Pokazywanie postów oznaczonych etykietą babcia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą babcia. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 listopada 2022

Kołysanka dla Łani. Ewa Formella

 

TYTUŁ: Kołysanka dla Łani
AUTOR: Ewa Formella
WYDAWNICTWO: Replika
GATUNEK: biografia/pamiętnik
STRON: 300
DATA PREMIERY: 23 czerwca 2020
SERIA: Szkatułka wspomnień


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



To już moje ostatnie spotkanie z serią Szkatułka wspomnień.
Poprzednie trzy części mnie zachwyciły. Z tą było inaczej.
Mam mieszane uczucia. Przez cały czas czytania nie odstępowało mnie uczucie przewidywalności fabuły, które mnie trochę uwierało. 

Pani Ewa pisała swoją serię Szkatułka wspomnień na podstawie prawdziwych wydarzeń. Poprzednie części bardzo mnie wzruszyły. Z tą było inaczej. Bezdomny i z zanikami pamięci Zygmunt przygarnięty przez główną bohaterkę nie wzbudził mojego współczucia, ani żadnych innych ciepłych uczuć. Zresztą sam fakt przygarnięcia do domu nieznajomego człowieka bez pamięci w tych czasach wydaje mi się trochę nieroztropny. 
Akcja dzieje się dwutorowo, co bardzo lubię w powieściach. Tu, niestety, żaden z wątków mnie nie urzekł, choć najczęściej wątek z przeszłości jest dla mnie bardziej interesujący. Cały czas uwierała mnie ta przewidywalność, tym bardziej, że autorka cały czas podsuwała pewne podpowiedzi co do zakończenia.
Trochę zabrakło mi emocji, kreacji bohaterów i tła historyczno-obyczajowego. Ale ja już czasami czuję się zmanierowana przez ilość przeczytanych książek.

Książka nie jest zła, aczkolwiek zupełnie nie dla mnie. Nie lubię pewnych rzeczy w powieściach, jak choćby romantycznych i ckliwych scen czy nierozważnych bohaterek. I powtarzających się zdrobnień.

Książkę polecam tym, którym powyższe moje zastrzeżenia nie przeszkadzają w książkach.

sobota, 10 września 2022

Rodzinny sekret. Grzegorz Gołębiowski

 

TYTUŁ: Rodzinny sekret
AUTOR: Grzegorz Gołębiowski
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: literatura obyczajowa
STRON: 282
DATA PREMIERY: 23 czerwca 2022

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek


Po tę książkę sięgałam bez obaw. Dlaczego? Bo to moje 4 spotkanie z autorem. Poprzednie lektury bardzo przypadły mi do gustu. Każda miała to coś, co zwróciło moją uwagę i nie pozwoliło przejść obojętnie. I tym razem nie było inaczej.

Adam Floriański prowadzi biuro genealogiczne w Warszawie. Pewnego dnia zgłasza się do niego starsza kobieta, żeby pomógł jej rozwikłać rodzinną zagadkę, która nie daje jej spokoju. Od swojej ciotki, a siostry mamy, dowiaduje się, że matka zaraz po wojnie urodziła dziecko, które zmarło. Ale rodzicielka Marty Wielgórskiej dopiero na łożu śmierci przyznała się siostrze, że dziecko nie zmarło, tylko zostało przez nią oddane. I teraz Marta, sama będąc już u schyłku życia postanawia odnaleźć to dziecko, choć nie zna nawet płci. Czy jej się to uda? I jaki będzie finał tych poszukiwań?

Fabuła prowadzona jest dwutorowo. Jeden z nich to poszukiwania rodzeństwa pani Marty, a drugi to prywatne życie Floriana i jego ciężarnej żony Anny. I o ile wątek poszukiwań był ciekawy, to ten prywatny wcale mnie nie interesował. Choć rozumiem, tak mi się wydaje, zamysł autora. 
Poszukiwania przodków i odkrywanie tajemnic sprzed lat to jeden z moich ulubionych tematów w literaturze. W trakcie czytania zawsze zastanawiam się co ja bym zrobiła na miejscu bohaterów. I czy odkrywanie tajemnic to zawsze jest dobry pomysł? Jak historie rodzinne wpływają na żyjących członków rodziny? Zawsze mam mnóstwo pytań w trakcie lektury.
Choć znam wcześniejsze książki, to zawsze mam trochę obiekcji czy autor nie zamęczy czytelnika szczegółami z dziedziny genealogii. Pan Grzegorz przedstawił tę historię tak, że czytający dostaje odpowiednią dawkę informacji, a gdy poczuje niedosyt, jak ja, to może zgłębiać temat na własną rękę. I dla mnie jest to duży plus tej historii. I do tego pisarz potrafił tak przedstawić pewne aspekty tej powieści, że moja ciekawość szalała. A u mnie o to coraz trudniej.
I przysłowiową wisienką na torcie jest zakończenie. Gwarantuję, że cokolwiek byście nie obstawiali, to i tak nie zgadniecie, jaki będzie finał tej historii. Dla mnie bomba!

Podsumowując: kolejna książka Pana Gołębiowskiego, którą czyta się z dużym zainteresowaniem, rozbudzoną ciekawością, z odpowiednią dawką informacji i mnóstwem pytań, aby otrzymać rozwiązanie, którego nikt się nie spodziewa.

Polecam.

PS A co Ty, Czytelniku, wiesz o Mennonitach w Polsce? 


Egzemplarz recenzyjny dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae Res

niedziela, 24 kwietnia 2022

Ludzie sierpnia. Siergiej Lebiediew

 

                                                          
                                                 TYTUŁ: Ludzie sierpnia
AUTOR: Siergiej Lebiediew
WYDAWNICTWO: Claroscuro
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 407
DATA PREMIERY: 9 września 2021 roku


Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek



Sięgając po tę książkę wiedziałam już czego mogę się spodziewać. Poprzednie trzy, Granica zapomnienia, Debiutant i Dzieci Kronosa, zachwyciły mnie i autor trafił na półkę moich ulubionych pisarzy. Czy i tym razem dałam się porwać autorowi?

Tak, tak, tak i jeszcze raz tak!
Po raz kolejny autor udowodnił, że ma niesamowity dar snucia opowieści, potrafi zaczarować czytelnika słowem i skłonić do mnóstwa pytań i refleksji.

Tym razem, wspólnie z głównym bohaterem, jeździmy po Rosji w poszukiwaniu zaginionych ludzi. A historia zaczyna się od opowieści babci o zagubionym dziadku. Autor postanawia zbadać co się stało z przodkiem. I tak przemierzamy kraj wzdłuż i wszerz, zwiedzamy archiwa, instytucje, zapomniane wioski. Spotykamy wiekowych ludzi, zapomniane groby, wspomnienia ludzi bez grobów. Czasami natrafiamy na mur milczenia, czasami na ocean zapomnienia. Plątamy się w gąszczu pytań, błądzimy w poszukiwaniu odpowiedzi i milczymy, gdy trzeba. 

Autor snuje różne rozważania na tematy wszelakie. Tematyka jest tak różnorodna i w takiej ilości, że wydawać się może, że trafił nam się niezły bigos literacki. Nic bardziej mylnego. Wszystkie wątki, dygresje i historie splecione są ze sobą w piękny i idealny sposób. Rosjanin posiada nie tylko ogromną wiedzę historyczną, ale niebywały zmysł obserwacji i subtelną wrażliwość.

I tak jak w poprzednich książkach, tak i w tej fabułę można podzielić na dwa nurty. Jeden to ten bardzo osobisty związany z poszukiwaniem dziadka i ten drugi, który można nazwać historyczno-filozoficznym, w którym poznajemy historię, geografię z odrobiną przemyśleń na temat Rosji.

Mnie chyba najmocniej ujął za serce wątek ludzi bez grobów. Autor sporo poświęca rozważań na temat tego jak jego ojczyzna traktowała swoich obywateli na przestrzeni wieków. Zresztą nie tylko swoich obywateli. Polaków, Niemców, Finów też. Wielu zaginionych, wywiezionych i takich, o których słuch zaginął. Cała masa ludzi bez grobów. Mnóstwo pytań i sporo chwil zadumy.
To także powieść o Pamięci, takiej przez duże P. Tej rodzinnej i tej narodowej. 

Na koniec podsunę małą sugestię, a mam nadzieję, że nie spojler. Zwróć uwagę na historie Psiego Cara. Tak niesamowita i fascynująco przerażająca jednocześnie, że aż trudna do uwierzenia. 

Polecam. 

środa, 25 sierpnia 2021

Dziewczyna z białym psem. Anne Booth.

 

TYTUŁ: Dziewczyna z białym psem. 
AUTOR: Anne Booth
WYDAWNICTWO: Akapit Press
GATUNEK: literatura młodzieżowa
STRON: 199
DATA PREMIERY: rok 2017 




Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Na tę książkę trafiłam przypadkiem. A ja podobno nie wierzę w przypadki. 
Mam zwyczaj przeglądać zasoby biblioteki filtrując książki pod względem tematu. I tak po wpisaniu hasła: nazizm pokazała mi się ta książka. Patrząc na okładkę myślałam, że doszło do pomyłki. Zaczęłam drążyć problem i skończyło się na tym, że ją wypożyczyłam.

W zasadzie to mogłabym o niej napisać trzy zdania:
Powinna być lekturą w szkole.
Do tej książki zakładka nie jest potrzebna.
Chusteczki za to są niezbędne.

Jest to powieść z kategorii literatura młodzieżowa, więc już absolutnie, wydaje się, nie dla mnie. Ale jednocześnie jest to jedna z lepszych książek, jakie czytałam. Dlaczego? Bo w piękny sposób porusza wiele tematów i budzi mnóstwo emocji, które towarzyszą okresowi dorastania.

Zakładka jest zbędna nie z powodu małej liczby stron, ale dlatego, że jest napisana w taki sposób, który trzyma czytelnika w ryzach i nie pozwala zrobić przerwy w czytaniu, zmusza do wielu refleksji.

Chusteczki są obowiązkowe. Pomimo tego, że tematy wojenne zgłębiam od lat, to ta książka wycisnęła ze mnie wiele łez. I to nie tylko w związku z tematyką wojny. Autorka potrafi tak operować słowami, że łzy same cisną się do oczów. I do tego ani przez moment nie jest ckliwie czy pompatycznie. 

A o czym ona jest? Fabułę można streścić w kilku zdania. Angielska nastolatka marzy o psie. Rodzice nie chcą się zgodzić. Za to babcia przygarnia psiaka. I w niedługim czasie zapada na zdrowiu. Dziewczynka opiekuje się psem, a rodzice doglądają babcię w szpitalu. Nestorka rodu swoimi słowami i zachowaniem budzi niepokój wśród rodziny. Wraca do lat swojego dzieciństwa i mówi rzeczy niezrozumiałe współczesnym. Wnuczka znajduje w szafie zdjęcia i listy babci. I to okazje się kluczem do wyjaśnienia całej sprawy. Wydaje się banalne, nie? Ale autorka wplata w tę historię mnóstwo innych wątków, nie mniej ciekawych.
Powiem szczere, że kiedy czytałam, to cały czas zastanawiałam się gdzie ten nazizm. Bo przecież pod takim hasłem wyskoczyła ta książka w bibliotece. Zalecam cierpliwość!

Mamy w tej powieści dwa wątki: współczesny i wojenny.
W materii współczesnej mamy bardzo różnorodną problematykę: uchodźców, migrantów zarobkowych, niepełnosprawności, narodowości, zagubienia, miłości, rozwodów, miłości do zwierząt, niezrozumienia, wykluczenia, starości, rodziny, chorób, wspomnieniową. Wydaje się dużo i różnorodnie. Bez obaw, autorka wspaniale to wszystko połączyła.
W kwestii wojennej występują takie zagadnienia, jak: nazizm (tak, jest!), wychowanie dzieci, nacjonalizm, indoktrynacja, propaganda, obojętność, strach, miłość do zwierząt, wykluczenie, narodowość, niepełnosprawność, starość i choroba. Tu też bez obaw. Wszystko świetnie współgra.

A jak pisarka połączyła to wszystko? Dla mnie po mistrzowsku. Pokazała, że można pisać o takich problemach, jak obozy koncentracyjne i wszechobecna śmierć w sposób delikatny i bez epatowania drastycznymi opisami. Że wiele problemów i zagadnień z przeszłości można odnaleźć w teraźniejszości. Że historia lubi się powtarzać. Że nie możemy być obojętni. Że przeszłość nie jest tylko przeszłością, ale powinna być też nauczką dla przyszłych pokoleń. Że młodzież, bez względu na lata, w jakich żyje, ma podobne problemy i radości. I mogłabym tak jeszcze długo wymieniać. W końcu znalazłam powód, dlaczego tę książkę umieszczono w tematyce nazizm. Ale to już pozostawiam do samodzielnego odszukania.

Podsumowując: bardzo mądra i ciekawa książka, która porusza mnóstwo tematów bez szumnych haseł i moralizatorskich wstawek. Daje do myślenia, nie tylko młodzieży.

Polecam. 

PS Zwróć uwagę na temat baśni. Cudownie przedstawiony.

poniedziałek, 22 marca 2021

Straszny kraj. Keith Gessen

 

TYTUŁ: Straszny kraj
AUTOR: Keith Gessen
WYDAWNICTWO: Prószyński i S-ka
GATUNEK: literatura piękna
STRON: 432
DATA PREMIERY: 16 lutego 2021



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Po książkę sięgnęłam po przeczytaniu zdania: Fantastyczny portret współczesnej Rosji oczami emigranta, który wraca do Moskwy, żeby zaopiekować się babcią. Cytat z portalu lubimyczytac.pl.
Czy można napisać ciekawą książkę o opiekowaniu się schorowaną babcią?
Ano można, jak się okazuje.

Andriej Kaplan przylatuje do Moskwy i podejmuje się opieki na babcią. Próbuje ułożyć sobie codzienne życie. Ale jak się okazuje, nie jest to takie proste. Życie w Moskwie to zupełnie coś innego niż życie w nowym Jorku. Jest rok 2008. 
I właśnie podczas kolejnych dni i tygodni Andriej dostrzega różnice pomiędzy swoimi dwoma ojczyznami. Bo Kaplan urodził się i swoje pierwsze 6 lat spędził w Rosji, a wyniku emigracji rodziców zamieszkał w USA. 
I choć sam bohater jakoś szczególnie nie wzbudził mojej sympatii (czasami wydawał mi się niedorajdą życiową) i niektóre jego poglądy mogły wydawać się dziwne, to nie zmienia to faktu, że powieść ta wzbudziła we mnie wiele refleksji i skłoniła do wielu przemyśleń. Jest ona dla mnie nie głosem pokolenia czy narodu, ale zbiorem osobistych spostrzeżeń i uwag autora. 
Może wydawać się też, że wielość poruszanych tematów jest bardzo rozległa, ale dla mnie są one podane w sposób przystępny i odpowiednio dawkowane. Wspomnę tylko o tych, na które ja zwróciłam uwagę. Kolejność przypadkowa.
Relacja babcia-wnuczek opisana bardzo ciepło i z wyczuciem. 
Przypadłości związane z wiekiem seniorki, jak na przykład problemy z pamięcią, skłaniają do zastanowienia się nad zmianami, jakie zachodzą w ciele ludzkim na przestrzeni lat.
Z opowieści babci i bieżących obserwacji wnuczka wyłania się przeszłość i teraźniejszość Rosji. Pełna łez, krwi i biedy. Bardzo dobra lekcja historii.
Dla Andreja Rosja jawi się jako kraj kontrastów, w którym widać między innymi klasowość społeczeństwa. I na własnej skórze odczuwa różnice pomiędzy Rosją a USA.
We fragmentach o życiu uniwersyteckim i kadrze naukowej wyczułam odrobinę ironii i sarkazmu. Ale tutaj może się akurat czepiam.
Rodzice Kaplana są rosyjskimi emigrantami w Stanach. Tutaj też znalazłam sporą dawkę trafnych uwag na różne tematy, chociażby z życia Rosjan za wielką wodą.
Ciekawe były nawet te fragmenty, w których Kaplan próbuje przemieszczać się po mieście. Sam jest zdziwiony jak bardzo i w tym zakresie różnią się te dwa kraje. 

Podsumowując: ciekawa i skłaniająca do refleksji opowieść o dwóch krajach, które mają wspólne miejsce w sercu pewnego mężczyzny. Choć akcja nie jest tu specjalnie porywająca, to jednak książka wywarła na mnie wrażenie i po przeczytaniu jeszcze sporo o niej myślałam. A to bardzo lubię.

Polecam. 

poniedziałek, 17 lutego 2020

Strupki. Paulina Jóźwik

TYTUŁ: Strupki
AUTOR: Paulina Jóźwik
WYDAWNICTWO: Znak Literanova
GATUNEK: literatura współczesna
STRON: 256
DATA PREMIERY: 9 grudnia 2019

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




Są takie chwile w moim czytelniczym życiu, że cokolwiek bym nie napisała o przeczytanej książce, to i tak będzie mało. A z pewnością banalnie. I ten debiut do takich należy. Jeśli tak pięknie można zaczynać swoją pisarską drogę, to ja już robię miejsce na półce na kolejne książki tej pani.
O czym jest ta powieść? O Życiu. Takim przez duże Ż. O dwóch dziewczynkach wychowanych przez babcię na polskiej wsi. Opuszczonych przez ojca, który wyjechał za granicę za pracą. O matce, która zginęła nagle. O tajemnicach rodzinnych. O codzienności na wsi. Pierwszych miłościach i pierwszych spotkaniach ze śmiercią. O marzeniach i obowiązkach. O pamięci i o zapominaniu. O tradycjach i postępie. Czyli o wszystkim, co nas otacza.

Czytelnicy, którzy mają wspomnienia podobne do bohaterek, czyli chociaż wakacje na wsi, znajdą w tej powieści przyczynę do wspomnień. A ci, którzy nie doświadczyli wiejskich wakacji, będą mogli poznać tą wieś nie taką sielsko-anielską, tylko taką jak wyglądała ona co dzień.

Opowieść snuje się dwutorowo. Pola, to ta z sióstr, która wyjechała na studia i opuściła rodzinne strony. Teraz wraca na pogrzeb ukochanej babci. Irena, która została i opiekowała się chorą staruszką czeka na siostrę. Pogrzeb i spotkanie ze znajomymi staje się powodem do wspomnień. I w ten sposób poznajemy losy obu sióstr. Po drodze wychodzą jeszcze tajemnice rodzinne, skrywane zdjęcia, niedopowiedzenia i wuj, o którym nikt nie chce mówić.

I choć sama historia jest jak wiele podobnych, to jednak jej sposób opowiedzenia jest tak przejmujący i nostalgiczny, że nie chciałam, żeby ta książka się skończyła. Autorka przedstawia tę historię w sposób niesamowicie empatyczny i z dużą wrażliwością. Zwraca uwagę na pewne szczegóły otaczającej nas rzeczywistości, na które w codziennym biegu nie mamy czasu spojrzeć. I jeśli do tego dołożymy poetyckie porównania i plastyczny język, to mamy niesłychanie ciepłą i czułą powieść, od której ciężko się oderwać. Ja spędziłam z nią deszczową niedzielę. I byłam zła, że skończyłam czytać.

Mnie jeden aspekt tej książki przyciągnął szczególnie. To temat pamięci. I zapominania. Polecam szczególnej uwadze.

W końcu zapomniała wszystko.
Ubywanie pamięci to ubywanie życia.

Wchodzę w pamięć jak w pokutę. Szukam, łączę strzępy i buduję z nich powieść.

I dopiero ta książka uzmysłowiła mi, że czytnik ma jednak jakąś wadę. Nie można wziąć ołówka i pozaznaczać tych wszystkich pięknych fragmentów. Choć czytnik ma oczywiście taką funkcję. Ale to już nie to samo.
Muszę mieć swoją wersję papierową na półce.

Polecam.

Zdjęcie autorskie w labiryncie książek

środa, 5 lipca 2017

Dziewczyna z daleka. Magdalena Knedler

TYTUŁ: Dziewczyna z daleka
AUTOR: Magdalena Knedler
WYDAWNICTWO:Wydawnictow Novae Res
GATUNEK: polska literatura współczesna
stron: 378

zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek

Książka ta należy to tego rodzaju lektur, po które sięgam najchętniej. Czyli musi zawierać kilka elementów: okres przedwojenny, druga wojna światowa, trudne wybory, wątek teraźniejszy przeplatany wspomnieniami, tajemnice rodzinne i zaskakujące zakończenie. 
I w tej pozycji znalazłam to wszystko. Tylko to zakończenie... Powinien być jakiś odgórny zakaz niepozwalający tak kończyć powieści...

Wątek współczesny można opowiedzieć w kilku słowach. Do prawie stuletniej Nataszy przyjeżdża młody Anglik. Z babcią przebywa jej wnuczka, Lena Rajska. Pojawienie się Pana Adamsa wprowadza zamęt w życiu kobiet. Jaki? Natasza będzie musiała opowiedzieć historię swojego życia i wyznać prawdę. Bolesną prawdę.

Wątek wspomnieniowy to właśnie ta historia opowiadana przez staruszkę. Historia, która zaczyna się w latach trzydziestych na Wileńszczyźnie, a kończy w 2016 roku w Polsce.

Nie będę streszczać fabuły. Bo nie w tym rzecz.
Opiszę tylko kilka kwestii, na które ja zwróciłam uwagę.

95 lat. Piękny wiek. A czy kiedyś zastanawialiście się na tym, że długowieczność może być rodzajem kary? Karą za grzechy. Że można nie chcieć żyć, a musieć nieść niechciany bagaż wspomnień? Mnie się zawsze wydawało, że móc dożyć stu lat, to świetny moment w życiu. Ale po tej książce nie jestem już do tej myśli przekonana.

Miłość. Jak wielką ma moc? Do czego może skłonić człowieka? A gdzie leży granica pomiędzy miłością i nienawiścią? A zemsta z miłości? Czy można kochać tak bardzo, że nie można wybaczyć  zdrady i chcieć śmierci? Tak na marginesie powiem tylko: tego Tadeusz Winiewicza to jakbym dorwała w swoje łapki... Dla mnie to skurwiel do kwadratu i ani na chwilę nie wzbudził we mnie cieplejszych uczuć. Ani razu.

Gorset konwenansów i norm społecznych. Czy można nie chcieć być bogatą i mieszkać w dworku? Czy marzyć o innym życiu to grzech? Czy można zostawić wszystko i żyć jak się chce i nie oglądać się na rodzinne zobowiązania? Z nie wiadomych mi przyczyn bardzo współczułam Natalii.

Jak to jest być dzieckiem ojca - polskiego ziemianina z Kresów Wschodnich i matki pochodzącej z berlińskiej rodziny bankierów i mieć wujka w NSDAP? Mieszkać w Polsce, w której w 1939 roku wybucha wojna? Tożsamość narodowa to jednak ważna rzecz.

Ile w stanie jest człowiek znieść? Głodu, zimna, tęsknoty? Czy człowieka można złamać?  Wiele tygodni w pociągu, potem katorżnicza praca, paraliżujący mróz, wszechogarniająca tęsknota. Czytanie o takich warunkach w lipcu to nie jest jednak dobry pomysł. Miałam "gęsią skórkę"...

Książka to spowodowała u mnie gonitwę myśli. Zawsze, kiedy czytam takie historie, to zastanawiam się, co ja bym zrobiła na miejscu bohaterki. Jakich wyborów bym dokonała? Czy potrafiłabym żyć w kłamstwie i z poczuciem winy? Czy miałabym odwagę wyznać prawdę? Mnóstwo pytań. A to lubię w czytanych lekturach.

Podsumowując.

"Dziewczyna z daleka" ma u mnie, w sumie, 3 minusy:
- za bardzo rozwleczony początek,
- okładka nie pasuje mi do treści,
- i to nieszczęsne zakończenie, na które się nie godzę.

Plusy:
- historia, która wyciska łzy i chwyta za serce,
- wspaniała lekcja historii,
- opowieść daje powody do wielu przemyśleń,
- napisana w taki sposób, który nie pozwala odłożyć książki.

Czyli polecam szczerze.

Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek

Kruchy lód. Krzysztof Bochus

    TYTUŁ :   Kruchy lód AUTOR :  Krzysztof Bochus  WYDAWNICTWO : Skarpa Warszawska GATUNEK:  kryminał STRON : 368 DATA PREMIERY:  13 marca ...