Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żona. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 grudnia 2022

Życie za wszelką cenę. Lisa Genova


TYTUŁ: Życie za wszelką cenę
AUTOR: Lisa Genova
WYDAWNICTWO: Filia
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 360
DATA PREMIERY: 19 czerwca 2019


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Książkę przeczytałam po raz pierwszy zaraz po premierze. Pamiętałam, że wzbudziła we mnie cały wachlarz emocji. Postanowiłam po nią sięgnąć na kilka dni przed końcem roku, który u mnie zawsze jest czasem podsumowań. I teraz też powieść ta wzbudziła we mnie emocje. Jedna jest wyjątkowo silna: wdzięczność. 

Richard Evans to znany muzyk i wybitny pianista. Ma 45 lat, jest po rozwodzie, miewa kochanki i czuje się obywatelem świata. Koncertuje na całym świecie, jest uwielbiany i kocha to, co robi. Tę idyllę przerywa diagnoza: ALS. Kto od razu wie co to za choroba? No właśnie. Ja nie wiedziałam. ALS to stwardnienie zanikowe boczne, a najbardziej znaną osobą, która na nią chorowała jest Stephan Hawking, słynny brytyjski astrofizyk. Pomimo diagnozy lekarzy o 2-3 letniej długości życia pacjentów z tą chorobą przeżył ponad 50 lat. 
Ważną informacją jest to, że autorka jest amerykańską lekarką specjalizującą się w neurobiologii. I ja to czułam w trakcie czytania. Czułam, że autorka wie, o czym pisze. Zna z własnego doświadczenia postęp tej nieuleczalnej choroby i problemy, z jakimi trzeba sobie radzić. To, co opisuje budziło we mnie najpierw niedowierzanie i współczucie, a potem nieustającą wdzięczność. Wdzięczność za moje ciało, które pozwala mi funkcjonować w sposób na jaki mam ochotę. Że mogę chodzić, podrapać się po głowie, usiąść, pobiec. Chorujący na ALS z każdym dniem mogą mniej. Systematycznie wyłączają się z użytkowanie kolejne mięśnie. U bohatera książki zaczęło się od rąk, co dla niego, jako pianisty oznaczało koniec pasji i pracy.  Aż dochodzi do tego, że nie jest już w stanie sam funkcjonować. Sytuacja pana Evansa jest jeszcze bardziej skomplikowana, bo opiekę na nim sprawuje była żona, z rodzeństwem i ojcem ma niewyjaśnione rany, a z córką nie łączą go więzy takie, jakie by chciał.

Autorka opisuje z dużą dokładnością i, co ważne, z dużą wrażliwością wszystkie etapy choroby. Udało się jej wycisnąć ze mnie kilka razy łzy. Ale jednocześnie nie trąci sentymentalizmem i tanim blichtrem.
Książka ta skłania do wielu przemyśleń. Ja odczuwałam wdzięczność za to, co mam. Zastanawiałam się nad rolą pasji i pracy w życiu, nad rodziną i panującymi w niej relacjami, nad optymizmem i silną wolą w walce z nieuleczalną chorobą, nad rozwojem medycyny i sposobami radzenia sobie z coraz mniej funkcjonującym ciałem. Tematów poruszonych w książce jest o wiele więcej. Myślę, że każdy czytelnik znajdzie swoje obszary do rozważań.

Polecam. 

wtorek, 14 grudnia 2021

W sam raz. Krótka opowieść o prawie wszystkim. Jostein Gaarder

 

TYTUŁ: W sam raz. 
Krótka opowieść o prawie wszystkim
AUTORJostein Gaarder
WYDAWNICTWO: Czarna Owca
GATUNEK: literatura piękna
LICZBA STRON: 128
DATA PREMIERY: 10 listopada 2021


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Jostein Gaarder należy do moich ulubionych współcześnie piszących autorów. Mam na półce wszystkie Jego książki wydane w Polsce. Jest twórcą najbardziej znanej pozycji z zakresu filozofii dla młodzieży, Świat Zofii, którą zachwycałam się w liceum. I jak tylko zobaczyłam tę nowość, to wiedziałam, że chcę ją przeczytać.

O tej lekturze trudno jest napisać w taki sposób, żeby nie zdradzić istotnych wątków fabuły. Autor nie wszystko wyjaśnia na początku, fabułę prowadzi tak, że do końca nie wiadomo co się wydarzyło, a co się wydarzy. Poznajemy Alberta, który przybywa do domku nad jeziorem. W jakim celu? Co będzie robił? Dlaczego jest sam?

Zanim przystąpi się do czytania, należy pamiętać, że autor pisze książki, które są mocno związane z filozofią. I ta też należy do tego nurtu.
Albert musi zmierzyć się z bardzo ważną wiadomością i jej konsekwencjami.
Siedząc w swojej samotni nad jeziorem wspomina przeszłość, rozmyśla o kobietach swojego życia, ludziach, których spotkał, młodości i przyszłości. Dochodzi do osobistych wniosków, snuje refleksje i rozmyśla o bliskich i wszechświecie. 
I choć to wszystko może wydawać się nudne, to zapewniam, że tak nie jest. Wielokrotnie robiłam przerwy w czytaniu, by pomyśleć o tym, co przeczytałam. Autor w prosty sposób pisze o rzeczach, które dotykają prawie nas wszystkich, ale w gonitwie codzienności nie mamy na nie czasu. Robi to nostalgicznie i refleksyjnie posługując się pięknym językiem.
Gdybym miała podać kilka świetnych cytatów, to musiałabym przepisać pół książki. Zalecam czytanie z ołówkiem.
Ta książka jest idealna na czas przedświąteczny. Kiedy zapomnimy się w porządkach i szaleństwie zakupów, to wieczorem zalecam tę lekturę. Ona daje wytchnienie od codzienności i pozwala powrócić na właściwy tor równowagi emocjonalnej.

Znalazłam tylko jeden minus: ta lektura jest za krótka. Czuję niedosyt.

Ten niewielkich rozmiarów tytuł jest jak kawa espresso. Niewielka objętość, a wpływ ogromny.
Można przeczytać w jeden wieczór, a i tak później myśli się o niej kilka dni.

Polecam.

środa, 19 sierpnia 2020

Żona winiarza. Kristin Harmel


TYTUŁ: Żona winiarza
AUTOR:  Kristin Harmel 
WYDAWNICTWO: Świat Książki
GATUNEK: literatura piękna
STRON: 352
DATA PREMIERY: 11 marca 2020


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


To już trzecia powieść tej autorki, którą przeczytałam. Słodycz zapomnienia bardzo przypadła mi do gustu, Dom przy ulicy Amelie była dla mnie przeciętna, więc byłam bardzo ciekawa jak ta amerykańska pisarka poradziła sobie z tą powieścią.

Wypunktuję plusy i minusy, bo ja nie umiem ocenić jej jednoznacznie. 

Akcja toczy się dwutorowo: w latach czterdziestych we Francji i współcześnie. Zabieg przeprowadzony udanie. Przechodziłam płynnie i nic nie zgrzytało.

Fabuła poprowadzona tak, że trudno odłożyć książkę. Autorka tak kończyła rozdział, że od razu chciałam czytać dalej. Udało się jej rozbudzić moją ciekawość i zainteresowanie akcją.

Temat tajemnic rodzinnych to jeden z moich ulubionych. Tutaj Harmel udało się mnie wodzić za nos bardzo długo. Nie odkryłam tajemnicy głównej bohaterki, ale od pewnego momentu zaczęłam się domyślać. A autorka i tak mnie zaskoczyła zakończeniem. 

Duży plus ode mnie za pokazanie pracy winiarzy w Szampanii. Dużo ciekawostek i informacji o życiu hodowców i uprawie winogron. To samo dotyczy francuskiego ruchu oporu. Autorka nie przygniotła czytelnika wiadomościami historycznymi, ale dała ich tyle, aby pobudzić zaciekawienie do własnych poszukiwań. Lubię bogate tło historyczne, tutaj było go mało, ale uważam, że więcej, akurat w tej powieści, nie było potrzebne.

Część bohaterów polubiłam, a część nie. Lubię taki zabieg, gdzie bohaterowie są bardzo różnorodni i nie dają się jednoznacznie zaszufladkować. Polubiłam szczególnie jedną starszą panią z wątku współczesnego, która pomimo ciężkich przeżyć potrafiła cieszyć się życiem. 

Dużym plusem jest też to, że autorka potrafi pisać tak, aby wywołać emocje. Łzy wiele razy stawały mi w oczach. Potrafi też tak opisywać wydarzenia, że zastanawiałam się wielokrotnie co ja bym zrobiła na miejscu bohatera książki. Mam w zwyczaju nie oceniać decyzji ludzi, którzy żyli w tak ekstremalnym czasie, jakim jest wojna. I tu też nie oceniałam, ale wiele razy przerywałam czytanie, bo musiałam kilka spraw przemyśleć. A to sobie cenię w czytanych lekturach.

Minusy też się znalazły.

Główna bohaterka części historycznej doprowadzała mnie do szału swoją infantylnością i naiwnością. Miałam ochotę potrząsnąć nią i powiedzieć: kobieto! Jest wojna!

W wątku współczesnym motyw romansowy, jak dla mnie, zbyteczny. A może ja po prostu nie lubię takich historii rodem z harlequina? Rzecz gustu.

Pewne sytuacje i dialogi bardzo sztuczne i naciągane. Nie wyobrażam sobie, żeby ludzie się tak do siebie zwracali. 

Powieść, według mnie, stylizowana jest na wojenny romans. Przynajmniej ja ją tak odebrałam. Patrząc na okładkę, zapowiedzi i reklamę. To jest duży minus. Bo, podkreślam: dla mnie, ma ona drugie dno i porusza wiele innych istotnych kwestii. Chociażby miłość do ojczyzny, istotę tożsamości czy poczucia winy.

Podsumowując: ciekawa powieść z kilkoma minusami. Nie umiem jej jednoznacznie ocenić. Jedynie co mogę napisać to to, że warto przeczytać i sprawdzić, czy damy się jej porwać, czy rzucimy w kąt. Używając kolokwializmu napisze tylko: taka se.


wtorek, 17 grudnia 2019

Perfekcyjna żona. JP Delaney


  TYTUŁ: Perfekcyjna żona
AUTOR: JP Delaney
WYDAWNICTWO: Otwarte
GATUNEK: thriller psychologiczny
STRON: 400
DATA PREMIERY: 18 września 2019


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


To moje drugie spotkanie z autorem i tak samo udane jak poprzednie. Lokatorka wessała mnie swoją tematyką i spowodowała kołowrotek myśli. I w tym przypadku nie było inaczej.

Fabuła może wydawać się banalna, ale tak nie jest. Abby budzi się w szpitalu po długoletniej śpiączce. Jest skołowana i nic nie pamięta. Ale jest przy niej mąż, technologiczny wizjoner i właściciel firmy innowacyjnej w zakresie robotyki. Wraca do domu i zastaje w nim synka. Dziecko wyjątkowe, bo autystyczne. Abby próbuje wrócić do normalnego życia. Wraz z upływającymi dniami coś jej nie pasuje i nie daje spokoju. Zaczyna drążyć swoje wspomnienia i bacznie obserwować rzeczywistość.
Co z tego wyniknie? 

Autor poruszył w swej książce wiele ciekawych tematów. 
Miłość męża do żony tak wielka, że postanawia przywrócić ją do życia za pomocą techniki. Stworzyć cobota, który będzie wyglądać i myślał jak żona. Ale czy jest jeszcze miłość czy może obsesja? A może sposób na idealnego małżonka?
Tom jest wyjątkowym facetem. Jest twórcą i projektantem zajmującym się robotami, ale też marzycielem wybiegającym w przyszłość. Przynajmniej na początku tak to wygląda. I do tego kochającym mężem i oddanym ojcem. Ale im dalej kartek za nami, to tym więcej mrocznych sekretów odkrywa Abby. Tom okazuje się człowiekiem o dwóch osobowościach. Ale czy koniecznie chcemy poznać tę mroczniejszą twarz? 
Ważnym wątkiem, w moim odczuciu, jest watek autystycznego syna Abby i Toma. Autor dużo poświęca uwagi na pokazanie zachowania dziecka, jego otoczenia, a także metod terapii. Jest to ważna część tej powieści, bo padają tam porównania dzieci z tym schorzeniem do robotów. Ale nie należy się na pisarza obrażać. Bo autor wie co pisze, bo ma dużą wiedzę na ten temat. Jak się przyznaje na końcu książki, sam ma syna z autyzmem.
I  do tego temat sztucznej inteligencji. Już teraźniejszość czy jeszcze przyszłość? Co nas, ludzi, czeka?

Jeśli do tego wszystkiego dołożymy sposób poprowadzenia fabuły, dwutorową narrację i ciągłą niepewność, to wszystko złoży się na nieodkładalny thriller. I na tę dwutorowość narracji polecam zwrócić uwagę, bo ja z premedytacją o niej tu nie piszę.
Delaney w perfekcyjny sposób trzyma czytelnika w niepewności, rozbudza zaciekawienie i nieustannie skłania do zastanowienia na wieloma tematami. W niewielkich porcjach dawkuje zdobywane informacje przez Abby, ukazuje fragmenty niby nic nieznaczącej przeszłości i kawałeczki coraz bardziej przerażającej teraźniejszości. A na koniec i tak dostajemy takie zaskakujące zakończenie, którego raczej nikt się nie spodziewa. 

Podsumowując: niesamowicie wciągający thriller, poruszający wiele ważnych tematów i skłaniający do myślenia nad rolą techniki w życiu człowieka z zaskakującym zakończaniem. 

Polecam.

niedziela, 17 listopada 2019

Tajemnica z Auschwitz. Nina Majewska-Brown

TYTUŁTajemnica z Auschwitz
AUTOR: Nina Majewska-Brown
WYDAWNICTWO: Bellona
GATUNEK: na faktach, literatura współczesna
LICZBA STRON: 360
DATA PREMIERY: 13 listopada 2019 


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Po książkę sięgnęłam, bo porusza temat, po który sięgam najczęściej, czyli druga wojna światowa.
A jeszcze do tego jest to historia, która wydarzyła się naprawdę.
Postanowiłam dać szansę autorce, której twórczości do tej pory nie znałam.

Dziś będzie krótko. 

Ta książka ma kilka plusów.

Autorka przeniosła na karty swej powieści historię Stefani Stawowy i tym sposobem uchroniła ją od zapomnienia. A warto o niej pamiętać, bo to kolejny przykład na to, że nie każdy Niemiec był zły, a każdy Polak dobry. I że najbardziej niewiarygodne historie pisze samo życie.

Drugim plusem są zdjęcia bohaterki i jej różnych dokumentów. Robią niesamowite wrażenie.

Kolejny plus to duża ilość przypisów, które czytelnikowi nieobeznanemu z historią ułatwiają zrozumienie pewnych aspektów tej powieści.
I to koniec plusów, niestety.

Minusy są.

Bohaterowie dla mnie bez wyrazu i do tego przedstawieni w sposób nijaki. Stefania Stawowy, córka nadleśniczego, oschłej i surowej matki, siostra Ryśka hulaki i dziecinnej Zośki, zakochana w Staśku Szwarcu, poślubiona Florianowi, matka córkom, więźniarka wielu obozów koncentracyjnych nie wzbudziła we mnie sympatii. Nie potrafiłam jej współczuć, a momentami mnie irytowała. Nie potrafiłam jej ani zrozumieć, ani zrozumieć jej działań.

Sama historia przedstawiona, jak dla mnie, zbyt lekkim językiem. Czytałam jak letnie czytadło.

Powieść ta nie wzbudziła we mnie żadnych emocji ani nie skłoniła do refleksji A tego oczekuję od historii z potencjalnie dużym ładunkiem emocjonalnym. A ta taka mogła być. I to jest mój największy problem z tą książką. Przeczytałam i nic.

Zabrakło mi też rozbudowanego tła historycznego. Podkreślam: rozbudowanego. Tło było, przypisy wyjaśniające były, ale dla mnie to za mało. Odgłos strzałów i problemy ze zdobywaniem jedzenia to dla mnie trochę zbyt skąpe informacje, aby oddać klimat opisywanych wydarzeń.

Głowna bohaterka nie zostawiła suchej nitki na mężu. Na każdym kroku go krytykowała i miała do niego pretensje, że dobro Polski stawia nad dobrem rodziny. To było irytujące. Chętnie bym przeczytała jego wersję wydarzeń. Spojrzała na opisywane przez Stefanię sytuacje okiem jej męża.

Podsumowując: jest to kolejna książka z wojną w tle, która nie spełniła moich oczekiwań. Od tego typu książek wymagam nieco więcej. Tu mi wielu kwestii zabrakło.
Książka nie jest zła, tylko ja nie jestem dla niej  grupą docelową. Tumaczę to sobie tym, że od ponad 20 lat czytam historie związane z Auschwitz i to może zmieniać mój odbiór tej powieści.

Czytaj jeśli chcesz.

środa, 25 września 2019

Tylko przeżyć. Prawdziwe historie rodzin polskich żołnierzy. Sylwia Winnik

TYTUŁ: Tylko przeżyć.
 Prawdziwe historie rodzin polskich żołnierzy.
AUTOR: Sylwia Winnik
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Znak 
GATUNEK: literatura faktu
STRON: 302
DATA PREMIERY:  27 lutego 2019


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Dziś spróbuję zachęcić Cię do przeczytania niezwykłej książki.
Budzi ona niesłychane emocje i nie pozostawia czytelnika obojętnym.

Autorka wysłuchała kilkunastu osób, którym było dane doświadczyć okropieństw wojny. Ale oddała też głos osobom, które nie były, co prawda, na misji pokojowej, ale są członkami rodzin żołnierzy, jak np. żony czy dzieci. 

Kiedy myślę wojna", to mam przed oczami wyobraźni drugą wojnę światową. Walkę z okupantem, obronę kraju i troskę o rodzinę. A co kiedy mężczyzna wyjeżdża do innego kraju i nie walczy o swoją ojczyznę? Kiedy zostawia rodzinę i jedzie w tak odległe miejsca jak Irak czy Afganistan? Czy można zrozumieć jego decyzję? 

W trakcie czytania nasuwa się mnóstwo pytań. Pytania zadają też bohaterowie książki.
Żołnierze czy też ich rodziny opowiadają o swoich emocjach, przeżyciach i wątpliwościach. I jeśli myślisz, że są to opowieści słodkie i pełne zachwytu to muszę wyprowadzić Cię z błędu. 
Żołnierze opowiadają o swojej tęsknocie, strachu i trudnych powrotach do kraju. Żony opisują swoje codzienne życie bez męża przy boku, a także o problemach i radościach. 
Dzieci o codzienności bez ojca, a kapelan wojskowy o trudach posługi kapłańskiej w czasie wojny.
I choć każda z tych opowieści powodowała u mnie łzy w oczach, to najbardziej poruszyło mnie wyznanie właśnie kapelana. Jak trudno wspierać żołnierzy, kiedy widzi się na co dzień wszystkie te okropne rzeczy, które dzieją się na wojnie? Jak samemu znaleźć siłę, by pomagać innym? 

Książka ta jest dla mnie szczególna. Dlaczego? Bo znam osobiście kilku żołnierzy, którzy byli w Iraku lub Afganistanie. Znam podobne historie wysłuchane na żywo. I zgadzam się z wieloma opowieściami zamieszczonymi w tej książce. Pamiętam komentarze ludzi np. o tym jakie to pieniądze żołnierze zarobili na nie swojej wojnie i jakie mają teraz majątki. Ale nikt nie spytał jakim kosztem to wszystko zdobyli i jaką cenę zapłacili. Bo nie każdy powrót z misji okazywał się szczęśliwym powrotem...

Podsumowując: zanim skomentujesz decyzję żołnierza czy jego rodziny przeczytaj tę książkę. Ukazuję ona słodko-gorzki obraz współczesnego żołnierza, jak i polskiej armii. Bo nie zawsze jest tak świetnie jak wygląda to w mediach. 
Podczas czytania emocje gwarantowane, a po lekturze jest mnóstwo powodów do przemyśleń.

Polecam.

środa, 21 lutego 2018

Na skraju załamania. B.A. Paris

TYTUŁNa skraju załamania
AUTOR: B.A. Paris
WYDAWNICTWO: Albatros
GATUNEK: thriller psychologiczny
STRON: 352




Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Dziś piszę to Ciebie ja, taki czytelniczy łosoś, który teraz będzie płynął pod prąd wartkiego potoku zachwytów. Tak, tak. Dziś nie będzie ekstazy czytelniczej. 
 Dziś podam swoja opinię w sosie kwaśno-gorzkim.

Kiedy przeczytałam poprzednią książkę, "Za zamkniętymi drzwiami", to byłam rozczarowana. Po TAKIEJ kampanii reklamowej myślałam, że będzie trzeba mnie zbierać z podłogi kiedy skończę czytać. A tu NIC. Dobre to tylko było i tyle. I kiedy zobaczyłam zapowiedzi kolejnej książki tej autorki, to pomyślałam, że dam jej drugą i ostatnią szansę. I tą OSTATNIĄ szansę autorka już wykorzystała. Więcej nie będzie. Choć reklama równie zachęcająca jak przy debiucie.

Uwielbiam thrillery. Mogę je czytać bez przerwy. I jeśli pojawia się zagadka, to rzadko udaje mi się ją rozwiązać. Lubię w nich to napięcie, niepewność i zaciekawienie. 

Niestety. Dla mnie ta książka nudna była jak akademia szkolna. Zero napięcia, mało niepewności  i ociupinka zaciekawienia. 
Nasza bohaterka nie udziela pomocy koleżance, która siedzi w samochodzie stojącym na poboczu leśnej drogi. Trwa ulewa. Rano dowiaduje się, że kobieta nie żyje. Od tego dnia ma wyrzuty sumienia, że nie udzieliła znajomej pomocy. Potem zdarza się jej zapomnieć o różnych rzeczach. Zapomina coraz częściej. Zaczyna wpadać w panikę, gdyż jej mama zapadła na demencję w wieku 44 lat. Obawia się tej choroby u siebie.
I tak przez większość książki: słyszy jakieś głosy, widzi jakiegoś faceta krążącego wokół domu, przedmioty zmieniają miejsce, odbiera głuche telefony, zapomina, że zrobiła jakieś zakupy. I tak w kółko. Zero jakiegokolwiek napięcia. Ile można o tym samym? Jakbym chciała coś na sen, to był sobie tv włączyła... Ziewałam.
Aż nadchodzi moment, że akcja rusza z kopyta. Ale co ja piszę! Co najwyżej rusza z pierwszego biegu. Zanim Cass, nasza obarczająca się poczuciem winy bohaterka, rozkminia o co chodzi, to ja już zaglądałam na ostatnią stronę. Z nudów. 
Tak jak napisałam wcześniej: thrillerów czytam dużo i rzadko rozwiązuję zagadkę przed końcem książki. A tu domyśliłam się wszystkiego zanim dobrnęłam do połowy. Autorka tak to wszystko przedstawiła, tyle podsunęła podpowiedzi, że nawet ja wpadłam na rozwiązanie.
Jeśli chodzi o sprawcę i motyw, to pojechała po "schemacie". To już tyle razy spotykałam w książkach i filmach, że zaczyna się robić nudne niczym niedzielna szarlotka u cioci. Oczywiście nie napiszę nic więcej, aby nie psuć Ci zabawy, kiedy już sięgniesz po tę książkę. No chyba, że mi uwierzysz i nie sięgniesz...

Ja się grzecznie pytam: gdzie te zaskakujące "zaskakujące zwroty akcji", "ciągłe napięcie" i "atmosfera niepokoju"? Czy zaskakującym zwrotem akcji jest tu pukanie kuriera do drzwi czy kawa z przyjaciółką? A to ciągłe napięcie? To może jest NA PIĘCIE stojąca bohaterka przy telefonie? A ten niepokój? To chyba występuje kiedy ta kobieta sprząta kuchnię, a NIE POKÓJ.

Kreacja bohaterów odkrywcza niczym kopalnia w Bełchatowie. Wszyscy irytujący niczym śnieg w maju. Czy naprawdę kochający mąż podaje do kolacji wino wiedząc, że żona bierze psychotropy? No ja przepraszam. I nikt nie wpadł na pomysł, że wysyłanie smsów to jest niebezpieczna metoda kontaktów? Czy autorka nie wie, że w dobie internetu i w XXI wieku wszystko można sprawdzić?

Zapadanie się w kolejny etap choroby, demencji jak sądzi bohaterka, jest tu dla mnie ciekawe jak przesypujący się piasek w klepsydrze. Problem przedstawiony wybiórczo i "po łebkach". Miałam nadzieję, że dowiem się czegoś ciekawego, a tu tylko kurz jakiś osiadł po interesującym temacie.

Podsumowując:
Kiepski thriller bez żadnego napięcia, przewidywalny, z zakończeniem łatwym do odgadnięcia, temat choroby potraktowany po "macoszemu", bohaterowie i motywy sprawcy schematyczni.

Nie polecam.

PS. Aaaaaaaaaa! Wiem! Ten tytuł... Ja już byłam prawie na skraju załamania, kiedy czytałam ten, ponoć rewelacyjny, thriller i myślałam sobie ile to świetnych książek czeka na mnie na czytniku.

Kruchy lód. Krzysztof Bochus

    TYTUŁ :   Kruchy lód AUTOR :  Krzysztof Bochus  WYDAWNICTWO : Skarpa Warszawska GATUNEK:  kryminał STRON : 368 DATA PREMIERY:  13 marca ...