Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Holandia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Holandia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 grudnia 2021

Mam na imię Selma. Selma van de Perre

 

TYTUŁ: Mam na imię Selma
AUTOR: Selma van de Perre
WYDAWNICTWO: Wielka Litera 
GATUNEK: autobiografia/pamiętnik
STRON: 280
DATA PREMIERY: 29 września 2021



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



To jest jedna z tych książek, po które sięgam najchętniej. Literatura faktu. Wspomnienia. Biografia.
Słowa osoby, która doświadczyła piekła na ziemi. Wspomnienia kobiety, która doświadczyła rzeczy nam współcześnie żyjącym niewyobrażalnych.

Selma to Holenderka, która w momencie wybuchu wojny miała 17 lat. Była niewinnym dziewczęciem z dobrego żydowskiego domu. Jednak wojna i późniejsze doświadczenia spowodowały, że Selma dorosła w przyspieszony tempie. Brak informacji o członkach rodziny i samotność wśród obcych ludzi zmienia dziewczynę na zawsze. Musi sobie radzić sama. Pragnie przeżyć za wszelką cenę. Wstępuje do holenderskiego ruchu oporu. I działa. Doświadcza rzeczy, o których nie miała wcześniej pojęcia. Poznaje ludzi, którzy wzbudzają w niej szacunek, ale i takich, którzy wzbudzają obrzydzenie. Ukrywa się pod zmienionym imieniem i nazwiskiem. Dopiero po wojnie ma odwagę przyznać się do swojej prawdziwej tożsamości. Za swoją działalność trafia do obozu Ravensbrück. 
W momencie pisania książki autorka zbliża się do setnych urodzin. Jej marzeniem jest, aby pamięć o jej rodzinie nie zaginęła. Przez całe dorosłe życie zmaga się z wojennymi wspomnieniami. Pewnych rzeczy nie da się wymazać z pamięci...
Mnie, niezmiennie, urzeka we wspomnieniach to, że ludzie, którzy przeżyli piekło na ziemi, pozbawieni są złości, gniewu i innych negatywnych emocji. Najczęściej jest to wdzięczność za przeżycie i dożycie bardzo dojrzałego wieku. Spojrzenie na swój żywot u jego kresu pozwala nabrać dystansu i spojrzeć na wszelkie doświadczenia z innej perspektywy. Holenderka nie opisuje siebie jako bohaterki, ani nie sili się na wielkie słowa. Pisze tak, jak dyktuje jej serce.
W trakcie czytania towarzyszyło mi uczucie wdzięczności, że mogłam poznać losy Selmy i jej rodziny. Holenderka nie miała lekkiego życia. Pomimo tego do końca życia pozostała osobą pełną energii i bardzo aktywną.
Ważnym elementem tej biografii są zdjęcia. Zrobiły na mnie ogromne wrażenie i świetnie dopełniły treść.

Podsumowując: biografia niesamowitej kobiety, która doświadczyła niewyobrażalnych sytuacji. Dożyła sędziwego wieku pełna wdzięczności i pokory.

Polecam.

niedziela, 21 lutego 2021

Dziewczynka z wycinanki. Opowieść o wojnie, przetrwaniu i rodzinie. Bart van Es

 

TYTUŁ: Dziewczynka z wycinanki. 
Opowieść o wojnie, przetrwaniu i rodzinie.
AUTOR: Bart van Es
WYDAWNICTWO: Bo.wiem
GATUNEK: literatura faktu
STRON: 272
DATA PREMIERY: 25 stycznia 2021



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek





Książka ta wywołała u mnie wiele przemyśleń i refleksji. Spowodowała we mnie karuzelę emocji i teraz sama nie wiem, od czego mam zacząć. Należy ona do kategorii literatura faktu, a tę cenię sobie najbardziej. I przedstawia tematykę, po którą sięgam najchętniej, czyli drugowojenną. Jest połączeniem, jak czytamy na okładce, książki historycznej, reportażu i biografii. I to zdanie spowodowało, że podeszłam do tej pozycji nieufnie. Czy słusznie?

Bart van Es to wnuczek małżeństwa, które w czasie wojny ukrywało żydowskie dzieci, w tym m.in. tytułową dziewczynkę. Autor z urodzenia jest Holendrem, choć od lat mieszka w Anglii gdzie wykłada historię literatury. Postanowił zgłębić historię swojej rodziny i wyjaśnić, dlaczego Lien, uratowana przez dziadków żydowska dziewczynka, została wymazana z rodzinnej pamięci. 

W książce można wyodrębnić trzy warstwy.
Pierwsza to opowieść Lien. Lien, która będąc już u kresu swojego życia decyduje opowiedzieć się Bartowi swoją historię. Bolesną i trudną.
Druga to komentarze van Esa do tego, co opowiada Lien. Komentarze, które tworzą niesamowite tło historyczne i są bardzo ciekawą lekcją.
Trzecia to opowieść autora, o tym jak powstawała książka. Kiedy i w jakich okolicznościach spotykał się z Lien, jak wyglądały ich spotkania i jak przebiegał cały proces tworzenia tej opowieści.

Życiorys Lien wydaje się podobny do życiorysów wielu żydowskich dzieci w tamtym okresie. Holandia, rok 1942, rodzice w obawie o życie córki postanawiają oddać ją pod opiekę nieżydowskiej rodziny. Dziewczynka ma 9 lat i w momencie pojawienia się zagrożenia przenoszona jest w inne miejsce. I tak spędza całą wojnę. Ukrywana i niepewna swej przyszłości. Po wojnie próbuje ułożyć sobie życie bez rodziny, która wojny nie przeżyła i walcząc ze swoimi traumami. Ale wydarza się coś, co powoduje, że dziadkowie autora postanawiają wymazać Lien ze swego życia. Jaki jest tego powód? Tak w skrócie można przedstawić biografię Lien.

Książka ma szansę na moją Książkę Roku 2021 z kilku powodów:

*jest to literatura faktu, biografia opowiedziana przez kobietę ocaloną z Holocaustu. Tego, mam nadzieję, nie trzeba dokładniej wyjaśniać.
*jest to wspaniała lekcja historii: Żydów, Holandii, Holendrów i ich wyborów, człowieczeństwa i miłości.
*autor wtrąca swoje przemyślenia i odniesienia do obecnej sytuacji w Europie snując analogie do czasów wojennych i przedwojennych. Można się z nim zgadzać bądź nie, ale warto przystanąć i się zastanowić.
*przypadł mi do gustu sposób przedstawienia tej historii. Bez oceniania i z dużą dozą empatii.
*książka stanowi, w mojej ocenie, nie tylko próbę rozliczenia czy wyjaśnień historii własnej rodziny, ale także Holendrów. Po raz kolejny okazuje się, że to nie narodowość czyni człowieka dobrym czy złym. 
*do pewnego momentu miałam wrażenie, że autor zmierza do tego, żeby dziadkom przyznać medal Sprawiedliwy wśród narodów świata, który jest nadawany osobom ratującym życie Żydom w czasie drugiej wojny światowej. Jakież było moje zdziwienie po skończonej lekturze, kiedy to ANI RAZU nie padło nic o żadnym medalu. Jak wykazuje autor w Holandii działała cała siatka rodzin zastępczych, która przyjmowała żydowskie dzieci pod swój dach. I wskazuje jakimi pobudkami kierowali się ci ludzie. 
*wiele biografii Ocaleńców kończy się wraz z zakończeniem się wojny. Tutaj jest inaczej. Tytułowa dziewczynka opowiada o tym jak wyglądało jej życie po wojnie, z czym się zmagała, czego nie mogła zapomnieć i jak doświadczenia wojenne wpłynęły na jej późniejsze życie.
*pod koniec tej opowieści autor przyznaje, że to doświadczenie zmieniło jego życie. Inaczej spojrzał na swoich przodków, ale też i na swoje dzieci. Choć te prywatne wtręty mogą drażnić, jednak ja czytałam je z ciekawością. Bo, jak pisze i wiele razy powtarza autor: bez rodziny nie ma historii. A bez przeszłości przyszłości.

Mam jednak dwie osobiste uwagi to tej książki.
Tytuł. Został przetłumaczony jako Dziewczynka z wycinaki. Dla mnie to on powinien brzmieć: wycięta/odcięta dziewczyna. Dla mnie to znaczna różnica. Być dziewczyną z wycinanki to dla mnie nie to samo, co być wyciętą (z rodziny) dziewczyną. Ale to tylko moje odczucia.
Brak przypisów. Brakowało mi przypisów bądź bibliografii w tej książce. Autor, co prawda, w epilogu wyjaśnia gdzie szukał informacji. Wiele razy mi się zdarzało spisywać ciekawe pozycje wyszczególnione w przypisach, a potem ich wyszukiwać. No cóż, ja tu odczułam ten brak.

Podsumowując: ciekawe połączenie biografii ocalonej, historii rodzinnej, historii Europy w XX wieku z przemyśleniami i refleksjami autora układającymi się w niezwykle interesującą i skłaniającą do przemyśleń układankę, którą warto samemu ułożyć.

Polecam. 

PS. Jeśli kogoś interesuje temat drugiej wojny w Holandii, to polecam inne książki, o których można przeczytać na tym blogu:

After Auschwitz. Przejmujące świadectwo przetrwania przyrodniej siostry Anny Frank. Eva Schloss

Ostatni pociąg. Meg Waite Clayton



środa, 4 listopada 2020

After Auschwitz. Przejmujące świadectwo przetrwania przyrodniej siostry Anny Frank. Eva Schloss

 

TYTUŁ: After Auschwitz.
 Przejmujące świadectwo przetrwania przyrodniej siostry Anny Frank.
AUTOR: Eva Schloss
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo M
GATUNEK: literatura faktu/autobiografia
STRON: 364
DATA PREMIERY: 25 października 2020



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




After Auschwitz to książka, która wywołała u mnie mnóstwo emocji i refleksji. A ponieważ jest to literatura faktu, to te emocje są jeszcze silniejsze. I w trakcie czytania zadawałam sobie mnóstwo pytań, nie tylko na tematy wojenne.
Zacznę dziś trochę nietypowo, bo od tego, co mnie zirytowało. Były też wzdychające słowa uznania, ale o tym potem.
Podtytuł, który brzmi: Przejmujące świadectwo przetrwania przyrodniej siostry Anny Frank spowodował to, że nastawiałam się to tej lektury negatywnie. Annę Frank pewnie każdy zna dzięki jej dziennikowi z czasów wojny, kiedy go pisała ukrywając się przed Niemcami. Niestety sama autorka nie przeżyła, ale jej dziennik został bardzo cennym świadectwem wojennych czasów. I kiedy zobaczyłam ten podtytuł, to pomyślałam, że Pani Schloss chce pewnie podpiąć się pod sławę Anny i na tej rozpoznawalności zbudować sobie reklamę. Wykorzystać nazwisko znanej postaci, aby zwiększyć sprzedaż i zrobić dobrą reklamę. Ale jak bardzo się pomyliłam!

After Auschwitz autobiografia kobiety, która przeżyła piekło na ziemi, a los splótł jej życie z rodziną Franków. Eva w latach 30 XX wieku mieszkała z rodziną w Wiedniu. Kiedy Niemcy wchodzą do Austrii, to rodzina Evy ucieka do Holandii. I tam właśnie dziewczynki, Anna i Eva, się poznają. Po pewnym czasie obie rodziny, jak wiele żydowskich rodzin mieszkających w Holandii, zostają schwytane i wywiezione do obozu zagłady w Auschwitz. Eva ma wtedy 15 lat. Nie wszystkim będzie dane przeżyć...

W życiorysie Evy można wyróżnić kilka etapów.  Zresztą sama autorka podkreśla to w swojej książce.
Okres wiedeński, kiedy to spokojnie żyła z rodziną w Austrii. Okres holenderski, który uważa za najszczęśliwszy okres w swoim życiu, pomimo trwającej wojny. Czas spędzony w obozie, to czas piekła na ziemi. Czasy powojenne można podzielić na dwa etapy: czas powrotu do zdrowia i codzienności i czas, kiedy Eva postanawia opowiedzieć rodzinie i światu o swoich przeżyciach.

Podczas czytania łzy same napływają do oczu. I choć spodziewałam się, że z trudem przyjdzie mi przebrnąć przez okres uwięzienia w obozie, to bardzo się pomyliłam. Po wielu latach czytania wspomnień Ocaleńców wiedziałam czego się spodziewać. Ale mnie zawsze interesowało jak po takim piekle na ziemi można wrócić do codziennej rzeczywistości. I ta książka spełniła w tym zakresie moje oczekiwania. Eva bardzo ciekawie opisuje swoje powojenne koleje losu. Nie ma w nich złości ani nienawiści. Jest tęsknota za bratem i ojcem, jest miłość do matki i ojczyma, jest zmaganie się ze wspomnieniami i wiele, wiele innych spraw, o których musicie doczytać sami.

I wbrew podtytułowi samej Anny Frank jest tu bardzo niewiele. To, że ojciec Anny ożenił się z matką autorki wpłynęło na życie Evy, ale zupełnie inaczej niż sugeruje to podtytuł. Już sam życiorys Evy jest przejmujący i ściskający za serce. Matka Evy wraz z mężem poświęciła, co prawda, swoje małżeńskie życie na to, żeby pamięć po Annie nie zaginęła i żeby dziennik został przetłumaczony na wiele języków, ale to nie było jedynym i decydującym faktem wpływającym na życie Evy. 

Ponieważ, jak sama pisze w książce, Schloss zdecydowała się na napisanie swej autobiografii będąc już w kwiecie wieku, przyznaje się, że pamięć jest zawodna i nie zawsze jej dopisuje. Trauma, która jej nie opuszcza od dnia uwolnienia z obozu powoduje, że wiele faktów wyparła albo inaczej je zapamiętała. Książkę tę należy potraktować jak świadectwo czasów przeszłych i formę oczyszczającej spowiedzi. Szczere, subiektywne i miejscami zniekształcone przez pamięć autorki.

Ogrom poruszanych problemów, wydarzeń i emocji powoduje, że o tej książce myśli się jeszcze długo po zakończonym czytaniu. Czytelnik pozostaje z mnóstwem pytań i przemyśleń.

Polecam.

czwartek, 27 sierpnia 2020

Ostatni pociąg. Meg Waite Clayton

              TYTUŁ: Ostatni pociąg
             AUTOR: Meg Waite Clayton
                  WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Kobiece
GATUNEK: literatura piękna
STRON: 536
DATA PREMIERY: 12 sierpnia 2020



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Dziś będzie kolejna opinia pisana emocjami. Emocje w tej książce sięgnęły zenitu z kilku powodów. 
Powieść ta oparta jest na prawdziwych wydarzeniach, jakimi były Kindertransporty. Niepokoje lat 30 XX wieku i szerzenie się nazizmu w Europie w zestawieniu z rozpaczą dzieci oddzielanych od rodziców, to mieszanka, która wzbudza wiele emocji. I do tego wszystkiego przywraca pamięć o niezwykłej kobiecie, jaką była Truus Wijsmuller-Meijer, zwanej przez dzieciaki "ciocią Trusią", organizatorce Kindertransportów.

Akcja powieści toczy się dwutorowo. W jednym wątku poznajemy dwoje niezwykłych nastolatków zamieszkałych w Wiedniu: Stephana, któremu marzy się kariera pisarska i Žofie-Helene, która jest zafascynowana matematyką.
W drugim obserwujemy Truus Wijsmuller-Meijer, która chcąc ratować żydowskie dzieci z Niemiec i krajów okupowanych, bądź zagrożonych okupacją przez Niemcy organizuje wyjazd tychże dzieci do Wielkiej Brytanii.
Oba wątki toczą się obok siebie, żeby w pewnym momencie spleść się w jeden i zmierzać do wspólnego zakończenia. Więcej o fabule nie napiszę, bo prawdziwy jej charakter tkwi w szczegółach, które całej tej opowieści dają niesamowity klimat.

Powieść ta zasługuje na szczególną uwagę z kilku powodów.

Bardzo dobrze oddany jest klimat i nastroje w latach 30 XX wieku.

Jest to niesamowita lekcja historii poprzez wplecenie w historię dzieci wielu faktów historycznych.

Książek o akcji ratowania dzieci żydowskich z krajów europejskich okupowanych przez Niemcy, jak i z samej Trzeciej Rzeczy jest niewiele. A fakt istnienia Kindertransportów jest, w moim odczuciu, bardzo mało znany. A przecież dzięki tej działalności uratowano około 10 tysięcy dzieci. Choć dokładna ich liczba nie jest znana.

Przyznam się, że postać Truus Wijsmuller-Meijer do tej pory była mi kompletnie nieznana, choć o drugiej wojnie światowej czytam od ponad ćwierćwiecza. Ta Holenderka, sama zmagając się z bezdzietnością, ratowała wraz ze swoim zespołem współpracowników dzieci i wywożąc je do Wielkiej Brytanii umieszczała w domach Anglików. Początkowo miało być to czasowe schronienie, dopóki nie skończy się wojna. Po wojnie rodziny miały się połączyć. Ale, jak się okazało, większość tych dzieci to byli jedyni członkowie rodzin, którzy przeżyli. Zostali sami bez rodzin i ojczyzn, do których mogliby wrócić. Kobieta ta potrafiła zorganizować wiele ludzi i organizacji w różnych krajach. Była charyzmatyczna, uparta, bezczelna, kiedy trzeba, uprzejma i grzeczna, kiedy powinna. Wraz ze swoim mężem, Joopem, nie zważając na niebezpieczeństwo, robi co tylko mogli, aby uratować jak największą liczbę dzieci. 

Autorce udało się oddać klimat opisywanych wydarzeń i emocje, które towarzyszyły tamtym ludziom.
Poruszyła moje matczyne serce i przyprawiła o łzy, a jednocześnie nie zrobiła z tej historii taniej sensacji i łzawego powieścidła. Zostawiła mnie z mnóstwem pytań i przemyśleń. Cały czas się zastanawiam czy ja też potrafiłabym oddać "cioci Trusi" swoje dziecko i wysłać je na drugi koniec Europy do domu obcych ludzi. Dodam tylko, że dzieciaki były w wieku od 4 do 17 lat. W pociągu lub na statku bez opieki rodziny wysłane do kraju, którego języka, najczęściej, nie znały.

Dodam tylko na koniec, że czytałam z dużym zainteresowaniem o fascynacji literaturą Stephana i genialnej Žofie-Helene, której zdolności matematyczne były imponujące. Także wątek prywatnego życia Truus wart jest uwagi. I polecam z największą uwagą przeczytać część IV. Tam wyjaśniony jest, pośrednio, tytuł tej powieści. Ja przez niego nie mogłam spać...

Polecam.

PS. Czy fakt, że Truus wraz ze swoimi współpracownikami ratowała żydowskie dzieci i po wojnie dostała medal Sprawiedliwy wśród Narodów Świata tylko mnie się kojarzy z naszą  Ireną Sendlerową? Obie Panie łączy dużo więcej. Sprawdziłam. I Tobie też polecam.











 

niedziela, 1 grudnia 2019

Tańcząc z wrogiem. Paul Glaser

TYTUŁ: Tańcząc z wrogiem
AUTOR: Paul Glaser
WYDAWNICTWO: Rebis
GATUNEK: biografia
STRON: 336 
DATA PREMIERY: 20 lutego 2015



Zdjęcie autorskie Iza w lairyncie książek





Ta książka wpada do mojego TOP NAJ 2019, ale nie dlatego, że to najlepsza książka w tym roku. Wpada ponieważ zostawiła mnie z tak bardzo mieszanymi uczuciami, jak rzadko która książka.
A czekała na regale od dnia premiery...

Ta powieść to historia pewnej rodziny. Rodziny, która ma swoje tajemnice z przeszłości.
Akcja dzieje się dwutorowo. Jeden "tor" to Paul, autor książki, a drugi to Rosie, ciotka autora i żydowska nauczycielka tańca w jednym.

Wątek Paula zaczyna się od jego wizyty w obozie koncentracyjnym w Auschwitz. Podczas zwiedzania zauważa walizkę ze swoim nazwiskiem. A, jak twierdzi, jest to rzadkie nazwisko, więc postanawia zgłębić temat. Napotka się jednak z murem milczenia. Zaczyna poszukiwania. I śledzimy historię Paula, który odkrywa nie tylko tajemnice rodzinne, ale także napotyka niespodziewane dylematy.

Wątek Rosie pisany jest w pierwszej osobie. Poznajemy żydowską nauczycielkę tańca i jej życie w XX wieku w Europie. Kobieta ta wzbudziła we mnie cały wachlarz emocji. Ale, niestety, nie polubiłam jej. Kompletnie różnimy się w postrzeganiu wielu spraw. Jej podejście do mężczyzn, życia i przeżycia czasami mnie drażniło. No, ale może to była artystyczna dusza, a takiej nie sposób zrozumieć?

Wątek Rosie napisał Paul na podstawie znalezionych listów, dokumentów, zdjęć, opowiadań bohaterki i innych zachowanych dowodów odnalezionych po wojnie. I mam tu kilka zastrzeżeń odnośnie przedstawienia okresu wojny.  Sam pobyt w obozie i eksperymenty prowadzone przez Mengele i Clauberga są przedstawione w sposób, jak dla mnie, lekki i bardzo pobieżnie. Nie potrafiłam współczuć Rosie. Autor, podkreślam: jak dla mnie, chyba nie bardzo zgłębił temat. Już choćby udział Rosie w Sonderkommando budzi moje zastrzeżenia. Ale ocenę faktów pozostawiam czytelnikowi. Znalazłam jeszcze kilka informacji co do których mam wątpliwości.

Cały życiorys Rosie budzi we mnie wiele przemyśleń. Tak jak i okres przedwojenny, wojenny i czas pokoju. Jej wybory, sposób zachowania i podejście do życia. Zbyt dużo przypadków i wydarzeń nieprawodopodonych. Ale może jestem niesprawiedliwa? Może to historia Rosie to przykład na to, że życie pisze najbardziej zaskakujące scenariusze? 

Pomimo wielu wątpliwości i zastrzeżeń, to jednak ta historia unaoczniła mi kilka innych spraw.
To właśnie podejście do życia i charakter Rosie pozwolił jej przeżyć. Wola przetrwania była najsilniejsza. I to ona kierowała decyzjami i wyborami Rosie.
To, w jaki sposób zachowywali się Ocaleńcy, w tym przypadku ojciec Paula. Kurtyna milczenia, która nie pozwała spojrzeć w przeszłość. Nie chciał wspominać ani opowiadać o przeszłości.
Dzieci Ocaleńców, które nie chciały słychać "tych strasznych rzeczy" z przeszłości. Chciały cieszyć się pokojem i móc normalnie żyć. Cokolwiek to znaczy.
Paul, który poznaje przeszłość Rosie i swojej rodziny, zaczyna mieć wątpliwości i dylematy. Czy przeszłość wpływa na przyszłość? Co zrobić, kiedy twój świat staje na głowie? Poznajemy cały "pakiet" pytań dzieci Ocaleńców, czyli tzw traumę drugiego pokolenia.

To wszystko, co napisałam powyżej spowodowało, że książka ta ląduje w moim TOP NAJ 2019. To, że pomimo tak wielu uwag, co do treści skłoniła mnie do zadania sobie wielu pytań i nadal "siedzi w głowie" jest jej wielkim plusem.  Dużym plusem jest też to, że Rosie dużo mówi o swoim kraju czyli o Holandii. Jej polityce i podejściu do kwestii żydowskiej podczas wojny. Polecam zwrócić uwagę na tę tematykę. Sporo ciekawych informacji można "wyłowić", jak np. to, że podczas wojny, to właśnie w Holandii zginęło procentowo najwięcej Holendrów wyznania Mojżeszowego. Ponad 70%! I polityka powojenna pozostawia wiele do życzenia. Tak samo jak zachowanie królowej w czasie wojny. 
Kolejny plus za dużą ilość zdjęć przedstawiających Rosie na różnych etapach życia.

Polecam.

sobota, 29 września 2018

Dziewczyna w niebieskim płaszczu. Monica Hesse

TYTUŁ: Dziewczyna w niebieskim płaszczu
AUTOR: Monica Hesse
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Literackie
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 350
Data premiery: 19 września 2018 roku

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Dziś opowiem Ci o książce, kolejnej, która ma szanse na tytuł "Zaskoczenie roku".
I to z wielu powodów.
Na okładce taka informacja:
"Pięknie napisany, niebywale wciągający thriller historyczny dla młodzieży".
Thriller?
Historyczny?
Dla młodzieży?
Pierwsza myśl? Co to, kurna, będzie? Oszałamiający koktajl czy ciężkostrawny drink?
A tu taka niespodzianka...
Nie tego się spodziewałam.

Akcja książki dzieje w Holandii w 1943 roku. Mnie się nasuwa od razu pytanie: ile, Ty, czytelniku wiesz o drugiej wojnie światowej w Holandii? Pierwsza moja myśl to "Dziennik Anne Frank". I niestety ostatnia. 
Tutaj bohaterka ma na imię Hanneke i jest nastolatką, która ma na utrzymaniu rodziców: mamę dającą lekcji muzyki i niepełnosprawnego ojca. A, żeby tego było mało, to Hanneke rozpacza po swoim chłopaku, który zginął na froncie, ma problemy z utrzymaniem rodziny i dręczy ją poczucie winy. A wokół pełno nazistów. Sytuacja, mówiąc delikatnie, mocno niekomfortowa.

Nastolatka utrzymuje siebie i rodziców z handlu na czarnym rynku. Potrafi zdobyć prawie wszystko i dla każdego. Kwestia tylko ceny. Jest obrotna, sprytna i świetnie sobie radzi z okupantem. Wszystko się zmienia, kiedy jedna z jej klientek prosi ją o odszukanie dziewczyny w niebieskim płaszczu. Hanneke nie chce się zgodzić. Ale kiedy kobieta opowiada jej, że zaginiona dziewczyna to Żydówka, która schowana w skrytce, uciekła, choć uciec nie mogła, to nasza bohaterka się zgadza powodowana ciekawością. Jak można uciec z zamkniętej kryjówki?  Ale jak odnaleźć dziewczynę w wielotysięcznym mieście pełnym Żydów i Niemców? 

Zacznę od minusów. Skończyłam czytać kilka godzin temu i, jak na razie, nie znajduje ŻADNEGO MINUSA. I choć książka skierowana jest do młodzieży, to ja, matka nastolatków, piszę Ci, że nie odebrałam tej lektury jako młodzieżowej. Mnie się czytało bardzo dobrze i nie znalazłam nic, co mogłoby wskazywać, że nie jestem grupą docelową dla tej powieści. 

Za to plusów znalazłam sporo.
Dla niektórych czytelników okładka nie ma znaczenia, ale nie dla mnie. Dlaczego? Bo to ona, jako pierwsza, pozwala zwrócić uwagę na książkę. Dla mnie świetna. Idealnie pasuje do treści.
Autorka jest amerykańską dziennikarką i pisarką. I nie może pamiętać opisywanych przez siebie czasów. Ale świetnie udało się jej oddać klimat niemieckiej okupacji w Holandii. Strach, niepewność, śmierć, braki żywności, kolaboranci, łapanki, wywózki Żydów. 
I w tej kwestii nasunęły się dwa skojarzenia. Książka Tatiany de Rosnay "Klucz Sarah" przypomina niechlubny fakt z historii Francji jakim była Obława Vel d’Hiv w dniach 16 i 17 lipca 1942 roku, które zapisane zostało na kartach historii jako największe masowe aresztowanie francuskich Żydów. W książce Pani Hesse spotykamy się z podobnym wydarzeniem. Teatr Hollandsche Schouwburg był, podobnie jak francuski Vélodrome d’Hiver, centrum deportacji Żydów podczas Holocaustu. To tutaj zwożono Żydów z całego Amsterdamu i to tutaj nasza bohaterka, wraz z przyjaciółmi obserwowała wywózki rodaków wyznania mojżeszowego. Brawo dla autorki za przygotowanie do tematu. Tego faktu nie znałam wcześniej, a  po zakończonej lekturze z wielką ciekawością doczytałam w zasobach internetu jeszcze w temacie.
Drugie skojarzenie to, oczywiście, "Dziennik Anne Frank". Sama autorka też wspomina tę dziewczynę. Amsterdam, wojna, Żydzi, młodzież. Ten zestaw wyrazów pasuje do obu książek.

Ta amerykańska pisarka poruszyła w swej powieści jeszcze bardzo wiele tematów. Nie sposób opisać wszystkich, więc pokuszę się tylko o wymienienie. I dodam tylko, że to są te tematy, na które ja zwróciłam uwagę.
Wojna i okupacyjna rzeczywistość. Świetnie oddany klimat.
Pierwsza miłość. Wojna, nie wojna, a nastolatki i tak się zakochują.
Poczucie winy. Czasem jedno zdanie za dużo... I nie można się od niego uwolnić.
Relacje rodzice-nastolatka. Moje matczyne doświadczenia potwierdza niektóre sytuacje.
Dojrzewanie jako niełatwy proces zmian. W latach okupacji szczególnie trudny.
Organizacja ruchu oporu i kolaboranci. Strach przed śmiercią, a chęć ratowania ludzi. Albo wydania w ręce okupanta.
Elementy kryminalno-sensacyjne przedstawione z odpowiednim napięciem. Momentami miałam łzy w oczach. A chwilami dech mi zapierało.
Dokumentowanie rzeczywistości wojennej w formie zdjęć. Czytałam z wielkim zaciekawieniem.
Zakończenie. Bardzo zaskakujące i jeszcze bardziej emocjonujące. Wbita zostałam w fotel.

Podsumowując: zaskakująca powieść o/dla młodzieży z wątkiem kryminalno-sensacyjnym, elementami edukacyjnymi o drugiej wojnie światowej i emocjach jakie towarzyszą dojrzewaniu.

Polecam. Moja ocena 10/10

PS. Czyli jednak oszałamiający koktajl!

środa, 21 marca 2018

Miejsce i imię. Maciej Siembieda

TYTUŁ: Miejsce i imię
AUTOR: Maciej Siembieda
WYDAWNICTWO: Wielka Litera
GATUNEK: thriller/sensacja
STRON: 488
CYKL: Jakub Kania, tom 2

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Nie ma to jak trafić przypadkiem na wciągającą książkę rodzimego pisarza!
Zastanawiam się dlaczego wcześniej nie spotkałam się z tym autorem. Pan Maciej jest pisarzem i reportażystą wielokrotnie nagradzanym. O tym też nie słyszałam. Pierwszy tytuł cyklu z Jakubem Kanią o intrygującym tytule "444" miał premierę w kwietniu 2017 roku, a tom 2 w marcu 2018. I ja, jak zwykle, musiałam zacząć czytać od d..y strony. Ale nie będę ukrywać, że moją uwagę zwróciłam okładka ze swastyką. Wiadomo czego była symbolem i wiadomo nie od dziś, że ja obok takiej książki nie przejdę obojętnie.

Książka ma prawie 500 stron. Ja do takich "cegieł" podchodzę jak pies do jeża. No, bo jak musi być napisana sensacja, żeby mnie utrzymać w napięciu i ciekawości przez tyle stron ? Obawy zawsze mam...
Ale Ty już nie musisz! Bez żadnych lęków sięgnij po tę pozycję! 

W pierwszej kolejności kłaniam się w pas za zgłębienie tematu. Szczękę z podłogi zbierałam. A żeby jeszcze było mało to pan Autor rewelacyjnie przedstawił całą historię. I jeśli ktoś ma obiekcje czy dawka wiedzy historycznej nie jest za duża, to mówię: nie! Choć może się tak wydawać... No bo czego my tu nie mamy:  prokuratora IPN, polskich policjantów, Instytut Pamięci Jad Waszem, holenderskich Żydów pociągi do Auschwitz, szlifierzy diamentów, rosyjskich "biznesmenów", Stille Hilfe,  potomków nazistów, Amsterdam i Warszawę. I choć można mieć odczucie, że ta ilość faktów przerazić może czytelnika, to nic z tego. Autor uknuł przemyślaną fabułę, która ciekawie się snuje ujawniając po kawałeczku całą historię. 

I choć "podróżujemy w czasie" od lat 20 XX wieku w Holandii, poprzez lata 30, drugą wojnę światową aż do współczesnej Polski, to wszystko się pięknie przeplata niczym kolorowy kobierzec. Pomimo wielu wątków, licznych postaci i miejsc, w których dzieje się ta historia, to wcale nie miałam uczucia zagubienia. Wręcz odwrotnie: dałam się ponieś tej opowieści i czytałam z zapartym tchem.

Panu Maciejowi udało się wzbudzić we mnie zaciekawienie i niepokój jakiego rzadko doświadczam podczas czytania. Ponieważ wątki czasowe się przeplatają, to ja chciałam czytać i czytać, żeby przekonać się jak pisarzowi uda się je wszystkie spiąć na koniec. No i jak zakończy się ta cała afera...

Jestem bardzo zadowolona. Poszerzyłam swoją wiedzę nie tylko z zakresu drugiej wojny światowej, ale także z tematyki kamieni szlachetnych i ich obróbki oraz historii Żydów holenderskich. Zainteresowałam się działalnością IPN-u jak i dalszymi losami nazistów i ich rodzin. Będę zgłębiać dalej te tematy na własną rękę.

Podczas czytania nie opuszczało mnie jedno skojarzenie. Że Jakub Kania jest polskim odpowiednikiem Roberta Langdona z książek Dana Browna. Inteligentny, wykształcony, skrupulatny, przystojny, nieustępliwy i z ogromną wiedzą. Ale Jakub ma jeszcze jedną cechę, którą mnie ujął: poczucie humoru okraszone odrobiną cynizmu i złośliwości. ("efekt dziadka przebranego za wnuczka"). Nie raz mi się zdarzyło, że podczas czytania parsknęłam śmiechem. I to go odróżnia od bohatera książek Browna. Zdecydowanie na plus.

Nie sposób pominąć kapitan Barskiej. Polecam zwrócić na tę osóbkę uwagę. Polubiłam ją.

I jeszcze na koniec o zakończeniu. I kiedy już myślałam, że nastapiło rozwiązanie zagadki, to autor dał mi pstryczka w nos i otworzyłam oczy ze zdziwienia. Super!
Polecam tę książkę uwadze, a ja lecę po "444".

Kruchy lód. Krzysztof Bochus

    TYTUŁ :   Kruchy lód AUTOR :  Krzysztof Bochus  WYDAWNICTWO : Skarpa Warszawska GATUNEK:  kryminał STRON : 368 DATA PREMIERY:  13 marca ...