poniedziałek, 3 sierpnia 2020

Dzieci żółtej gwiazdy. Mario Escobar

TYTUŁ: Dzieci żółtej gwiazdy
AUTOR:  Mario Escobar
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Kobiece 
GATUNEK: literatura piękna
STRON: 408
DATA PREMIERY: 20 maja 2020

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Dzieci żółtej gwiazdy to kolejna książka, po Kołysance z Auschwitz, hiszpańskiego autora, która poruszyła we mnie pewne struny i skłoniła do zastanowienia. I choć postacie chłopców są fikcyjne, to sama historia okupacji we Francji jest już na faktach.

Bracia Jakob i Moïse Stein zostają oddani pod opiekę ciotki, a rodzice wyruszają szukać bezpiecznego schronienia dla rodziny. Ale nastaje lipiec 1942 i dochodzi do obławy na Francuzów żydowskiego pochodzenia. Bracia zostają załapani i zamknięci wraz z tysiącami obywateli w tzw. Welodromie zimowym. Chłopcy wiedzą, a może bardziej czują, że aby przeżyć muszą uciekać. I tak właśnie robią. Uciekają. I właśnie o tym jest ta lektura: o uciecze dzieci przez okupowaną Francję. To taka książka drogi, gdzie nie najważniejszy jest cel, lecz sama podróż. 
Choć historia MOŻE wydać się banalna, to taka, w moim odczuciu, nie jest. Autor porusza w niej kilka ważnych spraw i poddaje do rozważań wiele kwestii.

Wojna widziana oczami dzieci. To zupełnie inne spojrzenie na otaczającą rzeczywistość. Chłopcy bardziej czują niż wiedzą. I nie widzą pewnych zagrożeń. Czasami brak doświadczenia życiowego staje się dla nich zagrożeniem. 

Bardzo ważnym wydarzeniem, o którym wspomina Escobar jest Obława Vel d’Hiv. Nazwa pochodzi od toru kolarskiego, w którym przetrzymywano przed wywózką Francuzów żydowskiego pochodzenia. Ten fragment historii jest tym bardziej bolesny, bo obławy nie dokonali naziści, lecz francuska policja. Chłopcom udaje się uciec. Ale większość z zatrzymanych Żydów nie miała aż tyle szczęścia...

Bracia trafiają do Le Chambon-sur-Ligion, niewielkiej miejscowości we Francji położonej w oddalonych od zawieruchy wojennej Alpach. Miejsce to stało się sławne po wojnie dzięki temu, że mieszkańcy uratowali życie wielu Żydom ukrywając ich po domach i innych zabudowaniach gospodarskich. Chociaż słowo wielu" to za mało powiedziane. Historycy szacują, że uratowanych osób mogło być od 3 do 5 tysięcy.
Autor, jak powiedział w jednym z wywiadów, chciał oddać hołd tej bohaterskiej społeczności, która z narażeniem życia niosła pomoc uciekinierom. I to był bardzo dobry pomysł, bo nie miałam pojęcia o tej miejscowości i wydarzeniach, jakie się tam odgrywały. Na końcu książki znajdują się zdjęcia z wizyty Escobara w Le Chambon-sur-Ligion oraz fotografie opisywanych postaci historycznych jak np. pastora Andre Trocme i jego żona Magdy. 
Myślę, że ważną informacją jest to, że w 1990 roku cała miasto zostało uhonorowane za swoje czyny w czasie wojny medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, medalem przyznawanym przez rząd Izraela wszystkim tym, którzy nieśli pomoc Żydom w czasie drugiej wojny światowej.

Dzieci przemierzają okupowaną Francję i spotykają wiele osób. I odnoszę wrażenie, że ten hiszpański pisarz chciał pokazać cały wachlarz ludzkich zachowań. Byli tacy, którzy chętnie by wydali chłopców w ręce Niemców, ale znaczna większość pomagała im z narażeniem własnego życia. Wojna jako sytuacja ekstremalna wyzwala w ludziach różne emocje, więc nie mnie oceniać. Sama się zastanawiałam co ja bym zrobiła... 

Autorowi udało się połączyć te kilka wątków i faktów w ciekawą powieść. 
Problem żydowskich i bezdomnych sierot czy też chwilowych sierot, którymi nie ma się kto zająć.
Obława Vel d’Hiv, która jest ciemną kartą historii Francji. 
Różne postawy i zachowania ludności cywilnej w trakcie wojny.
Zachowanie od zapomnienia bohaterskich czynów mieszkańców Le Chambon-sur-Ligion.
I do tego dobrze odmalowane tło historyczne.
Czego chcieć więcej?


Polecam.

PS. I na koniec słowa autora, które bardzo dobrze podsumowują całą książkę:

Dzieci żółtej gwiazdy to opowieść o tym, że zwykli ludzie mają moc, by zmieniać rzeczywistość.

W pewien sposób ci dwaj bracia są hołdem złożonym wszystkim tym, którym udało się uciec od bomb i z okrutnych szponów nazistów, ale nie tylko-również tym, którym się nie udało, którzy stracili niewinne życie z powodu nienasyconej nienawiści tamtych nieludzkich 
fanatyków.


                                                                    

czwartek, 30 lipca 2020

Śpiąca Nimfa. Ilaria Tuti

TYTUŁ: Śpiąca Nimfa
AUTOR: Ilaria Tuti
WYDAWNICTWO: Sonia Draga
GATUNEK: kryminał/thriller
STRON: 542
DATA PREMIERY: 10 czerwca 2020
CYKL Teresa Battaglia (tom 2)

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Ale to byłą uczta!
Jest to jeden z lepszych kryminałów, jakie ostatnio czytałam. Posiada wszystko, czego oczekuje od książki w tym gatunku. Te ponad 500 stron przemknęło nie wiadomo kiedy.
A co wpłynęło na moją ocenę?
Autorka tak prowadziła fabułę, że moja ciekawość była rozgrzana do czerwoności przez cały czas czytania.
Sam pomysł obrazu namalowanego krwią, który powstał przed 70 laty, jest co najmniej intrygujący.
Śledztwo, którego celem jest odnalezienie sprawcy/autora tego tajemniczego dzieła wydaje się bezsensownym, ale zapewniam Was, że tylko się tak wydaje…
Miejsce zdarzenia, czyli wioska położona w dolinie włoskich Alp opisana w bardzo plastyczny sposób. Dokładnie tak, jak społeczność ją zamieszkująca. Odcięta od świata naturalnymi warunkami przyrody wspólnota mieszkańców ze swoimi tajemnicami i zwyczajami wspaniale nadaje klimat tej powieści.
Prowadzący śledztwo: profilerka Teresa Battaglia i inspektor Massimo Marini wraz ze swoimi współpracownikami to bohaterowie nietuzinkowi ze sporym bagażem doświadczeń i tajemnic.
Oprócz samego śledztwa i ciekawie prowadzonej fabuły autorka bardzo zgrabnie wplotła wiele smaczków, które powodują, że od książki trudno się oderwać. Teresa zmaga się z nieuleczalną chorobą i ta walka przedstawiona jest bardzo zajmująco. Skłania do myślenia nad wartością zdrowia.
Massimio walczy z traumą z przeszłości oraz z problemami w teraźniejszości.
Temat mniejszości, jakim są Rezjanie, ich zwyczaje, tradycja oraz problemy, z jakimi się zmagają, autorka przedstawiła w taki sposób, że musiałam poszukać więcej informacji w internecie. Tak żem się zaciekawiła.

I do tego pradawne kulty, wierzenia, milczący od ponad pół wieku staruszek, niewidoma dziewczyna ze swoim psem, wkurzający komendant policji, podwładni niczym przyjaciele, traumy z dzieciństwa, obsesje i kłamstwa z przeszłości, dzieci, które przeżyły wojnę i do tego wspaniały język, którym jest to wszystko opisane. I jak wisienka na torcie: zakończenie! Takie jak lubię: zostawiające czytelnika z wyrazem zdziwienia i zaskoczenia na twarzy. I choć może się wydawać, że wszystkiego jest za dużo, to zapewniam, że Ilaria Tuti utkała z tych wszystkich wątków wspaniałą opowieść, o której szybko nie zapomnę.

Bardzo polecam. I każdą kolejną książkę tej autorki biorę w ciemno :) Po przeczytaniu dwóch jej książek zostaje fanką :)

sobota, 25 lipca 2020

Kwiaty nad piekłem. Ilaria Tuti

TYTUŁ: Kwiaty nad piekłem
AUTOR: Ilaria Tuti
WYDAWNICTWO: Sonia Draga
GATUNEK: kryminał/thriller
STRON: 352
DATA PREMIERY: 15 maja 2019
CYKL Teresa Battaglia (tom 1)

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie ksiażek


To moje pierwsze spotkanie z tą włoską pisarką. Zainteresowała mnie druga część cyklu pt.  Śpiąca nimfa, więc postanowiłam przeczytać najpierw debiut.
Już od pierwszych stron ta książka mnie wciągnęła. I z każdą przerzucaną stroną było coraz lepiej aż do zaskakującego finału tej historii. Z kryminałami/thrillerami mam problem. Jak o nich napisać, żeby nie zdradzić istotnych wątków fabuły? 

W małej alpejskiej wiosce zostają odnalezione zwłoki mężczyzny. Na miejsce przybywa profilerka Teresa Battaglia i inspektor Massimo Marini. A tymczasem pojawiają się kolejne trupy i brutalne napaści. Kto napada i morduje? Czy to jeden sprawca, czy kliku? Co łączy ofiary?
I wydawać się by mogło, że to kryminał jakich wiele, ale ja mówię: STOP. Poczytajcie co mnie zauroczyło w tej powieści, a potem przekonajcie się sami, że autorka swoim debiutem świetnie wkroczyła na rynek wydawniczy. I mam nadzieję, że w serca czytelników też.

Zagadki kryminalnej nie udało mi się rozwikłać. 
Napięcie i zaciekawienie nie odpuszczało od pierwszej do ostatniej strony.
Podsuwane przez autorkę tropy były powodem do poszukiwania różnych zakończeń.
Prowadzący śledztwo: profilerka Teresa Battaglia i inspektor Massimo Marini to ludzie z charakterem i tajemnicami z przeszłości. 
Osoba profilerki, która zmaga się z tajemniczą chorobą i własnym ciałem budzi wiele emocji.
Klimat małej górskiej miejscowości, która z racji położenia bywa odcięta od świata odmalowany rewelacyjnie. Aż czuło się ten podmuchy lodowatego wiatru na karku...
Społeczność jako bohater zbiorowy przedstawiony interesująco.
Rozwiązanie zagadki, która ma swoje korzenie w przeszłości okazało się zaskakujące i dało mi wiele do myślenia. Chciałbym w tym miejscu napisać więcej, ale... nie mogę.
Mnie przypadł także do gustu sposób, w jaki autorka przedstawiła tę historię. Plastyczny język i ciekawe porównania przekonały mnie, że mam z Tuti podobną wrażliwość, co z pewnością, przełożyło się na moje zadowolenie z lektury.

A po zakończeniu czytania od razu naszła mnie myśl: jak dobrze, że mam kolejną część tej serii już w domu. Czy może być lepsza rekomendacja dla książki?

Polecam :) 



wtorek, 7 lipca 2020

Miasto białych kart. Jose Saramago

TYTUŁ: Miasto białych kart
AUTOR:  Jose Saramago 
WYDAWNICTWO: Dom wydawniczy Rebis
GATUNEK: literatura piękna
STRON: 365
DATA PREMIERY: rok 2009 


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Po tę książkę sięgnęłam z kilku powodów. Rok 2020 to rok, w którym wszyscy żyją wyborami prezydenckimi. Są ważne i wywołują dużo emocji. Przynajmniej ja to tak odbieram.
Drugim powodem jest sama osoba autora. Saramago należy do ścisłej czołówki moich ulubionych autorów. Pierwsze nasze spotkanie odbyło się w Mieście ślepców i to od tej książki zaczęło się moje uwielbienie. Ale jednocześnie nie sięgam za często po powieści tego Noblisty. Ale o tym za chwile.
Ostatnim z powodów jest to, że nie lubię polityki w literaturze. Tak, nie lubię. Ale... O tym później.

Zarys fabuły jest prosty. W nienazwanym kraju, w mieście bez nazwy, odbywają się wybory. Deszczowa pogoda nie zachęca do wyjścia z domu. Jednak mieszkańcy mobilizują się i oddają głosy. Jakież jest zdziwienie komisji wyborczych, kiedy okazuje się, że 83% mieszkańców stolicy postanawia wrzucić do urny wyborczej białą kartę. I tym gestem wyrazić... no właśnie: co? Przy czym reszta kraju głosuje tak, jak w każdych innych wyborach oddając swój głos na określoną partię. Władze na początku są zdziwione, ale potem postanawiają opuścić miasto. I takimi oto słowami komentuje całą sytuację:

(...) oto to, co trzeba wykazać, dowieść im, ze niepohamowane głosowanie pustymi kartkami uczyniłoby system demokratyczny niemożliwym do rządzenia (...)

Saramago prowadzi fabułę, tak, że udaje mu się wpleść wiele refleksji i przemyśleń na różne tematy. Dotyczą one, chociażby prawa wyborczego, demokracji czy struktur władzy. Książkę czytałam powoli i w skupieniu naprawdę długo, bo wielokrotnie przystawałam i zastanawiałam się nad poruszanymi kwestiami. Bo, czy prawo wyborcze to obowiązek czy przywilej? Czy naród ma moc sprawczą? Co chce przekazać władzy oddając białe karty? Podczas czytania nasuwa się mnóstwo pytań. I niełatwo znaleźć odpowiedzi. I tu wrócę to kwestii, że nie lubię polityki w literaturze. Ale Saramago ma to Coś, co sprawia, że pomimo gorącego okresu wyborczego chciałam czytać tę książkę. Kiedy trwają spory polityczne w mediach, to ja zaczęłam się w trakcie tej lektury zastanawiać nad własnym prawem wyborczym. Np. czy mój głos jest istotny? Czy nieskorzystanie z prawa wyborczego, po tym, jak sufrażystki wywalczyły je dla kobiet ponad 100 lat temu nie jest wyrazem braku szacunku dla tych kobiet? A może jest brakiem szacunku dla siebie? A może dla władz? 
To jeden z powodów mojego zachwytu dla tego portugalskiego pisarza. Zmusza do refleksji i zadawania pytań, na które w codziennym pędzie nie mamy czasu sobie zadać.
Kolejnym z powodów mojego uwielbienia jest sposób zapisu powieści. Brak wydzielonych dialogów i bardzo rozbudowane zdania z początku mogą sprawiać trudność w czytaniu. Ale kiedy już się wpadnie w rytm", to płynnie się zgłębia fabułę. Zalecam cierpliwość. Ten rytm" przychodzi u każdego w innym momencie. 
I to, co lubię chyba najbardziej to plastyczny język i piękne zdanie, których po prostu nie sposób nie zaznaczać. Dlatego mam wszystkie książki Saramago na półce. Po prostu aż ołówek świerzbi, żeby podkreślać tego wszystkie cudowności.

(...) kto wie, czy świat nie byłby trochę bardziej znośny, gdybyśmy wiedzieli, w jaki sposób połączyć ze sobą kilka słów krążących luzem po okolicy (...)

Podsumowując: trudna i jednocześnie ciekawa tematyka powieści, wiele powodów do zastanowienia, specyficzny zapis bez wydzielonych dialogów i to wszystko podane plastycznym językiem. Za to uwielbiam twórczość portugalskiego noblisty. Choć mam jednocześnie świadomość, że jest to wymagająca lektura, która może się nie spodobać.

Polecam.

PS 1 Polecam przeczytać wcześniej wspomniane Miasto ślepców. W Mieście białych kart jest wiele nawiązań do tej książki.
PS 2 Kot na zdjęciu nie ma nic wspólnego z fabułą. Kiedy na chwilę opuściłam pokój to moja kotka położyła się obok książek i nie dała się ruszyć, więc jest na zdjęciu. Chyba ma parcie na szkło 😉




czwartek, 11 czerwca 2020

Czas białych nocy. Wiatr od wschodu. Maria Paszyńska

TYTUŁ: Czas białych nocy
AUTOR:  Maria Paszyńska
WYDAWNICTWO: Książnica
GATUNEK: powieść
STRON: 408
DATA PREMIERY:  3 czerwca 2020
Cykl: Wiatr ze wschodu (tom 1)



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Ustalmy na początku dwie kwestie.
Jestem fanką autorki. Seria Owoc grantu stoi na honorowym miejscu na moim regale. 
I trudno mi być obiektywną. Przyznaję się bez bicia.
Jestem niecierpliwcem. Już i natychmiast bym chciała wiedzieć, co i jak się potoczy w książce. Piszę o tym dlatego, żeby uprzedzić takich jak ja napaleńców, że pierwsza połowa książki jest bardzo spokojna i klimatyczna, a druga... nie pozwala odłożyć powieści ani na moment. Cierpliwości!

Historia Anastazji i Kazimierza zaczyna się jak romans osadzony w realiach początku wieku. Oboje piękni, młodzi i charakterni. Każdy ze swoim bagażem doświadczeń i marzeniami na przyszłość.
Ale czy napotkani ludzie i niezbadany los pozwolą na to, że ich historia zakończy się happy endem?
Trudno pisać o tej opowieści tak, aby nie zdradzić istotnych wątków fabuły.

Nie będę streszczać meritum. Napiszę tylko na co ja zwróciłam uwagę.

Początek spokojny i klimatyczny, ale może wydawać się nużący. Zalecam cierpliwość! Takie właśnie rozpoczęcie powieści jest po coś! Wszystko okaże się później!
Druga połowa zabiera czytelnika na emocjonalną karuzelę. I to tylko po to, aby zakończeniem wytrącić człowieka z równowagi i kazać czekać z niecierpliwością na kolejną część serii.

Oprócz uczucia dwojga głównych bohaterów bardzo przypadło mi do gustu rewelacyjnie odmalowane tło historyczne. Rosja i jej przemiany, korelacja do sąsiadów, stosunki społeczne, polityka i wojna. To, jak zmiany w kraju wpływają na życie zwykłego obywatela pokazane prosto i ciekawie. I choć nie lubię, kiedy w powieści są wątki polityczne, to w tym przypadku były one istotne i potrzebne. I bardzo dobrze wplecione w fabułę.

Autorka przemyciła, jak zawsze, kilka świetnych lekcji historii. O pierwszej w Polsce palarni kawy, o roli kobiety w społeczeństwie, o pierwszych zamach terrorystycznych, o patriotyzmie, o wychowaniu dzieci i jeszcze sporo bym mogła wymieniać. Ale niech każdy czytelnik sam odszuka ile jeszcze tych lekcji jest w tej książce.

Ważną częścią tej powieści są role drugoplanowe. Macocha i bracia Anastazji. Osoby, które wywołują emocje i są przyczyną niecenzuralnych słów, które same cisną się na usta.
Ojciec Kazimierza i historia jego życia z Małgorzatą. I także bez niej. Bardzo dobry wątek, który skłonił mnie do wielu przemyśleń. Tutaj zwracam uwagę wszystkim tym, którzy lubią tajemnice rodzinne i zagadki z przeszłości.
Stary doktor i zakonnice. Osoby w tle tej opowieści, ale bardzo ważne dla tej historii. Polecam zwrócić uwagę.

I na koniec jeszcze wspomnę o dwóch dużych plusach. Paszyńska używa bardzo plastycznego języka. Czyta się Jej powieści tak, że opisywane obrazy same układają się w głowie. Niczym stop klatki filmu lub zachwycające obrazy. I jeśli do tego dołożymy wrażliwość i subtelność, z jaką maluje pewne sceny czy bohaterów, to mamy gotowy przepis na bestseller.

I poproszę o brawa dla wydawnictwa za okładkę! Ja co prawda czytałam e-booka, ale miałam w ręku wydanie papierowe. Bardzo dobrze oddaje treść książki. I jest świetnie dopracowane.

I jaką tu napisać ocenę? Nie lubię romansów, nie lubię polityki w powieściach i przedstawiony czas wraz z krajem też nie należą do moich ulubionych. 
Autorka udowodniła, że ma niesamowitą wyobraźnię do kreowania historii, które porywają czytelnika pomimo wszystko. I wyobraźnię, i wiedzę, i wrażliwość, i warsztat pisarski.

Polecam. 

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek

sobota, 30 maja 2020

Ocalić życie. Zofia Ossowska

TYTUŁ: Ocalić życie
AUTOR:  Zofia Ossowska
WYDAWNICTWO: Filia
GATUNEK: powieść
STRON: 512
DATA PREMIERY:  26 lutego 2020

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Po przeczytaniu tej powieści zaczęłam się zastanawiać co poszło nie tak.
Albo tak książka jest kolejnym wydawniczym gniotem, albo ja stałam się już czytelniczo zmanierowana...

No sami pomyślcie: powieść ta zawiera bardzo dużo elementów, które wskazują na to, że ta książka powinna mnie porwać i przypaść do gustu.
Akcja prowadzona jest dwutorowo: w 1942 i 1989 roku.
Jest rodzina, która ma swoje tajemnice.
Są okrutne czasy i rozdzierające serce decyzje.
Dramaty ludzkie i poszukiwanie tożsamości.
Niewyobrażalne wybory i życie z ich konsekwencjami.
I jak? Wygląda obiecująco?

Ale nic z tego.
Zapowiadało się świetnie, a zakończyło zniesmaczeniem.
Kiedy autorka umieszcza akcję w jakimiś określonym przedziale czasowym, to spodziewam się rozbudowanego tła historycznego. Tutaj tego kompletnie nie ma. A potencjał było ogromny. Sama historia bardzo ciekawa, ale brak odniesień do wydarzeń historycznych. Dla mnie to trochę żenujące, kiedy autorka opisując wydarzenia w czasie drugiej wojny światowej ogranicza się do opisów nadlatujących samolotów bądź huku bomb. I nic więcej. Gdyby jeszcze wyciąć z tej części słowa Niemiec i Żyd, to mogłaby się ona wydarzyć w każdym innym miejscu i czasie. To samo dotyczy roku 1989. Bohaterki mijające plakaty wyborcze to trochę za mało jak na tworzenie klimatu opisywanych czasów. Ogromny minus.

Rodzina i jej tajemnice przedstawione są tutaj tak mało ciekawie i tak mało emocjonalnie, że momentami miałam ochotę odłożyć książkę. W niektórych chwilach odnosiłam wrażenie, że autorka chciała upchnąć w swej opowieści wiele tematów. Mamy i alkoholizm ojca, i wypełnianie ostatniej woli umierającego rodzica, i dzieci z trudną przeszłością, i zakonnice z księdzem, który ma za nic tajemnicę spowiedzi, i szczęśliwe zbiegi okoliczności. Kolejny minus.

Te rozdzierające serce decyzje, których się spodziewałam, to tylko mały epizod. No, może kilka. Ale autorce nie udało się wywołać u mnie żadnych emocji, choć ich oczekiwałam. Dramaty ludzkie, które mogły być powodem bezsenności stały się przyczyną konsternacji. 

I do tego język, jakim jest ta powieść napisana... Konifturki, słodziutki itp. zdrobnienia, które przyprawiały mnie o zgrzytanie zębami.
Nienaturalne dialogi, bohaterowie bez wyrazu, brak pomysłu na zakończenie, które splatałoby wszystkie wątki. To wszystko sprawia, że książka pomimo dużego potencjału po prostu mnie wkurzyła. 
Albo ja jestem zbyt wymagająca, albo wydawnictwa wypuszczają buble.
I do tego jeszcze oszczędzają na korekcie. Przemilczę.

Nie polecam.

wtorek, 12 maja 2020

Uciekinierzy. Diney Costeloe

TYTUŁ: Uciekinierzy.
AUTOR:  Diney Costeloe
WYDAWNICTWO: Prószyński i S-ka
GATUNEK: powieść
STRON: 368
DATA PREMIERY: 17 marca 2020


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


To tego typu książek zawsze podchodzę z pewną niepewnością. Powieści osadzone w bardzo konkretnych realiach i przywołujące znane fakty historyczne, a przedstawiające historie pewnej rodziny czy społeczności powinny oddawać rzeczywistość opisywanych czasów. Szczególnie te, które pokazują okres wojenny czy inny szczególnie bolesny, czy emocjonalny. Dla mnie wyjątkowym okresem jest dwudziestolecie międzywojenne i druga wojna światowa. Od książek, których akcja dzieje się w tych okresach wymagam wyjątkowo dużo. Dlatego, patrząc na tę okładkę (dla mnie zbyt cukierkową), miałam obawy czy autorka sobie poradzi.

Akcja rozgrywa się w latach 1937-1939. Poznajemy Ruth i Kurta Friedmanów oraz ich czwórkę dzieci. W życie wchodzą ustawy norymberskie (uchwalone w 1935 roku) i zaczynają obowiązywać rozporządzenia wykonawcze do tych ustaw. Zostają wprowadzane zakazy i ograniczenia dotyczące Niemców wyznania mojżeszowego. Kurt zostaje aresztowany, a jego sklep spalony. Zostaje wywieziony do obozu koncentracyjnego w Dachau. Ruth zostaje z czwórką dzieci bez dachu nad głową i bez środków do życia. Co zrobi? Czy uda jej się ocalić siebie i swoją rodzinę?

Akcja pokazana jest z trzech perspektyw: więzionego Kurta, zrozpaczonej Matki i nastoletniej córki piszącej dziennik. Każda z tych relacji różni się od pozostałych i pokazuje inne spojrzenia na bardzo skomplikowane sprawy. Kurt martwi się o rodzinę, o której nic nie wie odkąd jest w obozie, Ruth jak zapewnić jedzenie i schronienie dzieciom, a nastolatka opisuje to, co widzi, choć nie do końca rozumie otaczającą rzeczywistość. 

Dla mnie ważne w tej powieści były trzy aspekty.
Autorce bardzo dobrze udało się oddać atmosferę opisywanych wydarzeń. Narastający niepokój, paraliżujący strach, działania aparatu władzy, ale też zwykłych obywateli zastraszanych i szantażowanych. Pokazane, ale nieosądzane dają powody do zastanowienia: co ja bym zrobiła w takim wypadku?
Walor emocjonalny. Jako matka czytałam z ciężkim sercem. Mam świadomość, że opisywane wydarzenia mogą poruszać i autorka dobrze zagrała na tej wrażliwej nucie. Rozpaczliwe sytuacje i niewyobrażalne wybory przyprawiały o łzy w oczach. W moim odczuciu udało się jej jednak uniknąć kiczu i taniej sensacji. Zrobiła to z dużym wyczuciem czasu i sytuacji.
Dla mnie dużym plusem jest poruszenie tematyki sprawy Kindertransportów, akcji ratunkowej podjętej kilka miesięcy przed rozpoczęciem drugiej wojny światowej w wyniku której 10 tys. (!!!) dzieci żydowskich udało się wywieź do Wielkiej Brytanii. 10 tys. dzieci opuściło swoje rodziny i wyjechało SAME do Wielkiej Brytanii. Po wojnie większość z nich nie odnalazła swoich rodzin. Opisywane wydarzenia związane z tą akcją słabo są opisywane w literaturze. Albo ja się z nimi nie spotkałam. A warte są poświęcenia im większej uwagi.

I na koniec jeszcze jedna sprawa. Ja zwróciłam największą uwagę na to narastanie nastojów antysemickich. Bo przecież Niemcy nie obudzili się któregoś pięknego dnia i nie powiedzieli: od dziś tępimy Żydów. To był proces, który trwał LATAMI. 

I tylko zakończenie nie przypadło mi do gustu. Dlaczego? A to już musisz przeczytać sama/sam.

Podsumowując: w zalewie publikacji, które ostatnio się ukazują się na rynku wydawniczym, a które poruszają temat drugiej wojny światowej, to ta wyróżnia się pod wieloma względami. Nie skupia się na samych faktach historycznych, ale porusza wiele innych ważnych aspektów społecznych, psychologicznych i emocjonalnych opisywanych czasów.

Polecam :) 
     

Dzieci żółtej gwiazdy. Mario Escobar

TYTUŁ:  Dzieci żółtej gwiazdy AUTOR:    Mario Escobar WYDAWNICTWO:  Wydawnictwo Kobiece  GATUNEK:  literatura piękna STRON : 408 DATA PREMIE...