sobota, 13 października 2018

Kura i zaklinacz deszczu. Anna Janyska

TYTUŁ: Kura i zaklinacz deszczu
AUTOR: Anna Janyska
WYDAWNICTWO: Muza
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 288
Data premiery: 12 kwietnia 2017 



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek





Po tę książkę sięgnęłam z kilku powodów.
Polska autorka, której twórczości nie znam.
Tajemnicza okładka, tak samo jak tytuł.
Kilka bardzo pozytywnych opinii.
I teraz "polecę prywatą... Na mnie w szkole wołali Kura ;)

Zacznę od tego, że cały czas podczas czytania krążyła w mojej głowie myśl: dlaczego TAKIE książki przechodzą bez echa? Dlaczego o nich się nie mówi i pisze? 

O samej treści nie chcę za dużo pisać, bo bym mogła za dużo zdradzić i popsuć potencjalnemu czytelnikowi frajdę z czytania.

Napiszę tylko, że akcja dzieje się na dwóch płaszczyznach. 

Poznajemy Lubę, dziewczynkę, a później kobietę, której życie nie rozpieszczało. Delikatnie mówiąc. Wychowywana jest przez babkę i matkę, które nie rozczulają się nad dzieckiem. Potem spotyka w swoim życiu mężczyzn, którzy nie okazują się być tymi, za których brała ich Luba. Nasza bohaterka doświadcza takich momentów w swoim życiu,  o których nie jedna kobieta boi się nawet pomyśleć. Mnóstwo negatywnych myśli i doznań.

Drugi wątek jest bardziej tajemniczy. Poznajemy mężczyznę, który jest trochę dziwaczny/inny/odstający od normalności. Opowiada o swoim życiu, ale jednocześnie nie do końca wiemy co doprowadziło go do tego miejsca, w którym teraz jest. Zadaje mnóstwo pytań i nie udziela na nie odpowiedzi. Pozostawia z nimi czytelnika. Pyta o ciało, duszę, płeć, miłość i wiele innych. Wraz z przeczytanymi kartkami powoli dowiadujemy się co się wydarzyło. Narracja jest niespieszna, co mnie, niecierpliwca, doprowadzało do szału. I w ten sposób przeczytałam książkę w  dwa wieczory.

Aż w pewnym momencie dochodzi do spotkania obu płaszczyzn...

Książka ta urzekła na wiele sposobów.

Naprzemienna narracja. Autorka tak przeplatała historie obojga bohaterów, że z dużym zaciekawieniem czytałam i trudno było mi odłożyć tę książkę.

Niedopowiedzenie. To duży plus. Niby poznajemy Lubę i tajemniczego Zaklinacza, ale i tak, prawie do końca, nie wiemy o nich za wiele. Tajemnice odkrywamy stopniowo.

Mnóstwo pytań. Ja akurat lubię, kiedy autor zmusza mnie do zastanawiania się nad tematami, na które w pędzie dnia codziennego nie mam czasu. Polecam zwrócić uwagę na nie w trakcie czytania.

Dużym atutem tej opowieści są mądrości i przesądy ludowe. Możemy je spotkać w wiejskim okresie życia Luby. Ciekawie się o nich czytało. 

W moim odczuciu autorka skupiła się na przeżyciach bohaterów. Czy TRAUMĘ można oswoić i z nią żyć? Zło, ból, strach, oziębłość uczuciowa, niepewność, tęsknota, rozpacz, smutek, złość, bezsilność... Cała gama wrażeń podczas czytania zapewniona. I niekoniecznie radosnych.

Zakończenie, które zaskakuje i daje do myślenia. Kolejny plus tej powieści.

Jestem zachwycona książką i zaskoczona brakiem szumu medialnego wokół niej. Bo warta jest tego, by o niej mówić i polecać.

Ja mocno polecam.

poniedziałek, 8 października 2018

Lalkarz z Krakowa. R.M. Romero.

TYTUŁ: Lalkarz z Krakowa
AUTOR: R.M. Romero
WYDAWNICTWO: Galeria Książki
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 290 
Data premiery: 3 października 2018



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek






"Lalkarz z Krakowa" to książka niezwykła z wielu powodów.
Spróbuję przekonać Cię do jej przeczytania.

Opowieść ta jest połączeniem rzeczywistości drugiej wojny światowej z realizmem magicznym. I cały czas, podczas czytania, zastanawiałam się czy jest to dobry duet. Po zakończeniu czytania: już wiem. Ale potrzebowałam kilku dni, aby ją "przepracować" w sobie. Jak dla mnie jest to duży plus, kiedy po lekturze ona cały czas "siedzi" w czytelniku.

Jeśli Pani Romero zaczyna karierę pisarską od TAKIEGO  debiutu, to ja już zaczynam wyglądać Jej kolejnej książki. Nie było łatwo odnaleźć informacje o autorce. Znalazłam tylko na stornie www.rmromero.com kilka słów:
"RM Romero jest żydowskim pisarzem kubańsko-amerykańskim. (...) obecnie mieszka w Miami Beach (...). Gdy nie pisze, RM Romero zajmuje się czytaniem bajek, (...) i studiowaniem języka polskiego."
I to wiele wyjaśnia. 

Muszę się do czegoś przyznać... Nie od razu dałam się porwać książce. Nie umiałam się wczuć w klimat i nastój. Ożywiona lalka, Karolina, niesamowicie kojarzyła mi się z Pinokiem. A lalkarz z Krakowa z lalkarzem Dżepetto. I ta błądząca myśl: ale to już było... Zalecam cierpliwość podczas czytania.

Zarys fabuły wygląda tak: Lalka Karolina ożywa w sklepie z zabawkami pewnego lalkarza w Krakowie.  Zaprzyjaźniają się. I w tym momencie nie ma tu nic nadzwyczajnego. No powiedzmy. 
Ale, jeśli dopiszę, że jest rok 1939 i Kraków zajmują Niemcy, to coś zmieni? 
Pod wpływem kilku wydarzeń, Lalkarz z Karoliną postanawiają pomóc dzieciom z krakowskiego getta. Jak? A to już musisz doczytać sam, mój czytelniku.

Mnie, chyba, najbardziej ujęło to, jak autorka przedstawiła swoich bohaterów i zastaną rzeczywistość. Nie było moralizowania, osądzania i epatowania wszelaką "poprawnością". Lalkarz był niepełnosprawnym weteranem Wielkiej Wojny, człowiekiem złamanym przez los, samotnym mężczyzną, który wytwarzał i sprzedawał zabawki. Czyli facet był ok, tak? Ale kiedy podpisuje Volkslistę i jego klientami zostają Niemcy, to co, już jest zły? Pani Autorka pozostawia to ocenie czytelników.

I jeszcze jedno skojarzenie... Tak jak Karolina przypominała mi Pinokia, tak Lalkarz przypominał mi pewną kobietę, która  ratowała dzieci z getta. Tak, mam na myśli Irenę Sendlerową. Choć inne miasta i inne getta, to ta sama odwaga i spryt. Choć los każdego z nich potoczył się zupełnie inaczej. Niestety.

Ponieważ powieść ta skierowana jest do nastoletniego czytelnika, to dużym atutem jest też tutaj to, że nie ma epatowania okropnościami wojny. Są podkreślone emocje takie jak strach i niepewność jutra, bieda, głód i choroby w getcie, sytuacja osieroconych wojennych dzieci. Są też nakreślone różne postawy ludzi wobec realiów wojennych. Czy nam je osądzać? Jestem zdania, że nie, tak jak autorka. Przynajmniej ja to tak odebrałam. 

A zakończenie? Ja się na takie nie godzę! 

Akcja toczy się tutaj na dwóch płaszczyznach: wspomnienia Karoliny z Krainy Lalek i okupowany Kraków. Karolina przedstawia nam sytuację, kiedy jej kraj napadają szczury. I to, co robią w Krainie Lalek jest odzwierciedleniem tego... a nie. To już pozostawiam własnej interpretacji. Myślę, że każdy dorosły czytelnik powiąże fakty.

Na końcu książki autorka wyjaśnia co spowodowało, że pisała akurat o tej tematyce. To ważne.

I istotne jest też przesłanie:

"Zawsze ma się wybór".

"Bądźmy dobrzy dla innych.
Bądźmy odważni.
Nie pozwólmy, by coś takiego znów się kiedyś wydarzyło"

I z tym przesłaniem Cię zostawiam.

Polecam.

sobota, 6 października 2018

Dobra-noc. Sabina Waszut

TYTUŁ: Dobra-noc
AUTOR: Sabina Waszut
WYDAWNICTWO: Muza SA
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 320
Data premiery: 3 października 2018

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek





Od kilku lat obserwuję powrót w literaturze do tematyki wiejskiej. Niekoniecznie radosnej i wychwalającej życie poza miastem. Raczej nostalgicznej i skłaniającej do myślenia. Kilka książek z tej tematyki już za mną: "Rdza" i "Dygot" Jakuba Małeckiego, "Guguły" Wioletty Grzegorzewskiej, "Skoruń" Macieja Płazy czy "Sońka" Ignacego Karpowicza. Wiele jeszcze przede mną: Wiesław Myśliwski, Olga Tokarczuk, czy "Konopielka" Edwarda Redlińskiego.  

To jest moje pierwsze spotkanie z autorką. I od razu bardzo udane. Miałam tylko przeczytać kilkanaście stron, a już po kilku przepadłam. Od samego początku autorka zaskakuje i intryguje. Pochłonęłam tę książkę w jeden wieczór. To raczej często się nie zdarza...

Waszut opowiada nam historię Krysi, dziewczynki ze wsi Dobra. Siódmej córki państwa Pecynów. Jest rok 1934 roku, okolice Częstochowy. Jak wieść gminna niesie: siódma córka będzie zmorą. 
Dziewczynka dorasta w izolacji od mieszkańców i w poczuciu bycia tą złą i gorszą. Ale wszystko do czasu... Tak w skrócie przedstawia się fabuła.

Powieść ta porusza wiele tematów. O których, przynajmniej ja, czytałam z zaciekawieniem i nostalgią. 
Wierzenia i zabobony wiejskie jako źródło wykluczenia ze społeczności wsi.
A z drugiej strony silna wiara i obowiązkowe, coniedzielne, wizyty w kościele.
Tradycja jako święte prawo każdego i jednoczesny strach przed nowoczesnością.  Fotograf czy elektryfikacja wsi jak źródło obaw i leków.
Znachorki, babki, felczerzy i tylko oni: strażnicy zdrowia i życia na wsi. Szpital w mieście to miejsce z którego się nie wraca. 
Dysputa międzypokoleniowa. Młodzi, jak nasza bohaterka, nie chcą wracać do przeszłości. Chcą się bawić i poznawać świat.
Stosunki panujące na wsi. Jesteś inna, to jesteś gorsza. Inność powoduje bycie izolowanym od reszty społeczności.
Relacje rodzinne. Matka Krysi nie może pogodzić się z siódmą córką. Popada w chorobę. Ojciec kocha najmocniej. Niezrozumienie i osamotnienie Krysi obudziło we mnie złość.
Tajemnice z przeszłości odkryte niespodziewanie burzą spokój wśród mieszkańców.  Zmienia się pogląd na wiele spraw. Wojna i jej okropności wracają z podwójną siłą.

Autorce świetnie udało się oddać klimat wsi przedwojennej, jak i powojennej. Ciężka praca, opieka nad zwierzętami, życie zgodnie z naturą, pogodzenie z losem i jednocześnie strach przed nowoczesnością, kultywowanie tradycji z jednej strony, a wiara w zabobony z drugiej. 
I do tego wszystko opowiedziane pięknym językiem. Spokojnie, bez pośpiechu i bez  epatowania powagą.  Pani autorce udało się sprawnie wpleść w opowieść wiele mądrości życiowych, ciekawych informacji, zaskakujących wniosków i uroczych powiedzonek. 
Podczas czytania przed oczami stawała mi moja śp. Babcia. Znała wiele porzekadeł i mądrości ludowych i na każdą okazję miała jakieś przysłowie albo aforyzm.  Tak mi się tylko skojarzyło...

A zakończenie? Innego się spodziewałam.
A okładka? Świetna i przyciąga uwagę.
Wnioski po przeczytaniu? Minęło pół wieku od opisywanych zdarzeń, a życie, szczególnie  kobiet, zmieniło się diametralnie. Nie będę już narzekać... 

Polecam.
Ja nie mogłam się oderwać.
I ciągle o niej myślę.
I z pewnością sięgnę po kolejne książki autorki.

poniedziałek, 1 października 2018

Skazany na zło. Adrian Bednarek {RECENZJA PRZEDPREMIEROWA}

TYTUŁ: Skazany na zło
AUTOR: Adrian Bednarek
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: thriller
STRON: 328
Data premiery: 3 października 2018


Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae Res



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Dziś nie będzie obiektywnie. Piszę to ja, fanka autora.

Po tę książkę sięgnęłam pełna obaw. Po cyklu z Kubą Sobańskim ("Pamiętnik diabła", "Proces diabła", "Spowiedź diabła", "Wyrok diabła"), w której autor wysoko podniósł poprzeczkę, zastanawiałam się czym mnie jeszcze zaskoczy. Pisałam to już kiedyś, ale się powtórzę: Bednarek tak wykreował swojego bohatera, że ja go polubiłam. Psychopata przypadł mi do gustu! Jak to brzmi?!

W tej lekturze poznajemy Wiktora. Przeciętny facet przed trzydziestką, dom, żona, firma. Nic szczególnego. Gościu jakich wiele. Ale jest jednak ale...
Jedna decyzja zmienia wszystko...
Czy przed złem można uciec?
Czy z drogi do piekła można zawrócić?
Czy po tym co zrobisz, wbrew swoim zasadom, nadal jesteś tym samym człowiekiem?
Czy Reżyser potrafi skłonić do wszystkiego, nawet do niewyobrażalnie złego?

Nie zdradzę więcej z fabuły...

Adrian Bednarek po raz kolejny pokazał, że potrafi stworzyć bohatera niebanalnego. Pomimo swych czynów, znowu, polubiłam główną postać. Wiktor dokonuje wyborów takich, a nie innych. A czy ja bym też tak potrafiła? Czy uległabym oprawcy czy potrafiła sprzeciwić? Czy zdecydowałabym się na zło, aby ocalić bliskich?

To, co cenię w książkach tego autora to to, że potrafi wciągnąć mnie w swoją historię. Zapominam o całym świecie i poddaję się emocjom towarzyszącym fabule. Stworzony klimat osacza mnie niczym mgła. I jeśli do tego dołożymy niespodziewane zwroty akcji, niepokój, momentami, powodujący przyspieszone bicie serca, świetnie pokazany pokręcony umysł psychopaty i zaskakujące zakończenie, to mamy przepis na bardzo dobry thriller.
Cieszę się tylko, że autor dozował napięcie. Bo gdyby ono, chwilami, nie obniżało lotów, to ja zeszłabym na zawał. I jest to komplement. Chociaż... mieć martwą fankę, to... sama już nie wiem...

Do tego "słoja miodu" muszę dodać dwie "łyżki dziegciu".
Rozumiem rolę porównań, ale dla mnie było ich odrobinę za dużo. Momentami zastanawiałam się czy mają coś na celu. Nie znalazłam odpowiedzi.
Autorowi zdarzają się powtórzenia. Nieczęsto, ale ja jestem na nie wyczulona. W cyklu z Sobańskim nie dopatrzyłam się ich, więc traktuje to jak wypadek przy pracy.

Kuba i Wiktor. Dwaj bohaterowie, których polubiłam. I to mnie przeraża. No, bo jak można czuć sympatię do psychopatów?

Czekam co jeszcze wymyśli Autor.

A tymczasem...

Polecam "Skazanego na zło".

niedziela, 30 września 2018

Ferma blond. Piotr Adamczyk

TYTUŁFerma blond
AUTOR: Piotr Adamczyk
WYDAWNICTWO: Agora SA
GATUNEK: thriller
STRON: 536
DATA PREMIERY: 23 maja 2018



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek





To moje drugie spotkanie z autorem i kolejne bardzo udane.

Czytając "Dom tęsknot" nie od razu potrafiłam wczuć się w tę książkę. Wielki ze mnie niecierpliwiec. I z tą było podobnie. Czytałam z zaciekawieniem, ale i też ze zniecierpliwieniem, i pytaniem na ustach: "o co autorowi chodzi?". Aż w pewnym momencie... Nie mogłam odłożyć książki...

Adamczyk podjął niesamowicie ciężki temat. Lebensborn. I jednocześnie bardzo ciekawy.
I od razu napiszę wprost: kłaniam się nisko autorowi za zgłębienie tematu. Mnie się wydawało, że temat znam. Autor udowodnił, że się mylę.

Akcja dzieje się dwutorowo. Współcześnie i podczas drugiej wojny światowej. W Polsce i w Niemczech. To lubię.

Wątek wojenny bardzo rozbudowany. Przedstawienie idei istnienia Lebensborn, zasady funkcjonowania, skutki i wiara w skuteczność tej organizacji przedstawione rewelacyjnie. Dla osób, które pierwszy raz stykają się z tą problematyką to będzie niesamowicie ciekawa przygoda.

Wątek współczesny. Jak najczęściej się zdarza u mnie: mniej istotny.

Kiedy akcja zaczyna dziać się w Łodzi i okolicach, padają nazwy Piotrkowska, Zgierska i Helenówek, to książka stała się dla mnie nieodkładalna. Znam Łódź i oczami wyobraźni widziałam opisywane miejsca. Duże brawa dla autora!

Adamczyk poruszył w swej książce wiele ciekawych tematów. Ja zwróciłam uwagę na handel  obrazami. Wszystko co czytałam o malarstwie i malarzach było interesujące. Czasami w trakcie czytanie przeszukiwałam zasoby internetu w celu sprawdzenia pewnych informacji. Lubię to.

Przez większość książki męczyło mnie pytanie: jak mogło do tego dojść? Jak powstał pomysł "produkcji" nadludzi? Jak to się stało, że tyle osób dało się omamić tą ideą? Sama byłam, jako dziecko, niebieskooką blondynką i gdybym się urodziła w latach 30 XX wieku... aż boję się pomyśleć...

I teraz moment komiczny... Nie znając tematyki książki, a oglądając okładkę i tytuł miałam wrażenie, że ta książka będzie o jakieś fermie z modelkami. Które są malowane przez artystów. Sama się z siebie śmieje. Ale cóż, skojarzenia...

I po raz kolejny autor zmusił mnie do przemyśleń. Nad macierzyństwem, genami, polityką i Niemcami. Musiałam od nowa przemyśleć kilka kwestii. Wiele dzieci zostało porwanych z krajów podbitych przez Rzeszę i oddanych do zniemczenia. Co z nimi teraz? Kiedy dowiedzą się, że całe życie funkcjonowali jako Niemcy, a nagle może się okazać, że są... no właśnie: kim?

Mnóstwo pytań, a niewiele odpowiedzi.

W moim odczuciu najgorsze jest to, ze tak mało wiemy o tej organizacji. Wiele tematów zostało pokryte zasłoną milczenia... Żyje tak niewiele świadków tamtych wydarzeń. Tak mało jest dowodów.

Podsumowując: ciekawie przedstawiona tematyka Lebensborn, interesująco wplecione wątki o malarstwie i handlem dziełami sztuki, plastyczny język, sporawa dawka humoru, ale i refleksji, napięcie i zaciekawienie zbudowane tak, że trudno odłożyć książkę, a po zakończeniu czytania powieść nie przestaje "siedzieć w głowie".

Jednym słowem: POLECAM!

sobota, 29 września 2018

Dziewczyna w niebieskim płaszczu. Monica Hesse

TYTUŁDziewczyna w niebieskim płaszczu
AUTOR: Monica Hesse
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Literackie
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 350
Data premiery: 19 września 2018 roku

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Dziś opowiem Ci o książce, kolejnej, która ma szanse na tytuł "Zaskoczenie roku".
I to z wielu powodów.
Na okładce taka informacja:
"Pięknie napisany, niebywale wciągający thriller historyczny dla młodzieży".
Thriller?
Historyczny?
Dla młodzieży?
Pierwsza myśl? Co to, kurna, będzie? Oszałamiający koktajl czy ciężkostrawny drink?
A tu taka niespodzianka...
Nie tego się spodziewałam.

Akcja książki dzieje w Holandii w 1943 roku. Mnie się nasuwa od razu pytanie: ile, Ty, czytelniku wiesz o drugiej wojnie światowej w Holandii? Pierwsza moja myśl to "Dziennik Anne Frank". I niestety ostatnia. 
Tutaj bohaterka ma na imię Hanneke i jest nastolatką, która ma na utrzymaniu rodziców: mamę dającą lekcji muzyki i niepełnosprawnego ojca. A, żeby tego było mało, to Hanneke rozpacza po swoim chłopaku, który zginął na froncie, ma problemy z utrzymaniem rodziny i dręczy ją poczucie winy. A wokół pełno nazistów. Sytuacja, mówiąc delikatnie, mocno niekomfortowa.

Nastolatka utrzymuje siebie i rodziców z handlu na czarnym rynku. Potrafi zdobyć prawie wszystko i dla każdego. Kwestia tylko ceny. Jest obrotna, sprytna i świetnie sobie radzi z okupantem. Wszystko się zmienia, kiedy jedna z jej klientek prosi ją o odszukanie dziewczyny w niebieskim płaszczu. Hanneke nie chce się zgodzić. Ale kiedy kobieta opowiada jej, że zaginiona dziewczyna to Żydówka, która schowana w skrytce, uciekła, choć uciec nie mogła, to nasza bohaterka się zgadza powodowana ciekawością. Jak można uciec z zamkniętej kryjówki?  Ale jak odnaleźć dziewczynę w wielotysięcznym mieście pełnym Żydów i Niemców? 

Zacznę od minusów. Skończyłam czytać kilka godzin temu i, jak na razie, nie znajduje ŻADNEGO MINUSA. I choć książka skierowana jest do młodzieży, to ja, matka nastolatków, piszę Ci, że nie odebrałam tej lektury jako młodzieżowej. Mnie się czytało bardzo dobrze i nie znalazłam nic, co mogłoby wskazywać, że nie jestem grupą docelową dla tej powieści. 

Za to plusów znalazłam sporo.
Dla niektórych czytelników okładka nie ma znaczenia, ale nie dla mnie. Dlaczego? Bo to ona, jako pierwsza, pozwala zwrócić uwagę na książkę. Dla mnie świetna. Idealnie pasuje do treści.
Autorka jest amerykańską dziennikarką i pisarką. I nie może pamiętać opisywanych przez siebie czasów. Ale świetnie udało się jej oddać klimat niemieckiej okupacji w Holandii. Strach, niepewność, śmierć, braki żywności, kolaboranci, łapanki, wywózki Żydów. 
I w tej kwestii nasunęły się dwa skojarzenia. Książka Tatiany de Rosnay "Klucz Sarah" przypomina niechlubny fakt z historii Francji jakim była Obława Vel d’Hiv w dniach 16 i 17 lipca 1942 roku, które zapisane zostało na kartach historii jako największe masowe aresztowanie francuskich Żydów. W książce Pani Hesse spotykamy się z podobnym wydarzeniem. Teatr Hollandsche Schouwburg był, podobnie jak francuski Vélodrome d’Hiver, centrum deportacji Żydów podczas Holocaustu. To tutaj zwożono Żydów z całego Amsterdamu i to tutaj nasza bohaterka, wraz z przyjaciółmi obserwowała wywózki rodaków wyznania mojżeszowego. Brawo dla autorki za przygotowanie do tematu. Tego faktu nie znałam wcześniej, a  po zakończonej lekturze z wielką ciekawością doczytałam w zasobach internetu jeszcze w temacie.
Drugie skojarzenie to, oczywiście, "Dziennik Anne Frank". Sama autorka też wspomina tę dziewczynę. Amsterdam, wojna, Żydzi, młodzież. Ten zestaw wyrazów pasuje do obu książek.

Ta amerykańska pisarka poruszyła w swej powieści jeszcze bardzo wiele tematów. Nie sposób opisać wszystkich, więc pokuszę się tylko o wymienienie. I dodam tylko, że to są te tematy, na które ja zwróciłam uwagę.
Wojna i okupacyjna rzeczywistość. Świetnie oddany klimat.
Pierwsza miłość. Wojna, nie wojna, a nastolatki i tak się zakochują.
Poczucie winy. Czasem jedno zdanie za dużo... I nie można się od niego uwolnić.
Relacje rodzice-nastolatka. Moje matczyne doświadczenia potwierdza niektóre sytuacje.
Dojrzewanie jako niełatwy proces zmian. W latach okupacji szczególnie trudny.
Organizacja ruchu oporu i kolaboranci. Strach przed śmiercią, a chęć ratowania ludzi. Albo wydania w ręce okupanta.
Elementy kryminalno-sensacyjne przedstawione z odpowiednim napięciem. Momentami miałam łzy w oczach. A chwilami dech mi zapierało.
Dokumentowanie rzeczywistości wojennej w formie zdjęć. Czytałam z wielkim zaciekawieniem.
Zakończenie. Bardzo zaskakujące i jeszcze bardziej emocjonujące. Wbita zostałam w fotel.

Podsumowując: zaskakująca powieść o/dla młodzieży z wątkiem kryminalno-sensacyjnym, elementami edukacyjnymi o drugiej wojnie światowej i emocjach jakie towarzyszą dojrzewaniu.

Polecam. Moja ocena 10/10

PS. Czyli jednak oszałamiający koktajl!

środa, 26 września 2018

Dom tęsknot. Piotr Adamczyk.

TYTUŁDom tęsknot
AUTOR: Piotr Adamczyk
WYDAWNICTWO: Agora SA
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 512
Data premiery: 17 marca 2016

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Popatrzcie na nazwisko autora? Mnie od razu skojarzył się z TYM Adamczykiem. Aktorem. Ale to tylko zbieżność imion i nazwisk.

Autor jest filozofem z wykształcenia, dziennikarzem z zawodu. Urodzony we Wrocławiu. Po przeczytaniu dwóch Jego książek, uważam, że te informacje są ważne. Wiele wyjaśniają. Ja je odnalazłam po zapoznaniu się z lekturami autora i trochę zmieniło to mój odbiór. 

Przyznam się na początku. Mnie nie udało się od razu wciągnąć w fabułę. Miałam mieszane uczucia. Gdyby nie polecenie osoby, do której mam pełne zaufanie czytelnicze... Chcę przez to powiedzieć: nie zrażaj się początkiem! Z każdą kartką będzie coraz lepiej.

Wrocław. A w nim piękne kamienice. Poniemieckie. I polskie.
Dom tęsknot jest opowieścią o losach pewnej polsko-niemieckiej rodziny.
I o kamienicy, która ma swoją historię. Niemiecko-polską.
I o ludziach, którzy musieli odnaleźć się w powojennej rzeczywistości.
I o kraju, którego granice zostały zmienione po wojnie. 

Autor z niezwykłą dokładnością i dbałością o szczegóły historyczne przedstawił losy ludzi i czasy, w których przyszło im żyć. Poruszał wiele tematów trudnych i ciężkich w odbiorze w sposób, który pomimo zadumy potrafił wywołać uśmiech. I w takich momentach, w moim odczuciu, "wychodził" z autora filozof. I nie jest to, broń Boże, zarzut, ale komplement. 

Adamczyk zmusił mnie do bardzo wielu przemyśleń. Nigdy nie zastanawiałam się, jak wielka była migracja ludzi po wojnie. Jak wiele zmieniało się w życiu przesiedleńców. Jak duża była różnica kulturowa, mentalna, społeczna i cywilizacyjna pomiędzy Ziemiami Odzyskanymi, a Kresami Wschodnimi. Jak wyglądało życie małżeństw mieszanych, polsko-niemieckich. Bardzo dużo tematów udało się autorowi poruszyć w sposób interesujący i zabawny jednocześnie. U mnie nie wywoływało to poczucia zamieszania tylko raczej, wraz z  przerzucanymi kartkami, wrażenie układania się wszystkich wątków w cudowny kobierzec polsko-niemiecko relacji.

I jeśli jeszcze do tego wszystkiego dołożymy rewelacyjne poczucie humoru, dystans, ironię, brak patosu, zabawę słowem i ciekawe porównania, to wychodzi nam z tej mieszanki książka, od której trudno się oderwać. Jest interesująco, wciągająco, refleksyjnie, dowcipnie i edukacyjnie. I jakby tego było mało, to jeszcze są jakieś zagadki, tajemnice, ciekawostki i dbałość o drobiazgi, które powodują, że autor dołącza do moich ulubionych pisarzy. I "ląduje" na półce: Odkrycie Roku, obok Macieja Siembiedy, Krzysztofa Koziołka i Krzysztofa Bohusa. Kurcze, no! I wyszło na  to, że w tym roku poznałam samych interesujących autorów współcześnie piszących. Brawo Panowie! 

Czyli jednym słowem: POLECAM!

Kura i zaklinacz deszczu. Anna Janyska

TYTUŁ :   Kura i zaklinacz deszczu AUTOR:  Anna Janyska WYDAWNICTWO: Muza GATUNEK:  literatura współczesna STRON : 288 Data premi...