Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmierć. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmierć. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 września 2023

Głodne. Reportaże o (nie) jedzeniu. Klaudia Stabach



TYTUŁ: Głodne. Reportaże o (nie) jedzeniu
AUTOR: Klaudia Stabach
WYDAWNICTWO: Wielka Litera 
GATUNEK: reportaż
STRON: 240
DATA PREMIERY: 25 stycznia 2023


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Kolejna książka, po Rozmiar szczęścia nie daje autorstwa Marty Kieniuk-Mędrali, która porusza ważny temat, jakim są zaburzenia odżywiania. I od razy zaznaczę, że nie jest to kompendium wiedzy w poruszanym zakresie, lecz impuls, który ma zwrócić uwagę na opisany w książce problem.

Autorka rozmawiała z osobami, które cierpią na różnego rodzaju zaburzenia odżywiania. Wiele pytań, wiele odpowiedzi, wiele przebytych kilometrów za autorką. Anoreksja i bulimia to chyba najbardziej znane nieprawidłowości w tej problematyce. Ale niestety to nie są jedyne zaburzenia odżywiania. Poznamy też problemy z ortoreksją, napadowym objadaniem się czy z obsesyjnym ćwiczeniami, żeby spalić jak najwięcej kalorii. Jak się okazuje, to nie jest tylko problem kobiet. I to nawet nie jest problem modelek, których jakość życia zależy od wyglądu. To może być problem każdego. Jest szczerze i przerażająco jednocześnie. Z tych rozmów wyłania się przy okazji wiele innych problemów. Oprócz problemów ze zdrowiem chorego, co wydaje się oczywiste, poznajemy także zmartwienia osób najbliższych, dylematy instytucji państwowych oraz różnych organizacji pozarządowych pomagających chorym i ich rodzinom. Stabach ma świetny zmysł obserwacji i świetnie punktuje wszelkie mankamenty opieki zdrowotnej czy inne zagadnienia w środowisku osób z zaburzeniami odżywiania. Niektóre zdania i wnioski autorki czy osoby opowiadającej o sobie są jak zadra, która nie daje spokoju. Polecam uwadze. Tak samo jak sposób pisania Pani Klaudii. Na początku wydawać się może oschły czy prosty, ale z czasem czytelnik zaczyna rozumieć dlaczego jest taki sposób pisania.

Mnie najbardziej utkwiła w głowie pewna scena, kiedy osoba z zaburzeniem trafiła do ośrodka leczenia i nie mogła ćwiczyć, co była jej obsesją na punkcie figury, a jednak i tak to robiła, kiedy brała prysznic, a nikt tego nie widział i kontrolował. Przerażający fragment.

Książkę polecam wszystkim tym, którzy kiedykolwiek zmagali się z nadwagą. Ku przestrodze!

poniedziałek, 13 marca 2023

Dzieci Wołgi. Guzel Jachina

 

TYTUŁDzieci Wołgi
AUTOR: Guzel Jachina 
WYDAWNICTWO: Noir Sur Blanc
GATUNEK: literatura piękna
STRON: 450
DATA PREMIERY: 6 października 2022

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



To moje drugie spotkanie z twórczością autorki. Jej Zulejka otwiera oczy była jedną z najlepszych przeczytanych książek w 2017 roku. Książka ta zostawiła mnie w zachwycie dla autorki i z obietnicą, że każdą kolejną biorę bez zastanowienia. I tak też zrobiłam, kiedy natknęłam się na Dzieci Wołgi w zasobach Legimi. Wzięłam i przepadłam. 

Autorka po raz kolejny udowodniła, że pięknie umie opisywać trudne tematy. W poprzedniej książce było: o przesiedleniach, o życiu na Syberii, o niewyobrażalnym głodzie, o kilkumiesięcznej podróży w głąb Rosji, o miłości i śmierci.  W tej jest podobnie, tylko tym razem przyglądamy się życiu Niemców, którzy osiedlili się nad Wołgą. Śledzimy mieszkańców małego miasteczka na przestrzeni lat, od 1918 do 1941, kiedy to zostali deportowani w głąb Rosji. Główny bohater, wiejski nauczyciel, jest osobą znaną i cenioną w swojej społeczności. Jego życie zmienia się diametralnie, kiedy dostaje pewien list z drugiego brzegu rzeki i jedzie na spotkanie do stojącego na uboczu chutoru. 
Autorka poprzez życie Jacoba Bacha i mieszkańców miasteczka pokazuje, jakie zmiany zachodziły w kraju, jak i w samych ludziach. Ludność wiedzie życie spokojne i naznaczone ciężką pracą. Wielka historia toczy się jakby obok nich, choć z czasem i u nich zachodzą transformacje. Wołga jest ważnym elementem codzienności. Daje pożywienie, zapewnia lód do przechowywania żywności, pozwala uprać odzież i schłodzić się w gorące dni. Ale pozwala też przybyć nowościom, które niosą ze sobą zmiany w kraju, choć nie zawsze takie, jakich by wszyscy oczekiwali.

Mnie zachwyciły trzy aspekty tej powieści. Przepiękny styl opowieści, plastyczny język i do tego niemal filmowe opisy przyrody i zdarzeń, które wzbudzają dużo emocji. Oczami wyobraźni widziałam fabułę przeniesioną na duży ekran.
Drugim był Jacob i jego życie. Od samotności, przez wielką miłość, aż po ogromną tragedię. Jego zaradność, pomysłowość, pracowitość i hart ducha wielokrotnie mnie zadziwiały i zachwycały jednocześnie.
Trzecim są przepiękne baśnie, które spisywał Jacob. Polecam szczególnej uwadze.

Znalazłam tylko jeden minus. Przez większość stron akcja snuje się leniwie i malowniczo, by pod sam koniec kilka lat zawrzeć na niewielu stronach. Jakby autorce zabrakło czasu i chęci do kontynuowania losów swoich bohaterów. Przynajmniej ja to tak odebrałam.

Książka trafia do grona najlepszych książek w tym roku.

Polecam.

poniedziałek, 6 lutego 2023

Zanim wystygnie kawa. Toshikazu Kawaguchi

 

TYTUŁ: Zanim wystygnie kawa
AUTORToshikazu Kawaguchi
WYDAWNICTWO: Relacja
GATUNEKliteratura piękna
LICZBA STRON: 220
DATA PREMIERY: 13 lipca 2022 roku
CYKL: Zanim wystygnie kawa (tom 1)

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



To moje kolejne udane spotkanie ze współczesną literaturą japońską. 
Gdyby ktoś mi wcześniej powiedział, że współczesna twórczość z Kraju Kwitnącej Wiśni tak bardzo przypadnie mi do gustu, to bym w życiu nie uwierzyła. Dobrze czasem opuścić swoją strefę czytelniczego komfortu.

Ta książka, tak samo jak wcześniej przeze mnie przeczytane lektury napisane przez Japończyków, wystawiają moją cierpliwość na wielką próbę. To piszę ja, niecierpliwiec książkowy. Tutaj również akcja toczy się niespiesznie. Przyglądamy się pewnej klimatycznej kawiarni, w której spotykają się ludzie, którzy chcą się cofnąć w czasie. Jednak taka podróż ma wiele obwarowań. Jednym z nich jest to, że osoba, z którą chcemy się spotkać musiała odwiedzić kawiarnię. Innym jest to, że trzeba powrócić do rzeczywistości, jak mówi tytuł, zanim wystygnie kawa. Krzesło jest też jednym z warunków przeniesienia w czasie. Zalecam zwrócić uwagę na ten motyw. Mamy cztery rozdziały i cztery różne historie. Każdy z bohaterów ma swoje powody, dla których chce odbyć tę dziwną podróż.
Są to piękne historie, które powodują, że łza kręci się oku, a myśli wirują jak na karuzeli. I nagle czytelnik zastanawia się, czy też by chciał odbyć taką podróż, a jeśli tak, to z kim by się chciał spotkać i co powiedzieć. Ja w trakcie lektury co chwilę przerywałam czytanie i zastanawiałam się nad wieloma sprawami. Czy NAPRAWDĘ chciałabym cofnąć się w czasie? Co by to zmieniło? Czy po wszystkim czułabym się lepiej? I cały czas gdzieś z tyłu głowy przewijała mi się myśl, że przecież te wszystkie osoby i wydarzenia z przeszłości doprowadziły mnie do tego miejsca, w którym jestem teraz. Mnóstwo pytań i powodów do refleksji. Zwróciłam też uwagę na dużą wrażliwość i subtelność autora w sposobie opowiedzenia tych historii.

Jak doczytałam w sieci, ta książka to pierwsza z kilku, które ukażą się w cyklu o nazwie: Zanim wystygnie kawa. Z wielką chęcią sięgnę po kolejne. Nie tylko treść mnie zachwyciła, ale też okładka, która jest bardzo w moim guście i idealnie pasuje do treści.

Polecam.

sobota, 9 lipca 2022

Wszystko, co ukrywamy. Kelly Rimmer

 

TYTUŁ: Wszystko, co ukrywamy
AUTOR: Kelly Rimmer
WYDAWNICTWO: Znak Horyzont
GATUNEK: literatura piękna
LICZBA STRON: 376
DATA PREMIERY: 28 lutego 2022



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Są takie książki, które powinni sprzedawać z chusteczkami. Serio. 
I ta właśnie do takich należy. Kiedyś użyłam takiego hasztagu #chusteczkowapowiesc.
To moja trzecia, po Sierocie z Warszawy i Tego ci nie powiedziałam, powieść tej autorki, która bardzo przypadła mi do gustu. Opinie o obu tych książkach można znaleźć na blogu, wpisując w lupkę tytuł lub nazwisko autorki.

Rimmer ma to Coś, co pozwala poruszyć w czytelniku najczulszą nutę w trakcie zgłębiania książki. A jednocześnie nie ociera się o kicz i małostkowość. Bardzo rzadkie połączenie.

Fabuła tej powieści dzieje się dwutorowo. Historię Beth poznajemy w 1996 roku, a Grace w 1957. Obie kobiety zmagają się z codziennością. I obie nie radzą sobie z macierzyństwem. Każda na swój sposób. 
Beth poznajemy, kiedy musi podjąć decyzję wraz z rodzeństwem w sprawie ojca, który ze względu na swoją chorobę nie może mieszkać już sam. Czwórka dzieci wychowała się bez matki i teraz przeżywają ciężkie chwile. Postanawiają oddać ojca pod specjalistyczną opiekę, a dom sprzedać. Tylko że ten dom trzeba najpierw opróżnić. Podejmuje się tego właśnie Beth, która jako jedyna z rodzeństwa nie pracuje, gdyż przebywa na urlopie macierzyńskim. To, co znajduje na strychu domu wywróci życie dorosłych już dzieci do góry nogami.
Grace poznajemy, kiedy zakochuje się i wychodzi za mąż na Patricka, zamieniając luksusowy dom rodzinny na dom komunalny. W ciągu 4 lat na świat przychodzi czwórka dzieci. I pewnego dnia Grace znika.
Co łączy obie historie? Beth to córka Grace. 
Autorka tak poprowadziła fabułę, że trudno było odłożyć książkę. Tajemnice i niedopowiedzenie odkrywała stopniowo i bardzo niespiesznie powodując, że czytelnik chciał czytać i czytać, aby dowiedzieć się co tak naprawdę się wydarzyło.
Mam wrażenie, że książki Rimmer mają jakieś ukryte drugie dno i poruszają społeczne tematy, na które pisarka chce zwrócić czytelnika uwagę. W tej cztery tematy skłaniają czytelnika do przemyśleń. Kolejność przypadkowa.
Pierwszy to depresja poporodowa. Temat jak często występujący, tak często skrywany. Świetnie przedstawiony. Bez oceniania czy krytyki.
Drugi to otępienie czołowo-skroniowe występujące u osób starszych. Pięknie przedstawione i dające powody do refleksji. I bardzo wzruszające.
Trzeci to tradycyjne role w społeczeństwie ze względu na płeć. W wielu domach pokutuje jeszcze przekonanie, że to kobieta powinna zostać w domu i zająć się wychowywaniem dzieci. Na szczęście pomału się to zmienia.
Czwarty to prawo do aborcji. Temat kontrowersyjny dla wielu osób. W tej powieści przedstawiony tak, że każdy, kto trzyma książkę w ręku będzie musiał sam sobie odpowiedzieć na pytania, jakie pojawią się w trakcie czytania.

Rimmer, po raz kolejny, wykazała się dużą wrażliwością i wyczuciem. Każdy z poruszonych tematów przestawiła w sposób subtelny i wyważony. Znalazłam tylko jeden minus: jak dla mnie zbyt długo rozkręca się fabuła. Niezbyt cierpliwi czytelnicy mogą porzucić powieść. Zalecam cierpliwość.
Chociaż nie. Jest jeszcze jeden minus. Okładka. Porażka. Gdybym miała kupić tę książkę w księgarni, to ominęłabym ją wielkim łukiem. Na szczęście ten egzemplarz mam z biblioteki. Kompletnie nie pasuje do treści i nie zachęca do zakupu.

Polecam.

I cytat na koniec:

W ciągu kilku ostatnich lat przekonałam się, że samotność jest gorsza od smutku. A to dlatego, jak sobie uświadamiam, że samotności z definicji nie da się z nikim dzielić.

czwartek, 7 lipca 2022

Nas nie złamią. Jak Polacy uciekali z Auschwitz. Mirosław Krzyszkowski, Bogdan Wasztyl

 

TYTUŁ: Nas nie złamią. 
Jak Polacy uciekali z Auschwitz. 
AUTOR: Mirosław Krzyszkowski, Bogdan Wasztyl
WYDAWNICTWO: Znak Horyzont
GATUNEK: literatura faktu
STRON: 316
DATA PREMIERY: 17 stycznia 2022



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Autorzy podjęli się trudnego, a jednocześnie ciekawego tematu, jakim były ucieczki z Auschwitz. Więźniowie wciąż słyszeli, że jedyna droga wyjścia na wolność prowadzi przez komin. Pomimo tego, znalazło się wielu śmiałków, którzy zapragnęli spróbować innej metody zdobycia wolności.

Krzyszkowski i Wasztyl opisywali wszystkie te ucieczki chronologicznie. Jest to ważne, bo obóz nie był taki sam przez cały czas funkcjonowania. Zmieniali się komendanci, załoga, ale też metody pilnowania czy przesłuchań. Obóz ulegał przebudowie, rozbudowie i remontom. Cały czas ewaluował. Ma to znaczenie, gdyż więźniowie musieli dokładnie obserwować te zmiany i szukać luk w jego funkcjonowaniu, które umożliwiłyby im ucieczkę.

Nie będę wyliczała wszystkich bohaterów tej książki, ale przytoczę tylko kilka nazwisk. Witold Pilecki, Kazimierz Piechowski, Bernard Świerczyna. Dwie pary, których ucieczki zostały udokumentowane: Polaka Edwarda Galińskiego i Żydówki Mali Zimetbaum oraz Jerzego Bieleckiego i Cyli Cybulskiej. 
Każda ucieczka została dokładnie przedstawiona. Przygotowania, realizacja i konsekwencje. Bo przecież nie każda zakończyła się sukcesem. Ważnym aspektem była pomoc ruchu oporu w obozie, partyzantki i okolicznej ludności poza obozem. Wielu ludzi za pomoc więźniom straciło życie. 

Pisarze podkreślają, że nie tylko Polacy uciekali z Auschwitz. Ucieczki próbowało prawie tysiąc osób. Byli to Żydzi, Niemcy, Romowie, Czesi, Węgrzy oraz przedstawiciele innych narodowości. Nie wszyscy odzyskali wolność.

Na koniec polecam przyjrzeć się bibliografii. Imponująca! Gdyby ktoś poczuł niedosyt, to proponuję dokładnie ją przeanalizować.

Podsumowując: prosto i ciekawie napisana książka o tym, że nie ma rzeczy niemożliwych. Że pomimo głodu, zimna, bicia, chorób, tęsknoty ludzie potrafili znaleźć nadzieję i siłę, aby szukać wyjścia z sytuacji, wydawałoby się, bez wyjścia. 

Polecam.

poniedziałek, 20 grudnia 2021

Mam na imię Selma. Selma van de Perre

 

TYTUŁ: Mam na imię Selma
AUTOR: Selma van de Perre
WYDAWNICTWO: Wielka Litera 
GATUNEK: autobiografia/pamiętnik
STRON: 280
DATA PREMIERY: 29 września 2021



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



To jest jedna z tych książek, po które sięgam najchętniej. Literatura faktu. Wspomnienia. Biografia.
Słowa osoby, która doświadczyła piekła na ziemi. Wspomnienia kobiety, która doświadczyła rzeczy nam współcześnie żyjącym niewyobrażalnych.

Selma to Holenderka, która w momencie wybuchu wojny miała 17 lat. Była niewinnym dziewczęciem z dobrego żydowskiego domu. Jednak wojna i późniejsze doświadczenia spowodowały, że Selma dorosła w przyspieszony tempie. Brak informacji o członkach rodziny i samotność wśród obcych ludzi zmienia dziewczynę na zawsze. Musi sobie radzić sama. Pragnie przeżyć za wszelką cenę. Wstępuje do holenderskiego ruchu oporu. I działa. Doświadcza rzeczy, o których nie miała wcześniej pojęcia. Poznaje ludzi, którzy wzbudzają w niej szacunek, ale i takich, którzy wzbudzają obrzydzenie. Ukrywa się pod zmienionym imieniem i nazwiskiem. Dopiero po wojnie ma odwagę przyznać się do swojej prawdziwej tożsamości. Za swoją działalność trafia do obozu Ravensbrück. 
W momencie pisania książki autorka zbliża się do setnych urodzin. Jej marzeniem jest, aby pamięć o jej rodzinie nie zaginęła. Przez całe dorosłe życie zmaga się z wojennymi wspomnieniami. Pewnych rzeczy nie da się wymazać z pamięci...
Mnie, niezmiennie, urzeka we wspomnieniach to, że ludzie, którzy przeżyli piekło na ziemi, pozbawieni są złości, gniewu i innych negatywnych emocji. Najczęściej jest to wdzięczność za przeżycie i dożycie bardzo dojrzałego wieku. Spojrzenie na swój żywot u jego kresu pozwala nabrać dystansu i spojrzeć na wszelkie doświadczenia z innej perspektywy. Holenderka nie opisuje siebie jako bohaterki, ani nie sili się na wielkie słowa. Pisze tak, jak dyktuje jej serce.
W trakcie czytania towarzyszyło mi uczucie wdzięczności, że mogłam poznać losy Selmy i jej rodziny. Holenderka nie miała lekkiego życia. Pomimo tego do końca życia pozostała osobą pełną energii i bardzo aktywną.
Ważnym elementem tej biografii są zdjęcia. Zrobiły na mnie ogromne wrażenie i świetnie dopełniły treść.

Podsumowując: biografia niesamowitej kobiety, która doświadczyła niewyobrażalnych sytuacji. Dożyła sędziwego wieku pełna wdzięczności i pokory.

Polecam.

wtorek, 14 grudnia 2021

W sam raz. Krótka opowieść o prawie wszystkim. Jostein Gaarder

 

TYTUŁ: W sam raz. 
Krótka opowieść o prawie wszystkim
AUTORJostein Gaarder
WYDAWNICTWO: Czarna Owca
GATUNEK: literatura piękna
LICZBA STRON: 128
DATA PREMIERY: 10 listopada 2021


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Jostein Gaarder należy do moich ulubionych współcześnie piszących autorów. Mam na półce wszystkie Jego książki wydane w Polsce. Jest twórcą najbardziej znanej pozycji z zakresu filozofii dla młodzieży, Świat Zofii, którą zachwycałam się w liceum. I jak tylko zobaczyłam tę nowość, to wiedziałam, że chcę ją przeczytać.

O tej lekturze trudno jest napisać w taki sposób, żeby nie zdradzić istotnych wątków fabuły. Autor nie wszystko wyjaśnia na początku, fabułę prowadzi tak, że do końca nie wiadomo co się wydarzyło, a co się wydarzy. Poznajemy Alberta, który przybywa do domku nad jeziorem. W jakim celu? Co będzie robił? Dlaczego jest sam?

Zanim przystąpi się do czytania, należy pamiętać, że autor pisze książki, które są mocno związane z filozofią. I ta też należy do tego nurtu.
Albert musi zmierzyć się z bardzo ważną wiadomością i jej konsekwencjami.
Siedząc w swojej samotni nad jeziorem wspomina przeszłość, rozmyśla o kobietach swojego życia, ludziach, których spotkał, młodości i przyszłości. Dochodzi do osobistych wniosków, snuje refleksje i rozmyśla o bliskich i wszechświecie. 
I choć to wszystko może wydawać się nudne, to zapewniam, że tak nie jest. Wielokrotnie robiłam przerwy w czytaniu, by pomyśleć o tym, co przeczytałam. Autor w prosty sposób pisze o rzeczach, które dotykają prawie nas wszystkich, ale w gonitwie codzienności nie mamy na nie czasu. Robi to nostalgicznie i refleksyjnie posługując się pięknym językiem.
Gdybym miała podać kilka świetnych cytatów, to musiałabym przepisać pół książki. Zalecam czytanie z ołówkiem.
Ta książka jest idealna na czas przedświąteczny. Kiedy zapomnimy się w porządkach i szaleństwie zakupów, to wieczorem zalecam tę lekturę. Ona daje wytchnienie od codzienności i pozwala powrócić na właściwy tor równowagi emocjonalnej.

Znalazłam tylko jeden minus: ta lektura jest za krótka. Czuję niedosyt.

Ten niewielkich rozmiarów tytuł jest jak kawa espresso. Niewielka objętość, a wpływ ogromny.
Można przeczytać w jeden wieczór, a i tak później myśli się o niej kilka dni.

Polecam.

środa, 27 października 2021

Uskrzydleni. Joanna Parasiewicz

 

TYTUŁUskrzydleni
AUTOR: Joanna Parasiewicz 
WYDAWNICTWO: Novae Res 
GATUNEK: literatura obyczajowa
STRON: 392
DATA PREMIERY: 5 lutego 2020



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



I to jest debiut? 
Nie wierzę!
Ależ dałam się ponieś tej książce! Pochłonęłam ją w jedną deszczową sobotę. 
W tym przypadku nie zawiódł mnie mój nos mola książkowego. Coś czułam, że to może być perełka czytelnicza. I się nie zawiodłam!

Po tę książkę sięgnęłam z kilku powodów.
Lubię sięgać po debiuty polskich autorek.
Kilka dni temu przeczytałam inną książkę pani Joanny pt. Mistyfikator, która bardzo mi się spodobała.
Lubię literaturę obyczajową.
Akcja tej powieści dzieje się w epoce La Belle époque, którą uwielbiam, a tu historia dzieje się dokładnie w latach 1901-1918.
Z wielką ciekawością czytam o ludziach z pasją i zafiksowanych na swoim hobby.

Akcja dzieje się dwutorowo.  W jednym wątku towarzyszymy Kosti Orłowowi, który marzy o lataniu i robi wszystko, żeby to marzenie spełnić. W drugim Stefania Odolańska uprawia róże w przydomowej szklarni i marzy o tworzeniu niepowtarzalnych odmian kwiatów. I w pewnym momencie drogi życiowe obojga bohaterów się przetną. Ale czy to doprowadzi do szczęśliwego zakończenia? Sam musisz to sprawdzić.

Co spowodowało, że dosłownie połknęłam" tę powieść w jeden dzień?
Złożyło się na to kilka powodów (kolejność przypadkowa).
Tło obyczajowe. Fenomenalnie przedstawione tło historyczne i obyczajowe Europy pierwszych dwóch dekad XX wieku. Uwielbiam ten okres w historii i czułam ducha tamtej epoki.
Historia lotnictwa. Tutaj wiedzy nie posiadam żadnej i troszkę się bałam czy autorka udźwignie temat i czytelnik-laik, jak ja, wszystko ogarnie. I tu też autorka dała radę. Czytało się lekko i wszystko było zrozumiałe i jasno przedstawione.
Róże. Fifi Odolańska kochała róże i oddawała się swojej pasji bez pamięci. Ten wątek był ciekawie i prosto ukazany w taki sposób, że sama już chciałam zacząć hodować róże. Wielki plus.
Mało romansu. Nie jest tajemnicą, że nie lubię wątków romansowych w powieściach. Tutaj było go tyle, że wcale mnie nie uwierał podczas czytania. Opisane tyle, żeby nie zamęczyć czytelnika takiego, jak ja, a jednocześnie tyle, żeby przedstawić relacje damsko-męskie w odpowiednim świetle.
Lekkość pióra. Pani Joanna ma niesamowitą lekkość pióra i potrafi tak operować słowem, że dosłownie zagłębiłam się w tą powieść niczym w ciepły kocyk. Piękny język i plastyczność opisów oraz wiedza dają niesamowite połączenie.

Minus jeden. Brak mapy Europy z początku wieku. Europa na początku XX wieku wyglądała zupełnie inaczej. Pierwsza wojna światowa zmieniła bardzo wiele w kwestii granic i państw. Myślę, że mapa bardzo się tu przydała i fajnie by było podróżować palcem po mapie w trakcie czytania.

Za mną już dwie książki autorki: Mistyfikator i Uskrzydleni. Teraz czas na Tancereczkę, najnowszą powieść Parasiewicz. Jak to mówią: do trzech razy sztuka. Na razie dwie na plus.

Polecam. 

sobota, 10 października 2020

Saturnin. Jakub Małecki

TYTUŁ: Saturnin

AUTOR: Jakub Małecki
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo SQN
GATUNEK: Literatura współczesna
STRON:  317


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Kolejne spotkanie z twórczością Autora.
Dygot czytałam w marcu 2016 roku i dostał ode mnie notę 11/10, Ślady przeczytałam w październiku 2016 roku, Rdzę we wrześniu 2017 roku i byłam niezdecydowana czy polecam, Nikt nie idzie w listopadzie 2018 roku uznałam za wtórną, Dżozefa w grudniu 2018 i polecałam.

O Dygocie pisałam tak: 
Opowieść się snuje od 1938 roku do 2004, przez dwie rodziny i trzy pokolenia. Wspaniale oddany klimat opisywanych czasów i mentalność prowincji. Piękny język, mnóstwo smaczków", które zostają w głowie... to jedna z tych książek, które nie chcesz, żeby się skończyły....

O Śladach:
Zauroczona jestem tym, jak autor bawi się" słowami i jak potrafi przy niewielkiej ich ilości trafić w sedno. W tej książce jest mnóstwo moich ukochanych zdań-petard. Takich, które czytasz i czujesz się jakbyś dostała między oczy... Bo każdy ma w sobie jakieś ślady… i nieważne czy jest to blizna po operacji czy wspomnienie wielkiej miłości

O Rdzy:
Bo z jednej strony bardzo mi ona odpowiada pod względem wrażliwości autora i jego spojrzenia na świat, a drugiej strony mam wrażenie wtórności. Że to już było. Że czytam o tym samym.


O Nikt nie idzie:
Wtórność i powtarzalność. Nie lubię tego w książkach. Choćby były napisane pięknym językiem i z dużą wrażliwością. I zabrakło mi emocji. I moich, i bohaterów.

O Dżozefie:
Dżozef, audiobook, czytali: Adam Bauman i Łukasz Garlicki. Czy opowieść o pobycie facetów w szpitalu może być ciekawa? Dla mnie jest to najlepsza książka tego autora. Pośmiałam się i podumałam. Polecam.

Dlaczego o tym piszę? Bo twórczość Małeckiego to przykład na to, przynajmniej dla mnie, że do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć. Że dopiero po upływie czasu i wielu przemyśleniach można docenić, to co wcześniej wydawało się nam banalne czy wtórne. Bo każdy ma inną wrażliwość, jest w takim, a nie innym momencie życia, ma taki, a nie inny nastój.

Do mnie dopiero po kolejnej książce Małeckiego dotarło, że ten młody autor (bo to rocznik 1982) ma niesamowitą wrażliwość i niebanalne spojrzenie na świat. I nie każdemu to się może podobać i nie do każdego to może trafiać.
Dla niego Człowiek, przez duże C, jego życie i emocje, to jest to, co jest godne opisania i zwrócenia uwagi. Narodziny, miłości, traumy, emocje, rodzina, śmierć. Miejsce na ziemi, przyzwyczajania, wspomnienia, niezrozumienie, tęsknota. O tym warto wspominać i o tym pisać.

Wrażliwość ubrana w poetycki język. Ale bez nadęcia i egzaltacji. Bez napuszenia, ale z wielkim wyczuciem. I nawet wulgaryzmy, których nie lubię w literaturze, wcale mi nie przeszkadzały. A nawet wydały się na miejscu.

Saturnin okazał się książką o człowieku i jego życiu. Przeskoki w czasie, różne spojrzenia na to samo zdarzenia, różni ludzie i wiele różnych miejsc w czasie i przestrzeni. Wszystko spójne, logiczne i ciekawe. Książkę trudno odłożyć na dłużej. Choć krótkie przerwy musiałam robić, bo niektóre zdania petardy musiałam w sobie przetrawić.

I tym oto sposobem, może trochę pokrętnym i zawoalowanym, próbuję odszczekać" to, co napisałam niepochlebnego o twórczości Małeckiego Jakuba. Dopiero po czasie i kilka książek później doceniam z całą mocą talent i wrażliwość Autora. I to jak snuje swoje historie, jak zmusza do przemyśleń, jak nie pozwala się nudzić oraz jak wpływa na emocje i stan ducha czytelnika. To, co uważałam za wtórność, teraz doceniam.

Z całego mojego czytelniczego serducha polecam :) 

PS Polecam przeczytać z dużą uważnością posłowie. Najlepiej dwa razy. 

środa, 19 sierpnia 2020

Żona winiarza. Kristin Harmel


TYTUŁ: Żona winiarza
AUTOR:  Kristin Harmel 
WYDAWNICTWO: Świat Książki
GATUNEK: literatura piękna
STRON: 352
DATA PREMIERY: 11 marca 2020


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


To już trzecia powieść tej autorki, którą przeczytałam. Słodycz zapomnienia bardzo przypadła mi do gustu, Dom przy ulicy Amelie była dla mnie przeciętna, więc byłam bardzo ciekawa jak ta amerykańska pisarka poradziła sobie z tą powieścią.

Wypunktuję plusy i minusy, bo ja nie umiem ocenić jej jednoznacznie. 

Akcja toczy się dwutorowo: w latach czterdziestych we Francji i współcześnie. Zabieg przeprowadzony udanie. Przechodziłam płynnie i nic nie zgrzytało.

Fabuła poprowadzona tak, że trudno odłożyć książkę. Autorka tak kończyła rozdział, że od razu chciałam czytać dalej. Udało się jej rozbudzić moją ciekawość i zainteresowanie akcją.

Temat tajemnic rodzinnych to jeden z moich ulubionych. Tutaj Harmel udało się mnie wodzić za nos bardzo długo. Nie odkryłam tajemnicy głównej bohaterki, ale od pewnego momentu zaczęłam się domyślać. A autorka i tak mnie zaskoczyła zakończeniem. 

Duży plus ode mnie za pokazanie pracy winiarzy w Szampanii. Dużo ciekawostek i informacji o życiu hodowców i uprawie winogron. To samo dotyczy francuskiego ruchu oporu. Autorka nie przygniotła czytelnika wiadomościami historycznymi, ale dała ich tyle, aby pobudzić zaciekawienie do własnych poszukiwań. Lubię bogate tło historyczne, tutaj było go mało, ale uważam, że więcej, akurat w tej powieści, nie było potrzebne.

Część bohaterów polubiłam, a część nie. Lubię taki zabieg, gdzie bohaterowie są bardzo różnorodni i nie dają się jednoznacznie zaszufladkować. Polubiłam szczególnie jedną starszą panią z wątku współczesnego, która pomimo ciężkich przeżyć potrafiła cieszyć się życiem. 

Dużym plusem jest też to, że autorka potrafi pisać tak, aby wywołać emocje. Łzy wiele razy stawały mi w oczach. Potrafi też tak opisywać wydarzenia, że zastanawiałam się wielokrotnie co ja bym zrobiła na miejscu bohatera książki. Mam w zwyczaju nie oceniać decyzji ludzi, którzy żyli w tak ekstremalnym czasie, jakim jest wojna. I tu też nie oceniałam, ale wiele razy przerywałam czytanie, bo musiałam kilka spraw przemyśleć. A to sobie cenię w czytanych lekturach.

Minusy też się znalazły.

Główna bohaterka części historycznej doprowadzała mnie do szału swoją infantylnością i naiwnością. Miałam ochotę potrząsnąć nią i powiedzieć: kobieto! Jest wojna!

W wątku współczesnym motyw romansowy, jak dla mnie, zbyteczny. A może ja po prostu nie lubię takich historii rodem z harlequina? Rzecz gustu.

Pewne sytuacje i dialogi bardzo sztuczne i naciągane. Nie wyobrażam sobie, żeby ludzie się tak do siebie zwracali. 

Powieść, według mnie, stylizowana jest na wojenny romans. Przynajmniej ja ją tak odebrałam. Patrząc na okładkę, zapowiedzi i reklamę. To jest duży minus. Bo, podkreślam: dla mnie, ma ona drugie dno i porusza wiele innych istotnych kwestii. Chociażby miłość do ojczyzny, istotę tożsamości czy poczucia winy.

Podsumowując: ciekawa powieść z kilkoma minusami. Nie umiem jej jednoznacznie ocenić. Jedynie co mogę napisać to to, że warto przeczytać i sprawdzić, czy damy się jej porwać, czy rzucimy w kąt. Używając kolokwializmu napisze tylko: taka se.


niedziela, 26 kwietnia 2020

Tego ci nie powiedziałam. Kelly Rimmer

TYTUŁ: Tego ci nie powiedziałam.
AUTOR: Kelly Rimmer
WYDAWNICTWO: Znak Horyzont
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 448
DATA PREMIERY: marzec 2020




Zdjęcie poglądowe. Na zdjęciu nie jest opisywana książka.
 Zdjęcie autorstwa Iza w labiryncie książek





Ta powieść należy do kategorii moich ulubionych książek. A co to znaczy? Akcja dzieje się dwutorowo, przy czym obowiązkowo jedna z płaszczyzn czasowych to druga wojna światowa. I, jak do tej pory, to właśnie opisywany okres wojenny był tym czasem, który bardziej przypadał mi do gustu. Z tą książką jest inaczej. Po przeczytaniu nie mogę się zdecydować, który wątek bardziej mi się podobał. Amerykański współczesny czy wojenny polski? Spróbuję to przeanalizować.

Wątek wojenny jest bardzo emocjonujący. Wiadomo: czas wojny to czas trudnych wyborów. Wywożenie Żydów, łapanki, głód, strach, ukrywanie Żydów, donoszenie Niemcom, wyjazd młodych na roboty do Niemiec, wszechobecna śmierć. I choć wątek młodej zakochanej dziewczyny w czasie wojny może wydać się ciut ckliwy, to należy pamiętać, że to tylko zakochana nastolatka. I ja tak na to spojrzałam. Trzeba przyznać autorce, że dobrze przygotowała się do tematu. I choć nie zarzuca czytelnika faktami i datami, to i tak każdy czytający będzie wiedział o co chodzi. Rimmer skupiła się za to na emocjach i relacjach międzyludzkich. Zaradni rodzice Aliny, miłość rodzicielska, miłość pomiędzy rodzeństwem, Polacy ukrywający Żydów, Polacy wydający Żydów, różnorodność emocji i cała złożoność zachowań wynikająca z okrutnych czasów. Nie mam się do czego przyczepić, choć kilka sytuacji mocno wątpliwych, aczkolwiek możliwych do zaistnienia.

Wątek współczesny równie wzruszający. Tutaj autorka poruszyła, moim zdaniem, ważne tematy i zrobiła to w sposób bardzo dobry. Wiele razy przerywałam czytanie, aby przemyśleć kilka kwestii. 
Alice to wnuczka Aliny, głównej bohaterki wojennej części. Ma męża pracoholika, wybitnie zdolną córkę i syna, który ma autyzm. Cały świat Alice staje na głowie, kiedy ukochana babcia dostaje udaru i ląduje w szpitalu. Najgorsze jest to, że babcia próbuje przekazać coś wnuczce, ale skutki udaru, jakimi są niemożność mówienia i niedowład ciała nie pozwalają na kontakt. Alice nie wie co robić. I tu przychodzi z pomocą syn Alice. Z powodu autyzmu chłopiec nie mówi i za pomocą tabletu z przystosowaną do niego aplikacją porozumiewa się z otoczeniem. I to dziecko podaje prababci tablet, aby przekazała wnuczce to, co chce jej powiedzieć. I choć lekko nie jest, to udaje się im dojść do porozumienia. Alina chce, aby Alice poleciała do Polski. Tylko nie do końca wiadomo po co. Alice wpada w popłoch, no bo jak to? Ma zostawić swojego syna, którym, w swoim mniemaniu, zajmuje się najlepiej i polecieć na drugi kontynent? Jak rodzina da sobie radę bez niej te kilka dni?
W tej części swojej powieści autorka postawiła na rodzinę i jej relację. Oraz cały wachlarz emocji.
Ja zwróciłam na kilka z nich. A myślę sobie, że każdy będzie mógł ocenić podczas czytania, które z tych elementów są ważne.
Alice i jej rodzina. Maż, który pracuje bardzo dużo i nie poświęca dzieciom dużo czasu. I nagle musi przejąć opiekę nad swoimi pociechami na kilka dni. Czy sobie poradzi?
Córka jest wybitnie zdolna, a to oznacza, że oczekuje odmiennego traktowania. Jak sobie poradzi tylko z ojcem? Albo ojciec z nią?
Chłopiec z autyzmem. Nadopiekuńcza matka i wiecznie nieobecny ojciec. A co się stanie, kiedy zabraknie matki, a ojciec zmieni zasady panujące w domu? Bardzo dobrze opisana rodzina z dzieckiem autystycznym, jej problemami i radościami. Emocje gwarantowane.
Relacje między małżonkami też nie należą do idealnych. Polecam uwadze.
Relacje Alice z matką są co najmniej, pisząc delikatnie, napięte. Matka Alice poświeciła się karierze prawniczej i to nie rodzina była dla niej najważniejsza. A w przypadku Alice jest dokładnie odwrotnie.
Więzi pomiędzy Alice i jej babcią są godne pozazdroszczenia. To babcia wychowywała Alice i to z nią Alice ma najlepszy kontakt. I to właśnie ta bliskość jest powodem wyjazdu kobiety do Polski.
Udar i jego konsekwencje. Sama doświadczyłam jak to jest, kiedy osoba bliska twemu sercu  musi walczyć o powrót do zdrowia po udarze. I pewnie dlatego zwróciłam na ten wątek uwagę. W tej powieści bardzo realnie oddany.
A co Alice odkryje w tym dalekim kraju? Czy babcia skrywa jakieś tajemnice? Czy po powrocie rodzina pozostanie bez zmian? Mnóstwo pytań i niewiele odpowiedzi.

Jest to książka, której akcja dzieje się dwutorowo, a ja nie mogę się zdecydować który wątek bardziej przypadł mi do gustu. Po kilkudniowych rozważaniach dochodzę do wniosku, że jest to pierwsza powieść, w której wątek współczesny bardziej mnie zainteresował. Rodzina, która zmaga się z dzieckiem autystycznym i relacje międzypokoleniowe są tu tak świetnie przedstawione. Wiele razy zostałam zmuszona przez autorkę do zastanowienia się i kilka razy musiałam przestać czytać z powodu stających w oczach łez.

Na koniec tylko dodam, że polecam zwrócić uwagę na to, co autorka dodała na końcu książki. Tam są pewne informacje, które wiele wyjaśniają.

Polecam.

PS. Podobna tematyka, czyli wyjazd wnuczki w poszukiwaniu przeszłości do Europy na prośbę babci został pokazany także w książce pt. "Słodycz zapomnienia" autorstwa Kristin Harmel, którą też polecam.

poniedziałek, 17 lutego 2020

Strupki. Paulina Jóźwik

TYTUŁ: Strupki
AUTOR: Paulina Jóźwik
WYDAWNICTWO: Znak Literanova
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 256
DATA PREMIERY: 9 grudnia 2019

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Są takie chwile w moim czytelniczym życiu, że cokolwiek bym nie napisała o przeczytanej książce, to i tak będzie mało. A z pewnością banalnie. I ten debiut do takich należy. Jeśli tak pięknie można zaczynać swoją pisarską drogę, to ja już robię miejsce na półce na kolejne książki tej pani.
O czym jest ta powieść? O Życiu. Takim przez duże Ż. O dwóch dziewczynkach wychowanych przez babcię na polskiej wsi. Opuszczonych przez ojca, który wyjechał za granicę za pracą. O matce, która zginęła nagle. O tajemnicach rodzinnych. O codzienności na wsi. Pierwszych miłościach i pierwszych spotkaniach ze śmiercią. O marzeniach i obowiązkach. O pamięci i o zapominaniu. O tradycjach i postępie. Czyli o wszystkim, co nas otacza.

Czytelnicy, którzy mają wspomnienia podobne do bohaterek, czyli chociaż wakacje na wsi, znajdą w tej powieści przyczynę do wspomnień. A ci, którzy nie doświadczyli wiejskich wakacji, będą mogli poznać tą wieś nie taką sielsko-anielską, tylko taką jak wyglądała ona co dzień.

Opowieść snuje się dwutorowo. Pola, to ta z sióstr, która wyjechała na studia i opuściła rodzinne strony. Teraz wraca na pogrzeb ukochanej babci. Irena, która została i opiekowała się chorą staruszką czeka na siostrę. Pogrzeb i spotkanie ze znajomymi staje się powodem do wspomnień. I w ten sposób poznajemy losy obu sióstr. Po drodze wychodzą jeszcze tajemnice rodzinne, skrywane zdjęcia, niedopowiedzenia i wuj, o którym nikt nie chce mówić.

I choć sama historia jest jak wiele podobnych, to jednak jej sposób opowiedzenia jest tak przejmujący i nostalgiczny, że nie chciałam, żeby ta książka się skończyła. Autorka przedstawia tę historię w sposób niesamowicie empatyczny i z dużą wrażliwością. Zwraca uwagę na pewne szczegóły otaczającej nas rzeczywistości, na które w codziennym biegu nie mamy czasu spojrzeć. I jeśli do tego dołożymy poetyckie porównania i plastyczny język, to mamy niesłychanie ciepłą i czułą powieść, od której ciężko się oderwać. Ja spędziłam z nią deszczową niedzielę. I byłam zła, że skończyłam czytać.

Mnie jeden aspekt tej książki przyciągnął szczególnie. To temat pamięci. I zapominania. Polecam szczególnej uwadze.

W końcu zapomniała wszystko.
Ubywanie pamięci to ubywanie życia.

Wchodzę w pamięć jak w pokutę. Szukam, łączę strzępy i buduję z nich powieść.

I dopiero ta książka uzmysłowiła mi, że czytnik ma jednak jakąś wadę. Nie można wziąć ołówka i pozaznaczać tych wszystkich pięknych fragmentów. Choć czytnik ma oczywiście taką funkcję. Ale to już nie to samo.
Muszę mieć swoją wersję papierową na półce.

Polecam.

Zdjęcie autorskie w labiryncie książek

poniedziałek, 10 lutego 2020

Hana. Alena Mornštajnová

TYTUŁ: Hana
AUTOR: Alena Mornštajnová
WYDAWNICTWO: Amaltea
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 293 
DATA PREMIERY: 25 października 2019

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek

To moje pierwsze spotkanie z czeską autorką. Spokojnie mogę je zaliczyć to tych najbardziej zaskakujących. Dlaczego? Tytuł ten pojawił się kiedy wpisałam w wyszukiwarkę: książki o Holocauście. Duża część już za mną w tej tematyce. Ale to nazwisko spotkałam po raz pierwszy. Współczesna czeska autorka i jej książka, która otrzymała tytuł Czeskiej Książki roku 2018. To wzbudziło moją ciekawość. Bo co jeszcze można napisać w tematyce wojennej?

Alena Mornštajnová udowodniła, że są jeszcze obszary, które można zagospodarować". Na początku trzeba od razu zaznaczyć, że nie jest literatura faktu. Choć mogłaby być. Albo inspirować się prawdziwymi wydarzeniami. Ale nie jest. 
Autorka skupia się na emocjach. Są tu Czechy w latach pięćdziesiątych XX wieku, są lata trzydzieste, druga wojna światowa. Życie w obozach i trauma wojenna. Dobre wydarzenia i przypadkowe nieszczęścia. A może zbiegi okoliczności? Losy dwóch kobiet: dziewczynki i jej ciotki ukazane na zasadzie kontrastu doświadczeń. A może ten kontrast jest tylko powierzchowny? 
Dwie kobiety, którym los przygotował życie pod jednym dachem. Jedna, która przeszła piekło na ziemi w obozach koncentracyjnych i druga, która straciła całą rodzinę zostając sama. Zamieszkują razem i każda na swój sposób radzi sobie ze swoimi demonami.

Co mnie w tej książce ujęło? Sporo.
Wrażliwość autorki przy opisywaniu pewnych wydarzeń.
Pokazanie pełnego wachlarza emocji w przejmujący sposób.
Plastyczny język nie zahaczający o kicz i blichtr.
Porządne przygotowanie do tematu. Opisywane wydarzenia miały miejsce i są przedstawione zgodnie z prawdą, jak choćby epidemia tyfusu w 1954 roku w Czechach.
Historia pewnej rodziny pokazana przez pryzmat wydarzeń historycznych.
Tajemnice rodzinne, które autorka odkrywa niespiesznie i nie wprost.
Umiejętne przedstawianie faktów w sposób pobudzający ciekawość czytelnika. Choć osoba czytająca i znająca historię w pewnym momencie domyśli się jak potoczy się ta historia. Mnie ta świadomość nie popsuła wcale przyjemności z czytania. Choć w przypadku tej książki raczej trudno pisać o przyjemności...

Po skończonej lekturze dopadły mnie refleksje.
Nie dziwię się wielu nagrodom dla tej książki.
Nie dziwię się zachwytom czytelników i pozytywnym opiniom.
Dziwi mnie za to brak szumu medialnego wokół tej świetnej pozycji i niezbyt udana, w mojej ocenie, okładka. Gdybym nie przeczytała opisu, to wcale nie zwróciłabym uwagi na tę powieść.
Choć może w zalewie tych wszystkich książek, które ostatnio wychodzą z bramą i nazwą obozu Auschwitz, to może jednak zaleta?

Powieść to wpasowuje się w pewną tematykę, którą chętnie zgłębiam od wielu lat: jak wrócić do rzeczywistości, kiedy było się w piekle na ziemi? Oraz temat, który nie daje mi spokoju: jak mogło dojść do eksterminacji tak wielu ludzi w XX wieku w centrum Europy? Książka ta nie wyczerpała tematu, ale mnie dała wiele tematów do refleksji i przemyśleń.

Będę bacznie obserwować poczynania autorki w kwestii literatury.

Polecam.

Kruchy lód. Krzysztof Bochus

    TYTUŁ :   Kruchy lód AUTOR :  Krzysztof Bochus  WYDAWNICTWO : Skarpa Warszawska GATUNEK:  kryminał STRON : 368 DATA PREMIERY:  13 marca ...