Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warszawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warszawa. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 kwietnia 2024

Kruchy lód. Krzysztof Bochus

 

 TYTUŁ: Kruchy lód
AUTOR: Krzysztof Bochus 
WYDAWNICTWO: Skarpa Warszawska
GATUNEK: kryminał
STRON: 368
DATA PREMIERY: 13 marca 2024
CYKL: Marek Smuga (tom 2)

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Jestem fanką autora i przeczytałam wszystkie Jego książki. Po każdą następną sięgam bez zastanowienia. Jednak ta wywołała we mnie mieszane uczucia, którymi chcę się tutaj podzielić.

Zacznę od plusów. Cztery motywy zwróciły moją uwagę i są godne podkreślenia.
Depresja, z którą zmaga się Marek Smuga. Autor świetnie ukazał jak wygląda życie z tą straszną chorobą. Warto zwrócić uwagę na tę aspekt książki.
Bieszczady i ich unikalny charakter z na czele z fauną. Wilki to niesamowite zwierzęta i w tej powieści to dla mnie pewna alegoria. 
Problem osób zaginionych. Czy kiedyś zastanawiałeś się ile osób w Polsce ginie bez śladu? I co muszą przeżywać rodzina i najbliżsi osoby zaginionej? Ja nigdy o tym nie myślałam, a w trakcie czytania tej lektury wielokrotnie rozważałam jak strasznym uczuciem jest niepewność co do losu najbliższej osoby.
Afryka i jej problemy. I tu chylę głowę, bo autor wykonał kawał dobrej roboty. Wiedziałam, że Afryka to kontynent wielu kontrastów, ale o pewnych sprawach nie miałam pojęcia. Specjalnie piszę ogólnikowo, żeby nie psuć frajdy z czytania potencjalnemu czytelnikowi.

Niestety są też minusy. I niestety to one zepsuły mi cały odbiór tej lektury.
Autor używa określeń, które dla mnie są niedopuszczalne ani w życiu, ani w literaturze. Wulgaryzmy nie są mi obce i nie przeszkadzają mi w książkach, ale tu kłuły mnie niczym kamyk w bucie: niby da się iść, ale tak jakoś niewygodnie.
Jak dla mnie za dużo było politykowania i odniesień do aktualnej sytuacji politycznej w kraju. Nie interesują mnie poglądy autora, nawet jeśli Jego bohater ma takie same i wyraźnie je podkreśla w fabule. Mam wrażenie, że za kilka lat te fragmenty będą niezrozumiałe dla czytelników, którzy nie orientują się w polityce z przeszłości. A poza tym to, że nie zgadzam się z polityką niektórych partii, nie oznacza, że mam prawo się o nich obraźliwie wyrażać. 
I na koniec dodam tylko, że w niektórych fragmentach Autor popadał w styl moralizatorski i miałam poczucie bycia pouczaną. Podkreślę z całą mocą, że to są moje bardzo subiektywne odczucia i nie każdy czytelnik musi w ten sposób odbierać tę powieść.

Jak bardzo doceniam i lubię twórczość Pana Krzysztofa, tak ta książka finalnie nie trafiła w mój gust. Minusy jednak określiły odbiór tej pozycji. Zdecydowanie wolę kryminały retro w wykonaniu Autora.

Polecam jednak przeczytać, chociażby po to żeby sprawdzić, czy mam rację.

piątek, 8 marca 2024

Niemka. Wojciech Dutka

 

TYTUŁ: Niemka
AUTOR: Wojciech Dutka
WYDAWNICTWO: Lira
GATUNEK: literatura piękna 
LICZBA STRON: 432
DATA PREMIERY: 13 marca 2024

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



To moja piąta książka tegoż autora i kolejna, która bardzo przypadła mi do gustu. Po lekturze powieści Czerń i purpura oraz serii o Antonim Mokrzyckim zostałam fanką autora. Po tę sięgnęłam więc bez wahania.

Zarys fabuły wygląda tak: Magdalena Pohl, córka łódzkiego fabrykanta urodzona i wychowana w Polsce nigdy nie zastanawiała się nad swoją tożsamością narodową. Ojciec był Niemcem. Wśród przyjaciół miała i Polaków, i Żydów i Niemców. I do momentu wybuchu wojny żadna tożsamość ani narodowa, ani religijna nie miała znaczenia. Jednak wkroczenie Niemców do Polski w 1939 zmienia wszystko. Magdalena musi wybrać: czy czuje się Polką czy Niemką?
Nie chcę zdradzać żadnych wątków czy aspektów fabuły, więc nie napiszę nic więcej.
Moją uwagę skupiły trzy płaszczyzny tej powieści.

Pierwszy wątek, który wysuwa się na pierwszy plan to tożsamość narodowa. Czy można czuć się Polką i Niemką jednocześnie? Dobrze to pokazuje ten fragment:

Była Niemką z rodziny, języka i kultury, ale też Polką - emocjonalnie, uczuciowo i z racjonalnego wyboru.

Czy da się pogodzić bycie Polką i Niemką, czy trzeba wybierać? Na to pytanie, a także wiele innych będzie musiała odpowiedzieć sobie Magdalena. Ale nie tylko ona. Wiele osób z jej otoczenia stanie przed tym dylematem. 

Drugim motywem, nad którym mocno się skoncentrowałam była rola kobiety w czasie wojny. Choć czasy przedwojenne, jak i powojenne też dawały do myślenia. Czy w trakcie konfliktu zbrojnego jest przestrzeń na działalność dla kobiet? Czy one mają spełniać tylko rolę pomocniczą w formie pielęgniarek, czy kucharek? Jedno zdanie Magdy utkwiło mi w głowie: Znowu ktoś za mnie zdecydował. Pracując w czasie wojny wykonywała polecenie mężczyzn z dwóch stron barykady wojennej. Tylko że ona wybrała jedną stronę, a druga... No właśnie. Po zakończeniu działań wojennych znowu inni mężczyźni decydowali o jej losie. 
W trakcie czytania często pojawiało się w mojej głowie pytania: ile jest w stanie znieść kobieta? Skąd w niej tyle siły? Ile jest w stanie zrobić dla idei, w którą wierzy? Ile może wybaczyć? Czy wszystko może wybaczyć? Czy pamięć jest przekleństwem, czy wybawieniem? Czy da się zapomnieć krzywdy, które tkwią w pamięci? Mnóstwo pytań przewijało się podczas lektury.

Trzecim elementem, który mnie niezmiennie zachwyca w książkach tego Autora jest rewelacyjnie przemycona lekcja historii. Dla mnie każda książka, której fabuła osadzona jest w określonym czasie powinna trzymać się faktów historycznych i posiadać mnóstwo szczegółów, które tworzą klimat opisywanych zdarzeń. I to właśnie panu Wojciechowi wychodzi, w mojej ocenie, świetnie. Na kartach powieści pojawiają się prawdziwi bohaterowie tamtych lat, jak i wydarzenia, które miały miejsce. Dla mnie jest to świetna powtórka z historii Polski i Europy XX wieku.
Magdalena spotyka na swojej drodze mojego ulubieńca, czyli Antoniego Mokrzyckiego, który jest bohaterem serii nazwanej jego imieniem i nazwiskiem. Dlatego polecam przeczytać najpierw tę serię, bo ona wiele wyjaśni.

Powieść ta wywołała we mnie wiele pytań. Ale nie tylko. Na tej karuzeli pytań i braku odpowiedzi kręciły się też emocje. Na każdym etapie życia Magdaleny zastanawiałam się jak ja bym się zachowała i jaką decyzję podjęła. Łatwo jest nam teraz oceniać i wydawać opinię o decyzjach ludzi w tamtych ekstremalnie trudnych czasach, ale nikt nie wie jak sam by się zachował w podobnej sytuacji. Ostatnie strony czytałam ze ściśniętym matczynym sercem. Nie takiego zakończenia oczekiwałam.

Polecam wszystkim, którzy lubią zastanawiać się nad dylematami bohaterów, cenią dobrze zbudowane tło historyczno-obyczajowe i potrafią docenić nieoczywiste zakończenie.

Bo siła jest kobietą.

Polecam.

piątek, 2 grudnia 2022

Czarna krew. Krzysztof Bochus

 

 TYTUŁ: Czarna krew
AUTOR: Krzysztof Bochus 
WYDAWNICTWO: Skarpa Warszawska
GATUNEK: kryminał
STRON: 368
DATA PREMIERY: 12 października 2022
CYKL: Marek Smuga (tom 1)


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Krzysztof Bochus należy do grona moich ulubionych pisarzy. Przygodę zaczęłam z twórczością autora od kryminałów retro, które uwielbiam. Przeczytałam wszystkie Jego książki, oprócz antologii. Sięgając, po tę książkę wiedziałam, że to będzie nowy bohater i kryminał dziejący się we współczesnej Warszawie i dlatego miałam troszkę obaw czy przypadnie mi do gustu. Przyznam, że tylko troszkę, bo jako fanka wierzyłam, że i tym razem autor zapewni mi rozrywkę na najwyższym poziomie. Jak się okazało w trakcie lektury to nie tylko rozrywkę. Autor podsunął mi wiele powodów do przemyśleń.

Akcja dzieje się dwutorowo. Czasy współczesne i rok 1944. Co łączy te dwie płaszczyzny czasowe? Miasto. Warszawa. W tak prowadzonej fabule zawsze zastanawia mnie jak autor splecie te dwa wątki w finale. Tutaj, jak zawsze, mistrzowsko. 

W tej książce Warszawa nie jest miastem z kolorowych snów Czesława Niemena. To słowa samego autora na końcu książki. I tak jest. Nie ma tu sielskich parków i pięknych widoczków. Są za tajemnice z przeszłości, ciemne sprawki i niewyjaśnione historie.

Sprawcy zabójstw nie udało mi się wytypować. Dla mnie zagadka kryminalna i powiązania pomiędzy planami czasowymi upleciona są świetnie. Wszystko układało się niczym puzzle.

Zakończenie zaskakujące tak samo jak i motywy sprawcy. Dla mnie świetne zakończenie, choć nie takiego się spodziewałam i obstawiałam wiele innych. Lubię to.

Choroba głównego bohatera. Nie napiszę konkretnie jaka, ale bardzo mnie cieszy, że autor poruszył ten temat. Może niektórym czytelnikom zmieni się pogląd, bo ja się spotkałam ze stwierdzeniem, że to nie jest choroba. Przykre, ale prawdziwe.

Odniesienia do współczesności i wulgaryzmy. Z zasady nie lubię. Ale pan Krzysztof zrobił to w taki sposób, że kompletnie mi nie przeszkadzały w czytaniu, a powiedziałabym, że miały swoje uzasadnienie w fabule, a to nieczęsto się zdarza. 

Jak to mówią: diabeł tkwi w szczegółach. I tak jest w tej książce. Mnogość, wydawałoby się, drobnych szczegółów powoduje, że w fabułę czytelnik się zanurza i daje się jej porwać. Mnie osobiście zachwycają różne smaczki i ciekawostki, które autor umieścił w swej powieści, dodając jej kolorytu i oddając klimat opisywanych czasów i miejsc.

I na koniec muszę dodać jeszcze jedno. Pan Bochus posługuję się taką polszczyzną, że ja czuję się pokrzepiona, że jeszcze ktoś tak potrafi pisać i troszkę zazdroszczę tej umiejętności. Polecam zwrócić uwagę. 

Polecam.

Dziękuję Skarpie Warszawskiej za egzemplarz recenzencki.

wtorek, 21 czerwca 2022

Enigma. Liczba wszystkich liczb. Krzysztof Koziołek {RECENZJA PRZEDPREMIEROWA}

 

TYTUŁ: Enigma. Liczba wszystkich liczb
AUTOR: Krzysztof Koziołek
WYDAWNICTWO: Manufaktura Tekstów
GATUNEK: sensacja w stylu retro
STRON: 629
Data premiery: 23 czerwca 2022



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Krzysztof Koziołek należy do grona moich ulubionych pisarzy. Bez zastanowienia biorę Jego kolejną książkę. I tak było tym razem. I do tego jeszcze Autor poruszył fascynującą tematykę: kulisy złamania szyfru Enigmy, tajnej maszyny niemieckiej, który podobno była nie do pokonania. A Polakom się udało.

Książka ta, podobnie jak większość poprzednich Pana Krzysztofa, zachwyciła mnie na wielu obszarach.

Niezmiennie uwielbiam przygotowanie Autora do opisywanego tematu. Umieszczenie akcji w określonym przedziale czasowym, w moim przekonaniu, wymaga oddania ducha epoki i okraszenia opisywanych wydarzeń szczegółami. Uwielbiam czytać przeróżne literackie smaczki, które pozwalają oczami wyobraźni zobaczyć opisywaną fabułę. Ja kocham okres dwudziestolecia międzywojennego z jego blaskami i cieniami. I tu go dostałam w pięknym wydaniu.

Rewelacyjna lekcja historii w wykonaniu Pana Koziołka umiejętnie wpleciona w akcję zachwyca nie pierwszy raz. Uważny czytelnik wyłowi z tekstu wiele ciekawostek i informacji, których w szkole z pewnością nie uświadczy. I zrobione to jest tak sprytnie, że człowiek nawet się nie zorientuje, że się edukuje. Brawa!

Fabuła poprowadzona jest w sposób, który nie pozwoli odłożyć czytającemu książkę nawet na moment. Uprzedzam, bo jednego wieczoru u mnie nie było kolacji, bo MUSIAŁAM doczytać co dalej będzie się działo. Chociaż od samego początku wiemy, że to Polacy (Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski) złamią szyfr Enigmy, to osiągnięcie tego sukcesu, nie było łatwą sprawą i, wbrew pozorom, zajęło matematykom ogrom czasu. A i okoliczności, nazwijmy je towarzyszące temu odkryciu, nie były sprzyjające.
Nie chcę opisywać dokładniej fabuły, gdyż powolne jej odkrywanie dostarcza czytelnikowi wiele emocji. Dodam tylko, że bardzo różnych emocji. Niestety, mnie się trafiła jedna „drzazga”, która uwierała podczas czytania. A była nią osoba Edmunda Lorenca. No, nie polubiłam gościa. Na jego niekorzyść przemawia choćby stosunek do żony. A także pewne zachowania, nazwijmy je oględnie, nieprzystające mężowi i pracownikowi wywiadu. Jeśli akurat nie prowadzi czynności wywiadowczych oczywiście… Ale to moje bardzo subiektywne odczucie, bo nie lubię pewnych scen w powieściach.

I na koniec dodam tylko, że jeśli ktoś ma wątpliwości czy sprawy natury technicznej dotyczące samej Enigmy są zrozumiałe, to zapewniam, że pisarz dokonał „przekładu” z technicznego języka na potoczny i wyszło mu to doskonale. Czyta się ze zrozumieniem.

I gdybym napisała na początku, że w powieści spotkamy członków wywiadów, kontrwywiadów, szpiegów, matematyków, piękne kobiety, kryptografów, członków Abwehry i Biura Szyfrów, studentów oraz kryptologów, to mógłbyś pomyśleć, że szykuje się niezłe poplątanie z pomieszaniem. Ale nic z tego! Wszystko, wraz z przerzucanymi kartkami, układa się niczym puzzle. Idealnie dopasowane puzzle.

Podsumowując: Enigma to sensacja w stylu retro z domieszką edukacyjną okraszona rewelacyjnymi detalami z epoki, czyli rozrywka na najwyższym poziomie. Polecam.




Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Autora.

piątek, 17 grudnia 2021

Sierota z Warszawy. Kelly Rimmer

 

TYTUŁ: Sierota z Warszawy
AUTOR: Kelly Rimmer
WYDAWNICTWO: Znak Horyzont
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 384
DATA PREMIERY: 10 listopada 2021


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


W kwietniu 2020 roku przeczytałam książkę tej autorki pt. Tego ci nie powiedziałam. Zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie. Tak dobrze je zapamiętałam, że postanowiłam sięgnąć po najnowszą powieść Rimmer. Czy i ta była równie dobra, jak poprzednia?
Jest to powieść, której akcja dzieje się w okupowanej Warszawie, a dokładnie w getcie warszawskim. Sięgając po tego typu książkę zawsze mam obawy, jak autor poradzi sobie z tłem historycznym. Wojna jest, przynajmniej dla mnie, tematem wymagającym. Nie tylko trzeba trzymać się faktów, ale jeszcze pilnować, aby nie wpaść w kicz czy pompatyczność.

Bohaterami jest dwójka nastolatków: Elżbieta i Roman. Żyją po dwóch stronach muru otaczającego getto. Każde z nich jest doświadczone przez los i ma zupełnie inne problemy dnia codziennego. W pewnym momencie życie łączy losy tych dwojga. Z pełną premedytacją nie zagłębiam się w szczegóły, gdyż autorka tak prowadzi fabułę, aby odkrywać pewne fakty i emocje stopniowo, czym bardzo rozbudza ciekawość.

Na kartach powieści śledzimy wydarzenia dziejące się w getcie. Autorka skrupulatnie odrobiła lekcję. Mamy powstanie getta, realnie przedstawione warunki życia, działalność różnych organizacji, powstanie w getcie warszawskim, ale też powstanie warszawskie. Taka mała przemycona lekcja historii.
Spotkamy na kartach powieść wielką osobowość Warszawy, tj. Janusza Korczaka. Opis Jego marszu na Umschlagplatz wraz z dziećmi do pociągu jadącego do Treblinki z pewnością pozostawi niejednego czytelnika we łzach. Ale jest też postać fikcyjna inspirowana znaną osobą. Postać pewnej kobiety i jej działalności nieodparcie kojarzy się z Ireną Sendlerowej.
A ja podczas czytania miałam nieodparte wrażenie, że autorka na kartach tej powieści chciała oddać hołd tej dwójce bohaterskich Polaków. Przynajmniej ja to tak odebrałam.

Podsumowując: bardzo dobra opowieść o dwójce nastolatków z bogatym tłem historycznym napisana pięknym językiem i bez wzbudzania taniej sensacji. 

Polecam. 

czwartek, 17 grudnia 2020

Dziewczyny z Solidarności. Anna Herbich

 

TYTUŁ: Dziewczyny z Solidarności
AUTOR: Anna Herbich 
WYDAWNICTWO: Znak Horyzont
GATUNEK: literatura faktu/wspomnienia
STRON: 366
DATA PREMIERY: 10 października 2016


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek





Ostatnią niedzielę spędziłam z tą książką. Nieprzypadkowo. To była niedziela 13 grudnia. Tak samo jak 39 lat temu. Tylko że ja wtedy byłam małą dziewczynką i do tego bardzo złą, bo nie puścili mi Teleranka.
Ja tylko zobaczyłam TĘ datę, to postanowiłam, że poczytam wspomnienia kilku kobiet, które były uczestniczkami tamtych pamiętnych grudniowych wydarzeń.

Jestem fanką twórczości Herbich i cyklu Prawdziwe historie.
Dla mnie największą wartością tej serii jest ocalenie pamięci świadków ważnych wydarzeń.
I mam świadomość, że opowieści te są bardzo subiektywne, bo każda z tych kobiet miała inne doświadczenia życiowe i inaczej przeżywała stan wojenny i czas po nim.

Kiedy po nią sięgałam, to miałam przeświadczenie, że to będzie najmniej emocjonująca ze wszystkich sześciu części tej serii. Bo, mnie się wydawało, że nie można porównać wspomnień np. Dziewczyn z Wołynia do Dziewczyn z Solidarności. I się pomyliłam.
We mnie ta książka wywołała emocje. Ale zupełnie różne niż w poprzednich książkach Herbich. Dlaczego? Dlatego, że część opowiadanych wydarzeń pamiętam. Kolejki po wszystko w pustych sklepach, kartki na żywność, kolorowe wystawy Peweksu, które każdemu dziecku w tamtych czasach jawiły się jako raj dziecięcych marzeń. To są moje wspomnienia.

Wspomnienia kobiet z tej serii są zupełnie inne. One były już dorosłe. Początki Solidarności, strajki, aresztowania, internowania, strach o najbliższych, czołgi i strzelanie do ludzi na ulicach.
Jedna z kobiet opisuje taki moment, kiedy to sama została aresztowana i nie miała przez długi czas informacji o swoim synu. Mnie, jako matce, ciężko było czytać. Strach i niepewność zmieszane z brakiem informacji to związek emocjonalnie paraliżujący. Albo wspomnienia maturzystki, która za swoje działania mogła być niedopuszczona do matury.

Bohaterki tej serii opowiadają też o okresie sprzed Solidarności. W jakich domach się wychowały i co było powodem, że wstąpiły do Solidarności. Równie ciekawie przedstawiały czas, kiedy już nastały częściowo wolne wybory w 1989 roku i czas po nich.

Ta część Prawdziwych Historii nastawiła mnie bardzo refleksyjnie. Rozumiem, że czytelnik młodszy odbierze ją inaczej niż czytelnik, który pamięta tamten czas. 
Doszłam do wniosku: jak bardzo zmieniło się życie jednego pokolenia. Od zakupów na kartki do sklepów wielkopowierzchniowych. Od szarego komunizmu do pstrokatego kapitalizmu. Od stanu wojennego do lockdownu. Dużo różnic, ale też nasuwają się pewne skojarzenia. Jakie? 
Nie zdradzę, bo mam nadzieję, że każdy czytelnik sam wysnuje wnioski.

Schemat całej serii Prawdziwe historie autorstwa Anny Herbich jest taki sam: dziewczyny, którym przyszło żyć w okrutnych albo ciekawych czasach, przeżyły rzeczy niewyobrażalne lub niepowtarzalne, zechciały opowiedzieć swoją historię, dołożyły niesamowite zdjęcia, a wydawnictwo Znak wspaniale to wydało. Ja to „kupuję" w całości. I traktuje jako historię kobiet-świadków, które autorka ocaliła od zapomnienia.

Polecam. Niezmiennie.

poniedziałek, 30 grudnia 2019

Kurier z Toledo. Wojciech Dutka

TYTUŁ: Kurier z Toledo
AUTOR: Wojciech Dutka
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Lira
GATUNEK: literatura piękna
STRON: 352
Data premiery : 4 września 2019 rok
CYKL: Antoni Mokrzycki (tom 1)


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Kurier z Toledo to kolejna książka, po Czerni i purpurze, tego autora, która przypadła mi do gustu.
I choć byłam pełna obaw, kiedy ją zaczynałam czytać, to jednak wszystko skończyło się dobrze.

Przedstawiam głównego bohatera: Hrabia Antoni Mokrzycki, lat 28, absolwent UW, studiował literaturę hiszpańską i historię, pracownik MSZ, zaręczony z Moniką Skirmuntówną absolwentką wydziału malarstwa we Lwowie. Ma swoją tajemnicę w postaci żydowskiej kochanki. 
Jest rok 1936 i Antoni zostaje wysłany z ramienia rządu do Hiszpanii. Ma tam tajną misję obserwacyjną. Zostawia Polskę i wyjeżdża. Tam wpada w wir wydarzeń, poznaje znane z historii osobistości i spotyka na swojej drodze niezwykłego chłopca o imieniu Teo. Jak się skończy ta historia? 
Tyle jeśli chodzi o fabułę.

Dla mnie ta powieść ma trzy płaszczyzny na które zwróciłam uwagę.

Warstwa historyczna. Poznajemy wojnę w Hiszpanii. Autor w sposób prosty i przystępny kroi tło dla pozostałych warstw. Umiejętnie wplata w fabułę i nie nudzi ani na chwilę. Ja z dużym zainteresowaniem przybliżałam sobie historię tego słonecznego kraju. Wiele razy zdarzyło się mi przystanąć podczas czytania i pomyśleć, że nie ma gorszego rodzaju wojny jak wojna domowa. Brat przeciwko bratu. 

Warstwa szpiegowsko-sensacyjna. Dużo się dzieje: są tajni agenci, wywiad, kontrwywiad i polityka.
Jest wiele ciekawych zwrotów akcji, pościgi, nieoczekiwane zbiegi okoliczności i zaskakujące spotkania. Czyli nudy nie ma.

Warstwa uczuciowa. Ta część historii najmocniej do mnie trafiła. Nie polubiłam Mokrzyckiego. Od samego początku drażnił mnie swoim wygodnictwem i egoizmem. Ale od momentu, kiedy poznał Teo i wszystko się zmieniło. Zaczęłam się zastanawiać co zrobi. Czy porzuci lekkie życie w Warszawie i pozostanie pod iberyjskim słońcem? Czy potraktuje hiszpańskie uczucie jako przygodę i wróci w warszawski świat konwenansów? Tutaj snuło mi się mnóstwo pytań i wątpliwości. 

Autorowi udało się świetnie spleść te trzy płaszczyzny i stworzyć ciekawą opowieść. Mnie najbardziej urzekło pięknie odmalowane tło historyczne i losy uczucia, które bez względu na wybór bohatera nie będzie miało dobrego zakończenia.
Książka ta poruszyła wiele ciekawych tematów i skłoniła mnie do wielu refleksji. Nad własnym krajem, nad podziałami politycznymi, nad patriotyzmem, ale także nad miłością i trudnymi decyzjami. Wiele powodów do rozmyślań. A to bardzo cenię w książkach.

I cieszy mnie fakt, że jest to pierwsza z trzech części wojennej trylogii. Czekam już na Kuriera z Teheranu i  Kuriera z Tivoli. 

Polecam :)

Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Wydawnictwa Lira 

sobota, 23 listopada 2019

Dwa światła. Maria Paszyńska

TYTUŁ: Dwa światła
AUTOR: Maria Paszyńska
WYDAWNICTWO: Pascal
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 400 
DATA PREMIERY: 16 października 2019



Zdjęcie autorksie Iza w labiryncie książek




Rok 2019 zdecydowanie jest u mnie rokiem Marii Paszyńskiej. Na początku roku trafiłam na pierwszą część serii Owoc granatu i tak się zaczęła moja miłość to twórczości tej autorki. Dwa światła to już 7 książka polskiej pisarki. Wszystkie moje opinie poprzednich książek można znaleźć na tym blogu.

Powieść ta jest inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Ale Paszyńska tak ją przedstawiła, że trudno było ją odłożyć i nie używać chusteczek podczas czytania.
W tej książce autorka przedstawia nam opowieść o przyjaźni profesora muzyki i małego żydowskiego chłopca. Niby co w tym niezwykłego? Ano to, że przyjaźń rozwija się w czasie drugiej wojny światowej w Warszawie. I nie jest to żadną tajemnicą ani spojlerem, że chłopiec po wojnie zostaje laureatem Konkursu Chopinowskiego i robi karierę pianistyczną. Ale czy zapomni o piekle jakie przeżył podczas wojny?

O wszystkich, także o tej, przeczytanych przeze mnie książkach Paszyńskiej mogę napisać praktycznie podobnie:
* autorka ma niesamowity zmysł, który pozwala zasłyszane historie przetworzyć na emocjonujące historie,
* posiada tego typu wrażliwość, która powoduje, że nie daj się czytać jej książek bez chusteczek,
* rewelacyjnie wplata fakty historyczne czy znane postacie co powoduje, że udaje się jej „przemycić" lekcje historii,
* potrafi odtworzyć klimat opisywanych czasów poprzez wiele drobnych detali i szczegółów,
* postacie bohaterów są wielowymiarowe i niekoniecznie wszystkie dają się lubić,
* fabuła jest tak poprowadzona, że ciekawość nie pozwala odłożyć książki,
* w tej konkretnej książce nie sposób nie zauważyć jak autorka pięknie pisze o muzyce i miłości do muzyki.

To wszystko sprawia, że niezmiennie pozostaje pod wrażeniem pióra autorki i wyczekuje kolejnych je książek.

Polecam.

czwartek, 4 lipca 2019

Powroty. Owoc granatu. Maria Paszyńska

TYTUŁ: Powroty. Owoc granatu
AUTOR: Maria Paszyńska
WYDAWNICTWO: Książnica
GATUNEK: powieść polska
LICZBA STRON: 302
DATA PREMIERY:  3 lipca 2019
CYKL: Owoc granatu (tom 4)


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



To już ostatnie spotkanie z kresowymi siostrami. Powroty zamykają cykl Owocu granatu. Trudne jest to zadanie, by napisać o tej części tak, by za dużo nie zdradzić z fabuły i nie popsuć frajdy z czytania potencjalnemu czytelnikowi. Jak to w serii: kolejność obowiązkowa: Dziewczęta wygnane, Kraina snów, Świat w płomieniach, Powroty. 

Siostry Łukowskie wreszcie się spotykają. Ale Paryż, choć piękny, nie sprzyja zbliżeniu sióstr. 
Warszawa też nie wygląda tak, jak ją bliźniaczki zapamiętały. 
Wspomnienia wciąż wracają. Demony przeszłości nie odpuszczają.
Nie pomaga też obecność Jędrzeja Walickiego.
Ani córka, ani wnuczka nie wiedzą z jakimi traumami zmagają się Stefania i Elżbieta.

Nie będę więcej pisać o fabule.
Przedstawię tylko to, co mnie urzekło w tej części.

Ta część, jak i cała seria, wywołała we mnie wiele emocji. Bardzo różnych i niezwykle silnych. Poruszenie wielu ciekawych tematów skłaniało mnie do chwilowych przerw, aby przemyśleć i zastanowić się. Relacje pomiędzy siostrami, emocje związane ze spotkaniem Jędrzeja, tęsknota za mężem, problemy z córką, przeszłość, przyszłość i wiele innych. Mnóstwo dylematów i powodów do rozmyślań. 

Siostry u schyłku życia robią rozrachunek z przeszłością. Wspominają, analizują, zadają sobie pytania, rozmyślają. I znowu wiele kwestii, niewiele odpowiedzi. Pytań o ojczyznę, rodzinne korzenie, miejsce na ziemi, doświadczenia życiowe, politykę i religię. Spora dawka refleksji.

I w tym tomie także autorka "przemyciła" lekcję historii. Ale zrobiła to w sposób prosty i ciekawy. Nie zanudziła, a odmalowała ciekawe tło historyczne. I to samo dotyczy "wstawek" o polityce. Dla mnie obie te tematyki podane są w proporcjach idealnych. 

Podczas czytania zwróciłam uwagę jeszcze na pewien wątek, który wzbudza we mnie wiele rozterek. Jak żyć, kiedy przeżyło się piekło na ziemi? Czyli problem traumy wojennej. Czy można wrócić do "normalnego" życia, kiedy doświadczyło się rzeczy niewyobrażalnych? Czy można zapomnieć?  Od kiedy zgłębiam tematykę wojenną, to ten temat mnie nurtuje. W tej części znalazłam kilka bliskich mi stwierdzeń i wątpliwości. Autorka wykazała się niesamowitą wrażliwością i morzem empatii, które są mi bliskie. Bardzo emocjonująco opisała niektóre przeżycia. Łzy stawały mi wielokrotnie w oczach.

I to zakończenie... Czytałam 3 razy. Nie mogłam zatrzymać łez. 

Podsumowując:
Paszyńska posiada ogromną wiedzę, skończyła między innymi iranistykę, i to się czuje w trakcie czytania.
Rewelacyjnie wplata historie i politykę w fabułę.
Plastycznie oddaje klimat opisywanych miejsc i rzeczy. 
Emocjonująco opisuje przeżycia bohaterów.
Porusza wiele tematów i zmusza czytelnika do zastanowienia się.
Prowadzi fabułę w taki sposób, że trudno odłożyć książkę.
Zakończenie wyciska łzy. W każdym tomie tej serii.

Bohaterki tej serii są symbolem pokolenia, któremu wojna zabrała młodość i rozrzuciła po całym świecie. Pokolenia, które zostało brutalnie oderwane od swoich rodzinnych korzeni, pozbawione bliskich, znajomych, domów i ojczyzny. Pozostawione samo sobie ze swoimi doświadczeniami i traumami. Zostało pokoleniem naznaczonym niewyobrażalnym cierpieniem.

Jest lipiec, a ja w tym roku przeczytałam już 6 książek tej autorki.
Maria Paszyńska zdecydowanie zostaje jedną z moich ulubionych współcześnie piszących kobiet.

Polecam po stokroć.

wtorek, 2 kwietnia 2019

Córka jubilera. Klątwa wiecznego tułacza. Dylogia Ocean odrzuconych. Magdalena Knedler

TYTUŁ: Córka jubilera. Klątwa wiecznego tułacza.
AUTOR: Magdalena Knedler
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: powieść
STRON: 527, 555
DATA PREMIERY: 20 lutego 2019 

Egzemplarze recenzyjne dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae Res



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek





Po tę dylogię sięgnęłam z dwóch powodów: bardzo lubię sagi rodzinne i najchętniej cenię sobie historie osadzone w XX wieku, a w szczególności w dwudziestoleciu międzywojennym.

Bohaterkę, Charlotte Saidermann-Aber, poznajemy w 1915 roku, kiedy ma 17 lat i głowę pełną marzeń. Jest córką wiedeńskiego jubilera, z pochodzenia Polaka. Wychowywana przez ciotkę, która chroni swoją wychowankę przed złem całego świata. Tak zaczyna się ta historia. A kończy się ona w 1947 roku. A to, co dzieje się pomiędzy tymi dwiema datami dowiemy się z kart tej powieści.
Trudno pisać o tej sadze nie zdradzając istotnych wątków fabuły.
Postaram się w krótkich zdaniach napisać, co mnie urzekło w tej historii, a co nie do końca zachwyciło.

Autorka ma niesamowity dar malowania słowami. Bardzo plastycznie oddała klimat Wiednia u schyłku monarchii Austro-Węgier. Koncerty, spotkania towarzyskie, stukot bryczek i szelest sukien. Widziałam to oczami wyobraźni.

Udział sztuki w życiu codziennym. Sztuki przez duże S. Poznajemy całą plejadę osobowości artystycznych: pianistów, kompozytorów, literatów, malarzy. Interesujący jest wątek tworzenia biżuterii. Sztuki jubilerskiej, która jest miłością i pasją ojca i córki. 

Historia Lotki, jak nazywają Charlotte najbliżsi, umiejscowiona jest w określonym przedziale czasowym. Knedler bardzo sprawnie wplotła prawdziwe wydarzenia z historii Europy w życiorys bohaterki. Pojawiają się też postacie historyczne. Ja nazwałam to sobie na własny użytek: przemycona lekcja historii. Można sobie poszerzyć wiedzę albo ją tylko odświeżyć. 

Losy panny Saidermann-Aber poznajemy poprzez pisany przez nią pamiętnik. Muszę przyznać szczerze, że pierwszy tom, kiedy tytułowa córka jubilera jest nastolatką, trochę się dłużył. Naiwność bohaterki mnie irytowała. Ale, wraz z przerzucanymi kartkami Lotka dorastała i zmieniała się. I czytało się coraz lepiej. Za to drugi tom, kiedy to w Europie nadchodzą niespokojne czasy i do władzy dochodzi Hitler, okazał się tak wciągający, że nie mogłam odłożyć książki. Niepewność jutra, obawa o własne życie i majątek,  niepokojące wydarzenia na scenie politycznej i zmieniające się losy rodziny Saidermann-Aber powodowały u mnie lekkie napięcie i wzbudzały ciekawość.

Kłaniam się nisko autorce za przygotowanie do tematu. Opisać czasy, w których się nie żyło i nie zanudzić czytelnika, to wielka sztuka. Mogę sobie wyobrazić ile czasu potrzebowała pisarka, aby doczytać o szczegółach, które stworzyły klimat w książce. Jestem pod wrażeniem.

Knedler świetnie udało się wywoływać różne emocje podczas czytania. W kilku miejscach uroniłam łzy, w wielu współczułam, czasami się uśmiechnęłam albo odetchnęłam z ulgą. Tylko zakończenia obu tomów wywołało we mnie złość. Tak skończyć książkę? Polecam zaopatrzyć się od razu w oba tomy, ponieważ zakończenie pierwszego jest takie, że czytelnik chce się zanurzyć natychmiast w tomie drugim.

Podsumowując: historia pewnej dziewczyny, której przyszło żyć w bardzo niespokojnych czasach i podejmować niewyobrażalnie trudne decyzje, pokazana na tle ważnych wydarzeń historycznych i wywołująca cały wachlarz emocji. 

Polecam.

sobota, 16 marca 2019

Willa pod Zwariowaną Gwiazdą. Maria Paszyńska

TYTUŁ: Willa pod Zwariowaną Gwiazdą
AUTOR: Maria Paszyńska
WYDAWNICTWO: Pascal
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 368
DATA PREMIERY: 31 stycznia 2018



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie ksiażek




Dziś książka dla wszystkich miłośników zwierząt. Historia niezwykła, która porusza sporo ciekawych spraw. Opowieść, która zostaje w głowie i nawet po kilku dniach od skończenia czytania wciąż wracają niektóre pytania, z którymi zostawiła mnie ta książka. 

To moja czwarta powieść tej autorki. I kolejna, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Za mną już dwie części serii "Owoc granatu" i "Instytut Piękności", które mogę polecić. 
I ta powieść jest wyjątkowa. Dla mnie na pierwszy plan wysuwa się miłość do zwierząt. W moim domu zawsze mieszkały zwierzęta. Nie wyobrażam sobie domu bez czworonożnego przyjaciela. Obecnie mam 3 koty i psa, że o myszach i wróblach nie wspomnę 😉
Ale czy w świecie ogarniętym wojną ktoś pomyślał żeby ratować dzikie zwierzęta w warszawskim zoo? Tak, to małżeństwo Antoniny i Jana Żabińskich, gdzie on był dyrektorem tegoż zoo. Historia tego związku znana jest szerszej publiczności dzięki filmowi pt. "Azyl", amerykańskiemu filmowi z 2017 roku wyreżyserowanego przez Niki Caro. 

Miłość do zwierząt przestawiona tak, że wielokrotnie łzy stawały mi w oczach. Nie będę zdradzać szczegółów, ale niektóre sceny rwały mi serce na drobne kawałki. Bez chusteczek się nie obeszło. Czy w czasie, kiedy Twoje życie jest zagrożone pomyślałbyś żeby ratować zwierzęta?

Rzeczywistość wojenna ukazana realistycznie i ciekawie. Od braków żywności po ukrywanie Żydów. Poprzez ratowanie życia zwierząt i ludzi. Zdobywanie pożywienia, udział w konspiracji i przyjmowanie Niemców w swojej willi. Pełen wachlarz zdarzeń i emocji.

Historia pewnej miłości, która nie powinna się wydarzyć. Historia trojga ludzi, Piotra, Ady i Daniela, która przytrafiła się w czasie najmniej do tego odpowiednim. I która nie ma dobrego zakończenia, bo każde rani przynajmniej jedną z osób. Miłość, która ratuje życie, by potem nie mieć prawa istnieć. Uczucie, które istnieje, choć nie powinno. Ciężko mi napisać tak, żeby nie zdradzić istotnych wątków fabuły. Napiszę tylko, że niesamowicie umiejętnie autorka wplątała tę historię miłosną w historię zoo. 

Mam tylko jedną uwagę: takie zakończenie? Nie takiego oczekiwałam. I na takie się nie godzę. Zaskoczenie i niedowierzanie w jednym.

Obok tej książki nie można przejść obojętnie.
Pokazuje ona, że zawsze warto być przyzwoitym.  
To opowieść, gdzie miłość do zwierząt przeplata się z ratowaniem ludzi. Gdzie fikcja literacka (jakim jest historia Piotra, Ady i Daniela) przeplata się  z autentycznymi wydarzeniami. Gdzie słychać huk bomb i ciche kwilenie nowo narodzonego dziecka. Gdzie wyczuwa się strach zwierząt i panikę wśród ludzi. 

Podsumowując: powieść obyczajowa z historią w tle. Nasączona emocjami i prawdziwymi zdarzeniami z przeszłości.
Pokazuje, że zawsze warto być człowiekiem.

Polecam.

sobota, 2 marca 2019

Instytut Piękności. Maria Paszyńska

TYTUŁ: Instytut Piękności
AUTOR: Maria Paszyńska
WYDAWNICTWO: Pascal
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 357
DATA PREMIERY: 27 lutego 2019 roku


Zdjęcie autorskie Iza labiryncie książek



Są takie książki, które po zakończeniu czytania trzeba przemyśleć, przetrawić, poukładać sobie w głowie.
Bardzo je lubię, ale coraz rzadziej na nie trafiam. 
Przyznam się od razu, że odkąd przeczytałam dwie części z serii "Owoc granatu" Marii Paszyńskiej, zostałam fanką autorki. Z wielką chęcią sięgnęłam po kolejną Jej książkę, choć nie jest ona częścią w/w serii.

Im dłużej myślę o tej książce, tym bardziej jestem przekonana, że spodoba się ona każdej kobiecie. Dlaczego? Bo każda z nas, bez względu na wiek, wie że odpowiedni strój i makijaż mogą zdziałać cuda. A jeśli zmiana wyglądu może uratować życie, to...

Poznajemy Madę Walter, lekarza i dietetyka, mieszkankę okupowanej Warszawy. Pewnego dnia wpada na pomysł otworzenia Instytutu Piękności. Ale nie takiego zwykłego, przecież jest wojna. Postanawia przyjmować w nim zbiegłe z getta Żydówki. Nauczyć je jak się malować, żeby ukryć semickie rysy i jak się ubrać, by wtopić się w tłum  i nie wyróżniać się pomiędzy warszawiakami. A kiedy Gestapo wymyśła sposób żeby podejrzanym kobietom przeprowadzać swoisty egzamin z bycia Aryjką, to Mada uczy kobiety pacierza, niekoszernej kuchni, zwyczajów chrześcijańskich i innych przydatnych umiejętności. A to wszystko w swoim instytucie przy ulicy Marszałkowskiej w Warszawie.

Przyznam się, że na początku nie mogłam się "wgryźć" w tę książkę. Nie mogłam "zaskoczyć" o co autorce chodzi. Ale im więcej kartek było za mną, tym bardziej nie mogłam się oderwać. Wszystko zaczęło układać się w spójną całość.

Co mnie urzekło w tej książce?

Osoba Mady Walter. Kobiety niezwykłej. Nie patrząc na zagrożenia, ratowała Żydów. A chyba każdy wie, co za to groziło w czasie wojny. Niestrudzona, pełna pomysłów i niezwykle charyzmatyczna. A jednocześnie skromna i pełna optymizmu. 

Historie Sary, Zoi, Lei i Dalili, kobiet, z których każda ma sobą traumatyczne przeżycia. I każda z tych historii wyciska łzy z oczy. Mnie najbardziej poruszyła historia Sary, która swój dramat życiowy skrywa za tajemniczą woalką.

Warstwa historyczna bardzo dobrze "przemycona". Na kartach tej książki pojawiają się znane z historii osoby, ale też wydarzenia. Świetnie wplecione w fabułę powodują, że tę książkę czyta się z zapartym tchem.

Kobieca przyjaźń, która łączy ze sobą w tak trudnych czasach tak niezwykłe kobiety. Podejrzewam, że w innym okresie może by się nie spotkały. Ale w tych niebezpiecznych warunkach w każdej z tych pań dokonuje się duża przemiana. Wspólnie się wspierają, choć początki nie zawsze są łatwe.

Dwie warstwy czasowe: wojenna Warszawa i Jerozolima w 1978 roku spowodowały u mnie wiele przemyśleń i refleksji, nie tylko nad wojenną rzeczywistością, ale też nad przemijaniem i pamięcią. Bardzo poruszające.

Zakończenie mnie zaskoczyło. Cały czas miałam nadzieję na inne. 

Jakby się zastanowić na rolą kobiet w wojnie, to pierwsze co przychodzi mi do głowy, to kobieta-sanitariuszka lub kobieta-kucharka. Ale walczyć można na wiele innych sposobów.
Mnie najbardziej poruszyło to, że uczestniczyć w wojnie można niekoniecznie z bronią w ręku. Można ratować życie w inny sposób niż tylko, albo aż, ukrywanie. Można, na pozór, drobnymi czynami czy czynnościami pomagać ratować ludzi w ciężkiej sytuacji. Nauczyć sztuki makijażu, załatwić odpowiednie dokumenty, przekazać cenne informacje o rodzinie. Bo nie trzeba być na pierwszej linii frontu by "grać pierwsze skrzypce" na wojnie. 

Polecam.

Kruchy lód. Krzysztof Bochus

    TYTUŁ :   Kruchy lód AUTOR :  Krzysztof Bochus  WYDAWNICTWO : Skarpa Warszawska GATUNEK:  kryminał STRON : 368 DATA PREMIERY:  13 marca ...