

Choć autor przyznaje, że ta powieść to fikcja literacka, to ja jestem skłonna uwierzyć, że takie historie mogły mieć miejsce. Znajdziemy tu też sporo faktów historycznych i znanych nazwisk. Mnie się wydaje, że operując niemieckimi nazwami ulic i instytucji pisarz mógł zrazić do siebie niektórych czytelników, bo ich nasycenie jest naprawdę duże. Ale na szczęście przypisy są i wszystko jest jasne. Na mnie zrobiła wrażenia wiedza, jaką posiadł autor o mieście, tym w którym mieszkała Annelore, i tym w którym mieszkała Anna.

Ważne jest też, że pisarz posługuję się prostym i ciekawym językiem, potrafi barwnie przedstawiać opisywane miejsca czy fakty, umiejętnie wciąga czytelnika w fabułę i pozwala spojrzeć na niektóre sprawy z niecodziennej perspektywy. I przemyca lekcję historii.

I choć mam kilka uwag odnośnie do, moim zdaniem, niepotrzebnych scen, wątków, czy dłużyzn, to są one tak mało istotne w ogólnej ocenie tej książki, że nie będę o nich wspominać. Debiutantom wybaczam więcej. 
Będę obserwować dalsze poczynania autora.

A tymczasem polecam tę powieść jako świetny obraz czasów przedwojennych widzianych oczami Niemki mieszkającej w Prusach Wschodnich. 


 Dziękuję Novae Res za egzemplarz recenzencki.

niedziela, 1 grudnia 2019

Tańcząc z wrogiem. Paul Glaser

TYTUŁ: Tańcząc z wrogiem
AUTOR: Paul Glaser
WYDAWNICTWO: Rebis
GATUNEK: biografia
STRON: 336 
DATA PREMIERY: 20 lutego 2015



Zdjęcie autorskie Iza w lairyncie książek





Ta książka wpada do mojego TOP NAJ 2019, ale nie dlatego, że to najlepsza książka w tym roku. Wpada ponieważ zostawiła mnie z tak bardzo mieszanymi uczuciami, jak rzadko która książka.
A czekała na regale od dnia premiery...

Ta powieść to historia pewnej rodziny. Rodziny, która ma swoje tajemnice z przeszłości.
Akcja dzieje się dwutorowo. Jeden "tor" to Paul, autor książki, a drugi to Rosie, ciotka autora i żydowska nauczycielka tańca w jednym.

Wątek Paula zaczyna się od jego wizyty w obozie koncentracyjnym w Auschwitz. Podczas zwiedzania zauważa walizkę ze swoim nazwiskiem. A, jak twierdzi, jest to rzadkie nazwisko, więc postanawia zgłębić temat. Napotka się jednak z murem milczenia. Zaczyna poszukiwania. I śledzimy historię Paula, który odkrywa nie tylko tajemnice rodzinne, ale także napotyka niespodziewane dylematy.

Wątek Rosie pisany jest w pierwszej osobie. Poznajemy żydowską nauczycielkę tańca i jej życie w XX wieku w Europie. Kobieta ta wzbudziła we mnie cały wachlarz emocji. Ale, niestety, nie polubiłam jej. Kompletnie różnimy się w postrzeganiu wielu spraw. Jej podejście do mężczyzn, życia i przeżycia czasami mnie drażniło. No, ale może to była artystyczna dusza, a takiej nie sposób zrozumieć?

Wątek Rosie napisał Paul na podstawie znalezionych listów, dokumentów, zdjęć, opowiadań bohaterki i innych zachowanych dowodów odnalezionych po wojnie. I mam tu kilka zastrzeżeń odnośnie przedstawienia okresu wojny.  Sam pobyt w obozie i eksperymenty prowadzone przez Mengele i Clauberga są przedstawione w sposób, jak dla mnie, lekki i bardzo pobieżnie. Nie potrafiłam współczuć Rosie. Autor, podkreślam: jak dla mnie, chyba nie bardzo zgłębił temat. Już choćby udział Rosie w Sonderkommando budzi moje zastrzeżenia. Ale ocenę faktów pozostawiam czytelnikowi. Znalazłam jeszcze kilka informacji co do których mam wątpliwości.

Cały życiorys Rosie budzi we mnie wiele przemyśleń. Tak jak i okres przedwojenny, wojenny i czas pokoju. Jej wybory, sposób zachowania i podejście do życia. Zbyt dużo przypadków i wydarzeń nieprawodopodonych. Ale może jestem niesprawiedliwa? Może to historia Rosie to przykład na to, że życie pisze najbardziej zaskakujące scenariusze? 

Pomimo wielu wątpliwości i zastrzeżeń, to jednak ta historia unaoczniła mi kilka innych spraw.
To właśnie podejście do życia i charakter Rosie pozwolił jej przeżyć. Wola przetrwania była najsilniejsza. I to ona kierowała decyzjami i wyborami Rosie.
To, w jaki sposób zachowywali się Ocaleńcy, w tym przypadku ojciec Paula. Kurtyna milczenia, która nie pozwała spojrzeć w przeszłość. Nie chciał wspominać ani opowiadać o przeszłości.
Dzieci Ocaleńców, które nie chciały słychać "tych strasznych rzeczy" z przeszłości. Chciały cieszyć się pokojem i móc normalnie żyć. Cokolwiek to znaczy.
Paul, który poznaje przeszłość Rosie i swojej rodziny, zaczyna mieć wątpliwości i dylematy. Czy przeszłość wpływa na przyszłość? Co zrobić, kiedy twój świat staje na głowie? Poznajemy cały "pakiet" pytań dzieci Ocaleńców, czyli tzw traumę drugiego pokolenia.

To wszystko, co napisałam powyżej spowodowało, że książka ta ląduje w moim TOP NAJ 2019. To, że pomimo tak wielu uwag, co do treści skłoniła mnie do zadania sobie wielu pytań i nadal "siedzi w głowie" jest jej wielkim plusem.  Dużym plusem jest też to, że Rosie dużo mówi o swoim kraju czyli o Holandii. Jej polityce i podejściu do kwestii żydowskiej podczas wojny. Polecam zwrócić uwagę na tę tematykę. Sporo ciekawych informacji można "wyłowić", jak np. to, że podczas wojny, to właśnie w Holandii zginęło procentowo najwięcej Holendrów wyznania Mojżeszowego. Ponad 70%! I polityka powojenna pozostawia wiele do życzenia. Tak samo jak zachowanie królowej w czasie wojny. 
Kolejny plus za dużą ilość zdjęć przedstawiających Rosie na różnych etapach życia.

Polecam.

wtorek, 15 października 2019

Sekret rodziny von Graffów. Bożena Gałczyńska-Szurek

TYTUŁ: Sekret rodziny von Graffów
AUTOR: Bożena Gałczyńska-Szurek
WYDAWNICTWO: Szara Godzina
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 288
DATA PREMIERY: 22 lipca 2019 


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Często zastanawiam się czym kierują się inni czytelnicy, wybierając tę, a nie inną książkę. Trapi mnie to, bo sama mam często problem którą książkę zacząć czytać jako następną. Czy to jest znany autor, okładka czy opis na obwolucie?  A może tematyka? Ja lubię lektury, w których bohater odkrywa rodzinne tajemnice. A to one najczęściej wywracają do góry nogami życie członków tej rodziny. I to był powód, aby sięgnąć po tę powieść. Już tytuł zapowiadał ciekawą lekturę. A kiedy doczytałam, że te sekrety sięgają aż drugiej wojny światowej, to wiedziałam, że muszę przeczytać.

Zarys fabuły jest interesujący: umierający dziadek prosi swoją wnuczkę, aby udała się do Zamościa i poszukała informacji o przodkach. Nie byłoby nic w tym może fascynującego, gdyby nie to, że dziadek jest głową szanowanej arystokratycznej niemieckiej rodziny i umiera. U schyłku życia pragnie poznać przeszłość swojej rodziny. Maria, wychowana przez niego wnuczka, jest dziennikarką i ma zupełnie odmienne poglądy życiowe i polityczne od staruszka co jest kością niezgody pomiędzy nimi. Co odkryje Maria i czy senior van Graff będzie zadowolony z tych poszukiwań? 

Powieść ta porusza wiele ciekawych tematów. 

Poszukiwania swoich przodków.
Rodzinne stosunki międzypokoleniowe, jak np. pomiędzy Marią a Hansem.
Relacje polsko-niemieckie, wojenne i współczesne.
Poglądy polityczne jako źródło nieporozumień w rodzinie.
Stereotypy narodowościowe i problemy językowe.
Zamość i okoliczne tereny jako miejsca o zapomnianej, w moim odczuciu, historii.
Temat Dzieci Zamojszczyzny rzadko jest poruszany w książkach, a tu świetnie wpleciony w historię rodzinną.

Co mnie najbardziej ujęło?

Tło historyczne świetne odmalowane.
Kłaniam się autorce za zgłębienie tematyki wojennej.
Dziękuję za przypomnienie tak smutnego faktu, jakim była przymusowa wywózka dzieci z Zamojszczyzny, który to fakt nazwano Action Zamość. W ramach tej akcji 30 tysięcy (!!!) dzieci wywieziono z tych terenów.
Cudownie przedstawienie współczesnego Zamościa i okolic. Aż chcę się tam jechać.
Świetnie poprowadzona fabuła, która nie pozwoliła mi odłożyć książki ani na chwilę.
Zwroty akcji niespodziewane i interesujące.
Zakończenie, choć ciut przewidywalne to i tak ciekawe.

Co mnie drażniło? 
Współczesny wątek romantyczny, czy jakby go tam nazwać. Nie lubię i nic na to nie poradzę. Wątek Marii i Andrzeja dla mnie zbędny.
Okładka, która, jak dla mnie, nie pasuje do treści i gdyby nie opis, to był nawet na tę powieść nie spojrzała.

Dla kogo, więc jest ta lektura?
Dla osób, które lubią historie rodzinne z tajemnicami z przeszłości, dobrze odmalowane tło historyczne, niespodziewane zwroty akcji i ciekawe zakończenie. 

Polecam.

wtorek, 12 lutego 2019

Stracony list. Jillian Cantor

TYTUŁ: Stracony list
AUTOR: Jillian Cantor
WYDAWNICTWO: Marginesy
GATUNEK: literatura współczesna
LICZBA STRON: 325
DATA PREMIERY: 6 lutego 2019

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Są takie książki, po które sięgam częściej niż po inne. To historie rodzinne z tajemnicami w tle. Lubię kiedy akcja dzieje się w okresie dwudziestolecie międzywojennego lub w czasie drugiej wojny światowej. To moje ulubione połączenie. I kiedy na okładce zobaczyłam "Austria, 1938" i "Los Angeles, 1989", to wiedziałam już, że to książka dla mnie.

Akcja dzieje się dwutorowo. Opowieści przeplatają się, aby zakończyć się wspólnym finałem. Bardzo zgrabnie autorka to przeprowadziła. Wszystko układało się logicznie i nie miałam poczucia zagubienia czy skołowania. A że rozdział kończyła w najciekawszym momencie, to książkę trudno było odłożyć. I w ten sposób "za szybko" się skończyła. Nieodkładalna.

Fabuła  może, w streszczeniu, wydawać się do znudzenia oklepana, bo: on kochał ją, a ona była Żydówką, mieszkali w Austrii w 1938 roku. W wątku współczesnym: ona jest w trakcie rozwodu, poznaje intrygującego mężczyznę, choć on nie zwraca na nią uwagi, traci pracę, opiekuje się chorym ojcem i ogólnie to cała sytuacja życiowa Katie jest nie do pozazdroszczenia. Ale jest jedno ALE. Jak to się często zdarza: diabeł tkwi w szczegółach. W bardzo dobrze dopracowanych szczegółach.

Autorce udało się oddać nastroje jakie panowały w Austrii w 1938 roku i później. Zaniepokojenie mieszkańców, narastający strach o własne życie i losy kraju, anszlus i Noc Kryształowa w 1938 roku oraz dramaty rodzinne związane z akcją Kindertransport w wyniku której prawie 10 000 żydowskich dzieci opuściło swoje domy. Cantor bardzo sprawnie wplotła to w historię rodzinną i napisała w taki sposób, aby czytelnika zaciekawić, a nie zamęczyć faktami historycznymi. Zwróciłam uwagę na reakcję Austriaków wobec niepokojącej rzeczywistości. Nie chcieli Hitlera w swoim kraju, nie chcieli wojny i mieli dobrze zorganizowany ruch oporu. I pomagali swoim obywatelom żydowskiego pochodzenia. Oczywiście nie wszyscy.

Uczucie biednego, nieżydowskiego chłopca do bogatej Żydówki opisane w sposób nie trącący tanim romansem i nie budzące zażenowania. Ja, akurat, za wątkiem miłosnym w książkach nie przepadam, ale tutaj mnie czytało się dobrze. Trudne czasy i trudne wybory. Nie mnie oceniać.

Niesamowicie zaciekawiło mnie w tym opisywanym okresie proces tworzenia znaczków i cały temat filatelistyki. W czasach internetowej komunikacji międzyludzkiej sztuka pisania listów i zbierania znaczków odchodzi do lamusa. I tutaj znajdzie czytelnik te szczegóły, które tworzą klimat tej powieści. Czytałam z zaciekawieniem i polecam uwadze.  

W wątku, nazwijmy go amerykańskim, Katie zostaje zmuszona przez chorobę ojca umieścić go w domu opieki. Bo z chorobą Alzheimera nie ma żartów. Dostaje od swojego rodzica przebogatą kolekcje znaczków. I znajduje tam list z interesującym znaczkiem z czasów drugiej wojny światowej. Postanawia oddać go adresatowi. Dokąd zaprowadzą ją te poszukiwania? Przez wiele dziesięcioleci i kilka krajów. Przez wachlarz emocji i morze refleksji. 

Tutaj też autorka umieściła ważny moment historyczny jakim było zburzenie Muru Berlińskiego w listopadzie 1989 roku i podział Niemiec jaki się dokonał poprzez powstanie tego, teraz już, symbolu.

Moją uwagę zwrócił wątek choroby Alzheimera. Jak trudna jest to przypadłość, nie tylko dla chorego, ale i dla jego rodziny. Utrata pamięci i nierozpoznawanie bliskich, zaburzenia kontaktu z otaczającą rzeczywistością może przerażać. Opisywane sytuacje skłaniają do przemyśleń.

A zakończenie? Myślę, że wielu czytelników może się go domyśleć. Choć ja obstawiałam trochę inne. Ale to wcale nie zepsuło mi przyjemności czytania.

Czy ta książka ma jakieś minusy? 
Ja znalazłam jeden. W tej powieści bardzo duże znaczenie mają znaczki pocztowe. I, w moim odczuciu, to one powinny być na okładce. A nie jakaś waliza. 

Uważam tę książkę za jedną z lepszych na półce " historie rodzinne z tajemnicą i wojną w tle". Była i rodzina ze swoimi tajemnicami, była i dobrze oddana rzeczywistość wojenna, były wątki edukacyjne, była rozbudzona do maksimum ciekawość i interesujące zakończenie.
Czyli mieszanka doskonała.

Polecam.

środa, 5 grudnia 2018

Dziedzictwo. Grzegorz Gołębiowski

TYTUŁ: Dziedzictwo
AUTOR: Grzegorz Gołębiowski
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Novae Res
GATUNEK: kryminał
STRON: 292
Data premiery: 15 listopada 2018

Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae Res



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Dziś kolejne spotkanie z nowo odkrytym przeze mnie autorem, Grzegorzem Gołębiowskim.
I następne mogę zaliczyć do udanych.

Przypomnę tylko, że jest to druga część przygód Adam Floriańskiego, genealoga, który poszukuje przodków na zlecenie zainteresowanych rodzin. O wcześniejszych perypetiach możemy poczytać w książce "Cień przeszłości".
Dodam też, że "Dziedzictwo" to druga pozycja z poza kręgu zawodowego autora. Pan Grzegorz jest, bowiem, ekonomistą i nauczycielem akademickim i ma swoim koncie kilka książek związanych z wykonywanym zawodem.

W tej pozycji mamy kilka ciekawych wątków, które zwróciły uwagę i skłoniły mnie do zastanowienia.
Bogaty Amerykanin zleca Floriańskiemu odszukanie swoich przodków. Adam przegląda księgi parafialne. Czy to, co tam znajdzie zadowoli zleceniodawcę?
Czy odnalezione ciało znanego blogera ma związek z wpisami na jego blogu? Czy jest to śmierć samobójcza czy może komuś nie spodobał się któryś post?
Czy politycy zorientowani na sukces za wszelką cenę gotowi są na wszystko? 

I w końcu: czy te wszystkie sprawy mają ze sobą coś wspólnego? 
Jak zakończy się to całe zamieszanie?

Mnie czytało się bardzo dobrze. Autor tak poprowadził fabułę, że moje pomysły i domysły na zakończenie tej historii wprost mnożyły się jak grzyby po deszczu. Czyli poziom zaciekawienia był  na najwyższym poziomie.
Przyznam się szczerze, że nie lubię polityki i unikam jej jak tylko mogę. I w związku z tym, trochę sceptycznie podeszłam do osoby polityka w roli głównej. Ale, jak się okazało, moje obawy były bezpodstawne. Autor tym zabiegiem spowodował u mnie mnóstwo pytań i wiele chwil zastanowienia. Nad osobami, które mają wpływ na nasze życie, nad motywami, którymi się kierują  i nad ich kręgosłupem moralnym.

I po raz kolejny temat odkrywania tajemnic z przeszłości mnie zaintrygował. 
To poznawać sekrety rodzinne czy nie? 
I czy raz odkryte zmienią naszą przyszłość czy pozostawią bez zmian?

I tu, podobnie jak w poprzedniej części z Floriańskim, z ciekawością poczytałam o tajnikach pracy genealoga. Te księgi parafialne okazują się niezmiernie ciekawą lekturą...

Podsumowując:  Interesująca tematyka przedstawiona w ciekawy sposób.

Polecam! I chętnie spotkam się jeszcze z tym sympatycznym genealogiem.

niedziela, 18 listopada 2018

Cień przeszłości. Grzegorz Gołębiowski

TYTUŁ: Cień przeszłości.
AUTOR: Grzegorz Gołębiowski
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Novae Res
GATUNEK: kryminał
STRON: 272
Data premiery: 10 stycznia 2018

Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae Res

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Po książkę sięgnęłam, kiedy przeczytałam, że łączy dwie tematyki, które uwielbiam: druga wojna światowa i tajemnice rodzinne. Jeśli do tego dołożymy jeszcze polskiego autora, to nie mogłam przejść obojętnie obok tej powieści.
Ale kim jest Grzegorz Gołębiowski? Szczerze przyznam, że nie spotkałam się z tym nazwiskiem wcześniej.
Z informacji znalezionych w sieci dowiedziałam się, że autor to doktor nauk ekonomicznych i nauczyciel akademicki. W swoim dorobku naukowym ma już kilka książek, jak np. "Analiza wartości przedsiębiorstwa" czy "Analiza finansowa w teorii i praktyce". Skąd też pomysł na kryminał? Ano stąd, że autor interesuje się genealogią i historią. Tyle słowem wstępu, które jest istotne w lepszym zrozumieniu tej książki.

Głównym bohaterem jest Adam Floriański, genealog, który zajmuję się odszukiwaniem korzeni rodzinnych na życzenie członków familii. Kiedy wchodzi w posiadanie pewnej tajemniczej walizki, to wpada w wir wydarzeń, których zupełnie się nie spodziewa.
Nie mogę więcej napisać. To jedna z tych książek, których nie da się streścić bądź opowiedzieć fabuły nie zdradzając istotnych wątków.
Napiszę tylko o tym, co zwróciło moja uwagę lub szczególnie przypadło mi do gustu.

Przyznam szczerze, że miałam obiekcje zanim zaczęłam czytać. Finansista pisze kryminał? No nie wiem... Ale z drugiej strony to nie debiut. Autor ma swoim koncie już kilka publikacji. Ciekawa byłam bardzo jaka sobie poradzi na zupełnie innym gruncie.

Genealogia i genealog, który jest głównym bohaterem. Tego jeszcze nie było. Przynajmniej w mojej czytelniczej historii. I tu ciekawość moja była bardzo rozbudzona. Z wielkim zainteresowaniem czytałam o tej dziedzinie nauki. Przeglądanie ksiąg kościelnych, wizyty na cmentarzach, przeglądanie archiwum i wiele innych ciekawostek z życia genealoga. Mnie podobała się to, że autor nie zamęczał szczegółami czytelnika. Przedstawił to wszystko w taki sposób, że moja ciekawość kazała doczytać mi szczegóły w necie.

Akcja dzieje się dwutorowo: współcześnie i w czasie drugiej wojny światowej. I to też lubię. Autorowi udało się wzbudzić moje zainteresowanie i świetnie połączyć oba wątki.

Historia Dolnego Śląska i związanych z nim tajemnic rozpala już kolejne pokolenia. Jakieś ukryte skarby i niewyjaśnione tajemnice powodują, że na tamte tereny zjeżdżają ludzie żądni przygód. I tu też, podobnie jak w temacie genealogii, autor nie odkrył wszystkich kart, dając czytelnikowi impuls do własnych poszukiwań. 

Moją uwagę zwrócił też watek dotyczący cyberbezpieczeństwa i działalności w sieci w ogóle. Temat zabezpieczeń, haseł, włamań na różne konta i całej tej współczesnej technologii, o której na co dzień nie myślimy. I bez której, mam wrażenie, nie potrafimy już żyć. Ciekawe...

Podsumowując: bohater o ciekawej profesji, akcja, które dzieje się dwutorowo i rozbudza ciekawość, tajemnice nie tylko rodzinne, ale i Dolnego Śląska, akcja, która zmienia się jak w kalejdoskopie i temat cyberbezpieczeństwa, który dotyczy każdego we współczesnym świecie.
Czyli jednym słowem: 

POLECAM!

PS. O przygodach Adam Floriańskiego i kolejnych jego przygodach związanych z genealogią można przeczytać w kolejnej książce autora: "Dziedzictwo" wydanej w listopadzie 2018 roku przez Wydawnictwo Novae Res. 

niedziela, 21 października 2018

Randka. Louise Jensen

TYTUŁ: Randka
AUTOR: Louise Jensen
WYDAWNICTWO: Burda Publishing Polska
GATUNEK: thriller
STRON: 368
Data premiery: 17 października 2018



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



To moje trzecie spotkanie z autorką i kolejne udane.
Za mną już "Prezent" i "Surogatka". "Siostra" czeka już na czytniku.
I wraz z tą książką Jensen dołącza do moich ulubionych autorów.
Choć z jej książkami mam problem: trudno napisać cokolwiek o fabule, by nie zdradzić istotnych faktów. I nie zepsuć frajdy potencjalnemu czytelnikowi.

Z tego powodu napiszę dziś w żołnierskim skrócie.

Napięcie zbudowane idealnie. I ciekawość rozbudzona do czerwoności.

Tajemnice rodzinne, które kładą się cieniem na przyszłość. Odkrywane przez autorką po maleńkim kawałku powodują gonitwę myśli.

Autorka zwróciła moją uwagę na dwie choroby:  prozopagnozję - niezdolność do rozpoznawania rysów twarzy.  I stwardnienie zanikowe boczne - chorobę nieuleczalną. Informacje zostały podane w takiej ilości i w taki sposób, że moja wyobraźnia szalała. 

Zaskakujące zwroty akcji, które powodowały u mnie przyspieszone bicie serca.

Niepokojący i tajemniczy klimat, który tylko napędzał myśli.

Książka mnie zostawiła z mnóstwem pytań.  I żadnych odpowiedzi. I wciąż o niej myślę. A to bardzo lubię.

Zakończenie, którego się nie spodziewałam. Choć podejrzanych osób miałam kilka.

I to wszystko, co wyżej napisałam, zmierza do jednego : POLECAM!


czwartek, 1 lutego 2018

Szepty i tajemnice. Tom 1. Agnieszka Janiszewska

TYTUŁSzepty i tajemnice. Tom 1.
AUTOR: Agnieszka Janiszewska
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: powieść 
STRON: 508

Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae Res


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek





To jedna z tych książek, którym trzeba dać drugą szansę. Nie pamiętam już dlaczego przerwałam czytanie i nie wróciłam do niej. Przeleżała na półce. I teraz żałuję.
Początek książki przypomina trochę klimat "Nocy i dni" Marii Dąbrowskiej. Podobny okres, uroczy dworek, ciężka praca na roli, huczne zabawy w karnawale. Tylko Barbara Niechcic niepodobna zupełnie do Marty Matzer...

Początek XX wieku. Marta z córką Basią mieszkają w Zaborowie. Mąż Joachim pracuje w Warszawie i często odwiedza żonę. Obowiązki zawodowe jako lekarza nie pozwalają mu mieszkać poza stolicą. Razem z panem doktorem mieszkają też jego dwaj synowie z pierwszego małżeństwa: Robert i Jan. Pierwsza żona Joachima porzuciła rodzinę i wraz z maleńką córką Alicją wyjechała do Paryża.
Tak w skrócie można przestawić bohaterów tej powieści.

Życie płynie, dzieci rosną...
Alicja w Paryżu wyrasta na piękną i utalentowana pannę. I ku zgorszeniu polskiej części rodziny mieszka i utrzymuje się sama. Daje koncerty i udziela lekcji gry na fortepianie.
Robert wyjeżdża do Zurychu na studia medyczne.
Jan zostaje w Warszawie i podejmuje studia techniczne.
Barbara zostaje w Zaborowie i wraz z matką zarządzają majątkiem i jednocześnie ciężko pracują.
I ta czwórka dzieciaków spotyka się latem w majątku Marty.
Ale, gdy bracia przyjeżdżają do macochy na letni wypoczynek po zakończonym semestrze  przywożąc ze sobą swego kumpla Olafa Lityńskiego, to okazuje się, że krew nie woda, a hormonów nie da się tak łatwo okiełznać... A jak jeszcze do tego dołożymy zagubiony liścik miłosny, ukradkowe spotkania w lesie, szepczącą po katach służbę i szwajcarskiego przystojniaka, to katastrofa gotowa.
I trzeba będzie ponieść konsekwencje swoich czynów...
I jak w każdej rodzinie pojawiają się jakieś tajemnice, niedomówienia i przemilczenia.

A czas płynie...

Basia wychodzi za mąż, rodzi dzieci.
Robert się żeni.
Ala wychodzi za mąż w Paryżu, rodzina się powiększa. I pewnego dnia nadciąga tragedia.
Jan robi karierę.

A Basia napisze w swym pamiętniku: "Nie będę już narzekać".

Autorce kilka razy udało się wycisnąć mi łzy z oczu: kiedy Basia rodziła, kiedy Ala poniosła największa stratę w życiu, kiedy Nicole opowiadała o swoich przejściach, kiedy opisała  pierwszą wojnę światową.

Aż nastaje rok 1914 i świat ogarnia szaleństwo.
Rządy ogłaszają mobilizację i mężczyźni wyruszają na front.
Żołnierze walczą, kobiety samotnie wyczekują ich powrotu.

To tyle, jeśli chodzi o fabułę.

Wspaniała saga rodzinna z historią w tle. 
Mogę pisać o niej tylko w samych superlatywach;
Pięknie opowiedziana, dopracowana w szczegółach, wciągająca, z wielowymiarowymi bohaterami, interesująco pokazane relacje rodzinne, zaskakujące zwroty akcji, wzruszająco opisane dramatyczne wydarzenia, ciekawie przemycona lekcja historii, rewelacyjnie oddany klimat majątku ziemiańskiego Zaborów jak i tętniącego życiem artystycznym i naukowym Paryża. I choć może momentami wydawać się "zbyt tkliwa", to mnie to wcale nie przeszkadzało. Trudne to było czasy i nie mnie oceniać bohaterów.
Aż prosi się o ekranizację!

Jak bardzo się cieszę, że mam w zasięgu ręki już drugi tom tej rodzinnej kroniki obok siebie.
Zaraz biorę się za czytanie. Książka skończyła wraz z końcem pierwszej wojny światowej. I teraz jestem ciekawa jak odnajdą się nasi bohaterowie w nowej, powojennej, rzeczywistości.

Polecam z całego serca.

"(...) takie tajemnice zaczynają w końcu szeptać".

PS. Pamiętaj o chusteczkach.

Kruchy lód. Krzysztof Bochus

    TYTUŁ :   Kruchy lód AUTOR :  Krzysztof Bochus  WYDAWNICTWO : Skarpa Warszawska GATUNEK:  kryminał STRON : 368 DATA PREMIERY:  13 marca ...