poniedziałek, 10 grudnia 2018

Polskie jabłka. Jan Szmyd.

TYTUŁ: Polskie jabłka
AUTOR: Jan Szmyd.
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: kulinaria
STRON: 292

Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae Res

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



""Cudze chwalicie, swego nie znacie" - to stare powiedzenie świetnie oddaje nasz stosunek do jabłek (...). Ta publikacja to hołd dla tych niezwykłych owoców, które są naszym bogactwem narodowym". Czytamy na okładce książki. 
No, bo kto nie lubi jabłek? Albo szarlotki? Mniam.
Kim jest autor, który poświęcił tym pysznym owocom swoją publikacje?
Jan Szmyd to rolnik i wieloletni doradca rolniczy, który jest właścicielem sadu na Podkarpaciu. 
Swoją wiedzę i doświadczenie w bardzo ciekawy sposób zamieścił w tym poradniku. 

Treść można podzielić na dwie części: wstęp, w którym autor opowiada jak narodził się pomysł na książkę, ale też możemy przeczytać o właściwościach zdrowotnych jabłek. Druga cześć to przepisy. Choć jabłka uwielbiam, to nie miałam pojęcia, że na tyle różnych sposobów można wykorzystać te dary sadu.
I tak możemy poznać przepisy na:
- zupy z jabłek jak np.: jabłeczna zupa żoliborska czy zupa jabłeczna "wspomnienie lata",
- drugie dania z polskimi jabłkami, np.: znana kaczka pieczona z jabłkami albo pierogi z jabłkami,
- surówki i dodatki do dań gotowych, np.: jabłka duszone z chrzanem, pikantny sok jabłkowy, surówka z jabłek i rzodkwi czarnej,
- sałatki z jabłkami, np.: sałatka z jabłek, selera i orzechów czy sałatka z jabłek, śledzi i fasoli perłówki, 
- desery, jak np.: jabłka w sosie waniliowym czy czekoladowym albo jabłka pieczone,
- domowe ciasta i ciasteczka z jabłkami, jak np.: szarlotka biszkoptowa, warszawska czy wileńska,
- przetwory z jabłek, owoców i warzyw, jak np.: soki, kompoty, koktajle, dżemy, marmolady, powidła,  itp.,
- napoje alkoholowe z jabłek, jak np.: cydr, likier, wino.

Ostatni rozdział okazał się bardziej ciekawy niż myślałam.
Autor dołączył na końcu wykaz wybranych odmian jabłek uprawianych w Polsce wraz ze zdjęciami i właściwościami. To była bardzo ciekawa lekcja. Okazuje się, że nie każde jabłko nadaje się na każdą potrawę. Odmiany różnią się nie tylko wyglądem, ale i zastosowaniem.

Mam tylko osobistą uwagę na koniec. Mnie zabrakło zdjęć obok przepisów. Jest ich troszkę, ale dla mnie za mało. To jedyny minus. Dużym plusem jest prosty język, jakim są napisane przepisy. Nawet mało doświadczona gospodyni poradzi sobie z nimi.

Polecam.

środa, 5 grudnia 2018

Dziedzictwo. Grzegorz Gołębiowski

TYTUŁ: Dziedzictwo
AUTOR: Grzegorz Gołębiowski
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Novae Res
GATUNEK: kryminał
STRON: 292
Data premiery: 15 listopada 2018

Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae Res


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Dziś kolejne spotkanie z nowo odkrytym przeze mnie autorem, Grzegorzem Gołębiowskim.
I następne mogę zaliczyć do udanych.

Przypomnę tylko, że jest to druga część przygód Adam Floriańskiego, genealoga, który poszukuje przodków na zlecenie zainteresowanych rodzin. O wcześniejszych perypetiach możemy poczytać w książce "Cień przeszłości".
Dodam też, że "Dziedzictwo" to druga pozycja z poza kręgu zawodowego autora. Pan Grzegorz jest, bowiem, ekonomistą i nauczycielem akademickim i ma swoim koncie kilka książek związanych z wykonywanym zawodem.

W tej pozycji mamy kilka ciekawych wątków, które zwróciły uwagę i skłoniły mnie do zastanowienia.
Bogaty Amerykanin zleca Floriańskiemu odszukanie swoich przodków. Adam przegląda księgi parafialne. Czy to, co tam znajdzie zadowoli zleceniodawcę?
Czy odnalezione ciało znanego blogera ma związek z wpisami na jego blogu? Czy jest to śmierć samobójcza czy może komuś nie spodobał się któryś post?
Czy politycy zorientowani na sukces za wszelką cenę gotowi są na wszystko? 

I w końcu: czy te wszystkie sprawy mają ze sobą coś wspólnego? 
Jak zakończy się to całe zamieszanie?

Mnie czytało się bardzo dobrze. Autor tak poprowadził fabułę, że moje pomysły i domysły na zakończenie tej historii wprost mnożyły się jak grzyby po deszczu. Czyli poziom zaciekawienia był  na najwyższym poziomie.
Przyznam się szczerze, że nie lubię polityki i unikam jej jak tylko mogę. I w związku z tym, trochę sceptycznie podeszłam do osoby polityka w roli głównej. Ale, jak się okazało, moje obawy były bezpodstawne. Autor tym zabiegiem spowodował u mnie mnóstwo pytań i wiele chwil zastanowienia. Nad osobami, które mają wpływ na nasze życie, nad motywami, którymi się kierują  i nad ich kręgosłupem moralnym.

I po raz kolejny temat odkrywania tajemnic z przeszłości mnie zaintrygował. 
To poznawać sekrety rodzinne czy nie? 
I czy raz odkryte zmienią naszą przyszłość czy pozostawią bez zmian?

I tu, podobnie jak w poprzedniej części z Floriańskim, z ciekawością poczytałam o tajnikach pracy genealoga. Te księgi parafialne okazują się niezmiernie ciekawą lekturą...

Podsumowując:  Interesująca tematyka przedstawiona w ciekawy sposób.

Polecam! I chętnie spotkam się jeszcze z tym sympatycznym genealogiem.

niedziela, 2 grudnia 2018

Portret rodzinny. Jenna Blum

TYTUŁ: Portret rodzinny
AUTOR: Jenna Blum
WYDAWNICTWO: Szósty zmysł
GATUNEK: literatura piękna
STRON: 552
Data premiery: 24 października 2018



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Na tę książkę czekałam z wypiekami na twarzy.
Kolejna powieść, której akcja rozgrywa się podczas drugiej wojny światowej.
I znów są tajemnice rodzinne.
A akcja toczy się dwutorowo:  w latach 90 XX wieku i w czasie wojny.
Życie ludności cywilnej podczas działań wojennych zawsze mnie interesowało.
A gdy już książka dotarła w moje ręce, to moja cierpliwość została wystawiona na próbę.
Na okładce przeczytałam:
"Bestseller na listach NEW YORK TIMESA i BOSTON GLOBE. Zwycięska książka RIBALOW PRIZE".
"Przez cztery lata pracowała {autorka} jako dziennikarka dla Fundacji Shoah Stevena Spielberga, dokumentując doświadczenia ocalałych z Holocaustu".
Powiem szczerze, że po takiej zachęcie nie mogłam doczekać się kiedy zacznę czytać.
Czyli książka powinna mi przypaść do gustu. Zawiera wszystkie elementy, które uwielbiam w książkach.
A tu klops!
Porażka!
I wielkie rozczarowanie!

Powieść ta nie wywołała we mnie żadnych emocji. 
Nie skłoniła mnie do refleksji.
Nie miałam ani jednej łzy w oku i ciarek na plecach.
Nie naszła mnie chwila zadumy.
Nie wywołała we mnie  żadnych innych odczuć, które towarzyszą mi w czasie czytania książek w tematyce wojennej.
Autorka "poleciała schematami". Kobieta, która oddaje swoje ciało naziście, to zawsze kobieta godna potępienia? Czy naprawdę mieszkańcy Weimaru nie wiedzieli co się dzieje w pobliskim obozie Buchenwald? A jeśli już wiedzieli, to przechodzili obok takiej wiedzy obojętnie? Czy patrząc na głodujące własne dziecko jesteś w stanie zrobić wszystko, aby je nakarmić? I wiele, wiele innych pytań...

Postać Anny, która godzi się na bycie kochanką nazisty została spłycona do granic możliwości. Widzimy jej działania, ale czy miała jakieś rozterki? Jakieś przemyślenia? To kilka zdań w całej książce, to trochę za mało.
Trudy, córka Anny, urodzona w Niemczech ogarniętych wojną też jakoś nie wzbudziła mojej sympatii. Jest wykładowcą w USA i zajmuję się historią. Poszukuje swoich korzeni, bo matka nie chce z nią rozmawiać na temat czasów wojennych. Niestety! Bardzo szybko domyśliłam się jak te poszukiwania Trudy się zakończą. I przeżyłam wielkie rozczarowanie, kiedy skończyłam czytać. A przewidywalność to jest, czego bardzo nie lubię w książkach...

Zbyt mało szczegółów oddających klimat opisywanych czasów. A przecież jako dziennikarka pracująca dla  Fundacji Shoah Stevena Spielberga, to miała możliwości dopracowania szczegółów. Przecież rozmawiała z Ocalonymi...
I nawet trudne relacje matka-córka zostały przedstawione tak jakoś beznamiętnie.
I ten wątek romansowy z Żydem... Po prostu banał. Jakby wciągnięty na siłę.

Dla mnie ta książka nie jest ani niesamowita, ani wciągająca, ani wzruszająca. Nijaka. Zmarnowany potencjał.

A jeśli chodzi o codzienne życie obywateli niemieckich w Trzeciej Rzeszy podczas działań wojennych, to zdecydowanie lepiej opisali to Marcus Zusak w "Złodziejce książek" i Janusz Leon Wiśniewski w książce "Bikini". Polecam obie. Zdecydowanie lepiej.

I jeszcze mam uwagę do wydawnictwa. Takiej ilości "baboli" w postaci literówek, brakujących kropek, nadmiaru spacji itp. niedociągnięć, to ja już dawno nie widziałam. Porażka.

Polecam jednak przeczytać! Aby sprawdzić czy mam rację!

niedziela, 25 listopada 2018

Szare śniegi Syberii. Ruta Sepetys

TYTUŁ: Szare śniegi Syberii
AUTOR: Ruta Sepetys
WYDAWNICTWO: Nasza Księgarnia
GATUNEK: literatura piękna
STRON: 328
Data premiery: 6 kwietnia 2011

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



To będzie opinia emocjami pisana. Jeśli takich nie lubisz, to nie czytaj dalej.

Temat zsyłki na Sybir jest mi znany. To nie jest pierwsza książka w tej tematyce. Mogę tu przytoczyć książki godne polecenia takie jak: "Dziewczyny  z Syberii"Anny Herbich, która jest napisana na podstawie wspomnień kobiet, które taką zsyłkę przeżyły, czy, chociażby, "Zielona sukienka. Przez Rosję i Kazachstan śladami rodzinnej historii" Małgorzaty Szumskiej, w której autorka podąża śladami babci wywiezionej na Syberię. Wspominam o tym dlatego, że wiem czego mogę się spodziewać w tego typu książkach. Wiem, ale i tak bez łez się nie obyło.

"Szare śniegi Syberii" to wspomnienia nastoletniej Litwinki, która w 1941 roku wraz z matką i bratem zostaje wywieziona na Syberię. Lina nie jest zwykłą nastolatką. Jest córką pracownika uniwersyteckiego, ale i przyszłą malarką. Tuż przed wywózką dostaje list z uczelni, że została przyjęta na studia. Ale wszystkie plany zostają pogrzebane, kiedy do domu Liny wpada NKWD i zabiera wszystkich członków rodziny...
Śledzimy losy Liny, jej matki i brata, którzy w bydlęcym wagonie podróżują w nieznane.
Podróżują tygodniami.
Jadą wśród trupów i wszy.
Bez jedzenia i picia.
W objęciach tęsknoty za rodziną i wcześniejszym życiem.
Z paraliżującym strachem o siebie i współtowarzyszy podróży.
Nastolatka zadaje mnóstwo pytań, patrzy na świat ze zdziwieniem, bez zrozumienia skutkowo-przyczynowego. Obserwuje zachowania towarzyszy niedoli, ale też pilnujących ich strażników. Wszędzie, gdzie może rysuje. I nie ważne czy w kurzu na ścianach wagonu czy na syberyjskiej ziemi. Zdobywa każdy kawałek papieru. Kradnie rysik z biura NKWD. Zachwyca się błękitem nieba, podziwia otaczającą przyrodę. I jednocześnie płacze nad umierającymi. Dorasta w przyspieszonym rytmie.
I choć jest to historia fikcyjna, to autorka przyznaje się, że przeprowadziła wiele rozmów z osobami, które wróciły z Syberii i dużo czytała wspomnień, jak i opracowań.
Obok tej książki nie można przejść obojętnie. Ona zmusza do refleksji. Gdzie jest granica człowieczeństwa? Czy w każdych warunkach warto trzymać się swoich zasad? Czy głód da się oszukać? Czy miłość przezwycięży wszystko? I wiele, wiele innych...

Patrzenie na tragedie setek tysięcy ludzi oczami wrażliwej, artystycznej nastolatki nie było dla mnie łatwe. Zachwyt obrazami Muncha, wspomnienia ojca, zachwyt kolorami, nie do okiełznania potrzeba przenoszenia rzeczywistości na kartki papieru, świadomość przeżywanej tragedii oraz marzenia o przeżyciu i powrocie do własnego domu powodowały u mnie zadumę i łzy w oczach.

Mnie najbardziej ujęło to w tej książce podejście Liny do zastanej rzeczywistości. Nie było tu narzekania ani obwiniania kogokolwiek. Wszystkie myśli i czyny były nastawione na przeżycie. A czasami zdarzało się tak, że jeden wyraz przywoływał w dziewczynie wspomnienia. W książce zostały one odznaczone innym drukiem. Wspomnienia z domu rodzinnego, które były jak lina trzymająca przy życiu...

Polecam. To jest jedna z tych historii, których się nie da czytać bez chusteczek.


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek

sobota, 24 listopada 2018

Nie pozwól mi umrzeć. Krzysztof Koziołek {RECENZJA PRZEDPREMIEROWA}

TYTUŁ: Nie pozwól mi umrzeć
AUTOR: Krzysztof Koziołek
WYDAWNICTWO: Manufaktura Tekstów
GATUNEK: thriller medyczny
STRON: 376
Data premiery: 28 listopada 2018 roku

Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Autora



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


To nie jest moje pierwsze spotkanie z autorem. Był czas w moim życiu, że zafiksowałam się na retro kryminały. I w moich poszukiwaniach trafiłam na książki Krzysztofa Koziołka. Przeczytałam trzy Jego książki ("Furia rodzi się w Sławie", "Imię Pani", "Wzgórze Piastów"). Wciągnęły mnie na maksa i zostawiły z podziwem dla autora za zgłębienie tematu. I kiedy zobaczyłam, że Pan Koziołek wydaje thriller medyczny, to wiedziałam, że muszę przeczytać. Muszę! Bo, jako fanka Tess Gerritsen nie mogę przejść obojętnie obok thrillera medycznego. A kiedy doczytałam, że ta lektura ma dotyczyć szczepień, to jako blogująca matka wyczekiwałam tej książki z niecierpliwością. I męczyło mnie pytanie: jak poradził sobie Autor z TAKIM  tematem? Jak odnalazł się w innym gatunku niż kryminał?

Zarys fabuły przedstawia się następująco: Damian Saran zgłasza zaginięcie żony, Dalia Chyba właśnie otrzymała rozwód, a komisarz Grodzki ma się przyjrzeć pewnej sprawie na prośbie znajomego. Co łączy te trzy sprawy? 
W pewnym momencie Damian, Dalia i Ryszard G. spotykają się. I co ich jednoczy? Wszystko wskazuje na to, że temat szczepień. Każdy z nich ma coś wspólnego z przemysłem farmaceutycznym...
Tak w skrócie... To jedna z tych książek, o których ciężko cokolwiek coś napisać nie zdradzając istotnych wątków fabuły.  W takim razie skupię się na czym innym...

Szczepić dzieci czy nie? Oto jest pytanie.
Autor skupił się na bardzo "gorącym" ostatnio temacie. W mediach aż huczy od dyskusji w tej tematyce. W moim odczuciu pan Krzysztof przedstawił argumenty obu stron. I tych, którzy chcą obowiązkowych szczepień, ale i tych, którzy nie chcą szczepić swoich dzieci. Przeczytałam z wielkim zainteresowaniem argumenty oponentów w tej dyskusji. Autorowi udało się przestawić tak wszystkie dane, że nie zanudził czytelnika i uniknął moralizowania. A to lubię.
Książka napisana jest w taki sposób, że wręcz nie mogłam jej odłożyć.
No, bo z jednej strony sam temat szczepień dosyć interesujący, ale z drugiej strony ciekawość nie pozwoli przestać czytać i chce się dowiedzieć jak to wszystko się skończy. Kto wygra: jednostka czy koncern? 
Autorowi udało się zbudować tak napięcie, że moje szare komórki pracowały cały czas podczas czytania na najwyższych obrotach.  Zwroty akcji tak zaskakujące, że trudno złapać oddech. Bohaterzy niejednoznaczni do oceny, bo trudno ocenić postępowanie kogoś, kto jest po traumatycznych przeżyciach. Celność niektórych uwag godna pozazdroszczenia. Wulgaryzmy, których nie lubię w literaturze tu są na swoim miejscu. Zakończenie może i ciut przewidywalne, ale i tak ciekawe. W moim odczuciu zapachniało trochę sensacją, ale i tak czytałam z zapartym tchem. 
Moim zdaniem największym plusem tej książki jest to, że zmusza czytelnika do zastanowienia się nad poruszanym tematem. Ja swoje dzieci szczepiłam i nigdy się nad tym problemem nie pochyliłam. Trzeba, to trzeba. A w świetle tego, co wyczytałam w tym thrillerze, to teraz mam nad czym myśleć. 
Książka zostawiła mnie z mnóstwem pytań.
Czy jednostka ma znaczenie?
Czy tylko kasa rządzi światem?
Czy postęp cywilizacyjny jest możliwy bez "skutków ubocznych"?
Czy tylko producenci szczepionek mają coś na sumieniu?
Czy manipulacja informacjami to grzech koncernów farmaceutycznych czy szerszy problem?
Komu wierzyć?
I wiele innych.

Polecam!
Bez względu na to czy szczepisz dzieci czy nie!

UWAGA! 

Książka zostawia czytelnika z wirówką myśli i emocji!

PS.1.Kłaniam się nisko Autorowi za zgłębienie tematu. Zresztą nie pierwszy raz...

PS.2. Ten thriller przywołał w mojej głowie pewien film w reżyserii Stevena Soderbergha z Julią Roberts w roli głównej tj. "Erin Brockovich". Tam też jednostka występuje przeciwko koncernowi. 

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek
          

poniedziałek, 19 listopada 2018

Mauzoleum. Thomas Arnold {RECENZJA PRZEDPREMIEROWA}

TYTUŁMauzoleum
AUTOR: Thomas Arnold
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Vectra
GATUNEK: thriller
STRON: 432
DATA PREMIERY: druga połowa listopada 2018 roku


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek






To moje pierwsze spotkanie z autorem i od razu bardzo udane. 
Skusiłam się na książkę nieznanego mi do tej pory autora po namowie jednej z fanek. I to był dobry wybór. Ale kto to jest ten Thomas Arnold? Kto zacz?
Dzięki za dostęp do netu. I co ja tam znalazłam? 
Thomas Arnold to pseudonim literacki Arnolda R. Płaczka, rocznik 1985. A Mauzoleum to 6 thriller w dorobku autora. Chronologicznie to wygląda tak: "Anestezja", "33 dni prawdy", "Tetragon", "Horyzont umysłu", "Efektor". Czyli ja, jak zwykle, zaczęłam od d..y strony. Na dniach ma być też wydana książka autora z zupełnie innego gatunku, fantasy, "Legendy Archeonu. Strach Stary i Nowy".

Czego ja oczekuję od dobrego thrillera?
Ma być dreszcz emocji. Był tu?  Był.
Ma być napięcie, niepewność i tajemniczość. Były? Były.
Bohater w niebezpieczeństwie był? Był?
Zaskakujące zwroty akcji były? Były.
Zakończenie, że tak się wyrażę, "wbijające w fotel" było. No, i to jakie!

I to tyle. 
Nie no... żarcik.
To jedna z tych książek, o których mnie jest ciężko cokolwiek napisać, aby nie zdradzić istotnych wątków fabuły. 
Ale spróbuję.

Wyobraź sobie stary dom, stary, opuszczony i otoczony wiekowymi drzewami. Dwójka bohaterów zakrada się do niego w poszukiwaniu... a to już doczytaj sam, czytelniku. A tam znajdują rozbite terrarium po pająkach. A następnie słychać pod domem ujadanie psów. Wściekle głodnych psów.  A za oknem szaleje wiatr. Słychać jakieś odgłosy. Nie cierpię na kynofobię ani arachnofobię, ale w tej części książki mało nie zeszłam na zawał. Rewelacyjnie zbudowane napięcie. Autor tak je stopniował, że mój puls oszalał.

W drugiej części książki Arnold tak plącze wątki, tak podsuwa tropy i tak rozbudza niepokój, że trudno odłożyć książkę. I ta niepewność jak to się wszystko skończy... Jak autorowi uda się powiązać wszystkie wątki i zaskoczyć czytelnika? Przez moją głowę przewijało się mnóstwo zakończeń. Ale TAKIEGO to w życiu bym się nie spodziewała.

A na co jeszcze zwróciłam uwagę?
Autor świetnie ukazał historię pewnej rodziny, a w zasadzie dwóch. Tajemnice rodzinne, które wychodzą z mroku przeszłości na światło dzienne. Czy zawsze powinny? Czy każdą warto poznać?
Klimat małego miasteczka. Każdy każdego zna i, teoretycznie, wszystko o sobie wiedzą. Czy na pewno? Czy burmistrz ma coś do ukrycia?
Stara rezydencja, długie korytarze, pamiątki rodzinne i trofea myśliwskie. Zaskakujące hobby i ukryte przejścia. Dla miłośników tajemnic to lektura w sam raz. 

W tym thrillerze znalazłam wszystko to, czego oczekiwałam. 

Czyli polecam.

A dla wielbicieli e-booków mam super informację: w ciągu miesiąca książki tego autora powinny znaleźć się w zasobach Legimi. To dopiero gratka! Nic, tylko czytać.

A na koniec... taka sytuacja.

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek

niedziela, 18 listopada 2018

Cień przeszłości. Grzegorz Gołębiowski

TYTUŁ: Cień przeszłości.
AUTOR: Grzegorz Gołębiowski
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Novae Res
GATUNEK: kryminał
STRON: 272
Data premiery: 10 styczeń 2018

Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae Res

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Po książkę sięgnęłam, kiedy przeczytałam, że łączy dwie tematyki, które uwielbiam: druga wojna światowa i tajemnice rodzinne. Jeśli do tego dołożymy jeszcze polskiego autora, to nie mogłam przejść obojętnie obok tej powieści.
Ale kim jest Grzegorz Gołębiowski? Szczerze przyznam, że nie spotkałam się z tym nazwiskiem wcześniej.
Z informacji znalezionych w sieci dowiedziałam się, że autor to doktor nauk ekonomicznych i nauczyciel akademicki. W swoim dorobku naukowym ma już kilka książek, jak np. "Analiza wartości przedsiębiorstwa" czy "Analiza finansowa w teorii i praktyce". Skąd też pomysł na kryminał? Ano stąd, że autor interesuje się genealogią i historią. Tyle słowem wstępu, które jest istotne w lepszym zrozumieniu tej książki.

Głównym bohaterem jest Adam Floriański, genealog, który zajmuję się odszukiwaniem korzeni rodzinnych na życzenie członków familii. Kiedy wchodzi w posiadanie pewnej tajemniczej walizki, to wpada w wir wydarzeń, których zupełnie się nie spodziewa.
Nie mogę więcej napisać. To jedna z tych książek, których nie da się streścić bądź opowiedzieć fabuły nie zdradzając istotnych wątków.
Napiszę tylko o tym, co zwróciło moja uwagę lub szczególnie przypadło mi do gustu.

Przyznam szczerze, że miałam obiekcje zanim zaczęłam czytać. Finansista pisze kryminał? No nie wiem... Ale z drugiej strony to nie debiut. Autor ma swoim koncie już kilka publikacji. Ciekawa byłam bardzo jaka sobie poradzi na zupełnie innym gruncie.

Genealogia i genealog, który jest głównym bohaterem. Tego jeszcze nie było. Przynajmniej w mojej czytelniczej historii. I tu ciekawość moja była bardzo rozbudzona. Z wielkim zainteresowaniem czytałam o tej dziedzinie nauki. Przeglądanie ksiąg kościelnych, wizyty na cmentarzach, przeglądanie archiwum i wiele innych ciekawostek z życia genealoga. Mnie podobała się to, że autor nie zamęczał szczegółami czytelnika. Przedstawił to wszystko w taki sposób, że moja ciekawość kazała doczytać mi szczegóły w necie.

Akcja dzieje się dwutorowo: współcześnie i w czasie drugiej wojny światowej. I to też lubię. Autorowi udało się wzbudzić moje zainteresowanie i świetnie połączyć oba wątki.

Historia Dolnego Śląska i związanych z nim tajemnic rozpala już kolejne pokolenia. Jakieś ukryte skarby i niewyjaśnione tajemnice powodują, że na tamte tereny zjeżdżają ludzie żądni przygód. I tu też, podobnie jak w temacie genealogii, autor nie odkrył wszystkich kart, dając czytelnikowi impuls do własnych poszukiwań. 

Moją uwagę zwrócił też watek dotyczący cyberbezpieczeństwa i działalności w sieci w ogóle. Temat zabezpieczeń, haseł, włamań na różne konta i całej tej współczesnej technologii, o której na co dzień nie myślimy. I bez której, mam wrażenie, nie potrafimy już żyć. Ciekawe...

Podsumowując: bohater o ciekawej profesji, akcja, które dzieje się dwutorowo i rozbudza ciekawość, tajemnice nie tylko rodzinne, ale i Dolnego Śląska, akcja, która zmienia się jak w kalejdoskopie i temat cyberbezpieczeństwa, który dotyczy każdego we współczesnym świecie.
Czyli jednym słowem: 

POLECAM!

PS. O przygodach Adam Floriańskiego i kolejnych jego przygodach związanych z genealogią można przeczytać w kolejnej książce autora: "Dziedzictwo" wydanej w listopadzie 2018 roku przez Wydawnictwo Novae Res. 

Polskie jabłka. Jan Szmyd.

TYTUŁ :  Polskie jabłka AUTOR : Jan Szmyd. WYDAWNICTWO : Novae Res GATUNEK:  kulinaria STRON : 292 Egzemplarz recenzyjny dzięk...