Pokazywanie postów oznaczonych etykietą choroba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą choroba. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 grudnia 2023

Małe szczęście. Własnoręcznie zbudowana historia. Dee Williams

 

TYTUŁ: Małe szczęście. Własnoręcznie zbudowana historia.
AUTOR: Dee Williams
WYDAWNICTWO: Znak Literanova
GATUNEK: literatura piękna
STRON: 288
DATA PREMIERY: 27 lipca 2020

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Po książkę sięgnęłam, kiedy przeczytałam takie zdanie o niej: Prawdziwa opowieść dla każdego, kto choć raz marzył, by rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady.*
A ja przecież kocham te góry. I jakież było moje zdziwienie, kiedy odkryłam, że tam nie ma nic o górach. A po kilkunastu stronach już wiedziałam, że jej nie odłożę. Z jakiego powodu? Było ich kilka.

Częściowo jest to poradnik, w którym przeczytamy jak zbudować mikro domek i wieść szczęśliwe życie na maleńkiej powierzchni. Sama autorka przytacza określenia na swój dom takie jak: że jest wielkości znaczka czy zmieści się na dywanie. Wiele ciekawych uwag i spostrzeżeń stricte technicznych. W wielu miejscach zastanawiałam się jak by to mogło wyglądać w Polsce od strony np. prawnej i formalnej. Ta część książki jest interesująca i bardzo konkretna. Autorka dzieli się swoim doświadczeniem i udziela porad prowadząc wykłady na całym świecie. Przedstawia plusy i minusy takiego rozwiązania.

Nie mniej ważny jest drugi element tej książki, który dotyczy życia osobistego autorki. Opisuje w nim jak wyglądało jej życie przed powstaniem mikro domku, co było impulsem do tych zmian, co zmieniło się w jej relacjach z ludźmi i rzeczami. Mnóstwo dających do myślenia rozważań snuje pisarka na temat szczęścia, choroby, śmierci, ekologii, zero waste, minimalizmu, konsumpcjonizmu, jakości współczesnego życia, ale też prawa, ekonomii i polityki. Choć może to się wydawać pomieszane niczym groch z kapustą, to wcale takie nie jest. Czytałam z zainteresowaniem i zadumą. W wielu momentach przystawałam, żeby zastanowić się nad poruszanymi przez autorkę problemami. Miłośników zwierząt uprzedzam: proszę naszykować chusteczki.

Ta lektura okazała się o wiele ciekawsza niż przypuszczałam. Miło spędziłam dwa wieczory. Dała mi powody do wielu rozważań nad własnym życiem. A że teraz jestem w fazie odgracania i minimalizowania posiadanych rzeczy, to ta książka idealnie wpasowała się w ten etap życia.

Polecam. Ciekawa i refleksyjna bez moralizowania i pouczania.

*źródło: lubimyczytac.pl

sobota, 7 stycznia 2023

Motyl. Lisa Genova

 

TYTUŁ: Motyl
AUTOR: Lisa Genova 
WYDAWNICTWO: Papierowy Księżyc
GATUNEK: powieść współczesna
LICZBA STRON: 365
DATA PREMIERY: 30 maja 2011


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Książkę tę przeczytałam po raz pierwszy w lutym 2015 roku jako 22 lekturę w tymże roku. I tak o niej napisałam w jednej z grup książkowych na Facebooku (wtedy tylko tam pisałam swoje opinie, bo blog powstał później):

Piękna i poruszająca. Skłaniająca do refleksji. Pochłonięta, a nie przeczytana.
Lisa Genova, amerykańska autorka oraz doktor nauk medycznych w dziedzinie neurobiologii, przedstawia nam przejmującą historię kobiety zapadającej na chorobę Alzheimera. Alice Howland to pięćdziesięcioletnia profesor Harvardu, matka trójki dzieci, kobieta sukcesu i nagle diagnoza: Alzheimer. Ta książka to przerażające studium rozwoju tej strasznej choroby. Polecam gorąco.
P.S. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, że nie poznaję osób, które kocham, a taka jest ta choroba.

Przeczytałam ją po raz kolejny. I zdania nie zmieniam. Przerażająca i przejmująca książka. Autorka ma dar albo jak kto woli umiejętność pisania o sprawach trudnych i bolesnych w sposób chwytający za serce, ale bez grama nudy i taniej sensacji. Lektura ta skłania do rozmyślań nad zdrowiem i relacjami w rodzinie. Mnie pozwoliła docenić to, co mam. Tak samo jak wcześniej przeczytana książka tej autorki pt. Życie za wszelką cenę, która przedstawia życie pewnego pianisty z diagnozą ALS.

Zanim powstał blog, to przeczytałam wszystkie książki tej autorki wydane w Polsce. Teraz postanowiłam do nich wrócić i opisać je na blogu. Uważam, że Jej książki powinien znać każdy, a szczególnie ci, którzy bezustannie narzekają.

Polecam.

wtorek, 27 grudnia 2022

Życie za wszelką cenę. Lisa Genova


TYTUŁ: Życie za wszelką cenę
AUTOR: Lisa Genova
WYDAWNICTWO: Filia
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 360
DATA PREMIERY: 19 czerwca 2019


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Książkę przeczytałam po raz pierwszy zaraz po premierze. Pamiętałam, że wzbudziła we mnie cały wachlarz emocji. Postanowiłam po nią sięgnąć na kilka dni przed końcem roku, który u mnie zawsze jest czasem podsumowań. I teraz też powieść ta wzbudziła we mnie emocje. Jedna jest wyjątkowo silna: wdzięczność. 

Richard Evans to znany muzyk i wybitny pianista. Ma 45 lat, jest po rozwodzie, miewa kochanki i czuje się obywatelem świata. Koncertuje na całym świecie, jest uwielbiany i kocha to, co robi. Tę idyllę przerywa diagnoza: ALS. Kto od razu wie co to za choroba? No właśnie. Ja nie wiedziałam. ALS to stwardnienie zanikowe boczne, a najbardziej znaną osobą, która na nią chorowała jest Stephan Hawking, słynny brytyjski astrofizyk. Pomimo diagnozy lekarzy o 2-3 letniej długości życia pacjentów z tą chorobą przeżył ponad 50 lat. 
Ważną informacją jest to, że autorka jest amerykańską lekarką specjalizującą się w neurobiologii. I ja to czułam w trakcie czytania. Czułam, że autorka wie, o czym pisze. Zna z własnego doświadczenia postęp tej nieuleczalnej choroby i problemy, z jakimi trzeba sobie radzić. To, co opisuje budziło we mnie najpierw niedowierzanie i współczucie, a potem nieustającą wdzięczność. Wdzięczność za moje ciało, które pozwala mi funkcjonować w sposób na jaki mam ochotę. Że mogę chodzić, podrapać się po głowie, usiąść, pobiec. Chorujący na ALS z każdym dniem mogą mniej. Systematycznie wyłączają się z użytkowanie kolejne mięśnie. U bohatera książki zaczęło się od rąk, co dla niego, jako pianisty oznaczało koniec pasji i pracy.  Aż dochodzi do tego, że nie jest już w stanie sam funkcjonować. Sytuacja pana Evansa jest jeszcze bardziej skomplikowana, bo opiekę na nim sprawuje była żona, z rodzeństwem i ojcem ma niewyjaśnione rany, a z córką nie łączą go więzy takie, jakie by chciał.

Autorka opisuje z dużą dokładnością i, co ważne, z dużą wrażliwością wszystkie etapy choroby. Udało się jej wycisnąć ze mnie kilka razy łzy. Ale jednocześnie nie trąci sentymentalizmem i tanim blichtrem.
Książka ta skłania do wielu przemyśleń. Ja odczuwałam wdzięczność za to, co mam. Zastanawiałam się nad rolą pasji i pracy w życiu, nad rodziną i panującymi w niej relacjami, nad optymizmem i silną wolą w walce z nieuleczalną chorobą, nad rozwojem medycyny i sposobami radzenia sobie z coraz mniej funkcjonującym ciałem. Tematów poruszonych w książce jest o wiele więcej. Myślę, że każdy czytelnik znajdzie swoje obszary do rozważań.

Polecam. 

sobota, 9 lipca 2022

Wszystko, co ukrywamy. Kelly Rimmer

 

TYTUŁ: Wszystko, co ukrywamy
AUTOR: Kelly Rimmer
WYDAWNICTWO: Znak Horyzont
GATUNEK: literatura piękna
LICZBA STRON: 376
DATA PREMIERY: 28 lutego 2022



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Są takie książki, które powinni sprzedawać z chusteczkami. Serio. 
I ta właśnie do takich należy. Kiedyś użyłam takiego hasztagu #chusteczkowapowiesc.
To moja trzecia, po Sierocie z Warszawy i Tego ci nie powiedziałam, powieść tej autorki, która bardzo przypadła mi do gustu. Opinie o obu tych książkach można znaleźć na blogu, wpisując w lupkę tytuł lub nazwisko autorki.

Rimmer ma to Coś, co pozwala poruszyć w czytelniku najczulszą nutę w trakcie zgłębiania książki. A jednocześnie nie ociera się o kicz i małostkowość. Bardzo rzadkie połączenie.

Fabuła tej powieści dzieje się dwutorowo. Historię Beth poznajemy w 1996 roku, a Grace w 1957. Obie kobiety zmagają się z codziennością. I obie nie radzą sobie z macierzyństwem. Każda na swój sposób. 
Beth poznajemy, kiedy musi podjąć decyzję wraz z rodzeństwem w sprawie ojca, który ze względu na swoją chorobę nie może mieszkać już sam. Czwórka dzieci wychowała się bez matki i teraz przeżywają ciężkie chwile. Postanawiają oddać ojca pod specjalistyczną opiekę, a dom sprzedać. Tylko że ten dom trzeba najpierw opróżnić. Podejmuje się tego właśnie Beth, która jako jedyna z rodzeństwa nie pracuje, gdyż przebywa na urlopie macierzyńskim. To, co znajduje na strychu domu wywróci życie dorosłych już dzieci do góry nogami.
Grace poznajemy, kiedy zakochuje się i wychodzi za mąż na Patricka, zamieniając luksusowy dom rodzinny na dom komunalny. W ciągu 4 lat na świat przychodzi czwórka dzieci. I pewnego dnia Grace znika.
Co łączy obie historie? Beth to córka Grace. 
Autorka tak poprowadziła fabułę, że trudno było odłożyć książkę. Tajemnice i niedopowiedzenie odkrywała stopniowo i bardzo niespiesznie powodując, że czytelnik chciał czytać i czytać, aby dowiedzieć się co tak naprawdę się wydarzyło.
Mam wrażenie, że książki Rimmer mają jakieś ukryte drugie dno i poruszają społeczne tematy, na które pisarka chce zwrócić czytelnika uwagę. W tej cztery tematy skłaniają czytelnika do przemyśleń. Kolejność przypadkowa.
Pierwszy to depresja poporodowa. Temat jak często występujący, tak często skrywany. Świetnie przedstawiony. Bez oceniania czy krytyki.
Drugi to otępienie czołowo-skroniowe występujące u osób starszych. Pięknie przedstawione i dające powody do refleksji. I bardzo wzruszające.
Trzeci to tradycyjne role w społeczeństwie ze względu na płeć. W wielu domach pokutuje jeszcze przekonanie, że to kobieta powinna zostać w domu i zająć się wychowywaniem dzieci. Na szczęście pomału się to zmienia.
Czwarty to prawo do aborcji. Temat kontrowersyjny dla wielu osób. W tej powieści przedstawiony tak, że każdy, kto trzyma książkę w ręku będzie musiał sam sobie odpowiedzieć na pytania, jakie pojawią się w trakcie czytania.

Rimmer, po raz kolejny, wykazała się dużą wrażliwością i wyczuciem. Każdy z poruszonych tematów przestawiła w sposób subtelny i wyważony. Znalazłam tylko jeden minus: jak dla mnie zbyt długo rozkręca się fabuła. Niezbyt cierpliwi czytelnicy mogą porzucić powieść. Zalecam cierpliwość.
Chociaż nie. Jest jeszcze jeden minus. Okładka. Porażka. Gdybym miała kupić tę książkę w księgarni, to ominęłabym ją wielkim łukiem. Na szczęście ten egzemplarz mam z biblioteki. Kompletnie nie pasuje do treści i nie zachęca do zakupu.

Polecam.

I cytat na koniec:

W ciągu kilku ostatnich lat przekonałam się, że samotność jest gorsza od smutku. A to dlatego, jak sobie uświadamiam, że samotności z definicji nie da się z nikim dzielić.

wtorek, 14 grudnia 2021

W sam raz. Krótka opowieść o prawie wszystkim. Jostein Gaarder

 

TYTUŁ: W sam raz. 
Krótka opowieść o prawie wszystkim
AUTOR: Jostein Gaarder
WYDAWNICTWO: Czarna Owca
GATUNEK: literatura piękna
LICZBA STRON: 128
DATA PREMIERY: 10 listopada 2021


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Jostein Gaarder należy do moich ulubionych współcześnie piszących autorów. Mam na półce wszystkie Jego książki wydane w Polsce. Jest twórcą najbardziej znanej pozycji z zakresu filozofii dla młodzieży, Świat Zofii, którą zachwycałam się w liceum. I jak tylko zobaczyłam tę nowość, to wiedziałam, że chcę ją przeczytać.

O tej lekturze trudno jest napisać w taki sposób, żeby nie zdradzić istotnych wątków fabuły. Autor nie wszystko wyjaśnia na początku, fabułę prowadzi tak, że do końca nie wiadomo co się wydarzyło, a co się wydarzy. Poznajemy Alberta, który przybywa do domku nad jeziorem. W jakim celu? Co będzie robił? Dlaczego jest sam?

Zanim przystąpi się do czytania, należy pamiętać, że autor pisze książki, które są mocno związane z filozofią. I ta też należy do tego nurtu.
Albert musi zmierzyć się z bardzo ważną wiadomością i jej konsekwencjami.
Siedząc w swojej samotni nad jeziorem wspomina przeszłość, rozmyśla o kobietach swojego życia, ludziach, których spotkał, młodości i przyszłości. Dochodzi do osobistych wniosków, snuje refleksje i rozmyśla o bliskich i wszechświecie. 
I choć to wszystko może wydawać się nudne, to zapewniam, że tak nie jest. Wielokrotnie robiłam przerwy w czytaniu, by pomyśleć o tym, co przeczytałam. Autor w prosty sposób pisze o rzeczach, które dotykają prawie nas wszystkich, ale w gonitwie codzienności nie mamy na nie czasu. Robi to nostalgicznie i refleksyjnie posługując się pięknym językiem.
Gdybym miała podać kilka świetnych cytatów, to musiałabym przepisać pół książki. Zalecam czytanie z ołówkiem.
Ta książka jest idealna na czas przedświąteczny. Kiedy zapomnimy się w porządkach i szaleństwie zakupów, to wieczorem zalecam tę lekturę. Ona daje wytchnienie od codzienności i pozwala powrócić na właściwy tor równowagi emocjonalnej.

Znalazłam tylko jeden minus: ta lektura jest za krótka. Czuję niedosyt.

Ten niewielkich rozmiarów tytuł jest jak kawa espresso. Niewielka objętość, a wpływ ogromny.
Można przeczytać w jeden wieczór, a i tak później myśli się o niej kilka dni.

Polecam.

środa, 25 sierpnia 2021

Dziewczyna z białym psem. Anne Booth.

 

TYTUŁ: Dziewczyna z białym psem. 
AUTOR: Anne Booth
WYDAWNICTWO: Akapit Press
GATUNEK: literatura młodzieżowa
STRON: 199
DATA PREMIERY: rok 2017 




Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Na tę książkę trafiłam przypadkiem. A ja podobno nie wierzę w przypadki. 
Mam zwyczaj przeglądać zasoby biblioteki filtrując książki pod względem tematu. I tak po wpisaniu hasła: nazizm pokazała mi się ta książka. Patrząc na okładkę myślałam, że doszło do pomyłki. Zaczęłam drążyć problem i skończyło się na tym, że ją wypożyczyłam.

W zasadzie to mogłabym o niej napisać trzy zdania:
Powinna być lekturą w szkole.
Do tej książki zakładka nie jest potrzebna.
Chusteczki za to są niezbędne.

Jest to powieść z kategorii literatura młodzieżowa, więc już absolutnie, wydaje się, nie dla mnie. Ale jednocześnie jest to jedna z lepszych książek, jakie czytałam. Dlaczego? Bo w piękny sposób porusza wiele tematów i budzi mnóstwo emocji, które towarzyszą okresowi dorastania.

Zakładka jest zbędna nie z powodu małej liczby stron, ale dlatego, że jest napisana w taki sposób, który trzyma czytelnika w ryzach i nie pozwala zrobić przerwy w czytaniu, zmusza do wielu refleksji.

Chusteczki są obowiązkowe. Pomimo tego, że tematy wojenne zgłębiam od lat, to ta książka wycisnęła ze mnie wiele łez. I to nie tylko w związku z tematyką wojny. Autorka potrafi tak operować słowami, że łzy same cisną się do oczów. I do tego ani przez moment nie jest ckliwie czy pompatycznie. 

A o czym ona jest? Fabułę można streścić w kilku zdania. Angielska nastolatka marzy o psie. Rodzice nie chcą się zgodzić. Za to babcia przygarnia psiaka. I w niedługim czasie zapada na zdrowiu. Dziewczynka opiekuje się psem, a rodzice doglądają babcię w szpitalu. Nestorka rodu swoimi słowami i zachowaniem budzi niepokój wśród rodziny. Wraca do lat swojego dzieciństwa i mówi rzeczy niezrozumiałe współczesnym. Wnuczka znajduje w szafie zdjęcia i listy babci. I to okazje się kluczem do wyjaśnienia całej sprawy. Wydaje się banalne, nie? Ale autorka wplata w tę historię mnóstwo innych wątków, nie mniej ciekawych.
Powiem szczere, że kiedy czytałam, to cały czas zastanawiałam się gdzie ten nazizm. Bo przecież pod takim hasłem wyskoczyła ta książka w bibliotece. Zalecam cierpliwość!

Mamy w tej powieści dwa wątki: współczesny i wojenny.
W materii współczesnej mamy bardzo różnorodną problematykę: uchodźców, migrantów zarobkowych, niepełnosprawności, narodowości, zagubienia, miłości, rozwodów, miłości do zwierząt, niezrozumienia, wykluczenia, starości, rodziny, chorób, wspomnieniową. Wydaje się dużo i różnorodnie. Bez obaw, autorka wspaniale to wszystko połączyła.
W kwestii wojennej występują takie zagadnienia, jak: nazizm (tak, jest!), wychowanie dzieci, nacjonalizm, indoktrynacja, propaganda, obojętność, strach, miłość do zwierząt, wykluczenie, narodowość, niepełnosprawność, starość i choroba. Tu też bez obaw. Wszystko świetnie współgra.

A jak pisarka połączyła to wszystko? Dla mnie po mistrzowsku. Pokazała, że można pisać o takich problemach, jak obozy koncentracyjne i wszechobecna śmierć w sposób delikatny i bez epatowania drastycznymi opisami. Że wiele problemów i zagadnień z przeszłości można odnaleźć w teraźniejszości. Że historia lubi się powtarzać. Że nie możemy być obojętni. Że przeszłość nie jest tylko przeszłością, ale powinna być też nauczką dla przyszłych pokoleń. Że młodzież, bez względu na lata, w jakich żyje, ma podobne problemy i radości. I mogłabym tak jeszcze długo wymieniać. W końcu znalazłam powód, dlaczego tę książkę umieszczono w tematyce nazizm. Ale to już pozostawiam do samodzielnego odszukania.

Podsumowując: bardzo mądra i ciekawa książka, która porusza mnóstwo tematów bez szumnych haseł i moralizatorskich wstawek. Daje do myślenia, nie tylko młodzieży.

Polecam. 

PS Zwróć uwagę na temat baśni. Cudownie przedstawiony.

sobota, 17 lipca 2021

Niejedno. Barbara Woźniak

 

TYTUŁ: Niejedno
AUTOR: Barbara Woźniak 
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Drzazgi
GATUNEK: literatura piękna 
STRON: 414
DATA PREMIERY: 30 czerwca 2021



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Na tę książkę natknęłam się przypadkiem, kiedy przeglądałam nowości w Legimii. Moją uwagę przyciągnęła okładka. Jest taka, jak lubię, czyli minimalistyczna. Postanowiłam sprawdzić co się mieści pomiędzy takimi okładkami.

Już po kilku kliknięciach czytnika wiedziałam, że to będzie Coś, przez duże C. Świetnie napisana, rewelacyjny język i mnóstwo celnych uwag i komentarzy. To moje pierwsze spostrzeżenia jeszcze zanim zagłębiłam się w fabułę na dobre.

Przedstawię najpierw bohaterów tej powieści.
Szymon Kowalski, syn, ojciec, rozwodnik, nauczyciel akademicki, wykładowca etyki na kierunkach medycznych, opiekun rodzica.
Henryk Kowalski, były weterynarz, ojciec Szymona i Grażyny, wdowiec, emeryt, chory na alzheimera.
Kasia Kowalska, córka Szymona, wnuczka Henryka, zapracowana studentka.
Grażyna, siostra Szymona, mieszkająca za wielką wodą, wielka nieobecna.

W zasadzie fabułę można streścić w jednym zdaniu: 53-letni Szymon musi pogodzić pracę na uczelni w Krakowie z opieką nad chorym ojcem mieszkającym w Tarnowie. I tyle. Proste? No, niekoniecznie.

W tej powieści jest tyle wątków i smaczków, że aż nie wiem, od którego zacząć. Bo ta książka to przykład, że przysłowiowy diabeł tkwi w szczegółach. 
W fabule można wyłonić dwa wątki: zawodowy, kiedy to Szymon prowadzi zajęcia na uczelni i prywatny, kiedy opiekuje się ojcem. Choć tak różne, to jednak wspaniale się zazębiają.
Autorka porusza wiele ciekawych, choć niełatwych tematów.
Osoby chorujące na alzheimera. Przypomina to umieranie na raty. Niby ciało jeszcze jest i funkcjonuje, ale człowiek jest już w innym wymiarze. Nie ma z nim kontaktu.
Starość, która dla wielu jest niewidzialna. Bo jak mówi Szymon: starość się Panu Bogu nie udała.
Opieka nad chorym w domu przez, najczęściej, członka rodziny. I odsunięcie się reszty familii. 
Stosunek otoczenia do osoby chorej i starszej. Traktowani są jak trędowaci. Nikt o nich nie pamięta.
A ponieważ Szymon jest z wykształcenia filozofem, który wykłada etykę przyszłym lekarzom, to w książce mamy ciekawe spojrzenia na poruszane tematy. Kowalski zadaje sobie mnóstwo pytań, ma interesujące spostrzeżenia i wysnuwa poruszające wnioski.
Ważnym wątkiem jest przygotowywany przez Szymona fakultet na temat: Medycyna w czasach Trzeciej Rzeszy. Jeśli czytelnik zna choć trochę tę tematykę, to będzie to wspaniałe przypomnienie. Jeśli nie, to będzie niesamowita lekcja historii. Eugenika, akcja T4, życie niegodne życia, niepełnosprawni obywatele niemieccy, nieproduktywność, koszty utrzymania, starość i wiele wiele innych. Specjalnie piszę niezbyt szczegółowo, by nie zepsuć frajdy z czytania. Choć w tym przypadku raczej ciężko o frajdę.
Mogłabym jeszcze długo pisać. Chociażby o roli muzyki i literatury w życiu czy szkolnictwie wyższym w Polsce. Ale to już pozostawię do samodzielnego wyszukiwania.  

Autorka poruszyła tu wiele tematów. One wszystkie dobrze się uzupełniają. Są bardzo ważne i bardzo niewygodne. Starość i choroba, kiedy idą w parze, to tematyka niełatwa. Udało się Pani Barbarze jednak zmusić mnie do zastanowienia nad wieloma sprawami. Starość, choroba, rodzina, społeczeństwo, służba zdrowia, opieka społeczna, etyka lekarska. Mnóstwo tematów, które układają się w spójną całość, która nie daje o sobie zapomnieć.

Podsumowując: bardzo piękna, mądra i jednocześnie smutna powieść, która zmusza do myślenia i nie daje o sobie zapomnieć. O życiu i rzeczach ważnych.
Jedna z lepszych książek, jakie przeczytałam w tym roku.

Polecam. 

poniedziałek, 17 lutego 2020

Strupki. Paulina Jóźwik

TYTUŁ: Strupki
AUTOR: Paulina Jóźwik
WYDAWNICTWO: Znak Literanova
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 256
DATA PREMIERY: 9 grudnia 2019

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Są takie chwile w moim czytelniczym życiu, że cokolwiek bym nie napisała o przeczytanej książce, to i tak będzie mało. A z pewnością banalnie. I ten debiut do takich należy. Jeśli tak pięknie można zaczynać swoją pisarską drogę, to ja już robię miejsce na półce na kolejne książki tej pani.
O czym jest ta powieść? O Życiu. Takim przez duże Ż. O dwóch dziewczynkach wychowanych przez babcię na polskiej wsi. Opuszczonych przez ojca, który wyjechał za granicę za pracą. O matce, która zginęła nagle. O tajemnicach rodzinnych. O codzienności na wsi. Pierwszych miłościach i pierwszych spotkaniach ze śmiercią. O marzeniach i obowiązkach. O pamięci i o zapominaniu. O tradycjach i postępie. Czyli o wszystkim, co nas otacza.

Czytelnicy, którzy mają wspomnienia podobne do bohaterek, czyli chociaż wakacje na wsi, znajdą w tej powieści przyczynę do wspomnień. A ci, którzy nie doświadczyli wiejskich wakacji, będą mogli poznać tą wieś nie taką sielsko-anielską, tylko taką jak wyglądała ona co dzień.

Opowieść snuje się dwutorowo. Pola, to ta z sióstr, która wyjechała na studia i opuściła rodzinne strony. Teraz wraca na pogrzeb ukochanej babci. Irena, która została i opiekowała się chorą staruszką czeka na siostrę. Pogrzeb i spotkanie ze znajomymi staje się powodem do wspomnień. I w ten sposób poznajemy losy obu sióstr. Po drodze wychodzą jeszcze tajemnice rodzinne, skrywane zdjęcia, niedopowiedzenia i wuj, o którym nikt nie chce mówić.

I choć sama historia jest jak wiele podobnych, to jednak jej sposób opowiedzenia jest tak przejmujący i nostalgiczny, że nie chciałam, żeby ta książka się skończyła. Autorka przedstawia tę historię w sposób niesamowicie empatyczny i z dużą wrażliwością. Zwraca uwagę na pewne szczegóły otaczającej nas rzeczywistości, na które w codziennym biegu nie mamy czasu spojrzeć. I jeśli do tego dołożymy poetyckie porównania i plastyczny język, to mamy niesłychanie ciepłą i czułą powieść, od której ciężko się oderwać. Ja spędziłam z nią deszczową niedzielę. I byłam zła, że skończyłam czytać.

Mnie jeden aspekt tej książki przyciągnął szczególnie. To temat pamięci. I zapominania. Polecam szczególnej uwadze.

W końcu zapomniała wszystko.
Ubywanie pamięci to ubywanie życia.

Wchodzę w pamięć jak w pokutę. Szukam, łączę strzępy i buduję z nich powieść.

I dopiero ta książka uzmysłowiła mi, że czytnik ma jednak jakąś wadę. Nie można wziąć ołówka i pozaznaczać tych wszystkich pięknych fragmentów. Choć czytnik ma oczywiście taką funkcję. Ale to już nie to samo.
Muszę mieć swoją wersję papierową na półce.

Polecam.

Zdjęcie autorskie w labiryncie książek

środa, 7 listopada 2018

Nikt nie idzie. Jakub Małecki

   TYTUŁ: Nikt nie idzie
AUTOR: Jakub Małecki 
WYDAWNICTWO: Sine Qua Non
GATUNEK: literatura piękna
STRON: 264
DATA PREMIERY: 31 października 2018



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Gorąca premiera sprzed kilku dni.
Intensywna promocja od kilku tygodni.
Autor zachęcający do przeczytania w mediach społecznościowych.
Pamięć o moim zachwycie poprzednimi książkami autora.
Bardzo w moim guście szata graficzna.
I pewnie jeszcze kilka powodów by się znalazło, aby sięgnąć po tę książkę.
Czy przypadła mi do gustu?
O tym za chwilę...

W 2016 roku po raz pierwszy spotkałam się z twórczością Małeckiego.

To był "Dygot". I co o niej w tedy pisałam?
Wspaniale oddany klimat opisywanych czasów i mentalność prowincji. Piękny język, mnóstwo "smaczków", które zostają w głowie... to jedna z tych książek, które nie chcesz, żeby się skończyły....

Potem, w tym samym roku, "Ślady":
Cudowna! Jak ten człowiek potrafi pisać! Zauroczona jestem tym, jak autor "bawi się" słowami i jak potrafi przy niewielkiej ich ilości trafić w sedno. W tej książce jest mnóstwo moich ukochanych zdań-petard. Takich, które czytasz i czujesz się jakbyś dostała między oczy.

A w zeszłym roku zaczytywałam się w "Rdzy" i tak o nie pisałam:
To, co mnie zachwyciło w tej książce, to wrażliwość autora. Spojrzenie na otaczający świat, zachodzące zmiany, celność spostrzeżeń i pewna refleksyjność. Często przystawałam, aby się zastanowić. Aby przemyśleć. I to bardzo lubię. Wystarczyło jedno zdanie-petarda, by odłożyć książkę. 

A jaka jest powieść "Nikt nie idzie"  Małeckiego?
Dostałam dokładnie to, co w poprzednich jego książkach. Dokładnie.
Niesłychana wrażliwość autora, zabawa słowami, pełne refleksji spojrzenia na człowieka, dbałość o szczegóły i pełen ciepła klimat książki. Autor ma podobne poglądy na różne sprawy i zbliżone do moich przekonania. Mnie się dobrze czytało. Wszystko pięknie się układało podczas czytania. 
Ale...
Ale po zakończeniu lektury miałam uczucie wtórności. Że czytam tę samą książkę, tylko trochę przeredagowaną.  I to po raz kolejny odniosłam takie wrażenie. Bo po przeczytaniu "Rdzy" pisałam tak:
"Bo z jednej strony bardzo mi ona, "Rdza", odpowiada pod względem wrażliwości autora i jego spojrzenia na świat, a drugiej strony mam wrażenie wtórności. Że to już było. Że czytam o tym samym."

Wtórność i powtarzalność. Nie lubię tego w książkach. Choćby były napisane pięknym językiem i z dużą wrażliwością. I zabrakło mi emocji. I moich, i bohaterów.


Zastanowię się czy sięgnąć po kolejną książkę autora. Choć to już pisałam przy "Rdzy"...

niedziela, 26 listopada 2017

Wautyzmwzięci. Ireneusz Czesław Gimiński

TYTUŁ: Wautyzmwzięci
AUTOR: Ireneusz Czesław Gimiński
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 116

Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak Novae Res


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek

Autyzm. Zaburzenie rozwojowe o którym tak mało wiem.
Postanowiłam to zmienić.
Przyznam się szczerze: nigdy się nie zastanawiałam nad tym schorzeniem. Ja sama mam dwójkę zdrowych dzieci obojga płci.
Są.
Zdrowe.
I niech tak pozostanie.
Ale co zrobić, kiedy człowiek usłyszy diagnozę?
Przestanie kochać?
W życiu!
Własne dziecko?
Jak siebie odnaleźć w takiej sytuacji?
Skąd czerpać siłę?

Dwaj mężczyźni spotykają się w sanatorium: Kuba i Piotr. Kuba, ojciec dziecka z diagnozą autyzmu i Piotr, zamartwiający się o wnuczka dziadek. I co obaj panowie mogą robić w sanatorium? Ano przegadują całe wieczory. A o czym? Ano o wszystkim. O codzienności, o zdrowiu, chorobie, miłości i wierze. 


Autor wie o czym pisze, sam jest ojcem autystyka. Teraz już dorosłego.

Niewielka rozmiarem książeczka, o której będę jeszcze długo myślała.
Bardzo ważna i potrzebna.

I choć jest to gorzki obraz społeczeństwa i Polski, to przebija z niego spokój i nadzieja. Że będzie lepiej.

Teraz zupełnie inaczej spojrzę na matkę z "innym" dzieckiem. Bo tak są postrzegane te dzieciaki. Inne, gorsze, niezrozumiałe, odsunięte.

Będę wyglądać kolejnych książek autora. 

Polecam. 

sobota, 29 lipca 2017

Niewidzialne życie Iwana Isajenki. Scott Stambach

TYTUŁ: Niewidzialne życie Iwana Isajenki
AUTOR: Scott Stambach
WYDAWNICTWO: Prószyński i S-ka
 GATUNEK: literatura współczesna
  STRON: 357
Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek

Białoruś. Państwo, które ja rzadko spotykam na łamach literatury.
Piękna, ale i smutna książka.

Piękna, bo ukazane uczucie pomiędzy dwojgiem nastolatków jest niesamowicie wzruszające. Przynajmniej dla mnie. Para dzieciaków, która zakochuje się w sobie, choć wie, że ich związek nie ma żadnej przyszłości. On jest niepełnosprawny fizycznie i niesamowicie inteligentny, a ona śmiertelnie chora. 


Smutna, bo przedstawia historię chorych dzieci w szpitalu w Mazyrzu na Białorusi. Dzieci nie dość, że chorych, to jeszcze pozbawionych rodziców. Dzieciaków najczęściej okaleczonych fizycznie. Zamkniętych w szpitalu i rutynie codzienności. Chorych, samotnych, bez przyszłości.


Treść smutna, a zakończenie zaskakujące. I, jak można było się spodziewać śmierci Poliny, to historia Iwana mnie zaskoczyła. Nie takiego finału się spodziewałam.

Opowieść ta była jak emocjonalna karuzela. Mnie, matce, ciężko było czytać o krzywdzie dzieci. Łzy stawały mi w oczach wielokrotnie. 

Dla mnie ta książka miała wiele wspólnego z dwiema innymi: Nick Vujicic "Bez nóg, bez rak, bez ograniczeń" i "Wybrańcy" Steve Sem-Sandberg. Nick I Iwan są w podobny sposób okaleczeni fizycznie, a tytułowi Wybrańcy to też chore dzieci bez przyszłości. Choć w obu książkach kontekst historyczny był inny, to nie zmienia to faktu, że oba szpitale to miejsca pełne dziecięcych nieszczęść.

Poleca. Choć to lektura niełatwa, to i tak zostaje w głowie na dłużej.

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Kruchy lód. Krzysztof Bochus

    TYTUŁ :   Kruchy lód AUTOR :  Krzysztof Bochus  WYDAWNICTWO : Skarpa Warszawska GATUNEK:  kryminał STRON : 368 DATA PREMIERY:  13 marca ...