Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 grudnia 2019

Powódź. Paweł Fleszar

TYTUŁ: Powódź
AUTOR: Paweł Fleszar
WYDAWNICTWO: Księży Młyn Dom Wydawniczy
GATUNEK: kryminał
STRON: 212
DATA PREMIERY: 24 października 2019


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Powódź to debiut autora na oficjalnym rynku wydawniczym. Ten krakowski dziennikarz wydał wcześniej powieść pt. Wyśniona jedenastka, która została wydana tylko w formie elektronicznej.
Rok 2019 zdecydowanie należy u mnie do polskich pisarzy. Nie znam przyczyny, ale w tym roku przeczytałam najwięcej książek piszących współcześnie twórców. A do tego lubię dawać szansę debiutantom, bo wtedy nie wiem czego się spodziewać. I tym sposobem sięgnęłam po tę książkę.

W tej książce zwróciłam uwagę na trzy warstwy. Każda inna i każda ciekawa.

Głównym wątkiem jest samobójstwo Jakuba, z którym nie może pogodzić się i uwierzyć jego przyjaciel Kris. Przyjeżdża do Krakowa, aby bliżej przyjrzeć się całej tej sprawie. W trakcie poszukiwań wyjaśnienia tej sprawy poznaje dwójkę nastolatków, którzy przyłączają się do niego. Co odnajdzie przyjaciel z dzieciństwa Kuby i czy to będzie to, czego oczekiwał? Jak dobrze znał swego kumpla i czy zabawy z dzieciństwa będą miały znaczenie? 
W trakcie czytania nasuwa się mnóstwo pytań. Towarzyszyłam Krisowi w poszukiwaniach i z każdym odkrytym fragmentem tej kryminalnej zagadki moje oczy robiły się coraz większe ze zdziwienia. Niektóre fragmenty czytałam z niesmakiem. Autor świetnie poprowadził fabułę. Moja ciekawość była rozbudzona, a niedowierzanie nie pozwalało przerwać czytania. 

Drugim wątkiem jest wątek osobisty Kris i jego młodych partnerów w śledztwie. Niestety, ja nie zawsze lubię wątki romansowe i młodzieżowe w kryminałach. Dla mnie zbędne, ale pewnie znajdą się tacy czytelnicy, którzy docenią te kwestie. Nastolatkowie, choć tutaj bardzo pomocni, to jednak dla mnie mało wiarygodni, a niektóre zachowania Krisa dla mnie są nie do przyjęcia.

Trzecia kwestia to tytułowa powódź. Do Krakowa zbliża się wielka woda, trwają przygotowania na jej przyjście. Kto pamięta wielką powódź z 1997 roku, ten z pewnością będzie mógł sobie wyobrazić co czeka miasto Kraka. Choć dla mnie tytuł jest wieloznaczny. Nie napiszę nic więcej, niech każdy czytelnik sam odszuka powiązań.

Kolejnym motywem na który zwróciłam uwagę, jest umieszczenie na początku każdego rozdziału kartki z kalendarza i wycinków prasowych. Pierwszy raz się z czymś takim spotykam i polecam zwrócić na nie uwagę w trakcie czytania, a już w żadnym razie nie omijać! Po zakończeniu lektury docenicie te fragmenty. Mają znaczenie.

I jest jeszcze coś, co bardzo mi przypadło do gustu. To nawiązania literacko-muzyczne. Są ciekawe i umiejętnie wplecione w fabułę. Są mi one znane i lubiane, a odszukanie ich pozostawiam czytelnikowi.

Pojawiają się w tym kryminale dwa zagadnienia, nazwijmy je, edukacyjne. Nie mogę napisać więcej żeby nie zdradzać ISTOTNYCH wątków fabuły, ale ja bym je nazwała zagadnienia informatyczne i społeczne.

A zakończenie? Oj, to będzie zaskoczenie jakich mało. Dla mnie rewelacja!

Podsumowując: dobrze skrojony kryminał, ciekawie poprowadzona fabuła, interesująco przedstawiony wątek tytułowej powodzi, świetnie przemycone zagadnienia informatyczne i społeczne oraz zaskakujące zakończenie.

Polecam.


Zdjecie autorskie Iza w labiryncie książek



sobota, 6 kwietnia 2019

Ja, królowa. Bona Sforza d'Aragona. Renata Czarnecka

TYTUŁ: Ja, królowa. Bona Sforza d'Aragona
AUTOR: Renata Czarnecka
WYDAWNICTWO: Książnica.
GATUNEK: powieść historyczna
STRON: 432
DATA PREMIERY: 17 października 2018

Egzemplarz recenzyjny dzięki wydawnictwu Książnica 


Zdjecie autorskie Iza w labiryncie książek


To moje pierwsze spotkanie z autorką. Skusiłam się na tę powieść z dwóch powodów: zupełnie nie znam twórczości Czarneckiej, a ma na swoim koncie kilka książek; rzadko sięgam po lektury, których akcja rozgrywa się w XVI wieku. Postanowiłam to zmienić. A jak zakończyło się to moje wyjście poza strefę czytelniczego komfortu?

Powieść ta zaczyna się w momencie przybycia Bony do Krakowa. Zostaje koronowana królową Polski i panią na Wawelu. Śledzimy później jej losy i towarzyszymy w podróżach. Tak w skrócie można streścić fabułę. 

Czarnecka niesamowicie wciągająco i lekko napisała tę powieść. Czyta się z zapartym tchem i zaciekawieniem. Mnie zupełnie nie przeszkadzało, że znam losy Jagiellonów. 
Autorce udało się oddać klimat opisywanych czasów. Czułam ciepło z kominków wawelskich, słyszałam szelest sukien i huczny śpiew na wystawnych przyjęciach. Ale też szepty służby, kłótnie poselskie i tętent kopyt posłańców z dalekich krajów. Dałam się tej powieści ponieś i całkowicie zanurzyłam w opisywany klimat.

Pisarce udało się też wzbudzić we mnie emocje. Wyobraziłam sobie piękną, młodą włoską księżniczkę, która przybywa do nieznanego sobie kraju i ma poślubić mężczyznę dwukrotnie od niej starszego. Łzy mi w oczach stawały, kiedy umiera młoda królowa, synowa Bony. A lekarze jedyne co mogą zrobić, to upuszczać krew. A kiedy Bona towarzyszy w ostatnich chwilach mężowi, to trudno było się nie wzruszyć. Zdecydowanie Czarnecka wie jak poruszyć serce czytelnika. I jednocześnie nie popaść w tanią sensację.

Po skończonej lekturze doszłam do dwóch wniosków.

Autorka przedstawiła Bonę bez oceniania. Pokazała wielowymiarową postać, która budzi wiele kontrowersji i uwag. Czytelnik sam będzie musiał opiniować tę postać. To duży plus powieści, kiedy autor nie narzuca swojego osadu o opisywanej postaci.

Druga refleksja dotyczy szerszego tematu. Roli kobiet na przestrzeni lat. W trakcie czytania, jak po skończeniu, zastanawiałam się jak bardzo zmieniła się pozycja kobiety. Ojciec wydawał księżniczkę za mąż nie oglądając się na uczucia obojga. Liczył się bowiem interes kraju. Miała mieszkać z dala od swojej rodziny, wśród obcych ludzi, urodzić następcę tronu i ładnie wyglądać. Słuchać męża i nie wtrącać się do polityki. Wychodzi na to, że Bona łatwo nie miała. Jak chyba każda księżniczka żyjąca w tamtych czasach. Nie oceniajmy więc jej zbyt surowa. 

Podsumowując: wciągająca, napisana lekkim stylem powieść o niejednoznacznej kobiecie, wywołująca momentami wiele emocji i skłaniająca do refleksji książka.

Polecam.

PS. Na zdjęciach Zamek Królewski w Piotrkowie Trybunalskim, który odwiedzała Bona. Teraz mnieści się tam Muzeum. 


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek





poniedziałek, 8 października 2018

Lalkarz z Krakowa. R.M. Romero.

TYTUŁ: Lalkarz z Krakowa
AUTOR: R.M. Romero
WYDAWNICTWO: Galeria Książki
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 290 
Data premiery: 3 października 2018



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek






"Lalkarz z Krakowa" to książka niezwykła z wielu powodów.
Spróbuję przekonać Cię do jej przeczytania.

Opowieść ta jest połączeniem rzeczywistości drugiej wojny światowej z realizmem magicznym. I cały czas, podczas czytania, zastanawiałam się czy jest to dobry duet. Po zakończeniu czytania: już wiem. Ale potrzebowałam kilku dni, aby ją "przepracować" w sobie. Jak dla mnie jest to duży plus, kiedy po lekturze ona cały czas "siedzi" w czytelniku.

Jeśli Pani Romero zaczyna karierę pisarską od TAKIEGO  debiutu, to ja już zaczynam wyglądać Jej kolejnej książki. Nie było łatwo odnaleźć informacje o autorce. Znalazłam tylko na stornie www.rmromero.com kilka słów:
"RM Romero jest żydowskim pisarzem kubańsko-amerykańskim. (...) obecnie mieszka w Miami Beach (...). Gdy nie pisze, RM Romero zajmuje się czytaniem bajek, (...) i studiowaniem języka polskiego."
I to wiele wyjaśnia. 

Muszę się do czegoś przyznać... Nie od razu dałam się porwać książce. Nie umiałam się wczuć w klimat i nastój. Ożywiona lalka, Karolina, niesamowicie kojarzyła mi się z Pinokiem. A lalkarz z Krakowa z lalkarzem Dżepetto. I ta błądząca myśl: ale to już było... Zalecam cierpliwość podczas czytania.

Zarys fabuły wygląda tak: Lalka Karolina ożywa w sklepie z zabawkami pewnego lalkarza w Krakowie.  Zaprzyjaźniają się. I w tym momencie nie ma tu nic nadzwyczajnego. No powiedzmy. 
Ale, jeśli dopiszę, że jest rok 1939 i Kraków zajmują Niemcy, to coś zmieni? 
Pod wpływem kilku wydarzeń, Lalkarz z Karoliną postanawiają pomóc dzieciom z krakowskiego getta. Jak? A to już musisz doczytać sam, mój czytelniku.

Mnie, chyba, najbardziej ujęło to, jak autorka przedstawiła swoich bohaterów i zastaną rzeczywistość. Nie było moralizowania, osądzania i epatowania wszelaką "poprawnością". Lalkarz był niepełnosprawnym weteranem Wielkiej Wojny, człowiekiem złamanym przez los, samotnym mężczyzną, który wytwarzał i sprzedawał zabawki. Czyli facet był ok, tak? Ale kiedy podpisuje Volkslistę i jego klientami zostają Niemcy, to co, już jest zły? Pani Autorka pozostawia to ocenie czytelników.

I jeszcze jedno skojarzenie... Tak jak Karolina przypominała mi Pinokia, tak Lalkarz przypominał mi pewną kobietę, która  ratowała dzieci z getta. Tak, mam na myśli Irenę Sendlerową. Choć inne miasta i inne getta, to ta sama odwaga i spryt. Choć los każdego z nich potoczył się zupełnie inaczej. Niestety.

Ponieważ powieść ta skierowana jest do nastoletniego czytelnika, to dużym atutem jest też tutaj to, że nie ma epatowania okropnościami wojny. Są podkreślone emocje takie jak strach i niepewność jutra, bieda, głód i choroby w getcie, sytuacja osieroconych wojennych dzieci. Są też nakreślone różne postawy ludzi wobec realiów wojennych. Czy nam je osądzać? Jestem zdania, że nie, tak jak autorka. Przynajmniej ja to tak odebrałam. 

A zakończenie? Ja się na takie nie godzę! 

Akcja toczy się tutaj na dwóch płaszczyznach: wspomnienia Karoliny z Krainy Lalek i okupowany Kraków. Karolina przedstawia nam sytuację, kiedy jej kraj napadają szczury. I to, co robią w Krainie Lalek jest odzwierciedleniem tego... a nie. To już pozostawiam własnej interpretacji. Myślę, że każdy dorosły czytelnik powiąże fakty.

Na końcu książki autorka wyjaśnia co spowodowało, że pisała akurat o tej tematyce. To ważne.

I istotne jest też przesłanie:

"Zawsze ma się wybór".

"Bądźmy dobrzy dla innych.
Bądźmy odważni.
Nie pozwólmy, by coś takiego znów się kiedyś wydarzyło"

I z tym przesłaniem Cię zostawiam.

Polecam.

niedziela, 24 czerwca 2018

Dalej jest tylko strach. Jaro Bonk

TYTUŁ: Dalej jest tylko strach.
AUTOR: Jaro Bonk
WYDAWNICTWO: Oficyna VBC
GATUNEK: Thriller kryminalny
STRON: 462


Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości  Autora

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Poproszę o brawa!
                                                                  Ale debiut!


Z chęcią sięgam po debiuty. Szczególnie po polskie.  Choć z pewną obawą. Bo albo trafię na perełkę albo wdepnę w g..o.  Dziś trafiłam na prawdziwą perełkę. 

Ta książka wyróżnia się na tle innych debiutów. Czym? Ja po prostu nie mogę uwierzyć, że autor dopiero zaczyna literacką przygodę. No, nie mam się do czego przyczepić. Już wyjaśniam.

Pisałam już o tym kilkakrotnie, ale i teraz napiszę: na mój odbiór książki wpływa bardzo wiele rzeczy, nie tylko sama treść. Pierwsze co mnie urzekło, to jakoś wydania. Faktura okładki taka, że można miziać pół dnia. Do tego porządnie wydana, znaczy się zszyta, a nie klejona, co powoduje, że przy prawie 500 stronach dobrze się trzyma w ręku i wygodnie czyta. Ot! Taki mój "konik"... Przyjrzyjcie się dobrze tej okładce. Świetnie oddaje klimat tego thrillera.  Ja zrobiłam mnóstwo zdjęć, ale na żadnym nie udało mi się ująć magii okładki. Musicie uwierzyć mi na słowo... albo sięgnąć po książkę.

Ten thriller należy do tego typu pozycji literackich, których nie można streścić i nie zdradzić istotnych wątków fabuły. Napiszę, więc, krótko, że w Krakowie policja znajduje zwłoki mężczyzny. Bardzo dziwne zwłoki. A w niedługim odstępie czasu dochodzi do niecodziennego incydentu na Wawelu. Organy ścigania rozpoczynają śledztwo. Ale im głębiej szukają, tym bardziej robi się mroczniej. Poszukiwania zmierzają w zadziwiającym kierunku, a okoliczności całej sprawy wprawiają policjantów w osłupienie.  Pojawiają się kolejni bohaterowie i wychodzą na światło dzienne kolejne tajemnice. Nie sposób przerwać czytania. A! Uprzedzam tylko, że czytanie tej książki zajęło mi mnóstwo czasu. Bo autor tak poprowadził fabułę i niektóre wątki, że po przeczytaniu musiałam "przeczesać" internet, żeby zaspokoić swoją ciekawość. Wiele informacji było mi znanych, wiele gdzieś obiło mi się o uszy, ale kilka też pierwszy raz na oczy widziałam. Oj tak! Udało się Autorowi mnie zaciekawić! Oj udało!
Wiele tematów poruszył Bonk: czakram na Wawelu, tajemnice góry Ślęży i zamku Książ, tajne projekty nazistów w czasie wojny, szeroko rozumiane spiskowe teorie dziejów, egzorcyści, tajne badania, powiązania Watykanu z resztą świata, działania ABW, FBI, wywiadu i kontrwywiadu. I choć może to się wydawać niezłym galimatiasem, to tak nie jest. Autor świetnie powiązał wątki, rewelacyjnie poprowadził fabułę, atmosferę tajemniczości i niedomówień podgrzał do maksimum, a za zakończenie to bym autorowi powiedziała "do słuchu". Zakończenie zaskakujące i dające nadzieję, że wszystko zostanie wyjaśnione w kolejnej książce.  A to lubię!

Podsumowując:
* świetny debiut,
* fani Dana Browna, Leszka Hermana i Macieja Siembiedy będą zachwyceni,
* ciekawość rozbudzona do czerwoności, 
* fabuła poprowadzona rewelacyjnie, 
* mnogość tajemnic i niedomówień sprawnie przedstawiona,
* bohaterowie interesujący i wielowymiarowi, 
* zakończenie zaskakujące i dające nadzieję na kolejną część,
* jakość wydania na najwyższym poziomie.

Czyli szczerze polecam ! 
I czekam na z niecierpliwością na następne książki Pana Autora.
Poproszę o brawa!

piątek, 17 listopada 2017

Dzieci stamtąd. Nawet ptaki umilkły. Arlette Cousture

TYTUŁ: Dzieci stamtąd. Nawet ptaki umilkły
AUTOR: Arlette Cousture
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo WAM
GATUNEK: literatura obyczajowa
STRON: 561



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Czerwiec, rok 1939. W powietrzu czuć wojnę. W Krakowie mieszkają Pawulscy: Tomasz, profesor historii Uniwersytetu Jagiellońskiego, z żoną Zofią, nauczycielką gry na fortepianie. Wraz z nimi trójka dzieci: Jurek, lat 17, Janek, lat 10 i Ela, lat 12. A rodzina ma się jeszcze powiększyć... We wrześniu 1939 roku Niemcy zajmują Wawel.

Tak zaczyna się ta historia. Od razu napiszę i nie będzie to chyba żadną tajemnicą, że powieść tą można podzielić na dwie części: wojenną i powojenną. 

Autorka jest Kanadyjką. I chce to wyraźnie napisać: Pani Arlette wykonała kawał dobrej roboty. Jak na osobę spoza europejskiego kręgu kulturowego i osobę, która nie była uczestnikiem opisywanych wydarzeń bardzo wiernie oddała realia życia w Krakowie podczas okupacji niemieckiej. Czytałam z uwagą i nie znalazłam nic, co mogłabym zakwestionować. Ale historykiem nie jestem...

Fabułę można przedstawić w sposób następujący: rodzina Pawulskich mieszka w Krakowie i tam ich zastaje wojna. Próbują na różne sposoby przeżyć kolejny dzień. Niestety, nie wszystkim będzie dane ocaleć. Kto przetrwa i będzie musiał odnaleźć się w powojennej rzeczywistości, to już musicie dowiedzieć się z książki.

Moją uwagę zwróciły dwie sprawy. Po pierwsze to, że autorka skupiła się na emocjach bohaterów i zrobiła to w bardzo dobry sposób. Na więzach rodzinnych, na nienawiści do wroga, na radzeniu sobie z otaczającą rzeczywistością, na poczuciu osamotnienia czy potrzebie bliskości. Nie ma w tej powieści akcji pędzącej niczym huragan i nie ma niesamowitych zwrotów akcji. Są wielkie tragedie i małe chwile szczęścia. Są chwile, w których łza się w oku kręci i momenty, że uśmiechamy się pod nosem. Przeżywamy z bohaterami radość z zakończenia wojny i niepewność w nowym kraju. Wszystkie te emocje odczuwałam razem z rodziną Pawulskich.
Drugi wątek, który czytałam z zaciekawieniem, to miłość do muzyki. Każdy członek  tej krakowskiej rodziny grał na jakimś instrumencie. To grą wyrażali smutek, miłość, żal. W czasie okupacji umilali  sobie wieczory wspólnym koncertowaniem. A w czasach powojennych muzyka była tym, co łączyło ich z nieżyjącymi członkami rodziny i opuszczonym krajem. To instrument na którym grali, był jak przyjaciel, któremu mogli się wyżalić poprzez grę i jak rozdzierająca serce pamiątka po świecie, którego nie ma. Bardzo ciekawie to autorka przedstawiła.

Ta powieść dla tych, którzy doceniają spokojne lektury. Przynajmniej tak ja to odczuwałam podczas czytania. Czytałam powoli, nie chcąc żeby się skończyła.  Wielokrotnie zastanawiałam się nad wyborami bohaterów i dyskretnie ocierałam łzy. Ta pozycja utwierdziła mnie, że moje wyznawana zasada "nigdy nie trać nadziei" ma jednak rację bytu. Choć z drugiej strony, lektura ta pokazała, że moje stwierdzenie, że "przeżyć wojnę to duże szczęście" jednak nie zawsze jest prawdziwe.

Mam jednak kilka uwag odnośnie tej książki. Ale są one na tyle drobne, że nie warto o nich wspominać. Ale mam jedno ALE, którego nie mogę przemilczeć. Mam duże zastrzeżenia odnośnie osoby, która robiła korektę tej powieści. Takiej ilości przeoczonych błędów, to ja jeszcze nie widziałam: kropki i przecinki żyją swoim życiem, duża czy mała litera na początku zdania też nie ma znaczenia dla pani korektorki, literówki to aż oczy bolą: "on" czy "ona", "do" czy "od", co za różnica. Jak dla mnie: jeden wielki minus dla wydawnictwa.

Reasumując: bardzo ciekawa i wciągająca powieść o losach krakowskiej rodziny w czasie wojny jak i po jej zakończeniu.
Polecam.

środa, 2 sierpnia 2017

Światło i cień. Kuchennymi drzwiami. Tom 2 Katarzyna Majgier

TYTUŁ: Światło i cień. Kuchennymi drzwiami. Tom 2
AUTOR: Katarzyna Majgier
WYDAWNICTWO: Zwierciadło
GATUNEK: Literatura współczesna
STRON: 402

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek

"Świat składa się ze światła i cienia (...) Jeśli chcesz go poznać, nie możesz skupiać się tylko na tym, 
co jest w świetle. Musisz poznać także cień. I w fotografii, i w życiu".


Zaczęłam dziś nietypowo, bo cytatem. Mnie on pięknie oddaje treść książki. Razem z okładką.

Światło i cień to kontynuacja pozycji Gra pozorów. Spotykamy większość bohaterów, ale już starszych i dojrzalszych, rodzi się kolejne pokolenie, z częścią osób się żegnamy, wychodzą na jaw tajemnice. Czyli jednym zdaniem: samo życie.

Tom 2 zaczyna się w chwili w którym zakończył się tom 1, czyli hukiem wystrzału. I w tym momencie cieszyłam się, że miałam obie książki na stoliku, bo bym chyba nie zniosła tej niepewności co do zakończenia tej sceny. Moja uwaga: mieć obie książki pod ręką.

I tak jak głosi zapowiedź na okładce: "Intrygująca krakowska saga ", tak też jest i w środku.  Dzieci rosną, świat się zmienia. I znowu bohaterowie uwikłani są w ważne momenty dziejowe. Kiedy Franciszka wykupuje bilet do Ameryki na pierwszy niezatapialny statek, a potem nie ma z nią kontaktu, to serce gwałtownie mi przyspieszyło. Wszyscy przeszukują listę osób ocalałych z Titanica.

Kiedy wybucha pierwsza wojna światowa, to zastaje ona nasze postacie porozrzucane po świecie. Chłopcy wyruszają na wojnę, kobiety zostają na gospodarstwach. Panują strach i głód.

We wrześniu 1914 roku dochodzi do przymusowej ewakuacji Krakowa. Czytałam z zaciekawieniem, bo to dla mnie nie znany zupełnie fakt z historii. Zostawić dorobek życia i uciekać przed nacierającym wojskiem...

Radość z odzyskania niepodległości tłumi wybuch hiszpańskiej grypy na przełomie 1918/1919. Choroba zbiera ogromne żniwo. 

Ocaleni żołnierze wracają do domów. Okaleczeni nie tylko fizycznie ale także psychicznie. I muszą zmagać się z wojennymi demonami w głowie, ale i też z zupełnie inną rzeczywistością.

W pozycji poruszone są też inne tematy na które ja zwróciłam uwagę. Autorka ciekawie przedstawia rozwój fotografii. Podejście ludzi, samą pracę fotografa, znaczenie zdjęć. W dobie, kiedy każdy telefon ma funkcję aparatu, wszystkie te ciekawostki mogą wydawać się bez znaczenia. Ale ja czytałam z ciekawością.

Związki jednopłciowe. Ten wątek przedstawiony jest delikatnie i pięknie jednocześnie. Podejście ówczesnych to tej tematyki jest zaskakujące. Że niby to choroba... że niby można leczyć... że niby to wielki wstyd przed rodziną... Chociaż, z drugiej strony, to jak słucham niektórych w czasach obecnych, to mam nieodparte wrażenie, że niewiele się zmieniło... A takiego uczucia to mogłoby pozazdrościć niejedno małżeństwo.

I temat, o którym czytałam z największym zaciekawieniem: teoria czystości krwi. Jeden z lekarzy mając córki na wydaniu, sprawdza kandydatów pod względem występowania chorób w jego rodzinie. Bo musi mieć idealny zestaw genów... bo jego córka jest genetycznie wyjątkowa... bo nie można mieszać krwi pomiędzy warstwami społecznymi... O matko kochana! Czytałam z niedowierzaniem. Ludzie zaczynają rozumieć znaczenie genów i dziedziczności. Medycyna idzie naprzód. A jak się skończyło zastosowanie tej teorii w praktyce? Nie muszę chyba pisać...

I tak jak w poprzedniej części: wyraziści bohaterowie, koleje losu i zakręty historii, sporo ciekawostek, no i ten niesamowity klimat pierwszych dwóch dekad XX wieku. Kraków, Praga, Wiedeń, Paryż. Podróże, listy, zdrady, tajemnice. Znów dałam się ponieść tej autorce. Tak bardzo, że pochłonęłam tę książkę w jeden dzień. Co prawda dzień urlopowy, ale jednak.

Polecam szczerze. A kolejny tom to z serii "Kuchennymi drzwiami" biorę w ciemno.

poniedziałek, 31 lipca 2017

Gra pozorów. Kuchennymi drzwiami. Tom 1. Katarzyna Majgier

TYTUŁ: Gra pozorów. Kuchennymi drzwiami. Tom 1
AUTOR: Katarzyna Majgier
WYDAWNICTWO: Zwierciadło
GATUNEK: Literatura współczesna
STRON: 390
Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Dziś będzie o książce, która mnie bardzo zaskoczyła. Przeleżała u mnie na stosiku naprawdę długo. I ja podczas czytania zadawałam sobie pytanie: dlaczego? Dlaczego nie sięgnęłam po nią wcześniej?

Ta pozycja oczarowała mnie klimatem. Pięknie oddaje ducha przełomu wieków krakowskiego grodu. Oprócz samej historii, która może się podobać albo nie, atmosfera Młodej Polski została cudownie odmalowana. I sprytnie autorce udało się wpleść fikcyjne zdarzenia w prawdziwe wątki. Nasi bohaterowie przyglądają się pogrzebowi Adama Mickiewicza na Wawelu, omawiają premierę "Wesela" Wyspiańskiego czy "Moralność Pani Dulskiej" Zapolskiej. I kiwają głową ze zdziwienia kiedy artyści biorą za żony chłopki. A także próbują podnieść z klęski żywiołowej jakim była powódź w 1903 roku.

Kolejna tematyka, która mnie urzekła, to szeroko rozumiane stosunki społeczne i mentalność ówczesnego społeczeństwa. Państwo bywa na salonach i u osobistych krawcowych. Wozi się powozami do teatrów i na tajemne schadzki. Bohema artystyczna zachwyca się wsią i bierze za żony kobiety ze wsi. I bawi się bez oglądania się na stan konta. I nie zważając na szalejące choroby weneryczne, które później leczy u zaprzyjaźnionych lekarzy. "Wysoko urodzeni" panowie bałamucą podkuchenne i inne pomoce domowe. 
I to zakłamanie. Matki chcą jedynie, aby córki dobrze wyszły za mąż. Najlepiej za odpowiedni majątek. Bo bogata pani domu nie musi ani mieć wykształcenia ani nie musi pracować. Nie to co dzieci chłopów. One nie muszą być kształcone. One muszą pracować od najmłodszych lat. I nie marzyć o zmianie swojego losu. A zbałamucone panna z brzuchem to już szczyt wszystkiego co najgorsze...

W historii tej znajdziemy całą plejadę różnorodnych charakterów: niespełnionych artystów, szczęśliwców, którym spadek spada niczym "manna z nieba", zakochanych kawalerów, zdradzające żony, mściwych mężów, kobiety potrafiące same się utrzymać z pracy swoich rąk, sieroty poszukujące ciepłego domu i zajęcia, wielkich filantropów, zaradnych przedsiębiorców i nawet, czego się nie spodziewałam, kobiety kochające kobiety. 

Mnogość bohaterów mnie nie przeszkadzała. Zakręty i koleje losy nie szokowały. Trafność niektórych spostrzeżeń mogę uznać za ponadczasowe. Przeskoki między wątkami niespecjalnie utrudniające czytanie. Styl pisania taki, że powieść sama się czyta. W sam raz na letnie popołudnie na leżaku z książką.

Podsumowując: nie jest to książka wybitna i nie wywołała efektu WOW. Ale niesamowicie urzekła mnie klimatem i skłoniła do kilku przemyśleń. I to wystarczyło, abym sięgnęła po kolejny tom pt "Światło i cień". 
I ciekawa jestem czy ktoś jeszcze dostrzeże drugie dno, którego ja się dopatrzyłam...

Polecam.

Kruchy lód. Krzysztof Bochus

    TYTUŁ :   Kruchy lód AUTOR :  Krzysztof Bochus  WYDAWNICTWO : Skarpa Warszawska GATUNEK:  kryminał STRON : 368 DATA PREMIERY:  13 marca ...