poniedziałek, 10 maja 2021

Inga i Mutek. Marian Piegza

 

TYTUŁInga i Mutek
AUTOR: Marian Piegza
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: literatura obyczajowa
STRON240
DATA PREMIERY16 marca 2020



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Autor zachwycił mnie poprzednią książką Odnaleziony portret. Było to rok temu. Kiedy ukazała się kolejna książka Piegzy wcale się nie wahałam. I dobrze zrobiłam. 

Zarys fabuły wydaje się prosty. Ale tylko wydaje się, zapewniam. Inga Sobik ma siedemnaście lat, kiedy wybucha druga wojna światowa. Jako córka powstańca zostaje zesłana na roboty do Niemiec. Trafia do gospodarstwa wiejskiego i tam udaje jej się przetrwać wojnę. Po powrocie do domu okazuje się, że jest w ciąży. Ona mieszka teraz w Polsce, a ojciec dziecka pozostał w Niemczech. Rodzi się Waldek, zwany Mutkiem. I wraz z przerzucanymi kartkami poznajemy trudny i uroki życia w Polsce w okresie powojennym. 

Co mnie w tej powieści ujęło?
Przygotowanie autora do tematu. I znajomość historii, tej lokalnej, jak i powszechnej.
Pan Marian jest popularyzatorem historii Śląska i to czuć w tej historii. Mamy bardzo dobrze oddany klimat powojenny z jego deficytami na półkach sklepowych, wpływ polityki na przeciętnego obywatela i świetnie realia dnia codziennego. Bardzo dobrze oddane nastroje społeczne, skrupulatnie pokazaną zmieniającą się topografię Świętochłowic i różnorodność kulturową Śląska. A to wszystko podane w taki sposób, że miałam ochotę rzucić wszystko i jechać do Świętochłowic. Brawa!
Ciekawa kreacja postaci. O ile Inga wzbudziła mój szacunek i podziw swoją zaradnością, pracowitością i rosnącą z czasem mądrością życiową, to Mutek szarpał mi nerwy jak rzadko który bohater książkowy. Nie chcę tu pisać za dużo, aby nie zdradzać istotnych wątków fabuły, ale nie polubiłam tego faceta. Niezrozumiałe były dla mnie jego wybory i decyzje życiowe, stosunek do kobiet i podejście do życia. Ponieważ nie lubię wątków romansowych w książkach, to i tu znalazłam fragmenty, które mogłyby dla mnie być pominięte. A to akurat zależy od wrażliwości czytelnika.

Podsumowując: ciekawa i dająca do myślenia historia śląskiej rodziny na tle zmieniających się warunków politycznych i gospodarczych. Z pięknie odmalowanym tłem historycznym. 

Polecam.

czwartek, 6 maja 2021

Portfolio ocalonych artystów. Julie Orringer

 

TYTUŁ: Portfolio ocalonych artystów
                                                      AUTOR: Julie Orringer
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Czarna Owca
GATUNEK: literatura piękna
STRON: 696
DATA PREMIERY: 15 kwietnia 2020



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Pierwsze spotkanie z autorką miałam w 2015 roku. Trafiłam na nią przypadkiem i odłożyłam. Zniechęciła mnie liczba stron, ponad 750. Wszyscy moi znajomi wiedzą, że nie lubię tzw. cegieł, czyli książek powyżej 400 stron. Ale do niej wróciłam. I przepadłam. Powieść ta nosi tytuł Niewidzialny most i ja także stałam się niewidzialna dla swojej rodziny, kiedy zaczęłam czytać.

I kiedy zobaczyłam zapowiedź kolejnej książki tej autorki, to wiedziałam, że muszę przeczytać. I co? Zaczęłam i odłożyłam. Coś nie zaiskrzyło. Czułam się zawiedziona. Aż do momentu, kiedy zaczęłam czytać książkę Mario Escobara Bibliotekarka z Saint-Malo. Obie powieści poruszają podobną tematykę. Wojna i sztuka. Wojna i miłość. Tak bardzo różne lektury, a tak bardzo podobne. I za drugim podejściem dałam się jej uwieść. I zapomniałam o pandemicznej rzeczywistości na kilka wieczorów. A piszę o tym dlatego, że początek książek może wydawać się mało wciągający. Trzeba dać im koniecznie szansę.

W książce tej można wyróżnić dwa wątki.

Jeden z nich to próba ratowania ludzi w wielkim talentem: muzyków, malarzy, rzeźbiarzy, pisarzy itp.
Powieść ta inspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami. Amerykański dziennikarz Varian Fry przybywa w 1940 roku do Marsylii. Ma przy sobie listę najważniejszych, zdaniem Amerykanów, artystów, których należy uratować z Europy ogarniętej wojną. Przyjeżdża na kilka tygodni, a spędza we Francji 13 miesięcy. Pod przykrywką akcji humanitarnej wraz ze swoim zespołem organizuje dokumentów dla uchodźców, pieniądze, ucieczkę i rozwiązuje mnóstwo pojawiających się po drodze problemów. Ten wątek zdecydowanie bardziej przypadł mi do gustu. Autorka świetnie poradziła sobie z tym tematem. Interesująco przedstawiła wojenną rzeczywistość, nastroje panujące wśród ludności, dylematy i problemy ludzi sztuki, organizację wyjazdów artystów, problemy finansowe całej tej operacji oraz problematykę i politykę amerykańsko-francuską. Jestem usatysfakcjonowana. 

Drugi wątek to problemy samego Variana. W USA zostawił żonę, z którą regularnie koresponduje. Jednocześnie w Marsylii ma romans ze swoim przyjacielem z lat młodości. Jego dylematy i rozterki, a także niektóre sceny mogą nie wszystkim czytelnikom przypaść do gustu. Ten nieheteronormatywny dziennikarz nie wzbudził mojej sympatii. Ale nie musiał. Robił coś, czego nie da się przecenić. Uratował ponad 2 tysiące ludzi. 

Autorka po raz kolejny udowodniła, że ma niebywały talent do snucia opowieści. Opisy Marsylii, dyskusje ludzi sztuki, realistycznie przedstawienie wojennych okoliczności i nawet ta spora dawka polityki (której nie lubię), a do tego piękny i plastyczny język nie pozwoliły mi oderwać się od tej książki. A nawet kiedy nie czytałam, to o niej myślałam. A to bardzo lubię.
Autorka, w moim odczuciu, chciała skłonić czytelnika do zastanowienia się nad kilkoma problemami. Jeden nawet roztrząsają bohaterowie książki: dlaczego warto ratować artystów, a innych ludzi nie? Pada mnóstwo pytań, na które czytelnik musi odpowiedzieć sobie sam.

Jednym słowem: polecam!

P.S. Varian Fry pośmiertnie został uhonorowany za swoją działalność medalem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata.

czwartek, 29 kwietnia 2021

Maskarada wokół śmierci. Nazistowski świat na Węgrzech. Tivadar Soros

 

TYTUŁ: Maskarada wokół śmierci. 
Nazistowski świat na Węgrzech
                                                     AUTOR: Tivadar Soros
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: wspomnienia
STRON: 352 
DATA PREMIERY: 10 marca 2021



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek





To kolejne świadectwo wojennego okresu. Nie są to moja pierwsze wspomnienia czy biografia osoby, które przeżyły drugą wojnę światową, ale pierwsze, które wywarły na mnie tak zupełnie odmienne wrażenie. 

Do tej pory czytałam autobiografie, które były skupione na przeżyciach i cierpieniach ludzi podczas wojny. Najczęściej bardzo smutne i przygnębiające. Soros wydał tę książkę w 1965 roku, czyli było już 20 lat po wojnie, a on sam był już po siedemdziesiątce. Kiedy Niemcy weszli na Węgry w marcu 1944 roku, Tivadar miał 51 lat. Miał już ugruntowaną pozycję zawodową, rodzinną i każdą inną. Był mężem i ojcem. I za sobą traumatyczne przeżycia pierwszej wojny światowej. To wszystko, moim zdaniem, miało wpływ na jego podejście i zachowanie w czasie kolejnej wojny. Zupełnie inaczej patrzył na to, co się dzieje w jego kraju. W swoich wspomnieniach komentuje politykę, zachowania współobywateli, a także snuje swoje rozważanie na temat bieżących wydarzeń. Ale nie są to, broń Boże, użalania się czy narzekania na los, który spotkał jego rodzinę czy kraj. Opowiada o tym jak pomagał innym i czy brał za to pieniądze, czy nie. Ze swoich doświadczeń wiedział, że rozdzielenie rodziny zwiększa szansę na jej przeżycie. Miał swój kodeks etyczny i moralny. I to tym kodeksem kierował się w pomaganiu innym. Był majętnym człowiekiem i miał rozległe kontakty. Bardzo pomagało mu to, że był prawnikiem i lekarzem. Robił wszystko wedle własnego uznania, a w książce bez krępacji opowiadał o swoich działaniach. Myślę jednak, że czas, kiedy spisał swoje wspomnienia ma tutaj znaczenie. Zmarł trzy lata po wydaniu książki. Może chciał się wytłumaczyć pod koniec życia, a może chciał powspominać?  A może przyświecał mu zupełnie inny cel? 

Okupacja Węgier trwała stosunkowo niedługo w porównaniu z innymi krajami, bo zaledwie 10 miesięcy (marzec 1944-styczeń 1945 rok). W tym okresie deportowano do obozu Auschwitz ponad 430 tysięcy węgierskich Żydów. To była jedna z najliczniejszych grup narodowościowych w tym obozie. A Soros był świadkiem tych deportacji. 

Ta książka pokazuje, że można pisać o przerażających czasach w sposób ciekawy i bez epatowania okrucieństwem. Że można być dobrym człowiekiem, choć wokół dzieją się nieludzkie rzeczy. Że można cieszyć się tym, co człowiek ma, a nie martwić się tym, czego nie ma. Optymizm, ale i doświadczenia z poprzedniej wojny pomogły przeżyć mu i jego rodzinie. A także wszystkim, którym pomagał.

Swoje przeżycia z okresu pierwszej wojny światowej wydał w 1924 roku pt. Współcześni Robinsonowie. Niestety, nie została ona wydana w Polsce. Obie książki napisał w języku esperanto, którego był wielkim pasjonatem.

Polecam.


wtorek, 27 kwietnia 2021

Bibliotekarka z Saint-Malo. Mario Escobar

 

TYTUŁ: Bibliotekarka z Saint-Malo
AUTOR:  Mario Escobar
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Kobiece 
GATUNEK: literatura piękna
STRON: 368
DATA PREMIERY: 14 kwietnia 2021



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek





To już trzecia wydana w Polsce książka tego autora. Po Kołysance z Auschwitz i Dzieciach żółtej gwiazdy przyszedł czas na Bibliotekarkę z Saint-Malo. Dwie pierwsze przypadły mi do gustu, a jak było z tą książką?

Jocelyn Ferrecto bibliotekarka i miłośniczka literatury. Jest rok 1940. Małe miasteczko portowe we Francji. Kobieta walczy o przetrwanie i z samotnością. Bez rodziców, rodzeństwa, dzieci i męża, który wyruszył na wojnę. Sama w otoczeniu ukochanych książek. 
Na drodze bibliotekarki staje Niemiec. Okupant i entuzjasta literatury w jednym. Między Francuską i Niemcem rodzi się uczucie, które nie ma prawa zaistnieć w otaczającej rzeczywistości. Co z tego wyniknie?

Książka ta jest niczym makatka wyhaftowana pięknymi nićmi. 

Jeden z wątków to uczucie, które pojawia się niespodziewanie pomiędzy dwojgiem ludzi stojących po przeciwnych stronach wojennej barykady. Podobał mi się najmniej, ale ja już tak mam. Nie lubię wszelkich wątków romansowych, choć wiem, że czasami są potrzebne.

Kolejna kwestia to piękne opisy miasta, jak i samej biblioteki. Aż chciałoby się tam pojechać. Szczególnie kiedy wyszuka się zdjęcia miasta w internacie. Klimat pierwsza klasa. 

Następną tematyką jest miłość do książek. Jakbym czytała o sobie. Czy można w myśl powiedzenia: nie czas żałować róż, gdy płoną lasy chronić książki, kiedy wokół giną ludzie? 

Ważnym elementem tej książki jest pewien Niemiec, który jest członkiem grupy zadaniowej Reichsleitera Rosenberga. Była to nazistowska organizacja, która przywłaszczała sobie dobra kultury w czasie drugiej wojny światowej w krajach okupowanych. I tu pojawia się to samo pytanie: czy w czasie, kiedy mordowani są ludzie ważne jest chronienie dóbr kultury? Czy w czasie wojny wszystko jest dozwolone? Czy można kraść dorobek kulturalny okupowanego kraju? Jak zwykle więcej pytań niż odpowiedzi. 

Książka napisana jest prostym językiem, bez wydumanej egzaltacji czy nudnych opisów.
Pojawiają się w niej prawdziwe postacie, ale i będące wytworem wyobraźni autora.
Napisana jest tak, że każdy czytelnik będzie musiał odpowiedzieć sobie na pytania, z którymi zostawi go ta książka.
W moim odczuciu książki Escobara mają drugie dno. W tej akurat wątek romansowy to tylko piękna posypka dla ściągnięcia uwagi. Każda powieść niesie ze sobą jakiś przekaz. Przynajmniej ja to tak odbieram. 
W trakcie czytania przypominała mi się inna książka, która przedstawia miłość do książek w trudnych czasach. A mianowicie Złodziejka książek, Markusa Zusaka. 

Polecam.

poniedziałek, 19 kwietnia 2021

Mały Oświęcim. Dziecięcy obóz w Łodzi. Jolanta Sowińska-Gogacz, Błażej Torański.

 

TYTUŁ: Mały Oświęcim. Dziecięcy obóz w Łodzi
AUTOR: Jolanta Sowińska-Gogacz, Błażej Torański.
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Prószyński i S-ka
GATUNEK: literatura faktu
STRON: 312
DATA PREMIERY: 15 września 2020



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Po tę książkę sięgnęłam po przeczytaniu lektury Dzieci, których nie ma Renaty Piątkowskiej. Ta pozycja tak mną wstrząsnęła, że postanowiłam zgłębiać temat.
Zdarzają się jednak takie tytuły, które są jak emocjonalne tornado. Książki, które odbierają mowę i pozostawiają bolesny ślad w czytelniku. I to jest właśnie taka publikacja.
Potocznie zwany obozem przy ulicy Przemysłowej w Łodzi był jedynym obozem koncentracyjnym dla dzieci w Polsce, utworzonym na terenie getta łódzkiego. Przebywały tam dzieci w wieku od 2 do 16 lat. Chociaż słowo przebywały to jednak eufemizm. One tam ciężko pracowały ponad swoje siły w warsztatach: szewskim, rymarskim, iglarskim, ślusarskim, krawieckim i wielu wielu innych. Bite, głodzone, bez opieki medycznej, umierały samotne. 
Obóz ten powstał w obrębie getta łódzkiego w grudniu 1942 roku. Został wyzwolony w styczniu 1945. Ile dzieci przeszło przez ten obóz? Tego, niestety, nikt nie potrafi ustalić. Naukowcy twierdzą, że od kilku do kilkunastu tysięcy dzieci. 
Książka składa się z trzech części. Pierwsza to historia obozu, druga to współczesność, a trzecia jest o miejscach zasługujących na pamięć. 
Autorzy wykonali kawał dobrej roboty. Odnaleźli dzieci, które przeżyły obóz i namówili je na opowiedzenie o swoich wojennych doznaniach. Słowa Ocaleńców robią piorunujące wrażenie. Tak samo jak zdjęcia zamieszczone w książce. Nie mniejsze emocje wzbudziła na mnie część druga, w której byli więźniowie opowiadają o tym, jak potoczyło się ich życie po wyzwoleniu. Często byli jednymi członkami swoich rodzin, którzy przeżyli wojnę. 
Po zakończonym czytaniu nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Ta historia we mnie drgała i nie pozwalała o sobie zapomnieć. Postanowiłam odwiedzić to miejsce. To tylko 60 km od mojego domu.
Ale, niestety miałam pecha. Pomnika, który stoi na miejscu obozu nie zobaczyłam. Jest szczelnie zakryty, jak podejrzewam w remoncie. Nosi taką smutną nazwę Pomnik Martyrologii Dzieci Pękniętego Serca. 
Coś innego zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Pomnik ten stoi wśród bloków, obok szkoła i park. Tak jakby był z innego świata. Nie wiem jak można mieszkać w jednym z bloków i codziennie widzieć ten pomnik z okna. Tak piszą autorzy:

Dziś teren obozu to blokowisko. Podwórza między betonowymi prostopadłościanami. Świątynia pod gołym niebem. 
[…]
Kto zna historię, ten ma tu dreszcze. 

Ja miałam. Choć samego pomnika nie udało mi się zobaczyć, to i tak płyty, które są wmurowane pomiędzy kostkę brukową wokół pomnika swoje zadanie wypełniły. 

Książka ta ma szansę na moją Książkę Roku 2021. Z dwóch powodów: przywraca pamięć i chroni od zapomnienia nieletnich więźniów obozu dziecięcego. Chylę czoła przed autorami z powodu ogromu pracy, jaki włożyli w przygotowanie i napisanie tej książki. 

Polecam.

niedziela, 18 kwietnia 2021

Dzieci, których nie ma. Renata Piątkowska

 

TYTUŁ: Dzieci, których nie ma.
AUTOR: Renata Piątkowska
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Literatura
GATUNEK: literatura młodzieżowa 
STRON: 52
DATA PREMIERY: 4 marca 2020
SERIA: Wojny dorosłych - Historie dzieci

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Tę książkę przeczytałam po raz pierwszy w maju 2020, czyli dwa miesiące po premierze. Zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. I wtedy tak o niej pisałam: 

Kolejne książki z cyklu Wojny dorosłych-historie dzieci". Jestem zauroczona tą serią. Zostały mi jeszcze 2 książki i będę miała przeczytaną całą. I dlatego, może, nie jestem obiektywna.
Duet: Piątkowska ze swoimi tekstami i Szymanowicz ze swoimi ilustracjami to para dająca gwarancję świetnej lektury. Spotkałam się z nimi przy innych pozycjach, jak chociażby: Hebanowe serce czy Wszystkie moje mamy. Ale ta rozdarła mi serce. Opowiada o Polen-Jugendverwahrlager der Sicherheitspolizei in Litzmannstadt, czyli o obozie dla dzieci w Łodzi.
O dzieciach od 2 do 16 lat, głodzonych, bitych i zmuszanych do pracy ponad siły. Nie mogłam spokojnie czytać. I tak jak napisałam wyżej: prawie cała seria za mną. Książka Dzieci, których nie ma" staje na podium. Najlepsza. Nie da się jej zapomnieć. A te ilustracje Szymanowicza...ehhh... mistrzostwo!   
Wtedy miałam tę książkę z biblioteki. A teraz kupiłam ją na swoją półkę wojenną. I przeczytałam po raz kolejny. I po raz kolejny rozdarła mi serce. I choć to literatura młodzieżowa, to ja uważam, że zdecydowanie dla każdego.
Obóz ten powstał w obrębie getta łódzkiego w grudniu 1942 roku. Został wyzwolony w styczniu 1945. Ile dzieci przeszło przez ten obóz? Tego, niestety, nikt nie potrafi ustalić. Naukowcy twierdzą, że od kilku do kilkunastu tysięcy dzieci. 
Autorka przedstawiła wiele informacji w sposób, wydawałoby się, suchy i bezbarwny. I nic bardziej mylnego. Oszczędność w słowach i przedstawienie życia w obozie z perspektywy dziecka powodują, że tej książki nie da się czytać spokojnie. Łzy same stają w oczach. I cały czas kołatało mi się gdzieś z tyłu głowy pytanie: dlaczego? Dlaczego Niemcy więzili te biedne dzieci? Zmuszali je do pracy ponad siły i morzyli głodem. 
A najbardziej zadziwi mnie fakt, że ten obóz w ogóle nie funkcjonuje w świadomości społecznej. Cieszę się, że autorka poruszyła ten temat. Ta książka powinna być lekturą szkolną. Trzeba tym dzieciom przywrócić pamięć.
Dzisiaj postanowiłam odwiedzić miejsce pamięci, gdzie stoi Pomnik Pękniętego Serca poświęcony małym więźniom. Znajduje się on na terenie dawnego obozu, który powszechnie zwany jest obozem przy ulicy Przemysłowej w Łodzi". 
Niestety, pomnik poddawany jest remontowi i całkowicie zasłonięty. Udało mi się zrobić jednak zdjęcie. Ono mówi wszystko.
Książkę bardzo polecam.
 

wtorek, 13 kwietnia 2021

Wiek mądrości. Lekcje życia ocalonej z Zagłady Alice Herz-Sommer. Caroline Stoessinger

 

TYTUŁ: Wiek mądrości.
Lekcje życia ocalonej z Zagłady Alice Herz-Sommer.
AUTOR: Caroline Stoessinger
WYDAWNICTWO: Świat Książki
GATUNEK: wspomnienia/biografia
STRON: 248
DATA PREMIERY: 16 września 2020

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Ta książka to jedna z tych, które cenię sobie najbardziej. Biografia niezwykłej kobiety napisana bez nieprzeciętną artystkę. Ze wstępem pierwszego prezydenta Republiki Czeskiej, Vaclava Havla. 

Alice Herz-Sommer to wybitna czeska pianistka urodzona w 1903 roku. Zmarła w 2014. Należała ona do grona najdłużej żyjących osób ocalałych z Zagłady. Jej życiorysem można by było obdzielić kilka osób. Choć przeżyła ponad wiek i była uczestnikiem wielu ważnych momentów w XX wieku, to jednak los jej nie oszczędzał. Za mąż wyszła w 1931 roku. W 1943 roku wraz z mężem i sześcioletnim synem trafiła do obozu koncentracyjnego w Theresienstadt. Niestety, nie cała rodzina przeżyła wojnę. To chyba najbardziej, przynajmniej dla mnie, przepełniony emocjami fragment Jej życia. Nie jestem w stanie sobie nawet wyobrazić, co musiała czuć przebywając z dzieckiem w tym obozie, choć modelowym, to jednak koncentracyjnym. Z ciągłym strachem i brakiem informacji o mężu.

Jednak po wojnie też nie było lekko. W kilka lat po jej zakończeniu wyemigrowała do Izraela, a potem za dorosłym już synem do Londynu gdzie mieszkała do śmierci. 
W czasie wojny zginęła cała jej rodzina. Została sama i musiała utrzymać siebie i dziecko. W Czechosłowacji nic jej nie trzymało. Sensem jej życia była muzyka. Tak o niej pisała:

Muzyka uratowała mi życie. Muzyka to Bóg.

I w tym momencie muszę zwrócić uwagę na autorkę książki. Moim zdaniem tylko pianistka, a jest nią autorka książki Caroline Stoessinger może zrozumieć inną pianistkę. I nie chodzi mi tylko o czucie czy rozumienie muzyki, ale też o pewną empatię i wrażliwość. Pani Stoessinger jest człowiekiem wielu zawodów, ale wszystkie one związane są bezpośrednio lub pośrednio ze światem sztuki. W moim odczuciu poradziła sobie bardzo dobrze. Ta biografia może wydawać się nieco chaotyczna czy niewprawnie napisana, ale autorka nie jest pisarką, lecz muzykiem i chciała zapisać słowa Alice Herz-Sommer jak najwierniej jednocześnie jak najmniej ingerując w tekst.
Osoba słynnej czeskiej pianistyki bardzo mnie urzekła. Pomimo nielekkiego życia była to osoba pełna optymizmu i ciepła. Pracowała ciężko do późnych lat swego życia. Była otwarta dla ludzi, ciekawa świata i chętna do pomocy młodym muzykom. Choć była wymagającym pedagogiem to nigdy nie brakowało jej uczniów i wielbicieli jej talentu. I do tego wszystkiego miała niesamowite poczucie humoru, dużo zrozumienia dla innych i przepełniona była wiarą w jak najlepszą przyszłość.

Ta biografia bardzo przypomina mi inną, też czeskiej artystki. Książka ta to:

Moje życie pełne cudów. Prawdziwa historia kobiety, która dzięki muzyce przetrwała piekło trzech obozów. Wendy Holden, Zuzana Ruzickova. 

Zuzana Ruzickova była czeską klawesynistką i też była więziona w obozie w Theresienstadt. Obie muzyczki podkreślają, że tylko miłość do muzyki pozwoliła im przeżyć koszmar wojenny. O książce tej można poczytać na tym blogu.


Podsumowując: bardzo ciekawa biografia niesamowitej kobiety, która dzięki muzyce żyła i przeżyła pięknie życie. Lektura ta nastraja bardzo optymistycznie pomimo opisywanych tragicznych fragmentów z życia Czeszki. Na przekór przeciwnościom losu pozostała pozytywną, pełną pokory i wdzięczności sławną pianistką. Wielu współczesnych celebrytów mogłoby się od niej wiele nauczyć.

Polecam.

Inga i Mutek. Marian Piegza

  TYTUŁ :  Inga i Mutek AUTOR:  Marian Piegza WYDAWNICTWO:  Novae Res GATUNEK:  literatura obyczajowa STRON :  240 DATA PREMIERY :  16 marca...