Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samotność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samotność. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 października 2023

Pójdę sama. Chisako Wakatake

 

TYTUŁ: Pójdę sama
AUTOR: Chisako Wakatake
WYDAWNICTWO: W.A.B
GATUNEK: literatura piękna
STRON: 144
DATA PREMIERY: 11 października 2023


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Ta książka to kolejny przykład, że literatura współczesna ma się dobrze, a twórczość z zupełnie mi obcego kręgu kulturowego może być zachwycająca i tak bliska sercu.

Czy można ciepło, pogodnie i jednocześnie refleksyjnie pisać o starzeniu się i starości? Jeśli myślisz, że jest to smutna i przygnębiająca książka, to nic bardziej mylnego. Autorka stworzyła pełną czułości i intymności opowieść o kobiecie po siedemdziesiątce, która zostawszy po śmierci męża i usamodzielnieniu się dzieci sama wspomina swoje życie. Wraca pamięcią do czasów, kiedy mieszkała w domu rodzinnym na wsi, o życiu z mężem w mieście, o dzieciach i wnukach. Niespodziewanie na jesień życia przypomina jej się dialekt, którym posługiwała się jako dziecko na odległej prowincji. Możemy czytać niektóre fragmenty w książce w tym dialekcie, choć na początku może być to trudne. Momoko zastanawia się też nad rolą kobiety w społeczeństwie, rozmyśla nad oczekiwaniami rodziny wobec córki, a później żony i matki. I pyta się kiedy była tak naprawdę sobą. Kiedy żyła tak, jak chciała. W książce pada mnóstwo pytań, snują się rozważania i otaczają nas wątpliwości. Oprócz sfery duchowej i emocjonalnej autorka pewnymi niedopowiedzeniami sygnalizuje o zmianach, jakie zachodzą w ciele starzejącej się kobiety jak, chociażby problemy z poruszaniem się czy z pogarszającym się zdrowiem. Nie znajdziemy tu jednak zniechęcenia czy smutku. To raczej rodzaj swoistej spowiedzi i rozliczenie się z życiem i emocjami.

Zastanawiam się tylko czy wszyscy czytelnicy podzielą mój zachwyt. W moim odczuciu jestem świetną grupą docelową, gdyż moja mama też jest po 70 urodzinach, a ja jestem w podobnym wieku do córki Momoko. Dokładnie wiem, o czym pisze autorka. Wiele razy miałam ciarki na plecach czytając niektóre fragmenty tak dobrze mi znane. 

Ta niewielkich rozmiarów lektura jest idealną propozycją na jesienne wieczory, by porozmyślać nad poruszanymi w niej tematami pod miękkim kocykiem z kubkiem ciepłej herbaty w dłoni. Koniecznie na jesienne wieczory, ale niekoniecznie tylko na jesień życia.

Polecam.

wtorek, 27 czerwca 2023

Dziewczyna z konbini. Sayaka Murata

 

TYTUŁ: Dziewczyna z konbini
AUTOR: Sayaka Murata
WYDAWNICTWO: WUJ
GATUNEK: literatura piękna
STRON: 144
DATA PREMIERY: 15 marca 2019
SERIA: Seria z Żurawiem

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



To moje kolejne udane spotkanie ze współczesną literaturą japońską. Od pewnego czasu sięgam po książki z tej kategorii i niezmiennie jestem zadziwiona jak bardzo one trafiają w moją estetykę czytelniczą.

Ta, choć objętościowo niewielka, to niesie ze sobą spory ładunek filozoficzno-emocjonalny.  Dla mnie jest ona manifestem przeciw presji społecznej, rodzinnej i spełnianiu czyiś oczekiwań. Dlaczego? Bo główna bohaterka ma 36 lat, nie założyła rodziny, pracuje dorywczo w sklepie i nie chce spełniać roszczeń otoczenia. Chce żyć po swojemu według własnych przemyśleń. Sklep, w którym pracuje w Tokio przypomina trochę polski sklep z zielonym płazem w logo.  Zasady panujące w sklepie i przewidywalność pozwalają jej funkcjonować w spokoju. Sposób życia Keiko nie wszystkim odpowiada. Ale one nie chce niczego zmieniać.

Książkę tę odebrałam jako sposób zwrócenia uwagi na osoby, które nie pasują do standardów wyznaczonych przez społeczeństwo i rodzinę. Autorka świetnie pokazuje też mentalność i kulturę japońską, momentami lekko ją przerysowując. Czytałam tę książkę bardzo powoli, bo w wielu momentach musiałam robić przerwę, żeby zastanowić się nad kilkoma sprawami. Czy uniformizacja i automatyzacja w społeczeństwie to dobry i nieuchronny kierunek? Czy brak marzeń o karierze, domu i wielkich pieniądzach jest czymś złym i niepożądanym? Czy we współczesnym społeczeństwie jest miejsce na indywidualizm? Mnie się nasuwało mnóstwo pytań w trakcie czytania, ale znalazłam też wiele cech wspólnych dla mieszkańców Azji i Europy.

Polecam, jeśli ktoś lubi sobie podumać nad czytanym tekstem.

PS Ważne dla zrozumienia tej lektury jest doczytanie czym są sklepy konbini w Japonii. Praca tam jest dorywcza, głównie dla uczniów i studentów, za niewielkie pieniądze. Taki rodzaj przystanku w drodze do wielkiej kariery czy dla szybkiego podratowania budżetu. Praca taka ma niską społeczną ocenę.

poniedziałek, 24 kwietnia 2023

Ona i jej kot. Naruki Nagakawa, Makoto Shinkai

                                                       

                                                            TYTUŁ: Ona i jej kot

                                          AUTOR: Naruki Nagakawa, Makoto Shinkai
                                            WYDAWNICTWO: WUJ, Bo.wiem
                                   GATUNEK: literatura współczesna
                                                         STRON: 160
                                             DATA PREMIERY: 17 lutego 2022
                                                      SERIA: Seria z Żurawiem

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek

 


To moje kolejne udane spotkanie ze współczesną literaturą japońską. 

Gdyby ktoś mi wcześniej powiedział, że współczesna twórczość autorów z Kraju Kwitnącej Wiśni tak bardzo przypadnie mi do gustu, to bym w życiu nie uwierzyła. Dobrze czasem opuścić swoją strefę czytelniczego komfortu. Od pewnego czasu sięgam po książki z półki literatura japońska i niezmiennie jestem zadziwiona jak bardzo one trafiają w moją estetykę czytelniczą.

Cztery historie, cztery kobiety i cztery koty. Oraz pies filozof na dokładkę. Taki dobór bohaterów może wydawać się nudny, ale nic z tego. Każda kobieta ma inne problemy, tak jak jej kot. Historie są bardzo różne i w pewnym momencie się zazębiają. I cóż w tym wszystkim jest zachwycającego?

Autorzy są świetnymi obserwatorami rzeczywistości i tej ludzkiej, i zwierzęcej. I do tego posiadają wrażliwość, która pozwala im na pokazanie tego w ciekawy sposób. Uważny czytelnik dostrzeże pewne analogie. Rozmowy pomiędzy zwierzętami, jak i słowa wypowiadane przez ich opiekunów czasami wydają się zbliżone, a czasami kompletnie niezrozumiałe i niepowiązane. Moim ulubieńcem w tej książce jest pewien pies. Polecam uwadze.

Bohaterowie poruszają wiele ciekawych tematów.  Ale nie zawsze lekkich i radosnych. Mowa jest o samotności, stracie, bólu, przemijaniu. Autorzy ciekawie przemycają różne poglądy i opinie. Prowokują do przemyśleń i rozważań. 

Koty mieszkają ze mną prawie całe życie. Nie wyobrażam się bez nich funkcjonować. Ciekawa jestem jak tę książkę odbiorą czytelnicy, którzy nie darzą sympatią tych zwierząt. I czy miłość do zwierząt ma wpływ na wrażenia z lektury?

Polecam, bo dom bez kota to głupota 😻

środa, 26 maja 2021

Mama zawsze wraca. Agata Tuszyńska, Iwona Chmielewska

 

TYTUŁMama zawsze wraca
AUTOR: Agata Tuszyńska, Iwona Chmielewska
WYDAWNICTWO: Dwie Siostry
GATUNEK: literatura piękna
LICZBA STRON: 64
DATA PREMIERY: 18 marca 2020

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Czasami zdarzają się takie sytuacje, które utwierdzają mnie w przekonaniu, że to książka niekiedy wybiera mnie, a nie ja ją. Kiedy byłam w bibliotece, to pani bibliotekarka wnosiła akurat nowości. I jedna z nich spadła z niesionego stosiku prosto pod moje nogi. To była właśnie ta książka. Podniosłam, przeczytałam na okładce tekst i od razu ją wypożyczyłam. To było tuż po premierze i wtedy tak o niej pisałam:

Niewielkich rozmiarów książeczka o ogromnym ładunku emocjonalnym.
Poruszająca historia ocalałej z Zagłady dziewczynki, która była ukrywana przez swoją mamę w piwnicy.
Połączenie naiwności dziecka z okrucieństwem wojny sprawia, że ta opowieść pozostaje w czytelniku na zawsze.
I do tego jeszcze niesamowicie przecudowne i przesiąknięte wrażliwością ilustracje Iwony Chmielewskiej.
Postawię sobie tę książkę obok książki Renaty Piątkowskiej pt. Dzieci, których nie ma. Ten sam poziom poruszenia czytelniczego.
PS Kiedy zobaczyłam, że książka kosztuje w granicach 30 zł, to wydało mi się to wtedy trochę za dużo w stosunku do liczby stron (64 strony). Teraz ją kupię, bo warta każdej wydanej złotówki. Oprócz poruszającej treści książka jest bardzo pięknie wydana. Ten egzemplarz miałam z biblioteki.

To było ponad rok temu. Ale jak postanowiłam, tak zrobiłam. Kupiłam. I przeczytałam jeszcze raz. A mnie to się zdarza bardzo rzadko. I jaki jest mój odbiór teraz, po roku?
Zdania nie zmieniam. Ta książka jest do wielokrotnych powrotów. 
W opowieści poruszone jest tak wiele. Bo to nie tylko wspomnienia o wojnie, getcie, ukrywaniu się czy próbie przeżycia. Nasza mała bohaterka, Zosia, urodziła się w maju 1939 roku. Do getta trafia, kiedy ma około 2 lat. Mnie trudno sobie wyobrazić jak wygląda życie takiego malucha zamkniętego w piwnicy, który prawie całe dnie spędza sam. Mama oczywiście zagląda do kryjówki swojego dziecka. Przynosi jedzenia, bawi się z nim, przytula, opowiada. Ależ, to dziecko jest tak małe, że nawet nie nadaje się do współczesnego przedszkola!
Ta historia pokazuje wielką miłość matki do dziecka. Że nie ma dla matki rzeczy niemożliwych. Że pomysłowość, jaką wykazuje się rodzicielka, by zabawić córkę jest bez granic. Rysowanie, nauka liter i cyfr, haftowanie, zabawki zrobione z jakiś niepotrzebnych rzeczy, czytanie i jeszcze mnóstwo innych zajęć.
Izolacja w piwnicy i nieustający strach powodują, że Zosia rozwija się zupełnie inaczej niż inne dzieci. Nie zna niektórych pojęć, nie rozumie określeń czy nadzwyczajnej na świecie nigdy nie widziała na oczy żywego zwierzęcia. To wszystko ma wpływ na późniejsze życie Zosi. O czym opowiada już dorosła Zofia. Zofia porusza też tematy, oprócz miłości rodzicielskiej i wojny, takie jak tożsamość, dorastanie, ojczyzna, rodzina, wspomnienia i wiele innych. 
To bardzo przeszywająca serce książka. Oprócz samej historii niesamowitych wrażeń dostarczają ilustracje Iwony Chmielewskiej. Są pięknym dopełnieniem treści. Przejmujące i poruszające.

I na koniec kłaniam się nisko Wydawnictwu Dwie Siostry. Książka jest pięknie wydana: twarda oprawa, dobrej jakości papier, ciekawa historia opowiedziana w poruszający sposób i do tego ilustracje, które można oglądać wielokrotnie.

Polecam!

sobota, 2 listopada 2019

Wielka samotność. Kristin Hannah

TYTUŁ: Wielka samotność
AUTOR: Kristin Hannah
WYDAWNICTWO: Świat Książki
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 512
DATA PREMIERY: 23 maja 2018



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Wielka samotność to moja trzecia książka tej autorki. Wcześniej czytałam Słowika i Zimowy ogród. Ale ta jest zupełnie inna od wcześniejszych. Albo ja ją inaczej odebrałam. 

Akcja zaczyna się w latach 70. XX wieku, kiedy poznajemy rodzinę, a w niej nastoletnią Leni, matkę zakochaną w swoim mężu i ojca, który po powrocie z wojny w Wietnamie nie radzi sobie sam ze sobą. Receptą na trudne relacje w rodzinie ma być wyjazd na Alaskę i życie zgodnie z naturą. Czy ten pomysł okaże się dobry? Czy zamieszkanie z dala od cywilizacji i prowadzenie prostego życia przyniesie ukojenie?
Jak zwykle u tej autorki więcej pytań niż odpowiedzi.

Autorka poruszyła w swej powieści kilka istotnych tematów.
Trauma wojenna. Ojciec Leni nie radzi sobie w codziennym życiu. Swoją frustrację odreagowuje znęcając  psychicznie i fizycznie się nad żoną i córką. Należy zwrócić uwagę na to, że akcja książki dzieje się w latach 70. XX wieku i wtedy nie znano jeszcze pojęcia zespołu stresu pourazowego. Dziś już istnieją różne formy pomocy dla byłych wojskowych. Wtedy każdy musiał radzić sobie sam.

Przemoc rodzinna. Koło tego tematu nie można przejść obojętnie. Bita żona, która tłumaczy zachowanie męża, nie chce przyjąć pomocy przyjaciół, nie chce zgłosić na policje pobić i nie chce odejść od sprawcy. Mnie się ciężko czytało te fragmenty. Nie byłam w stanie zrozumieć całej tej sytuacji. Bardzo dobrze pokazany mechanizm przemocy i współuzależnienia.

Spojrzenie na świat oczami nastoletniej Leni, której burzliwy okres dorastania przypadł na czas mieszkania na Alasce. Przedstawienie relacji rodziców z punktu widzenia córki było ciekawym doświadczeniem. W ogóle cała złożoność otaczającego świata pokazana z perspektywy nastolatki było interesująca i skłaniająca do przemyśleń.

No i Alaska. Kraina dzika, niedostępna i groźna. Autorka świetnie oddała panujące tam warunki przyrodnicze jak i relacje międzyludzkie. To miejsce gdzie trzeba samemu zatroszczyć się o jedzenie i opał na zimę, gdzie pomoc sąsiedzka jest bardzo ważna, a wymiana barterowa jest ważniejsza od pieniędzy. Alaska ze swoimi ciemnościami, wielkim śniegiem, wyciem wilków i brakiem odgłosów cywilizacji bardzo mi przypomina polskie Bieszczady. A że kocham ten koniec Polski bezgranicznie, to pewnie dlatego tak przepadłam w lekturze. Oczami wyobraźni widziałam te dzikie krajobrazy...

Podsumowując: ciekawie przedstawione rodzina ze swoimi problemami, dobrze zarysowani bohaterowie, fabuła prowadzona pomału  i z dbałością o szczegóły i plastyczne opisy Alaski oraz zakończenie, które mnie zaskoczyło (bo nie takiego oczekiwałam, choć brałam pod uwag).

Komu polecam? Wszystkim tym, którym podobał się serial Przystanek Alaska i którzy kochają kontakt z dziką przyrodą. 

poniedziałek, 18 września 2017

Ósmy cud świata. Magdalena Witkiewicz.

TYTUŁ: Ósmy cud świata
AUTOR: Magdalena  Witkiewicz
WYDAWNICTWO: Filia
GATUNEK: Literatura współczesna
STRON:  331

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek.


I cóż ja biedna fanka mogę napisać? 
Nie jestem obiektywna. Mam tego świadomość. 
Uwielbiam książki tej Autorki.
Nie przeczytałam, co prawda, wszystkich pozycji, które wyszły spod jej pióra, ale te które trafiły w moje ręce naprawdę mnie urzekły.
Każda książka Pani Magdy ma w sobie to Coś, co nie pozwala odłożyć lektury zanim się nie skończy czytać.
I, zawsze, troszkę boję się kolejnej premiery. Dlaczego? Bo sobie myślę: czy i tym razem Autorka nie zawiedzie?

Mnie "Ósmy cud świata" nie zawiódł! Pochłonęłam go w jedną deszczową niedzielę.
A ile tematów i problemów miałam do rozstrzygnięcia w trakcie czytania?! Sporo. I to właśnie lubię w twórczości Witkiewicz: zawsze potrafi skłonić mnie do zastanowienia się nad sprawami, nad którymi nie mam czasu się pochylić w codziennym biegu dnia powszechnego.

Bo gdyby skupić się na samej fabule, to może wydać się ona niektórym zbyt banalna. A taka nie jest! Zapewniam. 
Anna jest, wydawałoby się, kobietą spełnioną. Ma super pracę, świetnego szefa, przystojnego kochanka, mieszkanie, zwiedza świat i ma wolności ile zechce. Jest singielką. Patrząc z boku: nic, tylko zazdrościć.
Ale, jak to w życiu... pozory mylą. Anna marzy o dziecku, rodzinie, stabilizacji. Patrzy z zazdrością na koleżanki, które wychodzą za mąż, rodzą dzieci. A tu zegar biologiczny cyka: cyk, cyk, cyk...
Postanawia wyjechać do Wietnamu. Zostawić problemy, odpocząć, pomyśleć. I zastosować się do rad taty:

"Córeczko, gdy masz kłopoty, musisz złapać dystans. Odejść trochę na bok. Pojechać gdzieś bardzo daleko..."

I kiedy przeczytałam te słowa w mojej głowie zabrzmiała pewna piosenka... Piosenka, która jest ze mną od lat...

Utwór ten nosi tytuł "Za mgłą" i wykonuje go zespół KSU.

Dosyć często rozważam 
Co jest warte me życie 
Setka zgranych kawałków 
Miraż bycia na szczycie
W takich chwilach najczęściej
Ruszam gdzieś w Połoniny
Tam zmęczony wspinaczką 
Człowiek staje się inny

Ref. Tam na dole zostało 
Wszystko to co cię męczy
Patrząc z góry wokoło
Świat wydaje się lepszy

Pasuje idealnie. I z doświadczenia wiem, że rady taty bohaterki działają. Co roku jeżdżę w Bieszczady: zmęczyć ciało, przewietrzyć umysł. Ania zrobiła to samo co ja: wyjechała, aby nabrać dystansu. Wybrała Wietnam.
Tam poznała Tomasza. Spędzili miło czas. I każde wróciło do swojego życia. Osobno. 
Brzmi trywialnie? Tak, jeśli nie zna się całej fabuły.

Autorka porusza, jak zwykle, kilka ważnych tematów.
Jednym z nich jest pragnienie posiadania dziecka. Pragnienie tak wielkie, że Anna poszukuje bardzo różnych rozwiązań. Część z nich nie brałam nawet pod uwagę. Ja się nigdy nad tym nie zastanawiałam. Mam dzieci. 

Poczucie samotności. Wracając do domu, rozmawiam z dziećmi, załatwiam tysiące spraw, wieczorem przytulam się do męża i zasypiam. Mam z kim podyskutować, pokłócić się, pośmiać. Anna o tym marzy. Nigdy nie myślałam, że  mój rwetes codzienności może być powodem do zazdrości. 

Tylko napomknę. W obecnych czasach można szybko znaleźć informację o każdym. Orwell miał rację...

Wietnam. Kraj, który leży bardzo daleko. I o którym raczej nie myślę. Jawi mi się jako coś egzotycznego i kulturowo zupełnie obcego. O dzięki Ci Autorko! Dzięki Tobie poczułam magię tego kraju. Pięknie ukazany. Dla mnie Wietnam to mistrz drugiego planu. I jeszcze jedna ważna rzecz: każdy rozdział rozpoczyna się powiedzeniem wietnamskim. Rewelacyjny zabieg! 

"Żuj przed jedzeniem, myśl przed mówieniem" -  moje ulubione.

Znalazłam jednak jedną wadę. Ta książka skończyła się za szybko. Spokojnie mogę napisać, że ten defekt  posiadają wszystkie przeczytane przeze mnie pozycje tej Autorki. 

Piękna, wzruszająca, skłaniająca do refleksji. O podążaniu za marzeniami, szukaniu swojego miejsca na ziemi, błądzeniu i szukaniu. O tym, że nie zawsze  jest łatwo w życiu. Że czasami szczęściu trzeba pomóc. I że plany są po to, aby je korygować. Że droga do spełninia jest kręta i wyboista. Ale zawsze warto...

Polecam.

PS. A dla Ciebie: co jest ósmym cudem świata?

sobota, 29 lipca 2017

Niewidzialne życie Iwana Isajenki. Scott Stambach

TYTUŁNiewidzialne życie Iwana Isajenki
AUTOR: Scott Stambach
WYDAWNICTWO: Prószyński i S-ka
 GATUNEK: literatura współczesna
  STRON: 357
Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek

Białoruś. Państwo, które ja rzadko spotykam na łamach literatury.
Piękna, ale i smutna książka.

Piękna, bo ukazane uczucie pomiędzy dwojgiem nastolatków jest niesamowicie wzruszające. Przynajmniej dla mnie. Para dzieciaków, która zakochuje się w sobie, choć wie, że ich związek nie ma żadnej przyszłości. On jest niepełnosprawny fizycznie i niesamowicie inteligentny, a ona śmiertelnie chora. 


Smutna, bo przedstawia historię chorych dzieci w szpitalu w Mazyrzu na Białorusi. Dzieci nie dość, że chorych, to jeszcze pozbawionych rodziców. Dzieciaków najczęściej okaleczonych fizycznie. Zamkniętych w szpitalu i rutynie codzienności. Chorych, samotnych, bez przyszłości.


Treść smutna, a zakończenie zaskakujące. I, jak można było się spodziewać śmierci Poliny, to historia Iwana mnie zaskoczyła. Nie takiego finału się spodziewałam.

Opowieść ta była jak emocjonalna karuzela. Mnie, matce, ciężko było czytać o krzywdzie dzieci. Łzy stawały mi w oczach wielokrotnie. 

Dla mnie ta książka miała wiele wspólnego z dwiema innymi: Nick Vujicic "Bez nóg, bez rak, bez ograniczeń" i "Wybrańcy" Steve Sem-Sandberg. Nick I Iwan są w podobny sposób okaleczeni fizycznie, a tytułowi Wybrańcy to też chore dzieci bez przyszłości. Choć w obu książkach kontekst historyczny był inny, to nie zmienia to faktu, że oba szpitale to miejsca pełne dziecięcych nieszczęść.

Poleca. Choć to lektura niełatwa, to i tak zostaje w głowie na dłużej.

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



wtorek, 2 maja 2017

Dzień dobry, północy. Lily Brooks-Dalton

TYTUŁ: Dzień dobry, północy
AUTOR: Lily Brooks-Dalton
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Czarna Owca
GATUNEK: literatura współczesna

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Ja to mam nosa! Czytać taką książkę w weekend majowy.

Pozycja dla wielbicieli "Małego księcia" Antoine de Saint-Exupery i "Stacji arktycznej <Zebra>" Alistaira MacLeana. Czyli połączenie przestrzeni kosmosu i zimna Arktyki. Choć, w trakcie czytania, przypomniała mi się jeszcze jedna książka: "Noc ognia" Erica-Emmanuela Schmitta. Ale tu było z kolei o pustyni...

Co łączy wyżej wymienione lektury?
Występują tu bardzo ważne dwa elementy: nieograniczona przestrzeń i samotność jednostki. 

No, bo czym różni się brak towarzystwa w kosmosie, na Arktyce czy na pustyni? Chyba tylko temperaturą otoczenia...

Augustine to badacz gwiazd, pracujący w różnych obserwatoriach na świecie. My go spotykamy w Arktyce. Kiedy współpracownicy nagle muszą się ewakuować,  postanawia zostać.

Sully to astronautka. Przemierza przestrzeń kosmiczną. Aż nagle statek traci łączność z Ziemią. I nagle wszyscy naukowcy uświadamiają sobie, że to już koniec...

Tych dwoje dzieli tak wiele. Miliony kilometrów. A co łączy? Miłość do gwiazd i poczucie osamotnienia.

Kiedy człowiek staje w oczy z nieuniknionym, to jak przeżyć resztę dni?
Bohaterów ogarniają nostalgia i wspomnienia.

To debiut autorki. Miałam obiekcje jak sobie poradzi z tak złożonym tematem.

Jak dla mnie: świetnie. Lily nie popadła w kicz i banał. Dobrze przedstawiła rozterki bohaterów, pięknie opisała naturę. Kolory zorzy czy błękit przestrzeni kosmicznej, to nieważne. Widziałam to oczami wyobraźni.

Wielokrotnie musiałam przystanąć w trakcie czytania. Łapała mnie tzw. "zawieszka". Po prostu - przystanek na przemyślenie.

PS Spójrzcie na okładkę. Idealna. 

Polecam gorąco.
Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek.



Kruchy lód. Krzysztof Bochus

    TYTUŁ :   Kruchy lód AUTOR :  Krzysztof Bochus  WYDAWNICTWO : Skarpa Warszawska GATUNEK:  kryminał STRON : 368 DATA PREMIERY:  13 marca ...