Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wieś. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wieś. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 sierpnia 2023

Chłopki. Opowieść o naszych babkach. Joanna Kuciel-Frydryszak

 

TYTUŁ: Chłopki. Opowieść o naszych babkach.
AUTOR: Joanna Kuciel-Frydryszak
WYDAWNICTWO: Marginesy
GATUNEK: reportaż 
STRON: 496
DATA PREMIERY: 17 maja 2023

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



To jest wyjątkowy wpis. Niezwykły, bo pięćsetny. Tak, to już po raz pięćsetny raz piszę na blogu odkąd go założyłam, czyli od 2017 roku. Miałam ponad 6 tygodniowy urlop od bloga, aby odpocząć i przemyśleć kilka spraw. I chciałam jednocześnie, aby opisywana książka była wyjątkowa z tak szczególnej okazji, jakim jest półtysięczny wpis. I trafiłam na książkę, która ma szansę na Książkę Roku.

Chłopki to połączenie dwóch moich fascynacji literackich, tzn. reportażu i książek z szeroko rozumianego nurtu wiejskiego. Książka ta dla mnie jest szczególna, gdyż wiele z opisywanych zdarzeń pamiętam z dzieciństwa na wsi oraz fakt, że w dorosłym życiu postanowiłam świadomie porzucić miasto i wieść życie wśród pól i łąk. Choć z widokiem na miasto.

To moje pierwsze spotkanie z autorką i od razu bardzo udane. Pani Joanna wykonała kawał dobrej roboty, którą widziałam i czułam na każdej przeczytanej stronie. Poruszyła tak wiele tematów, że aż czasami musiałam robić przerwy, aby wiele spraw przemyśleć. Od porodu z akuszerką, wychowania i śmiertelności dzieci, edukacji, higieny, gotowania, żywienia, chorób, ciężkiej pracy w polu, pracy w ogrodzie, stosunkom rodzinnym, małżeństwu, zwyczajom, kulturze i zmianom, jakie zachodziły na przestrzeni lat. Nie będę tu streszczać książki, ale uwierz mi, że niektóre fragmenty czytałam ze ściśniętym gardłem. Jak chociażby te, w których mowa jest o ilości ciąż, śmiertelności kobiet w połogu czy przeżywalności dzieci. Czytałam z przerażeniem i zaciekawieniem jednocześnie. I praktycznie przez cały czas czułam wdzięczność za to, że urodziłam się w drugiej połowie XX wieku w mieście. Serio. Pamiętam, że jako dziecko w każdą sobotę nosiłam wodę ze studni, aby babcia mogła ją zagrzać na kuchni węglowej i zrobić pranie. I odkąd zaczęłam tę lekturę, to za każdym razem, kiedy włączam pralkę, to o tym myślę. Że ja już nie muszę robić tego, co kobiety w mojej rodzinie na przestrzeni lat. Że mogłam wybrać sama sobie męża, a nie zostać żoną mężczyzny, którego wybrał mi ojciec. Że wspólnie z mężem zdecydowaliśmy o liczbie dzieci. Że mam sprzęty, które mnie wyręczają w wielu czynnościach, jak pranie czy zmywanie. Że mogę robić lub nie rzeczy, na które mam ochotę. Tak, ta książka wzbudziła u mnie wielkie poczucie wdzięczności za to, gdzie jestem i za to co mam. 

Wielkim plusem tej książki są zdjęcia ludzi i fotografię dokumentów. Dla mnie to bardzo ważna część reportażu. Polecam zwrócić też uwagę na przypisy i bibliografię. Imponujące. Po raz pierwszy czułam lekką zazdrość, że autorka mogła czytać dokumenty w postaci pamiętników czy wspomnień ludzi, o których pisała.

Ten reportaż ma szansę na Książkę Roku. Z kilku powodów. Za zmuszenie mnie do wielu refleksji, za emocje, które targają czytelnikiem podczas czytania, za zdjęcia, za bibliografię i przypisy, które dają obraz ogromu pracy, jaki wykonała autorka. Za wielki wkład w edukację miłośnika książek, jak było w moim przypadku, kiedy np. dowiedziałam się skąd wzięła się nazwa wychodka, na którego wszyscy mówili sławojka. Ale to już zostawię do osobistych poszukiwań w tekście.

Polecam. Do powolnego czytania i rozmyślań. Nie tylko chłopkom i nie tylko kobietom.

poniedziałek, 31 października 2022

Akuszerki. Sabina Jakubowska

 

TYTUŁAkuszerki
AUTOR: Sabina Jakubowska 
WYDAWNICTWO: Relacja 
GATUNEK: powieść polska
STRON: 704
DATA PREMIERY: 23 lutego 2022

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



I oto kolejna kandydatka do tytułu Książka Roku 2022!

Na początku zaznaczę, że nie lubię grubych książek. Dla mnie to takie powyżej 400 stron. Tę obserwowałam od dnia premiery, ale skutecznie odstraszała mnie liczba stron. Aż pojawiła się w bibliotece. I to był znak. Jestem zdania, że pewne książki same nas, czytelników, wybierają. I, mam wrażenie, że ta właśnie mnie wybrała. 

To, jak wskazuje tytuł, jest książka o akuszerkach. Tak myślałam, kiedy zaczynałam czytać. A po skończonej lekturze zmieniam zdanie. Ta książka jest o kobietach. O sile, która jest kobietą. O naturze, która jest kobietą. O historii, która jest kobietą. O kobietach, które... no właśnie co?

Nie będę streszczać fabuły. Napiszę tylko, że jest to książka, w której fabuła zaczyna się 1885 roku, a kończy w 1950. I przez te 65 lat śledzimy losy Franciszki, która zostaje akuszerką jak jej matka. Obie kobiety pomagają w narodzinach dzieci w świecie, gdzie dostęp do lekarza nie wygląda tak, jak obecnie. Oprócz losów samej Franciszki śledzimy losy jej rodziny, sąsiadów, znajomych i innych mieszkańców okolicznych wsi. Uprzedzę tylko, że w pewnym momencie, pewnie dla każdego innym, można pogubić się w tych wszystkich koligacjach i imionach. Zalecam wtedy zajrzeć na strony, na których autorka rozrysowała drzewo genealogiczne. Świetny pomysł, który ułatwia czytanie.

Wiele rzeczy zwróciło moją uwagę w trakcie czytania. Napiszę tylko o kilku z nich.

Społeczna rola kobiety w ciągu opisywanych lat. Różniła się ona diametralnie od obecnej. Praca na roli, opieka nad dziećmi, brak dostępu do opieki medycznej, duża liczba ciąż, mąż często, choć nie zawsze, pijak, brak możliwości samodzielnego zarobkowania i finansowe uzależnienie od męża. Mnóstwo tematów do przemyśleń. A w tym wszystkim wysuwa się rola kobiety-akuszerki, która ma możliwość zarabiania i jednocześnie pomagania kobietom. Z dużym zaciekawieniem czytałam o tym jak wyglądała praca akuszerki i jak się zmieniła na przestrzeni lat. Polecam zwrócić uwagę na temat higieny na wsi. Czasami trudne do uwierzenia.

Życie na wsi i transformacje, jakie zachodziły wraz ze zmianami polityczno-gospodarczymi. Dla mnie wieś z jej mentalnością i życiem codziennym przedstawiona jest rewelacyjnie. Ciężka praca na roli, duża śmiertelność rodzących, jak i dzieci, wesela i pogrzeby, rodzący się ruch ludowy i problemy dnia powszechnego. I do tego świetnie przemycona lekcja historii. Pożary, powodzie, wojny, zarazy, znane nazwiska i wydarzenia historyczne. Cokolwiek by się nie działo, praca na roli musi przebiegać bez zakłóceń. Czyli lekcja historii w pigułce.

I równie ważne jak sama historia jest sposób jej opowiedzenia. Dla mnie momentami trudne było do przebrnięcia ze względu na opisy sytuacji przedstawione z dużą wrażliwością i wyczuciem. Ciężko czytało się o śmierci w połogu czy to matki, czy dziecka. Tak samo jak o samobójstwie ciężarnej czy śmierci syna na wojnie. Autorka wykazała się dużą delikatnością, czym bardzo poruszała moją wrażliwość. A jakby jeszcze było mało, to język jakim opisuje niektóre sprawy czy sytuacje także chwyta za serce. Piękne opisy i porównania czy podkreślanie drobnych, acz istotnych rzeczy w życiu powodowały u mnie chwile zadumy. Ostatnie słowa umierającej, ostatnie spojrzenie w oczy, ciepło dotyku czy płacz noworodka. Aż ciężko się robi w trakcie czytania...

Po skończonej lekturze naszła mnie refleksja, że kobiety zawsze będą rodzić i nieważne czy śnieżyca, czy wojna. Ani zaraza, ani powódź nie zatrzymają tego procesu. Cykl narodzin i śmierci będzie trwał tak samo jak pory roku i czynności związane z pracą na roli.

I tak oto mam kolejną kandydatkę do tytułu Książki Roku.

Polecam.

sobota, 24 września 2022

Niepowinność. Paweł Radziszewski

 

 

TYTUŁ: Niepowinność
AUTOR: Paweł Radziszewski
WYDAWNICTWO: wydawnictwo Sine Qua Non
GATUNEK: polska literatura piękna
STRON: 416
DATA PREMIERY: 28 września 2022
 
Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



 
To druga książka tego autora. Debiut, który przeczytałam w kwietniu 2021 roku wprawił mnie w zachwyt, aż trudno było uwierzyć, że to pierwsza książka pisarza. Z niecierpliwością czekałam na kolejną. Premiera wersji papierowej, tak jak napisałam wyżej, będzie miała miejsce 28 września 2022 roku, ale dzięki #Legimi mam możliwość przeczytania jej wcześniej. I tak po raz kolejny, Pan Radziszewski zburzył moją kolejkę do czytania.

Już w trakcie czytania myślałam sobie, że to będzie wielka gratka dla tych wszystkich czytelników, którzy pamiętają opisywane zdarzenia. A chodzi dokładnie o działalność PGR-ów, czyli Państwowych Gospodarstw Rolnych w PRL. Należę do pokolenia, które pamięta działalność tych pomysłów socjalistycznych. Autor umieścił, właśnie tam, akcję swojej powieści. Poznajemy ludzi i małą miejscowość na granicy mazursko-podlaskiej. Możemy spojrzeć na fabułę z różnych punktów widzenia. Po mamy opowieść dzieciaka, dyrektora, palacza, księgowej i jeszcze kilku osób. Są też różne poziomy czasowe. Czas, kiedy byli pracownicy PGR-u, a nie było zwierząt. Czas, kiedy były zwierzęta, a nie było gdzie mieszkać. Czas, gdy było gdzie mieszkać, a nie było pracy. Bardzo ciekawy zabieg literacki.

Rozdziały podzielone są jak piętra w bloku. A założenie jest takie, że na parterze mieszka palacz, a na ostatnim piętrze ma apartament dyrektor. Do tego wszystkiego są jeszcze piwnice, które mają więcej poziomów niż blok pięter. Nie mogę napisać nic więcej, bo podróżowanie po tych piętrach to jedna wielka radocha, której nie chcę zepsuć.

W moim odczuciu nie należy tej powieści brać dosłownie. Dla mnie jest to powieść alegoryczna. Blok, piętra, piwnice, bycie kimś, bycie nikim, to tylko pewien psikus literacki, który ma nas skłonić do przemyśleń. Określenie, które pada wiele razy w tej książce to „szarzy ludzie”. Co ono oznacza? A co znaczy bycie kimś? A co to znaczy, jeśli ktoś chce być nikim? Czy musimy być niewolnikami oczekiwań innych? Czy musimy godzić się na role społeczne, w które chcą nas wtłoczyć inni?

Bardzo przypadła mi do gustu kreacja bohaterów. Dyrektor, który przybył nie wiadomo skąd i pije z palaczem w piwnicy. Palacz, który jest bibliotekarzem. Matka Marzeny, która kupuje alkohol w Pewexie w innej miejscowości, aby nikt nie pomyślał, że pije. Seweryn, dyrektorski syn, który chce być jak ojciec. Jacek, który chce życia zupełnie innego niż tata. I ona, królowa fabuły, przynajmniej dla mnie, czyli księgowa. Czytałam z niedowierzaniem, uśmiechem i zazdrością dla kreatywności i zaradności tej kobiety. Dla mnie zdecydowanie postać, która zasługuje na szczególną uwagę. Tak samo jak motyw dworu, który mieścił się obok PGR-u. I wątek szarych ludzi, którzy mieszkają w piwnicach. Polecam te motywy szczególnej uwadze.

Jest jeszcze wiele innych tematów, które są poruszone w tej lekturze, które warto by zaznaczyć. Ale pozostawiam je do samodzielnych poszukiwań.

Tylko zakończenie jest zupełnie inne niż się spodziewałam. Poczułam lekkie rozczarowanie. Ale im więcej czasu upływa, od kiedy skończyłam czytać, to coraz częściej zastanawiam się „co autor miał na myśli", jak mawiała moja polonistka. Muszę to zakończenie chyba jeszcze „przetrawić".

O debiucie autora pisałam tak: I, jeśli do tego dodamy plastyczny język i cudowną wrażliwość, która wraz z godnym pozazdroszczenia zmysłem obserwacji tworzą opowieść, której nie da się czytać bez ołówka w ręku. Wybrane zdania są jak petardy, zostawiają czytelnika z otwartą buzią. I tak jest teraz. Niektóre fragmenty czytałam po kilka razy.

Panie Pawle! Po raz kolejny kłaniam się nisko! Jestem zachwycona i czekam na kolejną książkę.

Polecam!
 
PS Okładka dopiero po skończonej lekturze okazuje się być idealna! I genialna jednocześnie.

#czytamzlegimi

sobota, 10 kwietnia 2021

Pomiędzy. Paweł Radziszewski

 

TYTUŁ: Pomiędzy
AUTOR: Paweł Radziszewski
WYDAWNICTWO: Sine Qua Non
GATUNEK: literatura piękna
STRON: 304
DATA PREMIERY: 7 kwietnia 2021 


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Lubię sięgać po debiuty, szczególnie polskie. Ale w tym wypadku to mam wrażenie, że wydawnictwo i autor chyba wkręcają czytelnika. Dlaczego? Bo już od pierwszych stron trudno uwierzyć, że to debiut! 
Mój wzrok przyciągnęła okładka. Rewelacyjna, szczególnie kiedy zna się już treść książki.
Na okładce polecajki dwojga polskich autorów, których książki znam i cenię ich twórczość: Joanny Bator i Łukasza Orbitowskiego. I to zdanie, które mnie zauroczyło:
Czasami dzieją się cuda, które nie są ani dobre, ani złe, tylko takie POMIĘDZY. 

Powtórzę to jeszcze raz: trudno uwierzyć, że to debiut!

Lubię sięgać po książki, które można zaliczyć do nurtu literatury wiejskiej. Za mną już książki Jakuba Małeckiego, Wioletty Grzegorzewskiej, Maciej Płazy czy Andrzeja Muszyńskiego. Sama mieszkam na wsi. Uwielbiam te zapachy i smaki. Oraz widoki. Ten powolny rytm, cykliczność czynności, ciszę i spokój. Kocham zwierzęta i budzącą się co roku przyrodę.
Dlatego pokochałam od pierwszych stron tę książkę. Tu jest wszystko, co lubię. Przyroda, która nadaje rytm, proste czynności, których powtarzalność jest nieuchronna, ciepło bijące od zwierząt, społeczność wiejska, która ma swoje zwyczaje i przyzwyczajenia, ludzkie namiętności niezmienne od lat oraz niezwykły obraz i niedźwiedź rąbiący drewno. A wszystko podane w takich proporcjach i takim językiem, że ta historia jest jak samoukładajce się puzzle. I nawet wulgaryzmy, których nie lubię w literaturze, wcale mi nie przeszkadzały.  

Tutaj jest tyle wątków, że trudno wymienić wszystkie. Jest o emocjach, ludziach, namiętnościach, przyrodzie, Cyganach, Ameryce, Niemcu, protestancie, nieślubnym dziecku, cudownym obrazie, wierze, miłości i śmierci. 
I piękne słowo: MELIORACJA. Polecam uwadze.
I jeśli do tego dodamy plastyczny język i cudowną wrażliwość, która wraz z godnym pozazdroszczenia zmysłem obserwacji tworzą opowieść, której nie da się czytać bez ołówka w ręku, to mamy rewelacyjny debiut, którego nie można przegapić.

A jak poczułam, że to świetna powieść? Bo już w trakcie czytania miałam ochotę podkreślać te cudne zdania-petardy. Bo jeszcze nie skończyłam czytać, a już mi się same zdania układały w głowie, które chcę napisać w swojej opinii. W przerwach pomiędzy jednym rozdziałem a drugim cały czas myślałam o tej powieści. Nie mogłam przestać jej roztrząsać. I w trakcie czytania cały czas miałam jednak nadzieję, że ta powieść szybko się nie skończy.

Ta książka to przykład na to, że jednak czytnik, który kocham bez zastrzeżeń, ma jednak wady. Nie mogłam podkreślać ołówkiem tych zdań, które chwytały mnie za serce. To powieść, którą trzeba mieć na półce z własnymi znacznikami.

Panie Pawle! Wielkie brawa! 
Zanurzyłam się w tę powieść jak we mgłę. Dałam się jej otulić i nie chciałam wracać do pandemicznej rzeczywistości. Niewiele by brakło, aby rodzina została by bez posiłków. 
Czekam na kolejną powieść!
Polecam!

PS. I proszę Autora o wybaczenie, ale las na bagnach i błoto zawsze kojarzyło mi się z filmem Shrek. Od dzisiaj już to się zmienia. Nie mogłam nie zauważyć podobieństwa.

poniedziałek, 17 lutego 2020

Strupki. Paulina Jóźwik

TYTUŁ: Strupki
AUTOR: Paulina Jóźwik
WYDAWNICTWO: Znak Literanova
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 256
DATA PREMIERY: 9 grudnia 2019

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Są takie chwile w moim czytelniczym życiu, że cokolwiek bym nie napisała o przeczytanej książce, to i tak będzie mało. A z pewnością banalnie. I ten debiut do takich należy. Jeśli tak pięknie można zaczynać swoją pisarską drogę, to ja już robię miejsce na półce na kolejne książki tej pani.
O czym jest ta powieść? O Życiu. Takim przez duże Ż. O dwóch dziewczynkach wychowanych przez babcię na polskiej wsi. Opuszczonych przez ojca, który wyjechał za granicę za pracą. O matce, która zginęła nagle. O tajemnicach rodzinnych. O codzienności na wsi. Pierwszych miłościach i pierwszych spotkaniach ze śmiercią. O marzeniach i obowiązkach. O pamięci i o zapominaniu. O tradycjach i postępie. Czyli o wszystkim, co nas otacza.

Czytelnicy, którzy mają wspomnienia podobne do bohaterek, czyli chociaż wakacje na wsi, znajdą w tej powieści przyczynę do wspomnień. A ci, którzy nie doświadczyli wiejskich wakacji, będą mogli poznać tą wieś nie taką sielsko-anielską, tylko taką jak wyglądała ona co dzień.

Opowieść snuje się dwutorowo. Pola, to ta z sióstr, która wyjechała na studia i opuściła rodzinne strony. Teraz wraca na pogrzeb ukochanej babci. Irena, która została i opiekowała się chorą staruszką czeka na siostrę. Pogrzeb i spotkanie ze znajomymi staje się powodem do wspomnień. I w ten sposób poznajemy losy obu sióstr. Po drodze wychodzą jeszcze tajemnice rodzinne, skrywane zdjęcia, niedopowiedzenia i wuj, o którym nikt nie chce mówić.

I choć sama historia jest jak wiele podobnych, to jednak jej sposób opowiedzenia jest tak przejmujący i nostalgiczny, że nie chciałam, żeby ta książka się skończyła. Autorka przedstawia tę historię w sposób niesamowicie empatyczny i z dużą wrażliwością. Zwraca uwagę na pewne szczegóły otaczającej nas rzeczywistości, na które w codziennym biegu nie mamy czasu spojrzeć. I jeśli do tego dołożymy poetyckie porównania i plastyczny język, to mamy niesłychanie ciepłą i czułą powieść, od której ciężko się oderwać. Ja spędziłam z nią deszczową niedzielę. I byłam zła, że skończyłam czytać.

Mnie jeden aspekt tej książki przyciągnął szczególnie. To temat pamięci. I zapominania. Polecam szczególnej uwadze.

W końcu zapomniała wszystko.
Ubywanie pamięci to ubywanie życia.

Wchodzę w pamięć jak w pokutę. Szukam, łączę strzępy i buduję z nich powieść.

I dopiero ta książka uzmysłowiła mi, że czytnik ma jednak jakąś wadę. Nie można wziąć ołówka i pozaznaczać tych wszystkich pięknych fragmentów. Choć czytnik ma oczywiście taką funkcję. Ale to już nie to samo.
Muszę mieć swoją wersję papierową na półce.

Polecam.

Zdjęcie autorskie w labiryncie książek

sobota, 6 października 2018

Dobra-noc. Sabina Waszut

TYTUŁ: Dobra-noc
AUTOR: Sabina Waszut
WYDAWNICTWO: Muza SA
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 320
Data premiery: 3 października 2018

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek





Od kilku lat obserwuję powrót w literaturze do tematyki wiejskiej. Niekoniecznie radosnej i wychwalającej życie poza miastem. Raczej nostalgicznej i skłaniającej do myślenia. Kilka książek z tej tematyki już za mną: "Rdza" i "Dygot" Jakuba Małeckiego, "Guguły" Wioletty Grzegorzewskiej, "Skoruń" Macieja Płazy czy "Sońka" Ignacego Karpowicza. Wiele jeszcze przede mną: Wiesław Myśliwski, Olga Tokarczuk, czy "Konopielka" Edwarda Redlińskiego.  

To jest moje pierwsze spotkanie z autorką. I od razu bardzo udane. Miałam tylko przeczytać kilkanaście stron, a już po kilku przepadłam. Od samego początku autorka zaskakuje i intryguje. Pochłonęłam tę książkę w jeden wieczór. To raczej często się nie zdarza...

Waszut opowiada nam historię Krysi, dziewczynki ze wsi Dobra. Siódmej córki państwa Pecynów. Jest rok 1934 roku, okolice Częstochowy. Jak wieść gminna niesie: siódma córka będzie zmorą. 
Dziewczynka dorasta w izolacji od mieszkańców i w poczuciu bycia tą złą i gorszą. Ale wszystko do czasu... Tak w skrócie przedstawia się fabuła.

Powieść ta porusza wiele tematów. O których, przynajmniej ja, czytałam z zaciekawieniem i nostalgią. 
Wierzenia i zabobony wiejskie jako źródło wykluczenia ze społeczności wsi.
A z drugiej strony silna wiara i obowiązkowe, coniedzielne, wizyty w kościele.
Tradycja jako święte prawo każdego i jednoczesny strach przed nowoczesnością.  Fotograf czy elektryfikacja wsi jak źródło obaw i leków.
Znachorki, babki, felczerzy i tylko oni: strażnicy zdrowia i życia na wsi. Szpital w mieście to miejsce z którego się nie wraca. 
Dysputa międzypokoleniowa. Młodzi, jak nasza bohaterka, nie chcą wracać do przeszłości. Chcą się bawić i poznawać świat.
Stosunki panujące na wsi. Jesteś inna, to jesteś gorsza. Inność powoduje bycie izolowanym od reszty społeczności.
Relacje rodzinne. Matka Krysi nie może pogodzić się z siódmą córką. Popada w chorobę. Ojciec kocha najmocniej. Niezrozumienie i osamotnienie Krysi obudziło we mnie złość.
Tajemnice z przeszłości odkryte niespodziewanie burzą spokój wśród mieszkańców.  Zmienia się pogląd na wiele spraw. Wojna i jej okropności wracają z podwójną siłą.

Autorce świetnie udało się oddać klimat wsi przedwojennej, jak i powojennej. Ciężka praca, opieka nad zwierzętami, życie zgodnie z naturą, pogodzenie z losem i jednocześnie strach przed nowoczesnością, kultywowanie tradycji z jednej strony, a wiara w zabobony z drugiej. 
I do tego wszystko opowiedziane pięknym językiem. Spokojnie, bez pośpiechu i bez  epatowania powagą.  Pani autorce udało się sprawnie wpleść w opowieść wiele mądrości życiowych, ciekawych informacji, zaskakujących wniosków i uroczych powiedzonek. 
Podczas czytania przed oczami stawała mi moja śp. Babcia. Znała wiele porzekadeł i mądrości ludowych i na każdą okazję miała jakieś przysłowie albo aforyzm.  Tak mi się tylko skojarzyło...

A zakończenie? Innego się spodziewałam.
A okładka? Świetna i przyciąga uwagę.
Wnioski po przeczytaniu? Minęło pół wieku od opisywanych zdarzeń, a życie, szczególnie  kobiet, zmieniło się diametralnie. Nie będę już narzekać... 

Polecam.
Ja nie mogłam się oderwać.
I ciągle o niej myślę.
I z pewnością sięgnę po kolejne książki autorki.

wtorek, 19 września 2017

Łąka umarłych. Marcin Pilis

TYTUŁ: Łąka umarłych
AUTOR: Marcin Pilis
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Sol
GATUNEK: Literatura współczesna
STRON:  383
Zdjęcie autorskie 


Lubisz być zaskakiwany? Szukasz książek, które wprowadzą Cię w osłupienie?
Jeśli tak, to znalazłeś książkę, które spełni oba powyższe kryteria.
Ja, przynajmniej, jest w szoku.
Przecież temat Holocaustu zgłębiam od lat.
Ale tę książkę mogę określić jako: mocną.


To jedna z tych pozycji o których trudno coś napisać i nie zdradzić istotnych wątków fabuły.
Akcja dzieje się w trzech płaszczyznach czasowych:
1996 rok, kiedy do wsi Wielkie Lipy przyjeżdża były niemiecki żołnierz.
1970 rok,  kiedy to niczego nieświadomy krakowski student przybywa do tejże wioski.
1942 rok, kiedy to mają miejsce wydarzenia o których wielu chciałoby zapomnień.

To, że autorowi udało się te trzy wątki doskonale spleść, to wprawiło mnie w satysfakcjonujące zadziwienie.

Od pierwszych stron Pan Marcin mocno przykuł moją uwagę i bardzo trudno było odłożyć, choć na moment, tę książkę.

Moja ciekawość została rozbudzona w sposób maksymalny, a możliwe zakończenia przelatywały przez moją głowę niczym tabuny dzikich koni na prerii.

Postacie wykreowane tak, że z każdą przeczytaną stroną moja ocena bohaterów zmieniała się jak w kalejdoskopie.

Społeczność wiejska jako aktor zbiorowy na scenie wydarzeń ukazana dosadnie i ze świetną charakterystyką.

I w tle klasztor: tajemniczy, z bogatą historią, nierozerwalnie związany z okolicą.

A już sama atmosfera tajemnicy, niedomówień, półprawd i strachu jaka panowała we wsi, to dla mnie po prostu mistrzostwo świata. Ile razy przez moją głowę przewijały się myśli z prędkością światła, to tylko ja wiem: co się, kurna, stało w tej wsi? kto winien? dlaczego? o co chodzi? co oni ukrywają? ... 

Ale to tylko jedna strona medalu...

Dużej ciężej jest mi napisać o emocjach, które mi towarzyszyły podczas czytania.

Skąd bierze się tyle Zła w człowieku?
Czy wszystko można wybaczyć?
Czy wszystko można zapomnieć?
Czy istnieje coś takiego jak zbiorowa odpowiedzialność w obliczu tragedii?
Czy brak reakcji wobec okrucieństwa można usprawiedliwić ?
Czy bycie Polakiem wyklucza bycie Żydem?
Czy wojenne warunki tłumaczą każde zachowanie?
Czy każdą winę można odkupić?
Czy warto budzić demony przeszłości?

Mnóstwo pytań, niewiele odpowiedzi.

I gdzieś z tyłu głowy snują się słowa śp. prof. Władysława Bartoszewskiego:

"Warto być uczciwym, choć nie zawsze się to opłaca.
Opłaca się być nieuczciwym, ale nie warto".

"Warto być przyzwoitym".

Książka bardzo trudna. I bardzo potrzebna.
Wojna to nie tylko wielkie bitwy, daty i bohaterowie.
Wojna to także osobiste dramaty, trudne wybory i wydarzenia, które zostają w pamięci na zawsze.

Polecam wszystkim, którzy lubią zgłębiać książki o tematyce drugiej wojny światowej, ale jednocześnie zadumać się nad czytanymi stronami. Bo obok tej książki nie można przejść obojętnie. I nie można jej zapomnień.

Polecam.

PS. Jeśli jeszcze nie jesteś przekonany czy sięgnąć po tę książkę, to tylko dodam, że ląduje ona w moim TOP NAJ 2017! Z oceną 10/10.

Kruchy lód. Krzysztof Bochus

    TYTUŁ :   Kruchy lód AUTOR :  Krzysztof Bochus  WYDAWNICTWO : Skarpa Warszawska GATUNEK:  kryminał STRON : 368 DATA PREMIERY:  13 marca ...